Szpieg w WP?

Cytat:
http://info.onet.pl/848024,11,item.html
"Oficer Wojska Polskiego został aresztowany w poniedziałek przez Sąd
Garnizonowy w Warszawie pod zarzutem działalności na rzecz obcego
wywiadu - poinformowała Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie."



Radziecki, amerykanski, niemiecki, francuski, izraelski, iracki,
libijski, chinski  ... komu ewentualnie jeszcze podpadlismy ?

J.

 

Szpieg w WP?


Cytat:
| http://info.onet.pl/848024,11,item.html
| "Oficer Wojska Polskiego został aresztowany w poniedziałek przez Sąd
| Garnizonowy w Warszawie pod zarzutem działalności na rzecz obcego
| wywiadu - poinformowała Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie."
Radziecki, amerykanski, niemiecki, francuski, izraelski, iracki,
libijski, chinski  ... komu ewentualnie jeszcze podpadlismy ?



Amerykańskiego by nie aresztowali. W najgorszym wypadku, zmuszenie do
opuszczenia wojska...

Dodatkowo białoruski, ukraiński.

m.

Echa kawalerii

Dwóch kaprali z 25. Brygady Kawalerii Powietrznej w Tomaszowie Mazowieckim
(łódzkie)oskarżono o fizyczne znęcanie się nad podwładnymi. Zmusili oni
dwóch żołnierzy do wypalenia papierosów przez rurę maski przeciwgazowej.
Rezultatem było przej ciowe zatrucie nikotynowe młodych ludzi. O
zdarzeniu, do którego doszło 27 lutego, poinformowała dowódców jednostki
matka jednego z poszkodowanych.
Akt oskarżenia w tej sprawie Wojskowa Prokuratura Garnizonowa w Łodzi
skierowała do Wojskowego Sądu Garnizonowego w Warszawie. Za czyn, o który
zostali oskarżeni, grozi kara od 3 miesięcy do 5 lat pozbawienia
wolno ci.(

                                        Navy

Echa kawalerii


dyskusyjnych n

Cytat:Dwóch kaprali z 25. Brygady Kawalerii Powietrznej w Tomaszowie Mazowieckim
(łódzkie)oskarżono o fizyczne znęcanie się nad podwładnymi. Zmusili oni
dwóch żołnierzy do wypalenia papierosów przez rurę maski przeciwgazowej.



Dziwne, 25BKP nie ma na wyposażeniu masek p-gaz typ "słoń", chyba że kaprale
użyli maski ze zbiorów prywatnych.

Cytat:Rezultatem było przej ciowe zatrucie nikotynowe młodych ludzi.



Podobne do tego, jakie uzyskuje się po wypaleniu w sposób normalny
papierosa. Z informacji jakie posiadam, nikt nie stwierdził żadnego
"zatrucia" ponieważ żaden z poszkodowanych nie zgłosił się do lekarza.

Cytat:O zdarzeniu, do którego doszło 27 lutego, poinformowała dowódców jednostki
matka jednego z poszkodowanych.



Po  otrzymaniu od syna informacji, że został zmuszony do wypalenia papierosa
(którego z relacji kaprala nie wypalił do końca, bo miał słaby "cug") po tym
jak został przyłapany przez wcześniej wzmiankowanego kaprala na paleniu na
terenie kompanii, a dokładnie w WC po capstrzyku.

Cytat:Akt oskarżenia w tej sprawie Wojskowa Prokuratura Garnizonowa w Łodzi
skierowała do Wojskowego Sądu Garnizonowego w Warszawie. Za czyn, o który
zostali oskarżeni, grozi kara od 3 miesięcy do 5 lat pozbawienia
wolno ci.(



Kaprale nie zostali oskarżenii ale jedynie są podejrzani w sprawie.

 

UWAGA WYPADEK NA PRADZE POŁUDNIE


Cytat:Pamiętaj że logika wojskowa czasami niewiel wspólnego ma z logiką.
Kierowca dostał rozkaz jazdy po ściśle określonej trasie i tyle.



Hehehe.

-------------------------------------------------------
http://miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34862,3111064.html

W czwartek warszawska prokuratura garnizonowa objęła nadzorem śledztwo
w sprawie kierowcy wojskowej ciężarówki, która wywróciła się we wtorek
na skrzyżowaniu ul. Marsa i Płowieckiej i sparaliżowała pół Warszawy.

Okazuje się, że kierowca samowolnie zmienił trasę przejazdu, choć miał
jechać obrzeżami miasta. Na razie udało się ustalić, że wbrew
przepisom o transporcie nie została poinformowana żadna jednostka
Żandarmerii Wojskowej.

rzecznik mjr Dariusz Piotrowski, przepraszając za warszawiaków za
skutki wypadku w imieniu dowództwa wojsk lądowych.
-------------------------------------------------------

Taaa, po trasie, ta, rozkaz, taaa...

  MJ

Czy skończy się bezprawie w Krakowie?

Słusznie Raskolnikow domaga się przekazania konkretnych dowodów do stosownych organów nadrzędnych. Problem jednak w tym, że te niektóre nadrzędne instytucje, jakby nie chcą zauważać, tego wszystkiego, co się dzieje na dole.
Opisywana sprawa jest doskonale znana przełożonemu prokuratury garnizonowej w Krakowie. Pan prokurator wojskowy płk Piotr.W. stosownym pismem został powiadomiony przez kompetentną osobę w dniu 25.09.2006 roku. Reakcja pana prokuratora sprowadziła się jedynie do poinformowania prokuratora w Krakowie, że do Warszawy wpłynęła sprawa i ponieważ nie widzi innego rozwiązania, przekazuje sprawę do Krakowa. A w Krakowie mimo kierowanych zapytań sprawę uznano za zakończoną.
Jednocześnie należy zauważyć, że chyba bez przyczyny nie dokonuje się tych przedsięwzięć reorganizacyjnych w prokuraturze wojskowej.
Słusznie Dziamdziak zauważa, że warto chyba przyjrzeć się wojskowemu sadownictwu. Nie wdając się w szczegóły pragnę zauważyć, że wydawanie wyroków skazujących czy fałszowanie dokumentów w niektórych sądach wojskowych za wiedzą przełożonych wcale nie jest uważane za sprawę naganną.
Wymiarowi sprawiedliwości, również wojskowemu należy się szacunek, ale nie możemy obojętnie przechodzić nad przykładami bezprawia, tylko, dlatego, że ma to miejsce w wojskowym wymiarze sprawiedliwości.
Jeszcze raz podkreślam temat został upubliczniony, ponieważ w normalnym trybie takie sprawy się zamyka. Wojskowa „rodzina sprawiedliwości” załatwia to w swoim gronie, bacząc, że nie może przecież nic dostać się do opinii publicznej.
Nie jest to, więc żaden sport, a tragiczny wymiar bezprawia.

Generał rez. Czerwiński wiceministrem MON

"Rzeczpospolita"
Cytat:Śledztwa ws. gen. Czerwińskiego przyczyną jego dymisji

Nieoficjalny powód zdymisjonowania pierwszego zastępcy ministra obrony z rekomendacji ludowców gen. Piotra Czerwińskiego to postępowania prokuratorskie, które mogą się skończyć zarzutami - pisze "Rzeczpospolita".

Z nieoficjalnych informacji, do jakich dotarła gazeta, wynika, że minister obrony Bogdan Klich jeszcze przed świętami zlecił gen. Zbigniewowi Woźniakowi z Naczelnej Prokuratury Wojskowej zebranie informacji na temat postępowań prowadzonych przez wojskowe prokuratury, w których pojawia się nazwisko gen. Czerwińskiego.

Okazało się, że śledztw jest kilka. Prowadzą je Garnizonowa Prokuratura w Warszawie i wojskowa prokuratura w Poznaniu. Chodzi m.in. o nieprawidłowości przy organizowaniu przetargów i wykorzystywanie mienia wojskowego do celów prywatnych. Według informatorów "Rzeczpospolitej", żona gen. Czerwińskiego miała wykorzystywać wojskowe samochody i kierowców do odbywania prywatnych podróży. Żołnierze mieli też za darmo pracować przy budowie domu generała i organizowaniu ślubu jego córki.

Większość materiałów, które ma prokuratura, żandarmeria zebrała w ciągu ostatnich dwóch lat. Jednak, jak wynika z informacji dziennika, generał miał problemy już przedtem. Kilka lat wcześniej Wojskowe Służby Informacyjne przesłuchiwały m.in. jego ówczesnego kierowcę i kilku podwładnych, by zbadać, czy wykorzystywał stanowisko do celów prywatnych. Sprawa rozeszła się wówczas po kościach


Albo nominacja była za wczesna albo pytanie do prokuratury padło za późno. Kto następny ?

Lepkie rączki w PMW?

http://fakty.interia.pl/news?inf=496073

Komandor brał łapówki
27.04.2004 10:19

Zatrzymano komandora ze ścisłego dowództwa Marynarki Wojennej / arch. RMF
Żandarmeria Wojskowa zatrzymała szefa logistyki, członka ścisłego dowództwa Marynarki Wojennej RP. Podejrzewa się, że komandor K. brał łapówki od firm, które wygrywały przetargi na zlecenia dla Marynarki Wojennej.

Na razie nie ujawniono żadnych szczegółów. Reporter RMF dowiedział się jedynie, że sprawa jest na tyle poważna, że śledztwo jest prowadzone przez Żandarmerię Wojskową w Warszawie, a nie przez prokuraturę garnizonową w Gdyni.

Pomorscy prokuratorzy wojskowi - jak twierdzą - nic nie wiedzą o całej sprawie. Śledztwo rozpoczęto po doniesieniach Wojskowych Służb Informacyjnych. Dowództwo Marynarki Wojennej milczy, a rzecznik Żandarmerii Wojskowej zapowiedział, że jeszcze dziś po południu poznamy więcej szczegółów.

(PAP)

KTO KŁAMIE?????????????????

Zatem zgłoś się do SŁUŻB KONTROLUJĄCYCH.

Twój post czuć frustracją na kilometr.

Skoro piszesz takie złe rzeczy o kapitanie, to napisz dla odmiany coś dobrego o ... np. o sobie. Czy coś się znajdzie?

Kiedyś kłamała telewizja ... a teraz??

Przepraszam Aky ale zrobiłem malutko porzadek z beztrsciowymi postami a twoja wypowiedz polaczylem w jedna. Mam nadzieje a wybaczenie.

Nie ma sprawy - trzymaj porządek!

A teraz poważna odpowiedź:

W przypadku posiadania przez Pana informacji o popełnieniu przestępstwa albo też, jeżeli przypuszcza Pan tylko, że przestępstwo takie zostało popełnione należy zgłosić to do organów ścigania: Żandarmerii Wojskowej lub Wojskowej Prokuratury Garnizonowej - najbliższej, albo tej, do której informację ma Pan ochotę skierować.
Jeżeli nie ma Pan ochoty ujawaniać się należy przesłać informację w formie nie podpisanego listu, albo zadzwonić na telefon zaufania w Komendzia Głównej Żandarmerii Wojskowej w Warszawie 022 ... 6857322. Może Pan także zgłosić się do jednostki Policji i tam złożyć zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa.

Zamieszczenie informacji na Forum nie jest jednoznaczne z powiadomieniem wyżej wymienionych organów ścigania i nie gwarantuje, że w tej sprawie zostaną podjęte jakiekolwiek działania.

Pozdrawiam. Aky.

Sfałszowana matura umożliwi ci zostanie PODOFICEREM ZAWODOWY

Żandarmeria wojskowa wykryła ponad dwadzieścia przypadków fałszowania matur przez podoficerów. Kupowali fałszywki, bo chcieli awansować. Takich przypadków może być więcej, twierdzi "Życie Warszawy".

Podoficerowie kupowali matury na bazarach. W kilku przypadkach wykryto, że w fałszowanie świadectw zamieszani byli pracownicy szkół - powiedział "ŻW" ppłk Tadeusz Pachuta z gdyńskiego oddziału żandarmerii wojskowej.

Świadectwa zaczęto sprawdzać, kiedy niektóre z nich okazały się podejrzane. Dokumenty fałszowali ci żołnierze, którzy starali się przedłużyć kontrakty z armią. Zgodnie z obowiązującą od lipca ustawą o służbie wojskowej, warunkiem zajmowania stanowisk w armii są konkretne wymagania dotyczące wykształcenia - mówi płk Edward Jaroszuk, szef oddziału dochodzeniowo - śledczego żandarmerii.

Dostarczenie fałszywych świadectw maturalnych przez żołnierzy ujawniono do tej pory w Gdyni i Żaganiu. - Pierwsze takie sprawy wpłynęły do nas już w lipcu. Obecnie prowadzimy osiem postępowań - mówi ppłk Marek Andrzejewski, zastępca szefa Wojskowej Prokuratury Garnizonowej w Zielonej Górze. Jeśli tylko w dwóch jednostkach odkryto ponad dwadzieścia przypadków fałszerstw, jak wygląda sytuacja w innych?

Przedstawiciele wojskowych organów ścigania nieoficjalnie zapowiadają ogólnopolską akcję systematycznego sprawdzania świadectw szkolnych żołnierzy. (PAP)
_________________
Podstawą służby wojskowej jest nie dać sobie postawić zadania, głupiego zadania.

Sfałszowana matura umożliwi ci zostanie PODOFICEREM ZAWODOWY

Podoficerowie z maturami z bazaru

"Życie Warszawy": Żandarmeria wojskowa wykryła ponad dwadzieścia przypadków fałszowania matur przez podoficerów. Kupowali fałszywki, bo chcieli awansować. Takich przypadków może być więcej.

Podoficerowie kupowali świadectwa na bazarach. W kilku przypadkach wykryto, że w fałszowanie świadectw zamieszani byli pracownicy szkół - powiedział "ŻW" ppłk Tadeusz Pachuta z gdyńskiego oddziału żandarmerii wojskowej.

Świadectwa zaczęto sprawdzać, kiedy niektóre z nich okazały się podejrzane. Dokumenty fałszowali ci żołnierze, którzy starali się przedłużyć kontrakty z armią. Zgodnie z obowiązującą od lipca ustawą o służbie wojskowej, warunkiem zajmowania stanowisk w armii są konkretne wymagania dotyczące wykształcenia - mówi płk Edward Jaroszuk, szef oddziału dochodzeniowo - śledczego żandarmerii.

Dostarczenie fałszywych świadectw maturalnych przez żołnierzy ujawniono do tej pory w Gdyni i Żaganiu. - Pierwsze takie sprawy wpłynęły do nas już w lipcu. Obecnie prowadzimy osiem postępowań - mówi ppłk Marek Andrzejewski, zastępca szefa Wojskowej Prokuratury Garnizonowej w Zielonej Górze. Jeśli tylko w dwóch jednostkach odkryto ponad dwadzieścia przypadków fałszerstw, jak wygląda sytuacja w innych?

Przedstawiciele wojskowych organów ścigania nieoficjalnie zapowiadają ogólnopolską akcję systematycznego sprawdzania świadectw szkolnych żołnierzy.

Bagno w 1Brygadzie pancernej

Ujawniamy kolejny skandal w wojsku. Z magazynów w 1 Brygadzie Pancernej w Wesołej pod Warszawą przez długi czas znikała amunicja. - To świeża sprawa. Na tym etapie jeszcze niewiele mogę powiedzieć - waży słowa płk Edward Jaroszczuk, rzecznik prasowy Żandarmerii Wojskowej, która wykryła nieprawidłowości w Wesołej.

Teraz sprawą zajmuje się Wojskowa Prokuratura Garnizonowa w Warszawie. Wiadomo, że amunicja znikała, ale trzeba ustalić, co się z nią dalej działo: w czyje trafiała ręce i dlaczego. Podpułkownik Krzysztof Parulski, szef prokuratury, przyznaje, że historia z Wesołej może być bardzo poważna.

Dowódcy wiedzieli?

Gwałcicielom mowimy Precz !!!

IKAT Gazeta Braniewska
11.09.2006
Cytat:Za usiłowanie gwałtu
Krzysztof S., były major w 9 Brygadzie Kawalerii Pancernej w Braniewie, został skazany na 1 rok więzienia za usiłowanie gwałtu. Dodatkowo zdegradowano go do stopnia szeregowego.

Początkowo S. został skazany przez Wojskowy Sąd Okręgowy w Warszawie na karę dwóch lat więzienia w zawieszeniu na 3 lata. Mężczyzna odwołał się od tego werdyktu, w wyniku czego wyrok zmniejszono o rok, ale już bez "zawiasów". Prawomocny wyrok oznacza dla S. zakończenie kariery wojskowej.

Auto stop!
Do zdarzenia doszło 9 września ubiegłego roku. Wieczorem tego dnia mjr Krzysztof S. zabrał swoim autem autostopowiczkę. Podczas jazdy zaniepokojona zachowaniem majora (miał on, według jej późniejszych relacji, sugerować zatrzymanie się w "ustronnym miejscu") wysłała sms-a do swojego narzeczonego. Ten powiadomił policję i wraz z funkcjonariuszami ruszył w kierunku Maciejewa (gm. Braniewo), gdzie przy zjeździe na berlinkę zatrzymał się major.

Nie ma dla niego powrotu
Policja po wylegitymowaniu oficera natychmiast wezwała Żandarmerię Wojskową w Braniewie. Funkcjonariusze ŻW, po wstępnym przesłuchaniu majora, przekazali sprawę do Wojskowej Prokuraturze Garnizonowej w Elblągu.

Grzegorz Michalec

Brat BRATA

Cytat:Pułkownik Ryszard Szmajdziński pracuje od kilku lat w Naczelnej Prokuraturze Wojskowej w Warszawie. Wcześniej był zatrudniony we wrocławskiej Prokuraturze Garnizonowej. Ma prawo do wojskowej emerytury.



... człowiek nawet nie wie z kim pracuje w tym MONIE ... ehhh

Pijani wartownicy ochraniali wojskowy pociąg

http://lodz.naszemiasto.pl/wydarzenia/571510.html

Wtorek, 21 lutego 2006r.

Na stacji kolejowej w Skarżysku Kamiennej Żandarmeria Wojskowa zatrzymała
sześciu pijanych wartowników z 3. Rejonowej Bazy Materiałowej w Łodzi.
Eskortowali oni pociąg, którym w dwunastu wagonach wieziono amunicję
artyleryjską i karabinową!

Transport miał dotrzeć do jednostki wojskowej w Stawach koło Dęblina. Z
podłódzkich Regien wyruszył w piątek około godz. 13. Wagonów z amunicją
przeznaczoną do zniszczenia w jednostce wojskowej w Stawach pilnowało
siedmiu uzbrojonych w karabinki automatyczne wartowników. Strażnicy (cywilni
wartownicy chroniący składów amunicji w Regnach) mieli pełnić służbę na
zmiany. Zgodnie z regulaminem, na każdym postoju (nawet gdy pociąg
zatrzymuje się przed semaforem) dwaj z nich mają na zewnątrz pełnić wartę
przy wagonach. Trasa pociągu wiodła m.in. przez łódzki Olechów i Skarżysko
Kamienną. Na pierwszy dłuższy postój pociąg zatrzymał się na Olechowie.
Około godz. 21 pojawili się tam łódzcy żandarmi wojskowi.
- Skontrolowaliśmy wartę, ale nic podejrzanego nie zauważyliśmy - mówi kpt.
Andrzej Bobiński, komendant łódzkiej placówki Żandarmerii Wojskowej.

Żandarmi chyba jednak coś podejrzewali, gdyż telefonicznie skontaktowali się
z kolegami w Kielcach i poprosili ich, aby mieli oko na transport.

Do Skarżyska pociąg dotarł w sobotę rano. Odjechać miał późnym wieczorem.
Wartownicy, żeby czas się im nie dłużył, kupili alkohol. Około godz. 21,
podczas libacji, przyłapali ich żandarmi. Dowódca konwoju i pięciu jego
podwładnych miało dobrze w czubie. Trzeźwy okazał się tylko jeden z
konwojentów. W trybie alarmowym ściągnięto z jednostki w Regnach innych
wartowników, by transport mógł odjechać do stacji przeznaczenia.

Wczoraj próbowaliśmy się skontaktować z płk Tadeuszem Łomonosem, dowódcą 3.
Rejonowej Bazy Materiałowej w Łodzi. Był nieobecny. Jak poinformował nas
jego podwładny, ppłk Józef Modrzecki, pułkownik został wezwany przez
przełożonych. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że dzisiaj w jednostce (jej
dowództwo mieści się w koszarach przy ul. Źródłowej) ma pojawić się generał
z Dowództwa Wojsk Lądowych w Warszawie i osobiście zająć się sprawą.

Postępowanie karne przeciwko wartownikom prowadzi Wojskowa Prokuratura
Garnizonowa w Krakowie. Grozi im do dwóch lat więzienia.

(em) - Express Ilustrowany

Szpieg w WP?

http://info.onet.pl/848024,11,item.html
"Oficer Wojska Polskiego został aresztowany w poniedziałek przez Sąd
Garnizonowy w Warszawie pod zarzutem działalności na rzecz obcego
wywiadu - poinformowała Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie."

3 lata więzienia dla byłego GROMowca

http://wiadomosci.o2.pl/?s=257&t=254962

Cytat:Ostateczny jest już wyrok 3 lat więzienia dla byłego oficera GROM por. Grzegorza R. za nieumyślne spowodowanie śmierci kolegi z jednostki po pijanemu. W piątek Sąd Najwyższy oddalił kasację obrony, uznając że sądy wojskowe niższych instancji nie naruszyły przepisów w całej sprawie.

Do tragedii doszło w maju 2000 r., gdy trzej żołnierze GROM pili alkohol w warszawskim mieszkaniu jednego z nich. Grzegorz R. i jego kolega Zdzisław P. wyjęli pistolety i bawili się nimi. Z ustaleń prokuratury wynika, że w pewnym momencie broń znalazła się w ustach Zdzisława P. Wtedy padł strzał.

Nie ma jednolitej wersji zdarzeń. Według obrony, gdy padł strzał, Grzegorz R. przebywał w łazience. Zdaniem prokuratora, ustalenie, kto strzelał, nie było niezbędne, gdyż nie było zarzutu zabójstwa, lecz nieumyślnego spowodowania śmierci - do czego doprowadziło już samo manipulowanie bronią. Początkowo Grzegorz R. utrzymywał nawet, że było to samobójstwo.

Oddalając kasację SN przypomniał, że bezpośrednio po tragedii Grzegorz R. trzymał pistolet. Wskazał także, że podjął on działania zmierzające do zatarcia śladów.

- Zacieranie śladów trwało ok. 4 godzin; w tym czasie Grzegorz R. i trzeci żołnierz Sławomir P. uprali ubrania, firanki, a nawet poprzesuwali meble w mieszkaniu; oddano także dodatkowe strzały na balkonie - powiedziała siostra Zdzisława P, Krystyna S., która w procesie była oskarżycielem posiłkowym. Dodała, że R. wraz z P. podstawili pod dom samochód i planowali zawinąć ciało Zdzisława P. w dywan.

W październiku 2005 Wojskowy Sąd Garnizonowy w Warszawie skazał R. za nieumyślne spowodowanie śmierci na 3 lata więzienia (spędził w więzieniu 9 miesięcy). W marcu 2006 roku Wojskowy Sąd Okręgowy w Warszawie utrzymał wyrok WSG.

Zgodnie z art. 155 kodeksu karnego kto nieumyślnie powoduje śmierć człowieka, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.

Kolejny proces polskich żołnierzy

Cytat:Oskarżeni sanitariusze z Iraku mieli ograniczoną poczytalność
amk 16-10-2008, ostatnia aktualizacja 16-10-2008 12:42

Wojskowy sąd, przed którym trzech sanitariuszy z Iraku odpowiada za niewykonanie rozkazu, otrzymał opinię psychiatrów. Oceniają oni, że podsądni mieli chwilowo ograniczoną poczytalność z powodu silnego stresu.

Wojskowy Sąd Garnizonowy w Warszawie kontynuował dziś proces trzech żołnierzy - dwóch ratowników i kierowcy sanitarki - oskarżonych o niewykonanie rozkazu i nieudzielenie pomocy, gdy zaatakowany został konwój, w którym jechali.

Psychiatrzy badający podsądnych stwierdzili, że w trakcie zdarzenia w silnym stresie i stanie lękowym, doszło u nich do incydentalnego zaburzenia osobowości - ograniczenia zdolności rozpoznawania i kierowania własnym działaniem.

Sąd wysłuchał świadka, strzelca z Humvee jadącego w kolumnie przed samochodem, pod którym eksplodował ładunek. Żołnierz zeznał, że w czasie zdarzenia nie widział oskarżonych poza pojazdem, dodał, że już w bazie na spotkaniu po zasadzce nikt nie miał pretensji do oskarżonych.

Sąd odroczył rozprawę do listopada, by przesłuchać kolejnych świadków i biegłych, którzy sporządzili opinię psychiatryczną.

Sprawa dotyczy trzech żołnierzy z brygady kawalerii powietrznej w Tomaszowie Mazowieckim. W lutym ubiegłego roku jechali oni w konwoju, w którym wskutek ataku zginął st. szer. Piotr Nita.

Za niewykonanie rozkazu i narażenie innych żołnierzy na niebezpieczeństwo grozi im do pięciu lat więzienia. Według prokuratury oskarżeni mimo rozkazu nie wyszli z sanitarki, aby udzielić pomocy rannym kolegom i zabrać ciało zabitego. Zdaniem obrony sanitariusze wykonywali polecenia przełożonych, a proces jest "komicznym sposobem na dyscyplinowanie wojska".
PAP



Zastanawiające dlaczego prokuratura od razu nie zleciła badań psychiatrycznych ?

Skandal w wojsku

Cytat:
Kurier z 05.06.2007
WIADOMOŚCI: Żołnierze usłyszą zarzuty

PO NASZEJ PUBLIKACJI

Jeszcze w tym tygodniu prokuratura wojskowa postawi zarzuty żołnierzom, którzy inscenizowali egzekucje. Za brak nadzoru odpowie też kadra zawodowa.

W ubiegłym tygodniu Żandarmeria Wojskowa ustaliła, że zdjęcia, które jako pierwsi opublikowaliśmy w ubiegłym tygodniu, pochodzą z jednostki w Braniewie. Kilku „bohaterów” fotografii to poborowi z Lubelszczyzny. Z Lublina pochodzi również organizator sesji Grzegorz K. Wszystkich zidentyfikowała ŻW.
– Śledztwo od początku było prowadzone pod kątem niewłaściwego użycia broni i jej zabezpieczenia. Sprawdzaliśmy też, kto w tym czasie odpowiadał za nadzór nad żołnierzami – poinformował wczoraj płk Zbigniew Jaroszuk, rzecznik prasowy Żandarmerii Wojskowej w Warszawie.
Żołnierze, rozpoznani na zdjęciach, usłyszą zarzuty niewłaściwego użycia broni. Za sesję fotograficzną odpowie też kadra zawodowa.
– Przeanalizowaliśmy materiał dowodowy. Na pewno dojdzie do postawienia zarzutów. Stanie się to w ciągu najbliższych dni – zapewnił wczoraj mjr Jarosław Żelazek, zastępca wojskowego prokuratora garnizonowego w Elblągu.
Według nieoficjalnych informacji przekazywanych wczoraj dziennikarzam przez ŻW, żołnierz, który zorganizował sesję zdjęciową, miał to zrobić dla pieniędzy. Czy tak było rzeczywiście, zapytaliśmy płk. Edwarda Jaroszuka. Nie chciał tego potwierdzić. – Postępowanie nie dotyczyło tego, w jaki sposób i dlaczego zdjęcia trafiły do gazety, ale tego, co się na nich dzieje – skwitował Jaroszuk.
Na zdjęciach, które opublikowaliśmy w ubiegły wtorek i środę, żołnierze bawią się w egzekucje. Na fotografiach widać ich w różnych pozach. Kilku ma zawiązane oczy. W tym czasie koledzy celują do nich z karabinów. Dowództwo wojska stanowczo potępiło takie zachowania. CHOM




A redaktorzy nadal nie poczuwają się do przeprosin za tworzenie afery!!!!

LWP czyli armia na wesoło i zwyczaje w niej panujące

Jak już na generalskie wizyty zeszło...

Pierwsza opowieść z wrocławskiego zmechu, źródełko dobre wiec pewnie sporo w niej prawdy.
Przed generalską wizytą panika jak piekło. A że była to jesień to i liście z drzew spadają. Jak długo by podchorążowie nie grabili - i tak zaraz spadają nowe. Decyzja - "podchorążowie na drzewa, pozrywać liście!" Pozrywali. Ale w sąsiedniej jednostce (za płotem) liście na drzewach są, w zmechu ani jednego... "Wydać podchorążym drut, niech liście na drzewach mocują!"

6 PDPD, jakoś przełom lat 70-ych i 80-ych. Dywizją dowodził wtedy pułkownik (później generał brygady) Marian Zdrzałka, wręcz legendarna postać. Na inspekcję do 16 batalionu powietrzno - desantowego 6 PDPD (koszary w Krakowie przy zbiegu ulic Wrocławskiej i Głowackiego) przyjechał generał K., jeden z głupszych jakiego LWP miało. Zdrzałka jako dowódca dywizji musiał z nim iść. Oczywiście trawa juz na zielono pomalowana itp. No i gdzie idzie generał K z asystą? Zgadliście! Oczywiście do toalet. A w jednej z toalet żołnierzy wygoniony wrzaskiem "generał K. przyjechał!" z pospiechu nie spuścił po sobie wody.
Generał K. pyta dowódcy kompanii "Co to jest, obywatelu majorze?"
"Melduję że g...o obywatelu generale!"
"Pułkowniku Zdrzałka, ukarać dowódcę kompani!"
Zdrzałka rozkaz wykonać musiał... Nie upłynął tydzień gdy w rozkazie dziennym można było przeczytać "wyróżniam majora X za wzorową służbę, cofając karę wymierzoną w dniu Y na rozkaz generała K." Cóż, Zdrzałka o ludzi dbał (6-a by za nim do piekła i z powrotem poszła).

Jak już na gen. Zdrzałkę i 6 PDPD zeszło to warto jeszcze jeden fakt przypomnieć. Długo dowodził dywizja będąc pułkownikiem, nie dostawał awansu na generała brygady bo był niepokorny. Pewnego dnia gruchnęło "Zdrzałka generałem zostaje za parę dni!" W dywizji rozpoczęło się największe picie w jej historii (no może z wyjątkiem legendarnego picie w 6 DP w maju 1945 z Amerykanami nad Łabą). Służba zasadnicza też piła ze szczęścia ze ich dowódca generałem zostaje. Trzeźwa była służba dyżurna i warty, a i to nie do końca. W krakowskiej Wojskowej Prokuraturze Garnizonowej wzmocniona obsada dyżurów, bo jak zawiany desant pójdzie w miasto to pół Krakowa rozniesie... I co? I nic! Chłopaki pili ostro, ale nawzajem się pilnowali żeby nie narozrabiać i uwielbianemu dowódcy przykrości i kłopotów nie zrobić. Złośliwi mówią że wtedy jedyny raz zmieliliśmy plany strategiczne Układu Warszawskiego - do dowództwa UW miała pójść szyfrówka "na tydzień wyłączyć 6 PDPD z planów, trzeźwych brak - Zdrzałka generałem został".

Wydarzenia z misji pokojowej w IRAKU

Cytat: Sanitariuszom z Iraku grozi
5 lat więzienia
NIE UDZIELILI POMOCY RANNYM PODCZAS OSTRZAŁU KONWOJU?

[url] http://img85.imageshack.us/img85/8910/d102d068bc0fb1b686b54behs1.jpg[/url]

Trzem sanitariuszom z Iraku, oskarżonym o odmowę wykonania rozkazu i nieudzielenie pomocy podczas ostrzału konwoju grozi do pięciu lat więzienia. W poniedziałek przed Sądem Garnizonowym w Warszawie przesłuchano świadków zdarzenia.
Wszystko wydarzyło się 7 lutego ubiegłego roku, gdy polski konwój wpadł w zasadzkę terrorystów.

Według prokuratury, mimo rozkazu, dwaj sanitariusze i kierowca sanitarki nie wyszli z pojazdu, nie udzielili pomocy rannym kolegom i nie zabrali ciała zabitego podczas ataku starszego szeregowego Piotra Nity. Obrona twierdzi coś zupełnie innego - adwokaci mówią, że sanitariusze wykonywali polecenia przełożonych, a proces jest "komicznym sposobem na dyscyplinowanie wojska".

"Ch..., wysiadajcie z karetki"

W poniedziałek sąd kontynuował przesłuchania żołnierzy, którzy jechali w zaatakowanym konwoju. Kierowca wozu, który poruszał się za sanitarką, kapral. Marcin K., zeznał, że widział jak bezpośrednio po wybuchu miny-pułapki i rozpoczęciu ataku do sanitarki podbiegło dwóch żołnierzy. Uderzali oni w szyby pojazdu, żeby sanitariusze wysiedli. Jeden z podbiegających miał krzyczeć: "Ch..., wysiadajcie z karetki, bo potrzebna jest pomoc".

Jednak Marcin K. nie wykluczył, że później sanitariusze wysiedli z samochodu, bo on sam ubezpieczał zaatakowany konwój i nie obserwował cały czas sanitarki.

Świadek mówił też, że po raz drugi zdecydował się zeznawać po tym, jak funkcjonariusz żandarmerii wojskowej zasugerował mu "sprecyzowanie" zeznań. Obrońca oskarżonych, mec. Michał Zuchmantowicz powiedział, że "sugerowanie przez kogokolwiek uzupełniania zeznań jest sytuacją skandaliczną".

Ciąg dalszy w maju

Następna odsłona procesu w maju. Wtedy to sąd podejmie decyzję, czy konieczne będzie poddanie oskarżonych dodatkowym badaniom psychologicznym. - Proces jest szczególny, bo, dzięki Bogu, rzadko w Polsce spotyka nas sytuacja, żeby rozpatrywać sprawy dotyczące zdarzeń podczas działań bojowych - powiedział sędzia Marek Wala, odraczając rozprawę.


www.tvn24.pl

Radio Maryja, moherowe berety itd.

Cytat: To chyba tak jak z WSI, całą deubekizacją itd. Przerost formy nad treścią.

Cytat: Wojskowi prokuratorzy zbadają pierwsze sprawy dotyczące przestępczej działalności WSI
Osiem doniesień na WSI.

Naczelna Prokuratura Wojskowa analizuje już 8 zawiadomień o przestępstwach związanych z działalnością zlikwidowanych Wojskowych Służb Informacyjnych. Premier Jarosław Kaczyński poinformował, że otrzymał 14 zawiadomień o przestępstwach związanych z działalnością tych służb. Nie wiadomo jeszcze, kiedy nastąpi odtajnienie raportu z likwidacji WSI. Zapowiadane wcześniej na dziś - wydaje się jednak nierealne.

Rzecznik NPW ppłk Jerzy Kwieciński powiedział wczoraj, że zawiadomienia, które wpłynęły do prokuratury, zostały ujęte w 8 odrębnych dokumentach oznaczonych klauzulą tajności.
- Obecnie trwa analiza dokumentów w Naczelnej Prokuraturze Wojskowej, po której zapadnie decyzja o przekazaniu poszczególnych spraw właściwym prokuraturom - poinformował ppłk Kwieciński.
Szef komisji weryfikacyjnej WSI Antoni Macierewicz mówił wcześniej, że przekazał prokuraturze kilkanaście takich zawiadomień obejmujących blisko 100 osób. Przestępstwami żołnierzy zawodowych - jakimi byli oficerowie WSI - zajmuje się prokuratura wojskowa. Jeśli jakieś przestępstwa popełniłaby osoba cywilna, sprawa trafiłaby do prokuratury cywilnej.
W styczniu Wojskowa Prokuratura Garnizonowa w Warszawie wszczęła śledztwo w sprawie nieprzekazania przez WSI do IPN wszystkich dokumentów wojskowych służb specjalnych PRL. O rozpoczęciu postępowania zdecydowały materiały przekazane przez komisję likwidacyjną WSI. Śledztwo w sprawie wyłudzania spadków z zagranicy w latach 80. przez oddział "Y" wojskowych służb specjalnych PRL wszczął zaś pion śledczy IPN. W listopadzie 2006 r. szef komisji likwidacyjnej WSI Sławomir Cenckiewicz ujawnił, że tajny oddział "Y" II oddziału Sztabu Generalnego WP przez swych agentów przejmował majątki po osobach bezpotomnie zmarłych na Zachodzie.
Premier Jarosław Kaczyński poinformował, że otrzymał 14 zawiadomień o przestępstwach związanych z działalnością WSI. - Ja wczoraj dostałem te 14 zawiadomień, trzymam je w mojej kasie pancernej. I ja to muszę czytać osobiście, a jestem jeden i mam naprawdę dużo różnych zadań. Być może dzisiaj przeczytam, być może jutro czy pojutrze. Po prostu nie wiem - mówił szef rządu
Kaczyński dodał także, że nie wie, kiedy zostanie ujawniony sam raport. Wcześniej zapowiadał, iż zostanie on przedstawiony opinii publicznej właśnie dzisiaj. To jednak wydaje się mało realne.
Wojciech Wybranowski


  

Jak to jest z ta amunicją!

Kto kradł amunicję?

Takiego skandalu dawno w wojsku nie było! Prokuratura Wojskowa postawiła zarzuty wysokiemu oficerowi Departamentu Kontroli MON, który z 1. Brygady Pancernej w Wesołej pod Warszawą zabrał kilka tysięcy sztuk amunicji.

Pułkownik Marian K., szef Oddziału Inspekcji w Departamencie Kontroli MON, jest jednym z dziesięciu żołnierzy, którym Prokuratura Garnizonowa w Warszawie postawiła zarzuty.
Do polowania?

Od połowy 2003 r. do wiosny 2004 r. z magazynów w Wesołej zniknęło 4 tys. sztuk amunicji. Największym "odbiorcą" był Marian K., który dostał kilka tysięcy nabojów do pistoletu i kałasznikowa. Naboje z kałasznikowa miał wykorzystywać w polowaniach. K. odbierał amunicję podczas inspekcji.
Nie chcieli się narazić

- Zarzuty postawiono magazynierom, ich przełożonym, a także szefowi logistyki oraz zastępcy dowódcy brygady. Wszyscy przyznali się do przekazywania amunicji - mówi mjr Ireneusz Szeląg z warszawskiej Prokuratury Garnizonowej. Pułkownik K. uważa że jest niewinny.

- K. nie sugerował, że niezałatwienie amunicji pogorszy wyniki kontroli. A kontrolowani byli ulegli, bo uznali, że warto pomóc wysoko postawionemu oficerowi - tłumaczy mjr Szeląg.
Nadal nadzoruje

Choć gen. dyw. Piotr Makarewicz, dyrektor Departamentu Kontroli MON, od początku maja wie o zarzutach prokuratury, pułkownik K. nadal odpowiada za prowadzenie inspekcji w naszej armii. Czy nie powinien być odsunięty do czasu wyjaśnienia sprawy? Pułkownik K. miał w piątek dzień wolny, gen. Makarewicz jest na urlopie. Jak wynika z naszych ustaleń, K. jest zaufanym człowiekiem Makarewicza. Był jego zastępcą, gdy Makarewicz dowodził 16. Dywizją Zmechanizowaną w Elblągu. Gdy gen. Makarewicz trafił do Departamentu Kontroli, szybko obsadził K. na eksponowanym stanowisku szefa Oddziału Inspekcji w swoim departamencie.
autor: Jarosław Rybak

Co o tym sądzicie. Ja uważam, że albo gen M wraz z prokuraturą tuszuje od roku sprawę isprawa będzie rozmydlona, albo oskarżeni szukaja jeleni do usprawiedliwienia. Uważam osobiście, że jeden płk M.K nie byłby w stanie tego wysterzelić. Ta amunicja mogła być upłynniana do innych odbiorców. Po drugie niewiadomo jakiego kalibru ma broń M.K ( 7,62x 45mm od AKM ale nadaje się do HANTERA? i jaka do pistoletu 9 mm Parabellum , czy 9mm Makarowa).
Po trzecie to normalka, ze jak przyjeżdza inspekcja to trzeba podlizać się chłopakom, przecież to kumple dowódców jednostek.

Żołnierze kradli amunicję

Żołnierze kradli amunicję
KOLEJNY SKANDAL W WOJSKU
To przerażające! Na całym świecie obowiązują zwiększone normy bezpieczeństwa z powodu terroryzmu, a w Polsce z magazynów wojskowych znika amunicja.

Mogła trafić wszędzie, bo żołnierze, zamiast pilnować magazynów, kradli amunicję. Sprawę wykryła żandarmeria i nieodpowiedzialnymi żołnierzami zajmuje się teraz prokuratura wojskowa.

Do kogo trafiła?
Ujawniamy kolejny skandal w wojsku. Z magazynów w 1 Brygadzie Pancernej w Wesołej pod Warszawą przez długi czas znikała amunicja. - To świeża sprawa. Na tym etapie jeszcze niewiele mogę powiedzieć - waży słowa płk Edward Jaroszczuk, rzecznik prasowy Żandarmerii Wojskowej, która wykryła nieprawidłowości w Wesołej.

Teraz sprawą zajmuje się Wojskowa Prokuratura Garnizonowa w Warszawie. Wiadomo, że amunicja znikała, ale trzeba ustalić, co się z nią dalej działo: w czyje trafiała ręce i dlaczego. Podpułkownik Krzysztof Parulski, szef prokuratury, przyznaje, że historia z Wesołej może być bardzo poważna.

Dowódcy wiedzieli?
Na razie jest sześciu podejrzanych. - Magazynier w Wesołej i kilku jego kolegów - mówi prokurator.

Teraz żandarmeria i prokuratura sprawdzają, czy przełożeni magazynierów byli zamieszani w sprawę. Może nie dopełnili obowiązków nadzoru. Prokuratura sprawdza czy dowódcy wiedzieli o procederze i przymykali oko, albo - jeszcze gorzej - pośrednio brali w nim udział.

Dostarczają broń bandytom
- mówi pułkownik Roman Polko, były dowódca jednostki specjalnej GROM:

- Sprawa wycieku amunicji z jednostki w Wesołej stwarza bardzo niebezpieczną sytuację. Struktury odpowiedzialne za bezpieczeństwo państwa, takie jak wojsko, stają się dostawcą amunicji dla potencjalnych bandytów czy wręcz terrorystów. Z tego przypadku MON powinien wyciągnąć wnioski. Przeznaczyć większe fundusze na kontrolę wewnętrzną, by bardziej skutecznie chronić przed tego typu wyciekami z wojska. Bardziej skrupulatnie wybierać ludzi na tak odpowiedzialne stanowiska i podnieść uposażenia żołnierzom zawodowym.

To nie pierwszy taki przypadek
W 2003 r. w Gdańsku miał miejsce głośny proces 61 żołnierzy oskarżonych o kradzież amunicji i granatów z magazynów marynarki wojennej.

W 2002 r. z transportu pociągu jadącego z zakładów Mesko w Skarżysku-Kamiennej skradziono cztery rakiety przeciwlotnicze.

W 1999 r. z zakładów w Mesku skradziono sześć rakiet przeciwlotniczych.

Jak to w końcu jest z wielebnym/podejrzanym gen. L ?

Ja tam tylko powiem, że w Poznaniu jest Prokuratura Okręgowa, o szczebel wyżej niż Prokuratura Garnizonowa. Właściwie to są tylko dwie Prokuratury Okręgowe: Poznań i Warszawa, powyżej już tylko Naczelna Prokuratura Wojskowa z siedzibą w Warszawie.

Skąd bierze sie korupcja?

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że na ogół w konfrontacji z przejawami bezprawia i korupcji żołnierz czuje się bezsilny. Z jednej strony jest świadkiem łamania prawa i przestępczej działalności, a drugiej po złożeniu oficjalnego powiadomienia odpowiedzialne czynniki uznają sprawę za niebyłą i przystępują do rozprawienia się z autorem powiadomienia przedstawicieli prawa w wojsku. Mocno powiedziane. Tak. Ale to, do nikogo nie dociera. Taki wytworzył się system, że decydenci o wolności innych, nie uważają za konieczne stosować prawo do własnych czynów.
Jak inaczej ocenić sprawę, gdy o przestępczej działalności dowódcy jednostki wojskowej w Krakowie,/ za którą w cieniu pozostają nazwiska wojskowego prokuratora garnizonowego i oficera WSI/ zostaje oficjalnym pismem powiadomiony wojskowy prokurator okręgowy w Warszawie, który do wyjaśnienia sprawy przesyła dokumenty do tego prokuratora do Krakowa, ponieważ nie widzi innego sposobu wyjaśnienia zarzutów. Oczywiście nie sprawdza, jak przebiega śledztwo, a pan prokurator w Krakowie sprawę uznaje za zamkniętą, zamyka ją i nie odpowiada na żadne pytania w tym zakresie.
Jeżeli więc słyszę głosy, że trzeba dotrzeć do prokuratury wojskowej, to mogę odpowiedzieć tylko to, że ten kierunek został sprawdzony.
Oczywiście to wszystko może odbywać się w sprzyjającej sytuacji. Taką sytuację tworzą decydenci i ich najbliższe otoczenie.
Co może zrobić oficer, gdy jego zażalenie na bezprawne działanie instytucji wojskowej kierowane do Ministra Obrony Narodowej, jest decyzją szefa gabinetu ministra kierowane celem udzielenia odpowiedzi skarżącemu się, do szefa instytucji, na którego zostało złożone zażalenie?????????????
Nietrudno się domyślić, jaką odpowiedź uzyskał składający zażalenie oficer. Ważniejsze są konsekwencje, jakie dosięgają go.

Gdy o tym próbowałem napisać do rzecznika prasowego ministra obrony, zostałem potraktowany jak powietrze. Nie ma nie tylko zainteresowania, ale i najmniejszego sygnału.
Piękne hasła o zwalczaniu korupcji, naprawie państwa głoszone przez najwyższe władze naszego państwa, możemy spokojnie wrzucić do kosza. Powstała dzisiaj taka sytuacja, że osoby, od których oczekujemy sprawiedliwości często uwikłane są różnymi powiązaniami w przestępczy układ i ich zdolność uzewnętrznia się jedynie w obronie bezprawnego układu. Nie jest istotne, jak to nazwiemy, kliką,sitwą czy mafią. Jedno jest pewne, że to nie ma nic wspólnego ze sprawiedliwością.
Do naprawy państwa potrzebny jest czysty wymiar sprawiedliwości. Z wojskowego punktu widzenia go nie mamy.
I jeszcze raz powtarzam, tutaj nie chodzi o sensacyjne informacje. Są konkretne fakty.
Gdzie i z kim można o tym rozmawiać?

Prokuratura prowadzi śledztwo w sprawie nadużyć przy moderni

Cytat:

Prokuratura bada nieprawidłowości związane z inwestycjami w kilku bazach naszych sił powietrznych. Śledztwo dotyczy także lotnisk w Poznaniu i Łasku, gdzie będą stacjonować eskadry samolotów F-16.

Jak się dowiedzieliśmy, śledztwo dotyczy 22. bazy lotniczej w Malborku, 32. bazy w Łasku i 31. bazy Poznań-Krzesiny. W tej ostatniej wczoraj wylądowały pierwsze polskie samoloty wielozadaniowe F-16.
– Prowadzimy postępowanie dotyczące modernizacji kilku lotnisk, związane z ich do-stosowaniem do wymogów NATO. Zostało ono wszczęte w październiku – mówi rzecznik Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie mjr Ireneusz Szeląg.

Podejrzane przetargi

W prokuraturze dowiedzieliśmy się jedynie, że postępowanie dotyczy nieprawidłowości przy udzielaniu zamówień na prace modernizacyjne na lotniskach. Chodzi o podejrzenia ustawiania przetargów pod konkretne firmy. Rzecznik prokuratury odmówił podania szczegółów ze względu na dobro śledztwa.
Jak ustaliliśmy, w tej samej sprawie śledztwo już w 2005 roku prowadziła Wojskowa Prokuratura Garnizonowa w Warszawie. Zostało one przed rokiem umorzone.
Po analizie akt sprawą zajęła się ponownie prokuratura okręgowa.
Śledztwo jest tajne, ponieważ pojawiają się w nim dokumenty zawierające informacje dotyczące szczegółów funkcjonowania lotnisk wojskowych. Udało nam się ustalić, że inwestycje objęte śledztwem zlecało Dowództwo Sił Powietrznych. Według naszych informacji, Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie zwróciła się w związku z tą sprawą o poufne materiały znajdujące się w posiadaniu Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji. Do dzisiaj nie udostępniono ich prokuratorom.

Andrzej Walentek




Wygląda na to że ktoś zaczyna dobierać się do d...y "górce" w lotnictwie ....chyba najwyższa pora
Może przy okazji znajdą się winni lokalizacji bazy efów w Krzesinach czy przedwczesnej kasacji migów 23

21,5 mln złotych kary za wycięte drzewa

Cytat:Wojsko musi jednak zapłacić miastu Kraśnik gigantyczną karę za nielegalną wycinkę 534 drzew.

Samorządowe Kolegium Odwoławcze w Lublinie utrzymało w mocy karę pieniężną.
Sprawę ujawnili w 2006 roku kontrolerzy z Urzędu Miasta. Postanowili sprawdzić, jak wykonana została wycinka drzew, na którą magistrat wydał wcześniej zgodę.
Podczas oględzin stwierdzono, że zamiast setki drzew, na wycięcie których było zezwolenie, w jednostce usunięto nielegalnie kilkaset sztuk drzew różnych gatunków.
Miasto nałożyło na jednostkę ponad 25 mln zł kary. Wojsko odwołało się od tej decyzji. Samorządowe Kolegium Odwoławcze uwzględniło tylko część argumentów wojskowych, a urzędnicy jeszcze raz policzyli karę. Wyszło tylko trochę mniej - 21,5 mln zł.
Wojsko ponownie odwołało się do SKO. Tym razem jednak odwołania nie uwzględniono. Wojsko może się jeszcze odwołać do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego.
Równocześnie w sprawie wycinki drzew toczyło się dochodzenie prowadzone przez lubelską Prokuraturę Garnizonową. Kilka dni temu w Warszawie przed Wojskowym Sądem Okręgowym odbyła się pierwsza rozprawa oskarżonego o uzyskanie korzyści majątkowej majora Krzysztofa K. To on dowodził jednostką wojskową w Kraśniku i według ustaleń Żandarmerii Wojskowej zezwolił na wycięcie tylu drzew. Wraz z nim na ławie oskarżonych zasiadają jeszcze trzy osoby.
Na pierwszym posiedzeniu sąd przywrócił do pracy zawieszonego w pełnieniu obowiązków służbowych Krzysztofa K. Kolejna rozprawa odbędzie się w sierpniu. (fp)



No i panie i kto za to płaci? Pan płaci... Pani płaci... My płacimy. .....
Ciekawe co się stało z drzewem - czy było to przez głupotę - no niestety czasami tak się zdarza, czy ktoś na tym dorobił. Chociaż "uzyskanie korzyści majątkowej" wskazuje że ktoś sobie za to dom wybudował
21,5 mln.... no .... ile jeden KTO kosztuje ?

90 tys dolarów

Oto, za Wirtualną Polską najnowsze wiadomości:

Cytat:Żandarmeria zajmuje się sprawą oficerów-przemytników
PAP 12:55

Sprawę dwóch żołnierzy, którzy przywieźli z Iraku 90 tys. dolarów, bada Komenda Główna Żandarmerii Wojskowej w Warszawie - poinformował wojskowy prokurator garnizonowy w Krakowie płk Jan Madeja. Jednocześnie zdementował wcześniejsze informacje mediów, jakoby Wojskowa Prokuratura Garnizonowa w Krakowie prowadziła śledztwo w tej sprawie.

W tej sprawie Wojskowa Prokuratura Garnizonowa w Krakowie nie wykonywała żadnych czynności - powiedział płk Madeja. Przyznał jednak, że sprawa trafiła na jeden dzień do Krakowa, po czym przekazana została do Komendy Głównej Żandarmerii Wojskowej w Warszawie, która prowadzi postępowanie w tej sprawie.

Jedną z przyczyn prowadzenia postępowania przez żandarmerię był fakt, że oficerów na lotnisku we Wrocławiu zatrzymali żandarmi.

Pułkownik Madeja potwierdził, że pieniądze znaleziono przy oficerach - kapitanie i poruczniku.

Szef resortu obrony Jerzy Szmajdziński powiedział w sobotę dziennikarzom, że MON informowano o tym, iż dwaj polscy żołnierze wywożą z Iraku dużą sumę pieniędzy. Mieliśmy sygnały, które poleciłem sprawdzić - przyznał Szmajdziński.

Tymczasem rzecznik dowódcy Wielonarodowej Dywizji Centrum- Południe w Iraku ppłk Zbigniew Staszków poinformował, że kontrola finansowa III zmiany polskiego kontyngentu nie wykazała żadnych nieprawidłowości. "Z pieniędzy, które były w posiadaniu dywizji nie ubyło ani grosza" - powiedział.

Z kolei według dyrektora Centrum Informacyjnego MON płk Piotra Pertka, sprawdzenie, skąd oficerowie wracających z Iraku mieli przy sobie 90 tys. dolarów, może potrwać. Wyjaśnił on, że trzeba sprawdzić księgowość trzeciej zmiany kontyngentu wojskowego w Iraku.

Płk. Pertek przypomniał, że wielonarodowa dywizja pod polskim dowództwem prowadziła dotychczas w Iraku prace przy odbudowie infrastruktury wartości ponad 50 mln dolarów. Są sprawdzane rachunki, rozliczenie potrwa - powiedział.

Sobotnie "Życie Warszawy" poinformowało, że 7 lutego na wrocławskim lotnisku zostało zatrzymanych dwóch oficerów powracających z Iraku, gdzie służyli w ramach III zmiany polskiego kontyngentu wojskowego. Znaleziono przy nich 90 tysięcy dolarów, czyli więcej niż mogliby zaoszczędzić ze swoich poborów. Pieniądze wykryto podczas odprawy celnej. Według "ŻW", oficerowie nie potrafili wyjaśnić, skąd mają pieniądze. (mn)

Zmiany na wojskowej wokandzie

Ciekawie jak te zmiany wpłyną na strukturę organizacyjna ŻW?. Przecież mówiło się o likwidacji części Placówek. Przecież gdy znikną żołnierze zsw i przestępstwa nie związane ze służbą zostaną przekazane Policji to wystarczy 1/3, a może jeszcze mniej Żandarmów. Można byłoby pomyśleć też o zmniejszeniu ilości oddziałów specjalnych i w pełni je rozwinąć. Jeśli tworzy się ośrodek szkolenia w Mińsku Mazowieckim to tam powinien być oddział w pełni rozwinięty zamiast dwóch w Warszawie i Mińsku Mazowieckim.

Również powinno sie pomyśleć o zmniejszeniu ilości prokuratur i sądów wojskowych. W 2004r. zlikwidowano trzy prokuratury Opole, Gliwice i Rzeszów. Jeśli zmniejszy się znacząco ilość spraw to tu też powinny nastąpić ciecia np. w województwie Zachodniopomorskim są dwie prokuratury - Szczecin i Koszalin. W latach 90-tych zlikwidowano sąd w Koszalinie i już wtedy mówiono o likwidacji prokuratury w Koszalinie. Należy zwrócić uwagę że wtedy jej właściwość obejmowała teren dawnego województwa Koszalińskiego(1950-1975), a więc również m.in. garnizony Słupsk i Ustka(od 1996 wcześniej Prokuratura MW Gdynia podobnie jak garnizon Darłowo). Według obecnego rozporządzenia Ministra ON w sprawie właściwości miejscowej prokuratur - zmniejszył się obszar Prokuratury w Koszalinie do tej części dawnego obszaru, która znajduje sie w Zachodniopomorskim. Trudnym zatem do zaakceptowania jest fakt istnienia obu tych prokuratur gdy zmniejszyła się znacząco liczbę JW (Likwidacja 8 DZ potem 8 DOW), jednostek WLOP (dywizjony 26 BROP, pułk lotniczy w Zegrzu Pom, WSOWOP, oraz znacznego zmniejszenia właściwości rzeczowej. Należy też zauważyć że zarówno właściwość miejscowa Sądu Garnizonowego w Szczecinie i OżW Szczecin obejmuje woj. Zachodniopomorskie czyli obszar obu tych prokuratur zatem problemu w zakresie nadzoru nad ŻW o raz współpracy z sądem nie powinno być.

Należałoby sie też zastanowić nad istnieniem pozostałych prokuratur. Np. Olsztyn i Elbląg są blisko siebie, po tej reformie nie ma potrzeby istnienia obu tych prokuratur zwłaszcza, że likwiduje się 16BZ nie mówiąc że większość jednostek z obszaru Olsztyna została zlikwidowana np. część JW 15DZ, CSEiU.
Podobnie fakt istnienia Prokuratur w Łodzi i Lublina wymaga przemyślenia. Czy nie lepiej byłoby przejęcie ich zadań przez inne prokuratury. Argumenty za likwidacją te same.

Oficerowie ustawiali przetargi?

Wprost, PAP, MON 23.03.2007 r.

Ośmiu osobom, w tym oficerom wyższym zaangażowanym w przetargi w 6 Brygadzie Kawalerii Pancernej, w Stargardzie Szczecińskim (Zachodniopomorskie) postawiono zarzuty korupcji. Kilka z tych osób aresztowano - poinformował w sobotę rzecznik prasowy Żandarmerii Wojskowej w Warszawie płk Edward Jaroszuk.

Wśród podejrzanych są m.in. pułkownicy i podpułkownicy.
Żandarmeria Wojskowa zatrzymała i przedstawiła zarzuty popełnienia przestępstw korupcyjnych:
– trzem oficerom starszym,
– jednemu oficerowi młodszemu,
– dwóm oficerom rezerwy,
– jednemu pracownikowi cywilnemu wojska,
– jednemu prywatnemu przedsiębiorcy.
O ich aresztach zdecydował Wojskowy Sąd Okręgowy w Poznaniu. O aresztowaniu oficerów młodszych zdecydował Sąd Garnizonowy w Szczecinie - dodał rzecznik.

"Osobom objętym postępowaniem postawiono zarzuty przyjmowania lub wręczania korzyści materialnych lub osobistych w zamian za korzystne rozstrzyganie przetargów i udzielanie zamówień publicznych" - powiedział Jarouszuk.

Jak dodał, w grę wchodziły kwoty w wysokości kilku tysięcy złotych, cenne elektronarzędzia, czy też nieodpłatne użyczenia dobrych pojazdów. "Niewykluczone są kolejne zatrzymania" - powiedział.

Jaroszuk ujawnił wcześniej, że żandarmeria od dłuższego czasu prowadziła w tej sprawie "wieloosobowe śledztwo o charakterze korupcyjnym". Jak informowano wcześniej, w szczecińskiej prokuraturze wojskowej zatrzymani żołnierze, w większości przyznali się do winy. Korupcyjny proceder miał trwać w jednostce od paru lat.

Żołnierzom grozi do ośmiu lat więzienia.

Zgodnie z wyraźnymi wytycznymi Ministra Obrony Narodowej Pana Aleksandra SZCZYGŁO, przekazanymi na spotkaniu z Komendantem Głównym Żandarmerii Wojskowej w lutym 2007 roku, Żandarmeria Wojskowa nadal będzie koncentrować się na konsekwentnym ściganiu, w szczególności, sprawców przestępstw o charakterze korupcyjnym.

Zabójstwo cywilów w Afganistanie

Nie lepiej wkleić od razu z "Rzepy"?

Cytat:Oskarżyciel żołnierzy idzie na praktyki
Edyta Żemła 05-03-2008, ostatnia aktualizacja 05-03-2008 10:33

Płk Zbigniew Rzepa, główny prowadzący śledztwo, został od niego odsunięty – dowiedziała się „Rz”

Oficjalnie naczelny prokurator wojskowy płk Krzysztof Parulski odesłał płk. Rzepę na... trzymiesięczne praktyki do prokuratury w Warszawie. – Taką decyzję podjął naczelny prokurator wojskowy. Mamy system praktyk i prokurator płk Rzepa został na nie oddelegowany – potwierdza nasze informacje płk Waldemar Dubas z Naczelnej Prokuratury Wojskowej w Warszawie.

Nieoficjalnie nasi informatorzy twierdzą, że przełożeni Rzepy negatywnie ocenili pracę śledczego przy prowadzeniu postępowania w sprawie Nangar Khel.

Zastępca prokuratora garnizonowego w Poznaniu płk Rzepa podpisał się pod zarzutami przeciwko żołnierzom i wnioskiem o ich zatrzymanie. Był głównym prowadzącym to śledztwo. Prowadził praktycznie wszystkie przesłuchania. Miał więc największą wiedzę na temat zgromadzonych w trakcie postępowania dowodów.

Jak mówią nasze źródła, jego odsunięcie od sprawy ma związek przede wszystkim z tym, że od początku śledztwa prokurator wprowadzał w błąd przełożonych, twierdząc, że zgromadzone przez niego dowody są na tyle mocne, by utrzymać oskarżenie o ludobójstwo wobec polskich żołnierzy. – Prokuratura prowadząca to śledztwo nie ma aż tak mocnych dowodów – twierdzi nasz informator.

Dodatkowo, jak już wcześniej informowała „Rz”, prokurator Rzepa 9 listopada podpisał instrukcję dla Żandarmerii Wojskowej o zatrzymaniu i przymusowym doprowadzeniu do aresztu żołnierzy. Żandarmi mieli na tej podstawie potraktować ich jak groźnych bandytów. Pułkownik zlecił też, by noc przed zatrzymaniem żołnierzy były obserwowane ich domy i podsłuchiwane telefony.

Tymczasem kilka tygodni później płk Rzepa powiedział przełożonym, że prokuratura nie przekazała takiej instrukcji żandarmerii. O sprawie wiedział były naczelny prokurator wojskowy Tomasz Szałek. Jak wynika z naszych informacji, krył on płk. Rzepę i przekazał ministrowi sprawiedliwości Zbigniewowi Ćwiąkalskiemu nieprawdziwe informacje. – To właśnie naczelny prokurator wojskowy Tomasz Szałek przekazał mi informacje, że prokuratura nie wydawała Żandarmerii Wojskowej żadnych instrukcji odnośnie do zatrzymania żołnierzy podejrzanych o zabójstwo ludności cywilnej w Afganistanie – przyznał kilka miesięcy temu w rozmowie z „Rz” minister Ćwiąkalski. Szałek stracił stanowisko. Rozmówcy „Rz” twierdzą, że po trzech miesiącach praktyk w Warszawie płk Rzepa nie wróci już do prowadzenia tego postępowania. – Został odsunięty od sprawy na dobre – mówi nasz informator z kręgów prawniczych. Co więc dalej ze śledztwem w sprawie Nangar Khel?

– To, że prokurator Rzepa został oddelegowany na praktyki do Naczelnej Prokuratury Wojskowej, wcale nie oznacza, że śledztwo nie będzie kontynuowane. Ciągle nad tą sprawą pracuje zespół prokuratorów w Poznaniu – twierdzi płk Dubas.

Za tydzień, 11 marca, zbiera się Sąd Najwyższy i będzie rozpatrywał zażalenia na areszt złożone przez adwokatów oskarżonych żołnierzy. W lutym Wojskowy Sąd Okręgowy w Warszawie przedłużył go do czerwca. Uzasadnienia werdyktów były tajne.

W listopadzie ub.r. Żandarmeria Wojskowa zatrzymała siedmiu żołnierzy z jednostki w Bielsku-Białej. Sześciu wojskowych prokuratura oskarża o zbrodnię wojenną, za co grozi dożywocie. Na jednym ciąży zarzut ostrzelania niebronionego obiektu cywilnego. Ten czyn zagrożony jest karą do 25 lat więzienia.


P.S. Nazwisko autorki newsa dziwnie znajomym mi się widzi...

Buty w WP (artykuł z Życia Warszawy)

Tandetne trepy uwierają polską armię

Żołnierze odmrażają nogi, bo nie mają odpowiednich butów

Porządny but jest, obok karabinu, najlepszym przyjacielem żołnierza. W polskiej armii ta przyjaźń jest przymusowa. Bywa także bolesna.

Może o tym zaświadczyć kilkunastu żołnierzy, którzy odmrozili stopy na poligonach w Drawsku Pomorskim i Nowej Dębie. Żandarmeria i prokuratura wojskowa szukają winnych. Kary grożą bezpośrednim dowódcom poszkodowanych. – Na razie nie rozważamy powołania biegłych do zbadania jakości butów, które nosili żołnierze. Sprawdzamy, czy przestrzegano przepisów – mówi zastępca szefa Wojskowej Prokuratury Garnizonowej w Lublinie ppłk Artur Chitrosz.

Trzewiki desantowca

Jednak to nie dowódcy plutonów odpowiadają za to, w jakich butach polscy żołnierze, niezależnie od pory roku i pogody wyruszają w pole. Jak ustaliliśmy, do dyspozycji mają jeden model butów, szumnie nazwany „trzewikami desantowca wz. 919”. Maszerują w nich wtedy, gdy termometr wskazuje plus 30, i wtedy, gdy jest minus 30 stopni Celsjusza.

Pod względem wyposażenia w buty, nasza armia jest lepiej przygotowana do defilad niż do boju. Żołnierze Batalionu Reprezentacyjnego WP mają do dyspozycji dwa rodzaje butów – letnie i zimowe. Podobny „luksus” jest także dostępny dla pilotów. Piechota, saperzy i czołgiści mają jeden rodzaj kamaszy.

– W dziedzinie butów w naszej armii cofnęliśmy się – wzdychają oficerowie, którzy rozpoczynali służbę w latach 80. Dziś z rozrzewnieniem wspominają wykonane z solidnej skóry, zapinane na klamry „opinacze”, w których chodzili 20 lat temu.

– Może te odmrożenia przemówią komuś do wyobraźni. Ciekawy jestem, ile armię będą kosztować odszkodowania za amputowane palce i ile za to można by kupić naprawdę dobrych butów – mówi jeden z codziennych użytkowników „trzewików desantowca”.

– Po raz ostani te, za przeproszeniem „desantowce”, miałem na nogach w 1999 r. W lecie jest w nich gorąco, zimno – zimą, a gdy pada deszcz – mokro. Dziś nie założyłbym ich nawet na spacer po parku – to opinia byłego dowódcy jednostki GROM płk. Romana Polko.

Buble za miliony

Inną opinię mają wojskowi decydenci, którzy oceniają wyposażenie żołnierzy. Krytykowane przez żołnierzy „desantowce„ od lat przechodzą pomyślnie badania w Wojskowym Ośrodku Badawczo-Rozwojowym Służby Mundurowej oraz tzw. odbiór wojskowy.

Odpowiadająca za zakupy umundurowania dla armii Agencja Mienia Wojskowego rozstrzygnęła w ostatnich dniach przetarg na dostawę ponad 306 tys. par podstawowych butów wojskowych.

Przetarg wygrało konsorcjum czterech firm, które po początkowej rywalizacji wspólnie wystąpiły o ten kontrakt. Przy cenie około 240 zł za parę, mamy do czynienia z zamówieniem wartym w sumie ponad 73 mln zł! Dostawy mają być zrealizowane w ciągu najbliższych dwóch lat.

Firma wiodącą w zwycięskim konsorcjum jest lubelski „Protektor”, dostarczający naszej armii buty od 60 lat. W ostatnim przetargu Protektor wystartował wspólnie z firmami Wojas, Demar (specjalność – kalosze!) i Armex. Według Wincentego Borycy, wiceprezesa Protektora, jego firma proponowała armii ocieplaną wersję „desantowców”. Wojsko nie było nimi zainteresowane.

Data: 2006-02-16

---------------------------------------------------------------------------
240 zeta za parę takich gównianych trzewików ???!!!
Ktoś robi niezłe wały za Nasze pieniądze i na Naszym zdrowiu. Czarnorynkowa cena tego badziewia w syfie wynosiła max 100 zł. W militarnym widziałem za 70 zł. Za 240 miałbym w sklepie eleganckie buciki.
Oczywiście wojskowi decydenci nie widzą problemu, sztuka jest sztuka.

Polski szyfrant zniknął, mógł zdradzić państwo

wg tvn24.pl: "Zielonka uciekł z wojska? Jest śledztwo"

WSZCZĘTO ŚLEDZTWO WS. DEZERCJI SZYFRANTA

Cytat:Prokuratorzy podejrzewają, że szyfrant Zielonka zdezerterował ze służby. - Wszczęto śledztwo ws. podejrzenia dezercji szyfranta Służby Wywiadu Wojskowego Stefana Zielonki - poinformował na antenie TVN24 wiceszef Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie, pułkownik Ireneusz Szeląg
.
Chorąży Stefan Zielonka wyszedł z drugiego dnia świąt Wielkanocnych, wcześniej przebywał na zwolnieniu lekarskim. O zaginięciu szyfranta przez dwa tygodnie nie wiedzieli jego przełożeni. Podejrzewa się, że żołnierz miał problemy osobiste i depresję, co mogło wpłynąć na jego zniknięcie.

Śledztwo w tajemnicy

Śledztwo wszczęła w czwartek Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie. Przejęła je od podległej prokuratury garnizonowej, która od 13 maja prowadziła w tej sprawie postępowanie sprawdzające.

Na śledztwo ws. zaginięcia Zielonki założona jest klauzula tajności.- Z uwagi na przedmiot postępowania, wagę sprawy oraz - co oczywiste - wstępny etap tego śledztwa, niestety nie mogę udzielić żadnych bliższych informacji co do poczynionych ustaleń, ani tym bardzie zamierzeń - powiedział na antenie TVN24 Szeląg.

Według kodeksu karnego, żołnierz, który w celu trwałego uchylenia się od służby wojskowej opuszcza swoją jednostkę lub wyznaczone miejsce przebywania lub w takim celu poza nimi pozostaje, podlega karze pozbawienia wolności od trzech miesięcy do lat pięciu.

Problemy osobiste, depresja?

W środę Bogdan Klich powiedział, że "coraz bardziej prawdopodobna jest hipoteza problemów osobistych szyfranta". Minister zapewnił, że wbrew medialnym spekulacjom, żonie i córce szyfranta nic nie grozi. Zaprzeczył także doniesieniom, by kobieta, podobnie jak jej mąż, pracowała dla tajnych służb.

Według informacji mediów, Zielonka leczył się na depresję. Po likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych dwa lata czekał na weryfikację. Złożył rezygnację, bo miał już prawa emerytalne, ale namówiono go na pozostanie w służbie.

Zabił się czy "przeciągneli go" na drugą stronę

Poszukiwania trwają. Hipotezy są weryfikowane. Powtórzę to, o czym była już mowa - zaginięcie chor. Zielonki nie wpływa ani na bezpieczeństwo Służby Wywiadu Wojskowego, ani tym bardziej bezpieczeństwo państwa - powiedział Klich.

Według mediów, najbardziej prawdopodobne są dwie wersje zaginięcia chorążego. Pierwsza zakłada, że popełnił samobójstwo lub zginął przypadkowo. Według drugiej, od dawna współpracował z obcym wywiadem i został wywieziony z kraju.

§ 1. Żołnierz, który w celu trwałego uchylenia się od służby wojskowej opuszcza swoją jednostkę lub wyznaczone miejsce przebywania lub w takim celu poza nimi pozostaje, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5. (...)
§ 3. Żołnierz, który w czasie dezercji ucieka za granicę albo przebywając za granicą uchyla się od powrotu do kraju, podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10.
Kodeks karny, art. 339

Lustracja, IPN

Cytat:Oficerowie WSI i pracownicy IPN niszczyli tajne dokumenty
Oficerowie WSI razem z pracownikami IPN niszczyli dokumenty tajnych służb PRL.

Czarnym markerem wykreślano nazwiska w dziennikach operacyjnych wojskowych tajnych służb. Zrobiono to tak, że danych tych nie da się już odczytać. Inne dokumenty ukrywano, aby nie trafiły do Instytutu Pamięci Narodowej. Przeszłość w latach 2003 i 2004 zamazywała grupa oficerów Wojskowych Służb Informacyjnych. Pomagać im miało dwoje pracowników IPN. Dlatego komisja ds. likwidacji WSI zawiadomiła Wojskową Prokuraturę Garnizonową w Warszawie.

Ustawa o powołaniu IPN zawiera zapis blokujący dekonspirowanie najbardziej wpływowej agentury PRL. Szef UOP i minister obrony narodowej mogli zastrzec, że do przekazywanych przez nich do IPN dokumentów nikt poza wskazanymi przez nich osobami nie będzie miał dostępu. Powstanie zbioru zastrzeżonego IPN było doskonale zaplanowanym wprowadzeniem kontroli tajnych służb nad działalnością IPN. Chodziło przede wszystkim o ochronę danych agentury, głównie osób publicznych. Za kadencji prof. Kieresa z uwagi na bezpieczeństwo państwa umieszczono w zbiorze zastrzeżonym dane TW Historyk, którym – według SB – był profesor Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, a także dane kilku innych wpływowych przedstawicieli świata nauki i Kościoła, uważanych przez opinię publiczną za autorytety.

Na zakończenie kadencji prof. Kieresa zbiór zastrzeżony w IPN – zdaniem naszych informatorów - liczył 8 kilometrów akt. Za prezesury Janusza Kurtyki zmniejszono wielkość zbioru zastrzeżonego i dużą część akt włączono do zbioru ogólnego. Nadal jednak nie wprowadzono kryteriów, na podstawie których prezes IPN kwalifikuje akta do zbioru zastrzeżonego.

Istnienie zbioru zastrzeżonego miało wpływ na wyniki procesów lustracyjnych. Gdy rzecznik interesu publicznego Bogusław Nizieński zwracał się do IPN o akta w związku z procesem lustracyjnym, otrzymywał informacje tylko i wyłącznie ze zbioru ogólnego. Skutek był taki, że wiele osób publicznych pozytywnie przeszło lustrację. Zbioru zastrzeżonego nie uwzględniono także w trakcie śledztw historycznych prowadzonych przez IPN.

Większość tajnych współpracowników służb PRL czynnych obecnie w biznesie, mediach czy polityce pozostała niezdemaskowana. Gdy SB w 1989 r. zaczęła niszczyć swoje archiwa (przede wszystkim zaczynając od tych dotyczących najbardziej wpływowych osób), kopie trafiały do ZSRR.

Jest oczywiste, że tajne rosyjskie służby używały i używają akt uzyskanych od służb PRL do działań werbunkowych w Polsce. Aby dziś przeprowadzić rzeczywistą lustrację, nie można wyłączać części zbiorów archiwalnych, bo wtedy lustracja traci sens.

Więcej o niszczeniu akt WSI w poniedziałkowym wydaniu „Wprost"
Autor: Jan Piński

www.wprost.pl

Skandal jakich mało, a w światłych mediach cisza.
Poza tym ze zdania "chodziło przede wszystkim o ochronę danych agentury, głównie osób publicznych" można wyciągnąć wniosek, że niektórzy TW przeszli na stronę "hydry" i żadne szantaże wobec nich nie były nawet potrzebne. Widocznie w pewnych kręgach musiano mieć do nich duże zaufanie, że wiedziano, iż nawet po zniszczeniu dokumentów ludzie ci będą dalej grać na tą właściwą bramkę.

Czy skończy się bezprawie w Krakowie?

Minister Obrony Narodowej Aleksander Szczygło chce, aby co najmniej, co trzeci wojskowy prokurator był cywilem. Jak dotąd wszyscy nosili mundury.Jak dowiadujemy się, minister Alekstander Szczygło swoją decyzję tłumaczy chęcią likwidacji "parasola ochronnego nad wojskiem, a taką rolę do tej pory pełniła często prokuratura wojskowa ". Na konkrety nie trzeba było długo czekać, bowiem były prokurator krajowy Tomasz Szałek jest już szefem prokuratury wojskowej i co trzeba odnotować jest pierwszym prokuratorem wojskowym w cywilu.

Może, więc teraz zostanie szczegółowo zbadana sprawa nadużyć i wykorzystywania stanowiska służbowego przez jednego z dowódców jednostki w Krakowie.

Oto, bowiem w niewielkiej z pozoru usługowej jednostce wojskowej, pewien dowódca w stopniu podpułkownika Stanisław W., przy osłonie swojego bezpośredniego przełożonego i w symbiozie z prokuratorem, od pewnego czasu w realizacji zadań zupełnie zapomniał o unormowaniach prawnych i normach moralnych. Powszechnie wiadomo, że oficer ten nie pogardzi żadną okazją, aby skorzystać z finansów, którymi kieruje. Szczególnie upodobał sobie obszar przetargów i umów zleceń, w których znalazł doskonałe miejsce do wykazania swojej przedsiębiorczości. Interesująca jest też sprawa nagród i zapomóg, których sposób przydzielania i formy są zaskakująco dziwne. Do tej grupy należą również rozliczenia fikcyjnych podróży służbowych realizowanych prywatnymi samochodami, których jak na tak małą jednostkę jest wyjątkowo dużo w skali każdego miesiąca. Jest to powszechna forma ,,nagród” dla swoich ludzi. Wystarczy sprawdzić pieczątki na poleceniach wyjazdów służbowych. Dziwne tylko, że powtarzają się zazwyczaj dwie te same jednostki, lecz w różnych miejscowościach.Wszyscy wiedzą, że dowódca jest koneserem sztuki, ale nie mogą zrozumieć, dlaczego kupowane są ze środków przeznaczanych na nagrody. Każdy woli otrzymać przecież pieniądze niż wątpliwej klasy dzieło. Sprawa dzieł sztuki jednak wróciła. Ostatnio otrzymane nagrody nagrodzeni mieli przeznaczyć na pokrycie wszelkich braków w tym wynikających z zamawiania obrazów od pewnego pana z klubu garnizonowego.Są też i inne przykłady. Przekazywanie mienia do Agencji Mienia Wojskowego i nabywanie go za drobne pieniądze, prywatne ambulatorium przy ul. Skrzatów, lewe zwolnienia lekarskie i wiele, wiele innych spraw.

Nasz Dowódca ma bardzo dobre układy w prokuraturze garnizonowej i w żandarmerii w Krakowie. Wszystkim chwali się swą bardzo dobrą znajomością z prezesem wojskowego sądu okręgowego w Warszawie. Mając takich protektorów naturalną rzeczą jest jego poczucie bezkarności. Dlatego trudno dziwić się wielu ludziom, którzy wiedząc o bezprawnych działaniach pana dowódcy woleli milczeć niż narażać się. Jeżeli jeszcze do tej osłony dodamy poprzedni układ oficerów WSI i ich wspólne z prokuratorem libacje na koszt tego dowódcy, to można zrozumieć.

Jeżeli mimo to znajdowali się ludzie, którzy nie godzili się na takie bezprawie, to z niezrozumiałych powodów sprawa mimo wiedzy u przełożonych, też została zamieciona pod dywan

Również nie wydaje się, aby o tym wszystkim nie wiedział ówczesny szef WSzW Kraków płk W, który wyjątkowo zabiegał o wysoką ocenę pracy tego dowódcy. Wyróżniał swego ulubieńca nawet wówczas, kiedy przestał być jego przełożonym.

Dlatego przyjmuję z wiarą do wiadomości, że nowy układ w prokuraturze wojskowej szybko wróci do tego tematu. Być może teraz prokurator garnizonowy w Krakowie zmieni zdanie i nie będzie udawał, że wszystko jest w porządku. Oczywiście pełna dokumentacja i odmowa zainteresowania się tym bezprawiem tego dowódcy jest do wglądu.
Może warto jeszcze raz przyjrzeć się tej sprawie i powrócić do niej z prokuraturą i prokuratorami, którzy nie będą ochraniali ,,swojego”, lecz obiektywnie ocenią działania ,,naszego” dowódcy. Akta prokuratury nie są z pewnością objęte żadna tajemnicą i warto im się jeszcze raz przypatrzeć i ocenić trafność wcześniej podjętych decyzji.

Zatrzymanie 7 żołnierzy I zmiany w Afganistanie

Cytat:Sąd oddalił zażalenie na areszt st. szer. Damiana L.
Wojskowy Sąd Okręgowy w Poznaniu oddalił zażalenie na areszt wobec starszego szeregowego Damiana L., podejrzanego o udział w akcji w Afganistanie, w której zginęli cywile.
- Z akt śledztwa wynika, że żołnierz wiedział, że strzela do cywili - mówił w uzasadnieniu decyzji sędzia WSO. Na Damianie L. ciąży zarzut ostrzelania niebronionego terytorium. Grozi mu kara do 25 lat więzienia.

Sąd uzasadnił decyzję tym, że istnieje duże prawdopodobieństwo, że podejrzany dopuścił się zarzucanych mu czynów, za które grozi wysoka kara, ponadto, zdaniem sądu, podejrzany na wolności mógłby wpływać na zeznania innych osób.
Sędzia płk. Krzysztof Mastalerz powiedział w uzasadnieniu wyroku, że w trakcie akcji w okolicach wioski st. szer. L. miał wbrew postanowieniom prawa międzynarodowego ostrzeliwać z wielkokalibrowego karabinu maszynowego (WKM) zabudowania gospodarcze, w których znajdowali się cywile.

Zdaniem sądu, nie można mówić, że żołnierz strzelając jedynie wykonywał rozkazy, na co powoływała się obrona. Sędzia przypomniał, że prawo przewiduje zwolnienie takiej osoby z odpowiedzialności, wyłącznie wtedy, gdy łamie prawo nieumyślnie. Tymczasem - według zebranych dowodów - szer. Damian L. wiedział, że strzela do ludności cywilnej.

- Z zeznań przesłuchanych świadków wynika, że szer. L., dokonując ostrzeliwania zabudowań wioski doskonale zdawał sobie sprawę, że są tam osoby cywilne. Na pełną świadomość podejrzanego co do tej okoliczności wskazują zeznania części świadków zgodnie zeznających, że w czasie ostrzału widzieli oni uciekającą kobietę i w jej bezpośredniej bliskości ślady uderzenia pocisków WKM o ziemię, oraz odpowiedź, jakiej natychmiast po przerwaniu ostrzału udzielił jednemu ze świadków. Na jego pytanie "czy widzicie, że po wiosce biegają kobiety i dzieci?", odparł z uśmiechem "właśnie do nich strzelamy" - mówił płk. Mastalerz.

Broniący żołnierza mec. Krzysztof Szymański uzasadniał zażalenie na areszt tym, że na obecnym etapie postępowania nie istnieje obawa matactwa. - Wszystkie dowody w tej sprawie zostały zebrane a wyjaśnienia złożone przez wszystkie osoby - złożone - mówił. Ponadto, jak stwierdził, istnieją poważne wątpliwości co do ustaleń w sprawie, śledztwo może potrwać miesiącami, więc nie ma potrzeby stosowania długotrwałego aresztu.

Poznański sąd oddalił w tym tygodniu zażalenia złożone przez obrońców wszystkich siedmiu żołnierzy podejrzanych w tej sprawie. W poniedziałek, w środę i w czwartek sąd oddalił w sumie sześć zażaleń na aresztowania, które złożyli obrońcy chor. Andrzeja O., plut. Tomasza B., st. szer. Jacka J., st. szer. Roberta B., ppor. Łukasza B. i kpt. Olgierda C.

Sąd uznał, że podejrzani wcześniej mataczyli w śledztwie, podając nieprawdziwą wersję zdarzeń, które miały miejsce po tragicznym ostrzelaniu afgańskiej wioski i mogą to uczynić ponownie, grożą im wysokie kary, natomiast prawdopodobieństwo popełnienia zarzucanego żołnierzom czynu jest wysokie.

15 listopada Sąd Garnizonowy w Poznaniu zdecydował o aresztowaniu siedmiu żołnierzy podejrzanych o udział w akcji w Afganistanie. Po zakończeniu śledztwa proces będzie się toczyła przed Wojskowym Sądzie Okręgowym w Warszawie.

Do tragicznego zdarzenia doszło 16 sierpnia, gdy polscy żołnierze otworzyli ogień w kierunku jednej z afgańskich wiosek. Przed wyjazdem patrolu, w którego skład weszli zatrzymani żołnierze, doszło do ataku na inny polski patrol. Według prokuratury, atak na wioskę nastąpił kilka godzin po ataku na patrol, a w osadzie nie było talibańskich bojowników. Wskutek ostrzału zginęło sześcioro Afgańczyków, wśród rannych były dzieci i kobiety.



http://wiadomosci.onet.pl...l,itemspec.html

Ciekawe zachowanie

Winni za sepsę, do ukarania

Cytat:Sepsa wciąż groźna

IAR, PAP, Radio Merkury Poznań, RMF FM, Życie Warszawy
Data utworzenia: 22.01.2007

Nie poprawia się stan 4-miesięcznego chłopca chorego na sepsę w Poznaniu. Niemowlę leży od 4 dni w szpitalu klinicznym nr 5 Akademii Medycznej. Nie oddycha samodzielnie, jest w stanie krytycznym.

To od początku roku drugi przypadek sepsy w Poznaniu. 6 stycznia w tym samym szpitalu zmarł 3-latek. Jednak zdaniem lekarzy nie można mówić o epidemii. Przez cały ubiegły rok na oddziale zakaźnym kliniki przy ul. Szpitalnej w Poznaniu leczono tylko 1 zakażenie sepsą. Wtedy 15-latek pokonał chorobę. Jak się szacuje, w kraju w ciągu roku jest ok. 150 zakażeń sepsą wśród dzieci.

Tymczasem w sobotę nad ranem zmarł drugi z warszawskich żołnierzy chorych na sepsę - 24-letni szeregowy Grzegorz C., który od 6 stycznia leżał w szpitalu w szpitalu MON przy ul. Szaserów w ciężkim stanie. Pierwszy z chorych żołnierzy z 1.Bazy Lotniczej,starszy szeregowy Łukasz T., zmarł 17 stycznia. Obaj żołnierze byli zakażeni bakterią meningokową Neisseria meningitidis serogrupy C, bardzo rzadko występującą na terenie Polski, a charakterystyczną dla krajów Afryki.

Zaraz po tym, jak u obu mężczyzn wykryto sepsę, do szpitala na obserwację trafiło ich 43 kolegów. U nikogo z pozostałych nie stwierdzono objawów choroby. 41 zostało wypisanych, dwaj ostatni przebywają jeszcze w szpitalu, ale są leczeni na inne schorzenia. Zarówno jednostkę na Ursynowie, jak i jeden z budynków wojskowego lotniska Okęcie zamknięto, a w środku przeprowadzono kwarantannę.

Śledztwo w tej sprawie wszczęła Wojskowa Prokuratura Garnizonowa, a równoległe postępowanie prowadzą też specjaliści z Wojskowego Ośrodka Medycyny Prewencyjnej w Modlinie. Dochodzenia mają odpowiedzieć na pytanie, w jaki sposób dwaj żołnierze z zarazili się sepsą.

Decyzją ministra obrony wszyscy żołnierze i pracownicy cywilni wojska będą obowiązkowo szczepieni przeciwko zapaleniu opon mózgowo-rdzeniowych. Ma to zminimalizować ryzyko wystąpienia sepsy.

Po tragedii dwóch żołnierzy z jednostki w Warszawie szczepienia przeciwko zapaleniu opon mózgowo-rdzeniowych zostaną przeprowadzone we wszystkich jednostkach. Prawdopodobnie dziś na biurko ministra obrony trafi wniosek o zakup szczepionek. Wojsko potrzebuje aż 80 tys. fiolek. Procedura zakupienia szczepionek może potrwać od kilkunastu dni do kilku tygodni.

W pierwszej kolejności szczepieni będą żołnierze, którzy mają częsty kontakt z wojskowymi medykami, następni w kolejce będą ci, którzy wyjeżdżają na misję i dopiero na końcu zawodowi i cywilni pracownicy wojska.

- Szczepionka uodparnia tylko na typ A i C. Ma więc u nas w Europie niepełną skuteczność - podkreśla prof. Waleria Hryniewicz z Narodowego Instytutu Leków, przewodnicząca Zespołu do Spraw Zakażeń Meningokokowych, powołanego przez Głównego Inspektora Sanitarnego. - Nie chroni przed typem B.
http://www.mp.pl/kurier/?...l=753&u=7359524



Dgn: Kontakt z wojskową służbą zdrowia grozi sepsą lub kalectwem

Przycisk Poprawiłem

Podwyżki 2009r.

Projekt z dnia 29 kwietnia 2009 r.
PORZĄDEK OBRAD
KRAJOWEJ RADY SĄDOWNICTWA
w dniach 5-8 maja 2009 r.
(godz. 1000, godz. 900)
1. Informacje i komunikaty.
2. Informacje i propozycje rozstrzygnięć w sprawach z zakresu odpowiedzialności dyscyplinarnej
sędziów.
3. Wnioski o powołanie do pełnienia urzędu na stanowisku sędziego.
4. Wnioski o przeniesienie sędziów w stan spoczynku.
5. Informacje i propozycje rozstrzygnięć w sprawach z zakresu etyki zawodowej sędziów.
6. Informacje i propozycje rozstrzygnięć w sprawach z zakresu wizytacji i lustracji.
7. Podjęcie uchwały KRS w sprawie wyznaczenia szczególnie zasłużonych sędziów odchodzących
w stan spoczynku do uhonorowania w dniu 4 czerwca 2009 r.
8. Sprawozdanie z analizy oświadczeń majątkowych Prezesów Sądów Apelacyjnych oraz Prezesów
Wojskowych Sądów Okręgowych.
9. Propozycje zmian Regulaminu Biura Krajowej Rady Sądownictwa
10. Propozycja stanowiska Krajowej Rady Sądownictwa dotyczącego ustawy z dnia 23 stycznia
2009 r. o Krajowej Szkole Sądownictwa i Prokuratury.
11. Pismo Ministra Sprawiedliwości z dnia 20 kwietnia 2009 r. z prośbą o zaopiniowanie przez
KRS kandydatury prof. dr hab. Marii SZEWCZYK na stanowisko Dyrektora Krajowej Szkoły
Sądownictwa i Prokuratury.
12. Pismo Dyrektora Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury z dnia 8 kwietnia 2009 r.
z prośbą o przedstawienie propozycji do harmonogramu działalności szkoleniowej Krajowej
Szkoły Sądownictwa i Prokuratury oraz planu wydawniczego na 2010 r.
13. Pismo Prezesa Wojskowego Sądu Garnizonowego w Warszawie z dnia 12 marca 2009 r.
zawierające prośbę o wyrażenie stanowiska KRS:
- w sprawie zakresu uprawnień Dyrektora Departamentu Sądów Wojskowych Ministerstwa
Sprawiedliwości w kwestii wydawania decyzji budżetowych oraz blokowania i ograniczania
wydatków sądów wojskowych,
- w przedmiocie przeprowadzanych przez Departament Sądów Wojskowych Ministerstwa
Sprawiedliwości inspekcji w sądach wojskowych wykonywanych w ramach zadań
zwierzchniego nadzoru Ministra Sprawiedliwości w zakresie organizacji i działalności
administracyjnej sądów w wyniku, których wymieniony departament dokonuje oceny
wydanych orzeczeń sądowych.
14. Pismo Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Asystentów Sędziów z dnia 23 marca 2009 r. zawierające
prośbę o wyrażenie stanowiska przez Krajową Radę Sądownictwa w sprawie sposobu
kształtowania i wysokości wynagrodzenia asystentów sędziów sądów powszechnych.
15. Propozycja Wydziału Prawnego Biura Krajowej Rady Sądownictwa w zakresie problematyki
dotyczącej wynagrodzenia asystentów na gruncie ustawy z dnia 23 stycznia 2009 r. o Krajowej
Szkole Sądownictwa i Prokuratury.16. Propozycja opinii w przedmiocie projektów ustaw:
a) o publicznym transporcie zbiorowym,
b) przepisy wprowadzające ustawę o publicznym transporcie zbiorowym.
17. Propozycja opinii w przedmiocie projektu ustawy o zmianie ustawy o lekarzu sądowym.
18. Propozycja opinii w przedmiocie projektu ustawy o zmianie ustawy – Kodeks postępowania
cywilnego oraz niektórych innych ustaw.
19. Propozycja opinii w przedmiocie projektu ustawy o zmianie dekretu o należnościach świadków,
biegłych i stron w postępowaniu sądowym (druk senacki nr 445).
20. Propozycja opinii w przedmiocie poselskiego projektu ustawy o ochronie przed nieuczciwymi
praktykami w obrocie niektórymi złożonymi instrumentami finansowymi.
21. Propozycja opinii w przedmiocie projektu rozporządzenia Ministra Sprawiedliwości w sprawie
delegowania sędziów do Ministerstwa Sprawiedliwości i Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury
oraz świadczeń przysługujących sędziom delegowanym poza stałe miejsce pełnienia
służby.
22. Propozycja opinii w przedmiocie projektu ustawy o zmianie ustawy – Kodeks postępowania
administracyjnego (druk senacki nr 534).
23. Propozycja opinii w przedmiocie projektu ustawy o zmianie ustawy – Kodeks karny wykonawczy.
24. Propozycja opinii w przedmiocie projektu ustawy o Służbie Więziennej.
25. Wolne wnioski.
Posiedzenie Prezydium Rady: 5 maja 2009 r., godz. 900

Szpion?czy tajny agent bin ladena?

Oficer Wojska Polskiego został aresztowany przez Sąd Garnizonowy w Warszawie pod zarzutem działalności na rzecz obcego wywiadu - poinformowała Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie.

Oficer został zatrzymany w poniedziałek przez funkcjonariuszy Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego - poinformował zastępca wojskowego prokuratora okręgowego w Warszawie ppłk Jerzy Kwieciński.

Został mu przedstawiony zarzut z artykułu 130 par. 2 Kodeksu karnego. Art. 130 par. 2 mówi, że "kto, biorąc udział w obcym wywiadzie albo działając na jego rzecz udziela temu wywiadowi wiadomości, których przekazanie może wyrządzić szkodę Rzeczpospolitej Polskiej, podlega karze pozbawienia wolności na czas nie krótszy od 3 lat".

Wspólne śledztwo Wojskowych Służb Informacyjnych i ABW podjęto 27 grudnia. Śledztwo dotyczyło prowadzenia przez oficera WP działalności na rzecz obcego wywiadu, polegającej na przekazywaniu dokumentów zawierających wiadomości, mogące wyrządzić szkodę Rzeczpospolitej Polskiej - poinformował Kwieciński.

Nie wiadomo, na rzecz którego wywiadu pracował zatrzymany oficer. "Z uwagi na przedmiot prowadzonego śledztwa jest ono w całości objęte klauzulą niejawności" - przekazał w komunikacie Kwieciński. Nie podano żadnych danych oficera.

"Nie mam żadnej wiedzy na ten temat: skąd pochodzi ten oficer, z jakiej jest jednostki, w jakim stopniu, nic nie wiem" - powiedział rzecznik Sztabu Generalnego WP płk Zdzisław Gnatowski. Również ABW nie chciała udzielać żadnych dodatkowych informacji. Sprawy nie chciał też skomentować szef sejmowej komisji ds. służb specjalnych Konstanty Miodowicz.

W 1999 r. Urząd Ochrony Państwa zatrzymał trzech oficerów WP pod zarzutem szpiegostwa na rzecz Rosji. Prokuratura wojskowa zapewniała, że sprawy tych oficerów nie mają ze sobą związku.

Czesław Wojtkun, były ppłk Wojskowych Służb Informacyjnych, został skazany w 2002 r. przez Wojskowy Sąd Okręgowy w Warszawie na 4 lata więzienia i degradację za szpiegostwo na rzecz ZSRR i Rosji. Cały proces utajniono "ze względu na ważny interes państwa".

Sąd I instancji uznał, że Wojtkun jako szef kontrwywiadu wojskowego w Łodzi od końca lat 80. do 1993 r. udzielał KGB tajnych informacji, dotyczących głównie działalności polskiego wywiadu wojskowego. Sąd uznał, że przekazywał on kserokopie niejawnych dokumentów wytwarzanych na potrzeby tej służby, których ujawnienie mogło wyrządzić szkodę państwu.

W 2001 r. Wojskowy Sąd Okręgowy w Warszawie skazał na 3 lata więzienia i degradację ppłk. Zbigniewa P., drugiego zatrzymanego oficera. Proces trzeciego oficera prawdopodobnie nigdy się nie zacznie, bo cierpi on na stwierdzoną przez kilka ekip lekarskich chorobę psychiczną.

Najgłośniejszą w III RP, a zakończoną w sądzie aferą szpiegowską ze specsłużbami ZSRR była sprawa Marka Zielińskiego (majora MSW z lat 80.), który w latach 1981-93 współpracował z wywiadem wojskowym ZSRR, a potem Rosji. Zatrzymał go w 1993 r. w Warszawie Urząd Ochrony Państwa podczas wręczania materiałów szpiegowskich attache wojskowemu ambasady Rosji płk. Władimirowi Łomakinowi, którego potem wydalono z Polski. W 1994 r. Zielińskiego skazano na 9 lat więzienia.

(mag)

To ładne rzeczy sie dzieja u nas w Polsce ale o takim czyms to pierwszy raz słyszałem :shock:

Zniknął polski szyfrant znający tajne kody NATO

Zaginiony szyfrant zdezerterował? Znaleźli żonę

Mija miesiąc od tajemniczego zaginięcia szyfranta wywiadu - chorążego Stefana Zielonki. Policja nadal nie wie, gdzie może być oficer, który znał personalia wszystkich naszych wywiadowców pracujących "pod przykryciem" poza granicami kraju. Jednak jego żona ma się dobrze, mieszka gdzie mieszkała i nie pracowała w wywiadzie - wiadomości środowego "Dziennika" zdementował szef MON Bogdan Klich. Według tvp. info za zniknięciem Zielonki może kryć się dezercja.

Szyfrant zdezerterował?

Jak dowiedział się serwis tvp.info, wojskowi prokuratorzy sprawdzają, czy tajemnicze zaginięcie szyfranta wywiadu wojskowego Stefana Zielonki nie jest dezercją.

- Wojskowa prokuratura garnizonowa w Warszawie wdrożyła postępowanie sprawdzające celem ustalenia, czy w sprawie szyfranta wywiadu doszło do popełniania przestępstwa. Wdrożyliśmy je po doniesieniach medialnych - potwierdza płk. Grzegorz Skrzypek, szef Wojskowej Prokuratury Garnizonowej w Warszawie.

Jak ustalił serwis tvp.info, wojskowi śledczy prowadzą postępowanie w związku z art. 339 KK, czyli dezercji. - Zdecydowaliśmy się na przyjęcie takiej kwalifikacji, ale nie wykluczamy żadnych innych hipotez. Zamierzamy przesłuchać przełożonych chor. Zielonki i osoby z nim związane. Liczmy na współpracę Służby Kontrwywiadu Wojskowego - mówi jeden ze śledczych.

Prokuratorzy ze stołecznej wojskowej prokuratury garnizonowej wszczęli postępowanie w ubiegłym tygodniu. Nikt z SKW nie zawiadamiał śledczych o możliwości zaistnienia przestępstwa, co niektórzy wojskowi uważają za "co najmniej dziwne".

Klich: żona szyfranta ma się dobrze, mamy kontakt

Minister obrony narodowej Bogdan Klich nie wypowiada się na temat szczegółów prowadzonego postępowania. Zdementował jedynie część informacji na temat chorążego Zielonki i jego rodziny, które ukazały się w środowym "Dzienniku".

Jak napisała gazeta, żona zaginionego szyfranta była pracownikiem wywiadu i tez nie wiadomo, gdzie obecnie jest.

Według szefa MON informacje te są nieprawdziwe. Minister wyjaśnił, że żona i córka szyfranta czują się dobrze i mieszkają w tym samym miejscu, co do tej pory. Bogdan Klich powiedział też, że odpowiednie służby z żoną chorążego Zielonki są w stałym kontakcie - ostatnio rozmawiali z nią przedwczoraj.

Klich zdementował również informację, jakoby żona zaginionego oficera pracowała w wywiadzie. Klich potwierdził jedynie, ze kilka lat temu była zatrudniona w WSI, jako cywilny pracownik i od tego czasu nie miała ze służbami nic wspólnego.

Minister obrony podkreślił, że fałszywe informacje nakręcają spiralę spekulacji o tym, co się stało z chorążym Zielonką. Bogdan Klich zaapelował o spokój w tej sprawie i cierpliwe czekanie na wyniki prac odpowiednich służb i po raz kolejny powtórzył, że najbardziej prawdopodobnym motywem zaginięcia szyfranta były jego problemy osobiste.

Nieoficjalnie wiadomo, że służby zajmujące się tą sprawą rozważają kilka hipotez zaginięcia szyfranta. Jedna z nich zakłada, że chorąży Zielonka popełnił samobójstwo lub zginął przypadkowo. Media spekulują również, że szyfrant od dawna współpracował z obcym wywiadem i został wywieziony z kraju.

Armia ukrywa fakty?

Stefan Zielonka, wojskowy szyfrant, wyszedł z domu na Gocławiu 12 kwietnia i od tej pory ślad po nim zaginął. Aferę ze zniknięciem wojskowego, który znal wiele tajemnic wojskowych specsłużb, ujawnił "Dziennik”. Według ustaleń dziennikarzy, policja prowadząca poszukiwania napotyka na utrudnienia ze strony wojskowego wywiadu.

Armia ukrywała nawet sam fakt zniknięcia szyfranta. Policjanci podejrzewają, że Zielonka, który miał problemy zdrowotne i osobiste, mógł popełnić samobójstwo lub zginać przypadkowo, ale nie wykluczają też, że zdecydował się na współpracę z obcym wywiadem. - To normalne hipotezy śledcze. Najważniejsze jest, aby ten człowiek się znalazł - mówi jeden policjantów.

http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Zaginiony-szyfrant-zdezerterowal-Znalexli-zone,wid,11143919,wiadomosc.html?ticaid=180f8

JAKĄ PRZYSZŁOŚĆ MA KRAJ

Pierwsi świadkowie w procesie b. prokuratorów ze sprawy "Wujka"!!!

W trwającym od kwietnia przed warszawskim Wojskowym Sądem Okręgowym procesie trzech b. prokuratorów wojskowych, oskarżonych o utrudnianie na początku lat 80. śledztwa w sprawie pacyfikacji kopalni "Wujek", we wtorek zeznawali pierwsi świadkowie.
Przesłuchano prokuratora w stanie spoczynku Józefa B. i dyrektora kopalni "Wujek" w okresie, gdy doszło do zajść, Macieja Zarembę.

Podczas pacyfikacji strajkujących kopalń w grudniu 1981 r. zginęło dziewięciu górników z "Wujka", a kilkudziesięciu zostało rannych.
67-letni Józef B. zajmował się przesłuchiwaniem rannych górników znajdujących się w szpitalach, a także zomowców z plutonu, który miał strzelać. Przekonywał, że nie było możliwości normalnego przeprowadzenia czynności, np. ogrodzenia terenu zajścia. "Żeby to zrobić, ktoś musiałby usunąć stamtąd ludzi, to mogłoby doprowadzić do dalszych starć" - przekonywał.

"Podziwiałem oskarżonego Janusza B., że przeprowadził oględziny miejsca zdarzenia, była tam masa ludzi, którzy chodzili, przeszkadzali, niektórzy byli agresywni" - powiedział. Zeznał, że był zdziwiony, iż prokuratura wojskowa umorzyła postępowanie w sprawie. "Czynności nie były skończone. W mojej ocenie sprawa dopiero się »rozkręcała«, trzeba było jeszcze wiele zrobić np. ponownie przesłuchać świadków i zrobić ekspertyzę broni, która umożliwiłaby zidentyfikowanie tej, z której strzelano" - ocenił. Dodał, że w prokuraturze krążyły plotki, że oskarżony Janusz B. został wezwany do Warszawy do gen. Wojciecha Jaruzelskiego z aktami, a potem sprawę umorzono.

71-letni Zaremba zeznał, że prokuratorzy przybyli na miejsce 16 grudnia wieczorem i udali się do stacji ratowniczej, gdzie znajdowały się zwłoki. Nie byli na miejscu, gdzie padły strzały. "Prokuratorzy nie pytali wówczas o miejsce starć, a można tam było iść, bo było blisko; nie kazali go zabezpieczyć. Ludzie byli spokojni. Pozostałości gazu łzawiącego nie były uciążliwe, nie utrudniały widoczności" - powiedział. Prokuratorzy udali się na miejsce, gdzie padły strzały, następnego dnia po zdarzeniu - 17 grudnia rano.

Były dyrektor kopalni powiedział, że nikt nie naciskał na niego, by uprzątnął miejsce, gdzie zginęli górnicy. Dodał, że 17 grudnia rozmawiał telefonicznie z ówczesnym ministrem górnictwa gen. Czesławem Piotrowskim, który pytał go jedynie, kiedy zaczną fedrować i o ogólną atmosferę w zakładzie.

Termin kolejnej rozprawy wyznaczono na 1 grudnia. Sąd chce przesłuchać wówczas kolejnych trzech świadków.

Witoldowi K., Januszowi B. i Romanowi T. z Wojskowej Prokuratury Garnizonowej w Gliwicach pion śledczy Instytutu Pamięci Narodowej w Katowicach zarzucił niedopełnienie i przekroczenie obowiązków. Polegało ono na niepodjęciu działań w celu zebrania wszystkich dowodów związanych ze śmiercią górników, protestujących przeciwko wprowadzeniu stanu wojennego.

Zdaniem IPN, prokuratorzy celowo i świadomie utrudniali śledztwo, by milicjanci, którzy strzelali do górników, uniknęli odpowiedzialności. Wszyscy trzej oskarżeni odrzucają zarzuty. Grozi im do 3 lat więzienia.

IPN oskarżył całą trójkę w 2004 r. Początkowo ich sprawy umorzono z powodu przedawnienia. IPN zaskarżył tę decyzję do Sądu Najwyższego, argumentując, że dopuścili się oni zbrodni komunistycznej, która przedawnia się dopiero w 2010 r. Ostatecznie umorzenia uchylono; zarzuty dotyczą właśnie "zbrodni komunistycznej".
http://wiadomosci.onet.pl/1429848,11,1,0,120,686,item.html

Kalesony za grosze

Artykuł w Gazecie Lubuskiej http://www.gazetalubuska....WIAT17/61121036

Cytat:Kalesony za grosze
Od 5 lat z magazynów znikały mundury, buty i inne elementy wojskowego ubioru. Magazynier już jest w areszcie. Trwają poszukiwania jego wspólników.

Sierżant sztabowy Andrzej M. pracował, a oficjalnie nadal pracuje w magazynie 34. Brygady Kawalerii Pancernej w Żaganiu. Tylko teraz nie melduje się w pracy, bo zgodnie z decyzją wojskowego sądu w Zielonej Górze jest tymczasowo aresztowany. Sprawą zajmuje się zielonogórska prokuratura garnizonowa.

- Nie możemy się wypowiadać w tej sprawie, gdy żandarmeria i prokuratura wojskowa prowadzą śledztwo - zastrzega oficer prasowy 11. Lubuskiej Dywizji Kawalerii Pancernej major Marek Zieliński.

- Nie komentuję sprawy - zaznacza komendant żagańskiej żandarmerii pułkownik Krzysztof Drzymalik, odsyłając do rzecznika prasowego w Warszawie.

- Śledztwo jest w zbyt wczesnej fazie, żeby mówić o nim cokolwiek. Dopiero badamy niektóre fakty i nie chcemy spłoszyć podejrzanych - zastrzega rzecznik żandarmerii w Warszawie pułkownik Edward Jaroszuk.

My jednak dowiedzieliśmy się, za co siedzi żagański sierżant. Okazuje się, że od 2001 roku z magazynu 34. BKPanc regularnie ginęły mundury, pasy, buty.

- Dużym zainteresowaniem cieszą się szczególnie czarne kurtki czołgistów. Nadają się do wszelkich firm zajmujących się ochroną. Można na nich umieścić każdy napis - mówi proszący o zachowanie anonimowości żagański żołnierz.

Uniform do ochrony

Z naszych informacji wynika, że magazynier to tylko element złodziejskiej siatki. Sprzęt, który znikał w koszarach, pojawiał się po jakimś czasie na internetowych aukcjach, oczywiście oferowany przez kilka lub kilkanaście innych osób. Towar szedł także prawdopodobnie do firm ochroniarskich, tzw. szkół przetrwania i sklepów specjalistycznych. Już w pierwszych dniach śledztwa udowodniono przekręty na blisko 200 tys. zł. - To jednak mało. Może być tego pół miliona albo nawet milion złotych - zapewnia nasz informator.

- Dowództwo i sztab dywizji traktuje sprawę jako skandaliczną. Zwłaszcza że takie przestępstwo godzi w dobre imię dywizji. Liczymy, że sprawcy zostaną sprawiedliwie ukarani i będzie to przestroga dla innych - mówi major Zieliński, dodając, że po rozpoznaniu tej sprawy zostały już przeprowadzone kontrole w wielu jednostkach lubuskiej dywizji.

W nowym stylu

Na internetowych aukcjach można kupić uniform dowolnej formacji. Pancerniacy, lotnicy, komandosi... Nie jest większym problemem nabycie wdzianka naszych eksportowych żołnierzy, czyli wersji pustynnej. Jest umundurowanie, są także jego części, którymi żołnierze niechętnie się chwalą. Znaleźliśmy nawet "porządne polskie kalesony wojskowe za grosze nowe”. Te grosze to 9 zł.

Jak przyznają pytani przez nas wojskowi, ceny tych sortów są rzeczywiście śmiesznie niskie, często poniżej ceny, za którą są dostępne dla wojskowych.

- Jak się wertuje aukcyjne strony, widać sporo sztuk odzieży udającej wojskową - twierdzi znajomy oficer. - Jednak rzeczywiście dużo jest oryginalnej. I co niepokoi... To już mundury według nowych wzorów, czyli nie pochodzą z demobilu.

Próbowaliśmy skontaktować się z kilkoma allegrowiczami, którzy wojskowe ciuchy sprzedają. Zazwyczaj pytani o źródło zaopatrzenia odpowiadają, że to tajemnica handlowa.

- Kupuję na giełdzie od stałego dostawcy - mówi sprzedawca wojskowych t-shirtów. - Niestety, nie mam dostępu do żadnego wojskowego magazynu. A to mogłoby się opłacić...

Tomasz Hucał



Business is business, jak mawiają sojusznicy.
Pozdrawiam

[Gazeta Wyborcza] Lewy żołd za urlop

Cytat: Polscy żołnierze z misji w Bośni i Hercegowinie masowo oszukiwali MON. Brali nienależne im pieniądze za urlop w kraju. Teraz ściga ich prokuratura. Zarzuty postawiono m.in. dwóm byłym dowódcom polskiego kontyngentu

Polscy żołnierze, którzy pełnią służbę poza granicami kraju, pobierają specjalne wynagrodzenie, tzw. należność zagraniczną. To kwoty rzędu kilkudziesięciu dolarów za dzień, w zależności od stopnia i pełnionej w wojsku funkcji.

Pieniądze dostają za każdy dzień misji, z wyjątkiem urlopów spędzanych poza krajem pełnionej misji. Tymczasem żandarmeria wojskowa odkryła, że wśród żołnierzy polskiego kontyngentu w Bośni i Hercegowinie powszechne było omijanie tego przepisu. Teoretycznie żołnierze spędzali wolny czas w Bośni, a naprawdę jechali na wypoczynek do Polski.

- Śledztwo dotyczy wyłudzania należności zagranicznej przez żołnierzy Polskiego Kontyngentu Wojskowego EUFOR w Bośni i Hercegowinie, obejmuje okres od lipca 2004 do czerwca 2005 r. - informuje major Karol Kopczyk, rzecznik Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

W warszawskim śledztwie zarzuty usłyszało już pięciu oficerów, w tym dwóch byłych dowódców PKW EUFOR. Są podejrzani o wyłudzenia kwot od 1 do 2 tys. zł.

Ale to nie koniec sprawy. Prokuratury wojskowe w całym kraju prowadzą śledztwa dotyczące żołnierzy służących w jednostkach na ich terenie.

- Sprawa się rozwija, niemal codziennie stawiamy zarzuty kolejnym żołnierzom. W tej chwili podejrzanych jest już pięć, ale śledztwo może dotyczyć nawet kilkudziesięciu osób - przyznaje płk Wojciech Serafin, wojskowy prokurator garnizonowy w Krakowie. Przed oblicze prokuratora wzywani są głównie byli i obecni żołnierze krakowskiej 6. Brygady Desantowo-Szturmowej, którzy stanowili trzon I kontyngentu w Bośni.

W Poznaniu i we Wrocławiu żołnierze objęci śledztwem dobrowolnie oddali wyłudzone pieniądze, więc prokuratorzy podjęli decyzje o umorzeniu śledztw. W każdym przypadku chodziło o blisko kilkaset dolarów. W sumie wojsko mogło stracić nawet kilkaset tysięcy złotych.

Z naszych informacji wynika, że żołnierzy, którzy wyłudzali w ten sposób dolary od polskiej armii, jest znacznie więcej. I nie widzą nic złego w swoim postępowaniu. - Robili to masowo - mówi nam jeden z oficerów w randze podpułkownika, który służył na Bałkanach. - Stamtąd dość łatwo było dostać się do kraju autobusem przez Budapeszt. Nie to co teraz z Iraku czy Afganistanu. Żeby nie tracić tych paru dolarów, nikt nie chwalił się tym, że na urlop jechał do Polski. To polski przepis jest chory, skonstruowany tak, żeby zabrać żołnierzowi te parę złotych, więc trzeba go było przechytrzyć.

Wojskowi podają przykłady przepisów dotyczących żołnierzy innych nacji. Np. Norwegowie, którzy służyli w Bośni razem z Polakami w polsko-nordyckiej brygadzie, wyjeżdżali na urlopy i nie tracili dodatku za udział w misji.

W Polsce było podobnie, ale od 2004 r. MON nie płaci za urlopy w Polsce. - Nie przewidujemy zmiany przepisów, obowiązujące rozwiązania wydają się logiczne - uważa major Dariusz Kacperczyk, rzecznik Dowództwa Operacyjnego Sił Zbrojnych.

Ci sami Norwegowie wzięli zresztą udział w największym buncie w historii misji sojuszniczych. W 1997 r. cały batalion złożył podania o odesłanie do kraju, dlatego że rząd wprowadził opodatkowanie ich pensji na misji i chciał odebrać prawo do darmowych przylotów. Norweskie ministerstwo obrony ugięło się i wycofało przepisy.

Polski Kontyngent Wojskowy stacjonuje w Bośni już od 1995 roku. Najpierw był częścią misji NATO (IFOR i SFOR), a od 2004 r. wchodzi w skład operacji pod auspicjami Unii Europejskiej EUFOR.

Zmiana komendanta głównego ŻW

Szykujmy się. Teraz "Departament Kontroli MON rulez". :-))))
Obie instytucje krzywo na siebie patrzyły, teraz jedna bierze górę.

Cytat:
14.12.Warszawa (PAP) - Minister Obrony Narodowej Bogdan Klich zwolnił w piątek ze stanowiska Komendanta Głównego Żandarmerii Wojskowej gen. Jana Żukowskiego, a na jego miejsce powołał gen. Marka Witczaka.

Jak poinformował PAP p.o. dyrektor departamentu prasowo-informacyjnego MON płk Cezary Siemion, bezpośrednią przyczyną odwołania Żukowskiego były wyniki zakończonej w czwartek kontroli, która dotyczyła funkcjonowania żandarmerii.

Szef przeprowadzającego ją Departamentu Kontroli MON gen. Andrzej Baran poinformował ministra w specjalnym raporcie m.in. o "wątpliwościach co do właściwego funkcjonowania żandarmerii".

Przeprowadzenie w pilnym trybie kontroli szef MON zlecił Departamentowi na początku grudnia; chodziło m.in. o zbadanie działań żandarmerii w ramach prowadzonych przez nią śledztw wobec wysokich rangą wojskowych. Decyzję w tej sprawie poprzedziło spotkanie ministra z gen. Żukowskim. Rozmowa trwała ponad godzinę; jej szczegółów nie ujawniono.

Klich sprecyzował czwartek w rozmowie z PAP, że "polecił zbadać dwie rzeczy, które były dla niego szczególnie niepokojące: masowe postępowania - śledztwa i dochodzenia - przeciwko generałom i wyższym oficerom Wojska Polskiego oraz docierające do niego z różnych źródeł bardzo niepokojące sygnały, że w ciągu ostatnich dwóch lat została dramatycznie rozbudowana ta część Żandarmerii Wojskowej, która odpowiada za działania operacyjno-rozpoznawcze".

Wiadomo, że wątek postępowań interesował szefa MON m.in. w kontekście doniesień dotyczących wiceministra obrony Piotra Czerwińskiego. Jego nazwisko pojawia się w śledztwie dotyczącym nieprawidłowości przy organizowaniu przetargów. Jak podkreśla prokuratura, nie ma on postawionych zarzutów, ale jest materiał dowodowy wskazujący na ewentualną możliwość przekroczenia przez niego uprawnień dowódczych poprzez przyjęcie korzyści majątkowej w latach 2003-2004.

Śledztwo w sprawie ewentualnego nadużycia stanowiska przez innego generała - Pawła Lamlę - prowadzi wydział ds. przestępczości zorganizowanej Naczelnej Prokuratury Wojskowej w Poznaniu. Jak informują jej przedstawiciele, sprawa została wyłączona ze śledztwa prowadzonego przez prokuraturę garnizonową w Zielonej Górze, trwają przesłuchania świadków, a generałowi nie postawiono dotychczas zarzutów.

Nazwiska wysokich rangą wojskowych pojawiają się także w śledztwie, które dotyczy m.in. nieprawidłowości przy wynajmie domków letniskowych w podwarszawskim Zegrzu, a należących do wojskowego Centrum Szkolenia Łączności i Informatyki. W tej sprawie trwa postępowanie przygotowawcze.

Latem tego roku "Newsweek" donosił, że Żandarmeria wielokrotnie wnioskowała o postawienie zarzutów w tzw. aferze bakszyszowej (dotyczącej korupcji przy przetargach na odbudowę Iraku, przeprowadzonych w dywizji pod polskim dowództwem) m.in. obecnemu doradcy ministra Klicha - gen. Mieczysławowi Bieńkowi, który w 2004 r. dowodził wielonarodową dywizją. Generałowi nie postawiono żadnych zarzutów.

Dotychczasowy szef żandarmerii gen. Żukowski został, decyzją szefa MON, przeniesiony do rezerwy kadrowej z dniem 2 stycznia.

W środowisku wojskowych od wielu dni oceniano, że odwołanie Żukowskiego jest przesądzone. Wśród kandydatów na jego następców wymieniano m.in. szefa Zarządu Szkolenia Sztabu Generalnego Wojska Polskiego gen. Henryka Dziewiątkę i komendanta Wyższej Szkoły Oficerskiej Wojsk Lądowych we Wrocławiu Kazimierza Jaklewicza.

Gen. Witczak jest absolwentem Wojskowej Akademii Technicznej w Warszawie oraz Studium Operacyjno-Strategicznego Akademii Obrony Narodowej. Zajmował stanowiska m.in. szefa Obrony Przeciwchemicznej 1 Dywizji Zmechanizowanej oraz szefa Wojsk Obrony Przeciwchemicznej Warszawskiego Okręgu Wojskowego. Od kwietnia 2002 kierował Szefostwem Obrony Przed Bronią Masowego Rażenia.(PAP)



Przycisk
P_E