POBOROWI !

Czesc...

Cytat:Moj kolega z 76rocznika pojechal do WKU z zaswiadczeniem ze swojej nowej
prywatnej wyzszej uczelni, ze bedzie tam studiowal. Pani zza lady w WKU we
Wroclawiu na ul. Gajowickiej powiedziala mu, ze nie moze rozpoczac studiow
z
tego tyt., ze nie ukonczy ich przed 27rokiem zycia.



Ustawa o Powszechnym Obowiazku Obrony RP:

Art. 39. 1.
"Odroczenia zasadniczej służby wojskowej udziela się poborowemu
na jego wniosek ze względu na: (...)
4) pobieranie nauki w szkole wyższej, jeżeli jest on studentem - na czas
pobierania tej nauki, nie dłużej jednak niż do końca roku szkolnego w tym
roku kalendarzowym, w którym poborowy kończy dwudziesty siódmy rok życia"

Jest rowniez wzmianka o zmianie kategorii zdrowia:

Art. 28. 4.
"Ostateczne orzeczenie o zdolności do czynnej służby wojskowej może być w
każdym czasie zmienione przez powiatową komisję lekarską z urzędu albo na
wniosek poborowego lub wojskowego komendanta uzupełnień, jeżeli w stanie
zdrowia oborowego nastąpiły istotne zmiany. "

I przyklad "martwego" zapisu:

Art. 45. 2
"Poborowi powinni być powoływani do odbycia czynnej służby wojskowej, w
miarę możliwości, w jednostce wojskowej mającej siedzibę W POBLIŻU ich
miejsca pobytu stałego (zamieszkania) lub pobytu czasowego trwającego ponad
dwa miesiące."

Przy okazji na mojej stronie zaszly spore zmiany.

Pozdr
Grzegorz
http://www.armia.prv.pl

 

Pewno wiecie...

Ale ja nie wiedzialem. Dzisiejsze info PAP:

<OD WIOSNY OFICEROWIE WOJSKA SPOŚRÓD CYWILNYCH MAGISTRÓW

    Wiosną pierwsi absolwenci studiów cywilnych chcący zostać oficerami
wojska będą mogli zgłosić się na roczne szkolenie w szkole oficerskiej.
    MON planuje przyjęcie na początek do 50 kandydatów do Wyższej
Szkoły Oficerskiej Wojsk Lądowych we Wrocławiu. Nauka będzie się
odbywała w szkole, na poligonie i w centrach szkolenia. Szczegóły będą
dostępne w marcu, na przełomie marca i kwietnia kandydaci będą mogli
się zgłaszać do wojskowych komend uzupełnień - zapowiedział w Warszawie
dyrektor departamentu kadr i szkolnictwa wojskowego MON gen. bryg.
Zbigniew Jabłoński.
    "Najbardziej zależy nam na tym, by kandydaci do służby oficerskiej
mieli właściwą motywację. Nie będziemy robić egzaminu wstępnego, będzie
natomiast sprawdzian motywacji" - powiedział generał.
http://dziennik.pap.com.pl/index.html?dzial=OSW&poddzial=POL&id_depes...
251399

(PAP)

WKU

Cytat:Witam i mam na wstepie pytanie czy ktos moze wie gdzie jest WKU nr1 . Jakos
nigdzie nie moge znalezc adresu ktory mialem na kartce . Prosze o pomoc (
zwlaszcza przedstawicieli plci mniej pieknej ktorym skrot WKU  cos mowi i
mieli juz z tym doczynienia :) ) Musze zawiezc tam to zaswiadczenie ze sie
ucze i jak do tej po pory nie wiem gdzie to jest :(



Wojskowa Komenda Uzupełnień Wrocław-1 we Wrocławiu, dla miasta Wrocław (południe
od Odry); WKU Wrocław-1, 50-984 Wrocław; ul.Gajowicka 118

Na przyszlosc: wpisujesz w googlach "WKU 1 Wrocław" i ... to wszystko.
Use your imagination..

Dokladne wymagania na Oficera!

OFICER
- posiada odpowiednią zdolność psychiczną i fizyczną do zawodowej służby wojskowej,
- posiada odpowiednie wykształcenie:
a) świadectwo dojrzałości - w przypadku ubiegania się o przyjęcie na studia I stopnia
- zda egzamin wstępny,
- odbędzie rozmowę kwalifikacyjną.
Wojskowy komendant uzupełnień lub dowódca jednostki, kieruje osobę do wojskowej komisji lekarskiej i wojskowej pracowni psychologicznej a następnie niezwłocznie przesyła do komendanta szkoły:
• orzeczenie wojskowej komisji lekarskiej o zdolności do pełnienia zawodowej służby wojskowej;
----------------------------------------------------------------------------------------------------

No i wlasnie jestem w 2 klasie liceum profil biol-fiz-chem i chcial bym sie dokladnie dowiedziec jakie wymagania trzeba spelnic aby dostac sie do oficerskiej szkoly we wroclawiu
-chcial bym sie dowiedziec cos o tescie sprawnosciowym jak on wyglada co jest na zaliczeniu itp
-Czy profil biol chem fiz mi pomoze ?
- co to za egzamin wstepny? jak wyglada? jakie z jakiego zakresu wiadomosci sa sprawdzane?
-jak wyglada rozmowa kwalifikacyjna ? jakie dodatkowe dokumenty wypadalo by na nia przyniesc itp....
No wlasnie!! i najgorsze do czego moze przyczepic sie lekarz na komisji? jak wyglada "wzorowy" kandydat na oficera itp itd... prosze tu o odeslanie do jakiejs strony na ktorej ów wymagania sie znajduja

Prosze o wyczerpujaca odpowiedz na pytania, nie chcial bym sie nastawiac na ta szkole gdy cos by mnie dyskfalifikowalo a jak jesli by takowych nie bylo chcial bym wiedziec jak najefektywniej przygotowac sie do testu sprawnosciowego itp. aby zmaksymalizowac swoje szanse na przyjecie!

 

Reorganizacja LOGISTYKI

Za portalem-mundurowy.pl

Cytat:.....Liczba garnizonów zostanie zmniejszona ze 126 do 99. Z nieoficjalnych informacji uzyskanych przez portal wynika, że do końca 2010 r. zlikwidowane mają być 4 Rejonowe Bazy Materiałowe Wojsk Lądowych: 3 RBM w Łodzi, 4 RBM w Grudziądzu, 5 RBM w Nowogrodzie Bobrzańskim i 11 RBM w Olsztynie. Ponadto w planie jest skreślenie z wojskowej ewidencji jednostek wojskowych 2 Baz Materiałowo-Technicznych w Siłach Powietrznych. Z 16 wojewódzkich sztabów wojskowych pozostaną cztery: w Warszawie, Poznaniu, Krakowie i Wrocławiu. Zlikwidowane będą wszystkie wojskowe komendy uzupełnień III stopnia oraz część II stopnia ( pozostanie 88 WKU). Ponadto 12 szpitali wojskowych ma być przekazanych samorządom......



Wszystko jasne A co z ludźmi

Które garnizony po 2008 do likwidacji lub do przeniesienia ?

Liczba garnizonów zostanie zmniejszona ze 126 do 99. Z nieoficjalnych informacji uzyskanych przez portal wynika, że do końca 2010 r. zlikwidowane mają być 4 Rejonowe Bazy Materiałowe Wojsk Lądowych: 3 RBM w Łodzi, 4 RBM w Grudziądzu, 5 RBM w Nowogródku Bobrzańskim i 11 RBM w Olsztynie. Ponadto w planie jest skreślenie z wojskowej ewidencji jednostek wojskowych 2 Baz Materiałowo-Technicznych w Siłach Powietrzynych. Z 16 wojewódzkich sztabów wojskowych pozostaną cztery: w Warszawie, Poznaniu, Krakowie i Wrocławiu. Zlikwidowane będą wszystkie wojskowe komendy uzupełnień III stopnia oraz część II stopnia ( pozostanie 88 WKU). Ponadto 12 szpitali wojskowych ma być przekazanych samorządom.
Nie planuje się rozformowania żadnych z brygad. W rezultacie zmienią się proporcje na korzyść jednostek walczących kosztem zabezpieczających ( o 18 proc).

Zmiany w strukturach RBM

Cytat: Z nieoficjalnych informacji uzyskanych przez portal wynika, że do końca 2010 r. zlikwidowane mają być 4 Rejonowe Bazy Materiałowe Wojsk Lądowych: 3 RBM w Łodzi, 4 RBM w Grudziądzu, 5 RBM w Nowogrodzie Bobrzańskim i 11 RBM w Olsztynie. Ponadto w planie jest skreślenie z wojskowej ewidencji jednostek wojskowych 2 Baz Materiałowo-Technicznych w Siłach Powietrzynych. Z 16 wojewódzkich sztabów wojskowych pozostaną cztery: w Warszawie, Poznaniu, Krakowie i Wrocławiu. Zlikwidowane będą wszystkie wojskowe komendy uzupełnień III stopnia oraz część II stopnia ( pozostanie 88 WKU). Ponadto 12 szpitali wojskowych ma być przekazanych samorządom.


Źródło: http://www.portal-mundurowy.pl/

Od siebie mogę dodać, że np. część Składów Materiałowych likwidowanych RBMek przejdzie pod nowe kierownictwo (zapewne na podstawie Art. 23 prim Kodeksu Pracy).
Z nieoficjalnych informacji: W przypadku 11 RBM mają to być np. Składy Szeroki Bór i Elbląg, a podlegać (prawdopodobnie) będą 9 RBM.

Armia wciąż tropi poborowych


"Dziennik": Wprawdzie MON ogłosiło już koniec poboru, to jednak Wojskowe Komendy Uzupełnień wciąż tropią za uchylanie się od służby. Nie ma prawnych podstaw, by tego nie robić. 70 tysiącom mężczyzn teoretycznie grożą dwa lata więzienia.
Wielu z nich liczyło, że w momencie przejścia armii na zawodowstwo, ich kłopoty również się skończą. - Nikt nas nie zwolnił z obowiązku ścigania osób, które uchylały się od obowiązku służby wojskowej - nie odbierały listów i nie stawiały się na wezwania, zmieniały miejsce zamieszkania - mówi "Dziennikowi" mjr Wojciech Sukiennik z WKU Wrocław.

Rozwiązaniem byłaby abolicja. - Teraz jest na to najlepsza okazja. Nie ma sensu, by rzesza funkcjonariuszy zajmowała się tropieniem tysięcy ludzi, którzy armii nie są i nie będą potrzebni - powiedział dziennikowi Janusz Zemke, szef sejmowej komisji obrony.

Jakie jednostki "idą pod młotek"?

Na portal-mundurowy.pl:

Cytat:Liczba garnizonów zostanie zmniejszona ze 126 do 99. Z nieoficjalnych informacji uzyskanych przez portal wynika, że do końca 2010 r. zlikwidowane mają być 4 Rejonowe Bazy Materiałowe Wojsk Lądowych: 3 RBM w Łodzi, 4 RBM w Grudziądzu, 5 RBM w Nowogrodzie Bobrzańskim i 11 RBM w Olsztynie. Ponadto w planie jest skreślenie z wojskowej ewidencji jednostek wojskowych 2 Baz Materiałowo-Technicznych w Siłach Powietrzynych. Z 16 wojewódzkich sztabów wojskowych pozostaną cztery: w Warszawie, Poznaniu, Krakowie i Wrocławiu. Zlikwidowane będą wszystkie wojskowe komendy uzupełnień III stopnia oraz część II stopnia ( pozostanie 88 WKU). Ponadto 12 szpitali wojskowych ma być przekazanych samorządom.

no i idziemy do woja...

armia jest dosc brutalna ostatnio wzieli mojego znajomego ktory ma dwuletnie dziecko i dosc ciekawą prace... oczywiscie odwoluje sie ale do czasu rozstrzygniecia biega sobie pod toruniem w ciezkich butach...

a dzisiaj wezwanie dostal znajomy ktore studiuje na dziennych i w poprzednim roku mial dziekanke a teraz mial zaczac ostatni rok magisterki... wiedocznie WKU Wrocław bardzo sie stara zeby norme wyrobic...

chociaz znam tez jeden ciekawy przyklad mojego znajomego po studiach ktorego ostatnio wezwali "do siebie" na komende uzupelnien zeby sprawdzic czy jest w kraju zeby wiedziec kto jest obecny w kraju a kto wemigrował hyhyhy...

ja mam jeszcze 25 dni moze sie uchowam...

Studenta bez dyplomu nie powołają do wojska

Studenta bez dyplomu nie powołają do wojska

Osoby, które rozpoczęły studia przed rokiem akademickim 2002/2003 i mają absolutorium, ale termin obrony mają wyznaczony na 2008 rok, powinny powiadomić o tym komendy uzupełnień.

Dla wojska absolwentami szkół wyższych są poborowi, którzy złożyli egzaminy wymagane planem studiów (w tym egzamin dyplomowy) i uzyskali uprawnienia do otrzymania dyplomu. Ta definicja dotyczy jednak tylko osób, które rozpoczęły studia w roku akademickim 2002/2003 i później. Do studentów, którzy rozpoczęli naukę w roku akademickim 2001/2002 i wcześniej stosuje się inną definicję absolwenta. W tym przypadku są nimi poborowi, którzy ukończyli ostatni rok nauki przewidziany programem jednolitych studiów magisterskich lub wyższych zawodowych, a także osoby, które bezpośrednio po ukończeniu studiów zawodowych podjęły naukę na uzupełniających studiach magisterskich. W ich przypadku uzyskanie absolutorium równa się więc z ukończeniem studiów.

Osoby, które rozpoczęły studia przed rokiem akademickim 2002/2003 i mają absolutorium, mogą więc być przeniesione automatycznie do rezerwy. Muszą jednak przedstawić w wojskowej komendzie uzupełnień zaświadczenie o otrzymaniu absolutorium. Zgodnie bowiem z rozporządzeniem ministra obrony narodowej z 21 czerwca 2007 r. w sprawie przeniesienia części poborowych do rezerwy (Dz.U. Nr 121, poz. 834) automatycznie do rezerwy są przenoszone tylko osoby, które ukończyły studia w 2007 roku lub wcześniej, a rozpoczęły je przed rokiem akademickim 2002/2003.

Natomiast osoby, które rozpoczęły studia w roku 2002/2003 i później, które uzyskały już absolutorium, ale jeszcze się nie obroniły, także powinny zgłosić się do komendy uzupełnień.

- Komendy nie znają statusu każdego studenta - mówi mjr. Leszek Nowicki z Wojewódzkiego Sztabu Wojskowego we Wrocławiu.

Wyjaśnia, że w swoich dokumentach mają zapisane, że dana osoba ma odroczoną służbę wojskową, na przykład do 31 października tego roku. Po tym czasie komendant może ją zakwalifikować do odbycia służby wojskowej. Jeśli jednak napisze wniosek o odroczenie służby wojskowej z powodu terminu obrony (musi przedstawić zaświadczenie z uczelni w tej sprawie) może otrzymać kolejne odroczenie.

Jolanta Góra

Podstawa prawna
Ustawa z 21 listopada 1967 r. o powszechnym obowiązku obrony Rzeczypospolitej Polskiej (j.t. Dz.U. z 2004 r. Nr 241 poz. 2416.).

Źródło
http://kadry.infor.pl/akt...-do-wojska.html

Kredyt samochodowy a słuzba wojskowa

to artykuł z RZ
Koszary czekają na ochotników
Idzie magister do cywila

Absolwenci szkół wyższych nie będą powoływani do wojska w tym ani w
przyszłym roku. Z możliwości przeniesienia do rezerwy ma szansę skorzystać
30 tysięcy świeżo upieczonych magistrów.

Trwa przygotowywanie odpowiednich aktów prawnych, które uwolnią poborowych z
dyplomem od żołnierskich powinności.

- Przeniesienie do rezerwy oznacza, że młodzi ludzie z uregulowanym
stosunkiem do służby wojskowej, na co zwracają dziś szczególną uwagę
pracodawcy, mogą zająć się robieniem kariery. Armia nie będzie im tego
utrudniać - wyjaśnia płk Wiesław Tomasik, zastępca szefa Generalnego Zarządu
Uzupełnień i Spraw Personalnych w Sztabie Generalnym.

Wzorem lat ubiegłych MON utrzyma szkołę podchorążych rezerwy dla ochotników.
Co roku zgłasza się przynajmniej stu kilkudziesięciu rekrutów z dyplomami,
gotowych do służby w koszarach. Jak informuje płk Zdzisław Gnatowski,
rzecznik Sztabu Generalnego, ok. 250 miejsc dla wszystkich chętnych
magistrów czeka w SPR przy Wyższej Szkole Oficerskiej im. Stefana
Czarnieckiego we Wrocławiu.

W środę przedstawiciele SG poinformowali o planowanych cięciach w wojskowej
administracji terenowej, "opiekującej" się na co dzień wszystkimi Polakami
zdolnymi do noszenia broni. Od nowego roku będzie mniej wojskowych komend
uzupełnień, zajmujących się rekrutacją do jednostek (z obecnych 140 do
listopada 2003 roku pozostaną 122). Posady straci 900 wojskowych. Wojskowa
administracja do dziś nie jest skomputeryzowana. Gdy w USA odszukanie i
zmobilizowanie kilkuset saperów to kwestia kliknięcia w klawiaturę
komputera, u nas trzeba mozolnie wertować stosy teczek personalnych. Z.L.

Cytat:cześć
niestety nie pamiętam jakie to rozporządzenie ale załączam art z rzepy i
na
pewno zwolnienie dotyczy wszystkich absolwentów zarówno licencjata jak i
magistra, problem w tym że różne WKU róznie to interpretują ale trzeba sie
kłócić, najśmieszniejsze ze sam szukałem tych przepisów zadzwoniłem do
departamentu prawnego MON a tam jakiś debil- wojskowy prawnik był
zdziwiony
ze coś takiego w ogóle wyszło :-), ale na 100 % obowiazuje to wszystkich
absolwentów z 2001 i 2002 r, a co do kredytu to to jeśli korzystasz z
usług
jakiegos banku to spróbuj porozmawiać i wynegocjowac jest taka mozliwość,
poza tym jest mozliwosć przy pewnej wpłacie własnej zaciagnac kredyt w PTF
(Polskie Towarzystwo Finansowe) i z tego co wiem mozna to obejść w GE
Capital Bank
| A mozecie konkretnie wskazac podstawe prawna (chodzi mi o Dz. U. w
ktorym
| zostalo to opublikowane)
| Z gory dzieki
| pozdrawiam
| Konrad



Koniec powszechnego obowiązku służby wojskowej

Za dziennik.pl wydarzenia:

Cytat:WKU będą ścigać uciekanie przed armią

środa 3 grudnia 2008 15:43
Koniec poboru nie oznacza amnestii dla poborowych

Nie odbierałeś listów poleconych? Zmieniałeś adresy zameldowania, a WKU omijałeś z daleka, by nie zostać wcielonym do armii? Nie myśl, że wojskowi o tobie zapomną. Choć już nie ma poboru, Wojskowe Komendy Uzupełnień przy pomocy prokuratury i policji wciąż tropią za... uchylanie się od służby. Sprawa może dotyczyć nawet kilkudziesięciu tysięcy młodych mężczyzn - dowiedział się DZIENNIK.

"Trzy lata nie odbierałem listów poleconych, potem zmieniłem adres zameldowania, wszystko po to by uniknąć poboru. Liczyłem, że gdy armia stanie się zawodowa, przestaną mnie ścigać. Tymczasem nic z tego" - mówi Maciej, plastyk z Warszawy, który jest jednym z ponad tysiąca mężczyzn na "czarnej liście" śródmiejskiej WKU.

Według przygotowanej nowelizacji ustawy o powszechnym obowiązku obronnym z dniem pierwszego stycznia wszyscy mężczyźni w Polsce mają usyskać status osoby o "uregulowanym stosunku do wojska”.

Kto do tej pory uchylał się od słuzby wojskowej, nie trafi już do żadnej jednostki, ale czekają go duże kłopoty z prawem. Grozi za to kara nawet do dwóch lat więzienia. Dotyczy to wszystkich, wobec których Wojskowe Komendy Uzupełnień wszczęły formalne poszukiwania.

"Prawo zmuszało nas do rozpoczęcia takich poszukiwań, zgłoszenia sprawy policji, prokuraturze. I nikt nas z obowiązku dokończenia takich poszukiwań nie zwolnił. W tej chwili w mojej komendzie poszukujemy ok. 500 osób" - mówi mjr Wojciech Sukiennik z Wojskowej Komendy Uzupełnień we Wrocławiu.

O kilku tysiącach młodych mężczyzn poszukiwanych w ten sposób przez Wojskową Komendę Uzupełnień Warszawa-Śródmieście mówi jej komendant, płk. Adam Bednarz.

"Uchylając się od służby wojskowej złamali prawo, a my mamy obowiązek ich ścigać. I będziemy to robić, dopóki nie zgłoszą się do nas i nie załatwią sprawy" - mówi Bednarz.

Szczygło: Nie byłem w wojsku

Mateusz Weber: Był pan w wojsku, czy może uchylał się pan od służby?
Aleksander Szczygło, były minister obrony narodowej: Zasadniczej służby wojskowej nie odbyłem, ale na czwartym roku studiów miałem przeszkolenie wojskowe. Uczyli nas różnych rzeczy, taktyki, strzelania, ale najciekawsze na pewno były zajęcia z tzw. oficerami politycznymi (śmiech).

Dziś do jednostki w warszawskiej cytadeli stawi się ostatni żołnierz z poboru. Dla młodych ludzi oznacza to koniec wiszącego nad nimi od wielu lat widma przymusowego wcielenia w szeregi armii. Ale jest jeden szkopół: odpowiednie służby będą ścigać tych, którzy uchylali się od wojska. Ma to sens?
Dla mnie w ogóle nie ma sensu zawieszenie poboru. Program profesjonalizacji armii nie powinien rozpoczynać się od jego zniesienia, ale powinien tym się zakończyć. Ale skoro się powiedziało A trzeba powiedzieć też B. Nie ma żadnej potrzeby ścigać tych, którzy uchylali się od służby, skoro znosi się pobór.

Czyli powinna ich objąć abolicja?
Oczywiście. Jeszcze raz powtarzam: po co karać? Nie ma poboru, więc dajmy spokój tym ludziom. Przecież nie wszyscy uchylali się od służby z premedytacją. Jest spora grupa tych, którzy wrócili z zagranicy. Ich też karać? A tych którzy się uczyli, ale z jakiś powodów wojsko o tym nie wiedziało?

A więc pana zdaniem obowiązujące przepisy trzeba zmienić?
W części tak. Ale nie wszystkie. Trzeba utrzymać przepisy dotyczące rejestracji poborowych na wypadek wojny oraz po to, by umożliwić służbę wojskową ochotnikom. Wojsko musi wiedzieć, czy dana osoba jest zdolna do służby, czy nie.

Bartłomiej Leśniewski, Mateusz Weber



A to ciekawe, co innego mówi Pan minister a co innego robią Panowie z WKU

Pozdrawiam miki

Nowości prawne

Państwo pomoże znaleźć pracę

Warunki korzystania przez żołnierzy i ich krewnych z pomocy rekonwersyjnej określa rozporządzenie opublikowane 19 czerwca 2009 r.
Chodzi o rozporządzenie Ministra Obrony Narodowej z dnia 9 czerwca 2009 r. w sprawie szczegółowych warunków i trybu korzystania przez żołnierzy zwolnionych z czynnej służby wojskowej, a także małżonków oraz dzieci pozostających na utrzymaniu żołnierzy, którzy zaginęli lub ponieśli śmierć w związku z wykonywaniem zadań służbowych, z pomocy w zakresie podnoszenia kwalifikacji, przekwalifikowania, doradztwa zawodowego lub pośrednictwa pracy (Dz. U. Nr 94 poz. 778).
Ww. pomoc to pomoc w zakresie podnoszenia kwalifikacji, przekwalifikowania, doradztwa zawodowego lub pośrednictwa pracy.
Ze wsparcia w zakresie doradztwa zawodowego uprawniony będzie mógł skorzystać w trybie porady indywidualnej. Udzieli jej dyrektor Centralnego Ośrodka Aktywizacji Zawodowej w Warszawie oraz kierownicy ośrodków aktywizacji zawodowej w Bydgoszczy, Gdyni, Krakowie, Lublinie, Olsztynie, Szczecinie i Wrocławiu.
Z pomocy w zakresie przekwalifikowania zawodowego lub podnoszenia kwalifikacji będzie można skorzystać w ośrodkach szkolenia oraz w instytucjach uprawnionych do prowadzenia kształcenia i szkoleń. Zainteresowanemu pokryte zostaną koszty za: szkolenia związane z przekwalifikowaniem zawodowym lub podnoszeniem kwalifikacji; przejazdy z miejsca zamieszkania do ośrodka szkolenia i z powrotem; noclegi w miejscu szkolenia.
Aby skorzystać z pomocy, zainteresowany będzie musiał złożyć - do dyrektora wojskowego biura emerytalnego, za pośrednictwem szefa wojewódzkiego sztabu wojskowego lub wojskowego komendanta uzupełnień - stosowny wniosek.
Koszty przejazdów i noclegów z miejsca zamieszkania zainteresowanego do ośrodka szkolenia i z powrotem pokrywa się, jeżeli przejazd odbywa się na odległość powyżej pięćdziesięciu kilometrów w jedną stronę - zapisano też w akcie. Ponadto, rozporządzenie nakłada na Dyrektora COAZ i kierowników OAZ obowiązek prowadzenia pośrednictwa pracy.

Opublikowana 19 czerwca 2009 r. rozporządzenie wejdzie w życie 3 lipca br.

Pracujący emeryt dostanie niższe świadczenia

Zmienią się zasady zmniejszenia wojskowej emerytury lub renty w przypadku osiągania przychodu z działalności podlegającej obowiązkowi ubezpieczenia społecznego.
Zmiany będą mieć znaczenie szczególnie dla tych emerytów i rencistów wojskowych, którzy posiadają niskie świadczenia. W sytuacji osiągania przychodu emerytura i renta będzie zmniejszona, nie więcej jednak niż o 25% jej wysokości.
W przypadku osiągania przychodu przekraczającego 70% przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia, nieprzekraczającego jednak 130% tej kwoty - świadczenia te będą zmniejszane o kwotę przekroczenia, nie większą jednak niż o 25% emerytury/renty.
Wynika to z ustawy z dnia 23 kwietnia 2009 r. o zmianie ustawy o zaopatrzeniu emerytalnym żołnierzy zawodowych oraz ich rodzin (Dz. U. Nr 95 poz. 785).

Opublikowana 19 czerwca 2009 r. nowela wejdzie w życie 4 lipca br.

Etaty do likwidacji - nie NASZE

Redukcje obejmą ok. 4000 osób
Około 4 tysięcy osób może stracić zatrudnienie w resorcie obrony narodowej do końca 2010 r. w wyniku zapowiadanych zmian organizacyjnych - redukcji liczby garnizonów, rozwiązania okręgów wojskowych, wojewódzkich sztabów wojskowych, wojskowych komend uzupełnień oraz usprawnienia systemu dowodzenia.

W ubiegłym tygodniu, szef MON Bogdan Klich na odprawie kadry kierowniczej i dowódczej sił zbrojnych zapowiedział przyspieszenie tych zmian, które przewiduje dziesięcioletni program rozwoju sił zbrojnych na lata 2009-2018. Jest to pierwszy dokument tworzony na tak długi okres, przygotowywany – jak można było przeczytać w komunikacie MON - zgodnie z nowymi standardami obowiązującymi w Sojuszu Północnoatlantyckim. Obecnie projekt programu MON na najbliższą dekadę jest poddawany konsultacji politycznej i społecznej, w tym również z udziałem ekspertów Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Dokument w ostatecznym kształcie będzie podpisany dopiero po spełnieniu wszystkich wymogów formalnych, zgodnie z obowiązującym prawem

Jednocześnie, wczoraj – jak dowiaduje się portal-mundurowy.pl - kierownictwo MON zapoznawało się ze szczegółami tych bolesnych zmian, które planuje się przeprowadzić w najbliższych kilkunastu miesiącach. Chodzi o to, aby w miarę szybko pojawiły się wymierne oszczędności z planów restrukturyzacji. Jak już poinformował w ubiegłym tygodniu szef MON, armia ma liczyć docelowo – do końca 2011 r. - 100 tysięcy żołnierzy służby czynnej oraz 20 tysięcy Narodowych Sił Rezerwy. Nie planuje się rozformowania żadnych z brygad. W rezultacie zmienią się proporcje na korzyść jednostek walczących kosztem zabezpieczających ( o 18 proc.)

Liczba garnizonów zostanie zmniejszona ze 126 do 99. Z nieoficjalnych informacji uzyskanych przez portal wynika, że do końca 2010 r. zlikwidowane mają być 4 Rejonowe Bazy Materiałowe Wojsk Lądowych: 3 RBM w Łodzi, 4 RBM w Grudziądzu, 5 RBM w Nowogrodzie Bobrzańskim i 11 RBM w Olsztynie. Ponadto w planie jest skreślenie z wojskowej ewidencji jednostek wojskowych 2 Baz Materiałowo-Technicznych w Siłach Powietrzynych. Z 16 wojewódzkich sztabów wojskowych pozostaną cztery: w Warszawie, Poznaniu, Krakowie i Wrocławiu. Zlikwidowane będą wszystkie wojskowe komendy uzupełnień III stopnia oraz część II stopnia ( pozostanie 88 WKU). Ponadto 12 szpitali wojskowych ma być przekazanych samorządom.

- Redukcje mogą objąć nawet 4000 pracowników resortu obrony – martwią się związkowcy, którzy zastanawiają się nad podjęciem działań osłonowych. Optymistyczne jest to, że coraz więcej dowódców – przy procesie profesjonalizacji sił zbrojnych - dostrzega potrzebę zatrudnienia pracowników. Problem polega na tym czy na płace znajdą się pieniądze i czy będą etaty w miejscu zamieszkania

Świdnica - Znikający poborowi

Młodzi mężczyźni nie stawiaja się na wezwania, bo wyjechali za granicę.
Na Dolnym Śląsku wojskowe komendy uzupełnień poszukują już prawie 10 tysięcy młodych mężczyzn. To ci, którzy nie stawili się na komisji wojskowej, nie zgłosili nigdzie, że wyjeżdżają. Liczba znikających bez śladu poborowych rośnie lawinowo. W 2004 roku na liście było dwa tysiące nazwisk. Rok później poszukiwano 4 tysiące, w 2006 - 8 tysięcy poborowych.

- Problem nasila się od momentu otwarcia granic - mówi major Leszek Nowicki z Wojewódzkiego Sztabu Wojskowego we Wrocławiu.
Przypuszcza, że młodzi ludzie nie zdają sobie sprawy, z konsekwencji, jakie ich czekają.
- Za uporczywe uchylanie się od służby grożą dwa lata pozbawienia wolności - informuje major Nowicki.
- Wyjechałem do Irlandii, bo kolega załatwił mi pracę. Wiedziałem, że wojsko mnie ściga, ale nie zastanawiałem się ani minuty - opowiada 24 - letni Michał z Jeleniej Góry. Jego mama nie odebrała wezwania z wojska. Michał nigdzie nie zgłosił, że go nie będzie w kraju. Nie wiedział, że można to tak załatwić. Był w domu na święta, ale do komendy uzupełnień nie poszedł. Boi się, że wręczą mu od razu bilet i poślą w kamasze.
Podobne obawy mają i inni. W regionie jeleniogórskim WKU poszukuje około 1,5 tys. mężczyzn. W Legnicy szuka 1,1 tys., a w Świdnicy aż 2,5 tys. osób.
Tymczasem sprawę można bardzo łatwo załatwić. Wystarczy przed wyjazdem zgłosić się w magistracie i podać tymczasowy adres.
- Wtedy urząd nas o tym zawiadamia - tłumaczy major Jarosław Szymański z jeleniogórskiej Wojskowej Komendy Uzupełnień.
W takich przypadkach wojskowi czekają na poborowego do jego powrotu. Nikt nie będzie wysyłał mu wezwań do Dublina, Londynu, Berlina czy innego miasta. Także żandarmeria nie zamierza ścigać poborowych za granicą. Dlatego nie powinni oni mieć obaw przed zgłoszeniem w magistracie zmiany miejsca zamieszkania.
Szymański dodaje, że ma świadomość, iż część z tych osób nie ucieka przed wojskiem, a jedzie za chlebem dla całej rodziny. To nie jest jednak żadnym usprawiedliwieniem zaniechania formalnego załatwienia sprawy wojska.
Jeśli poborowy nie zgłosił zmiany adresu, mogą czekać go kłopoty. Bowiem obowiązek odbycia służby wojskowej, która trwa 9 miesięcy, jest ważny do 50 roku życia.
- Po wyczerpaniu wszystkich naszych możliwości kierujemy sprawę do prokuratury - zaznacza major Nowicki. Wówczas śledczy prowadzą postępowanie i sprawdzają, czy rzeczywiście dana osoba uporczywie uchyla się od służby. Jeśli tak, to za kratki może trafić nawet na dwa lata. Teoretycznie. W praktyce często takie sprawy są umarzane. Trudno bowiem udowodnić, że ktoś wyjechał, aby uniknąć wojska.
- Teraz o wojsku mało kto myśli, ważne jest, by dobrze zarobić - mówi 23-letni Jarek, który pracuje w Irlandii razem z Michałem.
Problemy poborowych skończą się w 2010 roku, gdy Polska będzie miała zawodową armię.
- O ile ten termin zostanie dotrzymany - zaznacza Leszek Nowicki.

Katarzyna Wilk - POLSKA Gazeta Wrocławska

Eheheh WKU szukaj wiatru w polu

Ja tam mam już to dawno za sobą tylko zmarnowany rok życia i zmarnowane pieniądze podatników co roku. Niech sie zawodowi biorą za sprzątanie, drużynke i inne pierdoły a nie ludziom tylko życie utrudniają

3 miesieczne przeszkolenie ???

Od kilku lat studenci cywilnych uczelni wyższych mają możliwość uregulowania stosunku do służby wojskowej podczas studiów. Muszą jedynie odbyć dobrowolne przeszkolenie wojskowe, a po jego pozytywnym zakończeniu zostaną przeniesieni do rezerwy w stopniu kaprala.

Nowe uregulowania prawne obowiązują od 2005 roku. W wyniku nowelizacji ustawy o powszechnym obowiązku obrony Rzeczypospolitej Polskiej oraz o zmianie ustawy o służbie zastępczej, zniesiono obowiązujący wcześniej dla kandydatów na przeszkolenie wymóg zaliczenia drugiego roku studiów wyższych zawodowych lub trzeciego roku studiów magisterskich. W myśl nowych przepisów studenci mogą odbyć szkolenie wojskowe również w kolejnych latach studiów.

Najpierw zajęcia teoretyczne
Żacy, którzy chcą rozpocząć ochotnicze przeszkolenie wojskowe, powinni najpierw złożyć wniosek o odbycie przysposobienia obronnego. Studenci zawodowych studiów wyższych powinni to uczynić do 31 października, zaś studenci jednolitych studiów magisterskich do 31 marca. Zajęcia te kończą się egzaminem, który uczestnicy studiów licencjackich powinni zdać do 31 marca, zaś uczestnicy studiów magisterskich, dla których zajęcia te odbywają się w semestrze letnim – do 30 września.

Wakacje na poligonie
Osoby, które ukończyły zajęcia z przysposobienia obronnego z wynikiem pozytywnym, mają obowiązek złożyć w określonym terminie (do 30 kwietnia dla uczestników studiów zawodowych oraz do 31 października w przypadku uczestników studiów magisterskich) odpowiedni wniosek o powołanie w celu odbycia przeszkolenia wojskowego we właściwej terytorialnie Wojskowej Komendzie Uzupełnień. W zajęciach mogą wziąć udział także studentki.

Przeszkolenie wojskowe odbywa się podczas wakacji i trwa 6 tygodni. W jednym turnusie uczestniczy zwykle około 250 - 300 młodych ludzi. Jest ono realizowane m.in. w jednostkach wojskowych w Ustce, Łodzi, Toruniu, Poznaniu i we Wrocławiu. Wrocławska Wyższa Szkoła Oficerska Wojsk Lądowych otwiera swe podwoje głównie dla studentów kierunków technicznych, ponieważ kształci kadry rezerwistów dla wojsk inżynieryjnych i chemicznych.

Młodzi podchorążowie zapoznawani są z tajnikami budowy zapór, organizowania przepraw, budowy dróg i mostów, a także sztuki podkładania i rozbrajania min oraz fortyfikacji i maskowania. Ponadto studenci poddawani są ćwiczeniom fizycznym, uczą się również niezawodnego strzelania z broni typu AK. Pod koniec szkolenia uczestnicy muszą nabyć nieco praktycznych umiejętności. Powinni umieć korzystać w sytuacjach ekstremalnych ze specjalistycznego sprzętu technicznego oraz materiałów wybuchowych. Szkolenie kończy się egzaminem. Jeśli słuchacz uzyska ocenę negatywną, zostaje zwolniony do rezerwy w stopniu szeregowego.

Żołnierze szkolący studentów twierdzą, że młodzi ludzie trafiający do ich jednostek są bardzo słabi fizycznie, dlatego zwłaszcza pierwsze dwa tygodnie niezwykle intensywnych zajęć są dla nich dość wyczerpujące. Ale po ukończeniu szkolenia ich kondycja ulegnie znacznej poprawie.

Czy warto do wojska?
Mimo wielu wyrzeczeń, jakich studenci muszą dokonać w trakcie przeszkolenia, chwalą sobie tę formę wypełniania obowiązku względem ojczyzny. Dzięki temu, jak twierdzą łatwiej im będzie znaleźć pracę po ukończeniu studiów, gdyż pracodawcy nie będą musieli obawiać się nagłego powołania do wojska swojego przyszłego pracownika.

Uregulowany stosunek do służby wojskowej stanowi też niejednokrotnie podstawę do ubiegania się o kredyt mieszkaniowy. Szkolenie to daje zatem poczucie stabilizacji życiowej. Nie bez znaczenia jest też możliwość przeżycia niepowtarzalnej przygody podczas wakacji i to zupełnie za darmo. Niektórzy studenci chcą wiązać swą przyszłość z armią lub innymi służbami mundurowymi, a takie zajęcia są doskonałą okazją na sprawdzenie swych umiejętności w praktyce.

Dla opornych – kara
Studenci, którzy mimo złożenia wniosku o przeszkolenie wojskowe będą uchylać się od powołania, będą musieli odbyć służbę wojskową w normalnym trybie. Przypominamy, że absolwenci szkół wyższych również są zobowiązani do odbycia służby wojskowej (o ile nie odbyli dobrowolnego przeszkolenia wojskowego w trakcie studiów). Mogą oni zostać powołani do wojska w okresie 12 miesięcy od daty ukończenia szkoły wyższej. Po tym czasie są przenoszeni do rezerwy.

Żacy niechętni służbie wojskowej powinni także śledzić coroczne rozporządzenia Ministra Obrony Narodowej w sprawie przeniesienia części poborowych do rezerwy określające grupę poborowych objętych rozporządzeniem oraz termin jego wykonania. Przy odrobinie szczęścia niektórzy absolwenci znajdą się być może w grupie przeniesionych do rezerwy, co będzie de facto oznaczało koniec kłopotów z obowiązkową służbą wojskową. Ale czy warto czekać na dobrą wolę ministra?

Michał Ludwicki
Źródło: Ministerstwo Obrony Narodowej, internet

Pójdzie do wojska...

Cytat: Płk Mariusz Jagodziński odejdzie na emeryturę - zdecydował minister obrony narodowej. Na razie nie wiadomo, kto zastąpi go na stanowisku szefa Wojewódzkiego Sztabu Wojskowego w Lublinie.
Płk Jagodziński prosił ministra Aleksandra Szczygło o przejście na emeryturę już w kwietniu. Decyzja zapadła wczoraj, po skandalu opisanym przez "Gazetę".

Chodzi o sprawę szefa Wojskowej Komendy Uzupełnień w Zamościu, który na prośbę działaczy PiS sprawdzał, czy byłego radnego tej partii można zaciągnąć do wojska. Płk Jagodziński, proszony o komentarz w tej sprawie stwierdził, że nieprawidłowości opisane przez "Gazetę", nie są dla niego wyrocznią prawną.

Odmienne zdanie miał na ten temat minister Szczygło, który zdecydował o nieprzedłużaniu kadencji komendantowi zamojskiej WKU i nakazał mu odejście z zawodowej służby. Po 32 latach przepracowanych dla wojska przejdzie na emeryturę. - Moja decyzja ma być jasnym sygnałem dla przedstawicieli wojska w terenie, aby nie wchodzili w nieformalne kontakty z lokalnymi politykami, działaczami samorządów i przedstawicielami biznesu. Stanowczo chcę zapewnić, że żadna partia - także moja - nie będzie wykorzystywała wojska do prowadzenia działalności politycznej - powiedział Aleksander Szczygło. Incydent był też okazją do przychylenia się ministra do prośby szefa WSzW w Lublinie. Na razie nie wiadomo, kto będzie jego następcą.

Płk Mariusz Jagodziński jest absolwentem Wyższej Szkoły Oficerskiej Wojsk Obrony Przeciwlotniczej w Koszalinie, ukończył studia podyplomowe Akademii Obrony Narodowej. Zanim trafił do Lublina, pełnił funkcję zastępcy szefa Wojewódzkiego Sztabu Wojskowego we Wrocławiu. Na czele lubelskiego WSzW stał od stycznia 2005 roku.

Politycy domagają się wyjaśnień

Szef Prawicy Rzeczypospolitej zapowiedział wczoraj, że oczekuje od premiera Jarosława Kaczyńskiego i ministra obrony narodowej Aleksandra Szczygły wyjaśnień w sprawie próby nagłego powołania Łukasza Borowca do wojska. Były marszałek domaga się też ukarania polityków PiS, którzy mieli w tej sprawie naciskać na szefa zamojskiej WKU. - Ta sprawa musi być wyjaśniona do samego końca i tego oczekujemy - powiedział PAP Marek Jurek. Według niego to ciąg różnego rodzaju szykan i skrajnie niedemokratycznych zachowań, które mają utrudnić działanie jego partii.

- To skandaliczna historia! - komentuje poseł SLD i były minister sprawiedliwości Grzegorz Kurczuk, który zapowiada skierowanie zapytania poselskiego w sprawie Borowca. Zdaniem Kurczuka zwolnienie komendanta WKU ze służby jest niewystarczające do wyjaśnienia sytuacji. - To próba ukręcenia głowy tej sprawie. Niech komendant powie, kto prosił go o zainteresowanie się Borowcem - powiedział "Gazecie" Grzegorz Kurczuk.

Źródło: Gazeta Wyborcza - Lublin


artykuł

Lecą kolejne głowy.

Informacja Wojskowa

Tragiczna historia bosmanmata Stefana Półrula wyjaśniona po 50 latach
Cytat:Przez pół wieku rodzina Stefana Półrula nie wiedziała, jak zginął ich krewny. Wszelki ślad po nim zaginął, gdy został aresztowany przez bezpiekę. Młody marynarz służący w Ustce został zabity strzałem w tył głowy. Wyrok wykonano za współpracę z niepodległościowym podziemiem.

Stefan Półrul urodził się 9 maja 1926 r. w Korwinie. W 1947 r. został powołany do wojska. Przez Rejonową Komendę Uzupełnień w Koninie trafił do Marynarki Wojennej. Przez pół roku służył w Kadrze Marynarki Wojennej i Szkole Specjalistów Morskich w Ustce.

Po szkoleniu w Ustce Półrul trafił do Gdyni. W ubiegłym roku w Ustce nakręcono zdjęcia do filmu o Półrulu - "Nigdy nie wrócisz do domu”. TVP 1 wyemitowała go w zeszły poniedziałek (9 marca, o godz. 23.00). Ekipa filmowa nagrywała przysięgę marynarzy i zdjęcia z usteckiego Centrum Szkolenia Marynarki Wojennej.

Wróg ludu

Po przeniesieniu do Gdyni Stefan służył jako goniec w Sądzie Marynarki Wojennej. W 1949 r. awansował - został bosmanmatem i jednocześnie starszym kancelistą.

To, co działo się w tym czasie w jego życiu, można zrekonstruować z domniemań i materiałów procesowych. Według nich Stefan szybko się zorientował, jak wygląda sprawiedliwość w Polsce Ludowej.

Przekonał się dobitnie, że w oczach władz marynarze mieli fatalną opinię potencjalnych buntowników i wrogów systemu, urodzonych szpiegów i bandytów. Pod byle pretekstem lub w całkiem sfingowanych procesach żołnierzy skazywano na lata więzienia, a nawet kary śmierci.

W obecności Półrula i jego kolegów sędziowie wojskowi przechwalali się, który był bardziej surowy w sądzeniu. Ponury rekord wynosił łącznie ponad 500 lat więzienia i 6 wyroków śmierci!

W Stefanie narastał sprzeciw, także wobec rosnącej obecności sowieckich oficerów. Bosmanmat zdecydował się wstąpić wraz z kolegami do Polskiej Organizacji Podziemnej "Wolność”. Nie było mu dane działać w niej długo - 5 grudnia 1951 roku został aresztowany.

Stanął przed sądem wojskowym w Gdańsku. Sąd nie miał żadnych skrupułów wobec wrogów Polski Ludowej. Półrul dostał wyrok śmierci. Wykonanie wyroku odwlekały objawy choroby psychicznej u marynarza.

Ostatecznie uznano, że nie ma potrzeby leczenia Półrula poza murami więzienia i że jest zdolny do czynności prawnych. Jego prośba o ułaskawienie skierowana do prezydenta Bolesława Bieruta została odrzucona.

Wyrok wykonano po dwóch latach.

Skazany za zdradę ojczyzny i pozbawiony praw publicznych Stefan Półrul został pozbawiony życia strzałem w tył głowy. Rodzina nie poznała nawet aktu oskarżenia. Nie mogła także pochować zmarłego, bo przez 55 lat szczątki spoczywały w nieznanym miejscu.

Bezpieka morduje, Niemcy zapisują

Historycy z wrocławskiego IPN przeprowadzili ekshumację na polach 81A i 120 na cmentarzu Osobowickim we Wrocławiu (szacuje się, że na przełomie lat 40. i 50. XX wieku pochowano tam w tajemnicy około tysiąca ofiar komunistycznego reżimu). Miejsce to wytypowali na podstawie dokumentacji i zeznań świadków.

Odnaleźli dwa miejsca pochówków. W jednej z mogił odkryto szkielet Stefana Półrula. Stwierdzono to po znalezionych w grobie resztkach marynarskiego munduru. Oględziny czaszki nie pozostawiały wątpliwości: Półrul zginął tak samo, jak polscy oficerowie w Katyniu - od strzału w tył głowy.

- Do tego, gdzie pochowany jest marynarz, doszedł doktor Krzysztof Szwagrzyk - mówi Jolanta Krysowata, autorka filmu "Nigdy nie wrócisz do domu”. - Udało się dzięki temu, że w powojennym Wrocławiu na cmentarzu pracowała obsługa Niemców, którzy w tym mieście jeszcze zostali. Gdy bezpieka mordowała ludzi i w tajemnicy zakopywała w przypadkowych miejscach, Niemcy zapisywali skrupulatnie, którego dnia i gdzie kogo pochowano.

W ekshumacji uczestniczyli członkowie rodziny Stefana Półrula, odnalezieni przez IPN pod Piłą.
Marcin Prusak

9 września 2008 roku Stefan Półrul został pochowany w rodzinnych stronach z honorową asystą wojskową Marynarki Wojennej. Relacja z pogrzebu

Pytanie pilne na temat wojska!

Cytat:
16 czerwca 1998 dostalem bilet do armii - SPR Koszalin (moze ktos zna, tak
przy okazji :-))



Zdaje sie, ze to artyleria przeciwlotnicza - popytaj sie moze na
pl.misc.militaria ;-)

Cytat:Przy odbieraniu biletu poinformowano mnie ze mam 14 dni na odwolanie. Moje
pytanie brzmi
czy ewentualne odwolanie moze cos zmienic?



Teoretycznie tak, w praktyce, pozostajac w zgodzie z prawem - raczej nie
(ale probowac zawsze trzeba).
Cytat:



         ODWOLANIE

Odwoluje sie od decyzji ... (czyjej) numer/symbol ... z dnia ... dot.
powolania mnie do odbycia ... - szczegoly spisane dokladnie z karty
powolania.

        UZASADNIENIE

Tu wpisujesz dlaczego nie chcesz / nie mozesz isc do wojska.

Jesli byles juz na komisji lekarskiej i dostales tam kat. A, to na pewno
nie uda Ci sie powolac na zdrowie. Jesli jeszczwe nie byles (podobno teraz
WKU sie wycwanily i najpierw wreczaja bilet, a potem dopiero wysylaja do
szpitala na badania), to staraj sie szybko o jakies mocne papiery
potwierdzajace zly stan zdrowia, najlepiej stwierdzajace jedno ze schorzen
dajacych kat. D, albo chociaz B6, B12 (odroczenie czasowe na 6 lub 12
miesiecy - istnieje spora szansa, ze po tym okresie wojsko juz nie upomni
sie o Ciebie, bo w miedzyczasie znajdzie sobie innych kandydatow). Lista
takich schorzen jest zapisana w jednym z rozporzadzen, niestety nie wiem, w
ktorym.

Wszelkie inne argumenty, typu praca, studia doktoranckie/podyplomowe,
rodzina (chyba, zebys mial dwoje dzieci) itd. nie robia na wojskowych

wniosek szkoly lub pracodawcy w tej sprawie nic nie da, bo nie bedzie nawet
rozpatrywany - przy powolywaniu do sluzby czynnej instytucje te nie maja
nic do powiedzenia (co innego przy powolywaniu na cwiczenia rezerwistow).
Chyba, ze ostatnio cos sie zmienilo w przepisach - wowczas warto miec jak
najwiecej tego typu kwitow.

Wieksze szanse mialbys, gdyby udalo Ci sie wykazac, ze pracujesz
(bezposrednio lub posrednio) na rzecz wojska lub waznych instytucji
panstwowych i Twoje powolanie np. opozni realizacje jakiegos projektu na
rzecz w/w (troche teoretyzuje, slyszalem o takich przypadkach, ale nigdy
sie z nimi nie spotkalem osobiscie).

Cytat:Co na temat studiow doktoranckich mowia odpowiednie ustawy (jezeli wogole
cos mowia)?



Niestety nie pamietam symboli stosownych ustaw i rozporzadzen (moze ktos z
grupowiczow zna numery i pozycje w Dzienniku Ustaw?). Teksty sa do
znalezienia w WWW.

Cytat:Co mi to da ze sie odwolam? Odrocza mnie?
Od kogo zalezy decyzja? Komendanta WKU?



Jesli bilet otrzymales w ktorejs z wroclawskich WKU, to odwolanie
adresujesz do szefa (?) Wojewodzkiego Sztabu Wojskowego we Wroclawiu, ktory
miesci sie na ul. Pilsudskiego (tam, gdzie WKU 2), ale skladasz je w WKU
(przynajmniej ja tak robilem 1,5 roku temu). Szef WSW najprawdopodobniej
zignoruje jakiekolwiek Twoje argumenty argumentujac potrzebe powolania
Ciebie brakami kadrowymi w armii albo innym tego typu mitem i pozostawi w
mocy decyzje WKU. Potem pozostaje Ci tylko odwolywanie sie do NSA (ja
odpuscilem). Z tego, co pamietam, to fakt zlozenia odwolania nie zwalnia od
obowiazku stawienia sie w jednostce (jesli zaczynasz na poczatku lipca, to
wspolczuje - stracisz wakacje, a lato to nie jest najlepszy okres na SPR),
ale gdyby Cie potem musieli zwolnic, to przysluguje ci pelna odprawa z
wojska.

Na pewno dobrym posunieciem byloby odbycie bezposredniej rozmowy z szefem
WKU, a najlepiej WSW (jesli sie uda).

Cytat:studia skonczylem w lipcu (30 wrzesnia?) 1997, studia doktoranckie trwaja 4
lata i zaczely sie 1 pazdziernika 1997.



Wiec jeszcze nie minelo 18 miesiecy i spokojnie maja prawo Cie powolac.

WAZNA UWAGA (na podstawie moich obserwacji).
Trzeba zrozumiec system powolywania ludzi do wojska. Kazda WKU otrzymuje
zapotrzebowanie na konkretna ilosc poborowych do okreslonych SPR-ow.
Generalna zasada obowiazujaca w wojsku jest to, ze "liczy sie sztuka".
Zalozmy, ze komendant Twojej WKU ma powolac na kolejny turnus (tak to sie w
SPR-ach nazywa, aktualnie sa cztery turnusy w roku, czyli powolania co 3
miesiace) 30-tu absolwentow. Wiedzac, ze i tak wielu sie legalnie lub
nielegalnie wymiga, wysyla wezwania np. do 100-tu. W momencie gdy uzbiera
juz tych 30-tu, jego zapal do walki z reszta zdecydowanie slabnie, chociaz
nie do konca, bo przeciez pozostalych bedzie mozna powolac na nastepny
turnus. I wlasnie dlatego, wg mnie, warto sie odwolywac, przeciagac itd.
Nie masz nic do stracenia, a istnieje niezerowe prawdopodobienstwo, ze Ci
sie uda. Moze Cie odrocza na 3, 6 lub 12 miesiecy. Wg mnie do SPR-u lepiej
isc na zime, niz na lato.

Niestety praktyka jest taka, ze najskuteczniejsze sa rozwiazania
pozaformalne...

Jesli juz pojdziesz do armii, to pamietaj, ze z zakladu pracy przysluguje
Ci odprawa w wysokosci polowy miesiecznego wynagrodzenia (wojskowi czesto
zapominaja podac tak istotne z punktu widzenia poborowego szczegoly).
Jesli posiadasz mieszkanie, w ktorym sam mieszkasz, to przysluguja Ci
srodki na oplacenie czynszu i oplat (placi zdaje sie gmina i to do niej
trzeba sie z tym zwrocic).
Jesli masz jakis kredyt zaciagniety w banku, to na czas wojska jego splata
jest zawieszona (chyba ze w umowie kredytowej jest stosowna klauzula - to
dlatego banki nie chca dawac kredytow, jesli sie nie ma tzw. uregulowanego
stosunku).
Jesli masz pracujaca zone, to w czasie Twojej sluzby nie mozna jej zwolnic
inaczej, niz dyscyplinarnie. Jesli zona nie pracuje, to przysluguje jej
zasilek.
Itp., itd. Jest wiele tego typu przepisow w ustawie o powszechnym obowiazku
obrony. Zaraz po przybyciu do jednostki najlepiej uderzyc w tego typu
sprawach do oficera wychowawczego oraz do oficera personalnego w sztabie.
Jesli sa rozsadni, to pomoga duzo rzeczy zalatwic.
Pamietaj, ze pozostajesz sluchaczem studiow doktoranckich. Z tego powodu
bez wiekszych problemow powinno Ci sie udac wydebic kilka razy jakies
przepustki albo urlopy (bo bedziesz musial zalatwic bardzo wazne sprawy na
uczelni).

Cytat:Grzesiek Zapart (szeregowy podchorazy...)



Spoko, spoko - jeszcze Ci tego nie wpisali do ksiazeczki wojskowej...

Pozdrowienia
Marek Kuchciak (st. kpr. pchor. rez.)

PS. Ewentualne uzupelnienia informacji - mail na priv.

Nowe życie[nz]

Nowe życie cz. I

Przepraszam na wstępie za wszystkie błędy potknięcie itp, pisałam to dosyć dawno temu, a za dużo tego jest, żeby teraz wszystko poprawiać

„Już nigdy...”- myślała pakując stary, żółty plecak, w który pomieściła wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy: bielizna, ciepła bluza, spodnie, bluzka na zmianę, trampki, skarpetki. Wyliczała w myślach, przypominając sobie czy na pewno zabrała wszystko. Rozejrzała się po pokoju, który przez dziewiętnaście lat był jej azylem, kryjówką- tu trzymała wszystkie swoje skarby, przyjaciół zatrzymanych w najróżniejszych pozach i zamkniętych w kolorowych ramkach, których było mnóstwo na półkach postarzałego regału. Patrzyła a na te szczęśliwe chwile, jakich nie miała w tym krótkim jeszcze życiu za wiele. Wzięła do ręki jedną z ramek i starła z niej rękawem kurz. Uśmiechnęła się do postaci na błyszczącym papierze. Aśka, Olka i Karol- paczka jej najlepszych kumpli z ogólniaka. Pamięta tamten dzień dokładnie. To były te chwile, które będzie przechowywać w swoim sercu zawsze. Byli gdzieś za miastem, na łące, lato w pełni...Tarzali się jak wariaci w wysokiej trawie, jak małe dzieci bawili się w berka, było tyle śmiechu i radości. Już było po maturze, po wszystkich egzaminach- czuli wolność, rozpoczynali kolejny etap w swoim życiu. „Przynajmniej im się udało...”- pomyślała z żalem. Karol wyjechał z ojcem do Anglii, na razie do pracy. Olka- ta zawsze miał dokładnie zaplanowane życie, teraz też: już wybrała uczelnie, przeprowadziła się do miasta, gdzie będzie studiowała, i tak jak mówiła jak najdalej od domu. A Aśka? Zerwała kontakt, zmieniała numer telefonu i nie ma jej w domu- cała ona, nigdy nie wiadomo gdzie ją wiatr poniesie. Tak dobrze znała tę trójkę- ich tez zabrała ze sobą, delikatnie układając między ubraniami, aby nie zniszczyć ramki.
Basia nie miała żadnych pretensji do swoich przyjaciół, wiedziała przecież, ze takie jest życie- każdy idzie swoja ścieżka. Jej droga nie należała do najłatwiejszych...Cały czas musiała walczyć sama- o siebie i swoja wiedzę, o własne utrzymanie, o to by mieć jakieś nowy ciuchy na dyskotekę. Sama... Rozejrzała się za siebie, czy nikt jej nie obserwuje i schyliła się za fotel, wyciągając zza niego mała metalową kasetkę. Wszystkie jej oszczędności- dużo tego nie było ale wystarczy na kilka dni, a przede wszystkim starczyło żeby kupić bilet na tę długa podróż. Zarobiła te pieniądze udzielając korepetycji, pisząc wypracowania małolatom, które były leniwe ale za to miały kasę. Nie myślała co dalej jak kasa się skończy, wierzyła skrycie, że może jakoś się uda. W nowym mieście znajdzie pracę, może kiedyś nawet pójdzie na wymarzone studia, może...
Teraz w głowie kołatała się jedna myśl- uciec i już nigdy nie wracać w to przeklęte miejsce, do tego piekła, które od lat budowała jej własna matka. Baśka nie dziwiła się ojcu, że odszedł od niej, tylko dlaczego zostawił ją- małą Basie. Nie pamięta jak wyglądał, ale wie że kiedyś był. Gdzieś w snach widziała postać mężczyzny, który bierze ja na ręce i utula w płaczu, wie, że to on- ten miękki sweter i jego zapach, tyle jej zostało po ojcu, sny...
Jeszcze tylko karteczka dla matki: ”Wyjeżdżam, nie szukajcie mnie, nie wrócę. Basia”. Duży plecak postawiła przy drzwiach. Weszła do pokoju. Pomieszczenie to było brudne i zapuszczone, w powietrzu unosiła się woń alkoholu. Jedyny mebel na którym nie było kurzu to chyba telewizor i fotel. Na starym i poprzepalanym papierosami fotelu zalegali na zmianę matka ze swoim nowym „chłopakiem”. Teraz też tam leżała, pochrapując ohydnie i memrząc cos przez sen. na odległość czuć było od niej wódkę. Brudna, zaniedbana, z przetłuszczonymi włosami. „Mamusia”- pomyślała Basia z żalem. Popatrzyła na nią raz jeszcze, żeby nie zapomnieć, w końcu to ostatni raz...
Kartkę położyła na stole obok pustej butelki. Już chciała się odwrócić i udać się w stronę wyjścia, ale wtedy poczuła tą ciężka łapę na swoim karku. Sparaliżował ja strach, do tej pory udało jej się skutecznie przed nim uciec. Spocona ręka, woń papierosów i alkoholu- znała to dobrze. On zawsze znalazł odpowiedni moment żeby klepnąć czy uszczypnąć ją w pośladek, wiele razy widziała ten obleśny wyraz twarzy, gdy wpatrywał się w jej młode ciało Jego palce powoli wplątywały się w jej opadające na ramiona włosy. Dziewczyna wiedziała, że musi przełamać ten strach i wstyd, nie może mu pozwolić, żeby dalej ją krzywdził. Odwróciła się strącając obrzydliwy ciężar z szyi. Bez większego zastanowienia kopnęła go z całej siły w krocze. Ten opadł z jękiem na podłogę i zwinął się w kłębek. Basia wybiegła z domu zarzucając na ramię wypchany plecak.

Na ławce siedziała mała blondynka- w dżinsach, brązowej bluzie z kapturem , glanach, nie zwracała specjalnie uwagi pasażerów oczekujących na pociąg. Nikt przecież nie wiedział, że tego dnia ta krucha dziewczyna podjęła najważniejszą decyzje w swoim życiu. Na peron wtaczał się właśnie pociąg relacji Wrocław- Warszawa. Drobna dziewczyna poderwała się chwytając w pośpiechu żółty plecak i szybko wsiadła do wagonu. Po kilku minutach maszyna ruszyła, a ona stojąc przy oknie, ze strachem w oczach żegnała się z dawnym życiem.

II

Wysiadła na Dworcu Centralnym. Nigdy nie była w Warszawie, nawet nie wiedziała w którą stronę pójść. Była zagubiona i przerażona. Może to wszystko było niepotrzebne? Przecież sobie nie poradzi, jak ma sobie tu poradzić sama, nie znając miasta? Wokół syf-niewiele różnił się od tego, który znała na co dzień. Ludzie z niezbyt przyjaznym wyrazem twarzy potrącali ja na każdym kroku. Basia rozglądała się niepewnie wokół. Od jakiegoś przechodnia dowiedziała się jaki bilet kupić, żeby móc pojechać gdzieś autobusem miejskim. Pierwsze przerażenie minęło po jakiejś godzinie. Zaopatrzona w mapę postanowiła trochę pozwiedzać miasto.
Tak minął jej pierwszy tydzień- ciągła podróż po Warszawie. Sypiała w tramwajach czy autobusach, raz zdarzyło jej się nocować na Centralnym. W pierwszych dniach pokochała tę wolność i adrenalinę , która miała ciągle wysoki poziom w jej krwi. Ale po pewnym czasie zaczęło brakować pieniędzy, nie udało jej się znaleźć żadnej pracy. Zmęczona, zniechęcona porażką, która zbliżała się wielkimi krokami, zaczynała żałować swojej decyzji. Była osłabiona niedospaniem, a głód doskwierał coraz bardziej. Po trzech dniach bez jedzenia zdecydowała się na coś o czym w życiu by nawet nie pomyślała.

Na komendzie Stołecznej Policji od rana panował straszny bałagan. Wszyscy biegali jak oparzeni, nie obyło się bez sprzeczek i kłótni. Wszędzie czasami zdarzają się takie dni gdzie nic nie idzie jak trzeba. Taki właśnie dzień zaczął się dla Zawady i jego ekipy.
- Szczepan, dzwoniłeś do Marka?- zapytał podenerwowany Zawada.
- Kurka panie komisarzu, nie odbiera- tłumaczył przestraszony aspirant
- Ja pierdzielę..., jak jest potrzebny to nigdy go nie ma- zdenerwował się na dobre Adam
- Cześć wszystkim!- w tym momencie wpadł do pomieszczenia Marek. Skórzana kurtka i koszula były w lekkim nieładzie, włosy również, co znaczyło, że pędził jak mógł do pracy.
- Nareszcie raczyłeś się zjawić!- krzyknął Zawada- Ostatni raz zbieram za ciebie zjebkę od Wiśniewskiej! Chociaż mogłeś zadzwonić jak miałeś zamiar się spóźnić!- i nie czekając na jego wyjaśnienia wyszedł trzaskając drzwiami.
- Szczepan co tu się dzieje od samego rana?- zapytał zdziwiony całą sytuacją, spojrzał na zegarek i zauważył, że spóźnił się zaledwie pięć minut...
- Nie pytaj lepiej, sajgon, Wiśniewska zła jak osa doczepiła się jakiś raportów, co mięliście z komisarzem zrobić- tu Marek złapał się za głowę przypominając o raporcie, którego nie napisał,- Grodzki też w nienajlepszym nastroju, co tu dużo mówić poniedziałek...
- Na śmierć zapomniałem, dobra Szczepan dzięki biorę się za te papiery bo najpierw zabije mnie Zawada a potem Wiśniewska.
Tylko on był w dobrym nastroju tego dnia. Poprzedniego wieczoru spotkał się z kumplem z dawnych lat. Przypominali sobie przy piwku szkole lata. Wspominali jak to było zaraz po maturze. Marek odzyskał w końcu dobry nastrój po rozstaniu się z Kaśką. Teraz dopiero, z dystansem mógł popatrzeć na ten toksyczny i bez przyszłości związek. W końcu jak mówiła mu jego matka: „tego kwiatu jest pół światu”, a on nie narzekał na powodzenie. Dzisiaj miał właśnie wyruszyć na łowy do jakiegoś klubu, żeby pocieszyć się po „stracie”, więc nic nie mogło mu zepsuć humoru. Nawet nie zdążył się usadowić wygodnie przy swoim biurku, kiedy do pomieszczenia wpadł jak burza Adam. Zabierając po drodze swoje rzeczy i kluczyki do auta wyszedł mówiąc żeby się zbierali bo jest sprawa. Zuzia, Szczepan i Marek potulnie i bez żadnego zbędnego gadania wyszli za komisarzem.
Zatrzymali się na parkingu przed małym warzywniakiem. Na miejscu pracowali już inni policjanci zajmujący się zbieraniem dowodów, odcisków, wszelkich śladów, które mają pomóc w znalezieniu przestępcy.
Kilka minut wcześniej ze sklepu, w popłochu, rozglądając się na wszystkie strony, wybiegła mała blondynka. Schowała coś szybko do plecaka i zaciągnęła na głowę kaptur, osłaniając się przed deszczem, który właśnie rozpadał się na dobre. Na plecy zarzuciła stary żółty plecak. Szybko odeszła w stronę przystanku tramwajowego.
Komisarz i spółka weszli do pomieszczenia, gdzie pracowali technicy oglądając ciało, które bezwładnie leżało na podłodze.
- Cześć- przywitał się Zawada- Co mamy?
- Brutalne morderstwo, kobita, około 45 lat, zmasakrowana głowa, sprawca użył jakiegoś tępego narzędzia, kości czaszki wgniecione do środka, kilka mocnych uderzeń, nie miała szans już po pierwszym z nich. Zgon nastąpił jakąś godzinę temu.
- Dobra, chłopaki przeszukać mi pomieszczenie, Szczepan sprawdź, może cudem w tej budzie był monitoring.
- Panie komisarzu, kurka, cudów nie ma, ale monitoring był- zaśmiał się Żołda, ale widząc srogą minę Adama kontynuował swoją wypowiedź- Właścicielką była Marianna Sulina, żona bogatego biznesmena, widocznie z nudów, bo przecież kasy jak lodu mieli, prowadziła sobie mały biznesik, żeby ploteczki zbierać, nic nie zginęło, pieniądze w kasie są, jej torebka dokumenty, wszystko jest.
- Adam!- krzyknął Marek- Chyba już wiem czym się nasza mamuśka zajmowała- powiedział wyjmując zza warzywek skrzętnie ofoliowane narkotyki
- Szczepan z Zuzią macie sprawdzić wszystko o denatce, przesłuchać męża, klientów, sąsiadów, zresztą wiecie, ja i Marek przejrzymy zapis z wideo.
Pojechali na komendę, w ciszy pokonywali drogę. Adamowi przeszło poranne zdenerwowanie. Teraz, szczerze mówiąc, było mu głupio, że tak naskakiwał na wszystkich szczególnie na Marka.
- Słuchaj Marek, przepraszam cię za rano, głupio wyszło- powiedział w końcu Adam, gdy siedzieli już przed telewizorem i oglądali zapis z kamery.
- Nic nie szkodzi, widzę, jaki sajgon dziś, więc wybaczam- ucieszył się, że wreszcie współpraca wróci do normy.- Patrz!- jego uwagę zwróciła dziewczyna, która wchodzi do sklepu, nerwowo rozgląda się na boki i za siebie, tu na chwile obraz ginie, potem widać już jak owa niska, drobna blondynka w bluzie z kapturem wybiega ze sklepu.- Kurde ale młoda- zamyślił się Marek
- Nom. To trzeba dać to do informatyków, żeby powiększyli twarz i szukamy małolaty- westchnął Adam- Ten dzisiejszy świat schodzi na psy.- zaklął pod nosem.
W tym czasie gdy informatycy sporządzali portret Basi, ona niczego nie świadoma siedziała w tramwaju i jadła słodycze, które udało jej się zwinąć ze sklepu. Było jej strasznie głupio i wstyd, ale nie miała wyboru- głód był silniejszy od racjonalnego myślenia. W sklepie akurat nie było nikogo, nawet nikt przy kasie nie stał, postanowiła wykorzystać okazję, pakując jak najwięcej do kieszeni i plecaka. Gdy dziewczyna jechała w bliżej nie znanym sobie kierunku, jej wizerunek trafił już do wszystkich patroli, nawet do mediów. Policja usilnie poszukiwała Basi- podejrzanej w tej chwili o brutalne morderstwo. Właśnie zasypiała, kiedy do wagonu wpadli kontrolerzy biletów. Z letargu w jaki popadała wyrwały ją słowa faceta, który już zdążył zablokować kasowniki: „Dzień dobry państwu, proszę przygotować bilety do kontroli...” Baska przełknęła nerwowo ślinę i pomyślała: „ O ku**a, nie mam biletu”. Chciał jakoś uciec, następny przystanek był tuz za skrzyżowaniem, przemieszczała się do tyłu wagonu, w nadziei, że uda jej się wysiąść zanim dotrą do tyłu tramwaju. Niestety było akurat czerwone światło...
- Bilet proszę- usłyszał za sobą twardy głos, który należał do wysokiego i barczystego faceta- Słyszy pani?
- Nie mam- powiedziała w końcu Basia
- To będzie pani musiała wysiąść z nami.
Wsiedli z tramwaju. Mężczyzna wyją z kiszeni jakiś bloczek i długopis. Zaczął wypytywać Basie o dane osobowe, pouczać.
- Imię?- pytał nie zwracając uwagi na tłumaczenia dziewczyny, nie wzruszały go żadne argumenty
- Britnej- wkurzyła się Baska, i tak nie miała pieniędzy żeby cokolwiek zapłacić, więc było jej wszystko jedno. Facet popatrzył na nią złowrogo- A nazwisko Spears jakby chciał pan wiedzieć...- zaśmiała się ironicznie- I wal się pan!- krzyknęła mu na obchodne uciekając na druga stronę ulicy.
Miała jednak pecha- chodnikiem przechadzał się patrol policji, a kontroler należał do wyjątkowych skurwysynów. Gdy zorientował się, że jego zdobycz ucieka z jego własnego terytoriom, zaczął wrzeszczeć: „ Łapać ją!!!”. Policjanci usłyszawszy jego wołanie rzucili się w pogoń za Baśka. Po paru minutach mieli ja już w swoich „objęciach”. Ona próbowała się wyrwać, klnąc siarczyście i wijąc się na wszystkie strony. Tym jednak pogorszyła swoja sytuację, która i tak była opłakana...
- Kurcze, ja ją kojarzę!- powiedział jeden funkcjonariusz do drugiego- To ta małolata, co ją szukają! Ha!- uradowany niesamowicie, zakuł ją w kajdanki i zaprowadził do policyjnego samochodu.
- Kto mnie niby szuka?- próbowała się bezskutecznie dowiedzieć czegokolwiek Basia- Możecie mi do kurwy nędzy coś powiedzieć?!- krzyczała spanikowana
Po kilku minutach siedziała już, nieświadoma zarzutów, które miała za chwile usłyszeć z ust komisarza Zawady, na komendzie w pokoju przesłuchań.

III

Czuła się jak w filmie: weneckie lustro, stare biurko, dyktafon...Zupełnie pogubiła się w tym wszystkim, nie wiedziała co się dzieje, w jej głowie kłebiły się setki myśli, wyrzuty sumienia, w koncu miała dosyc tego wszystkiego i zaczynała żałować, tego, że uciekła. Poniosła porażkę. Nie zasłużyła na lepszy los, widocznie nie był jej pisany. Powinna siedziec teraz z matka i pić, wtedy życie byłoby takie proste, z dnia na dzień, zadnych obowiązków, po co jej praca, studia, po co? To wszystko nic nie warte... Teraz jeszcze wplątała się, sama nie wie jak, w jakieś bagno. Cała dygotała, ręce jej się trzęsły, a oczy ze strach powiększały się do granic możliwości. Co teraz będzię? Ta mysl maniakalnie pojawiała się w jej głowie.
Za lustrem stał Marek z Adamem. Z niedowierzaniem patrzyli na te, jak to trafnie określił Zawada, „małolatę”. Była taka drobna, wręcz bezbronna i jak obaj zauwazyli- ładna.
- Kurde, Adam ile ona może mieć lat, z 18?- zapytał Marek
- Tak sobie życie spieprzć, taka ładna dziewczyna, ale może to nie ona, poszła po działkę, zauważyła trupa i wybiegła?- usprawiedliwiał ją Adam- Dobra, idę z nią pogadać.
Dziewczyna drgnęła słysząc otwierające się drzwi. Spojrzała w tamta stronę. Do pomieszczenia wszedł niewysoki, dobrze zbudowany mężczyzna, z niezbyt miłym wyrazem twarzy. Spoglądał raz po raz na nią badawczo i kręcił z niedowierzaniem głową.
- Imię i nazwisko- zaczął szorstkim głosem
- Basia Storosz...- odpowiedziała cichutko
- Ile ty masz lat dziewczyno?
- 19...- powiedziała z jeszcze mniejsza pewnością
- I tak sobie życie spieprzyć w tak pięknym wieku?- patrzyła na nią przenikliwie
- Ale o co chodzi? O bilet? Nie miałam kasy, było mi zimno...
- No kpisz czy o drogę pytasz?!- zaczął krzyczeć Zawada
- A snikersy zwinęłam, bo nie jadłam od trzech dni, już mówiłam że nie miałam pieniędzy- tłumaczyła się nerwowo, wyznając swoje małe grzeszki
- Co ty mi tu będziesz kit wciskać!- wrzasnął- Przecież wiemy po co poszłaś do tego sklepu! Mam ci przypomnieć?! To patrz...- rzucił na biurko kilka zdjęć ukazujących zmasakrowane ciało kobiety.
Basia wzięła do ręki pliczek błyszczącego papieru i z niedowierzaniem patrzyła na fotografię. Kobieta, która leżała na podłodze miała roztrzaskaną głowę, były widoczne kości czaszki, a krew, która płynęła z ran przypominała brunatną galaretę. Basia patrząc na tę masakrę wręcz czuła zapach krwi. Widok czerwonego płynu zawsze przyprawiał ja o mdłości. Teraz musiała patrzeć na to przerażające widowisko.. Jej twarz zrobiła się biała jak papier, nie potrafiła powstrzymać spazmatycznego płaczu, który wstrząsał i tak drżącym już ciałem. Rzuciła zdjęcia na biurko i wstała z krzesła, zasłaniając buzie, żeby nie zwymiotować. W jej głowie wszystko zawirowało, nie rozumiała co się wokół niej dzieje, dlaczego, nagle pociemniało jej przed oczami, i już nic nie pamiętała co się działo potem. Osunęła się na podłogę, uderzając mocno o nią głową. Straciła przytomność, z jej nosa pociekła strużka krwi. Komisarz podbiegł do dziewczyny i próbował ją ocucić, nic jednak nie przynosiło skutku.
- Marek!!!- krzyknął do Brodeckikego, który już po chwili był w środku- Dzwoń po karetkę ona nie udaje...
- Przegiąłeś stary...- powiedział tylko, gdy sanitariusze zabierali wciąż nieprzytomną Basie do karetki
Pojechali do szpitala. Mimo wszystko Baśka była jedynym świadkiem(lub podejrzaną, choć po jej reakcji ta teza okazywała się wątpliwa), jakiego mieli. Komisarz odnalazł lekarza, który przyjął dziewczynę na oddział.
- Panie doktorze, Komenda Stołeczna- pokazał odznakę- Chcieliśmy się zapytać o stan Barbary Storosz, która tu niedawno trafiła, co z nią?
- A tak...- przypomniał sobie leciwy lekarz- Obecnie stan stabilny, wycieńczenie organizmu, niedożywienie, stres, zostanie u nas kilka dni.
- A czy możemy z nią porozmawiać?
- Tak, ale za jakiś czas, teraz śpi, podaliśmy jej leki, musi odpocząć, szczerze mówiąc jeszcze kilka dni i byłoby z nią krucho...
Lekarz wskazał im jeszcze salę, w której leżała Basia i prosił, żeby jej jeszcze nie budzili, bo jest słaba i musi spać. Obaj panowie, zajrzeli tylko do środka, najpierw Adam a potem Marek. Ten drugi stał chwilę w drzwiach i z zaciekawieniem przyglądał się zwiniętej w kłębek dziewczynie. Sapała niespokojnie, przekręcając się co jakiś czas na drugi bok. Miała rozpuszczone włosy, które niesfornie opadały na twarz zasłaniając częściowo jej rysy. Z pod kołdry wystawały jej nogi. Koc, którym była dodatkowo przykryta, spadł na podłogę. Marek miał ochotę podejść do niej i otulić dokładnie. Z zamyślenia wyrwał go Adam, ciągnąc za rękaw na korytarz.
- Słuchaj- zaczął- No już przestań się na nią tak gapić!- powiedział gdy podkomisarz nadal patrzył w stronę jej łóżka- Ja jadę na komendę, a ty tu poczekaj aż się obudzi i z nią porozmawiaj, tylko wiesz delikatnie..
- Nie martw się, pogadam z nią spokojnie, a nie tak jak czołg z murem- tu spojrzał wymownie na przyjaciela, który już nic mu nie powiedział tylko odszedł w swoja stronę.
Marek wszedł do pomieszczenia, gdzie była Basia i tak jak wcześniej myślał, podniósł koc z podłogi i przykrył ją. Poruszyła się niespokojnie czując czyjś dotyk, jednak już po chwili spała znowu mocno. Usiadł przy jej łóżku. Patrzył na jej bladą buzię, wiedziony instynktem, którego nijak nie mógł opanować, odgarnął jej delikatnie włosy z czoła i nadal badawczo przyglądał się jej dziewczęcym rysom. Miała piękne usta, grube i długie rzęsy zdobiły jej powieki. Śniada cera stanowiła kontrast dla białej poszewki. Drobne ręce zaciskały się teraz kurczowo na poduszce, przyciskając ją z całej siły do policzka. Nie wie ile tam siedział, bo nie patrzył na zegarek. Przez ten cały czas upewnił się w przekonaniu, że ona na pewno nie jest tą osobą, której szukają. Musiał jej pomóc wykaraskać się z kłopotów, w które się wkopała.
Czuła na sobie czyjś wzrok. Otworzyła powoli oczy i rozejrzała się niepewnie wokół. Przez chwilę nie mogła sobie przypomnieć gdzie jest. Próbowała się podnieść ale poczuła silny ból głowy i opadała z powrotem na poduszkę. Powoli wracały wspomnienia z przed kilku godzin, zmusiła się do tego, ażeby ponownie otworzyć oczy. Wtedy dopiero zauważyła, ze ktoś siedzi obok niej. Odwróciła się w stronę Marka, przykrywając się wcześniej dokładnie kołdrą.
- Cześć- zaczął pierwszy, widząc, że się przestraszyła- Jestem podkomisarz Marek Brodecki...- zatonął w jej wielkich oczach, nie mógł oderwać wzroku od jej spojrzenia, ale wziął się w garść i kontynuował wypowiedź- Najpierw chciałem cię przeprosić za kolegę, nie chciał cię skrzywdzić, taki po prostu jest...A teraz musze zadać ci kilka pytań, zgoda?
- Yhyyym- skinęła twierdząco głową
- Opowiedz mi po prostu co robiłaś dzisiaj, po kolei, ok.?- nie odrywał od niej wzroku, nic nie mogło umknąć jego uwadze. Dziewczyna opowiadała „jak jej minął dzień” nerwowo wyrywając skórki z palców lub szarpiąc nitki wystające z poszewki od kołdry. Przyznała się, że zwinęła słodycze ze sklepu, ze nikogo wtedy tam nie było, ale przed nią, wychodził stamtąd jakiś facet w czarnej skórze i wojskowych butach. Miał na głowie kaptur, więc nie widziała jego twarzy. Marek wysłuchał jej zeznań, dopytał o szczegóły, zadzwonił do Zawady, aby zrelacjonować mu rozmowę i właściwie mógł już jechać z powrotem na komendę, jednak on przedłużał rozmowę- To mówisz był wysoki i barczysty?
- Tak- potwierdziła Basia- Mam pytanie do pana...- zaczęła niepewnie- Co ze mną będzie?
- Po pierwsze jestem Marek, staro się czuje jak takie ładne dziewczyny mówią do mnie na pan- posłał jej łobuzerski uśmiech a ona ku jego radości też się wreszcie uśmiechnęła- Po drugie, nic się nie martw, za pomoc w śledztwie darujemy ci te snikersy, bilet też...
- Dzięki, ale i tak mi się to na wiele zda...- powiedziała smutno- Bo wiesz... Przesrane mam i tak i tak delikatnie mówiąc...- spojrzał na nią pytającym wzrokiem- Zwiałam z domu, ten plecak to wszystko co mam, na początku było fajnie, adrenalina i te sprawy, potem skończyła się kasa, nie znalazłam żadnej pracy, a potem no to już wiesz...- jej oczy zaszkliły się, poczuła się taka bezradna i samotna, dużo to ją kosztowało wysiłku, żeby nie wybuchnąć płaczem- Już widzę satysfakcje w oczach starej i tego pieprzonego oblesia, który z nią mieszka!- na samą myśl o nim jej ciało przeszedł dreszcz, schowała twarz w dłoniach i pomimo usilnych starań rozpłakał się na dobre.
- Nie płacz- nie wiedział co zrobić, najchętniej objąłby ją mocno, przytulił i otarł policzki z łez- Coś wymyśle pomogę ci, obiecuje, a teraz połóż się i nie myśl o tym wszystkim, spróbuj zasnąć, jutro jeszcze przyjdę do ciebie...- mówił spokojnym, pocieszającym tonem głosu, który dla tej małej był w tej chwili ukojeniem. Posłuchała go i już po chwili znowu spała mocnym snem.
Marek wyszedł ze szpitala i pojechał na komendę. Tam dowiedział się że są kolejni świadkowie w sprawie morderstwa, ślady i dowody, które pomogą im znaleźć mordercę tej kobiety. W głowie cały czas kołatały mu się różne myśli- jak jej pomóc, jak wyciągnąć z kłopotów. Siedział przy biurku i uzupełniał zaległe dokumenty, nie mógł się zupełnie na niczym skupić. Właśnie wszedł do pomieszczenia Adam, który widząc stos papierów na swoim biurku zaklął siarczyście. Po całym dniu- wypełnianie dokumentów to była ostatnia rzecz, na która miał ochotę.
- Przydałaby się nam jakaś sekretarka od tych cholernych akt!- usiadł przy biurku i niedbale rzucił na stos kolejna teczkę z dokumentami. Gdy wypowiedział te słowa Marka olśniło! Poderwał się z miejsca i pobiegł do gabinetu Grodzkiego. Był tak przez kilka minut coś intensywnie uzgadniając z przełożonym. Wyszedł zadowolony i udał się do Adama, który zdziwiony jego nagłą reakcją oczekiwał na powrót przyjaciela.- No i co się szczerzysz???- zapytał widząc „banana” na twarzy chłopaka
- Właśnie załatwiłem sekretarkę- powiedział uradowany
- To nie dobrze, bo pójdziesz siedzieć- powiedział sarkastycznie Adam
- ku**a, Adam co cię dzisiaj ugryzło?- zapytał poirytowany zachowaniem komisarza Marek- Kobita ci nie dała, czy co???
- Żebyś wiedział, ale dobra mów...
- No! Będziemy mieć sekretarkę, już niedługo, ona jeszcze o tym nie wie, ale się dowie. Poznasz ją jak zacznie pracę, dobra ja lecę do jutra!
Prosto z komendy pojechał do szpitala. Ochrona nie chciał go wpuścić bo było już bardzo późno, więc użył niezawodnego sposobu czyli odznaki. Już po chwili wchodził do sali, w której leżała Basia. Uchylił drzwi, gdy zobaczył, że nie spała zapukał delikatnie. Spojrzała w stronę wejścia zdziwiona. Nie przypuszczała, że naprawdę się zjawi jeszcze kiedyś, ale on przyszedł. Usiadła na łóżku i popatrzyła na jego rozpromienione oczy.
- Ucieszysz się- zaczął tajemniczo- Bo znalazłem dla ciebie pracę...- jej oczy rozszerzyły się do granic możliwości, z wrażenia oniemiała i nie mogła wycisnąć z gardła żadnego słowa- Wiedziałem, że się ucieszysz- sam uśmiechnął się szeroko
- Dziękuje- powiedziała w końcu- naprawdę nie wiem co mam powiedzieć...
- Nic nie mów, zobaczysz spodoba ci się...i mam nadzieję, że się sprawdzisz. Będziesz pracować na komendzie razem ze mną i tym niedobrym Adamem, dzięki któremu tu leżysz- zażartował Marek- A co do mieszkania to tez coś wymyśle- nie dawał jej dojść do słowa- Kiedy wychodzisz ze szpitala?
- Jutro...po południu- sprecyzowała wypowiedź, nadał była w lekkim szoku
- Dobra, to nic się nie martw, cos wymyśle!- i nie czkając na jej reakcje wyszedł z sali, zostawiając ja z tym całym szczęściem samą.
Następnego dnia Marek snuł się z kata w kąt nie mogąc się doczekać, kiedy będzie mógł wyrwać się z pracy i zrealizować do końca swój plan. Właściwie to nie wiedział kogo chce przygarnąć pod swój dach, nie znał w końcu tej dziewczyny, która tak go zaintrygowała, ale postanowił jej zaufać i dać szanse, której jeszcze nie dostała od życia.
Po południu pojechał pod szpital, prawie się spóźnił. W ostatniej chwili zobaczył ja jak z żółtym plecakiem idzie w stronę bramy. Pobiegł za nią.
- Cześć!- załapał ja za łokieć- Chodź...- pociągnął ją w stronę samochodu
- Co?!- wyszarpnęła rękę, troszeczkę przestraszyła się jego bezpośredniością
- No mówiłem, że wymyśle i wymyśliłem, jedziesz???
- Ale ja cię nie znam..., nie wiem o co chodzi, co zamierzasz...
- Nie bój się, nie zrobię ci krzywdy, jestem policjantem. To co jedziesz? Druga taka szansa się nie zdarzy....- uśmiechnął się szarmancko.
Basia stała jeszcze przez chwilę, przygryzając wargę, musiała się na coś zdecydować... Wzięła głęboki oddech i poszła za nim w strona samochodu. Jechali w ciszy. Dziewczyna wpatrywała się w okno analizując to co się zdarzyło ostatnio. Po kilkunastu minutach zatrzymali się przed blokiem. Nie wiedziała w jakiej dzielnicy nawet jest, bo i skąd miała to wiedzieć. Rozglądała się zaciekawiona wokół.
Weszli do mieszkania. Było przytulne, aczkolwiek widać było, ze mieszka tu facet. Basia nieśmiało podążała za podkomisarzem.
- Tu jest twój pokój- wskazał jej owo pomieszczenie. Stał tam tapczan, jakaś meblościanka, mały stolik i fotel- Tu jest kuchnia, tam mój pokój, a tu salon- Marek zległ na obszernej kanapie. Basia nadal nie mogła wyksztusić z siebie słowa.- Zasady są proste: póki się nie usamodzielnisz możesz mieszkać tutaj, dorzucasz się do czynszu i żarcia, sprzątamy na zmianę, no to wszystko z zasad, więcej zasad brak, czuj się jak u siebie, ja idę zrobić jakiś obiad...A klucze dostaniesz jutro, bo musze dorobić, i jutro zaczynasz pracę więc się wyśpij- Krzyknął do niej z kuchni
Basia siedziała jeszcze przez chwilę na kanapie nie mogąc uwierzyć w to co się działo, po pewnym czasie uśmiechnęła się i znów zaczęła mieć nadzieję, że jeszcze nie wszystko w jej życiu jest stracone.

IV

Mieszkali razem już od trzech miesięcy. Zaprzyjaźnili się przez ten czas. Wiedzieli o sobie bardzo dużo i codziennie poznawali jeszcze bardziej. Marek wiedział, że Basi nie jest łatwo iść samotnie przez życie. Miał tego świadomość, gdy nie mogła spać w nocy, siedziała często zamyślona w kuchni ze szklanką herbaty, wpatrując się gdzieś daleko przed siebie. Musiała dorosnąć bardzo szybko. W jej życiu nie było miejsca na radosną beztroskę, szaleństwo. Często opowiadała mu sny-jawy o partnerze matki, a on wtedy miał ochotę zabić drania. Od dnia jej ucieczki nie było żadnego zawiadomienia na policji o jej zaginięciu. Nikt jej nie szukał i nikogo nie obchodził jej los. Basia musiała się z tym pogodzić i iść dalej własna drogą. Odkładała pieniądze na studia i z każdym dniem marzenie o polonistyce, czy innym kierunku, było bliższe spełnienia. Ale czasami miała wszystkiego dosyć. Nie rozmawiała wtedy z Markiem- płakała cicho w swoim pokoju, snuła się po nocy, nie jadła.
Tego dnia też było jej wszystko jedno. Wyszła wcześnie z domu po nieprzespanej nocy i poszła do pracy.
Marek z Adamem przyjechali właśnie na komendę i szli w stronę pomieszczenia, w którym zawsze zwykli pracować. Brodecki cały czas zastanawiał się dlaczego Basia nie poczekała na niego i nie pojechali razem? Pewnie miała jakąś sprawę- usprawiedliwiał ją w myślach. Rozmawiali o swoich sprawach z Zawadą, gdy zobaczyli siedząca przy biurku Basie. Łokcie miała oparte o kolana, w ręku trzymała piwo, pod jej nogami leżały już trzy puste puszki. Płakała. Rozpuszczone włosy kleiły się do jej mokrych policzków. Obaj stali przez chwilę w milczeniu patrząc na to zjawisko: przecież Basia nie piła?! Ile razy próbowali ją wyciągnąć na drinka czy piwo ona grzecznie zamawiała sok i coś do jedzenia. Cisze przerwał Adam.
- Basiu, co ty robisz do cholery??!!- zapytał ją zwykle delikatnie
- No jak to co?! Przypominam sobie szczęśliwe chwile rodzinne, nie widać?- odpowiedziała ironicznie i wzięła kolejny łyk piwa, krzywiąc się przy tym niesamowicie.- Zawsze się zastanawiałam dlaczego oni tak to lubią- wskazała na puszkę- A teraz już wiem, bo się zajebiście kręci w głowie!- ogarnął ja histeryczny śmiech
- Baśka wstawaj,- powiedział łagodnie Marek, gdyż było mu jej strasznie szkoda- Jedziemy do domu...- próbował ją podnieść z fotela- Jest już Grodzki czy Wiśniewska?- Adam wyjrzał przez okno, żeby sprawdzić czy ich samochody stoją na parkingu
- Nie ma jeszcze- stwierdził upewniając się
- Dobra, to ja ją pocichaczu wyprowadzę...
- Pocichaczu to będzie trudno- powiedział Adam, gdyż Baśka nadal się śmiała jak głupia. Marek próbował ją właśnie podnieść ponownie
- Maruś, no co ty? Zostaw mnie, tu jest fajnie...- broniła się dziewczyna
- Pojedziemy na spacer, dobrze? Tam też jest fajnie...- przekonywał ją
- Dobrze...- zgodziła się w końcu i pozwoliła mu objąć w pasie.
Chwycił ją mocno w tali i jedna jej rękę zarzucił na swoja szyję. Nie była w stanie stać o własnych siłach. Nie dość, że wypiła na pusty żołądek to jeszcze pierwszy raz w takich ilościach. Marek wyprowadził powolutku, potykającą się o własne nogi dziewczynę z komendy i wpakował do samochodu. Przypiął pasami i sam wsiadł za kierownicę. Zanim odjechali z parkingu, Basia już spała. Patrzył na nią i uśmiechał się mimo wszystko. Pogłaskał ją po policzku wierzchem dłoni. Była tak piękna, niewinna. Wiele razy chciał ją objąć i pocałować te aksamitne usta, ale bał się, że dziewczyna się przestraszy. A przede wszystkim nie chciał jej skrzywdzić. Ona miała dziewiętnaście on dwadzieścia siedem lat...Decyzja o tym czy ich przyjaźń może się przerodzić w coś więcej musiała należeć do niej. On nie mógł niczego przyśpieszać, a nawet nie chciał. Na razie wystarczyło, że była blisko niego. Od pierwszej chwili gdy ją zobaczył utonął w jej spojrzeniu, nieświadomie zawładnęła nim w całości, pozbawiła jakiegokolwiek wyboru. Teraz musiał czekać na nią i mieć nadzieję, że jego sen o niej kiedyś w końcu się spełni.
Odjechał z parkingu. Co jakiś czas zerkał na śpiąca mocno dziewczynę. Basia zaczęła kręcić się niespokojnie.
- Marek.... Marek- wyszeptała z zamkniętymi oczyma
- Baśka co jest? Niedobrze ci? Mam się zatrzymać?- przestraszył się w pierwszej chwili
- Bo ja bym chciała...- zaczęła przysypiając na chwilę- Żebyś mnie przeleciał....- wymruczała i znowu zasnęła. Kolejny sen-jawa...
Marek osłupiał i omal nie uderzył w samochód jadący przed nim. Czyżby jego marzenie miało szanse się spełnić? Uśmiechnął się pod nosem i zastanawiał czy ona będzie cos pamiętała z dzisiejszej przygody? Zaparkował przed blokiem. Teraz miał kolejny dylemat: jak odtransportować nieprzytomna Basie do mieszkania. Przypomniał sobie, że winda jest w remoncie, a perspektywa wspinania się na piąte piętro nie napawała go optymizmem. Wyszedł z samochodu i otworzył drzwi od strony pasażera. Baśka spała w najlepsze... Odpiął jej pasy, co spowodowało, że dziewczyna osunęła się na bok.
- Basiu obudź się- próbował ja cucić, ale ona tylko zamruczała cos w odpowiedzi na jego prośbę- Czy ty zawsze musisz coś wywinąć???- Po wielu trudach wyciągnął ją z samochodu. Przelewała się przez jego ręce i nie była w stanie ustać o własnych siłach. Żeby nie osunęła się na ziemie w czasie gdy on będzie zamykał drzwi, oparł ja o auto i wsunął swoje kolano miedzy jej nogi, tak że siedziała na nim, a jej głowa oparła się o jego tors.- Baśka złap mnie za szyję, pomóż mi chociaż trochę co?- patrzył błagalnie na swa towarzyszkę, która o dziwo po chwili zrobiła o co prosił. Wtedy wziął ja na ręce i poszedł w stronę klatki. Po drodze na górę mijał dwie sąsiadki, które z zaciekawieniem i plotkarskim błyskiem w oku nieomieszkały zapytać o szczegóły
- A co się stało pana siostrze???- nie wiedziały kim jest dla niego Basia więc strzelały na ślepo
- To nie moja siostra- zdementował ich przypuszczenia
- A kto w takim razie???- dopytywały zaskoczone
- Nie wiem, ale mieszka ze mną...- mówił zasapany omijając dwie ciekawskie panie. W tym czasie przebudziła się na chwile Baśka, mówiąc dość wyraźnie:
- Marek, co te baby chciały???- on roześmiał się głośno, a obrażone „baby” zeszły szybko na dół.
Wszedł do mieszkania i zaniósł dziewczynę do jej pokoju. Wchodząc tam, poczuł delikatny zapach jej perfum, którymi to pomieszczenie było przesączone. Ułożył ją na łóżku, zdjął jej buty i niewygodna kurtkę ze sztywnego materiału, którą miała na sobie, przykrył kocem i usiadł obok niej. „Oj Baśka, Baśka”- myślał głaszcząc ja po policzku i odgarniając włosy, które opadały na jej twarz. Gdyby nie telefon Adama, który wyrwał go z zamyślenia, pewnie siedziałby tam godzinami i wpatrywał w nią.
- No co jest?- powiedział odbierając
- Ułożyłeś już naszą królewnę do snu?
- Tak, daj spokój ale mała dała czadu...- pogładził ją czule po dłoni, która wystawała spod koca
- No to daj jej jeszcze buzi na dobranoc i dawaj na komendę bo sprawa jest...- Zawada rozłączył się. Marek przykrył jeszcze dokładnie dziewczynę, zasłonił rolety i wyszedł z mieszkania.
Po zakończonej pracy siedzieli jeszcze chwile rozmawiając jak zwykle o wszystkim i o niczym. Adam żalił się na zło tego świata, na to ze ludzie to sukinsyny i łajdaki. Do takich filozoficznych wywodów zmusiła go sprawa morderstwa młodej dziewczyny, którą przyszło im tego dnia rozwiązywać. Marek nie słuchał prawie przyjaciela, rozmyślając o słowach, które usłyszał dzisiaj z ust Basi.
- Chyba ciężką noc dzisiaj będę miał...- zmienił temat, przerywając Adasiowi
- Dlaczego to?- zapytał tamten nieco ironicznie
- Baśka pewnie będzie rzygać jak kot, tym bardziej, że pierwszy raz tak się upiła
- Swoja droga to porządna dziewczyna, ja w jej wieku to dawałem ostro czadu..
- No ty na pewno- zaśmiał się podkomisarz- Z resztą, ja też...
- Ładna dziewczyna, mądra i do tego zgrabniutka... Ach gdybym był młodszy....- rozmarzył się komisarz
- Dobra, Zawada nie świruj mi tu, pilnuj swojej Marty. Chyba nie narzekasz na nudę w związku, bo ostatnio taki padnięty przychodzisz do pracy????- śmiał się Brodecki widząc minę przyjaciela
- Spadaj, małolacie!- krzyknął Adam i rzucił w Marka długopisem.
W drodze powrotnej podkomisarz wstąpił do marketu uzupełnić zapasy wody i jedzenia, choć to pierwsze chyba bardziej się przyda. Obładowany torbami wszedł do mieszkania i zamknął drzwi noga, trzaskając przy tym niechcąco. W środku było ciemno.
- ku**a Marek, specjalnie to robisz???- przestraszył się zbolałego głosu, który dochodził gdzie z pomieszczenia
- A gdzie ty jesteś?- zapalił światło
- Tutaj na kanapie...- opowiedział mu ten sam głos
- Było rozrabiać?- zapytał retorycznie, kiedy wrócił z kuchni ze szklanką wody i jakimiś tabletkami- Masz to ci pomoże- wręczył jej białe kapsułki. Połknęła je popijając obficie wodą i opadała z powrotem na kanapę
- Jak ja się tutaj znalazłam?
- Nic nie pamiętasz???
- Nic...
- Musiałem cię tutaj przynieść bo nie byłaś w stanie sama iść, przez ciebie jeszcze mamy wrogów na klatce..- opowiedział jej sytuacje z sąsiadkami, co wywołało uśmiech na jej twarzy.- Lepiej?- zapytał troskliwie
- No, trochę. Marek, przepraszam...- dodała po chwili skruszona, było jej strasznie głupio
- Nie przejmuj się, każdemu może się zdarzyć taki wyskok- poklepał ja po kolanie i poszedł do kuchni. Basia w tym czasie, gdy Marek robił coś do jedzenia udała się pod prysznic. Chłopak robił właśnie kanapki, gdy usłyszał krzyki dochodzące z łazienki. Przestraszył się i zaciął delikatnie w palec.
- Marek!- wrzeszczała Baśka- Marek! Drzwi się zacięły
- Baśka nie krzycz, już idę- stanął przy drzwiach i zaczął wykręcać coś z zamka- One czasami tak maja- uspakajał ją. Po chwili zamek ustąpił i oczom podkomisarza ukazała się Basia okręcona w ręcznik. Była zakłopotana i zarumieniona.
- No nie patrz tak na mnie...nie wzięłam piżamy z pokoju- po chwili zauważyła, że chłopak ma ranę na palcu- Ojej to przeze mnie?- zapytała jeszcze bardziej się rumieniąc
- Yhyy– pokiwał twierdząco głową- Coś mi się należy za te krwawą ofiarę, nie?- wskazał palcem na policzek. Dziewczyna podeszła do niego, dała mu szybkiego całusa i uciekła do siebie. Po chwili wróciła ubrana w swoja ulubiona, za dużą na nią o kila numerów, koszulkę z napisem: „szanuj zieleń”. Z kubkiem herbaty usiadła obok Marka na kanapie i zabrała mu jedną kanapkę z talerzyka. On wziął od niej herbatę i wypił połowę.
- Zrób sobie swoją, leniu!- odebrała mu kubek, Marek za to zmarszczył brwi, zabrał jej nadgryzioną już kanapkę i wpakował całą do buzi.
- Zrób sobie swoje...- odpowiedział tak samo z zapchanymi ustami. Baśka przyjmując bojowa minę obśliniła swój palec i zamoczyła go w kubku z płynem.
- Skażone moja śliną, nie ruszać!- ostrzegła, po tych słowach oboje zaczęli się śmiać głupio, poprawiając sobie tym samym nastrój.
Siedzieli jeszcze chwile razem. Obejrzeli wiadomości i serial za którym oboje przepadali i rozeszli się grzecznie do swoich pokojów. Marek nie mógł przestać o niej myśleć. Coraz ciężej było mu się powstrzymać, żeby jej nie dotknąć czy nie pocałować, była tak blisko a on musiał trzymać się dzielnie w jej obecności.
Basi myśli niewiele różniły się od jego rozważań. Przecież całe życie nie można uciekać w romansidła i tkliwe historyjki. Jeszcze w wieku dziewiętnastu lat być dziewicą. Trochę bała się facetów i tego wszystkiego co z nimi związane...Ale jej ciekawość była silniejsza.
W tym czasie gdy Basia zastanawiała się nad swoją niewinnością, Marek zdecydował, że koniec z zabawą w kotka i myszkę. Idzie do niej, najwyżej dostanie z tzw. „liścia”, ale musi spróbować, inaczej nigdy się nie dowie czy ona chce tego samego. Poderwał się z łóżka i wyszedł z pokoju. Stanął przed jej drzwiami, odliczył do trzech i nacisnął klamkę...

Opis: Krajowy System Ratowniczo Gaśniczy

KRAJOWY SYSTEM RATOWNICZO-GAŚNICZY

Od 1995 roku zaczął funkcjonować w Polsce, zorganizowany przez Państwową Straż Pożarną, krajowy system ratowniczo-gaśniczy, którego podstawowym celem jest ochrona życia, zdrowia, mienia lub środowiska poprzez: walkę z pożarami i innymi klęskami żywiołowymi, ratownictwo techniczne, chemiczne i od 1997 roku również poprzez ratownictwo ekologiczne i medyczne.
Podstawowym założeniem w budowie systemu ratowniczo-gaśniczego było stworzenie jednolitego i spójnego układu, skupiającego powiązane ze sobą różne podmioty ratownicze, tak aby można było podjąć skutecznie każde działanie ratownicze.
Krajowy System Ratowniczo-Gaśniczy (KSRG) stanowi integralną część bezpieczeństwa wewnętrznego państwa, obejmującą w celu ratowania życia, zdrowia, mienia lub środowiska, prognozowanie, rozpoznawanie i zwalczanie pożarów, klęsk żywiołowych lub innych miejscowych zagrożeń.
Konstrukcja systemu zakłada, że zasady realizacji podstawowych zadań ratowniczych są niezmienne i dostosowane do specyfiki wszelkiego rodzaju zdarzeń, również zdarzeń masowych lub klęsk żywiołowych, kiedy siły i środki ratownicze są niewystarczające, a organizacja działań ratowniczych wymaga modyfikacji priorytetów oraz dokonania uproszczeń w procedurach działania.

STRUKTURA ORGANIZACYJNA
Zgodnie z właściwością terytorialną, Krajowy System Ratowniczo-Gaśniczy tworzą oraz koordynują jego funkcjonowanie, następujące organy władzy :
wójt (burmistrz lub prezydent miasta) w zakresie zadań ustalonych przez wojewodę,
starosta, który określa zadania i kontroluje wykonywanie zadań na obszarze powiatu, a w sytuacjach nadzwyczajnych zagrożeń życia, zdrowia, środowiska i mienia zarządza systemem przy pomocy powiatowego zespołu reagowania kryzysowego,
wojewoda, który określa zadania i kontroluje ich wykonanie na obszarze województwa, a w sytuacjach nadzwyczajnych zagrożeń życia, zdrowia, środowiska i mienia zarządza systemem przy pomocy wojewódzkiego zespołu reagowania kryzysowego.
Centralnym organem administracji rządowej w sprawach organizacji krajowego systemu ratowniczo-gaśniczego oraz ochrony przeciwpożarowej jest Komendant Główny Państwowej Straży Pożarnej, podległy ministrowi właściwemu do spraw wewnętrznych.
Krajowy System Ratowniczo-Gaśniczy zorganizowany jest w sposób zapewniający jego ciągłe funkcjonowanie na poszczególnych poziomach, tj.:
powiatowym, jako podstawowym poziomie wykonawczym działań ratowniczych na obszarze gmin i powiatu,
wojewódzkim, jako poziomie wspomagania i koordynacji działań ratowniczych na obszarze województwa,
centralnym, jako poziomie wspomagania i koordynacji działań ratowniczych na obszarze kraju.
System funkcjonuje w dwóch stanach:
stałym czuwaniu i doraźnym reagowaniu, polegającym na podejmowaniu działań ratowniczych przez własne siły i środki powiatu i gmin,
wykonywaniu działań ratowniczych wymagających użycia sił i środków spoza powiatu, wtedy uruchamiany jest poziom wspomagania i koordynacji ze szczebla wojewódzkiego, a przy dużych lub złożonych działaniach ratowniczych ze szczebla centralnego (kraju).

Poziom powiatu
Szczególnie ważnym poziomem budowania systemu jest powiat, gdyż tam przyjmowane są wszelkie zgłoszenia o zdarzeniach wymagających podjęcia działań ratowniczych w oparciu o procedury ujęte w planach ratowniczych oraz realizowane są działania ratownicze, również wówczas, gdy siły i środki gminnych podmiotów ratowniczych są niewystarczające i wymagają wsparcia z poziomu wojewódzkiego i krajowego.
Struktura KSRG w poszczególnych powiatach zależy od rodzaju zagrożeń i sieci jednostek ratowniczych, a ta jest zależna od możliwości włączenia do systemu, poza jednostkami ochrony przeciwpożarowej, innych służb i podmiotów funkcjonujących na obszarze powiatu, zarówno na podstawie decyzji starosty, jak i umowy cywilno-prawnej podpisanej ze starostą.
Dysponowanie jednostek systemu do działań ratowniczych oraz alarmowanie podmiotów współdziałających odbywa się poprzez powiatowe stanowisko kierowania PSP, współdziałające ze stanowiskami dyżurnymi administracji samorządowej wójtów (burmistrzów, prezydentów miast) i starostów oraz zintegrowane z punktami alarmowymi komponentów systemu (selektywne wywoływanie ochotniczych straży pożarnych, alarmowanie pogotowia ratunkowego, jednostek organizacyjnych Policji oraz organizacji pozarządowych).
System ratowniczy jest podstawowym narzędziem starosty służącym do realizacji zadań ratowniczych na obszarze powiatu w czasie pożaru, klęski żywiołowej lub likwidacji innych miejscowych zagrożeń.
Zapewnienie skutecznych warunków realizacji bieżących zadań ratowniczych przez podmioty KSRG na obszarze powiatu leży w gestii starosty, który:
uzgadnia wspólne działanie podmiotów systemu,
zatwierdza plany ratownicze oraz programy działania powiatowych służb, inspekcji i straży oraz innych jednostek organizacyjnych powiatu w zakresie ich udziału w KSRG,
określa zadania KSRG na obszarze powiatu oraz kontroluje ich realizację,
uwzględnia w projekcie budżetu powiatu niezbędne środki finansowe na skuteczne działania ratownicze powiatowych służb, inspekcji i straży oraz innych jednostek organizacyjnych powiatu oraz dysponuje rezerwą budżetową powiatu,
powołuje i przewodniczy powiatowemu zespołowi reagowania kryzysowego.
W sytuacjach nadzwyczajnych zagrożeń życia, zdrowia lub środowiska oraz w stanach kryzysu starosta kieruje krajowym systemem ratowniczo-gaśniczym w zakresie:
określania celów do osiągnięcia i priorytetów działań ratowniczych,
zabezpieczenia logistyki dla sił ratowniczych i pomocniczych,
zapewnienia minimalnych wymogów do przetrwania ludności na obszarach (lub z obiektów) dotkniętych zdarzeniem,
nadzorowania realizacji przydzielonych zadań oraz monitorowania przebiegu działań ratowniczych.
Dla odpowiedniego przygotowania powiatu do zwalczania powstałych zagrożeń i usuwania ich skutków oraz koordynacji działań ratowniczych starostowie posiadają kilka narzędzi:
plan ratowniczy powiatu zawierający podstawowe zadania i procedury postępowania na wypadek zagrożeń;
Plan ratowniczy dla obszaru powiatu opracowuje komendant powiatowy PSP, a zatwierdza starosta. W planie ratowniczym określone są zadania dla podmiotów wchodzących w skład systemu ratowniczo-gaśniczego i dla podmiotów współdziałających oraz zasady i sposób ich alarmowania. Komendant powiatowy uzgadnia plan ratowniczy z jednostkami systemu ratowniczego oraz z podmiotami współdziałającymi z systemem, w części dotyczącej ich zadań.
powiatowy zespół reagowania kryzysowego, który jest organem doradczym starosty,
powiatowe centrum zarządzania kryzysowego.
W przypadku, gdy siły i środki systemu ratowniczo-gaśniczego na obszarze powiatu okażą się niewystarczające ( drastyczny wzrost skali zdarzenia, równoczesność zdarzeń, brak jednostek specjalistycznych) lub zdarzenie swym zasięgiem wykracza poza obszar powiatu, uruchamiany jest wyższy poziom KSRG - poziom wojewódzki.
Kierowanie /dowodzenie/ działaniami ratowniczymi, których rozmiar lub zasięg przekracza możliwości sił ratowniczych poziomu powiatu przejmuje komendant wojewódzki PSP lub upoważniony przez niego oficer.

Poziom województwa
Poziom wojewódzki spełnia rolę wspomagającą i koordynacyjną w sytuacjach wymagających użycia sił i środków spoza powiatu, w którym ma miejsce zdarzenie.
Podstawowe siły i środki KSRG na poziomie województwa, to wojewódzki odwód operacyjny z grupami specjalistycznymi (wydzielone siły i środki z poziomów powiatowych) oraz krajowa baza sprzętu specjalistycznego.
Dysponowanie jednostek systemu do działań ratowniczych oraz alarmowanie podmiotów współdziałających odbywa się poprzez wojewódzkie stanowisko koordynacji ratownictwa PSP, współdziałające z centrami zarządzania kryzysowego wojewodów oraz administracją zespoloną (np. Komendantem Wojewódzkim Policji, Wojewódzkim Inspektorem Ochrony Środowiska, Wojewódzkim Inspektorem Nadzoru Budowlanego, Wojewódzkim Inspektorem Sanitarnym,) i niezespoloną (Oddziałem Straży Granicznej, Zarządem Gospodarki Wodnej, Urzędem Żeglugi Śródlądowej, WKU i innymi).
Istotną rolę w zakresie koordynacji działań jednostek KSRG z podmiotami współdziałającymi z systemem na obszarze województwa pełni wojewoda, poprzez wojewódzki zespół reagowania kryzysowego.
Procedury działania i uruchamiania systemu ratowniczo-gaśniczego na poziomie województwa, w odniesieniu do poszczególnych typów zagrożeń, są określone w wojewódzkim planie ratowniczym, do opracowania którego zobowiązany jest komendant wojewódzki PSP. Ich treść stanowią wybrane elementy planów ratowniczych, tych powiatów, w których siły i środki są niewystarczające do usuwania istniejących tam zagrożeń. Ponadto zawierają organizacyjno-techniczne sposoby likwidacji zagrożeń, wymagających zaangażowania w działaniach ratowniczych znacznych sił i środków /np. klęski żywiołowe/ oraz zagrożeń, które mogą powstać na granicy powiatów lub województwa. Komendant wojewódzki uzgadnia plan ratowniczy z podmiotami KSRG oraz z podmiotami współdziałającymi z systemem, w części dotyczącej ich zadań. Plan ratowniczy zatwierdza wojewoda.
W przypadku zdarzenia, gdy siły i środki KSRG na poziomie województwa okażą się niewystarczające lub zdarzenie /zagrożenie / przekracza obszar województwa, uruchamiany jest najwyższy poziom systemu ratowniczego – poziom centralny / kraju/.
Kierowanie /dowodzenie/ działaniami ratowniczymi, których rozmiar lub zasięg przekracza możliwości sił ratowniczych poziomu wojewódzkiego przejmuje Komendant Główny PSP lub upoważniony przez niego oficer.

Poziom centralny /kraju/
Poziom centralny /kraju/ spełnia rolę wspomagającą i koordynacyjną w sytuacjach wymagających użycia sił i środków spoza województwa, w którym ma miejsce zdarzenie.
Podstawowe siły i środki krajowego systemu ratowniczo-gaśniczego na poziomie centralnym /kraju/, to centralny odwód operacyjny z grupami specjalistycznymi (wydzielone siły i środki z poziomów wojewódzkich) , krajowe bazy sprzętu specjalistycznego oraz siły i środki szkół PSP.
Dysponowanie jednostek systemu do działań ratowniczych oraz alarmowanie podmiotów współdziałających odbywa się poprzez Krajowe Centrum Koordynacji Ratownictwa i Ochrony Ludności (pełniące również funkcje międzyresortowego centrum zarządzania kryzysowego).
Uruchamianie poziomów wspomagania /wojewódzkiego i centralnego/ następuje na żądanie kierującego działaniami ratowniczymi poprzez powiatowe stanowisko kierowania - przy uruchamianiu poziomu wojewódzkiego i wojewódzkie stanowisko koordynacji ratownictwa - przy uruchamianiu poziomu centralnego.
W przypadku zagrożeń wymagających współdziałania na szczeblu centralnym podmiotów KSRG z podmiotami innych resortów, rolę koordynatora pełni minister właściwy do spraw wewnętrznych przy pomocy Zespołu do Spraw Kryzysowych i Centrum Zarządzania Kryzysowego tworzonego na bazie Krajowego Centrum Koordynacji Ratownictwa i Ochrony Ludności.
Zmieniający się charakter zagrożeń wymagających interwencji służb ratowniczych zmusza organizatorów systemu ratowniczego do poszukiwania nowych rozwiązań organizacyjnych, w celu optymalnego i efektywnego wykorzystania wszystkich podmiotów zajmujących się ratownictwem.
Mimo, że dynamicznie rozwijająca się w ostatnich latach Państwowa Straż Pożarna poszerza zakres swej aktywności o działania specjalistyczne, to nadal istnieją podmioty ratownicze, które w sposób istotny mogą uzupełnić możliwości KSRG. Przyjęta i realizowana w praktyce filozofia krajowego systemu ratowniczo- gaśniczego zakłada ścisłą współpracę ze wszystkimi podmiotami posiadającymi sprzęt, kadrę lub bazy danych przydatne w prowadzeniu działań ratowniczych. Każdy podmiot mogący realizować lub wspomagać działania ratownicze może współpracować z KSRG albo w jego strukturze organizacyjnej lub jako podmiot wspomagający działania systemu.
Na szczeblu centralnym podpisywane są przez Komendanta Głównego PSP porozumienia o włączeniu do systemu lub współdziałaniu z systemem podmiotów, których działalność może być przydatna w akcjach ratowniczych. Są to zarówno organizacje pozarządowe jak i profesjonalne służby ratownicze. Porozumienia zawierane na szczeblu centralnym określają ogólne ramy współpracy w zakresie ratownictwa i są podstawą do zawierania szczegółowych porozumień na poziomie wojewódzkim i powiatowym.
Obecnie ( 31 grudnia 2004) w Krajowym Systemie Ratowniczo-gaśniczym funkcjonuje:
508 jednostek ratowniczo- gaśniczych Państwowej Straży Pożarnej,
3433 jednostek ochotniczych straży pożarnych,
4 zakładowe straże pożarne,
2 zakładowa służba ratownicza,
11 szpitali, w tym 10 szpitali MSW i A w Warszawie, Krakowie, Poznaniu, Łodzi, Olsztynie, Katowicach, Białymstoku, Lublinie, Szczecinie i Wrocławiu oraz Centrum Leczenia Oparzeń w Siemianowicach Śląskich,
297 specjalistów krajowych z różnych dziedzin ratownictwa.
System wspomagają na zasadzie zawartych porozumień służby, inspekcje i straże m.in. Morska Służba Poszukiwania i Ratownictwa (SAR), Stacje Ratownictwa Górniczego, Policja, Straż Graniczna, Państwowa Inspekcja Ochrony Środowiska, Państwowa Agencja Atomistyki, Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej oraz organizacje pozarządowe, jak: GOPR, WOPR, TOPR, Aeroklub Polski, ZHP, Polska Misja Medyczna, PCK i inne.
Siły i środki KSRG mogą być w dowolnym momencie i w pełnym zakresie skierowane do działań ratowniczych - poprzez stanowiska kierowania Państwowej Straży Pożarnej.
Wyznaczona część zasobów krajowego systemu ratowniczo-gaśniczego jest zorganizowana w postaci odwodów operacyjnych.
W przypadku wyczerpania sił poszczególnych powiatów lub gdy zagrożenie obejmie większy obszar, w pierwszej kolejności na poziomie wojewódzkim użyte zostaną zasoby wojewódzkich brygad odwodowych KSRG, na które składa się 99 kompanii z 4 tysiącami ratowników oraz 950 pojazdami ratowniczymi.
W razie potrzeby w ramach Centralnego Odwodu Operacyjnego KSRG ( wsparcie ze szczebla centralnego) można dodatkowo skierować do działań w dowolny rejon kraju bataliony z 16 wojewódzkich brygad odwodowych.
Łączne siły Centralnego Odwodu Operacyjnego KSRG możliwe do użycia, to dodatkowo ponad cztery tysiące zawodowych ratowników oraz siedemset pojazdów specjalnych i gaśniczych, całość wsparta logistyką.
W skład odwodów operacyjnych wchodzą m.in:
134 kompanie gaśnicze,
47 grup ratownictwa chemicznego,
55 specjalistycznych grup ratownictwa wodno-nurkowego,
22 specjalistyczne grupy ratownictwa wysokościowego, które mogą prowadzić działania we współpracy ze śmigłowcami,
5 grup poszukiwawczo-ratowniczych.
Rozwiązania strukturalno organizacyjne Krajowego Systemu Ratowniczo-Gaśniczego pozwalają na efektywne wykorzystanie potencjałów organizacyjnych, technicznych i intelektualnych różnych podmiotów ratowniczych i współdziałających, co prowadzi do tego, że system ten nie stanowi wyizolowanego składnika bezpieczeństwa publicznego, lecz jego ważny czynnik, żywo reagujący na wszelkie zmiany i w wysokim stopniu współdziałający z otoczeniem. Stąd też granice, w których działa system są bardzo elastyczne, co przejawia się gotowością do wypełniania zadań w każdych warunkach.

Szczegółowe zasady organizacji KSRG określone zostały w Rozporządzeniu Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji z dnia 29 grudnia 1999 roku.

Opracował : Wojciech Kubicki