Dostawa drukarki

Wojskowe Biuro Emerytalne w Lublinie jako Zamawiający, działając na podstawie art. 20 oraz art. 91 ust. 1 ustawy z dnia 29.01.2004r. – Prawo zamówień publicznych (Dz. U. 06.164.1163), dokonało wyboru najkorzystniejszej oferty:

Najkorzystniejszą ofertę złożyła firma: ARRIS COMPUTER 24-100 Puławy ul. Polna 21.

Uzasadnienie wyboru: Wykonawca spełnił wszystkie warunki określone w SIWZ i zaproponował najniższą cenę realizacji zamówienia.

Firmy ubiegające się o udzielenie zamówienia i punktacja ofert:

1. ARRIS COMPUTER 24-100 Puławy ul. Polna 21. - 100 punktów w kryterium ceny.

2. P. H. Z. GAMA 20-632 Lublin ul. Jana Sawy 5. - 90,94 punktów w kryterium ceny.

 

zwrot emerytury wojskowej

Zapoznałem się już z uzasadnieniem pierwszego korzystnego dla żołnierzy wyroku SN w sprawie o zwrot nienależnie pobranych świadczeń emerytalnych przez żołnierza zawodowego „przywróconego do służby”. Tak jak obiecywałem, poniżej szersza informacja w tym zakresie.

Wyrokiem z dnia 11 października 2007 r. w sprawie o sygn. akt III Uk 53/07 Sąd Najwyższy oddalił skargę kasacyjną Wojskowego Biura Emerytalnego w Lublinie od korzystnego dla żołnierza wyroku Sądu Apelacyjnego w Lublinie z 29.03.2007 r. (sygn. akt III AUa 1314/06).

Sprawa ta różniła się trochę od innnych, albowiem zarzuty kasacyjne dotyczyły nie art. 48 wojskowej ustawy emerytalnej (który dotyczy zwrotu emerytur i który był zarzutem w postępowaniu apelacyjnym), a naruszenia art. 1 i 12 ustawy. Sąd Najwyższy uznał jednak, iż przepisy te nie mogą stanowić podstawy żądania zwrotu pobranych w przeszłości emerytur.

WBE w Lublinie nie daje jednak za wygraną i nadal składa skargi kasacyjne do SN.

Klasa specjalisty a emerytura

Temat klasy specjalisty wojskowego ciągle powraca

Mam zaszczyt poinformować Państwa poinformować, iż w dniu 14 listopada 2007 roku w sprawie III AUa 586/07 Sąd Apelacyjny w Lublinie, zmienił wyrok Sądu Okręgowego w Lublinie w ten sposób, że:

- zmienił decyzję Dyrektora Wojskowego Biura Emerytalnego w Lublinie poprzez zaliczenie odwołującemu się do podstawy wymiaru świadczenia emerytalnego kwoty dodatku stałego z tytułu posiadanego dodatku klasy specjalisty wojskowego

W uzasadnieniu Sąd stanął na stanowisku, iż Dyrektora WBE nie jest uprawniony do tego aby kwestionować zasadność prawomocnego wyroku sądu administracyjnego, którym ten uchylił prawomocnie decyzję organu wojskowego organu o wstrzymaniu wypłaty tego dodatku w ostatnim miesiącu pełnienia zawodowej służby wojskowej. Sąd powołał się na art. 170 ustawy z dnia 30 sierpnia 2002 roku Prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi

Wyrok jest prawomocny, nie przysługuje już od niego skarga kasacyjna, albowiem z uwagi na wartość przedmiotu sporu jest ona niedopuszczalna. Sprawa nie była sprawą o przyznanie prawa do emerytury wojskowej, a tym samym, także skarga kasacyjna z tego względu jest niedopuszczalna.

Prowadzimy jeszcze wiele takich spraw

To już druga taka sprawa w S.A. w Lublinie w ciągu ostatnich dni

Pozdrawiam

Jacek Kotowicz
jackot@poczta.onet.pl

P.S. ................. - kryptoreklama. Proszę tego nie robić. Stevie
Poprawiłem tytuł tematu - -=Alex=-

Klasa specjalisty a emerytura

Kancelaria A&J Consulting ma zaszczyt poinformować:

W dniu 27 stycznia 2009 roku Sąd Okręgowy w Lublinie zmienił decyzję Dyrektora Wojskowego Biura Emerytalnego odmawiającą uwzględnienia w podstawie wymiaru świadczenia dodatku za klasę specjalisty wojskowego od dnia zwolnienia z zawodowej służby wojskowej (prawo do dodatku przywrócił mu już w 2004 roku WSA we Wrocławiu, następnie odbyły się 3 procesy sądowe z WBE: o wznowienie postępowania i o zwiększenie podstawy wymiaru i wreszcie o termin zwiększenia. Proces o odsetki jest 4 <!!!>) oraz zasądził odsetki od zaległych, przeterminowanych świadczeń zwiększonych.

Sprawa miała sygn. akt: VIII U 1292/08

Z wyrazami szacunku

Jacek Kotowicz

 

Nowy ,,stary portfel,,

Niech WBE odpowie na te ciekawe pytania

Lublin, 18 luty 2009 r.
Sławomir G……………….
0-039 LUBLIN
EWU - 4820/1

Pan
Jerzy Sikora

Dyrektor
Wojskowego Biura Emerytalnego
w Lublinie
ul. Spadochroniarzy 5a
20-904 Lublin

Prośba ( Wniosek)

W nawiązaniu do moich pism z 22 grudnia 1998 r. i z 10 lutego 1999 r. i Pańskiego z 26 stycznia 1999 roku. Uprzejmie proszę o wyjaśnienie następujących spraw:
1. Czy Wojskowy Organ Emerytalny, którego Pan jest dyrektorem jakimkolwiek osobom, którym przysługiwały prawa emerytalne lub rentowe nabyte przed 1999 rokiem bez względu na zajmowane wcześniej stanowisko i specjalność lub sprawowaną funkcje lub posługę wypłaca lub wypłacał emeryturę lub rentę po 1 marca 1999 roku wg ustawowych zasad obowiązujących w 1998 roku, jeżeli tak to, na jakich podstawach ustawowo - prawnych i konkretnych zarządzeniach wykonawczych dla Wojskowego Organu Emerytalnego, których odpis – ksero proszę dołączyć do Pańskiej odpowiedzi?;
2. Ponieważ Wojskowy Organ Emerytalny w stosunku do moich świadczeń emerytalno–rentowych w 1999 roku wydał trzy decyzje z dni: 26 stycznia, 01 marca i 01 czerwca. Proszę o odpis – ksero zarządzeń wykonawczych dla Wojskowego Biura Emerytalnego, które stanowiły podstawę ich wydania oraz uszczegółowienie konkretnych przepisów ustawowo prawnych, którymi Wojskowy Organ Emerytalny się kierował.
3. Czy emerytura (renta), którą otrzymywałem przed 1999 rokiem była waloryzowana z budżetu Państwa czy z kasy Funduszu Ubezpieczeń Społecznych?.

Ponadto informuję, że gdyby na moje pytania Pańska odpowiedź miała znacznie obciążać budżet WBE jestem gotów pokryć koszty z tym związane, o czym jak i o formie płatności proszę mnie wcześniej powiadomić, co wyjątkowo tylko w tym wypadku wystarczy na wskazany wyżej adres internetowy.
Z poważaniem
………………………………
Sławomir G……………….

Dostawa sprzętu komputerowego i kserokopiarki

Lublin, dnia 06.10.2008r.

Zawiadomienie o wyborze najkorzystniejszej oferty
w przetargu nieograniczonym nr 1PN/08 na dostawę sprzętu komputerowego oraz kserokopiarki.

1. Wojskowe Biuro Emerytalne w Lublinie jako Zamawiający, działając na podstawie art. 20 oraz art. 91 ust. 1 ustawy z dnia 29.01.2004r. – Prawo zamówień publicznych (Dz. U. 06.164.1163), dokonało wyboru najkorzystniejszych ofert:

Część 1 zamówienia:
Firma: KEN Technologie Informatyczne Sp. z o o. 50-224 Wrocław pl. Strzelecki 20.
Uzasadnienie wyboru: Wykonawca spełnił wszystkie warunki określone w SIWZ i zaproponował najniższą cenę realizacji zamówienia.

Część 2 zamówienia:
Firma: ComplexBiuro Sp. j. 80-890 Gdańsk ul. Heweliusza 23/25.
Uzasadnienie wyboru: Wykonawca spełnił wszystkie warunki określone w SIWZ i zaproponował najniższą cenę realizacji zamówienia.

Część 3 zamówienia:
Firma: Konica Minolta Business Solutions Polska Sp. z o o. 02-273 Warszawa u. Muszkieterów 15.
Uzasadnienie wyboru: Wykonawca spełnił wszystkie warunki określone w SIWZ i zaproponował najniższą cenę realizacji zamówienia.

2. Firmy ubiegające się o udzielenie zamówienia i punktacja ofert:

Część 1 zamówienia:

1. KEN Technologie Informatyczne Sp. z o o. 50-224 Wrocław pl. Strzelecki 20.
Ilość punktów w kryterium ceny - 100
2. ComplexBiuro Sp. j. 80-890 Gdańsk ul. Heweliusza 23/25.
Ilość punktów w kryterium ceny - 94,36

Część 2 zamówienia:

1. ComplexBiuro Sp. j. 80-890 Gdańsk ul. Heweliusza 23/25.
Ilość punktów w kryterium ceny - 100
2. KEN Technologie Informatyczne Sp. z o o. 50-224 Wrocław pl. Strzelecki 20.
Ilość punktów w kryterium ceny - 79,41

Część 3 zamówienia:

1. Konica Minolta Business Solutions Polska Sp. z o o. 02-273 Warszawa u. Muszkieterów 15.
Ilość punktów w kryterium ceny - 100
2. Euro-Serwis s. c. 24-100 Puławy ul. Kołłątaja 18
Ilość punktów w kryterium ceny - 67,14
3. KEN Technologie Informatyczne Sp. z o o. 50-224 Wrocław pl. Strzelecki 20.
Ilość punktów w kryterium ceny - 48,44
4. ComplexBiuro Sp. j. 80-890 Gdańsk ul. Heweliusza 23/25.
Ilość punktów w kryterium ceny - 41,79

DYREKTOR

mgr Jerzy SIKORA

Wyrok Sądu Najwyższego w sprawie zwrotu emerytury

Witam,
Kilka dni temu zapadł w Sądzie Najwyższym bodajże pierwszy wyrok w sprawie ze skargi kasacyjnej Wojskowego Biura Emerytalnego od korzystnego dla żołnierza wyroku Sądu Apelacyjnego dotyczącego obowiązku zwrotu pobranych świadczeń emerytalnych.

Sąd Najwyższy oddalił skargę, co oznacza, że zaakceptował rozstrzygnięcie sądu II instancji, które zwalniało żołnierza z obowiązku zwrotu równowartości pobranych emerytur za okres po zwolnieniu ze służby do "przywrócenia do niej".

Powyższy wyrok ma duże znaczenie dla wielu tego rodzaju spraw, któe oczekują na rozpoznanie w Sądzie Najwyższym, ewentualnie toczą się jeszcze w I lub II instancji.

Od początku przekonywaliśmy o niezasadności żądań Wojskowych Biur Emerytalnych, jednak jak dotąd WBE w całej Polsce konsekwentnie odwoływały się od każdego niekorzystnego wyroku. W tej sytuacji niewykluczone, że organy emerytalne pogodzą się z niekorzystną dla nich linią orzeczniczą sądów.

W/w wyrok Sądu Najwyższego został wydany 11 października 2007 r. w sprawie ze skargi kasacyjnej Wojskowego Biura Emerytalnego w Lublinie od wyroku Sądu Apelacyjnego w Lublinie. W tej sprawie skarga została co prawda przyjęta do rozpoznania, ale następnie oddalono ją.

Powyższe oznacza, że w przypadku kierowania kolejnych skarg kasacyjnych można przekonywać SN o tym aby odmawial przyjecia skargi do rozpoznania. Zgodnie z art. 398(9) § 1 kpc Sad Najwyzszy rozpoznaje sprawy ze skarg gdy:
1) w sprawie występuje istotne zagadnienie prawne,
2) istnieje potrzeba wykładni przepisów prawnych budzących poważne wątpliwości lub wywołujących rozbieżności w orzecznictwie sądów,
3) zachodzi nieważność postępowania,
4) skarga kasacyjna jest oczywiście uzasadniona

Zadna z tych przeslanek nie zachodzi.

Ponadto w wielu przypadkach z ktorymi mialem do czynienia tresc skarg kasacyjnych pełnomocników WBE uzasadniała żądanie odrzucenie skargi na podstawie art. 398(6) § 3 kpc, jako niespełniającej wymogu określonego w art. 398(4) § 1 pkt 3 kpc.

Po więcej szczegółów proszę zgłaszać się bezpośrednio do Łukasza Bieryło (lukasz.bierylo@e-prawnicy.pl).

Dostawa sprzętu komputerowego i kserokopiarki

Oznaczenie sprawy: 1PN/08

Wojskowe Biuro Emerytalne w Lublinie
ul. Spadochroniarzy 5 a
20 – 904 LUBLIN

OGŁASZA PRZETARG NIEOGRANICZONY
o szacunkowej wartości poniżej 133 000 EURO

1. Adres strony internetowej na której będzie zamieszczona specyfikacja istotnych warunków zamówienia: http://przetarg.army.mil.pl. SIWZ można również uzyskać bezpłatnie w siedzibie Zamawiającego w pokoju nr 5A lub pocztą elektroniczną na pisemny wniosek Wykonawcy przesłany faksem na nr 081 718-33-97.
2. Przedmiot zamówienia: Dostawa sprzętu komputerowego oraz kserokopiarki.
Kody CPV 30213000-5, 30233230-2, 30120000-6, 33452000-3.
3. Zamawiający dopuszcza oferty częściowe nie dopuszcza ofert wariantowych.
4. Opis części zamówienia:

a) Część 1 – dostawa sprzętu komputerowego (załącznik nr 1A)
zestaw komputerowy szt. 2, drukarka szt. 1;

b) Część 2 - dostawa sprzętu komputerowego (załącznik nr 1B):
zestaw komputerowy szt. 6, notebook szt. 1, projektor multimedialny szt. 1, drukarka monochromatyczna szt. 3, drukarka laserowa kolorowa szt. 1 ;

c) Część 3 – dostawa kserokopiarki (załącznik 1C):
kserokopiarka szt. 1.

5. Termin wykonania zamówienia wynosi 30 dni od daty podpisania umowy.
6. W postępowaniu mogą wziąć udział Wykonawcy, którzy:
- posiadają uprawnienia do wykonywania określonej działalności lub czynności, jeżeli ustawy nakładają obowiązek posiadania takich uprawnień;
- posiadają niezbędną wiedzę i doświadczenie oraz dysponują potencjałem technicznym
i osobami zdolnymi do wykonania zamówienia;
- znajdują się w sytuacji ekonomicznej i finansowej zapewniającej wykonanie zamówienia;
- nie podlegają wykluczeniu z postępowania o udzielenie zamówienia.
7. Oceny spełniania warunków dokona komisja przetargowa z formułą „spełnia – nie spełnia”
w oparciu o poniższe dokumenty wymagane od Wykonawców:
- oświadczenia, że Wykonawca spełnia warunki art. 22 ust. 1 i nie podlega wykluczeniu
z postępowania na podstawie art. 24 ustawy – prawo zamówień publicznych ,
- aktualnego odpisu z właściwego rejestru albo aktualnego zaświadczenia o wpisie do ewidencji działalności gospodarczej, jeżeli odrębne przepisy wymagają wpisu do rejestru lub zgłoszenia do ewidencji działalności gospodarczej, wystawionego nie wcześniej niż 6 miesięcy przed upływem terminu składania wniosków o dopuszczenie do udziału w postępowaniu o udzielenie zamówienia albo składania ofert.
8. Kwota wadium.
Bez wadium.
9. W postępowaniu stosowane będą następujące kryteria:
- Cena - 100 %.
10. Oferty należy złożyć w siedzibie Zamawiającego, pokój nr 16 /sekretariat/. Termin składania ofert upływa dnia 02.10.2008 r. o godz. 10:30.
11. Termin związania ofertą wynosi 30 dni. Bieg terminu rozpoczyna się w dniu otwarcia ofert.
12. Zamawiający nie zamierza zawierać umowy ramowej.
13. Zamawiający nie zamierza ustanawiać dynamicznego systemu zakupów.
14. Zamawiający nie przewiduje wyboru najkorzystniejszej oferty z zastosowaniem aukcji elektronicznej.
15. Ogłoszenie o zamówieniu zostało zamieszczone w Biuletynie Zamówień Publicznych w dniu 22.09.2008 r.

DYREKTOR

zmiany kadrowe w administracji wojskowej

Cytat:Po co czekać na przełożonych jak masz tą listę to wrzuć na forum i wszystko będzie wiadomo. Plotki albo sie potwierdza albo dzięki TOBIE uratujesz ludziom możliwośc załatwienia innej pracy !!!


Pismo adresowane do Szefa Szt. Gen. i do Podsekretarza Stanu w MON.
..." W zwiazku z realizacją przez resort Obrony Narodowej zamierzeń określonych w "Programie działania rządu Kazimierza Marcinkiewicza SOLIDARNE PAŃSTWO", niżej wymienionym osobom polecam w terminie do 16 lutego 2006 r. przygotować i przedstawić do akceptacji:
Sz. Szt. Gen. W.P. - szczegółowy harmonogram realizacji w 2006 roku zmian org.-etatowych w niżej wymienionych jednostkach wojskowych.
Podsekretarzowi Stanu w MON - propozycje rozwiązań finansowych umożliwiających realizacje zamierzeń zmian org.-etatowych w niżej wymienionych jednostkach wojskowych.
I. Jednostki wojskowe do rozformowania:
-Delegatury Wojskowej Inspekcji Gospodarki Energetycznej /Kraków i Warszawa/,
Delegatury Wojskowej Ochrony Przeciwpożarowej /Gdynia, Kraków, Lublin, Olsztyn, Poznań, Szczecin, Warszawa, Zielona Góra/,
Wojskowe Dozory Techniczne /Delegatury - Gdynia, Kraków, Olsztyn, Warszawa/,
Wojskowy zarząd Infrastruktury-Poznań,
Biuri Infrastruktury Specjalnej,
Terenowy Oddział Techniki Morskiej /pozostawić jedno stanowisko wojskowe: szef oddziału/,
Wojskowe Centrum Aktywizacji Zawodowej,
Wojskowe Biuro Badań Socjologicznych,
Wojskowe Biuro Badań Historycznych,
Muzeum Marynarki Wojennej,
Wojskowe Biuro Emerytalne /Poznań/,
Wojskowa Wytwórnoa Pieczęci,
Redakcja Czasopism Wojskowych,
Zespół redakcyjny Wojsk Lądowych,
Zespół redakcyjno-Wydawniczy,
1 OWT
2 OWT,
3 OWT,
4 OWT,
49 PWL,
Centralne Warsztaty Uzbrojenia i Elektroniki Lotniczej,
5 RWT,
9 RWT,
10 RWT,
12 RWT,
20 RWT,
21 RWT,
Laboratorium MPS Marynarki Wojennej,
Oddział Zabezpieczenia Warszawa,
Oddział Zabezpieczenia DGW,
Wojskowy Ośrodek Szkolenia Kondycyjnego Zakopane,
Ośrodek Reprezentacyjny WP w Helenowie,
Osrodek Rekracyjno-Kondycyjny w Omulewie,
Wojskowy Ośrodek Szkolenia Kondycyjnego w Mrągowie,
Pracownia Psychologiczna MW Gdynia,
Ośrodek Szkolenia Żeglarskiego Marynarki Wojennej,
Ogólnokształcące Liceum Lotnicze w Dęblinie,
Centralna Składnica MW
14 Składnica MW
35 Składnica MPS,
24 Składnica MW,
12 Składnica Żywnościowa MW,
9 Składnica Sprzętu Inżynieryjnego i Materiałów Wybuchowych MW,
Klub Wojsk Lądowych,
Kluby /POW, ŚOW, 2 KZ/
Klub Garnizonowy /Elbląg, Legionowo, Szczecin, Żagań, Bydgoszcz, Wrocław,
II. Jednostki Wojskowe do sformowania:
Wojskowy Dozór Techniczny - Delegatura w Bydgoszczy /wszystkie stanowiska cywilne/.
III. Jednostki Wojskopwe, w których zamienić stanowiska wojskowe na cywilne - ciąg dalszy nastąpi....

Nowości prawne

Państwo pomoże znaleźć pracę

Warunki korzystania przez żołnierzy i ich krewnych z pomocy rekonwersyjnej określa rozporządzenie opublikowane 19 czerwca 2009 r.
Chodzi o rozporządzenie Ministra Obrony Narodowej z dnia 9 czerwca 2009 r. w sprawie szczegółowych warunków i trybu korzystania przez żołnierzy zwolnionych z czynnej służby wojskowej, a także małżonków oraz dzieci pozostających na utrzymaniu żołnierzy, którzy zaginęli lub ponieśli śmierć w związku z wykonywaniem zadań służbowych, z pomocy w zakresie podnoszenia kwalifikacji, przekwalifikowania, doradztwa zawodowego lub pośrednictwa pracy (Dz. U. Nr 94 poz. 778).
Ww. pomoc to pomoc w zakresie podnoszenia kwalifikacji, przekwalifikowania, doradztwa zawodowego lub pośrednictwa pracy.
Ze wsparcia w zakresie doradztwa zawodowego uprawniony będzie mógł skorzystać w trybie porady indywidualnej. Udzieli jej dyrektor Centralnego Ośrodka Aktywizacji Zawodowej w Warszawie oraz kierownicy ośrodków aktywizacji zawodowej w Bydgoszczy, Gdyni, Krakowie, Lublinie, Olsztynie, Szczecinie i Wrocławiu.
Z pomocy w zakresie przekwalifikowania zawodowego lub podnoszenia kwalifikacji będzie można skorzystać w ośrodkach szkolenia oraz w instytucjach uprawnionych do prowadzenia kształcenia i szkoleń. Zainteresowanemu pokryte zostaną koszty za: szkolenia związane z przekwalifikowaniem zawodowym lub podnoszeniem kwalifikacji; przejazdy z miejsca zamieszkania do ośrodka szkolenia i z powrotem; noclegi w miejscu szkolenia.
Aby skorzystać z pomocy, zainteresowany będzie musiał złożyć - do dyrektora wojskowego biura emerytalnego, za pośrednictwem szefa wojewódzkiego sztabu wojskowego lub wojskowego komendanta uzupełnień - stosowny wniosek.
Koszty przejazdów i noclegów z miejsca zamieszkania zainteresowanego do ośrodka szkolenia i z powrotem pokrywa się, jeżeli przejazd odbywa się na odległość powyżej pięćdziesięciu kilometrów w jedną stronę - zapisano też w akcie. Ponadto, rozporządzenie nakłada na Dyrektora COAZ i kierowników OAZ obowiązek prowadzenia pośrednictwa pracy.

Opublikowana 19 czerwca 2009 r. rozporządzenie wejdzie w życie 3 lipca br.

Pracujący emeryt dostanie niższe świadczenia

Zmienią się zasady zmniejszenia wojskowej emerytury lub renty w przypadku osiągania przychodu z działalności podlegającej obowiązkowi ubezpieczenia społecznego.
Zmiany będą mieć znaczenie szczególnie dla tych emerytów i rencistów wojskowych, którzy posiadają niskie świadczenia. W sytuacji osiągania przychodu emerytura i renta będzie zmniejszona, nie więcej jednak niż o 25% jej wysokości.
W przypadku osiągania przychodu przekraczającego 70% przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia, nieprzekraczającego jednak 130% tej kwoty - świadczenia te będą zmniejszane o kwotę przekroczenia, nie większą jednak niż o 25% emerytury/renty.
Wynika to z ustawy z dnia 23 kwietnia 2009 r. o zmianie ustawy o zaopatrzeniu emerytalnym żołnierzy zawodowych oraz ich rodzin (Dz. U. Nr 95 poz. 785).

Opublikowana 19 czerwca 2009 r. nowela wejdzie w życie 4 lipca br.

++Kasa kościoła w Polsce++

Znalezione w sieci:

"363 zł kwartalnie !!! Dokładnie tyle płaci mój proboszcz dobrodziej, jako podatek od swoich dochodów. Ostatnio pewien uroczy wikary po cywilnemu tak mi zaimponował przy ruletce, że postanowiłem włożyć w to trochę wysiłku i dowiedzieć się jakie są źródła finansowania luksusowej konsumpcji części kleru. Pałacyki, wille, "siostrzenice", "siostrzeńcy", nocne kluby, limuzyny, ekskluzywne kurorty, ostentacja w szastaniu pieniędzmi. Niemożliwe, żeby źródłem finansowania była tylko taca od zubożałego społeczeństwa. No to skąd na to biorą ??? Trudny temat, ale na czasie, bo nie zauważyłem, żeby ktokolwiek porwał się na poważną próbę odpowiedzi na to pytanie. Powtarzają się tylko wpisy "opodatkować Kościół". Spróbójmy zatem na spokojnie zmierzyć się z tym tematem.

- 1 -
Taca. To oczywiste. Bez tego elementu żadna msza święta nie jest dość święta, żeby ją warto było odprawić. Poza tym dla zapewnienia wiernym stosownej motywacji tradycyjne 5 przykazań kościelnych udoskonalono w ten sposób, że bogobojny katolik może już balangować kiedy chce byleby dobrze dawał na tacę fachowcom.

- 2 -

Skarbony. Rozstawia się je w domach bożych tak gęsto, jak pewien ojciec dyrektor z Torunia podaje numer konta przez radio. Zastosowany pretekst nie ma znaczenia, bo i tak wszystko trafia do rąk proboszcza i tylko on wie, co się z tymi pieniędzmi dalej dzieje.

- 3 -

Zyski z wynajmowania nieruchomości. Po wejściu kleru do szkół państwowych zostało na przykład około 23 000 tak zwanych punktów katechetycznych. Dobrodzieje robią z tym co chcą. Mogą na przykład swoim lokalnym cywilnym kolaborantom z władz terenowych kazać organizować różnego rodzaju konferencje, szkolenia i tak zwane sesje wyjazdowe właśnie w tych lokalach. Cenę dyktuje dobrodziej i nikt nie śmie się targować. Wiele razy brałem udział w takich przymusowych spędach, więc wiem o czym mówię. Inni dobrodzieje nie krępują się zakładać w tych obiektach prywatnych hurtowni zarejestrowanych tak, żeby nie płacić podatków.

- 4 -

Zyski z inwestycji budowlanych typu Roma Office Center w Warszawie. W tym przykładzie inwestorem jest archidiecezja warszawska, która włożyła w to 24 miliony dolarów amerykańskich. W kościelnym wieżowcu mieszczą się również bary, restauracje, sklepy, punkty usługowe itp. Ogółem około 12 000 metrów kwadratowych świętej powierzchni. Działkę w centrum Warszawy kazali sobie dać praktycznie za darmo.

- 5 -

Zyski z działalności przemysłowej. Szczególnie przemysł poligraficzny. Poczytajcie o przewałach "Stella Maris". Masowy wyrób dewocjonaliów, świec, win ( niby, że mszalne ) itp. Doskonałe przebicie jest również na opłatkach.

- 6 -

Zyski z działalności handlowej. Na przykład własne księgarnie, sklepy z dewocjonaliami, wydawnictwa kościelne, kwieciarnie przy cmentarzach itp.

- 7 -

Zyski z działalności rolniczej. Wielu wiejskich proboszczów do dzisiaj posiada tak zwane prebendy i obrabia je wiejskimi parobkami, jak przed wojną. Trzeba przyznać, że od działalności rolniczej księża płacą podatek rolny.Ale za to otrzymuja milionowe dotacje z UE.

- 8 -

Zyski/straty z ogólnopolskich businessów Episkopatu lub biskupów. Przykład - fundusz emerytalny Arca Invesco. W tym przypadku czarni się przeliczyli. Powoływanie się w telewizyjnych reklamówkach na autorytet Episkopatu okazało się niewypałem i fundusz nie wytrzymał konkurencji.

- 9 -

Zyski z działalności nazwijmy to umownie "obszarniczej" . Przykład gospodarstwo Carol. Kościelny Caritas kazał sobie dać 1 300 hektarów państwowej ziemi razem z bezrobotnym miejscowym chłopstwem z Mierzyna i Wrzosowa. Ci biedni ludzie ( dawni pracownicy PGR-ów ) w praktyce są teraz całkowicie zależni od nowego pana, bo innej roboty nie ma.

- 10 -

Zyski z przedsiębiorstw wielobranżowych. Na przykład business turystyczny. Sam byłem kilka razy na tak zwanych pielgrzymkach autokarowych po Europie. Faktycznie były to normalne komercyjne trasy turystyczne ( częściowo fundował zakład pracy, więc się jeździło ). Dobrodzieje wskazywali cywilnym kolaborantom, do wycieczek których biur podróży powinien ze społecznych pieniędzy dopłacać katolicki urzędnik. Dla wyższych szarż były lepsze "pielgrzymki". Najlepsi w businessie turystycznym są ojcowie Pallotyni. Jak macie odpowiednio gruby portfel, możecie z nimi pielgrzymować na przykład po Amazonii.

- 11 -

Zyski z businessu oświatowego. Wiara nie jest nauką. Czarni natomiast kształcą swoje przyszłe kadry na koszt Ministerstwa Nauki ( czy jak tak ono się teraz oficjalnie nazywa ). W 2001 roku tylko KUL i PAT pociągnęły od Polski dokładnie 57 878 200 złotych, ciągną dalej i co raz więcej. Jest również trzecia pompa ssąca. Kiedyś nazywało się to Akademia Teologii Katolickiej. Zmieniono nazwę na Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego i już można doić, bo oficjalnie szkoła ma status uczelni państwowej. Podejmowane są liczne próby zakładania wydziałów teologicznych na różnych uczelniach państwowych.

- 12 -

Zyski z businessu cmentarnego. To dobry temat na specjalny wątek. Jeżeli ktoś ma czas i potrafi to zrobić, niech spróbuje oszacować dochodowość z jednego hektara cmentarza, tak jak to się robi w rolnictwie. Produkt jest inny, ale z ekonomicznego punktu widzenia zasada podobna. Gołym okiem widać jednak, że trudno sobie wyobrazić lepszy i pewniejszy interes. Ceny narzucane przez pasterzy i ich techniki marketingowe znacie, albo poznacie.

- 13 -

Zyski z prawdziwych darowizn. Kościół od otrzymanych darowizn nie płaci podatków. Prawdziwe darowizny ( w odróżnieniu od fikcyjnych ) najlepiej wychodzą wtedy, gdy mają formę dotacji i rozdaje się nie swoje pieniądze, ale spółek skarbu państwa. Spółka skarbu państwa to jest takie coś, że jeszcze tego nie sprywatyzowali, ale już przygotowali do dojenia, bo nadali postać spółki akcyjnej. Stanowiska prezesów i członków rad nadzorczych obsadza się zwykle z nadań politycznych a potem należy się odwdzięczyć. Przykład KGHM Polska Miedź S.A. Polityczni mianowańcy - w tym przypadku jeszcze z rozdania solidarnościowego - odwdzięczyli się w następujący sposób: Fundacja Świętego Antoniego z okazji festynu "Unieś mnie do góry" 300 000 zł. Parafia w Głogowie 450 000 zł. Jankowski ze Świętj Brygidy 450 000 zł. 3 razy po 50 000 zł dla diecezji legnickiej, zielonogórskiej, wrocławskiej, katowickiej. Katolickie Radio Plus z Legnicy i Katolickie Radio Głogów odpowiednio 8 100 i 5 000 zł miesięcznie. Kuria we Wrocławiu - samochód Audi A 8 za 196 000 zł bez VAT. Seminarium Duchowe we Wrocławiu 7 000 zł. Salezjańskia Organizacja Sportowa 150 000 zł. KGHM to tylko jeden przykład działalności cywilnych kolaborantów. Ile czarni wyciągnęli tą metodą w skali całej Polski prze 25 lat naszego pontyfikatu ? Ile ciągną obecnie ?

- 14 -

Zyski z fundowania dobrodziejom na koszt podatników 80 % składki emerytalnej, a misjonarzom na misjach, zakonnicom i zakonnikom klauzulowym i tak zwanym kontemplacyjnym 100 %. Też bym tak chciał. Niech inni co miesiąc składają się na moją przyszłą emeryturę, a ja będę siedział i kontemplował... Te pozostałe 20 % składki emerytalnej i wypadkowej, którą płacą wielebni i tak jest potrącana z osławionego dochodowego podatku ryczałtowego. Dochodowy podatek ryczałtowy to sztandar, którym wymachują księża, gdy ktoś im mówi, że wtrącają się do polityki a nie płacą podatków. Jeszcze do tego wrócimy.

- 15 -

Zyski z państwowych dotacji na kościelne zakłady opieki społecznej ( art. 22 ust.1 Konkordatu ) i zyski z państwowych dotacji na przedszkola, szkoły i inne placówki oświatowo - wychowawcze kościoła.

- 16 -

Zyski z urzędolenia. Najprostszej czynności służbowej kapłan katolicki nie wykona bez "karteczki", najlepiej w trzech kopiach i żeby na każdej były po dwie piecząteczki. Na każdym kroku płać i płać. Kolega opowiadał mi jak poszedł na "nauki przedmałżeńskie"...

DRUGA GRUPA - OFICJALNE DOCHODY KSIĘŻY

17. Śluby.
18. Pogrzeby.
19. Chrzty.
20. Kolędy.
21. Intencje mszalne.

22. Wypominki 1 i 2 listopada ( podobno 1/10 oficjalnych rocznych dochodów indywidualnych pochodzi z tego źródła ). Czarni dobrze wiedzieli po co wymyślili ludziom tak zwany czyściec, mimo że takiego słowa nie ma w Biblii.

23. Pensje dla kapelanów wojskowych, policyjnych, szpitalnych, więziennych, strażackich itp. wypłacanych przez Polskę. Kapelanów wojskowych jest obecnie w przybliżeniu 200. W 1999 roku ujawniony oficjalnie budżet orydynariatu polowego wynosił 13,1 miliona złotych. MON płaci również za kaplice. Naszych granic broni eskadra 250 zakonnic na etatach sierżantów... W 2000 roku każda z nich ciągnęła z budżetu 1200 złotych. Ile ich jest obecnie i ile teraz ciągną nie wiem, bo gdzie to sprawdzić ? Posługuję się takimi danymi, jakie udało mi się gdzieś znaleźć. Prawdziwych żołnierzy do szału doprowadza tak zwany numer na kapelana, związany ze służbowymi mieszkaniami dla oficerów, ale to już inna historia.

24. Drugi cyc nadstawia dobrodziejom Ministerstwo Zdrowia. Trudno powiedzieć ilu kapelanów u nich się pasie, bo liczba rośnie jak na drożdżach. Prawdopodobnie jest to około 2000 księży. W 1999 roku Rzeczypospolita podawała liczbę 1500 kapelanów szpitalnych, z tego około 1000 na etatach. Mniejsze cyce spontanicznie nadstawiają tacy krezusi jak policjanci, strażacy, funkcjonariusze więziennictwa itd. Powszechnie wiadomo, że pracownicy budżetówki są przepłacani, więc mogą sobie trochę poszastać...

25. Pensje dla katechetów ( czarnych i cywilnych ). Najpierw mieli uczyć religii w państwowych szkołach bezpłatnie, wszak mają powołanie i celem ich posługi jest zbawienie duszy niesmiertelnej Jasia i Małgosi. Teraz im już przeszło. Nie mam aktualnych danych, ale w 1999 roku pociągnąli od Polski około 600 milionów złotych łącznie ze składkami na ZUS !!! Instytut Statystyki Kk ujawnił, że w 1998 roku pensje katechetek i katechetów pobierało 36 000 fachowców z tego 17 757 "profi" i 18 381 amatorów.

TRZECIA GRUPA - ZYSKI Z OKRADANIA OJCZYZNY

26. Zyski z fikcyjnych darowizn: Do klasyki tego gatunku należy tak zwany "numer na księdza", który w pewnych kręgach stał się wręcz normą. Żeby się nie mądżyć powiem o co chodzi w najprostszych słowach. Jesteś dobrodziejem, lub jego cywilnym kolaborantem. Chcecie dorobić. Dobrodziej wystawia kolaborantowi zaświadczenie, że oto został obdarowany kwotą na przykład 100 000 złotych. Fiskus nie pobiera od dobrodzieja żadnego podatku, bo to ksiądz ( bo w teorii darowizna była na cele kultu religijnego ). Kolaborant odpisuje sobie od podstawy opodatkowania 100 000 zł, ale obecnie nie więcej niż 10 % rocznego dochodu, bo to szlachetny darczyńca. Za wystawienie fałszywego świadectwa dobrodziej wziął na przykład 10 000 zł. Całą zabawę finansuje Polska, która później nie ma na pielęgniarki i posiłki w szpitalach. Urzędnicy państwowi nie są głupi i oczywiście wiedzą o co chodzi. Właśnie dlatego, że nie są głupi siedzą cicho. Kto przy 18 % bezrobociu, mając dobrą państwową posadę zadrze z miejscowym dobrodziejem ? Skala okradania Polski przez duchownych z zastosowaniem tej techniki jest trudna do przeszacowania. Tygodnik Newsweek jakiś czas temu dopuścił się na księżach prowokacji dziennikarskiej i następnie wszystko opisał. Między innymi napisali, cytuję "Żaden duchowny nie odmówił nam współpracy w oszustwie". Wszyscy dobrodzieje chcieli wystawić poświadczenia, że otrzymali fikcyjne darowizny. Bóg w dekalogu coś wspominał, że nie będziesz dawał fałszywego świadectwa, czy jakoś tak, ale na pewno nie mówił tego poważnie...

27. Zyski z nadużywania zwolnień od ceł i akcyz od przedmiotów importowanych na cele kultu religijnego. Proceder przybrał tak gigantyczną skalę, że zrobiło się zbyt głośno i oficjalnie już im to trochę ukrócili. Najbardziej znane przykłady: Szajka z Rzeszowa w składzie ośmiu miejscowych proboszczów tylko przez jeden rok sprowadziła na cele kultu religijnego 92 luksusowe limuzyny i wpadła. Trio dobrodzieji z Lublina stuknęło Polskę na 400 000 złotych. Trzeba trafu. To akurat tyle, ile wynosi odszkodowanie zasądzone za dożywotnie kalectwo tej dziewczynki przygniecionej na cmentarzu parafialnym pewnego proboszcza. Kościół bezlitośnie procesuje się z kalekim dzieckiem. Przegrał już we wszystkich instancjach i dalej nie płaci. Ale ogólnie, gdyby się ktoś pytał ECCE HOMO. Alleluja i do przodu. Wszak nie na darmo Chrystus nauczał "sprzedaj wszystko co masz, pieniądze oddaj biednym i idź za mną". Gdybyście dobrodzieje faktycznie szli za Chrystusem, jak Was o to prosił, doszlibyście do łóżeczka tej dziewczynki, siedzieli na jego brzegu i czytali dziecku bajki Andersena. Jak można idąc za Chrystusem dojśc do willi proboszczów i pałaców biskupów, patrzeć sobie przez okno na ludzkie dramaty i liczyć pieniądze.

Na koniec sprawa najważniejsza: Koronnym argumentem kapłanów jest, że my to wszystko nie dla siebie..., my prowadzimy działalność charytatywną i to dlatego mamy takie przywileje. A otóż wielkie g... prawda !Na działalność charytatywną też dostajecie pieniądze z naszych podatków za pośrednictwem budżetu państwa !!! Na podstawie artykułu 14 ustęp 4 Konkordatu Polska musi kościelne zakłady opieki społecznej dotować dokładnie tak samo, jak państwowe. To samo dotyczy również szkół, przedszkoli i innych placówek oświatowo - wychowawczych Kościoła. Co najmniej 52 kościelne zakłady opiekuńczo lecznicze funkcjonują na państwowych pieniądzach z budżetu centralnego. Z budżetów wojewódzkich finansowane jest około 100 domów opieki społecznej, o których okoliczna ludnosć myśli, że to finansują księża. Za te pieniądze państwo mogłoby zatudnić normalne pielęgniarki i bez łaski. Poczciwi ludzie w Polsce są przekonani, że księża i zakonnice od ust sobie odmejmują i pomagają potrzebującym.

Drugim wielkim mitem jest dość powszechne przekonanie, że księża płacą normalne podatki. Gdybyśmy płacili Polsce takie podatki, jak oni, Polski już by nie było. Sprawę ich podatków reguluje ustawa z 20 listopada 1998 roku o zryczałtowanym podatku dochodowym (...) W największym skrócie wymiar tego podatku zależy od stanowiska ( proboszcz, wikary ), wielkości parafi i regionu Polski. Zamiast się z tym męczyć najlepiej po prostu zadzwonić do swojego Urzędu Skarbowego i zapytać. Moja parafia ma około 2000 mieszkańców. Proboszcz kwartalnie płaci dokładnie 363 złote, a wikary 307 złotych !!! Policzmy w prosty sposób: Mieszkam w wieżowcu - 12 kondygnacji po 4 mieszkania na jednym piętrze, razem 48 mieszkań. Przyszedł dobrodziej "po kolędzie". Wpuszczono go do 40 mieszkań. Średnio zgarną po 50 złotych. 40 x 50 = 2000 złotych, a on rocznie płaci Polsce 4 x 363 złote = 1452 złote tak zwanego dochodowego podatku ryczałtowego ! Ten podatek istnieje tylko po to, żeby mydlić oczy naiwnym ( do niedawna również mnie, bo nie miałem pojęcia, że tak to wygląda, dopóki nie napisałem tego postu ). Parafianka, która przed kościołem sprzedaje precle płaci Polsce więcej niż proboszcz dobrodziej. Za chwilę wyjdzie dobrodziej i ją opieprzy, że wybrała MIEĆ, a nie BYĆ, bo Kowalska dała na nowe ławki 150 a ona tylko 100.

Jeden z nielicznych uczciwych, mądrych księży Śp. Józef Tischner pisał cytuję: "Jeszcze nie widziałem nikogo, kto stracił wiarę czytając Marksa, za to widziałem wielu, którzy stracili ją przez kontakt z księżmi".
Moja wiara w Boga jest niezachwiana, ale Boże chroń nas przed Kosciołem ( takim jaki jest dzisiaj w Polsce ). "

!!!!!!!!!! WABENE !!!!!!!!!!

Jan Maria Jackowski
Dekomunizacja po polsku

Niedawno w Telewizji Polskiej, w cyklu "Errata do biografii", został wyemitowany wstrząsający film o Andrzeju Szczypiorskim (1924-2000). Ten pisarz osiągnął sukces jako partyjny intelektualista w czasach PRL, a po jej upadku jako uznany opozycjonista był szczególnie lansowany przez środowisko "Gazety Wyborczej", któremu służył w roli dyżurnego pogromcy "ciemnogrodu". Z filmu Grzegorza Brauna telewidzowie dowiedzieli się o dotąd prawie nieznanym obliczu nieżyjącego już literata, kreowanego na "wielkiego pisarza-moralistę" przez różowy salon, który ciągle ma ogromne wpływy i chce nadal utrzymać w Polsce "rząd dusz". Z dokumentów zgromadzonych w IPN dobitnie wynika, że Andrzej Szczypiorski swoją karierę zawdzięczał bezpiece, z którą przez lata współpracował i składał donosy nawet na własnego ojca. Puentę dopisało życie: w późniejszym okresie to syn pisarza, Adam, kontynuując rodzinną tradycję, też współpracował z SB i donosił na własnego ojca - donosiciela...

Jest to ponura i bolesna historia ilustrująca meandry i istotę demonicznego zła komunistycznego reżimu. Dla osób znających książkę Michała Grockiego "Konfidenci są wśród nas" z 1992 roku, film telewizyjny zapewne nie był zaskoczeniem. W tej publikacji jej autor pisał o "słynnym pisarzu", "głosicielu prawd moralnych", zarzucając mu współpracę z Ministerstwem Bezpieczeństwa Publicznego, a następnie SB, malwersacje finansowe na placówce dyplomatycznej w Danii. Tyle że dostęp do tej wiedzy był reglamentowany, bo książka była przemilczana i rozeszła się w niewielkim nakładzie. Co charakterystyczne, czujni redaktorzy "Gazety Wyborczej", którzy zazwyczaj z tak ogromną uwagą śledzą, co się w Polsce ukazuje, udawali, że fakty ujawnione przez Grockiego nie istnieją i do końca kreowali Szczypiorskiego na "wybitny autorytet moralny".
Takich ciemnych stron w życiorysach wielu osób do niedawna albo nadal aktywnych w życiu publicznym jest sporo. Chodzi nie tylko o jawną czy niejawną pracę lub współpracę z peerelowskim aparatem represji, ale także o uwiarygodnienie reżimu komunistycznego i nadawanie PRL pozoru normalnego państwa oraz zakłamywanie rzeczywistości. Ten rodzaj kolaboracji, który eufeministycznie bywa określany mianem "ukąszenia Heglem" czy "uwikłaniem w PRL", dotyczył przedstawicieli aparatu partyjnego i administracyjnego, władz oświatowych, ludzi gospodarki, sędziów, prokuratorów, przedstawicieli koncesjonowanych środowisk społecznych i wcale licznych ludzi nauki, kultury i sztuki, ludzi mediów i wielu innych środowisk społecznych oraz zawodowych.

Laboratorium kolaboracji
W przypadku środowisk opiniotwórczych - które dla propagandowego autoryzowania władzy komunistycznej miały szczególne znaczenie - swoiste laboratorium kolaboracji zainstalowano we Lwowie. Działalność organizowanej z perfidną premedytacją przez Sowietów V kolumny miała miejsce w mieście, które odegrało szczególną rolę w naszych dziejach (słynąc jako Leopolis semper fidelis) niemal natychmiast po zajęciu go przez Armię Czerwoną we wrześniu 1939 roku na mocy zdradzieckiego paktu Ribbentrop - Mołotow. Jesienią 1939 roku została sprowadzona do Lwowa grupa polskich komunistów. W ogromnej większości ludzie ci włączyli się aktywnie do polityki sowieckiego okupanta, podjęli pracę w aparacie przemocy i propagandy, stali się nadzorcami życia polskiego w okupowanym mieście. Dla niektórych późniejszych luminarzy peerelowskiej kultury i nauki współpraca z tajnymi sowieckimi służbami oraz kolaboracja z sowieckim okupantem były gwarantem ich sukcesów i nagrodą za wierność. Tak naprawdę oznaczały zdradę na rzecz nieprzyjaciela, który nie wyzwolił naszego kraju, ale go podbił, a następnie przez dziesiątki lat okupował.
Kolaboracją z Sowietami zajmowali się zresztą nie tylko komuniści. "Zgodnie z linią polityczną - pisał w swoich wspomnieniach 'Jestem z lwowskiego etapu' Kazimierz Żygulski - zainicjowaną w latach trzydziestych przez Stalina szczególna rola przypadła związkom twórczym łączącym ludzi kultury, przede wszystkim Związkowi Literatów. To właśnie pisarze polscy, którzy zdecydowali się na polityczną współpracę z okupantem, mieli do odegrania szczególną rolę. Jako 'inżynierowie dusz ludzkich' mieli pozyskać Polaków, przede wszystkim bardzo liczną we Lwowie inteligencję, do współpracy z nowym systemem. W sumie w ciągu dwudziestu dwu miesięcy radzieckiej okupacji Lwowa po raz pierwszy na ziemiach polskich wprowadzono zbiór reguł postępowania, który później, zwłaszcza w sferze kultury, nazwany został stalinizmem. W 1944 roku przenieśli go - w zmienionych historycznie okolicznościach - do Lublina i Warszawy ci sami ludzie, którzy na moich oczach tworzyli ten system w okupowanym Lwowie w latach 1939-1941".
W ten sposób Lwów - w którym okupanci sowieccy (1939-1941 i po 1944 r.) na przemian z niemieckimi (1941-1944) podsycali antagonizmy polsko-ukraińskie - stał się poligonem doświadczalnym totalitarnej władzy, która posługiwała się szantażem, a promowała uległość, służalczość, donosicielstwo, lansowanie "słusznej ideologicznie" miernoty. Stosowała zasadę kija i marchewki: piewców narzuconego siłą systemu sowicie wynagradzała, a krytyków surowo karała więzieniem, zsyłkami i śmiercią. Jerzy Putrament pisał o tamtym okresie swojego życia we Lwowie: "Ambicją moją jest zasłużyć w całej pełni na zaszczytny tytuł pisarza radzieckiego". To pragnienie "zasłużenia" było rzeczywiście olbrzymie, skoro nie zostało ostudzone nawet przez wywózkę całej rodziny pisarza w głąb ZSRS. Stanisław Jerzy Lec nie protestował przeciwko delegacji mającej wręczyć Stalinowi petycję z postulatem włączenia połowy Polski do ZSRS. Na łamach "Czerwonego Sztandaru" w grudniu 1939 roku uznał Józefa Wissarionowicza Stalina za ojczyznę "co to od Kamczatki po szynach pędzi aż po San, którą jak mleka pełny dzban podają dzieciom czułe matki".
O tym, jak obcy i narzucony siłą sowieckich bagnetów system miał wyglądać w praktyce, mogli się przekonać Polacy nazajutrz po tym, jak 3 stycznia 1944 roku oddziały I Frontu Ukraińskiego Armii Czerwonej przekroczyły koło Sarn granicę polsko-sowiecką z 1939 roku. Władze sowieckie z właściwą sobie butą nie poinformowały o tym fakcie legalnie działającego rządu RP w Londynie. Zaczęły wprowadzać własne porządki i prawa. Po kilku miesiącach powołały własną satelicką administrację pod nazwą Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego. Polska wkroczyła w kolejny, bardzo trudny etap swych burzliwych dziejów, który był konsekwencją zawieranych w latach 1943-1945 teherańsko-jałtańsko-poczdamskich układów między wielkimi mocarstwami. Następowała bezwzględna sowietyzacja Polski. Więzienia i obozy pracy były wypełniane akowskimi bohaterami niedawnej walki o wolność i ludźmi, których arbitralnie uznano za "wrogów klasowych". Polityczne mordy, tortury, wszechobecna bezpieka były stałymi elementami zmasowanego terroru. W dzień i w nocy każdy mógł spodziewać się śmierci, aresztowania, osądzenia za "zdradę", "spisek", ukrywanie pochodzenia, praktykowanie wiary, posiadanie majątku, niewłaściwe poglądy, rodzinę za granicą. Tak wygląda realizacja ponurego hasła: "Dajcie człowieka, a paragraf się znajdzie". Posługując się terrorem, huraganową indoktrynacją i propagandą, partia komunistyczna ujednolica wszelkie przejawy życia do "jedynie słusznych" sowieckich wzorców. Polska w okresie stalinowskim przypominała sowiecką republikę i nie bez przesady nazywana była "17. republiką", a narodowa spuścizna i tradycja mogące zagrozić rewolucji komunistycznej były bezwzględnie tępione.
Przez cały okres swego istnienia Polska Ludowa była całkowicie kontrolowana przez Polską Zjednoczoną Partię Robotniczą, która choć mieniła się "przewodnią siłą narodu" i działała w imieniu "ludu pracującego miast i wsi", wcale nie działała w interesie i na rzecz ludzi pracy. Kastowy i hierarchiczny system PRL oparty był na głębokiej dyskryminacji ekonomicznej, politycznej, społecznej ludzi bezpartyjnych, którzy byli "obywatelami II kategorii". Byli "równi" i "równiejsi", a czerwona legitymacja PZPR dawała liczne profity i przepustkę do lepszego materialnie życia. I niektóre przywileje, na przykład specjalne emerytury, przetrwały okres transformacji. Co charakterystyczne - bo faktycznie były różne podokresy PRL (stalinizm, gomułkowszczyzna, gierkizm, epoka Jaruzelskiego) - cechy immanentnie związane z totalitarnym reżimem były stałe, zmieniała się natomiast forma kontroli i represji z "bardzo twardej" w stronę "bardziej miękkiej", choć prześladowania dekady stanu wojennego w wielu przypadkach przypominały okres stalinowski.
Przez cały czas trwania PRL było ono satelickim państewkiem ZSRS całkowicie podporządkowanym "imperium zła". Znamienne, że to uzależnienie od Moskwy formalnie do peerelowskiej konstytucji zostało wprowadzone już w czasach nieźle wspominanego przez wielu Polaków "socjalizmu z ludzką twarzą" Gierka, a nie za stalinowca Bieruta. 10 lutego 1976 roku Sejm PRL przegłosował, że Polska jest państwem socjalistycznym (w miejsce dotychczasowego określenia - państwo demokracji ludowej), a PZPR - przewodnią siłą społeczeństwa w budowie socjalizmu, PRL zaś w swej polityce umacnia przyjaźń i współpracę ze Związkiem Socjalistycznych Republik Radzieckich i innymi państwami socjalistycznymi.

Dekomunizacja a lustracja
Świadoma kolaboracja, niekiedy mylnie określana mianem "kompromisu" czy poszukiwaniem "mniejszego zła", była udziałem wielu, którzy w czasach PRL pełnili rolę "inżynierów dusz", a następnie stawali się "autorytetami moralnymi". Dla środowisk, które pozycję swoich luminarzy budują na "zmowie milczenia" i "grubej kresce", ujawnianie ukrywanej przez lata prawdy jest "przejawem działalności szwadronów lustracyjnych", "szargania pamięci ludzi zasłużonych" czy "niszczenia wizerunku III RP". Tymczasem przywracanie normalności postępuje z oporem i jak dotąd - mimo wielu wysiłków zwolenników ujawniania prawdy o przeszłości - obiektywnie należy stwierdzić, że ciągle jesteśmy na początku tego procesu, a to za przyczyną dominującej dotąd w naszym życiu publicznym michnikowszczyzny, czyli ideologii realnego postkomunizmu. Należy zwrócić uwagę, że upadek komunizmu miał miejsce w wyniku świadomych decyzji i działań służb specjalnych, stanowiących główny instrument totalitarnej władzy. Dlatego w sposób naturalny ludzie dawnej elity władzy, związani ze służbami, wzięli udział w budowie nowego ustroju i odcisnęli swoje piętno na funkcjonowaniu III RP. Okrągły Stół, czyli akt założycielski III RP, w swojej filozofii sankcjonował powszechną amnezję, "grubą kreskę" i ochronę interesów postkomunistów.
Doświadczenia po 1989 roku wskazują, że jakość struktur wolnego państwa jest w istotny sposób uzależniona od sposobu rozliczenia się z totalitarną przeszłością. Tymczasem rok 1989 nie stał się cezurą, która dogłębnie oceniała i zamykała miniony okres. Nie nastąpiło zadośćuczynienie za wyrządzone krzywdy, nie dokonała się elementarna sprawiedliwość. Sprzeciw Polaków przeciwko totalitarnej władzy był bezprecedensowy na skalę całego bloku komunistycznego. Nasz kraj miał zatem szczególny tytuł, by być dla innych krajów "demokracji ludowej" liderem działań rozliczających komunistyczne dziedzictwo. Jednak tak się nie stało, a zaniechania, świadkami których jesteśmy w Polsce, są nie tylko przyczyną zjawisk patologicznych w życiu politycznym, społecznym i gospodarczym Rzeczypospolitej, ale powodują także zamęt ideowy, chaos aksjologiczny. I dziś nie dla każdego jest już jasne, kto jest katem, a kto ofiarą.
Dekomunizacja bywa często mylona z lustracją. Choć obie sprawy dotyczą pozostałości po komunistycznej przeszłości i jej konsekwencji dla teraźniejszości oraz są ze sobą nierozłącznie związane, to oznaczają co innego. Lustracja jest definiowana jako zbadanie przeszłości osób zajmujących funkcje publiczne oraz określone stanowiska w sferze politycznej, gospodarczej i społecznej celem ustalenia, czy były one funkcjonariuszami lub tajnymi współpracownikami komunistycznych służb specjalnych.
W konsekwencji fakt ten podaje się do wiadomości publicznej lub nie, w zależności od tego, czy dana osoba wycofa się z życia publicznego lub poda do dymisji. Zakaz sprawowania określonych funkcji przez byłych pracowników i współpracowników służb specjalnych nie dotyczy parlamentarzystów, ale ich mandat może być wygaszony, jeśli zataili prawdę w swoim oświadczeniu lustracyjnym, a tak zwane kłamstwo lustracyjne niezawisły sąd potwierdzi prawomocnym wyrokiem.
Dekomunizacja to zakaz sprawowania określonych funkcji publicznych i zajmowania określonych stanowisk w sferze politycznej, gospodarczej i społecznej przez funkcjonariuszy ustroju komunistycznego, a ściślej mówiąc, przez przedstawicieli nomenklatury partyjnej. Dekomunizacja to systemowe zerwanie z komunistyczną przeszłością. Oznacza rozliczenie polityczne, historyczne i prawne okresu PRL oraz ustawowy zakaz sprawowania funkcji publicznych przez wysokich funkcjonariuszy partii komunistycznej i jej aparatu przymusu. Dekomunizacja ma jednak także głębszą warstwę, dotyczy bowiem oceny moralnej przeszłości i rzetelnej oceny, czym była PRL i w jaki sposób jej aparat sprawował swe totalitarne rządy. Jednak wszelkie projekty ustaw oraz próby działania w tym kierunku wywołują ogromne spory i dyskusje.
Przeciwnicy dekomunizacji zarzucają ahistoryczne i aspołeczne myślenie, bo "takie były czasy" i trzeba było coś robić. Twierdzą, że dekomunizacja - to stosowanie odpowiedzialności zbiorowej, łamanie praw człowieka oraz rażąca sprzeczność z duchem europejskiej cywilizacji. Uznanie Służby Bezpieczeństwa za organizację przestępczą nie ma nic wspólnego z przypisywaniem komukolwiek kolektywnej winy. Funkcjonariuszem aparatu przymusu i represji zostawało się nie z powodu przymusu, pochodzenia społecznego czy koloru oczu, ale na mocy własnej, indywidualnej i świadomej decyzji. Każdy człowiek ponosi odpowiedzialność za swoje czyny, dlaczego esbecy mieliby być uprzywilejowani i uwolnieni od tej odpowiedzialności? Przeciwnicy dekomunizacji często podważają fakt, że PRL była krajem kadłubowej, koncesjonowanej państwowości. Twierdzą - wbrew faktom - że PRL nie była atrapą, tworem wasalnym całkowicie uzależnionym od ZSRS.
Tymczasem jest zupełnie odwrotnie. Wystarczy odrobina wiedzy historycznej, by zdać sobie sprawę, że PRL spełniała oczywiście niektóre funkcje państwa, ale atrybuty niezależności i suwerenności były pozorne i fasadowe. Były redaktor naczelny "Trybuny" Wiesław Dębski, broniąc tezy o samodzielności PRL, napisał przekornie na łamach "Rzeczpospolitej": "To nie była republika radziecka, lecz państwo-członek ONZ, w którym funkcjonowały ambasady obcych państw". Formalnie tak, ale co z tego? Przypomnijmy, że w PRL nie było wolności religijnej, wolności słowa i zgromadzeń, przestrzegania praw człowieka, władzy pochodzącej z demokratycznych wyborów, własnej polityki zagranicznej, armii podległej autonomicznym ośrodkom krajowym i wielu innych atrybutów niepodległego państwa. To, że Służba Bezpieczeństwa oprócz rozpracowywania oraz prześladowania opozycji i Kościoła zwalczała też przestępczość zorganizowaną, a PKP nie tylko miały być ważnym elementem logistycznym inwazji na Europę Zachodnią, ale woziły też ludzi i towary, nie oznacza, że było to normalne państwo. Ocena peerelowskiej rzeczywistości nie polega na odrzuceniu wszystkiego, co się wówczas działo, ale chodzi o odcedzenie dobra od zła i nieobarczanie wolnej Rzeczypospolitej dziedzictwem, które nadal obciąża Polskę.

Model niemiecki i czeski
Nierozliczenie tej przeszłości to milcząca zgoda na to, że sprawiedliwość i prawda, które stanowią fundament naszej cywilizacji, stają się pustymi sloganami. Dlatego przykład denazyfikacji Niemiec po II wojnie światowej, a w czasach nam bliższych dekomunizacja dokonana w Niemczech, mogą stanowić przykład postępowania w sytuacji odchodzenia od totalitarnego systemu, który nie tylko zniewalał, ale także zabijał i niszczył. Co więcej, ostatnio nawet nad Renem, na co zwracał uwagę Robert Krasowski na łamach "Rzeczpospolitej", ubolewa się, że Republika Federalna wyraźniej nie potępiła Stasi jako organizacji zbrodniczej, tym bardziej że dawni funkcjonariusze enerdowskich służb bezpieczeństwa ostatnio odzyskali animusz, organizują spotkania, publikują książki i zakładają stowarzyszenia o ładnie brzmiących nazwach, oczywiście powołując się na prawa obywatelskie, prawa człowieka i zasady praworządnego państwa. Wywołuje to oburzenie opinii publicznej, coraz bardziej zaniepokojonej, że zaciera się pamięć o tym, czym w istocie był komunistyczny reżim.
To wszystko się dzieje pomimo tego, konkluduje Krasowski, że w Niemczech środkami prawnymi i politycznymi dokonano dekomunizacji i lustracji w stopniu, o jakim w Polsce nawet nie myślano. Po 1990 roku nie było tam miejsca dla byłych sekretarzy partii i byłych oficerów służb bezpieczeństwa wśród elit politycznych. Już w traktacie zjednoczeniowym przewidziano możliwość zwolnienia oficerów i współpracowników Ministerstwa Bezpieczeństwa oraz funkcjonariuszy partyjnych z administracji państwowej. Sprawdzeniu poddano całą służbę cywilną, łącznie z uniwersytetami i szkolnictwem. I mimo że po piętnastu latach proces ten wydawał się prawie zakończony, w grudniu ubiegłego roku okres obowiązywania prawa umożliwiającego dostęp do akt oraz wyznaczającego zasady sprawdzania urzędników i pracowników przedłużono o dalsze pięć lat. Funkcjonariuszom SED i służby wysokiego szczebla odebrano przywileje emerytalne. Oczywiście nikt w Europie nie pisał wówczas, że chodzi o maccartyzm i polowanie na czarownice. Wręcz przeciwnie - takie działania uznano za oczywiste.
U innego naszego sąsiada - w Czechach - ustawa została przyjęta 4 października 1991 roku. Uchwalona początkowo na okres pięciu lat została następnie przedłużona na następne pięć lat. Objęła zarówno funkcjonariuszy i współpracowników tajnych służb, jak i przedstawicieli komunistycznej nomenklatury, a więc wprowadziła dekomunizację. Osoby, które w okresie od 25 lutego 1948 roku do 17 listopada 1989 roku były: sekretarzami partii komunistycznej od poziomu komitetu powiatowego lub jemu równego wzwyż, członkami biur tych komitetów, członkami Komitetu Centralnego lub biura kierującego pracą partyjną na terytorium Czech (z pewnymi wyjątkami), nie mogą zajmować funkcji pochodzących z wyboru, mianowania lub z ustawy w organach kierowniczych państwa, armii (funkcje odpowiadające stopniowi pułkownika, generała i attaché wojskowego), w policji, w służbach specjalnych, w kancelariach: prezydenta, parlamentu, rady ministrów, Sądu Konstytucyjnego i Sądu Najwyższego, w Prezydium Akademii Nauk, w radiu, telewizji i agencji telegraficznej, funkcji kierowniczych w przedsiębiorstwach i organizacjach państwowych (chodzi m.in. o funkcje akademickie pochodzące z wyboru i zatwierdzane przez senat uczelni), spółkach akcyjnych, w których głównym akcjonariuszem jest państwo, w centralach handlu zagranicznego, na kolei państwowej, w państwowych funduszach i organizacjach finansowych, w Banku Narodowym.
Żadna z tych osób nie może być także sędzią, ławnikiem, prokuratorem, śledczym w prokuraturze, notariuszem i arbitrem państwowym lub kandydatem na te stanowiska. Obywatel ubiegający się o daną funkcję lub urząd składa deklarację, którą sprawdza specjalna komisja MSW. Musi ona zdecydować w ciągu 60 dni, czy obywatel należał do jednej z kategorii objętych ograniczeniami. Jeśli okaże się, że tak, ale był represjonowany i został zrehabilitowany zgodnie z ustawą numer 119 z 1990 roku o rehabilitacji sądowej, wówczas nie podlega ograniczeniom. Paragraf ten jest odpowiedzią na zarzuty, jakoby dekomunizacja oznaczała, że ludzie zasłużeni dla walki z komunizmem, którzy poprzednio sami go budowali, musieli zostać automatycznie wykluczeni z życia politycznego.
Tymczasem w Polsce ideolodzy realnego postkomunizmu uprawiają sofistykę i semantyczną ekwilibrystykę. Szachują opinię publiczną, twierdząc, że każdy, kto w czasach PRL pił wodę z kranu, kolaborował z systemem, a dekomunizacja oznacza "odwet" i "polowanie na czarownice" oraz na przykład konieczność rozbiórki Centralnej Magistrali Kolejowej łączącej Warszawę ze Śląskiem, którą wybudowano w czasach gierkowskich. Zazwyczaj zwolennicy tej szkoły myślenia lubią podkreślać osiągnięcia PRL, pomijając przy tym milczeniem fakt zwiększającego się wówczas zacofania cywilizacyjnego i technologicznego w stosunku do Europy Zachodniej. Bazują na "poczuciu bezpieczeństwa" i "sentymencie za państwem opiekuńczym", z tak zwaną bezpłatną służbą zdrowia, wczasami, pełnym zatrudnieniem i zasadą: "Czy się stoi, czy się leży, dwa tysiące się należy". Przywołują nostalgię za epoką gomułkowskiej "małej stabilizacji" oraz gierkowskim modelem dobrobytu z M3, maluchem i kolorowym telewizorem oraz pomarańczami i od czasu do czasu Coca Colą, negując lub mistyfikując faktyczny obraz tego, czym była Polska Rzeczpospolita Ludowa.

Z dziejów dekomunizacji w III RP
W roku 1992 w programie Szczepana Żaryna emitowanym w Telewizji Polskiej "Dekomunizacja po polsku" senator Ryszard Bender określił Jerzego Urbana mianem "Goebbelsa stanu wojennego". Znany z cynizmu i prowokacyjnych działań rzecznik rządu z czasów Jaruzelskiego poczuł się owym porównaniem obrażony i złożył pozew sądowy. Zaczął się jeden z najdłuższych seriali sądowych w III RP. Różne instancje badały po kilka razy sprawę przez trzynaście lat i wydawały wyroki korzystne raz dla jednej, raz dla drugiej strony. Wreszcie w 2005 roku, po czterech podejściach, Sąd Najwyższy wydał ostateczne postanowienie utrzymujące wyrok Sądu Apelacyjnego w Lublinie z października 2004 roku. Wtedy to stwierdzono, że Bender miał prawo porównywać Urbana do Goebbelsa w zakresie stylu uprawianej propagandy.
Cała ta sprawa obrazowo oddaje problem dekomunizacji w Polsce i stan państwa. Po osiemnastu latach od Okrągłego Stołu nadal w naszym kraju nie doszło do rozliczenia się z przeszłością, choć takie próby były podejmowane, a dekomunizacja i lustracja znalazły się w programach wyborczych kilku partii, które na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat rządziły w Polsce. I nadal nie wiadomo, kto zniewalał Polskę, kto zdradził, kto odpowiada za wymordowanie tysięcy patriotów, za uwięzienie dziesiątek tysięcy, za terror, za deptanie praw człowieka, spustoszenia cywilizacyjne, rujnowanie gospodarki, za beznadziejną, upokarzającą egzystencję kilku pokoleń Polaków, za polityczne zabójstwa, za cenzurowanie polskiej kultury, za prześladowanie Kościoła, za upodlenie Narodu, za życie w kłamstwie.
Przyczyn jest wiele. Lecz jedna zasadnicza - stanowcze działania ponadpartyjnego lobby antylustracyjnego wzmocnionego kontraktem Okrągłego Stołu i współpracą "oświeconych elit" z kręgu "liberałów partyjnych" (byłej PZPR) i tak zwanej lewicy solidarnościowej (nierzadko też byłej PZPR, a następnie ROAD, UD, UW), zwolenników "grubej kreski". Poza tym część przywództwa "Solidarności", tzw. ugodowa, zdecydowała się na usankcjonowanie bezkarności komunistów, uwłaszczenie nomenklatury i zagwarantowanie jej uprzywilejowanej pozycji w życiu politycznym i gospodarczym. W ten sposób powstające inicjatywy legislacyjne były neutralizowane i został utracony najlepszy okres do przeprowadzenia tego procesu zaraz po 1989 roku.
Poza tym w mediach (w których cały czas wpływy zachowali ludzie bezpośrednio lub rodzinnie związani z obozem komunistycznym, nierzadko o rodowodzie stalinowskim) programowo dezawuowano i ośmieszano ideę dekomunizacji. Symptomatyczna była działalność publicystyczna Lesława Maleszki, przez lata wpływowego redaktora i autora tekstów na łamach "Gazety Wyborczej", znanego przeciwnika lustracji i dekomunizacji. Okazał się on wyjątkowo gorliwym donosicielem SB sugerującym bezpiece przyjęcie ostrzejszej polityki względem działaczy opozycji. I choć po skandalu związanym z jego zdemaskowaniem w listopadzie 2001 roku został wycofany z pierwszej linii, to nadal pracuje w "GW". Nośne było hasło "wybierzmy przyszłość" (A. Kwaśniewski), mówiono o konieczności narodowego pojednania i przebaczenia (ale jednostronnego, bo odpowiedzialni za PRL wcale nie uważali się za winnych czegokolwiek), o tym, że "wszyscy są współwinni za PRL" (teza A. Michnika i A. Szczypiorskiego). Zachwycano się polskim modelem "bezkrwawej rewolucji" i faktem, że odpowiedzialni za zbrodnie komunistyczne gen. W. Jaruzelski i gen. Cz. Kiszczak zainicjowali tak zwane pokojowe przemiany 1989 roku. Nierzadko lansowano jako czołowych dekomunizatorów osoby, które uprawiały operetkowy antykomunizm i swoimi publicznymi wypowiedziami i wystąpieniami kompromitowały ideę dekomunizacji. Wpajano przekonanie, że dekomunizacja oznacza chęć odwetu i jest synonimem nieudacznictwa; jest elementem walki politycznej i lepiej "zajmijmy się gospodarką i realnymi problemami".
Mimo tej gigantycznej kampanii antydekomunizacyjnej i antylustracyjnej pojawiały się konkretne inicjatywy legislacyjne. Warto wspomnieć o kilku z nich. Pierwsza, historyczna debata dekomunizacyjna odbyła się podczas I kadencji Sejmu RP 31 stycznia 1992 roku nad projektem ustawy o restytucji niepodległości, jaki złożył Klub Parlamentarny Konfederacji Polski Niepodległej. Rozdziały 5 i 6 zajmowały się kwestią dekomunizacji. Projekt został odrzucony, co znamienne, również głosami przedstawicieli partii nawiązującej do tradycji narodowej i chrześcijańskiej, mającej w swoim programie dekomunizację. W Senacie II kadencji, 28 lipca 1992 roku, a więc tuż po obaleniu rządu Jana Olszewskiego, trwały prace nad projektem ustawy przygotowanym przez grupę senatorów (w tym sen. Piotra Ł. Andrzejewskiego) o warunkach wstępnych zajmowania niektórych stanowisk w Rzeczypospolitej Polskiej. W uzasadnieniu projektu podkreślano, że chodzi o poczucie sprawiedliwości i troskę o bezpieczny rozwój demokracji w Polsce. Jego intencją było, aby nie dopuścić do stanowisk kierowniczych w państwie ludzi, którzy kreowali struktury państwa totalitarnego.
W myśl proponowanych rozwiązań ludzie z nomenklaturową przeszłością tracili jedynie okresowo prawo do sprawowania najważniejszych urzędów. Za to, że w przeszłości współuczestniczyli w kreowaniu antydemokratycznego modelu państwa, mieli ponieść jedynie odpowiedzialność polityczną. Po dramatycznej całodniowej debacie projekt został przyjęty przez Senat minimalną większością, przy 41 głosach za, 38 głosach przeciwnych i 2 głosach wstrzymujących się. Następnie trafił do Sejmu, ale tam nie zakończono nad nim prac legislacyjnych, gdyż parlament został rozwiązany, a wybory we wrześniu 1993 roku wygrali postkomuniści, którzy przejęli rządy w Polsce.
Po raz kolejny Sejm zajmował się ustawą dekomunizacyjną przygotowaną przez posłów AWS 22 października 1999 roku. W tym projekcie proponowano, aby peerelowscy działacze wysokiego szczebla nie mogli przez 10 lat zajmować wysokich stanowisk w państwie. Notable ci zostali w ustawie wymienieni, chodziło głównie o sekretarzy partii wszystkich szczebli, szefów administracji PRL, poczynając od wojewodów, prezesów NIK, Sądu Najwyższego, a także esbeków, kadrę dowódczą wojska. Zakaz sprawowania kierowniczych stanowisk przez 5 lat miał dotyczyć: etatowych pracowników politycznych PZPR, rektorów wyższych uczelni partyjnych, naczelnych redaktorów kilku partyjnych czasopism, szefów telewizji, radia i agencji informacyjnych. Sankcje nie obejmowałyby kandydowania do parlamentu czy ubiegania się o urząd prezydenta. Tak naprawdę chodziło więc nie tyle o karanie, co publiczne potwierdzenie, ważne zwłaszcza dla ludzi młodych, że system komunistyczny jest odpowiedzialny za niszczenie Narodu i całkowite podporządkowanie państwa i gospodarki interesom Moskwy. Projekt ustawy został odrzucony głosami nie tylko SLD oraz PSL, co było oczywiste, ale posłów Unii Wolności i Aleksandra Halla, członka Klubu Parlamentarnego AWS ze Stronnictwa Konserwatywno-Ludowego, uważanego za forpocztę unijną. Nie wzięło ponadto udziału w głosowaniu lub wstrzymało się od głosu ponad 20 posłów AWS, z ówczesnym premierem i marszałkiem na czele. To głosowanie już wówczas wywołało komentarze o dryfowaniu AWS, które, jak wiadomo, skończyło się klęską wyborczą tej formacji w wyborach parlamentarnych 2001 roku.
W Sejmie IV kadencji (2001-
-2005), w czasach rządów Leszka Millera i Marka Belki oczywiste było, że ustawa dekomunizacyjna nie ma szans. Liga Polskich Rodzin złożyła jednak jako demonstrację projekt ustawy dekomunizacyjnej, który nie został w Sejmie poddany nawet pierwszemu czytaniu. Dekomunizacja - według założeń LPR - to pozbawienie prawa pełnienia funkcji publicznych przez osoby, które od 21 lipca 1944 roku do 1 lipca 1989 roku, "w czasie komunistycznej dyktatury", "sprzeniewierzyły się interesom Narodu Polskiego".
W projekcie chodziło m.in. o osoby zajmujące stanowiska w Polskiej Partii Robotniczej i Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, w aparacie partyjnym, szkołach partyjnych oraz redakcjach i wydawnictwach partyjnych. 10 lat dekomunizacji objęłoby m.in. pierwszego sekretarza i członków Komitetu Centralnego, członków i zastępców Biura Politycznego, pierwszych sekretarzy komitetów wojewódzkich, powiatowych, miejsko-gminnych, miejskich i dzielnicowych, członków komisji rewizyjnych. 5 lat dekomunizacji dotyczyłoby rektorów i wykładowców Wyższej Szkoły Nauk Społecznych, Instytutu Podstawowych Problemów Marksizmu-Leninizmu oraz Akademii Nauk Społecznych, jak również redaktorów naczelnych m.in. "Głosu Ludu" czy "Trybuny Ludu".
Dziesięcioletniej dekomunizacji - zgodnie z propozycją LPR - podlegaliby też przewodniczący, jego zastępcy oraz członkowie Rady Państwa, prezesi oraz wiceprezesi Rady Ministrów, ministrowie, wojewodowie, prezesi i wiceprezesi NIK, prokuratorzy generalni, zastępcy, prezesi Sądu Najwyższego. Zakaz piastowania funkcji publicznych na 10 lat objąłby też tych, którzy pracowali, służyli lub tajnie współpracowali z organami bezpieczeństwa; osoby, które zajmowały wysokie stanowiska w Ludowym Wojsku Polskim; na 5 lat - redaktorów naczelnych oraz członków zarządów w Polskim Radiu, polskiej telewizji oraz Polskiej Agencji Prasowej. W projekcie proponowano 12-osobową komisję, powoływaną zgodnie z propozycją Ligi przez rzecznika interesu publicznego, która w razie wątpliwości ustalałaby, czy osoba zajmowała dane stanowisko, oraz prowadziłaby archiwum.

Lustracja i deubekizacja w IV RP
Po wyborach parlamentarnych i prezydenckich 2005 roku zaistniała nowa sytuacja. Dekomunizacja - co było niewątpliwie wzmocnione przez reakcję na pełne afer 4-letnie rządy SLD - była jednym z głównych motywów kampanii. Kilka partii politycznych obiecywało wyborcom przeprowadzenie dekomunizacji i przecięcie patologicznych układów na styku polityki, mediów, gospodarki, służb specjalnych zakorzenionych jeszcze w peerelowskiej rzeczywistości. Obiecywano obywatelom między innymi ustawowe pozbawienie byłych funkcjonariuszy bezpieki i byłych członków aparatu PZPR przywilejów, rozliczenie afer i grabieży mienia publicznego, wnioski do Trybunału Stanu wobec winnych z najwyższego kręgu władzy.
Jesienią 2005 roku doszło do sytuacji, że po raz pierwszy od 1989 roku formacje antykomunistyczne uzyskały większość w Sejmie, a prezydentem został polityk, który w przeszłości opowiadał się za ustawą dekomunizacyjną i przez ostatnie kilkanaście lat niezmiennie akcentował swój antykomunizm. Wiele osób miało nadzieję, że po latach sporów, zaniechań, wykrętów i matactw wejdą wreszcie w życie regulacje prawne mające przeciwdziałać zamazywaniu prawdy o PRL i zacieraniu różnic między osobami pokrzywdzonymi a tymi, które były prześladowcami w czasach totalitarnego systemu.
Mijały miesiące, ale realizacja tych postulatów nie następowała. Co prawda już w listopadzie 2005 roku Liga Polskich Rodzin złożyła do marszałka Sejmu projekt ustawy o dekomunizacji życia publicznego bazujący na projekcie z poprzedniej kadencji, jednak do tej pory nie został on skierowany nawet do pierwszego czytania. Dochodziły sygnały, że w PiS nad projektem ustawy dekomunizacyjnej pracuje sen. Piotr Ł. Andrzejewski, współautor kilku projektów ustaw na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat i weteran rozliczenia okresu PRL oraz oczyszczenia życia publicznego z osób skompromitowanych aktywnym wspieraniem totalitarnego systemu. Jego oparta na projekcie Senatu z 1992 roku ustawa zakłada pozbawienie byłych aparatczyków PZPR i funkcjonariuszy struktur represji możliwości pełnienia stanowisk publicznych w administracji państwowej nawet przez 10 lat. Jednak kierownictwo PiS sceptycznie podchodziło do pomysłu dekomunizacji, choć taka idea nadal może liczyć na szerokie poparcie szeregowych członków tego klubu. Pojawiały się argumenty, że ustawa może postawić w niezręcznej sytuacji niektórych członków rządu Jarosława Kaczyńskiego z ramienia PiS, którzy w przeszłości pełnili funkcje w aparacie partyjnym i państwowym PRL i zapewne zostaliby objęci ustawą dekomunizacyjną, gdyby weszła ona w życie.
W październiku 2006 roku, po wielotygodniowych przepychankach w Sejmie, dzięki determinacji grupy młodych posłów z PiS, LPR i PO została uchwalona nowa ustawa lustracyjna. Wzbudziła ona ogromne emocje, gdyż bardzo szeroko otwierała dostęp do archiwów IPN. Wprowadzała powszechne prawo ("każdy ma prawo") ubiegania się o wydanie urzędowego potwierdzenia w przedmiocie istnienia w archiwach IPN dokumentów organów bezpieczeństwa państwa dotyczących własnej osoby oraz obowiązek przedłożenia takiego potwierdzenia przy ubieganiu się o pełnienie funkcji publicznych.
Treść tego potwierdzenia miała być uwzględniana przy ocenie kwalifikacji wymaganych w przypadku zajmowania funkcji publicznych. Każdy obywatel uzyskał prawo dostępu do informacji zawartych w informatycznej bazie zaświadczeń rejestru, a powszechny dostęp miał być zapewniony poprzez internet z wyjątkiem danych adresowych i numeru PESEL. Ustawa lawinowo poszerzyła krąg osób objętych lustracją z ok. 25 tys. do ok. 400 tys. Według październikowej regulacji, badane dotąd przez rzecznika interesu publicznego i Sąd Lustracyjny oświadczenia osób publicznych miały być zastąpione zaświadczeniami IPN o zawartości archiwów tajnych służb PRL, które dana osoba mogłaby zaskarżać w procedurze cywilnej. Ustawa nakładała też obowiązek opublikowania osobowych źródeł informacji (OZI) peerelowskich służb specjalnych.
Ustawa wywołała burzliwą dyskusję. W debacie publicznej podnoszono między innymi argument, że w świetle ustawy z października 2006 roku bardzo ważny członek rządu Jarosława Kaczyńskiego - wicepremier Zyta Gilowska, byłaby uznana za osobowe źródło informacji SB. Zwrócił na to uwagę w bezprecedensowym uzasadnieniu Sąd Lustracyjny, który, co prawda, oczyścił Zytę Gilowską z zarzutu rzecznika interesu publicznego, że skłamała w swoim oświadczeniu lustracyjnym, ale stwierdził też, co zastanawiające, iż nie ma jednoznacznych dowodów, z których by wynikało, czy była, czy nie, tajnym współpracownikiem SB. Fala krytyki, którą wywołała ustawa - zarówno w kręgach przeciwników lustracji, jak i osób deklarujących się jako jej zwolennicy, ale zarzucających lustracji nieprecyzyjność definicji i procedur oraz likwidację instytucji weryfikowanego przez rzecznika interesu publicznego i sąd oświadczenia lustracyjnego - skłoniła prezydenta Lecha Kaczyńskiego do zaproponowania nowelizacji ustawy lustracyjnej. Miała ona być tak szybko przeprowadzona przez parlament, aby ustawa październikowa (mająca obowiązywać od 1 marca 2007 r.) nie mogła wejść w życie.
W projekcie prezydenckim, określonym mianem "kompromisowego", przywrócono oświadczenia lustracyjne, ale nastąpiło odejście od zasady jawności archiwów IPN. Dostępność teczek została ograniczona jedynie do wąskiego kręgu osób sprawujących najwyższe funkcje publiczne, co w ocenie przedstawiciela IPN "jest jedynie namiastką jawności potrzebnej w tym zakresie". Funkcje publiczne podległe lustracji ustawa dzieli na dwie grupy. W pierwszej grupie, której teczki są jawne dla wszystkich, są: prezydent, parlamentarzyści, osoby pełniące najważniejsze funkcje w państwie, wójtowie, burmistrzowie, prezydenci miast, prezesi sądów, szefowie prokuratur, szefowie mediów. W drugiej kategorii osób - które mogą zastrzec powszechny dostęp do ich teczek - są pracownicy samorządów, IPN, sędziowie, prokuratorzy, adwokaci, radcy prawni, notariusze, naukowcy, szefowie państwowych spółek, dyrektorzy szkół, szefowie związków sportowych oraz dziennikarze. Możliwość korzystania z archiwów IPN została ograniczona do dziennikarzy i historyków. Pojawia się zatem możliwość reglamentowania wiedzy o przeszłości osób sprawujących funkcje publiczne i manipulowania informacjami o zasobie archiwalnym Instytutu Pamięci Narodowej. Ustawa wchodzi w życie 15 marca 2007 roku.
Nadal jednak Sejm nie zajmuje się ustawą dekomunizacyjną. Dopiero dramatyczna i bolesna dla ludzi dobrej woli nagonka na ks. abp. Stanisława Wielgusa skłoniła kierownictwo Prawa i Sprawiedliwości do zapowiedzenia ustawy, którą media określiły jako deubekizacyjną. Wśród polityków pojawiła się refleksja, że lustracja ujawnia ofiary tamtego systemu, ale nie wskazuje tych, którzy go tworzyli. Tym samym zostałby wytrącony przeciwnikom lustracji ich koronny argument, że poniżane i prześladowane są w gruncie rzeczy ofiary totalitarnego reżimu, podczas gdy ich oprawcy mają się świetnie, co miesiąc inkasując wielotysięczne emerytury. Funkcjonariusze aparatu terroru cieszą się wysokimi świadczeniami nie tylko za aktywne zwalczanie wszelkiej opozycji. Zabójcy ks. Jerzego Popiełuszki mają prawo do resortowych emerytur tak jak funkcjonariusze, którzy całe życie zawodowe przepracowali i nie siedzieli w więzieniu, co dobrze ilustruje stan patologii w tym zakresie. Jest to bodaj jedyny przypadek w cywilizowanym świecie, by na wysokość świadczenia emerytalnego wpływał pozytywnie fakt skazania za morderstwo ze szczególnym okrucieństwem.
Ustawa deubekizacyjna miałaby uznać UB i SB za organizacje przestępcze, a ich byli funkcjonariusze zostaliby pozbawieni niesłusznie zdobytych przywilejów. Esbecy ponosiliby także odpowiedzialność karną za zatajanie informacji o swojej służbie - w tym także o tajnych funkcjonariuszach - a ponadto podlegaliby karze za ukrywanie dokumentów SB. Jak wiadomo, podczas obecnie toczących się procesów lustracyjnych esbecy spokojnie kłamią, uniemożliwiając ujawnienie swoich dawnych agentów. Istotne jest jednak, że w ślad za trafną analizą pewnego problemu - bo niesprawiedliwie wysokie emerytury dla esbeków są problemem - nie poszła taka propozycja jego rozwiązania, która w przyszłości nie ostałaby się w sądach. Warto też przypomnieć, że próby odebrania przywilejów emerytalnych byłym funkcjonariuszom podjęto już w 1992 i 1998 roku. Jednak obie ustawy, choć przyjęte przez parlament, zostały zawetowane przez ówczesnych prezydentów.
Jeśli się mówi "a", to trzeba powiedzieć "b". Lustracja bez dekomunizacji czy deubekizacji jest ułomna i niesprawiedliwa. Trudno jednak nie odnieść wrażenia, że sekwencja czasowa - zapowiedzenie projektu zaraz po rezygnacji ks. abp. Stanisława Wielgusa z urzędu metropolity warszawskiego - miało zatrzeć kłopotliwe dla rządzących wrażenie, że czynniki polityczne i państwowe ingerowały w autonomiczne sprawy Kościoła. Premier Jarosław Kaczyński zręcznie i przewrotnie neutralizował ten problem, odwracając kota ogonem. Powiedział w Radiu Maryja, że tzw. ustawa antyubecka prawdopodobnie nie miałaby szans, gdyby nie sprawa ks. abp. Stanisława Wielgusa. "Niestety, gdyby nie tego rodzaju wydarzenia, to prawdopodobnie taka ustawa nie miałaby szans. Dzisiaj wydaje mi się, że poza znanymi przeciwnikami jakiegokolwiek rozliczenia z przeszłością, jak SLD czy może też posłowie innych partii, wszyscy inni nie będą mogli się temu przeciwstawić i tym razem ta sprawa zostanie załatwiona" - mówił Jarosław Kaczyński. Pierwotnie PiS zapowiadało ustawę na połowę lutego, obecnie jest mowa o terminie marcowym.
Problem uwolnienia Polski od balastu komunizmu i zniesienia wszelkich przywilejów osób odpowiedzialnych za przestępstwa i represje aparatu państwa totalitarnego - od 18 lat nie został w Polsce rozwiązany. Dekomunizacja - choć ma bardzo wielu zwolenników wśród polityków i znaczące poparcie społeczne - była często instrumentalizowana i wykorzystywana do bieżącej gry politycznej. I to przez obie strony sporu: zarówno przez środowiska wywodzące się z obozu postkomunistycznego, jak również przez niektóre środowiska polityczne i ludzi wywodzących się z dawnego obozu solidarnościowego. Dla tych pierwszych była wygodnym argumentem propagandowym o "oszołomstwie" prawicy, która zajmuje się "tematami zastępczymi". Dla drugich - nośnym społecznie w pewnych okresach hasłem i postulatem, który miał służyć uwiarygodnianiu i przynosił wymierne korzyści wyborcze. Jeżeli w najbliższym czasie taka ustawa nie zostanie uchwalona (a jest to w tej chwili test wiarygodności dla koalicji rządzącej), to raczej są już niewielkie szanse, by została przyjęta w przyszłości.
Znamienne jest, że projekt ustawy dekomunizacyjnej senatora PiS Piotra Ł. Andrzejewskiego zamiast jednoznacznego poparcia doczekał się nawet w kręgach PiS kąśliwych uwag i głosów wyrażających wątpliwości, "czy dekomunizacja jest potrzebna". Problem dekomunizacji jest w pewnym sensie podobny do problemu nowelizacji art 38. Konstytucji i ochrony życia od poczęcia do naturalnej śmierci: marszałek Marek Jurek jest za, ale niektórzy ze ścisłego kierownictwa partii proponują rozwiązanie, które de facto może osłabić nawet dotychczasową normę w tym zakresie. Czasami jest się za, a nawet przeciw... Zapewne większe są szanse na przyjęcie ustawy deubekizacyjnej, ale to jest jedynie fragment niezakończonej historii i dotyczy wyłącznie odebrania przywilejów emerytalnych funkcjonariuszom SB. Wielu bezsilnych polityków PiS przyznaje, że deubekizacja bez dekomunizacji jest działaniem czysto propagandowym, które nie rozwiązuje problemu dziedzictwa totalitarnego systemu. Oby więc nie było tak, że chcieliśmy dobrze, a wyszło jak zwykle.
naszdziennik.pl