informacja o wyborze oferty

WOJEWÓDZKI SZTAB WOJSKOWY w Lublinie
ul. Spadochroniarzy 5
20 - 043 Lublin
zawiadamia, że w wyniku postępowania o udzielenie zamówienia publicznego na: „Usługi w zakresie szkolenia poborowych na kierowców kat. „C” i „C+E” z terenu administrowanego przez Wojskową Komendę Uzupełnień w Puławach i Chełmie” w trybie art. 66 Ustawy z dnia 29 stycznia 2004 r. - Prawo zamówień publicznych (tekst jedn. Dz. U. z 2007 r. Nr 223 poz. 1655), to jest "z wolnej ręki" dokonano wyboru oferty:
OŚRODEK SZKOLENIA KIEROWCÓW „EFEKT”
ul. Narutowicza 14
20 – 004 LUBLIN
Uzasadnienie: Wykonawca zaakceptował warunki udzielenia zamówienia a cena, jaka zaproponował pozwoli na realizacje zamówienia.

SZEF

/ - / wz. płk dypl. Wiesław SKULSKI

 

Naprawa i konserwacja systemów alarmowych

OGŁOSZENIE O ZAWARCIU UMOWY NUMER OZU/2007/06/01-1825469
Nazwa i adres Zamawiającego
Nazwa:
Jednostka Wojskowa 4819
Adres pocztowy:
20 -031 Lublin ul. Radziszewskiego 4
Osoba upoważniona do kontaktów:
Arkadiusz Kolendowski tel. 0817183075
e-mail: przetargi@3bz.mil.pl

Określenie przedmiotu zamówienia:
Zadanie 1. NAPRAWA I KONSERWACJA SYSTEMÓW ALARMOWYCH W KOMPLEKSACH KOSZAROWYCH JEDNOSTKI WOJSKOWEJ nr 4819 ROZMIESZCZONYCH W LUBLINIE Zadanie 2. NAPRAWA I KONSERWACJA SYSTEMÓW ALARMOWYCH W KOMPLEKSIE KOSZAROWYM JEDNOSTKI WOJSKOWEJ nr 4819 W CHEŁMIE, NAPRAWĘ I KONSERWACJĘ SYSTEMU ALARMOWEGO W WOJSKOWEJ KOMENDZIE UZUPELNIEŃ W CHEŁMIE, NAPRAWĘ I KONSERWACJĘ SYSTEMU ALARMOWEGO W KLUBIE GARNIZONOWYM W CHEŁMIE

Uzasadnienie wyboru wykonawcy:
Wykonawca spełnia wszystkie warunki określone w SIWZ oraz jego oferta była najkorzystniejsza w kryterium oceny ofert:Cena brutto 1 roboczogodziny naprawy - 30% Cena brutto przeglądu konserwacyjnego - 70% Cena oferty zostanie wyliczona wg następującego wzoru: P = Nmin/Nr x 30 + Kmin/Kr x 70
gdzie:P - liczba punktówNmin - najniższa oferowana cena za 1 roboczogodzinę brutto naprawyNr - cena rozpatrywanej oferty za 1 roboczogodzinę brutto naprawyKmin - najniższa oferowana cena brutto za przeglądy konserwacyjneKr - cena brutto rozpatrywanej oferty za przeglądy konserwacyjne Oferta najkorzystniejsza to oferta z największą ilością punktów.

NAZWA I ADRES WYKONAWCY
SEMICO-2 Wiesław Kapica Sp.j.
Adres pocztowy:
20-331 Lublin ul. Grenadierów 13A
DOWÓDCA
wz. płk dypl. Sławomir WIERZBIENIEC

Armia przyciąga głównie nieudaczników i kryminalistów?

Cytat:Zamiast wysportowanych, zdrowych i wykształconych mężczyzn, do zawodowej służby w Wojsku Polskim zgłaszają się głównie nieudacznicy i kryminaliści - pisze "Dziennik".

Z danych resortu obrony, na które powołuje się gazeta, wynika, że jedynie co piąty kandydat na żołnierza zawodowego nadaje się do armii. Choć kandydatów do wojska jest w tym roku trzy razy więcej niż w ubiegłym, to ich przydatność jest mocno wątpliwa. Pojawiają się kandydaci z lękami depresyjnymi, z nadwrażliwością emocjonalną, wahaniami temperamentu. Wielu odpada na testach badających poziom intelektu.

Za broń chcą też chwycić kryminaliści, którzy na komisjach ukrywają przestępczą przeszłość, a nawet osoby, z których wcześniej armia zrezygnowała ze względu na stan zdrowia. We Wrocławiu żołnierzem chciał zostać gruźlik, a do krakowskiego WKU zgłosiło się kilkunastu kandydatów z poważnymi defektami wzroku.

Mundur przyciąga też zwykłe ofermy. Testy sprawnościowe oblewa jedna trzecia kandydatów - twierdzi wojskowy komendant uzupełnień w Lublinie ppłk Zdzisław Zwierz.

Dowódca wojsk lądowych generał Waldemar Skrzypczak w rozmowie z "Dziennikiem" przyznaje: Tylko co piąty poborowy przechodzi pozytywnie weryfikację. Efekt jest taki, że wojsku wciąż brakuje około 42 tys. ochotników.

Zdziesiątkował PiS - pójdzie w kamasze

za www.gazeta.pl

Cytat:
Zdziesiątkował PiS, pójdzie w kamasze
Tomasz Nieśpiał, Lublin 2007-05-16,

Działacze PiS z Zamojszczyzny próbują wysłać do armii swojego byłego kolegę, bo zaangażował się w tworzenie struktur Prawicy RP Marka Jurka

Wojska nigdy nie unikałem. Myślałem nawet, żeby związać się z mundurem na stałe. Ale nie sądziłem, że PiS będzie próbowało pozbyć się mnie przez powołanie do armii - mówi "Gazecie" Łukasz Borowiec, powiatowy radny i były szef Forum Młodych PiS w Biłgoraju. W marcu odszedł z PiS i pociągnął za sobą ok. 80 działaczy, dziesiątkując lokalne struktury partii w Biłgoraju. Teraz tworzy struktury Prawicy RP na Lubelszczyźnie.

Tuż po tym upomniało się o niego wojsko. W ubiegłym tygodniu Wojskowa Komenda Uzupełnień w Zamościu zwróciła się do Centrum Usług Szkoleniowych "Lider" o informacje, czy Borowiec nadal się tam uczy. "Sprawę proszę potraktować jako pilną" - czytamy w piśmie. Borowiec kończy naukę w technikum dla dorosłych w CUS w Biłgoraju. W maju zdaje ostatnie egzaminy. Nauka w technikum chroni go przed wojskiem tylko do końca czerwca.

O sytuacji w WKU w Zamościu opowiada nam jeden z jej pracowników: - Zrobiło się zamieszanie. Pojawiły się silne naciski ze strony PiS, żeby wręcz w ekspresowym tempie wcielić Łukasz Borowca do wojska.

O wyjaśnienie poprosiliśmy komendanta WKU ppłk. Andrzeja Kotowskiego. - Dlaczego WKU w Zamościu jako pilną potraktowało sprawę Łukasza Borowca? - zapytaliśmy.

- Pojawiły się wątpliwości. Odroczenie służby wojskowej z tytułu nauki przysługuje uczniowi lub studentowi. Chcieliśmy to doprecyzować.

- Od pracowników WKU usłyszeliśmy, że były naciski polityczne.

- Oficjalnie nikt się do mnie nie zwracał.

- A nieoficjalnie?

- No cóż... Z racji wykonywanej funkcji uczestniczę w różnych uroczystościach i na jednej z nich padło pytanie o niego.

- Czy był to polityk PiS?

- Wolałbym na to pytanie nie odpowiadać. Informacje o poborowych mamy z różnych źródeł. Jeśli pojawiają się wątpliwości, musimy je sprawdzić. I to zrobiliśmy. Łukasz Borowiec uczy się do końca czerwca i do tego czasu nie podlega służbie.

Przewodniczący Prawicy RP Marek Jurek: - To są rzeczy niedopuszczalne. Jeśli rzeczywiście doszło do takich działań, to traktuję je jako zamach na demokrację. Do pacyfikacji działalności politycznej wojsko używane było w PRL-u. W wolnej Polsce jeszcze o takiej sytuacji nie słyszałem.

 

Jak MasternNinjaH z wojem wojuje ;]

UPdate:
Zaniosłem dziś odwołanie od karty powołania, jednak miły łysy pan nie chciał ode mnie wzisc skargi, więc pofatygowałem się i sam zaniosłem to do Szefa Wojewódzkiego Sztabu Wojskowego w Lublinie.
Ale się zdziwiłem - to co wyprawia się tam to full kluturka, wszyscy są mili i wyrozumiali nie to co ten burdel w WKU.
Szef Sztabu rozmawiał ze mną jakieś 30 min po czym powiedział mi, że będzie interweniował.
Przy okazji - komisję lekarską mam 2 marca, zobaczymy co będzie ;]
Poniżej txt skargi może się komuś przydać ;]
Cytat:Na podstawie art. 227 Kodeksu postępowania administracyjnego składam skargę na Pana Komendanta Uzupełnień WKU Lublin 2.

Dnia 2.02.2007 zostałem zmuszony przez w/w Pana Komendanta do złożenia podpisu na karcie powołania. Przed jej podpisaniem oznajmiałem kilkukrotnie, że mam problemy zdrowotne i prosiłem o ponowną komisję lekarską. Pan Komendant twierdził, że bez żadnych dokumentów nie może mnie na nią wysłać. Do WKU przyjechałem w celu wyjaśnienia nieobecności na badaniach psychologicznych z dnia 26.01.2007 więc nie miałem ze sobą żadnych zaświadczeń lekarskich. Ponadto z powodu stresu nie byłem w stanie przypomnieć sobie czy i jakie dokumenty posiadam.
Podczas rozmowy oznajmiłem, że jestem pacyfistą i będę ubiegał się o służbę zastępczą bądź jej tymczasowe odroczenie z ważnych powodów osobistych – w odpowiedzi od P. Komendanta usłyszałem, że „ja mu wyglądam na filozofa” i na tym nasza rozmowa się urwała. Z całym szacunkiem dla P. Komendanta ale nie jego obowiązkiem jest wydawanie takich decyzji.

Uważam, że Pan Komendant przekroczył swoje obowiązki jako urzędnika państwowego dyskryminując moje przekonania osobiste, zostałem bezprawnie zastraszony przez P. Komendanta i zmuszony do złożenia podpisu (Pan Komendant powoływał się na art. 24.1 ustawy o powszechnym obowiązku obrony RP w którym nie ma ani jednego słowa z którego wynikało by, że muszę podpisać kartę powołania w tym dniu). Prośba o przedstawienie tekstu ustawy została zignorowana.

W związku z w/w proszę o pouczenie swojego podwładnego w zakresie jego kompetencji oraz jego obowiązkach związanych z poszanowaniem godności interesantów.



[ Dodano: 01-03-2007, 19:07 ]

Kampania reklamowa "ZAWÓD ŻOŁNIERZ"

Znalazłem w onecie.pl taki przerywnik w akcji promocyjnej:

Cytat:"Dz": do armii zgłaszają się głównie kryminaliści
Zamiast wysportowanych, zdrowych i wykształconych mężczyzn, do zawodowej służby w Wojsku Polskim zgłaszają się głównie nieudacznicy i kryminaliści, pisze "Dziennik".
Z danych resortu obrony, na które powołuje się gazeta, wynika, że jedynie co piąty kandydat na żołnierza zawodowego nadaje się do armii. Choć kandydatów do wojska jest w tym roku trzy razy więcej niż w ubiegłym, to ich przydatność jest mocno wątpliwa. Pojawiają się kandydaci z lękami depresyjnymi, z nadwrażliwością emocjonalną, wahaniami temperamentu. Wielu odpada na testach badających poziom intelektu.

Za broń chcą też chwycić kryminaliści, którzy na komisjach ukrywają przestępczą przeszłość, a nawet osoby, z których wcześniej armia zrezygnowała ze względu na stan zdrowia. We Wrocławiu żołnierzem chciał zostać gruźlik, a do krakowskiego WKU zgłosiło się kilkunastu kandydatów z poważnymi defektami wzroku. Mundur przyciąga też zwykłe ofermy. "Testy sprawnościowe oblewa jedna trzecia kandydatów" - twierdzi wojskowy komendant uzupełnień w Lublinie ppłk Zdzisław Zwierz.

Dowódca wojsk lądowych generał Waldemar Skrzypczak w rozmowie z "Dziennikiem" przyznaje: "Tylko co piąty poborowy przechodzi pozytywnie weryfikację." Efekt jest taki, że wojsku wciąż brakuje około 42 tys. ochotników.



A tu link do artykułu z Dziennika: http://www.dziennik.pl/wy..._zolnierzy.html

Czy na tym ma polegać armia zawodowa i profesjonalna

Pozdrawiam miki

Zdziesiątkował PiS, pójdzie w kamasze

Zdziesiątkował PiS,

pójdzie w kamasze

Tomasz Nieśpiał, Lublin

2007-05-16, ostatnia aktualizacja 2007-05-16 07:57:29.0

Działacze PiS z Zamojszczyzny
próbują wysłać do armii swojego byłego kolegę,
bo zaangażował się
w tworzenie struktur Prawicy RP Marka Jurka

- Wojska nigdy nie unikałem. Myślałem nawet, żeby związać się z mundurem na stałe. Ale nie sądziłem, że PiS będzie próbowało pozbyć się mnie przez powołanie do armii - mówi "Gazecie" Łukasz Borowiec, powiatowy radny i były szef Forum Młodych PiS w Biłgoraju. W marcu odszedł z PiS i pociągnął za sobą ok. 80 działaczy, dziesiątkując lokalne struktury partii w Biłgoraju. Teraz tworzy struktury Prawicy RP na Lubelszczyźnie.Tuż po tym upomniało się o niego wojsko. W ubiegłym tygodniu Wojskowa Komenda Uzupełnień w Zamościu zwróciła się do Centrum Usług Szkoleniowych "Lider" o informacje, czy Borowiec nadal się tam uczy. "Sprawę proszę potraktować jako pilną" - czytamy w piśmie. Borowiec kończy naukę w technikum dla dorosłych w CUS w Biłgoraju. W maju zdaje ostatnie egzaminy. Nauka w technikum chroni go przed wojskiem tylko do końca czerwca.O sytuacji w WKU w Zamościu opowiada nam jeden z jej pracowników: - Zrobiło się zamieszanie. Pojawiły się silne naciski ze strony PiS, żeby wręcz w ekspresowym tempie wcielić Łukasz Borowca do wojska.O wyjaśnienie poprosiliśmy komendanta WKU ppłk. Andrzeja Kotowskiego. - Dlaczego WKU w Zamościu jako pilną potraktowało sprawę Łukasza Borowca? - zapytaliśmy.- Pojawiły się wątpliwości. Odroczenie służby wojskowej z tytułu nauki przysługuje uczniowi lub studentowi. Chcieliśmy to doprecyzować.- Od pracowników WKU usłyszeliśmy, że były naciski polityczne.- Oficjalnie nikt się do mnie nie zwracał.- A nieoficjalnie?- No cóż... Z racji wykonywanej funkcji uczestniczę w różnych uroczystościach i na jednej z nich padło pytanie o niego.- Czy był to polityk PiS?- Wolałbym na to pytanie nie odpowiadać. Informacje o poborowych mamy z różnych źródeł. Jeśli pojawiają się wątpliwości, musimy je sprawdzić. I to zrobiliśmy. Łukasz Borowiec uczy się do końca czerwca i do tego czasu nie podlega służbie.Przewodniczący Prawicy RP Marek Jurek: - To są rzeczy niedopuszczalne. Jeśli rzeczywiście doszło do takich działań, to traktuję je jako zamach na demokrację. Do pacyfikacji działalności politycznej wojsko używane było w PRL-u. W wolnej Polsce jeszcze o takiej sytuacji nie słyszałem.

Tomasz Nieśpiał, Lublin

Tekst pochodzi z portalu Gazeta.pl - www.gazeta.pl © Agora SA

.

ZAWODY W LUBLINIE

Zamieszczam poprawiony i uzupełniony regulamin zawodów.

Regulamin OTWARTYCH ZAWODÓW
„CP – WIOSNA 2006”

1. Cel zawodów:
Popularyzacja strzelectwa z broni czarnoprochowej
Integracja środowiska pasjonatów broni historycznej

2. Organizator:
Strzelecki Ośrodek Szkoleniowy „10.9” w Lublinie.
Klub Strzelecki „ELITA” w Lublinie.

3. Miejsce: strzelnica KS „Świt” w Świdniku

4. Termin: 30 kwietnia 2006

5. Czas: od godziny 10:30

6. Konkurencje (5+20):
Pistolet, rewolwer – strzelanie dokładne: odl. 25m, tarcza: Psp (średnice: „1”- 50cm, czarne pole: 20cm)
Karabin – strzelanie dokładne: odl. 50m, tarcza: 23p (średnice: „1”- 50cm, czarne pole: 20cm)
Broń gładkolufowa – strzelanie dokładne: odl. 25m, tarcza: Psp (średnice: „1”- 50cm, czarne pole: 20cm
Rewolwer – strzelanie szybkie: odl. 10m, tarcza: sylwetka wojskowa 23p

Oraz konkurencje dodatkowe– stosownie do życzeń zawodników i możliwości organizatorów.

Ponadto we wszystkich konkurencjach obowiązują następujące przepisy techniczne:
Postawa: stojąc
Trzymanie broni: dowolne – bezpieczne.
Podczas strzelania z broni długiej dozwolone jest używanie pasów.
W przypadku jakichkolwiek kłopotów z bronią strzelanie zostaje zatrzymane na wszystkich stanowiskach – aż do usunięcia przyczyny przerwania strzelania. Strzelanie wznawia się na komendę prowadzącego.
Wszystkich uczestników obowiązują przepisy zawarte w Regulaminie Strzelnicy, a w szczególności:
Wszelkie czynności na strzelnicy są wykonywane wyłącznie na polecenie prowadzącego strzelanie
Broń pozostaje w pokrowcach (kaburach) do momentu wejścia na wyznaczone stanowisko strzeleckie.
Ładowanie broni odbywa się wyłącznie na wyznaczonych stanowiskach strzeleckich.
Wszelkie czynności związane z obsługą broni muszą być wykonywane z wylotem lufy skierowanym w stronę bezpieczną (kulochwyt).
Zejście ze stanowiska strzeleckiego jest dozwolone po sprawdzeniu rozładowania broni przez prowadzącego.
KAŻDY, kto stwierdzi, że dalsze strzelanie może (w jego ocenie) prowadzić do zagrożenia życia, zdrowia lub mienia – ma obowiązek przerwać strzelania przez głośne wydanie komendy: „STOP”. Po takiej komendzie wszyscy strzelający mają zakaz oddania strzału. Strzelanie może być wznowione na komendę prowadzącego.
Zabronione jest posługiwanie się bronią po spożyciu alkoholu lub innych, podobnie działających środków. Zakaz ten dotyczy także przenoszenia broni i jakiegokolwiek kontaktu z bronią.
Osoby nie przestrzegające Regulaminu, zasad bezpieczeństwa oraz nie wykonujące dokładnie poleceń prowadzącego będą dyskwalifikowane i usuwane ze strzelnicy. W takim przypadku opłaty wniesione przez usuniętą osobę nie podlegają zwrotowi.
Osoba oddająca strzał ponosi wszelką odpowiedzialność za jego skutki.

7. Klasyfikacja:
Indywidualna według ilości uzyskanych punktów w poszczególnych konkurencjach
O tytuł „NAJLEPSZEGO ZAWODNIKA” – jako suma wszystkich uzyskanych punktów.

8. Nagrody:

a) W poszczególnych konkurencjach:
Dyplomy: miejsca 1-8
Medale: miejsca 1-3
Puchary: miejsca 1

b) Puchar dla NAJLEPSZEGO ZAWODNIKA
Istnieje możliwość fundowania nagród specjalnych – zależnie od hojności sponsorów.

9. Koszty uczestnictwa:
Konkurencje regulaminowe - opłata startowa: 20 zł/konkurencję
Konkurencje dodatkowe – opłata startowa stosownie do kosztów organizacyjnych.

10. Warunki uczestnictwa:
Wszyscy uczestnicy są obowiązani do okazania dokumentu stwierdzającego tożsamość
Zawody odbywają się z broni i amunicji będących w dyspozycji zawodników
Każdorazowo obowiązuje odnotowanie w rejestrze pobytu na strzelnicy
a) sposób zgłaszania:
Pisemnie: S.O.S. „10.9”
ul. Wiklinowa 4/20
20-541 Lublin
Osobiście: strzelnica przy ulicy 1 Maja 16 w Lublinie we wtorki od 17 do 19
Telefonicznie/faksem: (081) 444 3 444, 0600323210 (także SMS)
Przez e-mail: strzelnica@lublin.cc
b) termin: jak najwcześniej , ale nie później niż do rozpoczęcia zawodów

11. Przepisy końcowe:
Wszyscy uczestnicy strzelań są zobowiązani do ścisłego przestrzegania przepisów niniejszego Regulaminu, zasad bezpieczeństwa, Regulaminu Strzelnicy i poleceń osób prowadzących strzelanie
Niestosowanie się do w/w zapisów powoduje dyskwalifikację i usunięcie ze strzelnicy
Organizatorzy zastrzegają sobie możliwość zmiany tego Regulaminu.

12. Informacje dodatkowe:
W czasie trwania zawodów będzie czynny grill, na którym będzie można będzie przyrządzić sobie „małe co nieco”.
Wszelkie informacje dotyczące zawodów będą dostępne na www.strzelnica.hg.pl

Zapraszam:
Romuald Witamborski

Informacje na temat zawodów, również pod numerem tel.
600-323-210, Romuald Witamborski.

Nowości prawne

Państwo pomoże znaleźć pracę

Warunki korzystania przez żołnierzy i ich krewnych z pomocy rekonwersyjnej określa rozporządzenie opublikowane 19 czerwca 2009 r.
Chodzi o rozporządzenie Ministra Obrony Narodowej z dnia 9 czerwca 2009 r. w sprawie szczegółowych warunków i trybu korzystania przez żołnierzy zwolnionych z czynnej służby wojskowej, a także małżonków oraz dzieci pozostających na utrzymaniu żołnierzy, którzy zaginęli lub ponieśli śmierć w związku z wykonywaniem zadań służbowych, z pomocy w zakresie podnoszenia kwalifikacji, przekwalifikowania, doradztwa zawodowego lub pośrednictwa pracy (Dz. U. Nr 94 poz. 778).
Ww. pomoc to pomoc w zakresie podnoszenia kwalifikacji, przekwalifikowania, doradztwa zawodowego lub pośrednictwa pracy.
Ze wsparcia w zakresie doradztwa zawodowego uprawniony będzie mógł skorzystać w trybie porady indywidualnej. Udzieli jej dyrektor Centralnego Ośrodka Aktywizacji Zawodowej w Warszawie oraz kierownicy ośrodków aktywizacji zawodowej w Bydgoszczy, Gdyni, Krakowie, Lublinie, Olsztynie, Szczecinie i Wrocławiu.
Z pomocy w zakresie przekwalifikowania zawodowego lub podnoszenia kwalifikacji będzie można skorzystać w ośrodkach szkolenia oraz w instytucjach uprawnionych do prowadzenia kształcenia i szkoleń. Zainteresowanemu pokryte zostaną koszty za: szkolenia związane z przekwalifikowaniem zawodowym lub podnoszeniem kwalifikacji; przejazdy z miejsca zamieszkania do ośrodka szkolenia i z powrotem; noclegi w miejscu szkolenia.
Aby skorzystać z pomocy, zainteresowany będzie musiał złożyć - do dyrektora wojskowego biura emerytalnego, za pośrednictwem szefa wojewódzkiego sztabu wojskowego lub wojskowego komendanta uzupełnień - stosowny wniosek.
Koszty przejazdów i noclegów z miejsca zamieszkania zainteresowanego do ośrodka szkolenia i z powrotem pokrywa się, jeżeli przejazd odbywa się na odległość powyżej pięćdziesięciu kilometrów w jedną stronę - zapisano też w akcie. Ponadto, rozporządzenie nakłada na Dyrektora COAZ i kierowników OAZ obowiązek prowadzenia pośrednictwa pracy.

Opublikowana 19 czerwca 2009 r. rozporządzenie wejdzie w życie 3 lipca br.

Pracujący emeryt dostanie niższe świadczenia

Zmienią się zasady zmniejszenia wojskowej emerytury lub renty w przypadku osiągania przychodu z działalności podlegającej obowiązkowi ubezpieczenia społecznego.
Zmiany będą mieć znaczenie szczególnie dla tych emerytów i rencistów wojskowych, którzy posiadają niskie świadczenia. W sytuacji osiągania przychodu emerytura i renta będzie zmniejszona, nie więcej jednak niż o 25% jej wysokości.
W przypadku osiągania przychodu przekraczającego 70% przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia, nieprzekraczającego jednak 130% tej kwoty - świadczenia te będą zmniejszane o kwotę przekroczenia, nie większą jednak niż o 25% emerytury/renty.
Wynika to z ustawy z dnia 23 kwietnia 2009 r. o zmianie ustawy o zaopatrzeniu emerytalnym żołnierzy zawodowych oraz ich rodzin (Dz. U. Nr 95 poz. 785).

Opublikowana 19 czerwca 2009 r. nowela wejdzie w życie 4 lipca br.

Pójdzie do wojska...

Cytat: Płk Mariusz Jagodziński odejdzie na emeryturę - zdecydował minister obrony narodowej. Na razie nie wiadomo, kto zastąpi go na stanowisku szefa Wojewódzkiego Sztabu Wojskowego w Lublinie.
Płk Jagodziński prosił ministra Aleksandra Szczygło o przejście na emeryturę już w kwietniu. Decyzja zapadła wczoraj, po skandalu opisanym przez "Gazetę".

Chodzi o sprawę szefa Wojskowej Komendy Uzupełnień w Zamościu, który na prośbę działaczy PiS sprawdzał, czy byłego radnego tej partii można zaciągnąć do wojska. Płk Jagodziński, proszony o komentarz w tej sprawie stwierdził, że nieprawidłowości opisane przez "Gazetę", nie są dla niego wyrocznią prawną.

Odmienne zdanie miał na ten temat minister Szczygło, który zdecydował o nieprzedłużaniu kadencji komendantowi zamojskiej WKU i nakazał mu odejście z zawodowej służby. Po 32 latach przepracowanych dla wojska przejdzie na emeryturę. - Moja decyzja ma być jasnym sygnałem dla przedstawicieli wojska w terenie, aby nie wchodzili w nieformalne kontakty z lokalnymi politykami, działaczami samorządów i przedstawicielami biznesu. Stanowczo chcę zapewnić, że żadna partia - także moja - nie będzie wykorzystywała wojska do prowadzenia działalności politycznej - powiedział Aleksander Szczygło. Incydent był też okazją do przychylenia się ministra do prośby szefa WSzW w Lublinie. Na razie nie wiadomo, kto będzie jego następcą.

Płk Mariusz Jagodziński jest absolwentem Wyższej Szkoły Oficerskiej Wojsk Obrony Przeciwlotniczej w Koszalinie, ukończył studia podyplomowe Akademii Obrony Narodowej. Zanim trafił do Lublina, pełnił funkcję zastępcy szefa Wojewódzkiego Sztabu Wojskowego we Wrocławiu. Na czele lubelskiego WSzW stał od stycznia 2005 roku.

Politycy domagają się wyjaśnień

Szef Prawicy Rzeczypospolitej zapowiedział wczoraj, że oczekuje od premiera Jarosława Kaczyńskiego i ministra obrony narodowej Aleksandra Szczygły wyjaśnień w sprawie próby nagłego powołania Łukasza Borowca do wojska. Były marszałek domaga się też ukarania polityków PiS, którzy mieli w tej sprawie naciskać na szefa zamojskiej WKU. - Ta sprawa musi być wyjaśniona do samego końca i tego oczekujemy - powiedział PAP Marek Jurek. Według niego to ciąg różnego rodzaju szykan i skrajnie niedemokratycznych zachowań, które mają utrudnić działanie jego partii.

- To skandaliczna historia! - komentuje poseł SLD i były minister sprawiedliwości Grzegorz Kurczuk, który zapowiada skierowanie zapytania poselskiego w sprawie Borowca. Zdaniem Kurczuka zwolnienie komendanta WKU ze służby jest niewystarczające do wyjaśnienia sytuacji. - To próba ukręcenia głowy tej sprawie. Niech komendant powie, kto prosił go o zainteresowanie się Borowcem - powiedział "Gazecie" Grzegorz Kurczuk.

Źródło: Gazeta Wyborcza - Lublin


artykuł

Lecą kolejne głowy.

Po maturze do wojska

Cytat:



- Właśnie zdałem maturę i zamierzam iść na studia, ale dostałem wezwanie do WKU. Dwaj moi koledzy na takim spotkaniu otrzymali bilety do armii - mówi tegoroczny absolwent technikum. Nawet uzyskanie za parę tygodni indeksu nie wybroni przed "pójściem w kamasze"

Maturzyści, zanim zostaną studentami (lub uczniami szkół policealnych), przez kilka tygodni nie mogą okazać się przed wojskowymi żadnym dokumentem potwierdzającym dalszą naukę. - I właśnie zaczęto nas wzywać na komendę i wręczać bilety - relacjonuje absolwent technikum budowlanego. - Koledzy, którzy mają to za sobą, mówią, że żadne zapewnienia o planach kontynuowania nauki nie działają. Jeden usłyszał, że jak chce tak bardzo studiować, to pójdzie na politechnikę... za rok, po wojsku. Bo nawet uzyskanie za parę tygodni indeksu, nie anuluje biletu do wojska.

Wojskowi przyznają, że wykorzystują przerwę w edukacji na pobór. - Nasze zasady się nie zmieniły i staramy się o każdego młodego człowieka objętego obowiązkiem służby wojskowej - mówi ppłk dypl. Krzysztof Tarapacz, szef Wojskowej Komendy Uzupełnień. - Mamy swoje określone zadania, a wobec tak dużej emigracji jak obecnie niełatwo je wykonać. Każdy przypadek analizujemy, ale czyjeś plany to na razie tylko plany. Nie mamy pewności, że będą wykonane. Zgodnie z prawem odraczamy uczniów i studentów - mówi Tarapacz.

Przyznaje, że gdyby nie musiał wzywać do poboru w okresie, kiedy młodzi ludzie jeszcze nie zdążyli podjąć nauki, byłby szczęśliwszy. - Ale druga strona też wykorzystuje wszelkie prawne sposoby, żeby utrudnić nam pracę - zaznacza.

Młodzi ludzie uważają, że wojsko najchętniej wybiera do służby osoby z wykształceniem technicznym. - Pewnie będzie budowało te stadiony na Euro 2012 -domyślają się poborowi.

Zaprzecza temu komendant. - Nie sądzę, żeby wojsko otrzymało takie zadanie w krótkim czasie - uważa. - Brakuje jednostek specjalistycznych, ale jeśli padnie taki rozkaz, to oczywiście trzeba będzie podjąć wyzwanie.

Za rok tylko ochotnicy

- Tegoroczny pobór jest ostatnim, a wcielenie grudniowe w ramach tegorocznego poboru, będzie ostatnim - powiedział wczoraj w Lublinie minister obrony Bogdan Klich. - W ramach ochotniczej służby zawodowej pozostawiamy sobie furtkę na wypadek - odpukać - jakiegoś konfliktu zbrojnego. Gdyby bezpieczeństwo naszego kraju zostało poważnie zagrożone, na tzw. "czas w", będzie odwieszenie poboru - zaznaczył minister

Źródło: Gazeta Wyborcza Częstochowa

http://miasta.gazeta.pl/c..._do_wojska.html




Chyba nawet za komuny (?) maturzystom (abiturientom) dawali spokój do października przynajmniej tym którzy deklarowali chęć podjęcia nauki na studiach Jest jakaś ustawa która to reguluje

Przetarg nieograniczony szkolenie poborowych kat. C

O G Ł O S Z E N I E O Z A M Ó W I E N I U
NR ZP-5/2007

1. Nazwa i adres zamawiającego.
Wojewódzki Sztab Wojskowy w Lublinie
20 - 400 Lublin, ul. Spadochroniarzy 5,
tel. (81) 718 33 00, fax (081) 718 33 37,
osoba kontaktowa: kpt. Zdzisław KRAWIEC

2. Określenie trybu zamówienia.
przetarg nieograniczony - usługa

3. Określenie sposobu uzyskania specyfikacji istotnych warunków zamówienia.
Specyfikacja Istotnych Warunków Zamówienia zostanie zamieszczona na stronie internetowej www.przetargi.army.mil.pl po ukazaniu się ogłoszenia w Biuletynie UZP. SIWZ można również nabyć bezpłatnie w siedzibie Zamawiającego, pokój nr 416.

4. Opis przedmiotu oraz wielkości lub zakresu zamówienia.
Przedmiotem zamówienia jest:
Szkolenie poborowych posiadających prawo jazdy kat. B w zakresie uzyskania prawa jazdy kat. C przez 150 poborowych do 15.11.2007r.
CPV - 80411000-8
Zakres obejmuje:
1. Nazwa zadania.
Szkolenie poborowych posiadających prawo jazdy kat. B w zakresie uzyskania prawa jazdy kat. C przez 150 poborowych w terminie do 15.11.2007r. CPV - 80411000-8
2. Lokalizacja i siedziba ośrodków.
Teren województwa lubelskiego podzielony na 6 grup powiatów tj:*
1)chełmski, włodawski , krasnystawski;
2)bialsko-podlaski, radzyński, parczewski, łukowski;
3)puławski, kraśnicki, opolski, rycki;
4)biłgorajski, zamojski, tomaszowski, hrubieszowski,
5)miasto Lublin,
6)lubelski, lubartowski, świdnicki, łęczyński, janowski;
* np. w przypadku skierowania kursanta z powiatu kraśnickiego winien on być szkolony w na terenie jednego z powiatów określonych w grupie "3". W grupach od "1" do "4" ośrodek szkolenia ma znajdować się w jednym z wymienionych miast powiatowych. Dla grupy określonej w pkt. "5" i "6" siedziba ośrodka ma znajdować się w Lublinie.
3. Opis zadania.
3.1. Przedmiotem zamówienia jest wyszkolenie max 150 kursantów posiadających prawo jazdy kategorii B w zakresie uzyskania praw jazdy kat. C.
3.2. System szkolenia winien być całodzienny i całotygodniowy.
3.3. Szkolenie winno zakończyć się egzaminem państwowym. Zapłata wynagrodzenia
za wyszkolenie konkretnego kursanta nastąpi w momencie uzyskania przez niego prawa jazdy kategorii wymaganej przez Zamawiającego tj. po przedstawieniu dokumentów potwierdzających zdanie egzaminu państwowego.
3.4. Przed przystąpieniem do szkolenia Wykonawca przeprowadzi na swój koszt badania lekarskie o których mowa w § 10 ust. 2 pkt. 2 Rozporządzenia Ministra Zdrowia z dnia 7 stycznia 2004r. w sprawie badań lekarskich kierowców i osób ubiegających się o uprawnienia do kierowania pojazdami ( Dz.U. Nr 2, poz. 15 z 2004r. ) skierowanych kandydatów.
W przypadku negatywnych wyników powyższych badań, o fakcie tym Wykonawca powiadomi właściwego Wojskowego Komendanta Uzupełnień oraz Zamawiającego celem wytypowania i skierowania w ich miejsce kolejnych kandydatów.
3.5. Przed rozpoczęciem szkolenia Wykonawca zobligowany jest do przeprowadzenia wstępnych testów teoretycznych i praktycznych w celu wykluczenia ze szkolenia kandydatów, którzy - jego zdaniem - nie rokują nadziei na uzyskanie prawa jazdy wymaganej kategorii. Wykonawca powiadomi właściwego Wojskowego Komendanta Uzupełnień oraz Zamawiającego o wynikach w/w testów i wykluczeniu kursantów, którzy otrzymali negatywną ocenę, z dalszego szkolenia celem wytypowania i skierowania w ich miejsce kolejnych kandydatów.
3.6. kandydatów na szkolenie typują i kierują do Wykonawcy Wojskowi Komendanci Uzupełnień :Lublin-1; Lublin-2; Puławy; Chełm; Biała Podlaska ; Zamość.
3.7. Jednorazowo Zamawiający wyznaczy grupę kursantów nie większą niż 25 osób.
3.8. Kandydaci zostaną poddani badaniom psychotechnicznym w Wojskowej Pracowni Psychologicznej, przed rozpoczęciem szkolenia i na koszt Zamawiającego.
3.9. Zamawiający zastrzega sobie możliwość prowadzenia bieżącego nadzoru - nad procesem szkolenia kursantów - na każdym etapie szkolenia.
3.10. Wykonawca winien przeprowadzić kursy zgodnie z wymaganiami określonymi
w Ustawie z dnia 20 czerwca 1997r. Prawo o ruchu drogowym ( t.j. Dz.U. Nr 58, poz. 515
z 2003r. ) wraz z aktami wykonawczymi.
3.11. Szkolenia praktyczne winny być prowadzone na pojazdach na jakich kursant będzie zdawał egzamin państwowy.
Lokalizacja: województwo lubelskie.

Zamawiający nie dopuszcza składania ofert częściowych.
Zamawiający nie dopuszcza składania ofert wariantowych.
Zamawiający nie przewiduje zawarcia umowy ramowej i aukcji elektronicznej.

5.Termin realizacji.
od dnia podpisania umowy do 15.11.2007r.

6.Opis warunków udziału w postępowaniu oraz opis sposobu dokonywania ich oceny.
1. O udzielenie zamówienia ubiegać się mogą Wykonawcy składający ważną i odpowiednią ofertę oraz:
1.1. posiadają uprawnienia do wykonywania określonej działalności lub czynności, jeżeli ustawy nakładają obowiązek posiadania takich uprawnień,
1.2. posiadają niezbędną wiedzę i doświadczenie oraz dysponują potencjałem technicznym
i osobami zdolnymi do wykonania zamówienia,
1.3. znajdują się w sytuacji ekonomicznej i finansowej zapewniającej wykonanie zamówienia,
1.4. nie podlegają wykluczeniu z postępowania o udzielenie zamówienia na podstawie art. 24 PZP, a ponadto spełniają niżej wymienione warunki:
1.5. wykonali, w przypadku świadczeń okresowych lub ciągłych również wykonywanych,
w okresie ostatnich 3 lat, a jeżeli okres działalności jest krótszy, to w tym okresie min. 2 zadania w zakresie szkoleń dla grup zorganizowanych min. 10 osób,
1.6. wykonali/wykonują w/w usługi należycie
1.7. dysponują potencjałem technicznym niezbędnym do wykonania zamówienia tj:
1. min. 1 samochodem ciężarowym o dopuszczalnej masie całkowitej co najmniej 10 t
i długości co najmniej 7 m, , dla przeprowadzenia kursu w zakresie praw jazdy kat. C, zgodnym z warunkami określonymi w Ustawie z dnia 20 czerwca 1997r. Prawo o ruchu drogowym ( t.j. DzU. Nr 58, poz. 515 z 2003r. ) oraz w aktach wykonawczych,
2. dysponują placówkami przeznaczonymi do szkolenia kierowców i spełniającymi warunki określone w Ustawie z dnia 20 czerwca 1997r. Prawo o ruchu drogowym ( t.j. DzU. Nr 58, poz. 515 z 2003r. ) oraz w aktach wykonawczych, na terenie powiatów - grup:
- chełmski, włodawski , krasnystawski;
­- bialsko-podlaski, radzyński, parczewski, łukowski;
­- puławski, kraśnicki, opolski, rycki;
­- biłgorajski, zamojski, tomaszowski, hrubieszowski,
- ­miasto Lublin,
­- lubelski, lubartowski, świdnicki, łęczyński, janowski;
1.8. dysponują osobami zdolnymi do wykonania zamówienia oraz posiadającymi kwalifikacje niezbędne do wykonania zamówienia tj. min. 2 instruktorami posiadającymi uprawnienia zgodne z Ustawą z dnia 20 czerwca 1997r. Prawo o ruchu drogowym ( t.j. DzU. Nr 58, poz. 515 z 2003r. ) oraz z aktami wykonawczymi.
1.9. są ubezpieczeni od odpowiedzialności cywilnej w zakresie prowadzonej działalności gospodarczej na kwotę min. 200 000,00 zł,
1.10. oświadczą, że spełniają warunki określone w art. 22 PZP oraz że nie podlegają wykluczeniu z postępowania na podstawie art. 24 PZP,
1.11. Zgodnie z art. 26 ust. 2 załączą dokumenty wymienione w § 1 ust. 1 pkt. 2,3,4,5, ust. 2 pkt. 2, 3,5,6 oraz ust. 3 pkt. 3 Rozporządzenia Prezesa Rady Ministrów z dnia 19 maja 2006r. w sprawie rodzajów dokumentów, jakich może żądać zamawiający od Wykonawcy oraz form, w jakich te dokumenty mogą być składane. (Dz.U. Nr 87 z dnia 24 maja 2006r. poz. 605).
Sprawdzenie w/w warunków udziału w postępowaniu odbywać się będzie na podstawie przedłożonych przez Wykonawcę dokumentów i oświadczeń wg zasady spełnia / nie spełnia.

7.Informacje na temat wadium:
zamawiający nie żąda wadium.

8.Kryteria oceny ofert i ich znaczenie
A. CENA -100 %

9.Termin oraz miejsce składania i otwarcia ofert.
Termin złożenia ofert do dnia 23.03.2007 do godz. 13:00, siedziba Zamawiającego,
w Kancelarii WSzW. Otwarcie ofert nastąpi dnia 23.03.2007 do godz. 13:30, siedziba Zamawiającego, w pok. nr 219.
Składający ofertę pozostają nią związani przez okres 30 dni.

10.Sposób porozumienia się z Wykonawcami.
Oświadczenia, zapytania, zawiadomienia i protesty składane przez Wykonawców oraz odpowiedzi Zamawiającego wymagają formy pisemnej. Zamawiający dopuszcza przekazanie informacji za pomocą faksu, potwierdzonego niezwłocznie pisemnie.
Treści oświadczeń, zapytań, zawiadomień, modyfikacje SIWZ i protesty oraz odpowiedzi zostaną zamieszczone na stronie internetowej Zamawiającego;

11.Ogłoszenie zostało przekazane do Urzędu Zamówień Publicznych w dniu 06.03.2007r.

Naprawa i konserwacja systemów alarmowych

Ogłoszenie o wszczęciu postępowania i ogłoszenie o zamówieniu

1. Ogłoszenie o wszczęciu postępowania

Nazwa i adres Zamawiającego
Nazwa: Jednostka Wojskowa 4819 Lublin
Adres pocztowy:
Ulica: Radziszewskiego 4
Miejscowość: Lublin
Kod pocztowy: 20-031
Województwo: lubelskie
Osoba upoważniona do kontaktów; Helena OLEŃSKA, Arkadiusz KOLENDOWSKI
Telefon/Fax 081 7183075 e-mail przetargi@3bz.mil.pl
Adres strony internetowej na której dostępna jest specyfikacja istotnych warunków zamówienia: http://przetarg.army.mil.pl
Rodzaj zamówienia: Usługi
Tryb postępowania: Przetarg nieograniczony
Określenie przedmiotu zamówienia:
Zadanie 1 - Naprawa i 3 krotna konserwacja systemów alarmowych w 3 obiektach Wojskowych w Lublinie
Zadanie 2 - Naprawa i 3 krotna konserwacja systemów alarmowych w 3 obiektach Wojskowych w Chełmie
Kryteria oceny ofert: Zamawiający będzie się kierował następującym kryterium:
Cena brutto 1 roboczogodziny naprawy - 30%
Cena brutto przeglądów konserwacyjnych - 70%
Cena oferty zostanie wyliczona wg następującego wzoru:

P = Nmin/Nb x 30 + Kmin/Kr x 70

gdzie:
P - liczba punktów
Nmin - najniższa oferowana cena za 1 roboczogodzinę brutto naprawy
Nr - cena rozpatrywanej oferty za 1 roboczogodzinę brutto naprawy
Kmin - najniższa oferowana cena brutto za przeglądy konserwacyjne
Kr - cena brutto rozpatrywanej oferty za przeglądy konserwacyjne

Oferta najkorzystniejsza to oferta z największą ilością punktów.

Termin składania ofert: 2007/05/08 do godz. 12.00
Miejsce składania ofert: 20-031 Lublin ul. Radziszewskiego 4 kancelaria jawna IIp.

2. Ogłoszenie o zamówieniu

Jednostka Wojskowa 4819
20 031 Lublin ul. Radziszewskiego 4

OGŁASZA PRZETARG NIEOGRANICZONY
o wartości poniżej 60 000Euro na:

Usługi naprawy i konserwacji urządzeń alarmowych
1. Specyfikacja istotnych warunków zamówienia jest dostępna na stronie internetowej
http://przetarg.army.mil.pl
2. Przedmiotem zamówienia są usługi:

Zadanie 1. NAPRAWĘ I KONSERWACJĘ SYSTEMÓW ALARMOWYCH W 3 KOMPLEKSACH KOSZAROWYCH JEDNOSTKI WOJSKOWEJ nr 4819 ROZMIESZCZONYCH W LUBLINIE

Zadanie 2. NAPRAWĘ I KONSERWACJĘ SYSTEMÓW ALARMOWYCH W KOMPLEKSIE KOSZAROWYM JEDNOSTKI WOJSKOWEJ nr 4819 W CHEŁMIE, NAPRAWĘ I KONSERWACJĘ SYSTEMU ALARMOWEGO W WOJSKOWEJ KOMENDZIE UZUPELNIEŃ W CHEŁMIE,
NAPRAWĘ I KONSERWACJĘ SYSTEMU ALARMOWEGO W KLUBIE GARNIZONOWYM W CHEŁMIE

3. Zamawiający dopuszcza składanie ofert częściowych.
4. Zamawiający nie dopuszcza składania ofert wariantowych.
5. Termin wykonania zamówienia - od podpisania umowy do-31.12.2007
6. Opis warunków udziału w postępowaniu:
O udzielenie zamówienia mogą ubiegać się Wykonawcy, którzy:
1). Zgodnie z artykułem 22 ustawy Pzp:
a) Posiadają uprawnienia do wykonywania określonej działalności lub czynności, jeżeli
ustawy nakładają obowiązek posiadania takich uprawnień;
b) Posiadają niezbędną wiedzę i doświadczenie oraz dysponują potencjałem
technicznym i osobami zdolnymi do wykonania zamówienia:
c) Znajdują się w sytuacji ekonomicznej i finansowej zapewniającej wykonanie
zamówienia;
d) Nie podlegają wykluczeniu z postępowania o udzielenie zamówienia na podstawie
art. 24 ustawy Pzp.
A ponadto Wykonawca przystępujący do przetargu musi spełniać następujące warunki Ustawy o ochronie informacji niejawnych /Dz. U. Nr 11 poz. 95/, Ustawy o ochronie osób i mienia /Dz. U. Nr 114 poz. 740 oraz wydanych na ich podstawie stosownych rozporządzeń:
2). posiadać ważną, aktualną koncesję MSW i A na realizację usług w zakresie
ochrony, (na prowadzenie działalności w zakresie ochrony osób i mienia, w zakresie
ochrony technicznej)
3). posiadać stosowne licencje dla wszystkich pracowników ochrony technicznej przewidzianych do realizacji przedsięwzięć, (dysponują licencjonowanymi pracownikami zabezpieczenia technicznego I stopnia i licencjonowanymi pracownikami zabezpieczenia technicznego II stopnia).
4). posiadać poświadczenie bezpieczeństwa dla wszystkich osób przewidzianych do realizacji zamówienia, (o klauzuli POUFNE,)
5). posiadać całodobowy serwis techniczny z czasem reakcji do 4 godzin od momentu zgłoszenia usterki,
6). posiadać kancelarię tajną i pomieszczenia umożliwiające prowadzenie prac z dokumentacją niejawną dotyczącą systemów alarmowych obiektów wojskowych,
7).posiadać przynajmniej jednego pracownika przeszkolonego w zakresie ochrony informacji niejawnych przez Służby Ochrony Państwa,
8). posiadać instalatorów lub projektanta, który posiada świadectwo ukończenia kursu w zakresie instalowania lub projektowania systemów alarmowych klasy SA4.(pracownicy realizujący zamówienie zostali przeszkoleni w zakresie instalowania lub projektowania systemów alarmowych klasy SA-4).
7. Ocena spełniania w/w kryteriów dokonana zostanie zgodnie z formułą "spełnia - nie spełnia", w oparciu o informacje zawarte w dokumentach i oświadczeniach wyszczególnionych w specyfikacji istotnych warunków zamówienia. W przypadku wątpliwości co do treści dokumentów złożonych przez Wykonawcę na potwierdzenie spełniania warunków udziału w postępowaniu, Zamawiający może wezwać Wykonawców w określonym przez siebie terminie do złożenia wyjaśnień.
8. Zamawiający nie wymaga wpłaty wadium.
9. Kryteria oceny ofert.
Zamawiający będzie się kierował następującym kryterium:
Cena brutto 1 roboczogodziny naprawy - 30%
Cena brutto przeglądów konserwacyjnych - 70%
Cena oferty zostanie wyliczona wg następującego wzoru:

P = Nmin/Nb x 30 + Kmin/Kr x 70

gdzie:
P - liczba punktów
Nmin - najniższa oferowana cena za 1 roboczogodzinę brutto naprawy
Nr - cena rozpatrywanej oferty za 1 roboczogodzinę brutto naprawy
Kmin - najniższa oferowana cena brutto za przeglądy konserwacyjne
Kr - cena brutto rozpatrywanej oferty za przeglądy konserwacyjne

Oferta najkorzystniejsza to oferta z największą ilością punktów.

10. Oferty należy składać w siedzibie Zamawiającego 20-031 Lublin ul. Radziszewskiego 4,
kancelaria jawna IIp do dnia 08.05.2007r. do godz. 12.00.
11. Termin związania ofertą - 30 dni.
12. Osoby upoważnione do kontaktów z Wykonawcami ( od poniedziałku do piątku
w godzinach pracy Zamawiającego 7.30 - 15.30) Helena OLEŃSKA; Arkadiusz
KOLENDOWSKI telefon/fax 081 7183075 e-mail przetargi@3bz.mil.pl
13.. Zamawiający nie zamierza zawierać umowy ramowej.
14. Zamawiający nie zamierza dokonywać dynamicznego systemu zakupów.
15. Zamawiający nie zamierza prowadzić aukcji elektronicznej.

DOWÓDCA
p.o. płk dypl. Sławomir WIERZBIENIEC
Lublin 27.04.2007r

Usługi w zakresie szkolenia poborowych na kierowców

1. Nazwa i adres zamawiającego.
Wojewódzki Sztab Wojskowy w Lublinie
20 – 400 Lublin, ul. Spadochroniarzy 5,
tel. (81) 718 33 00, fax (081) 718 33 37,
osoba kontaktowa: mjr Zdzisław KRAWIEC
2. Określenie trybu zamówienia.
przetarg nieograniczony – usługa
3. Określenie sposobu uzyskania specyfikacji istotnych warunków zamówienia.
Specyfikacja Istotnych Warunków Zamówienia zostanie zamieszczona na stronie internetowej www.przetargi.army.mil.pl SIWZ można również nabyć bezpłatnie w siedzibie Zamawiającego, pokój nr 416.
4.Opis przedmiotu oraz wielkości lub zakresu zamówienia.
Przedmiotem zamówienia jest:
Szkolenie poborowych posiadających prawo jazdy kat. B w zakresie uzyskania prawa jazdy kat. C przez 150 poborowych oraz szkolenie 20 z ww. liczby poborowych na kierowców kat. ”C+E”, do 15.12.2008 r.
CPV – 80411000-8
5. Zakres obejmuje:
Szczegółowy zakres usługi zawiera:
•specjalistyczne badania lekarskie, o których mowa w Rozporządzeniu Ministra Zdrowia z dnia 7 stycznia 2004 r. w sprawie przeprowadzenia badań lekarskich kierowców i osób ubiegających się o uprawienia do kierowania pojazdami ( Dz.U. Nr 2 poz. 15, 2004 r.)
•szkolenie 150 poborowych posiadających prawo jazdy kat.„B” na kierowców kat.”C”,
•szkolenie 20 z ww. liczby poborowych na kierowców kat.”C+E”,
•skierowanie wyszkolonych poborowych na egzamin państwowy,
•doszkalanie teoretyczne lub praktyczne poborowego,
•skierowanie na egzamin dodatkowy (poprawkowy) – bez względu na ich ilość,
Szkolenie powinno odbywać się na terenie 6 grup powiatów:
1)chełmski, włodawski , krasnystawski;
2)bialsko-podlaski, radzyński, parczewski, łukowski
3)puławski, kraśnicki, opolski, rycki
4)biłgorajski, zamojski, tomaszowski, hrubieszowski
5)lubelski, lubartowski, świdnicki, łęczyński, janowski
6)miasto Lublin,
Oznacza to, że w przypadku skierowania poborowego z powiatu parczewskiego, ma on być szkolony na terenie jednego z powiatów określonych w pkt 2).
W grupach powiatów od 1) do 4) ośrodek szkolenia ma znajdować się w jednym
z wymienionych miast powiatowych. Dla grup powiatów 5) i 6) siedziba ośrodka ma znajdować się w Lublinie.
Pozostałe ustalenia dotyczące realizacji szkolenia :
•System szkolenia winien być całodzienny i całotygodniowy;
•Szkolenie winno zakończyć się egzaminem państwowym. Zaplata wynagrodzenia za wyszkolenie konkretnego poborowego nastąpi w momencie uzyskania przez niego prawa jazdy kategorii wymaganej przez Zamawiającego, tj. po przedstawieniu dokumentów potwierdzających zdanie egzaminu państwowego;
•kandydatów na szkolenie typują i kierują do Wykonawcy Wojskowi Komendanci Uzupełnień :Lublin-1; Lublin-2; Puławy; Chełm; Biała Podlaska ; Zamość– po pozytywnym zaliczeniu badań psychotechnicznych w Wojskowej Pracowni Psychologicznej na koszt Zamawiającego;
•przed przystąpieniem do szkolenia Wykonawca przeprowadzi na swój koszt badania lekarskie, o których mowa w § 10 ust. 2 pkt 2 rozporządzenia Ministra Zdrowia z dnia 7 stycznia 2004 r. w sprawie badań lekarskich kierowców i osób ubiegających się o uprawnienia do kierowania pojazdami (Dz. U. Nr 2, poz. 15) skierowanych do niego kandydatów. W przypadku negatywnych wyników powyższych badań, o fakcie tym Wykonawca powiadomi właściwego Wojskowego Komendanta Uzupełnień oraz Zamawiającego – celem wytypowania i skierowania w ich miejsce kolejnych kandydatów;
•przed rozpoczęciem turnusu szkoleniowego Wykonawca zobligowany jest do przeprowadzenia wstępnych testów teoretycznych i praktycznych w celu wykluczenia ze szkolenia kandydatów, którzy – jego zdaniem – nie rokują szans na uzyskanie prawa jazdy wymaganej kategorii. Wykonawca powiadomi właściwego Wojskowego Komendanta Uzupełnień oraz Zamawiającego – celem wytypowania i skierowania w ich miejsce kolejnych kandydatów;
•Jednorazowo Zamawiający wyznaczy grupę szkolonych nie większą niż 25 osób;
•Wykonawca winien przeprowadzić kursy zgodnie z wymaganiami określonymi
w ustawie z dnia 20 czerwca 1997 r. Prawo o ruchu drogowym (Dz. U. z 2003 r.
nr 58 poz. 515) wraz z aktami wykonawczymi;
•Zamawiający zastrzega sobie prawo prowadzenia bieżącego nadzoru nad procesem szkolenia poborowych – na każdym jego etapie - przez osoby przez siebie wskazane;
Nie dopuszcza się możliwości powierzenia części zamówienia podwykonawcom,
z wyjątkiem badań lekarskich, z wyjątkiem pkt. III.2) lit. b).
6.Zamawiający nie dopuszcza składania ofert częściowych.
7.Zamawiający nie dopuszcza składania ofert wariantowych.
8.Zamawiający nie przewiduje zawarcia umowy ramowej i aukcji elektronicznej.
9.Termin realizacji.
od dnia podpisania umowy do 15.12.2008r.
10.Opis warunków udziału w postępowaniu oraz opis sposobu dokonywania ich oceny.
1. Do udziału w postępowaniu o zamówienie publiczne mogą ubiegać się wykonawcy, którzy złożą ważną i odpowiednią ofertę oraz:
•nie podlegają wykluczeniu na podstawie art. 24 ustawy – Prawo Zamówień Publicznych,
•spełniają warunki określone w art. 22 ustawy PZP.
a ponadto spełniają niżej wymienione warunki:
•są wpisani do rejestru, o którym mowa w art. 103 ust. 3 ustawy z dnia 20 czerwca 1997 r. Prawo o ruchu drogowym (jedn. tekst: Dz. U. z 2005 r. Nr 108, poz. 908 z późn. zmian.),
•wykonali, w przypadku świadczeń okresowych lub ciągłych również wykonywanych
w okresie ostatnich 3 lat, a jeśli okres działalności jest krótszy, to w tym okresie minimum 2 zadania w zakresie szkoleń dla grup zorganizowanych minimum 10 osób,
•wykonali lub wykonują w/w usługi należycie,
•posiadają na własność co najmniej cztery pojazdy o dopuszczalnej masie całkowitej nie mniejszej niż 10 t i długości minimum 7 m, przystosowanych do szkolenia, ubezpieczonych i mających aktualne badania techniczne, w tym co najmniej dwa pojazdy spełniające warunki do szkolenia na kat C+E tj. zespół pojazdów o dopuszczalnej masie całkowitej co najmniej 18 t i długości co najmniej 12 m, złożony z samochodu ciężarowego i przyczepy lub ciągnika siodłowego i naczepy;
•posiadają możliwość przeprowadzenia szkolenia na terenie przynajmniej 5 z 6 grup powiatów :
1.chełmski, włodawski , krasnystawski;
2.bialsko-podlaski, radzyński, parczewski, łukowski
3.puławski, kraśnicki, opolski, rycki
4.lubelski, lubartowski, świdnicki, łęczyński, janowski
5.biłgorajski, zamojski, tomaszowski, hrubieszowski,
6.miasto Lublin,
•posiadają zatrudnionych co najmniej 3 instruktorów posiadających uprawnienia do szkolenia na kat. C., w tym co najmniej dwóch mających uprawnienia do szkolenia na kat. C+E;
•są ubezpieczeni od odpowiedzialności cywilnej w zakresie prowadzonej działalności na kwotę nie mniejszą niż 200 000 zł.
2.Wykonawca winien posiadać możliwość szkolenia w jednej turze przynajmniej
25 kandydatów.
3.Ocena spełnienia warunków wymaganych od Wykonawcy dokonana będzie na podstawie dokumentów przedstawionych przez Wykonawcę w złożonej ofercie, wg formuły „spełnia – nie spełnia”.
4.Nie spełnienie chociażby jednego z warunków udziału w postępowaniu o zamówienie powoduje wykluczenie Wykonawcy z dalszego udziału w postępowaniu.
5.Ofertę Wykonawcy wykluczonego uznaje się za odrzuconą.
6.Zamawiający wykluczy z postępowania Wykonawcę, jeśli stwierdzi, że dostarczone przez niego informacje istotne dla prowadzenia postępowania są nieprawdziwe.
7.Odrzuceniu podlegają oferty zgodnie z zapisem art.89 i art. 90 ust.3 ustawy.
8.Zamówienie publiczne może zostać unieważnione w przypadku zaistnienia okoliczności zawartych w art. 93 ustawy.
11.Informacje na temat wadium:
Zamawiający nie żąda wadium.
12.Kryteria oceny ofert i ich znaczenie
A. CENA -100 %
13.Termin oraz miejsce składania i otwarcia ofert.
Termin złożenia ofert do dnia 10.04.2008 do godz. 13:00, siedziba Zamawiającego,
w Kancelarii WSzW. Otwarcie ofert nastąpi dnia 10.04.2008 do godz. 13:30, siedziba Zamawiającego, w pok. nr 219.
Składający ofertę pozostają nią związani przez okres 30 dni.
14.Zamawiający nie przewiduje zawarcia umowy ramowej.
15.Zamawiający nie zamierza ustanowić dynamicznego systemu zakupów.
16.Zamawiający nie zamierza dokonać wyboru najkorzystniejszej oferty z zastosowaniem aukcji elektronicznej.
17.Ogłoszenie o niniejszym zamówieniu zamieszczono w Biuletynie Zamówień Publicznych dnia 01.04.2008 r.

List otwarty Wojciecha Sumlińskiego

Cytat:LIST OTWARTY WOJCIECHA SUMLIŃSKIEGO

Zdarzają się sytuacje, które diametralnie odmieniają los człowieka, po których nic nie jest – i nigdy już nie będzie – takie same, jak wcześniej. Zdarzają się takie dni, które dzielą życie na „do” i „po”, które powodują, że człowiek umiera - chociaż żyje. Dla mnie ten dzień, najbardziej tragiczny dzień mojego życia, nadszedł 13 maja br. Tego dnia o godzinie 6 rano w moim warszawskim mieszkaniu obudził mnie cichy dzwonek do drzwi. Dwie poprzednie noce spałem krótko, ponieważ spędziłem je na pisaniu końcowych sekwencji książki - o operacjach inwigilacyjnych służb specjalnych PRL - dla Wydawnictwa Fronda. Książkę tę pisałem od ponad roku i pracowałem nocami, by ją ukończyć, tak jak obiecałem Grzegorzowi Górnemu, redaktorowi naczelnemu Frondy, do końca maja. Mimo zmęczenia, wystarczył jeden dzwonek do drzwi, bym się obudził. Instynkt, przeczucie niebezpieczeństwa? Wyrwany z krótkiego snu podszedłem do drzwi i usłyszałem – Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, proszę otwierać. Było ich ośmiu. Poinformowali mnie, że od tego momentu jestem zatrzymany pod zarzutem przekazania Aneksu do Raportu Komisji Weryfikacyjnej WSI spółce Agora. Absurdalność zarzutu, absurdalność całej sytuacji mogłaby nawet być śmieszną, gdyby nie była groźną i tragiczną zarazem. Metodyczne przeszukanie trwało do godziny 21 00. Centymetr po centymetrze. Szukano Aneksu, który rzekomo miałem przekazać spółce Agora. (Szukano tak zapamiętale, że w użyczonym nam przez teściów mieszkaniu w Białej Podlaskiej, gdzie wraz z trzema córkami przebywała moja żona, funkcjonariusze ABW poprosili żonę o sprzęt do spuszczenia wody z akwarium). Ponieważ nie miałem nic do ukrycia, współpracowałem z funkcjonariuszami ABW, jak potrafiłem, nawet na takich polach, na których współpracować nie musiałem. Pokazałem, gdzie przechowuję wszystkie dokumenty, udostępniłem hasło do swojej poczty mailowej, podałem numery PIN-ów do trzech telefonów komórkowych, jakich używałem, odpowiedziałem na wszystkie zadanie mi pytania.

Wierzyłem, że to nieporozumienie, które niebawem się wyjaśni. W wyniku kilkunastogodzinnego przeszukania wyniesiono mi z mieszkania kilka tysięcy stron rozmaitych dokumentów, kilkadziesiąt płyt DVD, dyskietek, kaset VHS oraz innych nośników elektronicznych, trzy komputery, wszystkie notatniki, itp. Wraz nimi przepadła znajdująca się na ukończeniu książka, nad którą pracowałem od ponad roku oraz materiały zbierane do kolejnej książki, którą miałem pisać dla Wydawnictwa Fronda – miała to być pierwsza publikacja książkowa o Wojskowych Służbach Informacyjnych.

Lustro weneckie

Pod koniec przeszukania, tuż przed przewiezieniem do policyjnej izby zatrzymań na warszawskim Mokotowie, pozwolono mi na krótkie spotkanie z Romanem Giertychem, który został moim obrońcą. Nie mam właściwych słów wdzięczności względem niego - za troskę, z jaką zajął się moją rodziną w tej najtragiczniejszej godzinie naszego życia. Wagę prostych ludzkich gestów może zrozumieć tylko ktoś, kto znalazł się w analogicznej do nas sytuacji- sytuacji której nie rozumie, która go przerasta i prowadzi na dno rozpaczy. Z jednej strony jej absurdalność wydawała się dawać podstawy do optymizmu, z drugiej jednak skala i zakres podjętych działań wskazywały, że ktoś, kto odpowiada za wdrożenie tego absurdu do realizacji, nie cofnie się przed dopowiedzeniem całego alfabetu - cokolwiek by to miało oznaczać - skoro powiedział „a”. Mimo wszystko miałem nadzieję… Pomimo dwóch nieprzespanych wcześniej nocy nie mogłem zasnąć nawet na chwilę.

Oszołomienie związane z szokującą sytuacją, w jakiej się znalazłem, obawa o rodzinę, setki pytań cisnących się do głowy. Na rozmyślaniach i analizie sytuacji minęła pierwsza noc w policyjnej izbie zatrzymań, w trakcie której czekałem na spotkanie z prokuratorem. Czekałem w nadziei, że ranek przyniesie odpowiedź na wszystkie pytania. Około godziny 10. przyszło po mnie czterech młodych funkcjonariuszy ABW. Byli sympatyczni, nawet współczujący. Przekonywali, że złożę wyjaśnienia i na pewno zostanę zwolniony, bo to „działania rutynowe”. Spotkanie z prokuratorami Michalskim i Jolantą Mamej nie potwierdziło ich słów. Na pytania o znajomość z Leszkiem Pietrzakiem i Piotrem Bączkiem, członkami Komisji Weryfikacyjnej WSI oraz Aleksandrem L i Leszkiem Tobiaszem, pułkownikami WSI, odpowiadałem najdokładniej, jak potrafiłem. Opowiedziałem, jak na przełomie roku 2004/2005, przy okazji prowadzenia dziennikarskiego śledztwa w sprawie zabójstwa księdza Jerzego Popiełuszki, poznałem Leszka Pietrzaka, współpracownikiem prokuratora Andrzeja Witkowskiego zajmującego się tą najgłośniejszą, a zarazem najbardziej tajemniczą zbrodnią PRL. Opowiedziałem o swoich kontaktach z Piotrem Bączkiem, mało mi znanym kolegą dziennikarzem, z którym ostatni raz widziałem się około przełomu 2006 / 2007 roku. Opowiedziałem o spotkaniach z Aleksandrem L., z którym jednorazowy kontakt miałem w drugiej połowie lat 90 - przy okazji zdobywania informacji uwiarygodniających tekst redakcyjnych kolegów, Jacka Łęskiego i Rafała Kasprów, o wakacjach prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego z rosyjskim szpiegiem, Władimirem Ałganowem – a następnie, po blisko siedmioletniej przerwie, za pośrednictwem kolegi dziennikarza z Gazety Polskiej nawiązałem z nim ponowny kontakt, traktując go, jako źródło informacji. Opowiedziałem wreszcie o Leszku Tobiaszu, z którym widziałem się dwa razy w życiu – jeden kontakt trwał kilka sekund i polegał na powiedzeniu sobie „dzień dobry”, drugi nastąpił pod koniec kwietnia 2008 roku na urodzinach właściciela gospodarstwa agroturystycznego pod Białą Podlaską, miasta, w którym mieszkam. Leszek Tobiasz podszedł wówczas do mnie i usiłował mi wmówić, że jest moim dobrym znajomym. Ponieważ nie potrafiłem sobie przypomnieć „dobrego znajomego”, zostawił mi do siebie telefon z informacją, żebym „koniecznie zadzwonił”, bo musimy porozmawiać o ważnych sprawach. Nie zadzwoniłem.

Po wyjaśnieniach nastąpiło okazanie. Postawiono mnie obok kilku innych osób, by z za weneckiego lustra pułkownik Tobiasz mógł mnie rozpoznać. Cała sytuacja - jak prawie wszystko w tej sprawie - wyglądała absurdalnie. Godzinę wcześniej, pytany przez prokuratorów o kontakty z Tobiaszem, wyjaśniłem, że pod koniec kwietnia, a więc dwa tygodnie przed moim zatrzymaniem, Tobiasz podszedł do mnie na urodzinach pod Białą Podlaską, co mogłoby potwierdzić wiele osób. Tymczasem dla prokuratorów fakt, że pułkownik mnie rozpoznał, wydawał się stanowić duży sukces

Po okazaniu pani prokurator oznajmiła mi, że „w tej sytuacji będzie wniosek o areszt”. Trudno mi opisać, co czułem po powrocie do policyjnej izby zatrzymań. Miałem już świadomość, że ludzie odpowiedzialni za realizację tej sprawy pójdą do samego końca, cokolwiek by to miało oznaczać. Myślałem o bliskich, zwłaszcza o żonie i córeczkach. Co zrobić, by nic nie czuć, by nie myśleć, bo każda myśl przynosi niemal fizyczny ból? Jeżeli jest dno rozpaczy, ja znalazłem się na tym dnie. Przypominałem sobie historie ludzi, którzy w nieodległej przeszłości cierpieli w niemieckich, a następnie ubeckich katowniach w latach 40 i 50. Myślałem o ludziach Solidarności, którzy podążyli ich drogą i za każdym razem uświadamiałem sobie, że moje cierpienie było tylko nic nie znaczącą miniaturką ich cierpienia. Nikt przecież mnie nie torturował, nie mordował. A jednak po tysiąckroć zazdrościłem im. Wiedzieli, że cierpią za wielką sprawę i wiedział to każdy Polak – że tam w katowniach znajdują się najlepsi synowie narodu. Ja nie byłem maltretowany fizycznie, a jednak po tysiąckroć wolałbym odczuwać fizyczny ból, niż to psychicznie cierpienie - nie uświadamiałem sobie dotąd, że może istnieć tak straszny rodzaj cierpienia. Jednym cięciem mnie i mojej rodzinie odebrano wszystko to, co było dla nas najcenniejsze – poczucie bezpieczeństwa, ludzki szacunek. Są ludzie, którzy zniosą wszystko. Ale większość ma swoją granicę wytrzymałości. Gdy myślałem o tym, co zrobiono mnie i mojej rodzinie, marzyłem tylko o tym, by nic nie czuć. Tak minęła kolejna noc bez snu. Nad ranem przyszli po mnie w dziewięciu. Ci nie byli już tak mili jak ich koledzy dzień wcześniej. „Rusz palcem w bucie bez zgody, a zobaczysz, jak ci p….”- oznajmił „na dzień dobry” jeden z ubranych w czarne uniformy i kominiarki funkcjonariuszy. Zapakowali mnie do Nissana Patrola. Czterech funkcjonariuszy ABW w samochodzie ze mną, pięciu w drugim, jadącym za nami. Po co tak wielkie środki bezpieczeństwa? Jak wytłumaczyć tę pokazówkę, jeśli nie kolejnym absurdem? Inwigilowano mnie od listopada 2007 roku, a zatem wiedziano, że nie istnieje żadna grupa, które miałaby mnie odbić, że moi koledzy, to ludzie prasy, telewizji, wydawcy, etc - nie gangsterskie komando. Posiedzenie w sądzie było krótkie.

Zapamiętałem płomienną mowę Romana Giertycha, który mówił, że tu i teraz decyduje się los mój i mojej rodziny, że jeżeli trafię do aresztu, a za kilka lat – bo tyle w polskich realiach trwają procesy - okaże się, że zarzuty były absurdalne, to uniewinniający wyrok sądu i tak będzie pozbawiony znaczenia, bo ja będę człowiekiem tyleż niewinnym, co skończonym. I jeszcze mowę prokuratora Michalskiego, który położył nacisk na fakt, że śledztwo jest rozwojowe, a w moim mieszkaniu znaleziono tysiące stron dokumentów, w tym setki opatrzonych klauzulą tajne, bądź ściśle tajne. Mimo całego oszołomienia zastanowiło mnie to.

Istotnie, jak zapewne większość dziennikarzy śledczych, miałem tajne dokumenty: około tysiąca stron tzw. Akt „Masy”, ponad tysiąc stron dokumentów ze śledztwa dotyczącego zabójstwa księdza Jerzego Popiełuszki, kilkaset stron dokumentów od osób, które w latach 80. zostały pokrzywdzone przez funkcjonariuszy SB i uzyskały wgląd do swoich teczek, a następnie przekazały mi te teczki ujawniające agenturę SB na Lubelszczyźnie (zawartą w nich wiedzę wykorzystywałem w moim autorskim programie emitowanym w TVP Lublin pt. „Oblicza prawdy”), kilkaset stron dokumentów z różnych śledztw oraz około stu stron dotyczących handlu bronią WSI (Aneksu, którego szukano - nie miałem). Z tajnymi dokumentami obcowałem od lat, bo przecież m.in. na tym polega rola dziennikarza śledczego.

Umożliwiali mi to ludzie – prokuratorzy, policjanci, funkcjonariusze służb specjalnych, a bywało, że także politycy - którzy mi ufali i zawierzyli, że z nabytej wiedzy zrobię dobry użytek. Tak było, gdy w latach 1997/1998 w dzienniku „Życie” opublikowałem serie tekstów o zorganizowanej przestępczości nad wschodnią granicą państwa, za które otrzymałem nagrodę Ministra Spraw Wewnętrznych. Tak było w roku 1998, gdy wraz z Jackiem Łęskim i Rafałem Kasprówem ujawniliśmy materiały dotyczące rosyjskich szpiegów w Polsce, po której to publikacji kilkunastu rosyjskich dyplomatów zostało poproszonych o opuszczenie Polski. Tak było, gdy w roku 2003 w Tygodniku „Wprost” ujawniłem, jako pierwszy dziennikarz w Polsce, fragmenty ściśle tajnych zeznań Jarosława S. pseudonim „Masa”. W śledztwie przeciwko mafii pruszkowskiej uznano, że „Masa” jest wiarygodny, a jednak wykorzystano tylko część jego zeznań – dokładnie tę część, która dotyczyła gangsterów, a nie polityków. „Czy można być wiarygodnym do połowy, czy można być do połowy w ciąży?” – pytali mnie ludzie, dzięki którym stałem się posiadaczem tajnej wiedzy. Tak było w roku 2004, gdy wraz z Leszkiem Misiakiem ujawniliśmy tajne informacje i zdjęcia dotyczące kontaktów Jolanty Kwaśniewskiej, żony ówczesnego prezydenta RP, z Aleksandrem Żaglem i Kuną, organizatorami tzw. spotkania wiedeńskiego. Tak było, gdy w tym samym roku ujawniłem materiały o kontrakcie stulecia związanej z WSI firmy Megagaz, która otrzymała blisko miliard złotych na realizację tzw. III nitki rurociągu „Przyjaźń” (III nitka nie powstała, miliard zniknął). Tak było w roku 2005, gdy w wydawnictwie Rosner i Wspólnicy opublikowałem książkę „Kto naprawdę Go zabił?”, książkę przemilczaną, ujawniającą tajne dokumenty pokazujące, że prawie wszystko co dotąd powiedziano o zbrodni na księdzu Jerzym Popiełuszce, najgłośniejszej, a zarazem najbardziej tajemniczej zbrodni PRL, jest kłamstwem. Tak było w roku 2006, gdy wraz z Jankiem Pińskim zdobyliśmy dla „Wprost” nieznane dotąd nikomu, poza niewielką grupą funkcjonariuszy ABW, zdjęcia dowodzące kontaktów Aleksandra Kwaśniewskiego z Markiem Dochnalem, którym to kontaktom Kwaśniewski zaprzeczał i po ujawnieniu których odmówił stanięcia przed sejmową speckomisją. Tak było wreszcie w styczniu roku 2007, gdy wraz z Grzegorzem Górnym wyemitowaliśmy w Telewizji Polskiej głośny trzyodcinkowy serial o patologiach Wojskowych Służb Informacyjnych. We wszystkich tych i w wielu innych przypadkach miałem dostęp do wiedzy zawartej w materiałach opatrzonych klauzulą „tajne” bądź „ściśle tajne”. Za każdym razem z wiedzy tej robiłem wyłącznie taki użytek, jaki powinien robić dziennikarz – w miarę swoich możliwości wiedzę tę weryfikowałem, a następnie ujawniałem. I nikt nigdy (nawet „osławiony” prokurator Kapusta, który w 2003 roku po ujawnieniu przeze mnie akt „Masy” na konferencji prasowej potwierdził, że dziennikarze mają prawo do ujawniania tajnych informacji) nie czynił mi z tego zarzutu. Przeciwnie – we wszystkich znanych mi wypowiedziach zarówno politycy, publicyści jak i prokuratorzy twierdzili zgodnie, że posiadający i ujawniający tajne informacje dziennikarz nie tylko nie popełnia przestępstwa (popełnia je ten, kto dziennikarzowi tajną wiedzę udostępnia), ale wręcz robi to, co do niego należy. Dlaczego zatem prokurator Michalski poszedł dalej niż ktokolwiek inny i informacji o znalezieniu u mnie tajnych dokumentów użył, jako argumentu dla zastosowania wobec mnie aresztu? O tym wszystkim myślałem, znajdując się w stanie całkowitego oszołomienia, stając przed obliczem sądu, który miał zadecydować o moim losie.

Po pięciu godzinach od posiedzenia sąd zdecydował, że pozostanę na wolności. Tych pięciu godzin oczekiwania, spędzonych na modlitwie, nie zapomnę nigdy. Trudno opisać, co wtedy czułem. Czy w ogóle można opisać uczucia człowieka, któremu dano drugie życie? Tak mi się przynajmniej wtenczas wydawało - że otrzymałem drugą szansę. Na zewnątrz zastałem jednak krajobraz zniszczenia. Najprzód przerażone, nic nie rozumiejące dzieci. Bo jak zrozumieć, że ojciec, który zawsze mówił, że najważniejsza w życiu jest uczciwość i z którego były dumne, w świetle kamer zostaje wyprowadzony z kajdankami na rękach? Średnia, 7 – letnia córka zapytała mnie: „tatusiu, czy to prawda, że ty kogoś zabiłeś?” Tak powiedziały jej koleżanki w przedszkolu, które widziały moje zdjęcie na jeżdżących po Białej Podlaskiej autobusach, reklamujących najnowszy numer miejscowego tygodnika. Dalej – żona. W pierwszym momencie trzymała się dzielnie. Pomogły słowa otuchy i wsparcia środowiska dziennikarskiego, które złożyło się na kaucję dla mnie. Z każdym dniem było jej jednak coraz trudniej. W efekcie żona znalazła się pod opieką lekarza, z której korzysta do dziś. Zwłaszcza, że funkcjonariusze ABW nie dali nam o sobie zapomnieć. Na wszystkich telefonach pozostało echo - nadal byliśmy podsłuchiwani. Śledzono każdy nasz krok, pod naszym bialskim mieszkaniem niemal ostentacyjnie parkowały samochody z funkcjonariuszami. Kilkakrotnie zresztą odwiedzali nas, pod byle pretekstem. A to, by doręczyć wezwanie, to znów, by żona rozpoznała rzeczy, które nam zabrano z bialskiego mieszkania. Przychodzili tak, by wszyscy dookoła wiedzieli, że przychodzą - dzwoniąc domofonem do sąsiadów. Dobrze poinformowani koledzy dziennikarze mówili nam, że prokuratura i ABW, które z trudem przełknęły pierwszą porażkę, nie odpuszczą, dopóki nie znajdę się w areszcie. Jeden z kolegów dziennikarz i dokumentalista filmowy powiedział mi, że w ABW opracowano mój portret psychologiczny. Miało z niego wynikać, że kluczem do sukcesu jest osadzenie mnie w areszcie wydobywczym. Za wszelką cenę. Według informatorów tego dziennikarza skonstatowano, że jestem człowiekiem wrażliwym, który kocha rodzinę i zrobi wszystko, powie wszystko – nie tylko to, co wie, ale także to, czego się domyśla i czego będą chcieli prokuratorzy – by wrócić do żony i dzieci. Trzeba tylko wsadzić mnie do aresztu wydobywczego, na kilkanaście miesięcy, bądź dłużej - i nie spieszyć się. Być może ja i żona nie przejęlibyśmy się tą informacją, gdyby nie fakt, że podobne wieści przyniósł nam inny dziennikarz – prosił o anonimowość – a potwierdziło ją także dwóch kolegów z ABW. Jeden z nich pozostaje w czynnej służbie, jego personaliów nie ujawnię. Drugim był Tomek Budzyński, jeszcze dwa lata temu szef delegatury ABW w Lublinie, obecnie na emeryturze. Z informacji, które nam przekazano wynikało, że istnieje wiele przyczyn, dla których uruchomiono olbrzymie środki, bym trafił do aresztu. Zostając szefem ABW Krzysztof Bondaryk zapewnił kierownictwo Platformy Obywatelskiej, że za rządów Prawa i Sprawiedliwości doszło do licznych afer, które dotąd nie ujrzały światła dziennego, i że on te afery ujawni. Po analizie okazało się jednak, że afer – poza jedną - nie było. Tą jedyną miały być 84 nielegalne podsłuchy telefoniczne, które rzekomo założono za rządów PiS. Po przekazaniu tej informacji kierownictwu PO sprawę nagłośniono, mówiono o wielkiej aferze i procesach dla winnych nadużyć. Po kilku dniach sprawa jednak przygasła. Dlaczego? Okazało się bowiem, że popełniono błąd, bo nielegalnych podsłuchów nie było. Mechanizm błędu był prosty – sytuację, w której zakładano podsłuch np. od początku stycznia do końca marca, następnie robiono trzy miesiące przerwy, by ponownie założyć podsłuch od lipca do września, w ABW zakwalifikowano, jako podsłuch stały od stycznia do września, a więc zawierający w sobie trzy miesiące (od kwietnia do czerwca) podsłuchu nielegalnego. W rzekomych 84 nielegalnych podsłuchach takich sytuacji było prawie 80, zaś w kilku pozostałych przypadkach doszło do kilkudniowych przedłużeń podsłuchów, wynikających - jak ustalono - z zaniedbania, a nie świadomego działania. Tak czy inaczej, o żadnej aferze nie mogło być mowy i w efekcie całą sprawę wyciszono. W efekcie z rzekomych wielu afer, do jakich miało dojść za rządów PiS, a które miała wyjaśnić ABW, nie zostało nic. I dlatego – jak twierdzili dobrze poinformowani koledzy – „mojej” sprawy chwycono się, niczym ostatniej deski ratunku. Do tego doszły także inne elementy. Wspomniany Tomek Budzyński miał w latach 2005-2006 szereg kontaktów z ministrem Wassermannem, wynikających z charakteru służby.

Słowo oficera WSI

Zarówno o tych spotkaniach, o mojej znajomości z Budzyńskim jak i o moich kontaktach z ministrem Wassermannem dotyczących sprawy zabójstwa księdza Jerzego Popiełuszki (minister był i jest wielkim zwolennikiem koncepcji prokuratora Andrzeja Witkowskiego, w oparciu o którą powstała moja książka pt. „Kto naprawdę Go zabił?”) wiedział wiceszef ABW Jacek Mąka. Wiedział, bo od lat przyjaźnił się z Budzyńskim. Przyjaźń skończyła się na przełomie 2007/ 2008 roku, gdy Mąka złożył Budzyńskiemu propozycję – ten ostatni miał zeznać przed komisją ds. służb specjalnych, że jego spotkania z ministrem Wassermannem miały charakter nieformalny, że minister spotykał się na nieformalnych naradach z dziennikarzami, że Budzyński i inni funkcjonariusze ABW podlegali naciskom ludzi PiS, itd. Budzyński odmówił złożenia nieprawdziwych zeznań. Między dwoma oficerami ABW, niegdyś przyjaciółmi, doszło do ostrej wymiany zdań. W efekcie Budzyński zagroził, że w razie dalszych nacisków ujawni prawdę o aferach ludzi z kierownictwa ABW. Jako przykład podał ponad stumetrowe mieszkanie wiceszefa ABW Jacka Mąki na ulicy Kazimierzowskiej w Warszawie (warte ponad milion złotych), które ten otrzymał bezprawnie za kadencji Andrzeja Barcikowskiego, przed wyborami parlamentarnymi w roku 2005. (Barcikowskiemu zrewanżowano się później zatrudniając go w radzie programowej ośrodka szkoleniowego ABW). Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego wystąpiła wówczas do Urzędu Miasta o lokal na cele operacyjne. Po otrzymaniu lokalu ABW wykorzystała go jednak na cele nieoperacyjne, konkretnie przekazała Jackowi Mące, który odnowił otrzymane mieszkanie przy pomocy pracowników Agencji, a następnie zameldował w nim siebie, żonę i syna. Mieszkaniem tym niechętnie chwali się zresztą do dziś – nie wykazał go np. w deklaracji majątkowej za rok 2007. Na koniec ostrej wymiany zdań zastępca szefa ABW miał zagrozić Budzyńskiemu, że i on i jego kolega dziennikarz (chodziło o mnie) „pożałują”. To wszystko opowiedział mi były szef lubelskiej delegatury ABW kilka miesięcy przed moim zatrzymaniem. Nie przywiązywałem wówczas do tego wagi, ale teraz co godzina zadaję sobie pytania: kto i dlaczego chce mnie zniszczyć? Teoretycznie naraziłem się tak licznej, tak wpływowej grupie ludzi, że zastanawianie się nad tym w ogóle traci sens. Czy na przykład fakt, że Krzysztof Bondaryk współpracował ściśle z prezesem Polsatu, zaś ja w programie „30 minut” w TVP ujawniłem związki najbliższego współpracownika prezesa Polsatu, Piotra Nurowskiego, z WSI, mógł mieć pośredni wpływ na sytuację, w której się znalazłem? Czy taki wpływ mógł mieć fakt, że zostałem umieszczony w anty raporcie – odpowiedzi PO na raport Komisji Weryfikacyjnej WSI – jako dziennikarz zajmujący się WSI? Nie wiem. Dziś wiem tylko tyle, że sytuację w której się znalazłem bezpośrednio zawdzięczam wyłącznie słowom jednego oficera WSI, Leszka Tobiasza. Tak wynika przynajmniej z akt Prokuratury, która udostępniła mi do wglądu akta dotyczące mojej sprawy (zmusiło ją do tego orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego). Pułkownik Tobiasz, specjalista od techniki operacyjnej, zajmujący się inwigilacją Kościoła, zeznał, że Aleksander L. i ja osobiście żądałem od niego pieniędzy za pozytywną weryfikację. O ile jednak L. nagrał wielokrotnie – kamerą, dyktafonem i specjalistyczną aparaturą podsłuchową - o ile nagrał wszystkie spotkania z Leszkiem Pietrzakiem, członkiem komisji weryfikacyjnej WSI, którego zwodził obiecując dostarczyć Komisji ważne informacje, o tyle mnie nie nagrał nigdy i nigdzie. Jak zeznał, nie nagrywał wszystkich spotkań i tak się złożyło, że nie nagrał akurat tych z moim udziałem. Jako dowód, że mówi prawdę, dał swoje słowo. Słowo jednego człowieka, oficera organizacji, o której od kilku lat robiłem wyłącznie negatywne materiały, wskazujące na szereg nieprawidłowości i patologii w WSI wystarczyło, by zniszczyć mi życie i doprowadzić do tragedii mojej i mojej rodziny! Słowo oficera WSI.

Nie wiem, którym materiałem „zasłużyłem się” WSI najbardziej. Czy tym z roku 2004, gdy w Tygodniku „Wprost” ujawniłem materiały o kontrakcie na miliard złotych na realizację tzw. III nitki rurociągu Przyjaźń, który otrzymała nikomu nieznana firma Megagaz, którą zakładali i we władzach której zasiadali wysocy rangą oficerowie WSI, m.in. były szef WSI Romuald Waga? Znamienne jest, że teksty o tej transakcji (w sumie kilkanaście, w Tygodniku „Wprost” i dzienniku „Życie”) pisałem w roku 2004, a proces firma Megagaz wytoczyła mi dopiero w czerwcu roku 2008, kilka tygodni po zatrzymaniu mnie przez prokuraturę. Czy tym z jesieni 2006 roku, gdy ujawniłem, że oficerowie WSW mieli udział w okolicznościach związanych z zabójstwem księdza Jerzego Popiełuszki, a oficerowie WSI – w rzeczywistości ci sami ludzie - tuszowali ślady i utrudniali prokuratorowi Andrzejowi Witkowskiemu śledztwo dotyczące tej zbrodni? ( W tej sprawie złożyłem w ubiegłym roku w prokuraturze zawiadomienie o przestępstwie – śledztwo zostało wszczęte). Czy może w styczniu 2007 roku, gdy w Telewizji Publicznej w programie „30 minut” przedstawiłem 3 odcinkowy serial o patologiach WSI? ( Jeden z odcinków „Gazeta Wyborcza” zatytułowała, jako „Straszny film o WSI”.)

O Wojskowych Służbach Informacyjnych mówiłem też w innych audycjach – m.in. w III Programie Polskiego Radia na zaproszenie Dariusza Rosiaka, w moim autorskim programie „Oblicza Prawdy” w Telewizji Polskiej w Lublinie, u Rafała Ziemkiewicza w TVP Historia i w wielu, wielu innych. Programy te miały wspólny mianownik – informacje, które w nich przekazywałem, wskazywały, że WSI były organizacją bazującą na patologiach.

Czy w którymkolwiek z tych programów naruszyłem interesy pułkownika Tobiasza? Jego środowiska wielokrotnie, ale czy jego samego też? Pułkownik zajmował się inwigilacją Kościoła, ja pisaniem publikacji i robieniem programów o tych, którzy Kościół inwigilowali, ale nazwiska „Tobiasz” nie potrafię sobie przypomnieć.

W całej sprawie pojawia się jeszcze postać innego pułkownika – Aleksandra L. To dla mnie największa zagadka. L. poznałem na przełomie 1997/1998 roku, gdy po publikacji „Życia” pt. „Wakacje z agentem” traktującej o spotkaniach prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego z rosyjskim szpiegiem Władimirem Ałganowem redaktor Tomasz Wołek, zaangażował wszystkich dziennikarzy śledczych do zbierania informacji pomocnych w procesie, jaki Kwaśniewski wytoczył "Życiu".

Otrzymaliśmy – m.in. od redaktora Wołka - nazwiska i telefony różnych osób, które mogłyby mieć ważną dla nas wiedzę. Ja spotkałem się z dwoma osobami. Pierwszą z nich był mieszkający na Mokotowie znany rzemieślnik, który miał grywać z Kwaśniewskim i Ałganowem w tenisa, drugim miał być L., który miał mieć wiedzę w kwestii spotkań obu panów. Ani jeden ani drugi nic nie wniósł do sprawy. Po raz drugi z L. spotkałem się kilka lat później, gdy kolega z "Gazety Polskiej" powiedział mi, że ma świetnego informatora, Aleksandra L., który przekazuje mu wiarygodne informacje. Ponieważ w tamtym czasie zacząłem wnikać w sprawy mające swoje korzenie w latach 80., pomyślałem, że pozyskanie dodatkowego źródła jest wskazane. Słowo do słowa, spotkanie do spotkania – L. okazał się człowiekiem mającym olbrzymią wiedzę i szerokie kontakty. Znacząca część informacji, które mi przekazywał, po weryfikacji okazywała się być prawdziwa. Tak jak te, które dotyczyły związanej z WSI firmy Megagaz. Wiedziałem, kim jest L., wiedziałem, że informacje, które mi przekazuje, mogą mieć charakter rozgrywek między ludźmi wywodzącymi się z tego samego środowiska, ale uważałem, że moją rolą, jako dziennikarza, jest wykorzystywanie tych podziałów i pęknięć dla uzyskania jak największej wiedzy. Tym bardziej, że pozyskiwane od niego informacje miały charakter uzupełniający - nie inspirujący – i zawsze były weryfikowane.

Podobnie postępowałem zbierając materiały do tekstów o mafii pruszkowskiej. Tam również wykorzystywałem różnice pomiędzy gangsterami i adwokatami mafii, tam również wiedza pozyskiwana w ten sposób była jedynie uzupełnieniem tego, co wcześniej znalazłem w prokuratorskich aktach, bądź czego dowiedziałem się od policjantów czy funkcjonariuszy służb specjalnych. L. był dla mnie cennym źródłem informacji, które wykorzystywałem zarówno w publikacjach prasowych jak i książkowych, m.in. w książce pisanej na zlecenie Wydawnictwa WAB o mafii pruszkowskiej (na skutek mnożących się poprawek książka nie została wydana).
Cennym, ponieważ prawdziwa mafia rodziła się na styku działalności służb specjalnych PRL i gangsterów, którzy często byli współpracownikami SB oraz WSW - poprzednika WSI. L., jako były wiceszef kontrwywiadu, miał w tym zakresie olbrzymią wiedzę i powoli, acz systematycznie tę wiedzę ujawniał. Gdy w latach 2004-2005 pracowałem nad książką o zabójstwie księdza Jerzego Popiełuszki, o samej sprawie nie chciał mówić, ale opowiedział mi o metodach stosowanych przez WSW wobec przedstawicieli Kościoła, co stanowiło istotne uzupełnienie wiedzy, którą dysponowałem wcześniej. Gdy po wydaniu tej książki zacząłem pisać kolejną, tym razem dla Wydawnictwa Fronda – o operacjach inwigilacyjnych służb specjalnych PRL – ujawnił szereg szczegółów dotyczących tych operacji. Ujawniał zresztą nie tylko mnie, ale także kilkunastu innym dziennikarzom śledczym. W gronie dziennikarskim jego aktywność na polu kooperacji z mediami tłumaczyliśmy sobie tym, że L., który do niedawna znaczył bardzo dużo, z czasem znaczył coraz mniej, a kooperując z mediami wydawało mu się, że wciąż ma na coś wpływ, że wciąż jest w grze. Zasadnicze pytanie, które zadawaliśmy sobie z innymi dziennikarzami polegało na tym, kto kogo bardziej wykorzysta - on dziennikarzy, czy dziennikarze jego. Moja tragedia pokazuje, że odpowiedź na to pytanie nie jest prosta. Do pewnego stopnia i do pewnego momentu L., w ograniczonym stopniu, ufałem. Wpływ na to z jednej strony miał fakt, że stosunkowo duża część pozyskiwanych od niego informacji była przydatna – bywało, że konfabulował, ale częściej omijał niewygodne dla siebie wątki - z drugiej strony w trakcie kilkuletniej z nim znajomości po towarzyszącej pierwszym spotkaniom głębokiej rezerwie nie zostało śladu. Tym bardziej, że z czasem okazało się, iż jest co najmniej kilka osób, które można by określić mianem „wspólnych znajomych”. Należało do nich, obok dziennikarzy, m.in. trzech biskupów – L. pozostawał z nimi w zażyłości – kilku młodych „szeregowych” księży z mojej Diecezji Siedleckiej i kojarzonych z prawicą polityków oraz przedstawicieli służb specjalnych. Aleksander L. pozostawał również w dobrych relacjach z kapelanem wojskowym i kilkoma wysokimi rangą funkcjonariuszami z Komendy Głównej Policji, m.in. z szefową ekipy badającej sprawę zabójstwa generała Marka Papały. (Jesienią ubiegłego roku wraz z nią odwiedzili mnie w mieszkaniu.) Wszystkie te elementy złożyły się na ograniczone zaufanie, którego – pomimo wszystkich dzielących nas różnic – do niego nabrałem. Zaufałem na tyle, że gdy poprosił o zorganizowanie dyskretnej pomocy psychologicznej dla chorej na raka żony – nie odmówiłem (wiedział, że ukończyłem studia psychologiczne i mam rozeznanie w tym środowisku). Nie zdziwiło mnie nawet, gdy uparł się, żeby za tę pomoc za moim pośrednictwem zapłacić. Tłumaczył, że chodziło o stałą pomoc, dwa razy w tygodniu, przez okres od sześciu miesięcy do roku. Dopiero, gdy przekazał pieniądze, a jednocześnie pod błahymi pretekstami odwlekał terminy kolejnych sesji terapeutycznych, zacząłem się niepokoić i zwróciłem wpłacone środki. Niepokój mój powiększył się, gdy raz czy drugi poprosił o ułatwienie kontaktu z kimś z Komisji Weryfikacyjnej WSI „w celu przekazania informacji”. Odmówiłem. Na dobre zaniepokoiłem się wówczas, gdy mający dobre źródła informacji dwaj koledzy dziennikarze powiedzieli mi, że „nie rozmawiają już z Olkiem”, bo prowokuje do dziwnych rozmów i nagrywa. Takiej informacji udzielili mi niezależnie kolega z TVN inny z „Wprost”. Jeden z kolegów powiedział krótko: „on jest zadaniowany przez ABW”. Dopiero wówczas uświadomiłem sobie, że istotnie charakter rozmów, które inicjował w ostatnim czasie – zwłaszcza rozmów telefonicznych, na co wcześniej nie zwróciłem uwagi – mógł wskazywać na prowadzenie jakiejś specyficznej gry. Idąc śladem kolegów, na blisko miesiąc przed zatrzymaniem, postanowiłem zerwać ten kontakt.

Nie wiem, dlaczego L. prowadził swoją grę. Być może chodziło tylko o pieniądze, ale dziś sądzę, że - jak to określił kolega dziennikarz - „był zadaniowany”, bo ktoś względem niego dysponował jakimś elementem nacisku. Być może chodziło o sprawę Papały, o której coś wiedział i której wyraźnie się obawiał, być może o coś zupełnie innego. Nie wiem, dlaczego „był zadaniowany” akurat na mnie. Czy chodziło o to, że znałem kilku członków Komisji Weryfikacyjnej WSI i w oczach ludzi WSI, ABW oraz prokuratury miałem być niezbędnym łącznikiem pomocnym do jej zniszczenia, a wraz z nią idei IV RP? Na to zdają się wskazywać słowo prokuratora Michalskiego, który jasno sugerował, że interesuje go wszystko, co dotyczy Komisji i tylko przekazanie wiedzy z tego zakresu może stanowić dla mnie okoliczność łagodzącą. A może chodziło o zemstę lub o to, że sprawa wyjaśniania wszystkich okoliczności zabójstwa Księdza Jerzego Popiełuszki nabrała tempa, do czego z jednej strony przyczyniło się moje zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez funkcjonariuszy WSI, z drugiej mój proces z Waldemarem Chrostowskim, który ten ostatni przegrywa (świadkowie potwierdzają, że kierowca księdza Jerzego był związany z SB), z trzeciej finalizowanie rozmów z Telewizją Publiczną, która na podstawie mojej książki pt. „Kto naprawdę Go zabił?” planowała nakręcić dziesięcioodcinkowy serial dokumentalny poświęcony tej sprawie. Z dyrektorem Agencji Filmowej TVP i prezesem Andrzejem Urbańskim mieliśmy podpisać umowę w tej sprawie w pierwszej połowie sierpnia, (Wydawnictwo Rosner & Wspólnicy przekazało już TVP prawa do produkcji, reżyserią mieli się zająć Mariusz Malec i Grzegorz Górny). Nie znam wszystkich odpowiedzi. Wiem tylko, że w obliczu decyzji sądu o zastosowaniu względem mnie aresztu na czas śledztwa, zapewne wieloletniego śledztwa, nie mam już przeszłości, teraźniejszości ani przyszłości. Zniszczono mnie, moją Bogu ducha winną rodzinę. Teraz, po zatrzymaniu mnie w areszcie może się zacząć spektakl medialny. Raz na jakiś czas być może zostanie wypuszczona informacja o „postępach w śledztwie” - i tak do wyborów, prezydenckich i parlamentarnych (w ABW jest nieformalna dyrektywa, by sprawę spowalniać). Za kilka lat nikt może nie pamiętać o mnie i mojej rodzinie, która w międzyczasie może zostać zamęczona atmosferą nagonki i zlicytowana. Wszystko, co mamy, oparte jest o kredyty i leasingi, a ja jestem jedynym źródłem utrzymania dla niepracującej żony i trójki córeczek.

Popełniałem błędy, ale nigdy nie popełniłem przestępstwa.

Wojciech Sumliński

Opis: Krajowy System Ratowniczo Gaśniczy

KRAJOWY SYSTEM RATOWNICZO-GAŚNICZY

Od 1995 roku zaczął funkcjonować w Polsce, zorganizowany przez Państwową Straż Pożarną, krajowy system ratowniczo-gaśniczy, którego podstawowym celem jest ochrona życia, zdrowia, mienia lub środowiska poprzez: walkę z pożarami i innymi klęskami żywiołowymi, ratownictwo techniczne, chemiczne i od 1997 roku również poprzez ratownictwo ekologiczne i medyczne.
Podstawowym założeniem w budowie systemu ratowniczo-gaśniczego było stworzenie jednolitego i spójnego układu, skupiającego powiązane ze sobą różne podmioty ratownicze, tak aby można było podjąć skutecznie każde działanie ratownicze.
Krajowy System Ratowniczo-Gaśniczy (KSRG) stanowi integralną część bezpieczeństwa wewnętrznego państwa, obejmującą w celu ratowania życia, zdrowia, mienia lub środowiska, prognozowanie, rozpoznawanie i zwalczanie pożarów, klęsk żywiołowych lub innych miejscowych zagrożeń.
Konstrukcja systemu zakłada, że zasady realizacji podstawowych zadań ratowniczych są niezmienne i dostosowane do specyfiki wszelkiego rodzaju zdarzeń, również zdarzeń masowych lub klęsk żywiołowych, kiedy siły i środki ratownicze są niewystarczające, a organizacja działań ratowniczych wymaga modyfikacji priorytetów oraz dokonania uproszczeń w procedurach działania.

STRUKTURA ORGANIZACYJNA
Zgodnie z właściwością terytorialną, Krajowy System Ratowniczo-Gaśniczy tworzą oraz koordynują jego funkcjonowanie, następujące organy władzy :
wójt (burmistrz lub prezydent miasta) w zakresie zadań ustalonych przez wojewodę,
starosta, który określa zadania i kontroluje wykonywanie zadań na obszarze powiatu, a w sytuacjach nadzwyczajnych zagrożeń życia, zdrowia, środowiska i mienia zarządza systemem przy pomocy powiatowego zespołu reagowania kryzysowego,
wojewoda, który określa zadania i kontroluje ich wykonanie na obszarze województwa, a w sytuacjach nadzwyczajnych zagrożeń życia, zdrowia, środowiska i mienia zarządza systemem przy pomocy wojewódzkiego zespołu reagowania kryzysowego.
Centralnym organem administracji rządowej w sprawach organizacji krajowego systemu ratowniczo-gaśniczego oraz ochrony przeciwpożarowej jest Komendant Główny Państwowej Straży Pożarnej, podległy ministrowi właściwemu do spraw wewnętrznych.
Krajowy System Ratowniczo-Gaśniczy zorganizowany jest w sposób zapewniający jego ciągłe funkcjonowanie na poszczególnych poziomach, tj.:
powiatowym, jako podstawowym poziomie wykonawczym działań ratowniczych na obszarze gmin i powiatu,
wojewódzkim, jako poziomie wspomagania i koordynacji działań ratowniczych na obszarze województwa,
centralnym, jako poziomie wspomagania i koordynacji działań ratowniczych na obszarze kraju.
System funkcjonuje w dwóch stanach:
stałym czuwaniu i doraźnym reagowaniu, polegającym na podejmowaniu działań ratowniczych przez własne siły i środki powiatu i gmin,
wykonywaniu działań ratowniczych wymagających użycia sił i środków spoza powiatu, wtedy uruchamiany jest poziom wspomagania i koordynacji ze szczebla wojewódzkiego, a przy dużych lub złożonych działaniach ratowniczych ze szczebla centralnego (kraju).

Poziom powiatu
Szczególnie ważnym poziomem budowania systemu jest powiat, gdyż tam przyjmowane są wszelkie zgłoszenia o zdarzeniach wymagających podjęcia działań ratowniczych w oparciu o procedury ujęte w planach ratowniczych oraz realizowane są działania ratownicze, również wówczas, gdy siły i środki gminnych podmiotów ratowniczych są niewystarczające i wymagają wsparcia z poziomu wojewódzkiego i krajowego.
Struktura KSRG w poszczególnych powiatach zależy od rodzaju zagrożeń i sieci jednostek ratowniczych, a ta jest zależna od możliwości włączenia do systemu, poza jednostkami ochrony przeciwpożarowej, innych służb i podmiotów funkcjonujących na obszarze powiatu, zarówno na podstawie decyzji starosty, jak i umowy cywilno-prawnej podpisanej ze starostą.
Dysponowanie jednostek systemu do działań ratowniczych oraz alarmowanie podmiotów współdziałających odbywa się poprzez powiatowe stanowisko kierowania PSP, współdziałające ze stanowiskami dyżurnymi administracji samorządowej wójtów (burmistrzów, prezydentów miast) i starostów oraz zintegrowane z punktami alarmowymi komponentów systemu (selektywne wywoływanie ochotniczych straży pożarnych, alarmowanie pogotowia ratunkowego, jednostek organizacyjnych Policji oraz organizacji pozarządowych).
System ratowniczy jest podstawowym narzędziem starosty służącym do realizacji zadań ratowniczych na obszarze powiatu w czasie pożaru, klęski żywiołowej lub likwidacji innych miejscowych zagrożeń.
Zapewnienie skutecznych warunków realizacji bieżących zadań ratowniczych przez podmioty KSRG na obszarze powiatu leży w gestii starosty, który:
uzgadnia wspólne działanie podmiotów systemu,
zatwierdza plany ratownicze oraz programy działania powiatowych służb, inspekcji i straży oraz innych jednostek organizacyjnych powiatu w zakresie ich udziału w KSRG,
określa zadania KSRG na obszarze powiatu oraz kontroluje ich realizację,
uwzględnia w projekcie budżetu powiatu niezbędne środki finansowe na skuteczne działania ratownicze powiatowych służb, inspekcji i straży oraz innych jednostek organizacyjnych powiatu oraz dysponuje rezerwą budżetową powiatu,
powołuje i przewodniczy powiatowemu zespołowi reagowania kryzysowego.
W sytuacjach nadzwyczajnych zagrożeń życia, zdrowia lub środowiska oraz w stanach kryzysu starosta kieruje krajowym systemem ratowniczo-gaśniczym w zakresie:
określania celów do osiągnięcia i priorytetów działań ratowniczych,
zabezpieczenia logistyki dla sił ratowniczych i pomocniczych,
zapewnienia minimalnych wymogów do przetrwania ludności na obszarach (lub z obiektów) dotkniętych zdarzeniem,
nadzorowania realizacji przydzielonych zadań oraz monitorowania przebiegu działań ratowniczych.
Dla odpowiedniego przygotowania powiatu do zwalczania powstałych zagrożeń i usuwania ich skutków oraz koordynacji działań ratowniczych starostowie posiadają kilka narzędzi:
plan ratowniczy powiatu zawierający podstawowe zadania i procedury postępowania na wypadek zagrożeń;
Plan ratowniczy dla obszaru powiatu opracowuje komendant powiatowy PSP, a zatwierdza starosta. W planie ratowniczym określone są zadania dla podmiotów wchodzących w skład systemu ratowniczo-gaśniczego i dla podmiotów współdziałających oraz zasady i sposób ich alarmowania. Komendant powiatowy uzgadnia plan ratowniczy z jednostkami systemu ratowniczego oraz z podmiotami współdziałającymi z systemem, w części dotyczącej ich zadań.
powiatowy zespół reagowania kryzysowego, który jest organem doradczym starosty,
powiatowe centrum zarządzania kryzysowego.
W przypadku, gdy siły i środki systemu ratowniczo-gaśniczego na obszarze powiatu okażą się niewystarczające ( drastyczny wzrost skali zdarzenia, równoczesność zdarzeń, brak jednostek specjalistycznych) lub zdarzenie swym zasięgiem wykracza poza obszar powiatu, uruchamiany jest wyższy poziom KSRG - poziom wojewódzki.
Kierowanie /dowodzenie/ działaniami ratowniczymi, których rozmiar lub zasięg przekracza możliwości sił ratowniczych poziomu powiatu przejmuje komendant wojewódzki PSP lub upoważniony przez niego oficer.

Poziom województwa
Poziom wojewódzki spełnia rolę wspomagającą i koordynacyjną w sytuacjach wymagających użycia sił i środków spoza powiatu, w którym ma miejsce zdarzenie.
Podstawowe siły i środki KSRG na poziomie województwa, to wojewódzki odwód operacyjny z grupami specjalistycznymi (wydzielone siły i środki z poziomów powiatowych) oraz krajowa baza sprzętu specjalistycznego.
Dysponowanie jednostek systemu do działań ratowniczych oraz alarmowanie podmiotów współdziałających odbywa się poprzez wojewódzkie stanowisko koordynacji ratownictwa PSP, współdziałające z centrami zarządzania kryzysowego wojewodów oraz administracją zespoloną (np. Komendantem Wojewódzkim Policji, Wojewódzkim Inspektorem Ochrony Środowiska, Wojewódzkim Inspektorem Nadzoru Budowlanego, Wojewódzkim Inspektorem Sanitarnym,) i niezespoloną (Oddziałem Straży Granicznej, Zarządem Gospodarki Wodnej, Urzędem Żeglugi Śródlądowej, WKU i innymi).
Istotną rolę w zakresie koordynacji działań jednostek KSRG z podmiotami współdziałającymi z systemem na obszarze województwa pełni wojewoda, poprzez wojewódzki zespół reagowania kryzysowego.
Procedury działania i uruchamiania systemu ratowniczo-gaśniczego na poziomie województwa, w odniesieniu do poszczególnych typów zagrożeń, są określone w wojewódzkim planie ratowniczym, do opracowania którego zobowiązany jest komendant wojewódzki PSP. Ich treść stanowią wybrane elementy planów ratowniczych, tych powiatów, w których siły i środki są niewystarczające do usuwania istniejących tam zagrożeń. Ponadto zawierają organizacyjno-techniczne sposoby likwidacji zagrożeń, wymagających zaangażowania w działaniach ratowniczych znacznych sił i środków /np. klęski żywiołowe/ oraz zagrożeń, które mogą powstać na granicy powiatów lub województwa. Komendant wojewódzki uzgadnia plan ratowniczy z podmiotami KSRG oraz z podmiotami współdziałającymi z systemem, w części dotyczącej ich zadań. Plan ratowniczy zatwierdza wojewoda.
W przypadku zdarzenia, gdy siły i środki KSRG na poziomie województwa okażą się niewystarczające lub zdarzenie /zagrożenie / przekracza obszar województwa, uruchamiany jest najwyższy poziom systemu ratowniczego – poziom centralny / kraju/.
Kierowanie /dowodzenie/ działaniami ratowniczymi, których rozmiar lub zasięg przekracza możliwości sił ratowniczych poziomu wojewódzkiego przejmuje Komendant Główny PSP lub upoważniony przez niego oficer.

Poziom centralny /kraju/
Poziom centralny /kraju/ spełnia rolę wspomagającą i koordynacyjną w sytuacjach wymagających użycia sił i środków spoza województwa, w którym ma miejsce zdarzenie.
Podstawowe siły i środki krajowego systemu ratowniczo-gaśniczego na poziomie centralnym /kraju/, to centralny odwód operacyjny z grupami specjalistycznymi (wydzielone siły i środki z poziomów wojewódzkich) , krajowe bazy sprzętu specjalistycznego oraz siły i środki szkół PSP.
Dysponowanie jednostek systemu do działań ratowniczych oraz alarmowanie podmiotów współdziałających odbywa się poprzez Krajowe Centrum Koordynacji Ratownictwa i Ochrony Ludności (pełniące również funkcje międzyresortowego centrum zarządzania kryzysowego).
Uruchamianie poziomów wspomagania /wojewódzkiego i centralnego/ następuje na żądanie kierującego działaniami ratowniczymi poprzez powiatowe stanowisko kierowania - przy uruchamianiu poziomu wojewódzkiego i wojewódzkie stanowisko koordynacji ratownictwa - przy uruchamianiu poziomu centralnego.
W przypadku zagrożeń wymagających współdziałania na szczeblu centralnym podmiotów KSRG z podmiotami innych resortów, rolę koordynatora pełni minister właściwy do spraw wewnętrznych przy pomocy Zespołu do Spraw Kryzysowych i Centrum Zarządzania Kryzysowego tworzonego na bazie Krajowego Centrum Koordynacji Ratownictwa i Ochrony Ludności.
Zmieniający się charakter zagrożeń wymagających interwencji służb ratowniczych zmusza organizatorów systemu ratowniczego do poszukiwania nowych rozwiązań organizacyjnych, w celu optymalnego i efektywnego wykorzystania wszystkich podmiotów zajmujących się ratownictwem.
Mimo, że dynamicznie rozwijająca się w ostatnich latach Państwowa Straż Pożarna poszerza zakres swej aktywności o działania specjalistyczne, to nadal istnieją podmioty ratownicze, które w sposób istotny mogą uzupełnić możliwości KSRG. Przyjęta i realizowana w praktyce filozofia krajowego systemu ratowniczo- gaśniczego zakłada ścisłą współpracę ze wszystkimi podmiotami posiadającymi sprzęt, kadrę lub bazy danych przydatne w prowadzeniu działań ratowniczych. Każdy podmiot mogący realizować lub wspomagać działania ratownicze może współpracować z KSRG albo w jego strukturze organizacyjnej lub jako podmiot wspomagający działania systemu.
Na szczeblu centralnym podpisywane są przez Komendanta Głównego PSP porozumienia o włączeniu do systemu lub współdziałaniu z systemem podmiotów, których działalność może być przydatna w akcjach ratowniczych. Są to zarówno organizacje pozarządowe jak i profesjonalne służby ratownicze. Porozumienia zawierane na szczeblu centralnym określają ogólne ramy współpracy w zakresie ratownictwa i są podstawą do zawierania szczegółowych porozumień na poziomie wojewódzkim i powiatowym.
Obecnie ( 31 grudnia 2004) w Krajowym Systemie Ratowniczo-gaśniczym funkcjonuje:
508 jednostek ratowniczo- gaśniczych Państwowej Straży Pożarnej,
3433 jednostek ochotniczych straży pożarnych,
4 zakładowe straże pożarne,
2 zakładowa służba ratownicza,
11 szpitali, w tym 10 szpitali MSW i A w Warszawie, Krakowie, Poznaniu, Łodzi, Olsztynie, Katowicach, Białymstoku, Lublinie, Szczecinie i Wrocławiu oraz Centrum Leczenia Oparzeń w Siemianowicach Śląskich,
297 specjalistów krajowych z różnych dziedzin ratownictwa.
System wspomagają na zasadzie zawartych porozumień służby, inspekcje i straże m.in. Morska Służba Poszukiwania i Ratownictwa (SAR), Stacje Ratownictwa Górniczego, Policja, Straż Graniczna, Państwowa Inspekcja Ochrony Środowiska, Państwowa Agencja Atomistyki, Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej oraz organizacje pozarządowe, jak: GOPR, WOPR, TOPR, Aeroklub Polski, ZHP, Polska Misja Medyczna, PCK i inne.
Siły i środki KSRG mogą być w dowolnym momencie i w pełnym zakresie skierowane do działań ratowniczych - poprzez stanowiska kierowania Państwowej Straży Pożarnej.
Wyznaczona część zasobów krajowego systemu ratowniczo-gaśniczego jest zorganizowana w postaci odwodów operacyjnych.
W przypadku wyczerpania sił poszczególnych powiatów lub gdy zagrożenie obejmie większy obszar, w pierwszej kolejności na poziomie wojewódzkim użyte zostaną zasoby wojewódzkich brygad odwodowych KSRG, na które składa się 99 kompanii z 4 tysiącami ratowników oraz 950 pojazdami ratowniczymi.
W razie potrzeby w ramach Centralnego Odwodu Operacyjnego KSRG ( wsparcie ze szczebla centralnego) można dodatkowo skierować do działań w dowolny rejon kraju bataliony z 16 wojewódzkich brygad odwodowych.
Łączne siły Centralnego Odwodu Operacyjnego KSRG możliwe do użycia, to dodatkowo ponad cztery tysiące zawodowych ratowników oraz siedemset pojazdów specjalnych i gaśniczych, całość wsparta logistyką.
W skład odwodów operacyjnych wchodzą m.in:
134 kompanie gaśnicze,
47 grup ratownictwa chemicznego,
55 specjalistycznych grup ratownictwa wodno-nurkowego,
22 specjalistyczne grupy ratownictwa wysokościowego, które mogą prowadzić działania we współpracy ze śmigłowcami,
5 grup poszukiwawczo-ratowniczych.
Rozwiązania strukturalno organizacyjne Krajowego Systemu Ratowniczo-Gaśniczego pozwalają na efektywne wykorzystanie potencjałów organizacyjnych, technicznych i intelektualnych różnych podmiotów ratowniczych i współdziałających, co prowadzi do tego, że system ten nie stanowi wyizolowanego składnika bezpieczeństwa publicznego, lecz jego ważny czynnik, żywo reagujący na wszelkie zmiany i w wysokim stopniu współdziałający z otoczeniem. Stąd też granice, w których działa system są bardzo elastyczne, co przejawia się gotowością do wypełniania zadań w każdych warunkach.

Szczegółowe zasady organizacji KSRG określone zostały w Rozporządzeniu Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji z dnia 29 grudnia 1999 roku.

Opracował : Wojciech Kubicki