Szpieg to szpieg

Na 5 lat więzienia za szpiegostwo na rzecz wywiadu USA w latach
1993-1996 Wojskowy Sąd Okręgowy w Warszawie powtórnie skazał byłego
oficera Wojskowych Służb Informacyjnych ppłk. rez. Zbigniewa Sz.

O wyroku poinformował sędzia Sławomir Puczyłowski, wiceprezes WSO. Z
powodu tajności sprawy nie podał żadnych szczegółów. Wyrok zapadł w
piątek. Jest nieprawomocny.

Ciekawe too wielce ,kiedys za wspolprace z  CCCP ,czyli szpiegostwo na rzecz
sowietow dostawali ordery ,teraz za szpiegostwo na rzecz USA karza
juras

 

Szpieg to szpieg


Cytat:Na 5 lat więzienia za szpiegostwo na rzecz wywiadu USA w latach
1993-1996 Wojskowy Sąd Okręgowy w Warszawie powtórnie skazał byłego
oficera Wojskowych Służb Informacyjnych ppłk. rez. Zbigniewa Sz.



I o to chodzi. Przydałoby się pare rewizji odnośnie wcześniejszych agentów.

Ppłk M. Miłosz oskarżony o spowodowanie katastrofy migłowca


Ppłk Marek Miłosz oskarżony o spowodowanie katastrofy śmigłowca

Prokuratura wojskowa oskarżyła pilota ppłk. Marka Miłosza o nieumyślne
spowodowanie katastrofy śmigłowca w 2003 r., na pokładzie którego był
ówczesny premier Leszek Miller. Podpułkownik przyznał się do zarzutu.
Miłoszowi grozi do 8 lat więzienia.

Akt oskarżenia wobec ppłk. Marka M. wysłaliśmy już do Wojskowego Sądu
Okręgowego w Warszawie - powiedział rzecznik Wojskowej Prokuratury
Okręgowej w Warszawie mjr Ireneusz Szeląg.

Miłosz jest oskarżony o umyślne spowodowanie niebezpieczeństwa
powstania katastrofy oraz o nieumyślne spowodowanie samej katastrofy.
Miłosz przyznał się do zarzutu i złożył wyjaśnienia. Wciąż odbywa on
loty w specjalnym pułku lotniczym, którego maszynami latają m. in.
członkowie rządu. (aka)

Foka

Szpieg w WP?

Cytat:
http://info.onet.pl/848024,11,item.html
"Oficer Wojska Polskiego został aresztowany w poniedziałek przez Sąd
Garnizonowy w Warszawie pod zarzutem działalności na rzecz obcego
wywiadu - poinformowała Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie."



Radziecki, amerykanski, niemiecki, francuski, izraelski, iracki,
libijski, chinski  ... komu ewentualnie jeszcze podpadlismy ?

J.

 

Szpieg w WP?


Cytat:
| http://info.onet.pl/848024,11,item.html
| "Oficer Wojska Polskiego został aresztowany w poniedziałek przez Sąd
| Garnizonowy w Warszawie pod zarzutem działalności na rzecz obcego
| wywiadu - poinformowała Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie."
Radziecki, amerykanski, niemiecki, francuski, izraelski, iracki,
libijski, chinski  ... komu ewentualnie jeszcze podpadlismy ?



Amerykańskiego by nie aresztowali. W najgorszym wypadku, zmuszenie do
opuszczenia wojska...

Dodatkowo białoruski, ukraiński.

m.

Problem dotacji do Legii rozwiąże się sam?

Cytat:

Kibole na razie nie maja nic do tego, stroną jest ratusz i medialny holding
ITI. Na jej temat zacytuję ci fragment z Wikipedii: "Została założona w 1984
roku przez Jana Wejcherta i Mariusza Waltera. Firma otrzymała koncesję od
ówczesnych władz na import sprzętu elektronicznego i rozprowadzanie kaset
wideo w Polsce. Wg Raportu Macierewicza udział w powstawaniu koncernu ITI
miały wojskowe służby specjalne. W połowie marca 2008 Sąd Okręgowy w
Warszawie orzekł, że Antoni Macierewicz nie musi przepraszać spółki
medialnej ITI za te słowa." Do holdingu należą kanały tvn i tvn24 o dość
czytelnym nastawieniu politycznym. Są takie opinie, że HGW coś obiecała ITI
za medialne poparcie w czasie swojej kampanii. Prawdopodobnie stadion Legii,
która jest właśnie własnością ITI.
Wilczyński, czyli gość, który jest jedynym informatorem Gazety jest
dzieckiem sojuszu PO z LiD-em.



Hm.... Rozumiem mechanizm. Potiwerdza to tez moja teze ze za komuny
bylo bardziej praworzadnie

A.L.

Problem dotacji do Legii rozwiąże się sam?

Cytat:

| Kibole na razie nie maja nic do tego, stroną jest ratusz i medialny
| holding
| ITI. Na jej temat zacytuję ci fragment z Wikipedii: "Została założona w
| 1984
| roku przez Jana Wejcherta i Mariusza Waltera. Firma otrzymała koncesję od
| ówczesnych władz na import sprzętu elektronicznego i rozprowadzanie kaset
| wideo w Polsce. Wg Raportu Macierewicza udział w powstawaniu koncernu ITI
| miały wojskowe służby specjalne. W połowie marca 2008 Sąd Okręgowy w
| Warszawie orzekł, że Antoni Macierewicz nie musi przepraszać spółki
| medialnej ITI za te słowa." Do holdingu należą kanały tvn i tvn24 o dość
| czytelnym nastawieniu politycznym. Są takie opinie, że HGW coś obiecała
| ITI
| za medialne poparcie w czasie swojej kampanii. Prawdopodobnie stadion
| Legii,
| która jest właśnie własnością ITI.
| Wilczyński, czyli gość, który jest jedynym informatorem Gazety jest
| dzieckiem sojuszu PO z LiD-em.

Hm.... Rozumiem mechanizm. Potiwerdza to tez moja teze ze za komuny
bylo bardziej praworzadnie



To ci dopiero teza. Chyba nie zrozumiałeś istoty "praworządności
socjalistycznej" w której skazywano za patriotyzm a w późniejszych czasach
(np. w tzw. aferze mięsnej) już nie za patriotyzm, ale dalej na podstawie
sfingowanych zarzutów. Czkawka po tej "praworządności" trwa do tej pory,
przykładem sprawa kopalni Wujek.

Co z tą Polską?

Cytat:TVN jest ułomny


z TVN jest bardzo niejasna sytuacja. dwoch wlascicieli walter oraz wejchert maja kontakty z esbekami agentami ludzmi WSI itp. wywodza sie z tego srodowiska. walter byl 15 lat w PZPR................. inni walczyli a on stal "po stronie zomo"............

o walterze: "W 1983 r. Jerzy Urban, w poufnym liście do gen. Czesława Kiszczaka zaproponował utworzenie w MSW specjalnego pionu propagandowego, którego celem miałoby być m.in. "programowanie i realizacja czarnej propagandy" oraz "prowadzenie przemyślanej, zręcznej i stałej kampanii na rzecz zmiany obrazu SB, MO i ZOMO w społeczeństwie i inicjowanie akcji tych służb dla ocieplenia ich wizerunku". do którego polecał Mariusza Waltera, gdyż to "najzdolniejszy w ogóle redaktor telewizyjny w Polsce", który "przedstawia tow. Mieczysławowi Rakowskiemu i mnie sporo interesujących koncepcji ogólnopolitycznych i propagandowych. Ostatecznie ten specjalny pion propagandowy nie został powołany"[1]. 0 Po odejściu z TVP w czasie stanu wojennego (1982) założył z Janem Wejchertem (1984) holding ITI (International Trading and Investment). Firma otrzymała koncesję od władz PRL na sprowadzanie sprzętu elektronicznego z zagranicy i na rozprowadzanie kaset wideo w Polsce."

o wejchercie: "W połowie marca 2008 Sąd Okręgowy w Warszawie orzekł, że Antoni Macierewicz nie musi przepraszać Jana Wejcherta za słowa o jego związkach z Wojskowymi Służbami Informacyjnymi"

tvn zatrudnia esbekow nawet. bylo glosno o tym suboticu. tak samo gazeta wyborcza zatrudnia tego typu ludzi jak maleszka.

Korupcja przy przetargach

"We wtorek przed Wojskowym Sądem Okręgowym (WSO) w Warszawie ma się zacząć proces w sprawie korupcji przy przetargach dla wojska, które "ustawiano" tak, by wygrała je konkretna firma. Akt oskarżenia w tej głośnej sprawie trafił do sądu 17 lutego. Wojskowa Prokuratura Okręgowa (WPO) w Warszawie oskarżyła 15 osób. Sześciu zawodowym żołnierzom zarzucono m.in. branie łapówek, dziewięciu przedstawicielom firm - ich wręczanie. Oskarżonym grozi do 10 lat więzienia. Postawiono w sumie 44 zarzuty, m.in. przekroczenia uprawnień, przyjmowania i wręczania łapówek oraz wejścia w zmowę z przedstawicielami firm ubiegających się o kontrakty armii. Jeden z przetargów dotyczył dostaw agregatów prądotwórczych dla polskiego kontyngentu w Iraku. Najwyższa łapówka sięgała 15 tys. zł. Akta sprawy obejmują niemal 140 tomów..." reszta na interia.pl

Mało znane fragmenty biografii znanych!

Nie o synu, lecz o ojcu:
Cytat:Roman Kryże (ur. 4 lipca 1907 we Lwowie, zm. 23 marca 1983 w Warszawie) - prawnik, sędzia, podpułkownik. Syn Tomasza Kryże i Aleksandry z d. Jóźwiak, ojciec Andrzeja.

Aplikację, asesurę i pierwsze lata w zawodzie sędziego (jako sędzia grodzki) odbył w Sądzie Grodzkim w Sądzie Okręgowym w Grudziądzu. Podczas kampanii wrześniowej podporucznik 65 pp, w niewoli niemieckiej (18 września 1939-5 lutego 1945), udział w walkach o przełamanie Wału Pomorskiego. Od 14 maja 1945 sędzia kolejno: Sądu Grodzkiego w Grudziądzu (do 3 lipca 1945), Wydziału I Najwyższego Sądu Wojskowego (do 31 października 1950) i Wydziału II NSW (do 11 sierpnia 1955). 11 sierpnia 1955 przeniesiony do rezerwy. Sędzia Sądu Najwyższego w latach 1955-1977. Brał udział w orzekaniu wyroków skazujących, w tym również na karę śmierci, w sprawach przeciwko działaczom podziemia niepodległościowego (m.in. rotmistrza Witolda Pileckiego czy majora Tadeusza Pleśniaka). W 1964 był przewodniczącym składu sędziowskiego, który wydał wyroki skazujące (w tym Stanisława Wawrzeckiego na karę śmierci) w sprawie tzw. "afery mięsnej". Wiele z wyroków wydanych przez niego zostało uznanych, po 1989 za mordy sądowe.

Bezwzględność w wydawaniu wyroków śmierci w okresie stalinowskim przyczyniła się także do powstania przysłowia: Sędzia Kryże - będą krzyże oraz określenia ukryżować (określenia tego używał m.in. znany adwokat i obrońca w procesach politycznych Władysław Siła-Nowicki).
http://pl.wikipedia.org/wiki/Roman_Kry%C5%BCe

TVN przeciw GaPolowi

Cytat:Milan Subotić zaprosił mnie i trzech innych dziennikarzy "Gazety Polskiej" na czwartek na godz. 9.00 rano do sądu okręgowego w Warszawie. Poczuł się urażony naszym ubiegłorocznym artykułem o jego związkach z wojskowymi służbami. To już drugi proces w tej sprawie, bo pierwszy, karny wytoczyła nam TVN. Subotić zaprzecza, że miał jakiekolwiek związki z WSI.
http://tomaszsakiewicz.salon24.pl/38288,index.html

Ciekawe jaki był przebieg? Pewnie w najbliższym GaPolu coś będzie! Odnośnie blogu Sakiewicza to rzadko gdzie można zaobserwować taki wysyp towarzyszy, którzy plują jadem gdzie popadnie!

"Afera bakszyszowa": Oficerowie winni korupcji

PAP / 2006-05-19

Wojskowy Sąd Okręgowy w Warszawie uznał wszystkich oskarżonych w tzw. aferze bakszyszowej - winnymi.
Wyroki sądu to: 4 lata więzienia i wydalenie ze służby dla płk. Mariusza S., który dowodził grupą CIMIC w Iraku, 3 lata więzienia dla cywilnego pracownika wojska Wojciecha S., który był ekspertem zajmującym się projektami odbudowy, i 2,5 roku więzienia dla tłumacza Saida al-K.


AFP / onet.pl

Łączną karę 2,5 roku więzienia sąd wymierzył tłumaczowi Saidowi al-K., który oprócz zarzutów przyjmowania łapówek dostał też 6 miesięcy wiezienia za nielegalne posiadanie broni. Trzej żołnierze, którzy przepisywali fałszowane oferty przetargowe - Jarosław R. i Dominik K. oraz st. sierż. sztab. Wit C. - otrzymali karę ograniczenia wolności, polegającą na roku przymusowego przebywania w jednostce wojskowej w określonych dniach.

Mjr Tomasz K., który jako jedyny przyznał się do winy w poprzednim procesie i złożył wniosek o dobrowolne poddanie się karze, ma spędzić w więzieniu 2,5 roku.

Wobec wszystkich sąd orzekł kary grzywny.

Prokuratura oskarżyła grupę wojskowych i cywili, że w 2004 r. w Iraku przyjmowali łapówki od arabskich przedsiębiorców i fałszowali dokumentację przy przetargach na odbudowę irackich prowincji. Polacy mieli zagarnąć w sumie ok. 780 tys. dolarów.

Doniesienia ze świata służb i z nimi powiązane

Za Gazetą Wyborczą:

B. oficer WSI skazany za szpiegostwo na rzecz USA
jg, PAP
2007-02-08, ostatnia aktualizacja 2007-02-08 11:13
2,5 roku więzienia i degradacja - to prawomocny już wyrok za szpiegostwo na rzecz USA w latach 90. dla byłego oficera WSI płk. rez. Zbigniewa Sz.
Izba Wojskowa Sądu Najwyższego - działając jako sąd apelacyjny - utrzymała dziś taki wyrok wobec Sz., wydany w październiku 2006 r. po tajnym procesie przez Wojskowy Sąd Okręgowy w Warszawie.

Wcześniej SN już dwa razy uchylał wyroki WSO wobec Sz. Raz uchylono wyrok 5 lat więzienia wobec Sz., a raz - wyrok uniewinniający go.

Całą sprawę ujawnił w 1999 r. nieistniejący już dziennik "Życie". Według gazety, Sz. - nadzorujący w WSI attache wojskowych za granicą - został zdemaskowany w 1996 r. przez Urząd Ochrony Państwa. Sz. miał współpracować za pieniądze z wywiadem USA. Według "Życia", w 1996 r. ówczesne polskie władze, w tym prezydent Aleksander Kwaśniewski, podjęły decyzję, że Sz. nie stanie przed sądem, i zgodziły się w ten sposób na jego wyjazd do USA. "Za moją wiedzą żaden szpieg jeszcze nie uciekł" - tak komentował sprawę ówczesny prezydent.

5 lat za szpiegostwo...

PAP, jkl /12:04

Były oficer Wojskowych Służb Informacyjnych płk rez. Zbigniew Sz. został uniewinniony z zarzutu szpiegostwa na rzecz wywiadu USA w latach 1992-1996. Były oficer WSI został uniewinniony z zarzutu szpiegostwa na rzecz USA.
Zdaniem sądu brak podstaw, by uznać, że informacje, których Sz. mógł udzielać, mogły wyrządzać szkodę interesom RP.

Proces przed Wojskowym Sądem Okręgowym w Warszawie (WSO) był tajny. Wyrok jest nieprawomocny.

W marcu 2005 r. WSO skazał Sz. na 5 lat więzienia i degradację. Wyrok ten został jednak potem uchylony przez Sąd Najwyższy. Sz. - nadzorujący w WSI attache wojskowych za granicą - został zdemaskowany w 1996 r. przez Urząd Ochrony Państwa. Ujawnił to w 1999 r. nieistniejący już dziennik "Życie", według którego Sz. współpracował za pieniądze z wywiadem USA. Miało do tego dojść m.in. podczas pobytu Sz. w Jugosławii.

źródło: www.onet.pl

"Wszyscy oskarżeni w aferze bakszyszowej są winni"

Cytat:4 lata więzienia i wydalenie ze służby dla płk. Mariusza S., który dowodził grupą CIMIC w Iraku, 3 lata więzienia dla cywilnego pracownika wojska Wojciecha S., który był ekspertem zajmującym się projektami odbudowy, i 2,5 roku więzienia dla tłumacza Saida al-K. - to wyroki Wojskowego Sądu Okręgowego w Warszawie w procesie w tzw. aferze bakszyszowej.

Łączną karę 2,5 roku więzienia sąd wymierzył tłumaczowi Saidowi al-K., który oprócz zarzutów przyjmowania łapówek dostał też 6 miesięcy wiezienia za nielegalne posiadanie broni.
Trzej żołnierze, którzy przepisywali fałszowane oferty przetargowe - Jarosław R. i Dominik K. oraz st. sierż. sztab. Wit C. - otrzymali karę ograniczenia wolności, polegającą na roku przymusowego przebywania w jednostce wojskowej w określonych dniach.

Mjr Tomasz K., który jako jedyny przyznał się do winy w poprzednim procesie i złożył wniosek o dobrowolne poddanie się karze, ma spędzić w więzieniu 2,5 roku. Wobec wszystkich sąd orzekł kary grzywny.

Prokuratura oskarżyła grupę wojskowych i cywili, że w 2004 r. w Iraku przyjmowali łapówki od arabskich przedsiębiorców i fałszowali dokumentację przy przetargach na odbudowę irackich prowincji. Polacy mieli zagarnąć w sumie ok. 780 tys. dolarów.


Informacje wziete z :wp.pl
Prosze pisac co o tym sadzicie?

[27-01-2009] Generał dał rozkaz i studia znajomych ukończone

"Rzeczpospolita": Były szef Akademii Obrony Narodowej bezprawnie wydał świadectwa ukończenia studiów dwóm oficerom. Skazał go za to sąd wojskowy.
Z informacji gazety wynika, że Wojskowy Sąd Okręgowy w Warszawie pod koniec grudnia 2008 r. skazał na dziesięć miesięcy więzienia w zawieszeniu na rok oraz 7 tys. zł grzywny, generała broni Józefa F., w latach 2002 - 2006 komendanta-rektora Akademii Obrony Narodowej w warszawskim Rembertowie.

Generał F. m.in. zezwolił pułkownikowi Z. oraz innemu pułkownikowi na podjęcie studiów, które kończą przyszli generałowie, a potem w formie rozkazu ogłosił, że je ukończyli. W rzeczywistości nie byli oni słuchaczami uczelni - pisze gazeta.

Więcej szczegółów tej sprawy opisuje dzisiejsza "Rzeczpospolita".

Zbrodniarzy dwóch - jeden odznaczony, drugi ukarany

17 listopada ma ruszyć ponowny proces
byłego oficera Wojskowych Służb Informacyjnych ppłk. rez.
Zbigniewa Sz., oskarżonego o szpiegostwo na rzecz wywiadu USA w
latach 1993-1996 - dowiedziała się PAP w źródłach sądowych.

W marcu tego roku Wojskowy Sąd Okręgowy w Warszawie (WSO) skazał
Sz. na 5 lat więzienia i degradację. Z powodu tajności sprawy nie
podano żadnych szczegółów. Wiadomo, że artykuł kodeksu karnego, z
którego skazano Sz., mówi o udzielaniu obcemu wywiadowi
wiadomości, których przekazywanie "może wyrządzić szkodę
Rzeczypospolitej Polskiej". Grozi za to nie mniej niż 3 lata
więzienia.

Wyrok został jednak uchylony przez Sąd Najwyższy, który dopatrzył
się "uchybień natury procesowej". Sprawa wróciła do ponownego
rozpoznania w WSO.

Sz. - nadzorujący w WSI attache wojskowych za granicą - został
zdemaskowany w 1996 r. przez Urząd Ochrony Państwa. Ujawnił to w
1999 r. nieistniejący już dziennik "Życie", według którego Sz.
współpracował za pieniądze z wywiadem USA. Miało do tego dojść
m.in. podczas pobytu Sz. w USA.

Zbrodniarzy dwóch - jeden odznaczony, drugi ukarany

Cytat:Bo nauczycielką przyzwoitości jest historia, a nie jakaś tam przysięga.



Za wp.pl (wyróżnienie tekstu moje):
Cytat:W 1984 r. Wojskowy Sąd Okręgowy w Warszawie .... zarekwirował jego mienie - m.in. willę i jacht pełnomorski.



I tyle w temacie przyzwoitości i patriotyzmu jako motywów działania.

Przywracanie do służby żołnierzy zawodowych

Mamy zaszczyt poinformować, iż w dniu 16 października 2007 roku (uzasadnienie dotarło 12 listopada 2007 roku), Sąd Okręgowy w Poznaniu w sprawie VIII U 19121/06 stwierdził, iż w sprawie jednego z pierwszych i jedynego chyba oficera przywróconego przez WSA w Warszawie - Pana Józefa S z Poznania, iż nie musi on zwracać emerytury wojskowej za czas bezprawnego pozostawania poza służbą.

Argument był ten sam co zawsze - art. 48 ust. 1 pkt. 1 aby go zastosować wymaga świadomego równoległego pobierania emerytury i uposażenia, zaś art. 41 ust. 2 pozwala jedynie na potrącenia uposażenia z emeryutury wojskowej, nie zaś odwrotnie.

Pozdrawiam

Jacek Kotowicz

jackot@poczta.onet.pl

[ Dodano: Pon 19 Lis, 2007 ]

Zatrzymanie 7 żołnierzy I zmiany w Afganistanie

Z portalu tvn24:
Cytat:Żołnierze z Nangar Khel wyjdą na wolność?
OPINIE PSYCHIATRYCZNE MOGĄ POMÓC WOJSKOWYM

Areszt siedmiu żołnierzom kończy się 13 maja
TVN24Wojskowy Sąd Okręgowy w Warszawie rozpoczął posiedzenie, na którym zdecyduje, czy w areszcie pozostanie siedmiu żołnierzy podejrzanych o ostrzelanie wioski Nangar Khel w Afganistanie. Przedłużenia aresztu, który kończy się 13 maja, domaga się prokuratura.
Decyzja sądu jest spodziewana wczesnym popołudniem.

Prokuratorzy chcą zakończyć śledztwo do końca czerwca. Według nich wciąż zachodzi obawa matactwa i ucieczki podejrzanych, dlatego chcą zatrzymać żołnierzy w areszcie.

Nadzwyczajne złagodzenie kary?

Śledczy otrzymali ostatnio opinie biegłych psychiatrów, które, według obrońców, mogą być podstawą nadzwyczajnego złagodzenia kary wobec niektórych podejrzanych.

W kwietniu biegli badali też w Afganistanie moździerz i amunicję tego samego typu jak wystrzelona na wioskę. Minister obrony Bogdan Klich mówił później, że ekspertyzy wykazały duży rozrzut z moździerza.

Śmierć cywilów

Wioska Nangar Khel została ostrzelana 16 sierpnia ubiegłego roku. Od polskich granatów osiem osób, w tym kobiety i dzieci, zginęło, kilka zostało okaleczonych.

Siedmiu żołnierzy z 18. Bielskiego Batalionu Desantowo-Szturmowego zatrzymano i aresztowano w listopadzie ubiegłego roku. Sześciu z nich prokuratura zarzuca zabójstwo ludności cywilnej, za co grozi od 12 lat więzienia do dożywocia, jednemu - atak na niebroniony obiekt cywilny, za co grozi do 25 lat więzienia.

kwj/sk


Czekamy....czekamy....na dobre wiadomości.

Zatrzymanie 7 żołnierzy I zmiany w Afganistanie

Cytat:"Jestem dumny z moich żołnierzy"
PLUTONOWY Z NANGAR KHEL: MAM NADZIEJĘ, ZE TEŻ WYJDĘ

- Jestem bardzo dumny, że moi żołnierze wyszli i bardzo szczęśliwy z tego powodu – powiedział Tomasz B., plutonowy z Nangar Khel. To jeden z czterech żołnierzy, którym sąd zdecydował się przedłużyć areszt.
- Zawsze chciałem, żeby oni wyszli i to było dla mnie priorytetem. Mam nadzieję, że też wyjdę – powiedział reporterce TVN24. Żołnierz był pod eskortą przewożony z aresztu do prokuratury. - Proszę to powiedzieć, że jestem dumny z tego, że moi żołnierze wyszli – dodał.

W poniedziałek poznański areszt opuścili Jacek J. i Robert B. a z aresztu w Środzie Wielkopolskiej wyszedł Damian L. Chorąży Andrzej O., plutonowy Tomasz B., kapitan Olgierd C. i podporucznik Łukasz B. mają - decyzją Wojskowego Sądu Okręgowego w Warszawie - pozostać w areszcie do 13 sierpnia. Ich obrońcy chcą złożyć zażalenia na postanowienie sądu.

Do ostrzału wioski Nangar Khel doszło 16 sierpnia ub. roku. W jego wyniku zginęło ośmioro afgańskich cywili, w tym kobiety i dzieci. Sześciu żołnierzom z 18. bielskiego Batalionu Desantowo-Szturmowego prokuratura zarzuca zabójstwo ludności cywilnej, za co grozi im kara do dożywocia; jednemu - atak na niebroniony obiekt cywilny, za co grozi do 25 lat więzienia.

1

26 marca 2008

Sąd Okręgowy w Warszawie rozpatrzył wnioski obrony o umorzenie lub zwrot do IPN sprawy stanu wojennego - w tym generała Wojciecha Jaruzelskiego. Akt oskarżenia objął w sumie dziewięć osób - członków utworzonej w nocy z 12 na 13 grudnia 1981 r. Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego oraz członków Rady Państwa PRL.

Ludzie co się dzieje w naszym kraju?????????????

1

Jasne, że nie mógł!

Adam Bień nie był przedwojennym oficerem dyplomowanym, teoretykiem wojskowości i oczywiście nie był generałem ;-)))

Był za to przed wojną sędzia Sądu Okręgowego w Warszawie i w pewnym sensie "aparatczykiem w młodzieżowce ludowej" ;-)))

Nie walczył z Niemcami dwukrotnie we Francji, a potem w Belgii, Holandi i wreszcie w Niemczech.

Walczył w kraju i oczywiście był w konspiracji i to wysoko, ale nie w wojskowych, lecz w cywilnych stukturach.

Brodacz zaiste pisałes prawdę, że historia Polski to Cię nie interesowała.

Twoja wiedza o historii Ojczyzny jest żadna, ale skłonność do oczerniania tych co te historię tworzyli olbrzymia!
Wstyd :-((((

Szpieg w WP?

http://info.onet.pl/848024,11,item.html
"Oficer Wojska Polskiego został aresztowany w poniedziałek przez Sąd
Garnizonowy w Warszawie pod zarzutem działalności na rzecz obcego
wywiadu - poinformowała Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie."

Karol, kogos ty popsikal!

Dlaczego niejaki Karol G. zostal tymczasowo aresztowany za to, ... ze
popsikal niejakiego naczelnego rabina Polski Michaela Schudricha.
Aresztowanie pracujacego i cieszacego sie dobra opinia ojca samotnie
wychowujacego dziecko, na ktore zreszta to matka placi alimenty jest
oburzajace i szkodliwe spolecznie. Czy mozna sobie wyobrazic
aresztowanie w podobnej sytuacji samotnej matki? Niepokoic moze tylko
fakt, ze decyzja sadu okregowego w Warszawie moze miec znaczace skutki
uboczne. Moga pojawic sie argumenty, iz za psikanie gazem do tej pory
nikogo jeszcze w Polsce nie aresztowano. A potem domniemania, ze
niektore osoby mozna bezpiecznie psikac gazem, a innych lepiej nie. A
przeciez Temida winna byc slepa, takze i na narodowosc... Przynajmniej
ta krajowa, skoro miedzynarodowa nie jest.
O tym, ze Zydow lepiej nie zaczepiac, wlasnie przekonuja sie bolesnie
Palestynczycy. Od kilku tygodni Izrael prowadzi w Autonomii
Palestynskiej i Libanie dzialania wojenne. Nie ogladajac sie na
jakiekolwiek normy prawa miedzynarodowego (jak zazwyczaj zreszta),
sieje tam smierc i zniszczenie.

UWAGA!

Niewatpliwie duzym zaskoczeniem jest. ze przewodniczacy VIII Wydzialu
Karnego Sadu Okregowego w Warszawie wyznaczyl na przewodniczacego
skladu sedziowskiego... wojskowego! Dodatkowo specjalnym przyspieszonym

trybem. Rozprawa ma trwac tylko przez cztery dni. Rozpocznie sie 25
sierpnia (piatek) o godz. 9.30 w sali nr 252 w sadzie przy Al.
Jerozolimskich w Warszawie. O ile mi wiadomo na dzien dzisiejszy, kazdy

moze na nia przyjsc. Zapraszam wiec wszystkich zainteresowanych, bo jak

mowil prezydent Lech Kaczynski...., "antysemityzm" bedzie w Polsce z
cala stanowczoscia zwalczany.

boukun

Problem dotacji do Legii rozwiąże się sam?

Cytat:

| Kibole na razie nie maja nic do tego, stroną jest ratusz i medialny
| holding
| ITI. Na jej temat zacytuję ci fragment z Wikipedii: "Została założona w
| 1984
| roku przez Jana Wejcherta i Mariusza Waltera. Firma otrzymała koncesję od
| ówczesnych władz na import sprzętu elektronicznego i rozprowadzanie kaset
| wideo w Polsce. Wg Raportu Macierewicza udział w powstawaniu koncernu ITI
| miały wojskowe służby specjalne. W połowie marca 2008 Sąd Okręgowy w
| Warszawie orzekł, że Antoni Macierewicz nie musi przepraszać spółki
| medialnej ITI za te słowa." Do holdingu należą kanały tvn i tvn24 o dość
| czytelnym nastawieniu politycznym. Są takie opinie, że HGW coś obiecała
| ITI
| za medialne poparcie w czasie swojej kampanii. Prawdopodobnie stadion
| Legii,
| która jest właśnie własnością ITI.
| Wilczyński, czyli gość, który jest jedynym informatorem Gazety jest
| dzieckiem sojuszu PO z LiD-em.

| Hm.... Rozumiem mechanizm. Potiwerdza to tez moja teze ze za komuny
| bylo bardziej praworzadnie

To ci dopiero teza. Chyba nie zrozumiałeś istoty "praworządności
socjalistycznej" w której skazywano za patriotyzm a w późniejszych czasach
(np. w tzw. aferze mięsnej) już nie za patriotyzm, ale dalej na podstawie
sfingowanych zarzutów. Czkawka po tej "praworządności" trwa do tej pory,
przykładem sprawa kopalni Wujek.



Uwazam ze Nowa Praworzadnosc jest rowniei dobra jak Stara
Praworzadnosc. Komuna wstydzila sie gdy instalwoala podsluch, na
przykald, Nowa Wadza robi to samo tylko sie nei wstydzi.

A.L.

Normalka!


Cytat:| Ponieważ nie patrzyłem dokładnie, bo zajmowałem się wtedy czym innym,
więc głowy nie dam, ale coś dolatywało do mych uszu na temat jakiegoś
sędziego Kryże z lat 60, który wtedy w tej sprawie orzekał.

Nie wiem czy to ten sam, czy jego rodzina, czy też "przypadkowa
zbieżność nazwisk", czy po prostu źle usłyszałem.



Nie wiesz, gnoju?
To się dowiedz:

---Cytat---

Roman Kryże
Z Wikipedii
Skocz do: nawigacji, szukaj
Roman Kryże (ur. 4 lipca 1907 we Lwowie, zm. 23 marca 1983 w Warszawie) -
prawnik, sędzia, podpułkownik. Syn Tomasza Kryże i Aleksandry z d. Jóźwiak,
ojciec Andrzeja.

Aplikację, asesurę i pierwsze lata w zawodzie sędziego (jako sędzia grodzki)
odbył w Sądzie Grodzkim w Sądzie Okręgowym w Grudziądzu. Podczas kampanii
wrześniowej podporucznik 65 pp, w niewoli niemieckiej (18 września 1939-5
lutego 1945), udział w walkach o przełamanie Wału Pomorskiego. Od 14 maja
1945 sędzia kolejno: Sądu Grodzkiego w Grudziądzu (do 3 lipca 1945), Wydziału
I Najwyższego Sądu Wojskowego (do 31 października 1950) i Wydziału II NSW (do
11 sierpnia 1955). 11 sierpnia 1955 przeniesiony do rezerwy. Sędzia Sądu
Najwyższego w latach 1955-1977. Brał udział w orzekaniu wyroków skazujących,
w tym również na karę śmierci, w sprawach przeciwko działaczom podziemia
niepodległościowego (m.in. rotmistrza Witolda Pileckiego czy majora Tadeusza
Pleśniaka). W 1964 był przewodniczącym składu sędziowskiego, który wydał
wyroki skazujące (w tym Stanisława Wawrzeckiego na karę śmierci) w sprawie
tzw. "afery mięsnej". Wiele z wyroków wydanych przez niego, zostało uznanych
po 1989 za mordy sądowe.

Bezwzględność w wydawaniu wyroków śmierci w okresie stalinowskim przyczyniła
się także do powstania przysłowia: Sędzia Kryże - będą krzyże oraz określenia
ukryżować (określenia tego używał m.in. znany adwokat i obrońca w procesach
politycznych Władysław Siła-Nowicki"

---Koniec---

To jest cała wasza moralność i mentalność:
moralność kurwy, mentalność złodzieja!

RAPORT Z WERYFIKACJI WSI

Chłe, chłe, chłe:
Cytat:Macierewicz nie przeprosi za raport o WSI
1:0 dla Antoniego Macierewicza. Sąd Okręgowy w Warszawie uznał, że były weryfikator WSI nie musi przepraszać Edmunda Ochni, wymienionego w raporcie z weryfikacji wojskowych specsłużb. Macierewicz napisał w nim, że Ochnia był zamieszany w nielegalny handel bronią. To pierwszy wyrok w procesach, jakie wymienieni w raporcie agenci wytoczyli weryfikatorowi WSI.

Sąd tłumaczył, że Edward Ochnio nie udowodnił, by Macierewicz w jakikolwiek sposób naruszył jego dobra osobiste. Wyrok jest nieprawomocny. "Od dziś jestem dumny, że istnieje wymiar sprawiedliwości. Szkoda, że tak rzadko" - powiedział po ogłoszeniu wyroku Macierewicz.

Ochnio w rozmowie z PAP przyznał, że był szpiegiem od lat 70., czego się nie wstydzi, bo zawsze działał dla Polski, a bronią w latach 90. handlował legalnie, by na polecenie WSI rozpracować korupcję w MON. Dlatego chciał przeprosin od Macierewicza.

Jednak były weryfikator WSI przekonywał, że to on miał rację. Wyjaśniał, że wszystko, co znalazło się w raporcie, to ustalenia oparte na dokumentach WSI i pracach komisji weryfikacyjnej.

Według raportu sygnowanego przez Macierewicza, a ujawnionego w lutym tego roku przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego, w latach 90. WSI handlowały bronią z mafią państw nadbałtyckich i arabskimi terrorystami.

Ochnio - którego opisano w raporcie jako agenta o pseudonimie Tytus - jest od kilku lat sądzony za nielegalny handel bronią.
Magdalena Birecka, PAP
Dziennik.pl

Cały pinkny Salon miał nadzieję, że stanie się inaczej, a tu ich przyjemnie zaskoczyło. Jak widać raport broni się sam i to skutecznie. Jeszcze Sakiewiczowi przydałoby się podobne rozstrzygnięcie.

Żołnierze pozostaną w areszcie!!!

Ostatnia aktualizacja: 2008-03-11 15:43:57
Kapitan Olgierd C. podejrzany o zbrodnię wojenną w Afganistanie nie wyjdzie z aresztu. Wojskowa Izba Sądu Najwyższego utrzymała we wtorek decyzję sądu okręgowego o przedłużeniu aresztu tymczasowego wobec jednego z żołnierzy zatrzymanych w związku z ostrzelaniem afgańskiej wioski Nangar Khel.

Sędzia Andrzej Tomczyk w uzasadnieniu postanowienia podkreślił, że podejrzanemu zarzuca się popełnienie zbrodni. – Fakt popełnienia przez podejrzanego czynu został w wysokim stopniu uprawdopodobniony – zaznaczył SN dodając, że grozi za to surowa kara i że Olgierd C. mógłby na wolności wpływać na zeznania świadków.

To decyzja wobec pierwszego z sześciu podejrzanych w sprawie o zbrodnię wojenną w Afganistanie. Izba Wojskowa SN rozpatrzyła zażalenia obrońców na przedłużenie aresztów wobec sześciu żołnierzy (sprawa siódmego będzie rozpatrzona w innym terminie).

Żołnierze z bielskiego batalionu desantowo-szturmowego zostali aresztowani w listopadzie 2007 r. W lutym Wojskowy Sąd Okręgowy w Warszawie przedłużył im areszty do 13 maja. Tę decyzję zaskarżyli obrońcy, wnosząc o umożliwienie ich klientom odpowiadania z wolnej stopy.

Podejrzani to żołnierze z Batalionu Desantowo-Szturmowego w Bielsku-Białej – kpt. Olgierd C., ppor. Łukasz B., chor. Andrzej O., plut. Tomasz B. oraz starsi szeregowi Damian L., Robert B. i Jacek J. Sześciu z nich prokuratura zarzuciła zabójstwo ludności cywilnej, za co grozi kara od 12 lat więzienia do dożywocia. Siódmemu postawiono zarzut ataku na niebroniony obiekt cywilny – grozi mu do 25 lat więzienia.

Do ostrzału afgańskiej wioski doszło 16 sierpnia 2007 roku. Na miejscu zginęło sześć osób, dwie następne zmarły w wyniku odniesionych ran; wśród poszkodowanych były dzieci i kobiety. (IAR, PAP, TVP)

Sprawa durnia znów na wokandzie

PAP, TVN24.pl
CZY LECH WAŁESA POWINIEN STANĄC PRZED SĄDEM?
Sprawa "durnia" znów na wokandzie
Fot. TVN24
Po raz kolejny sąd pochyli się nad słowami „Durnia mamy za prezydenta”. Sąd Okręgowy w Gdańsku rozpatrzy zażalenie obecnego prezydenta na umorzenie śledztwa w sprawie znieważenia go przez Lecha Wałęsę. Posiedzenie będzie niejawne.
Wałęsa może mówić "dureń" na prezydenta

Słowa o durniu padły w lutym 2007 r., po ujawnieniu przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego raportu z weryfikacji Wojskowych Służb Informacyjnych,. Lech Wałęsa w emocjonalnej wypowiedzi na antenie TVN24 stwierdził, że raport jest "głupi" i "w ogóle nie uwzględnia tamtych czasów".
Dokument wskazywał m.in., że Wałęsa ponosi "szczególną odpowiedzialność" za nieprawidłowości w WSI. Na stwierdzenie dziennikarki, że właśnie wykrzyczał swój żal do L. Kaczyńskiego, Wałęsa odparł: "Bo tego durnia mamy za prezydenta".

Co sądzisz o ściganiu Lecha Wałesy za "durnia"?
powinien stanąć przed sądem - to oczywiste, że znieważył prezydenta
to prywatna sprawa między byłym i obecnym prezydentem - jesli Kaczyński chce ścigać Wałęsę, to jego prawo
Lech Wałęsa dał się ponieść emocjom, ale nie znieważył urzędującego prezydenta - nie powinien być ścigany
zupełnie mnie to nie obchodzi

Przepraszał, ale nieprzekonująco

Lech Wałęsa potem przepraszał za te słowa, "jeśli ktokolwiek z rodaków poczuł się nimi urażony". Jak dodał, przeprasza "za siebie i za polityków, którzy do takich stwierdzeń czasem zmuszają". Do prokuratur trafiły wtedy liczne doniesienia od osób prywatnych, a także od posłów PiS Jolanty Szczypińskiej i Karola Karskiego.

Dał się ponieść emocjom?

W lutym 2008 r. Prokuratura Okręgowa w Warszawie umorzyła śledztwo uznając, że wypowiedź Lecha Wałęsy była emocjonalna, ale nie znieważająca i nie nosiła cech przestępstwa.

Kancelaria Prezydenta RP złożyła wówczas zażalenie, uzasadniając je względami formalnoprawnymi i błędami proceduralnymi.

Zażaleniem sąd miał się zająć już w listopadzie, jednak sprawę odroczono z powodu "papierka". Sąd nie otrzymał potwierdzenia odbioru zawiadomienia o terminie rozprawy przez Kancelarię Prezydenta.

aga/sk

Podległość WSI

WSI i handel bronią
08.06.2005 19:42 (aktualizacja 19:46)
Pod koniec lipca Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie planuje zakończyć śledztwo w sprawie handlu bronią przez osoby z kierownictwa Wojskowych Służb Informacyjnych i zdecydować o postawieniu zarzutów - poinformował zastępca wojskowego prokuratora okręgowego ppłk Jerzy Kwieciński.

Postępowanie prokuratury jest w całości objęte klauzulą "ściśle tajne", materiał dowodowy obejmuje zeznania kilkudziesięciu świadków i kilkaset dokumentów, głównie tajnych.

Dowody w śledztwie prokuratura pozyskiwała z sejmowej komisji do spraw służb specjalnych, WSI, Agencji Wywiadu, departamentu obrotu specjalnego resortu gospodarki, MSWiA, IPN, Sądu Rejonowego w Gdańsku oraz archiwów wojskowych.

O udziale Wojskowych Służb Informacyjnych w handlu bronią doniosła w 2001 roku "Rzeczpospolita". Gazeta opisała nielegalne operacje handlu bronią prowadzone w latach 1992-1996 przy udziale oficerów i współpracowników WSI.

Broń z magazynów polskiej armii miała trafiać za pośrednictwem cywilnych firm do państw objętych embargiem, do przestępców działających w Polsce i innych krajach, w tym do rosyjskiej mafii.

Według "Rz", WSI nie tylko nie ujawniły, że broń trafiała do terrorystów i gangsterów, ale wręcz przeciwnie - same umożliwiły przestępstwo, pomagając należącej do ich współpracownika prywatnej spółce Steo otrzymać koncesję na handel bronią i kupić broń z magazynów wojska. Aferę wykryli celnicy w Estonii, przez którą przerzucano broń.

Przed sądem w Gdańsku toczy się tajny proces sześciu osób kierujących spółkami Steo i Cenrex lub współpracujących z nimi.

Prokuratura prowadziła postępowanie przygotowawcze w sprawie niedopełnienia i przekroczenia obowiązków w latach 1993-96 w celu osiągnięcia korzyści majątkowych przez osoby z kierownictwa WSI. Umorzyła je we wrześniu 2000 roku.

Dwa lata później WPO podjęła postępowanie na nowo. Za przekroczenie uprawnień lub niedopełnienie obowiązków dla osiągnięcia korzyści funkcjonariuszowi publicznemu grozi do 10 lat więzienia.

(PAP)

5 lat za szpiegostwo...

ciąg dalszy sprawy Sz.
_________________________________________
Ruszył proces o szpiegostwo na rzecz USA
Przed Wojskowym Sądem Okręgowym w Warszawie (WSO) ruszył ponownie proces byłego oficera Wojskowych Służb Informacyjnych płk. rez. Zbigniewa Sz., oskarżonego o szpiegostwo na rzecz wywiadu USA w latach 1993-1996.
Przewodniczący składu sędziowskiego, sędzia Janusz Kogut poinformował po rozpoczęciu rozprawy, że cały proces został utajniony. Tajne były również rozprawy w poprzednim procesie, w którym w marcu 2005 r. WSO skazał Sz. na 5 lat więzienia i degradację. Nie podano wtedy żadnych szczegółów sprawy.

Wiadomo tylko, że Sz. skazano z artykułu kodeksu karnego mówiącego o udzielaniu obcemu wywiadowi wiadomości, których przekazywanie "może wyrządzić szkodę Rzeczypospolitej Polskiej". Grozi za to nie mniej niż 3 lata więzienia. Wyrok został uchylony przez Sąd Najwyższy, który dopatrzył się "uchybień natury procesowej".

Sz. - nadzorujący w WSI attache wojskowych za granicą - został zdemaskowany w 1996 r. przez Urząd Ochrony Państwa. Ujawnił to w 1999 r. nieistniejący już dziennik "Życie", według którego Sz. współpracował za pieniądze z wywiadem USA. Miało do tego dojść m.in. podczas pobytu Sz. w USA.

Według "Życia", w 1996 r. ówczesne polskie władze, w tym prezydent Aleksander Kwaśniewski, podjęły decyzję, że Sz. nie stanie przed sądem, i zgodziły się tym samym na jego wyjazd do USA.

"Za moją wiedzą żaden szpieg jeszcze nie uciekł" - tak komentował sprawę prezydent.

Dodał, że "tamta decyzja była całkowicie w gestii wywiadu". Józef Oleksy, który do lutego 1996 r. był premierem, mówił zaś, że znał sprawę, ale decyzja o wypuszczeniu szpiega "nie była decyzją szczebla prezydenckiego".

Sprawy nie chcieli wtedy komentować Zbigniew Siemiątkowski - ówczesny szef MSW nadzorujący służby specjalne, ani ówczesny szef MON Stanisław Dobrzański.

Jeszcze przed wydrukowaniem swego artykułu dziennikarze "Życia" złożyli doniesienie o szpiegu do prokuratury wojskowej. Wszczęła ona śledztwo, a za Sz., który wyjechał do USA, wydano list gończy. W 2003 r. Sz. wrócił do Polski - po wystawieniu mu listu żelaznego przez WSO. List ten gwarantuje, że pozostanie on na wolności, a do więzienia trafi dopiero po prawomocnym wyroku skazującym. Wcześniej Sz. może także wyjechać z Polski. Wydanie listu sąd tłumaczył tym, że bez niego podejrzany w ogóle nie stawiłby się w Polsce.

Strażnicy z radarami i fotoradarami!

Zmiana przepisów umożliwić ma strażnikom kontrolowanie kierowców m.in. pod kątem dozwolonej prędkości.

Mogą czy nie?

Obecnie, zgodnie z ustawą, prawo do wlepiania mandatów na podstawie wskazań radarów i zdjęć z fotoradarów mają Policja, Straż Graniczna, organy celne i w ograniczonym zakresie Żandarmeria Wojskowa. W ustawie nie ma mowy o korzystaniu z tych urządzeń przez strażników. Możliwość taką daje im rozporządzenie ministra spraw wewnętrznych i administracji, co – jak potwierdzają wyroki sądów i opinia Rzecznika Praw Obywatelskich – jest sprzeczne z polskim prawem.

Niedawno Sąd Okręgowy w Gliwicach uznał, że strażnicy nie mają prawa „łapać” kierowców na fotoradar i wystawiać im mandatów za przekraczanie prędkości.

- Sąd uchylił poprzedni wyrok (zasądzający karę – przyp. red.) i umorzył postępowanie przeciwko kierowcy, zgadzając się z argumentacją, że „straż gminna nie ujawniła wykroczenia w zakresie swojego działania” – komentował sprawę sędzia Tomasz Pawlik, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Gliwicach.
We Wrocławiu sprawa wyglądała nieco inaczej.

- Sąd nie zakwestionował postępowania mandatowego. Uznał natomiast, że kierowaniem wniosku o ukaranie kierowcy powinni zajmować się policjanci, a nie strażnicy – mówi Robert Korzeniowski z wrocławskiej straży miejskiej.

Ma być bezpieczniej

Jeśli zapis o możliwości posługiwania się radarami i fotoradarami znajdzie się w znowelizowanej ustawie, nie będzie już szans na wymiganie się od mandatu.

- Taka regulacja rozwieje wątpliwości dotyczące podstaw prawnych działalności strażników – mówi Marek Kulasza ze Straży Miejskiej Miasta Stołecznego Warszawy. – Najważniejsze w tym wszystkim jest tak naprawdę zwiększenie bezpieczeństwa ruchu drogowego. Kierowcy chcąc uniknąć mandatu za przekroczenie prędkości będą częściej zdejmować nogę z gazu, co bezpośrednio wpłynie na zmniejszenie ilości wypadków – stwierdza Marek Kulasza.

Walka z pijanymi

To nie koniec zmian w ustawie Prawo o ruchu drogowym. Rządowy projekt zakłada także wprowadzenie przymusowego badania kierowcy podejrzanego o prowadzenie pojazdu pod wpływem alkoholu.

- Jeśli kierowca odmówi dmuchania w alkomat, policja będzie miała prawo poddania go, nawet bez jego zgody, badaniu krwi lub moczu – mówi Edward Siarka, poseł PiS z sejmowej komisji administracji i spraw wewnętrznych, która w najbliższym czasie zajmie się projektem nowelizacji.

źródło: motofakty.pl

Zbrodniarzy dwóch - jeden odznaczony, drugi ukarany

Cytat:Ruszył proces o szpiegostwo na rzecz USA
Przed Wojskowym Sądem Okręgowym w Warszawie (WSO) ruszył ponownie proces byłego oficera Wojskowych Służb Informacyjnych płk. rez. Zbigniewa Sz., oskarżonego o szpiegostwo na rzecz wywiadu USA w latach 1993-1996.
Przewodniczący składu sędziowskiego, sędzia Janusz Kogut poinformował po rozpoczęciu rozprawy, że cały proces został utajniony. Tajne były również rozprawy w poprzednim procesie, w którym w marcu 2005 r. WSO skazał Sz. na 5 lat więzienia i degradację. Nie podano wtedy żadnych szczegółów sprawy.

Wiadomo tylko, że Sz. skazano z artykułu kodeksu karnego mówiącego o udzielaniu obcemu wywiadowi wiadomości, których przekazywanie "może wyrządzić szkodę Rzeczypospolitej Polskiej". Grozi za to nie mniej niż 3 lata więzienia. Wyrok został uchylony przez Sąd Najwyższy, który dopatrzył się "uchybień natury procesowej".

Sz. - nadzorujący w WSI attache wojskowych za granicą - został zdemaskowany w 1996 r. przez Urząd Ochrony Państwa. Ujawnił to w 1999 r. nieistniejący już dziennik "Życie", według którego Sz. współpracował za pieniądze z wywiadem USA. Miało do tego dojść m.in. podczas pobytu Sz. w USA.

Według "Życia", w 1996 r. ówczesne polskie władze, w tym prezydent Aleksander Kwaśniewski, podjęły decyzję, że Sz. nie stanie przed sądem, i zgodziły się tym samym na jego wyjazd do USA.

"Za moją wiedzą żaden szpieg jeszcze nie uciekł" - tak komentował sprawę prezydent.

Dodał, że "tamta decyzja była całkowicie w gestii wywiadu". Józef Oleksy, który do lutego 1996 r. był premierem, mówił zaś, że znał sprawę, ale decyzja o wypuszczeniu szpiega "nie była decyzją szczebla prezydenckiego".

Sprawy nie chcieli wtedy komentować Zbigniew Siemiątkowski - ówczesny szef MSW nadzorujący służby specjalne, ani ówczesny szef MON Stanisław Dobrzański.

Jeszcze przed wydrukowaniem swego artykułu dziennikarze "Życia" złożyli doniesienie o szpiegu do prokuratury wojskowej. Wszczęła ona śledztwo, a za Sz., który wyjechał do USA, wydano list gończy. W 2003 r. Sz. wrócił do Polski - po wystawieniu mu listu żelaznego przez WSO. List ten gwarantuje, że pozostanie on na wolności, a do więzienia trafi dopiero po prawomocnym wyroku skazującym. Wcześniej Sz. może także wyjechać z Polski. Wydanie listu sąd tłumaczył tym, że bez niego podejrzany w ogóle nie stawiłby się w Polsce.



Jednak będzie sądzony. Ciekawe jaki dostanie wyrok. A co z tymi z którymi współpracował? Przecież donosił naszemu "wielkiemu" sojusznikowi. Co wy na to?

Zatrzymanie 7 żołnierzy I zmiany w Afganistanie

Panie i Panowie.

Sprawa 7-miu zolnierzy z 18 bdsz jest sprawa szczegolna i raczej priorytetowa dla Wojskowej Prokuratury Okregowej w Poznaniu, a zarazem dla calego wymiaru sprawiedliwosci w wojskowych organach scigania ze wzgledu na zbyt wielkie i obszerne zainteresowanie medialne w naszym kraju jak tez za granica i w tym przypadku Prokuratura Wojskowa nie moze sobie pozwolic na porazke z ich strony, iz to jest koniec dla tych Prokuratorow Wojskowych i Zandarmow, ktorzy brali i nadal biora udzial w tym sledztwie w fazie poczatkowej i na obecnym etapie i za wszelka cene beda chcieli doprowadzic do skazania przez dany Sad Wojskowy w/w zolnierzy z 18 bdsz.

To, ze pułkownik Jakub Mytych, Zastepca Szefa Prokuratury Wojskowej w Poznaniu udziela stosownego wywiadu i informuje, ze obrona tymczasowo aresztowanych nie wystapila ze stosownym wnioskiem do WPO Poznan o udzielenie tzw. przepustki tymczasowo aresztowanym to jest zwykle MYDLENIE OCZU samym zainteresowanym, rodzinie i spoleczenstwu, iz wiadomo jaka by byla odpowiedz w tym przypadku NEGATYWNA.

Natomiast wracajac do obrony tymczasowo aresztowanych Panowie obroncy na litosc boska interesujcie sie tym co sie dzieje w tym sledztwie i nie przepuszczajcie zadnej okazji w tym zakresie, iz taka Wasza rola, aby skladac roznego rodzaju wnioski itd.

Wiem i zdaje sobie sprawe, ze dany obronca ma jeszcze np. 137 innych spraw na wokandzie, ale ta sprawa jest wyjatkowa i szczegolna o specyficznym charakterze, iz to narazie jest taki pierwszy przypadek w WP, ale uwazam, ze reaczej nie ostatni, iz zolnierze beda brali udzial jeszcze w wielu innych misjach, a sytuacje moga byc rozne, a wiec rownajmy do najlepszych w tym zakresie.

Nie jestem obronca, ale Prokurature Wojskowa i ZW punktowal bym na wiele sposobow skladajac stosowne wnioski, uzupelnienia itd. a tym bardziej z tym doswiadczeniem z MON i z rejonow misji oraz z Afghanistanu.

To, ze Komendant Glowny ZW zostal odwolany to juz jest faktem jak tez Naczelny Prokurator Wojskowy, ale uwazam, ze przyjdzie czas na Zandarmow z OS ZW Warszawa, ktorzy bezposrednio brali udzial przy zatrzymaniu tej 7-mki z 18 bdsz i ich zbyt osobiste zaangazowanie na wyrost i agresje, iz uwazam, ze rodzina tego faktu nie odpusci, a czas robi swoje.

Nie potrzebnie na tym etapie (Wasz lekarz Minister MON) zabieraja glos w tym zakresie, iz to nikomu nie sprzyja. Wiem, ze on nie byl nie jest i juz nigdy nie bedzie zolnierzem jak tez chyba prawnikiem, a jego wypowiedzi sa czasem chwiejne i dziwne.

Zatrzymanie 7 żołnierzy I zmiany w Afganistanie

Cytat:Czy aresztowani w sprawie Nangar Khel wyjdą wcześniej na wolność?

11 marca Izba Wojskowa Sądu Najwyższego rozpatrzy zażalenia obrony na przedłużenie przez Wojskowy Sąd Okręgowy w Warszawie aresztów wobec żołnierzy podejrzanych w związku z ostrzelaniem afgańskiej wioski Nangar Khel - poinformowano w zespole prasowym SN.

O przedłużeniu im aresztów o kolejne trzy miesiące WSO zdecydował 12 lutego. Postanowienie jest nieprawomocne.

Jak wyjaśniał wówczas na specjalnej konferencji prasowej po tajnym dla mediów posiedzeniu sądu sędzia Mirosław Jaroszewski z WSO, powodem przedłużenia było duże prawdopodobieństwo popełnienia zarzucanego czynu, obawa matactwa, grożąca surowa kara oraz obawa ucieczki jednego z żołnierzy.

Sąd wskazał także na konieczność wykonania kolejnych czynności procesowych. Podkreślano wtedy także, iż nie istnieją przesłanki przemawiające za uchyleniem aresztu i zamianą go na poręczenie - majątkowe lub osób godnych zaufania.

Podejrzani to kpt. Olgierd C., ppor. Łukasz B., chor. Andrzej O., plut. Tomasz B. oraz starsi szeregowi Damian L., Robert B. i Jacek J.

Sześciu żołnierzom z Batalionu Desantowo-Szturmowego w Bielsku-Białej prokuratura zarzuciła zabójstwo ludności cywilnej, za co grozi kara od 12 lat więzienia do dożywocia. Siódmemu postawiono zarzut ataku na niebroniony obiekt cywilny - grozi mu do 25 lat więzienia. Żołnierze zostali aresztowani 13 listopada. Później areszt przedłużono do 13 maja.

Do ostrzału wioski Nangar Khel doszło 16 sierpnia ub. roku. Na miejscu zginęło sześć osób, dwie następne zmarły w wyniku odniesionych ran. Wśród poszkodowanych były dzieci i kobiety - trzy zostały poważnie okaleczone.

O uwolnienie podejrzanych i umożliwienie im odpowiadania przed sądem z wolnej stopy zaapelowali przed kilkoma dniami emerytowani generałowie - wśród nich bohaterowie II wojny światowej, członkowie Kapituły Orderu Wojennego Virtuti Militari i pierwszy dowódca jednostki GROM Sławomir Petelicki - a także profesorowie prawa.
Źródło : PAP



Nie chce być złym prorokiem ale z prawnego punktu widzenia nie mają na to szans.

Zatrzymanie 7 żołnierzy I zmiany w Afganistanie

Cytat:Biegli pojadą do Nangar Khel w kwietniu
nat 31-03-2008, ostatnia aktualizacja 31-03-2008 14:46

Dziewiątego kwietnia do Afganistanu wyjedzie zespół biegłych, który na miejscu zbada okoliczności ostrzelania afgańskiej wioski Nangar Khel. Śledztwo w sprawie polskich żołnierzy ma się zakończyć w czerwcu.

Jak powiedział Karol Frankowski z Naczelnej Prokuratury Wojskowej, grupa pięciu biegłych przeprowadzi w Afganistanie eksperyment procesowy. Ma on określić stan moździerza i amunicji użytej w trakcie akcji w Nangar Khel, gdzie zginęli afgańscy cywile. Pierwotnie biegli mieli wyjechać do Afganistanu w lutym. Wyjazd uniemożliwiła wówczas szczególnie surowa zima panująca w tym kraju.

Według obrońców podejrzanych żołnierzy, przyczyną przypadkowego ostrzelania wioski i śmierci jej mieszkańców mógł być wadliwie działający moździerz lub też wadliwa amunicja.

Jak dodał Frankowski, śledztwo w sprawie ostrzelania Nangar Khel powinno się zakończyć w czerwcu.

Do ostrzału wioski doszło w sierpniu ubiegłego roku. W wyniku działań polskich żołnierzy zginęło kilkoro afgańskich cywili, w tym kobiety i dzieci.

Siedmiu żołnierzy bielskiego batalionu zostało aresztowanych w listopadzie 2007 r. W lutym Wojskowy Sąd Okręgowy w Warszawie przedłużył im areszty do 13 maja.

Prokuratura zarzuciła sześciu żołnierzom zabójstwo ludności cywilnej, za co grozi kara od 12 lat więzienia do dożywocia. Siódmemu postawiono zarzut ataku na niebroniony obiekt cywilny - za co grozi do 25 lat więzienia.
Źródło : PAP



No nareszcie biegli spakowali walizeczki i polecą . Szczerze czekam z niecierpliwością na wyniki ich ekspertyzy.

Zatrzymanie 7 żołnierzy I zmiany w Afganistanie

Młyny sprawiedliwości mielą powoli. I jedna rzecz mnie zastanawia, czemu na poligonie? Nie dało by się strzelać w pobliżu miejsca zdarzenia? Za dzisiejszą Rzeczpospolitą:
Cytat:Biegli zbadają moździerz na afgańskim poligonie
eb 08-04-2008, ostatnia aktualizacja 08-04-2008 10:42
Grupa pięciu biegłych wyleci jutro do Afganistanu, aby zbadać stan moździerza, z którego ostrzelano wioskę Nangar Khel. Biegli sprawdzą broń na jednym z tamtejszych poligonów

Eksperci przeprowadzą w Afganistanie eksperyment procesowy. Ma on określić stan moździerza i amunicji użytej w trakcie akcji w Nangar Khel, gdzie zginęli afgańscy cywile.

Jednym z wątków, który musi zbadać prokuratura, jest stan techniczny moździerza, z którego ostrzelano wioskę, i użytej do tego celu amunicji. Ekspertyza ma wykluczyć bądź potwierdzić tezę, że to wada broni doprowadziła do uderzenia jednego z pocisków w wioskę afgańską.

Powrót biegłych zaplanowano na 16 kwietnia. Pierwotnie eksperci mieli wyjechać do Afganistanu w lutym. Wyjazd uniemożliwiła wówczas szczególnie surowa zima panująca w tym kraju.

Jak dodał Frankowski, śledztwo w sprawie ostrzelania Nangar Khel powinno się zakończyć w czerwcu.

Do ostrzału wioski doszło w sierpniu ubiegłego roku. W wyniku działań polskich żołnierzy zginęło kilkoro afgańskich cywili, w tym kobiety i dzieci.

Siedmiu żołnierzy bielskiego batalionu zostało aresztowanych w listopadzie 2007 r. W lutym Wojskowy Sąd Okręgowy w Warszawie przedłużył im areszty do 13 maja.

Prokuratura zarzuciła sześciu żołnierzom zabójstwo ludności cywilnej, za co grozi kara od 12 lat więzienia do dożywocia. Siódmemu postawiono zarzut ataku na niebroniony obiekt cywilny - za co grozi do 25 lat więzienia.

Źródło : PAP

Zatrzymanie 7 żołnierzy I zmiany w Afganistanie

Cytat:
Rodziny żołnierzy z Nangar Khel spotkały się z Ćwiąkalskim
eb, gaw 06-05-2008, ostatnia aktualizacja 06-05-2008 19:42

Minister sprawiedliwości Zbigniew Ćwiąkalski spotkał się z członkami rodzin aresztowanych żołnierzy podejrzanych o ostrzelanie afgańskiej wioski Nangar Khel. Bliscy żołnierzy protestowali przed gmachem ministerstwa.

- Przyjechałam zaprotestować przeciw niesprawiedliwości, jaka spotkała mojego męża, moją rodzinę i wszystkie rodziny siedmiu aresztowanych żołnierzy. Jedyne wyjście, to żeby wyszli z aresztu. Sprawa musi się jak najszybciej skończyć - mówiła przed spotkaniem żona innego żołnierza Anna Borysiewicz.

Według informacji z ministerstwa sprawiedliwości, Zbigniew Ćwiąkalski zadeklarował dalsze monitorowanie przebiegu postępowania w prokuraturze. Obiecał też, że na początku czerwca dojdzie do kolejnego spotkania z członkami rodzin. Obok rodzin żołnierzy przed ministerstwem protestowali też przedstawiciele stowarzyszeń, domagających się usprawnienia działania wymiaru sprawiedliwości.

Opinie psychiatryczne podejrzanych

Prokuratura otrzymała opinie biegłych psychiatrów na temat stanu psychicznego żołnierzy podejrzanych o ostrzelanie afgańskiej wioski Nangar Khel.

- Opinia biegłych dotyczy zdolności żołnierzy do rozpoznania i właściwej oceny swoich czynów w momencie ostrzelania Nangar Khel. Po zapoznaniu się z materiałem dowodowym zostanie on natychmiast przesłanych do Wojskowego Sądu Okręgowego w Warszawie - powiedział Karol Frankowski z Naczelnej Prokuratury Wojskowej w Poznaniu. Dodał, że prokuratura nie będzie upubliczniała wyników ekspertyz.

Sprawa Nangar Khel

W piątek Wojskowy Sad Okręgowy w Warszawie ma zadecydować o przedłużeniu tymczasowego aresztowania wobec wszystkich zatrzymanych żołnierzy.

Do ostrzału wioski doszło 16 sierpnia ub. roku. W jego wyniku zginęło ośmioro afgańskich cywili, w tym kobiety i dzieci. Sześciu żołnierzom z 18. bielskiego Batalionu Desantowo-Szturmowego prokuratura zarzuciła zabójstwo ludności cywilnej, siódmemu - atak na niebroniony obiekt cywilny; wszyscy przebywają w areszcie.

Według ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ćwiąkalskiego postępowanie w sprawie Nangar Khel zakończy się do 30 czerwca br.
Źródło : PAP



Tego chyba nie trzeba komentować ???

Zatrzymanie 7 żołnierzy I zmiany w Afganistanie

A rano na Onecie:

Cytat:Opinia psychiatry o żołnierzach - mieli "ograniczoną poczytalność"?

Część żołnierzy podejrzanych w sprawie ostrzelania afgańskiej wioski Nangar Khel może liczyć na nadzwyczajne złagodzenie kary; Naczelna Prokuratura Wojskowa zdecydowała wobec nich o zmianie kwalifikacji prawnej czynu - poinformowały "Wiadomości" TVP.
Na korzyść podejrzanych przemawia opinia biegłych psychiatrów, według której niektórzy z nich działali w stanie ograniczonej poczytalności.

Według "Wiadomości", na złagodzenie kary może liczyć czwórka podejrzanych. Dzięki niej sąd może - choć nie musi - wymierzyć im niższą karę pozbawienia wolności.

- Uznano, że niektórzy żołnierze, wskutek stresu na polu walki działali w warunkach ograniczonej poczytalności co może spowodować nadzwyczajne złagodzenie kary - powiedział mec. Piotr Kruszyński, adwokat jednego z żołnierzy.

Jak dodał Kruszyński, opinia biegłych psychiatrów "nie miała prostego przełożenia" na piątkową decyzję sądu o wypuszczeniu z aresztu trzech podejrzanych.

Według Kodeksu Karnego "jeżeli w czasie popełnienia przestępstwa zdolność rozpoznania czynu lub kierowania postępowaniem była w znacznym stopniu ograniczona, sąd może zastosować nadzwyczajne złagodzenie kary".

Naczelna Prokuratura Wojskowa w Poznaniu we wtorek otrzymała opinie biegłych z Kliniki Psychiatrii Wojskowego Szpitala Klinicznego w Bydgoszczy.

W piątek Wojskowy Sąd Okręgowy w Warszawie rozpatrzył wniosek prokuratury o przedłużenie tymczasowego aresztowania dla siedmiu podejrzanych żołnierzy. Sąd uchylił areszt trzem z nich. Czterej mają zostać w areszcie do 13 sierpnia.

Trzej żołnierze nadal przebywają w aresztach śledczych w Środzie Wielkopolskiej i w Poznaniu. Do ich wypuszczenia wymagane są dostarczone z sądu oryginały odpisu postanowienia o uchylenie aresztu i nakaz zwolnienia, które dotrą do obu placówek prawdopodobnie w poniedziałek.

Do ostrzału wioski doszło 16 sierpnia ub. roku. W jego wyniku zginęło ośmioro afgańskich cywili, w tym kobiety i dzieci.

Sześciu żołnierzom z 18. bielskiego Batalionu Desantowo- Szturmowego prokuratura zarzuca zabójstwo ludności cywilnej, za co grozi kara do dożywocia; jednemu - atak na niebroniony obiekt cywilny, za co grozi do 25 lat więzienia.

Prokuratura zapewnia, że postępowanie w sprawie Nangar Khel zakończy się do 30 czerwca br.



Oto moc sprawcza zawodu psychiatry.

Zatrzymanie 7 żołnierzy I zmiany w Afganistanie

Dzisiejsza zmiana etatu prokuratora Frankowskiego, to likwidacja politycznych decyzji Naczelnego Prokuratora Wojskowego pana Szałka, który swoją decyzją wprowadził w skład prokurator wojskowych 30 % etatów wojskowych. Oczywiście obsadzono główne stanowiska, a w tym stanowisko prokuratora zajmującego się sprawa afgańskich komandosów.
Tak obsadzone stanowisko, to dobry start do ręcznego sterowania śledztwami. To przecież prokurator Frankowski, wbrew ogólnie przyjętym procedurom odrzucał wszelkie wnioski obrony. Ciekawą rolę w tym wszystkim odgrywa generał, czy też admirał Woźniak/ oznaki stopnia wskazują na marynarza, a media nazywają go generałem/, który jeszcze kilka dni temu buńczucznie ogłaszał, że w oskarżeniu nic się nie zmieni.Prokurator Woźniak oświadczał, że akt oskarżenia nie pozostawia żadnych wątpliwości, co by oznaczało, że cała prokuratura w pełni utożsamiała się z przygotowanymi prze prok. Frankowskiego oskarżeniami. Można powiedzieć, że cały układ wzajemnie popiera się i tylko nacisk PRAWDY zmusza oskarżycieli do wycofania się na nowe pozycje.

Warto jednocześnie zauważyć, że zarówno w wypowiedziach prokuratora Frankowskiego, jak i prokuratora Woźniaka słyszymy ciągle ich oceny i jednocześnie oskarżenia.
„WYGLĄDAŁO TO NA TYPOWE STRZELANIE NA CELNOŚĆ-mówił prokurator Woźniak. Nikt nie zauważa, że brak tu wypowiedzi eksperta. Prokurator jest oskarżycielem i ekspertem w jednej osobie.
Czy nie może rodzić się pytanie, że to oskarżenie było komuś potrzebne? Pamiętamy, co o tym zdarzeniu na początku powiedział były szef MON A. Szczygło. Chodziło o tych durnych żołnierzy

Dzisiaj wreszcie zaczynamy zauważać inne fakty, które nie były możliwe do przedstawienia przez obronę. Ale dlaczego? Ponieważ taki jest styl procesowania w wojskowej prokuraturze. Wnioski obrony są odrzucane. I nie liczą się cywilizowane i ogólnie przyjęte reguły prawne. To musiało w końcu doprowadzić do tego, że miarka się przebrała. Wreszcie dowody zaczynają przemawiać. Nawet dotychczas bezkarny w swoim postępowaniu były minister Ziobro może zostać pociągnięty do odpowiedzialności karnej. Jego prokurator Frankowski idzie na urlop i na sprawę afgańską trzeba spojrzeć nie przez pryzmat potrzeb politycznych, ale okiem wojskowych ekspertyz zarówno polskich, jak i amerykańskich.
Oczywiście trzeba też spojrzeć na rolę Wojskowego Sądu Okręgowego w Warszawie, bez którego wsparcia nie mogłoby być w ten sposób prowadzone to śledztwo. Ale to już na inna historię

Zatrzymanie 7 żołnierzy I zmiany w Afganistanie

Wbrew oczekiwaniom ciągle interesujemy się sprawą Nangar Khel. Im dalej od politycznego nacisku na prowadzących śledztwo i w miarę ubywania lojalnych i podporządkowanych prokuratorów wojskowych, a przede wszystkim coraz większe poczucie zagrożenia w środowisku sędziów wojskowych, tym bardziej oczywistym staje się, że to tzw. śledztwo i „przekonywujące” dowody na ludobójstwo okazują się zwykłymi teczkami nic nie wartej makulatury, która każdy adept prawa wyrzuciłby do kosza.
Mimo, że sąd wyznaczył już na 9 października termin pierwszej rozprawy, to z dobrze poinformowanych kręgów dochodzą informacje, że sąd może zdecydować o odesłaniu akt do ponownego rozpatrzenia przez prokuraturę. Ciekawe będzie, która to prokuratura teraz przystąpi do pracy? W tym wypadku nie jest przecież istotnego, że ponownie trzeba będzie przeprowadzić tę procedurę, ale fakt, że dotychczasowe materiały były zbyt mocno naciągane.
To, że w Afganistanie toczy się bezpardonowa wojna wszyscy wiemy i nikt tego nie kwestionuje, że w czasie jednej z akcji zginęły osoby cywilne, to też nie podlega dyskusji, ale wszystko pozostałe, to spreparowane na czyjś użytek stek bzdur. A najbardziej absurdalne były podstawy, jakich użyto do sporządzenia aktu oskarżenia.
Najbardziej absurdalny jest pogląd, jaki ciągle obowiązuje w Wojskowym Sądzie Okręgowym w Warszawie gdzie słychać jeszcze duże powątpiewanie o potrzebie zwrotu akt sprawy do prokuratury. W sądzie tym jeszcze nie ochłonięto z wrażenia, że były ciągle dostępne wiarygodne dokumenty nie potwierdzające skarżenia, a których również sędziowie nie raczyli zauważyć.
Niestety, jest coraz więcej dowodów na wielkie zaniedbania, brak profesjonalizmu, lub celowość w prowadzeniu tego śledztwaoraz to, że winnych należy szukać nie tylko wśród prokuratury i sędziów, ale przede wszystkim wśród stojących wyżej decydentów.

Zatrzymanie 7 żołnierzy I zmiany w Afganistanie

Cytat:Sensacyjne taśmy z Nangar Khel: żołnierze negocjowali z poszukiwanym talibem.

Reporterzy Wiadomości TVP dotarli do filmu nakręconego w czasie wizji lokalnej tuż po wydarzeniach w Nangar Khel. Na filmie widać, jak polscy żołnierze negocjują odszkodowanie za zabicie mieszkańców wioski. Jednym z negocjatorów jest poszukiwany listem gończym talib.

Film został nakręcony dwa dni po tragedii - informuje TVP na swojej stronie internetowej. Widać na nim, jak polscy żołnierze negocjują wysokość odszkodowania dla rodzin zabitych Afgańczyków. Negocjacje prowadzą z występującym w imieniu wioski Bismelahem, synem Sarwara Khana. Jak się okazało, mężczyzna jest poszukiwany listem gończym talibem.

Wojskowy Sąd Okręgowy Warszawie zwrócił w czwartek do prokuratury sprawę siedmiu żołnierzy oskarżonych o zabicie cywilów w afgańskiej wiosce Nangar Khel w sierpniu ubiegłego roku. Prokuratura nie zgadza się z uzasadnieniem decyzji sądu i zapowiedziała odwołanie do Izby Wojskowej Sadu Najwyższego.

Filmu pokazanego przez Telewizję Polską jak dotąd nie widziała ani prokuratura ani sąd.

Prokuratura wojskowa oskarżyła sześciu żołnierzy - chor. Andrzeja O., plut. Tomasza B., kpt. Olgierda C., ppor. Łukasza B. oraz starszych szeregowych Jacka J. i Roberta B. - o zabójstwo ludności cywilnej, za co grozi dożywocie. St. szer. Damian L. jest oskarżony o ostrzelanie niebronionego obiektu, za co grozi od 5 do 15 lat. Wszyscy oskarżeni, którzy byli aresztowani, są obecnie na wolności.

Wskutek ostrzału wioski przez polskich żołnierzy na miejscu zginęło sześć osób (w tym troje małych dzieci), dwie zmarły w szpitalu. Dwie kobiety zostały okaleczone. Prokuratura podkreśla, że żołnierze ostrzelali wioskę, choć ze strony jej mieszkańców nic im nie groziło.

Oskarżeni nie przyznają się do winy. Obrona twierdzi, że jedną z przyczyn tragedii były wady broni i pocisków; prokuratura odrzuca ten argument.

Do odrębnego postępowania wyłączono kilkanaście innych wątków związanych ze sprawą żołnierzy Nangar Khel. Chodzi m.in. o znieważenie zwłok, poniżanie żołnierzy przez dowódcę, narażenie na utratę życia dwóch szeregowych, utrudnianie postępowania, użycie przemocy wobec świadków w prowadzonym postępowaniu oraz służbę jednego z żołnierzy w Legii Cudzoziemskiej.

(zel)



Żródło: http://wiadomosci.wp.pl/

Ciekawe kto i co jeszcze dorzuci przed procesem ? Coraz więcej nowości. Szkoda, ze na niekorzyść żołnierzy.

Zatrzymanie 7 żołnierzy I zmiany w Afganistanie

Za onet.pl

Cytat:Sprawa Nangar Khel do Hagi?
Jeśli sąd będzie zwlekał z rozpoznaniem sprawy spowodowania śmierci cywilów przez polskich żołnierzy w Afganistanie, może ją przejąć międzynarodowy trybunał karny w Hadze - przestrzega naczelny prokurator wojskowy płk Krzysztof Parulski.
Szef wojskowych prokuratorów, który we wtorek przedstawiał senackiej komisji obrony sprawozdanie z ich działalności w ubiegłym roku, odpowiadał też na pytania i zarzuty dotyczące postępowania w sprawie Nangar Khel.

- Jeśli sąd będzie się uchylał od decyzyjności, prokurator trybunału haskiego może podjąć taką decyzję, chociaż myślę, że do tego nie dojdzie - powiedział Parulski. Przypomniał argumenty prokuratury, która w połowie października złożyła zażalenie na decyzję sądu, który zwrócił sprawę prokuraturze, żądając m.in. ekshumacji zwłok i ponownej wizji lokalnej.

Parulski podkreślił, że ze względów religijnych Afgańczycy nie zgodzą się na ekshumację. Argumentował, że już kilka dni po ostrzale podjęte przez prokuratora na miejscu próby oględzin zwłok spotkały się z wrogością mieszkańców. Zapewnił, że prokuratorzy oparli się na skrupulatnie zebranych dowodach, w tym wyjaśnieniach podejrzanych i zeznaniach ich kolegów. Odrzucił zarzut, że w wizji lokalnej moździerz postawiono w innym miejscu niż to, z którego ostrzelano wioskę. Powiedział, że lokalizacji dokonano na podstawie śladów po strzelaniu i wskazań jednego z podejrzanych.

Odnosząc się do zarzutu niewłaściwej pracy prokuratury, Parulski podkreślił, że przed zakończeniem postępowania prokuratorskiego sąd przedłużał areszt podejrzanym. Przyznał, że sposób zatrzymania żołnierzy mógł być zbyt drastyczny. Szef NPW poinformował, że na ukończeniu są prace nad utworzeniem mobilnej grupy prokuratorów wyspecjalizowanych w sprawach związanych z misjami kontyngentów wojskowych.

15 października prokuratura złożyła zażalenie na decyzję Wojskowego Sądu Okręgowego w Warszawie o zwróceniu jej sprawy żołnierzy oskarżonych o zbrodnię wojenną w Afganistanie. Decyzję sądu rozpatrzy Izba Wojskowa Sądu Najwyższego.

Wskutek ostrzału wioski przez polskich żołnierzy w sierpniu ubiegłego roku zginęło osiem osób. Prokuratura oskarżyła sześciu żołnierzy o zabójstwo ludności cywilnej, za co grozi dożywocie, jednego o ostrzelanie niebronionego obiektu, za co grozi od 5 do 15 lat więzienia. Oskarżeni nie przyznają się do winy.



Jeszcze tylko tego brakuje

Zatrzymanie 7 żołnierzy I zmiany w Afganistanie

Interia donosi:
Cytat:Pierwszy taki proces w polskim wojsku
Przed Wojskowym Sądem Okręgowym w Warszawie rozpocznie się dziś proces siedmiu żołnierzy z 18. Bielskiego Batalionu Desantowo-Szturmowego oskarżonych o zabicie cywilów w afgańskiej wiosce Nangar Khel.

Będzie to pierwsza w historii polskiego wojska sprawa o złamanie konwencji haskiej i zabójstwo osób niebiorących udziału w działaniach wojennych.

Sześciu żołnierzy: chorążego Andrzeja O., plutonowego Tomasza B., kapitana Olgierda C., podporucznika Łukasza B., starszego szeregowego Jacka J. i starszego szeregowego Roberta B. oskarżono o zabójstwo ludności cywilnej, za co grozi kara dożywotniego więzienia; siódmego - starszego szeregowego Damiana L. - o ostrzelanie niebronionego obiektu, za co grozi kara od 5 do 15 lat pozbawienia wolności. Oskarżeni nie przyznają się do winy.

Proces ma być jawny, choć trzeba się będzie liczyć z wyłączeniami jawności na czas prezentacji dowodów objętych tajemnicą państwową.

Obrona będzie walczyć o włączenie do akt dowodów, na które w śledztwie nie godzili się prokuratorzy. Najważniejszy z nich dotyczy przeprowadzenia wizji lokalnej pod Nangar Khel. Żołnierze liczą na uniewinnienie.

Wskutek ostrzału wioski 16 sierpnia 2007 r. na miejscu zginęło sześć osób - dwie kobiety i mężczyzna (pan młody przygotowujący się do uroczystości weselnej) oraz troje dzieci (w tym dwoje w wieku od trzech do pięciu lat); dwie kolejne osoby zmarły w szpitalu.

Młyny sprawiedliwość mielą powoli. Prawie półtora roku w zamknięciu i niepewności. I zasadnicze pytanie, dlaczego tylko siedmiu? Czy ci, którzy ich wysłali nie powinni również odpowiadać?

Zatrzymanie 7 żołnierzy I zmiany w Afganistanie

Cytat:Nangar Khel według Macierewicza

Wojskowy Sąd Okręgowy w Warszawie zajął się wczoraj tajnym raportem Antoniego Macierewicza, byłego szefa Służby Kontrwywiadu Wojskowego.

Raport Macierewicza pokazał dowódcom armii i szefostwu MON inną niż pierwsza, oficjalna wersję zdarzeń pod Nangar Khel 16 sierpnia 2007 r., gdzie zginęło sześcioro Afgańczyków.

Dowódca kontyngentu meldował o ostrzale w odpowiedzi na ogień talibów - mówił o tym na poprzedniej rozprawie dowódca operacyjny sił zbrojnych gen. Bronisław Kwiatkowski. Wczoraj przed sądem stanął gen. Jan Żukowski, wówczas dowódca Żandarmerii Wojskowej. - Meldunek był taki, że to zdarzenie zakwalifikowane zostało jako nieszczęśliwy wypadek - zeznał wczoraj.

Jednak kilka dni później Macierewicz, szef SKW, dał ówczesnemu ministrowi obrony Aleksandrowi Szczygle meldunek służb. - Macierewicz miał ksero zeznań świadków składanych przed prokuraturą. Wynikało z nich, że śmierć osób cywilnych mogła być wynikiem celowego ostrzału - zeznał Żukowski w śledztwie. - Były tam też ustalenia operacyjne, od agentów.

Wczoraj przed sądem Żukowski komentował: - Macierewicz nie powinien tego przesłać ministrowi, a minister mnie. Szef SKW powinien te informacje przekazać prokuraturze, bo prokuratura była w tej sprawie ważniejsza niż minister.

I na tym jawna część rozprawy się zakończyła. Przez godzinę za zamkniętymi drzwiami gen. Żukowski odpowiadał na pytania o tajny meldunek Macierewicza i o konflikty między żandarmerią, prokuraturą, wojskiem i SKW w Afganistanie.

O konfliktach ze służbą Macierewicza mowa była już wcześniej. Gen. Kwiatkowski podał przykłady. Kapitan Olgierd. C. oskarżony o wydanie rozkazu ostrzału Nangar Khel i współoskarżeni żołnierze (wszyscy nie przyznają się) wcześniej mówili, że SKW nie dawała im żadnego wsparcia. Ludzie SKW siedzieli w bazie. Nie pomagali w rozpoznaniu.

Czy raport Macierewicza to efekt tych konfliktów? Czy to kontrwywiad "ukierunkował" śledztwo w sprawie ostrzału wioski? Nawet jeśli tak się stało, to - jak powiedział nam jeden z adwokatów - "dla rozstrzygnięcia sprawy nie ma to znaczenia. SKW nie miało bowiem własnych źródeł, których nie poznałaby potem prokuratura".

Dziś w procesie siedmiu komandosów oskarżonych o zabójstwo cywilów w Afganistanie zeznawać ma Aleksander Szczygło - szef MON za PiS, dziś szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego.

Źródło: Gazeta Wyborcza



Najciekawsza część działa się niestety za zamkniętymi drzwiami. Szkoda bo bardzo jestem ciekawa co znalazło się w raporcie SKW ?

GIEŁDA PRACY - szukam/jest etat

szukam wolnego etatu por. w wojskowym sądzie garnizonowym lub okręgowym w warszawie.

Nominacja generalska dla Kuklińskiego

Cytat:PAP, RO /10:22

Były oficer WSI skazany za szpiegostwo na rzecz USA
2,5 roku więzienia i degradacja - to prawomocny już wyrok za szpiegostwo na rzecz USA w latach 90. dla byłego oficera WSI płk. rez. Zbigniewa Sz.
Izba Wojskowa Sądu Najwyższego - działając jako sąd apelacyjny - utrzymała taki wyrok wobec Sz., wydany w październiku 2006 r. po tajnym procesie przez Wojskowy Sąd Okręgowy w Warszawie.

Wcześniej SN już dwa razy uchylał wyroki WSO wobec Sz. Raz uchylono wyrok 5 lat więzienia wobec Sz., a raz - wyrok uniewinniający go.
Całą sprawę ujawnił w 1999 r. nieistniejący już dziennik "Życie". Według gazety, Sz. - nadzorujący w WSI attache wojskowych za granicą - został zdemaskowany w 1996 r. przez Urząd Ochrony Państwa. Sz. miał współpracować za pieniądze z wywiadem USA.

Według "Życia", w 1996 r. ówczesne polskie władze, w tym prezydent Aleksander Kwaśniewski, podjęły decyzję, że Sz. nie stanie przed sądem, i zgodziły się w ten sposób na jego wyjazd do USA.

"Za moją wiedzą żaden szpieg jeszcze nie uciekł" - tak komentował sprawę ówczesny prezydent.

"Płk Zbigniew Sz. nie popełnił przestępstwa, co najwyżej naruszył pragmatykę służbową" - uważa obrońca tego b. oficera WSI,

Po wyroku mec. Krystyna Maliszewska powiedziała, że nie wyklucza kasacji do Sądu Najwyższego. "Mojego klienta skrzywdzono; nie zgadzam się z oceną faktów dokonaną przez sąd" - dodała, podkreślając, że z racji tajności całego procesu nie może ich ujawniać (uzasadnienie było tajne). Oświadczyła, że zgadza się z jednym z poprzednich wyroków, w którym sąd wojskowy uniewinnił Sz.

On sam nie stawił się na ogłoszeniu wyroku. Teraz może być już wezwany do odbycia kary, choć obrona może też wnosić o odroczenie tego do czasu rozpatrzenia kasacji.


Dla jednego szlify generalskie, a dla drugiego wyrok

Amerykański szpieg

Cytat:

2,5 roku więzienia i degradacja - to prawomocny już wyrok za szpiegostwo na rzecz USA w latach 90. dla byłego oficera Wojskowych Służb Informacyjnych płk. rez. Zbigniewa Sz. Obrona nie wyklucza jeszcze kasacji do Sądu Najwyższego.

Izba Wojskowa Sądu Najwyższego - działając jako sąd apelacyjny - utrzymała dzis wyrok wydany w październiku 2006 r. przez Wojskowy Sąd Okręgowy w Warszawie po tajnym procesie. Jawna była tylko sentencja wyroku Izby Wojskowej SN. Uzasadnienie było tajne. Obrona wnosiła o uniewinnienie Sz. lub o zwrot sprawy do WSO. Prokurator był za utrzymaniem wyroku.

Po wyroku mec. Krystyna Maliszewska powiedziała, że nie wyklucza kasacji do SN. Według niej, Sz. nie popełnił przestępstwa, co najwyżej naruszył pragmatykę służbową.

Wcześniej SN już dwa razy uchylał wyroki WSO wobec Sz. Raz uchylono wyrok 5 lat więzienia, a raz - wyrok uniewinniający go. W 2005 r. WSO uznał, że nie można przyjąć, iż informacje, których Sz. mógł udzielać obcemu wywiadowi, mogłyby wyrządzać szkodę interesom RP - a tylko wtedy można skazać za szpiegostwo.

63-letni Sz. nie stawił się dzisiaj na ogłoszeniu wyroku. Teraz może być już wezwany do odbycia kary, choć obrona może też wnosić o odroczenie tego do czasu rozpatrzenia kasacji.

Całą sprawę ujawnił w 1999 r. nieistniejący już dziennik "Życie". Według gazety, Sz. - nadzorujący w WSI attache wojskowych za granicą - został zdemaskowany w 1996 r. przez Urząd Ochrony Państwa. Sz. miał współpracować za pieniądze z wywiadem USA. Wcześniej przez wiele lat pracował on w Sofii i Belgradzie. Przez jakiś czas był też wiceszefem wydziału amerykańskiego w pionie operacyjnym wywiadu wojskowego PRL.

Zdaniem "Życia", w 1996 r. ówczesne polskie władze, w tym prezydent Aleksander Kwaśniewski, podjęły decyzję, że Sz. nie stanie przed sądem, i zgodziły się na jego wyjazd do USA. - Za moją wiedzą żaden szpieg jeszcze nie uciekł - tak komentował sprawę ówczesny prezydent. Mówił, że "tamta decyzja była całkowicie w gestii wywiadu". Józef Oleksy, który do lutego 1996 r. był premierem, mówił w 1999 r., że znał sprawę, ale decyzja o wypuszczeniu szpiega, nie była decyzją szczebla prezydenckiego.

Grzegorz Kowalczyk, PAP, nat



Zbyt mało pu przywalili -szpieg to szpieg bez względu na to dla kogo kapuje

Rak korupcji zżera armię

Jak ja lubię wklejać dla Was takie rzeczy :

Cytat:54 MILIONY ZŁOTYCH STRAT
Milionowa afera w wojsku
To jedna z największych dotychczas ujawnionych afer w polskim wojsku. Jak dowiedziała się TVN24, nawet 54 miliony złotych mógł stracić budżet państwa na ustawianych przetargach na wykonanie map wojskowych. Zdaniem prokuratury, na ten cel przez pięć lat wydano 54 miliony złotych, choć można było wykonać mapy za darmo. Poznańska prokuratura prowadziła śledztwo w tej sprawie już wiele miesięcy.
Kiedy Polska weszła do NATO i pojawiła się konieczność zmiany specjalistycznych map oraz dostosowania ich do standardów sojuszu, wojsko przeprowadziło przetargi. W ramach tych przetargów zostały wyłonione cywilne firmy, które miały przygotować wojsku zgodne z "natowskimi" standardami mapy.
Jak się okazało, w wyłonionych spółkach zasiadali członkowie rodzin wojskowych, którzy zlecali wykonanie map. Spółki te nie wykonywały jednak samodzielnie zlecenia, lecz przekazywały wykonanie pracy... wojsku. Wojskowi de facto sami wykonywali te mapy, choć pieniądze przepływały przez wybrane w przetargach spółki.
Szeregowi wykonywali mapy
Schemat przepływu pieniędzy był następujący: najwięcej pieniędzy pozostawiał sobie wojskowy, który zlecał sporządzenie map. Część pieniędzy trafiało do członków jego rodziny, a najmniej do szeregowców, którzy - w ramach godzin swojej pracy, zamiast np. wyjechać na poligon - przygotowywali mapy.
Prokuratura do tej pory oskarżyła już 17 osób. Akt oskarżenia wobec 4 osób właśnie trafił do Wojskowego Sądu Okręgowego w Poznaniu. - Część z tych osób zdecydowała się dobrowolnie poddać karze, część czeka jeszcze na proces, a część już została skazana na kary nawet do 6 lat więzienia - relacjonuje reporterka TVN24. Wśród zamieszanych w tę sprawę są wojskowi, cywile oraz pracownicy Sztabu Generalnego.
Prokuratura wojskowa w Warszawie bada kolejny, korupcyjny wątek tej sprawy.

Artykuł TVN24.pl:
http://www.tvn24.pl/-1,16...,wiadomosc.html
Publikacja: 09:30 26.05.2009 / TVN24
© TVN24



Normalnie lejce i ręce opadają.
A ile takich numerów nie ujrzało światła dziennego ?

Bunt generałów w polskiej armii? [dlugie]

WP:

Bunt generałów w polskiej armii? PAP/IAR 2002-10-14 (09:12)

Ośmiu generałów ze Sztabu Generalnego Wojska Polskiego nie przyjmuje

ministra obrony. Tygodnik Wprost pisze, że generałowie przygotowują
rokosz w armii.

Byłaby to rzecz niesłychana w historii NATO, podważająca zdolność
Polski do sojuszniczej współpracy - nieoficjalnie powiedział
tygodnikowi Wprost przedstawiciel sztabu NATO w Brukseli. Targowanie
się o stanowiska i grożenie buntem jest w armiach paktu nie do
pomyślenia.

Kilku generałów ze Sztabu Generalnego nie chce się pogodzić z
koniecznością opuszczenia zajmowanych stanowisk. Na ich miejsca mają
przyjść pułkownicy. Generałowie mają wybór: mogą odejść na
wcześniejszą emeryturę albo na niższe stanowiska, na przykład dowódców
brygady.

To idiotyzm! Dowodziłem już dywizją, potem pracowałem w Sztabie
Generalnym, a teraz miałbym dowodzić małym związkiem taktycznym. Nie
zasłużyłem na taką degradację i nie zamierzam się na to godzić - mówi
jeden z generałów.

Jeden ze scenariuszy rozważanych przez generałów, którzy nie chcą
odejść ze stanowisk, zakłada wizyty w dawnych jednostkach i
przeprowadzenie tam swoistego referendum: za lub przeciw ministrowi
obrony, Jerzemu Szmajdzińskiemu. Generałowie zarzucają mu prowadzenie
polityki kadrowej polegającej na promowaniu wyłącznie swoich,
oskarżają go o rozbijanie struktur Sztabu Generalnego, pauperyzację
oficerów oraz błędną koncepcję uzbrojenia armii.

A niech się buntują. Czas zrobić w końcu w armii porządek. W tej
chwili mamy w armii generalską paranoję. Jeden dowodzi w Sztabie
Generalnym 30 oficerami, podczas gdy na przykład w korpusie w
Bydgoszczy jeden generał ma pod sobą 30 tys. żołnierzy - mówi
tymczasem wiceminister obrony, Janusz Zemke.

Nie jest chyba przypadkiem, że do niesubordynacji dochodzi w armii,
której dywizja jest trzykrotnie mniej sprawna od przeciętnej dywizji w
innych państwach NATO i której oficerowie (w tym generałowie) uzyskują
ponaddwuipółkrotnie gorsze wyniki w testach sprawności niż ich koledzy
z innych krajów - komentuje Wprost.

Tymczasem premier Leszek Miller uznał w poniedziałek doniesienia
tygodnika za wymagające sprostowania. Byłoby to zupełnie dziwaczne,
gdyby takie zjawisko miało miejsce w Sztabie Generalnym - powiedział
premier w Programie I Polskiego Radia.

Premier mówił, że informacja o tym, co się dzieje w Sztabie
Generalnym, do niego nie dotarła. Ale minister obrony narodowej
kilkakrotnie wysyłał sprostowania dotyczące rozmaitych artykułów,
także i publikowanych w tym tygodniku. Myślę, że to jest kolejny
przykład, który powinien spotkać się z kolejnym żądaniem o
sprostowanie - podkreślił.

Natomiast Janusz Zemke podkreślił, że nie dopuszcza w ogóle myśli, by
mogło dojść do jakiegokolwiek buntu generałów w Polsce. Chcę to
wyraźnie stwierdzić: nie dopuszczam takiej myśli. Gdyby to była
prawda, to jestem przekonany, że minister Szmajdziński na pewno
podejmie natychmiastowe i skuteczne przeciwdziałania - powiedział
Zemke w poniedziałek w Radiu Plus, zaznaczając jednocześnie, że nie
czytał artykułu.

Trzeba w wojsku polskim likwidować różne chore sytuacje. I jedną z
takich chorych sytuacji było jeszcze nie tak dawno to, że 70% etatów
generalskich całego polskiego wojska znajdowało się w Warszawie -
mówił Zemke.

Pytany czy potwierdza, że są problemy z ośmioma generałami, którzy nie
chcą odejść ze stanowisk, Zemke stwierdził, że nie wie konkretnie, o
jakich generałów chodzi. Mogę tylko stwierdzić, że na pewno niektórzy
z generałów, którzy przyszli do Sztabu Generalnego i liczyli na
awanse, to znaczy oni przyszli jako pułkownicy, mogą czuć się
zawiedzeni - dodał.

Czyli jest jakiś bunt? - pytał dziennikarz. To znaczy, ci którzy
liczyli na awanse, mogą się czuć niezadowoleni i ja to mogę
potwierdzać, ale od niezadowolenia, czy od jakiś własnych
subiektywnych, negatywnych odczuć, do buntu jest droga bardzo daleka -
podkreślił wiceminister.

Na kolejne pytanie, czy nie ma buntu w armii Zemke odparł: Ale
absolutnie nie ma.

W sierpniu posłuszeństwo ministrowi obrony wypowiedział ówczesny
dowódca 12. Dywizji Zmechanizowanej ze Szczecina, płk. Ryszard
Chwastek. Zarzucił zwierzchnikom m.in. łamanie prawa, dbanie o własne
interesy, bałagan strukturalno-organizacyjny, opracowywanie w
konspiracji i w mafijnym stylu zmian struktur wojska.

Chwastek otrzymał wypowiedzenie ze służby. Tydzień temu do Wojskowego
Sądu Okręgowego w Poznaniu wpłynął akt oskarżenia, w którym zarzuca
się Chwastkowi niewykonanie rozkazu. Pułkownik kandyduje na prezydenta
Szczecina z ramienia Ligi Polskich Rodzin. (jask)

                                        Navy

MICHNIK PRZEGRAŁ PROCES Z MACIEREWICZEM

Cytat:Macierewicz wygrał z Michnikiem

Poseł Antoni Macierewicz nie musi przepraszać spółki Agora SA, wydającej m.in. "Gazetę Wyborczą", za swoją wypowiedź z 2005 roku, kiedy to - powołując się na zeznania prokuratora Andrzeja Czyżewskiego, świadka komisji ds. PKN Orlen - sugerował, że nowa siedziba "Gazety Wyborczej" mogła być zbudowana z pieniędzy mafii paliwowej. Macierewicz w 2005 roku na konferencji prasowej cytował list Czyżewskiego, w którym główny świadek w sprawie mafii paliwowej przekonywał, iż przez jedną ze spółek budowlanych, a związanych z mafią paliwową i "ośrodkiem wiedeńskim", "przepłynęły znaczne pieniądze na rzecz Agory". Sąd Apelacyjny w Warszawie w ostatecznym już, niepodważalnym wyroku zamykającym wieloletni proces uznał, że Macierewicz prawa nie złamał, a cytując list Czyżewskiego, wykonywał mandat posła i członka komisji śledczej.

Proces pomiędzy spółką Agora wydającą "Gazetę Wyborczą" a posłem Antonim Macierewiczem toczył się od 2005 roku i wielokrotnie był wykorzystywany przez środowisko "GW" do podważania wiarygodności Macierewicza - czy to jako szefa Komisji Weryfikacyjnej WSI, czy jako szefa Służby Kontrwywiadu Wojskowego. Ostateczny wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie i jego uzasadnienie, do którego dotarł "Nasz Dziennik", nie tylko zamyka sprawę, ale w ostatecznej "rozgrywce" status zwycięzcy w tym prawnym pojedynku przyznaje parlamentarzyście PiS.
Werdykt sądu apelacyjnego z 30 września, którego uzasadnienie wydano wczoraj, odnosi się bezpośrednio do zaskarżonego przez prawników Agory wcześniejszego postanowienia Sądu Okręgowego w Warszawie, który w styczniu tego roku uznał, iż Antoni Macierewicz nie musi przepraszać Agory za sformułowania dotyczące związków tej spółki z mafią paliwową. Wydawca "Gazety Wyborczej" domagał się przeprosin i wpłaty 50 tys. zł na cel społeczny. Sąd okręgowy, a następnie apelacyjny uznał zarówno zarzuty pod adresem Macierewicza, jak i roszczenia powoda za bezzasadne. W styczniu br. sędzia Janina Dąbrowiecka z sądu okręgowego uznała, że Macierewicz podczas konferencji prasowej, na której odczytano list prokuratora Czyżewskiego, wykonywał mandat posła i funkcję członka komisji śledczej ds. PKN Orlen. Identycznie brzmi uzasadnienie sądu apelacyjnego, potwierdzające zasadność działań parlamentarzysty PiS oraz wskazujące, iż inkryminowane działania Macierewicza miały ścisły związek z jego pracą w charakterze parlamentarzysty.
"Pozwany podawał jedynie cytaty z zeznań świadka Andrzeja Czyżewskiego, a nie swoje własne twierdzenia" - czytamy w uzasadnieniu decyzji SA.
W marcu 2005 roku na specjalnie zw ołanej konferencji prasowej Antoni Macierewicz, wówczas członek sejmowej komisji śledczej ds. PKN Orlen, przytoczył fragment listu przekazanego przez świadka komisji. Z materiału udostępnionego przez Andrzeja Czyżewskiego, współpracującego z niemieckimi firmami paliwowymi, wynikało, że przez jedną ze spółek budowlanych, a związanych z mafią paliwową i "ośrodkiem wiedeńskim", "przepłynęły znaczne pieniądze na rzecz Agory". Przedstawiciele Agory publicznie oświadczyli wówczas, że odnoszenie się do wypowiedzi Macierewicza "nie ma sensu", po czym pozwali parlamentarzystę do sądu. W listopadzie 2005 roku sąd uwzględnił powództwo Agory, jednak już w grudniu 2006 roku sąd apelacyjny zwrócił sprawę do ponownego rozpoznania. W styczniu 2008 roku sąd okręgowy uznał, iż Macierewicz Agory przepraszać nie musi i ta decyzja, zatwierdzona werdyktem sądu apelacyjnego, stała się ostateczną.

Wojciech Wybranowski

Nasz Dziennik



Po lekturze ostatniego tekstu prof. Zybertowicza w "Rzepie" (który gorąco polecam!) można przypuszczać, że w najbliższym czasie szykuje się kolejna porażka Michnika.

Chwała dumnym "zaplutym karłom reakcji".

Istnieje jakaś szansa na osądzenie stalinowców tępiących "zaplutych karłów reakcji". Artykuł z dzisiejszego Naszego Dziennika:

Będziemy występowali o europejski nakaz aresztowania wobec stalinowskiej prokurator Heleny Wolińskiej nawet po negatywnym orzeczeniu Sądu Najwyższego
IPN nie ustępuje.

Za miesiąc, 19 września, Sąd Najwyższy rozstrzygnie proceduralny problem dotyczący wydania powtórnego nakazu tymczasowego aresztowania wobec stalinowskiej prokurator Heleny Wolińskiej. Taki nakaz, konieczny do zastosowania europejskiego nakazu aresztowania, co prawda został już wcześniej wydany, ale IPN chce jego rozszerzenia, tak żeby zwiększyć szanse na wydanie mieszkającej w Wielkiej Brytanii Wolińskiej. Na początku lipca sąd wojskowy uznał jednak, że taka modyfikacja nie jest konieczna, co IPN zaskarżył do Sądu Najwyższego.

- Sąd już raz podjął postanowienie o tymczasowym aresztowaniu tej pani i póki co nikt go nie uchylił. Ono jest dalej w mocy. Nie ma sensu drugi raz występować o to samo. Areszt był już raz zastosowany skutecznie - wyjaśniał na początku lipca decyzję Wojskowego Sądu Okręgowego w Warszawie w sprawie Wolińskiej jego wiceprezes Sławomir Puczyłowski.
- Istotnie, było wcześniej postanowienie o tymczasowym aresztowaniu Wolińskiej, z tym że zarzuty w międzyczasie zostały znacząco rozszerzone i w związku z tym stanęliśmy na stanowisku, iż powinno być wydane nowe postanowienie - powiedział nam naczelnik pionu śledczego warszawskiego oddziału IPN Bogusław Czerwiński. Dodał, że mamy tu do czynienia ze spornymi kwestiami proceduralnymi wynikającymi z tego, iż są to nowe instytucje prawne, a orzecznictwo nie jest jeszcze w tej materii ugruntowane. Czerwiński zwraca uwagę, że nakaz o tymczasowe aresztowanie jest podstawą do wystąpienia o europejski nakaz aresztowania, który będzie "bardzo wnikliwie analizowany przez stronę brytyjską", dlatego też chcemy uniknąć zarzutu, iż "coś jest niejasne".
IPN nie ustępuje i na decyzję sądu wojskowego złożył zażalenie do Sądu Najwyższego, który ma je rozpatrywać 19 września.
Naczelnik zapowiedział, że w przypadku negatywnej decyzji SN nie zmieni to nic w dążeniach pionu śledczego do ekstradycji stalinowskiej prokurator. - Będziemy musieli w tym momencie bazować na tym pierwotnym postanowieniu o aresztowaniu i dalej będziemy podejmowali kroki zgodnie z tym, co mówiliśmy, czyli będziemy występować o ENA - podkreślił.
Czerwiński poinformował, że ze względu na długotrwałą kwerendę archiwalną opóźnia się procedura wystąpienia o nakaz aresztowania, a następnie z wnioskiem o ENA wobec innego stalinowskiego oprawcy, Stefana Michnika-Szechtera, mieszkającego w Szwecji. - Nie otrzymaliśmy wszystkich materiałów, które pomogłyby w uzupełnieniu zarzutów - wyjaśnia naczelnik. - Jeżeli nie spiszemy wszystkich czynów, o które chcemy oskarżać, to nie mamy później możliwości ich uzupełnienia - dodał.
Wolińskiej-Brus stawiany jest zarzut bezprawnego pozbawienia wolności w latach 1950-1953, kiedy była prokuratorem Naczelnej Prokuratury Wojskowej, kilkunastu żołnierzy Polski podziemnej, w tym gen. Augusta Emila Fieldorfa "Nila", legendarnego przywódcy Armii Krajowej. Niestety, Wolińska od 1968 r. przebywa w Wielkiej Brytanii. Podjęte dwukrotnie (w 1999 i 2001 r.) starania o jej ekstradycję spełzły na niczym.
Na Michniku ciąży zarzut udziału w bezprawnych działaniach przedłużenia aresztu wobec Józefa Stellera - byłego wiceministra informacji w Delegaturze Rządu na Kraj. W latach 50., jako sędzia Wojskowego Sądu Rejonowego w Warszawie, w sfingowanych procesach Szechter wydawał wyroki śmierci na żołnierzy podziemia antykomunistycznego i oficerów przedwojennego WP, m.in. na mjr. Zefiryna Machallę oraz mjr. NSZ Karola Sęka.

Zenon Baranowski

FBI popiera rzad PiS-u

proroctwo? http://iskry.pl/modules.p...article&sid=443

Cytat:Jak wynika z odpieczętowanego w piątek przed Sądem Federalnym w Chicago wniosku o ekstradycję Edwarda Mazura, interesy strony polskiej, w oparciu o amerykańsko-polską umowę o ekstradycji, reprezentuje prokurator-asystent Mitchell A. Mars, a sprawę powierzono pomocniczemu sędziemu federalnemu -Arlanderowi Keys’owi.

Oznacza to, że sprawą ekstradycji najbardziej poszukiwanego człowieka w Polsce zajmuje się w USA drugi garnitur sądowo-prokuratorski. Poniżej zamieszczamy in extenso wstęp do wniosku ekstradycyjnego:

--------------------------------------------------------------------------------
Edward Mazur przebywa w areszcie mieszczącym się w tym nowoczesnym budynku-Metropolitan Correctional Center w śródmieściu Chicago. W tle najwyższy budynek USA- Sears Tower.
Fot. Expatpol/P. Batorowicz
--------------------------------------------------------------------------------
„Regionalny Sąd Stanów Zjednoczonych, Region Północnej Części stanu Illinois, Wydział Wschodni. W sprawie ekstradycji Edwarda Mazura. Pod pieczęcią. Skarga. Do Szanownego Arlandera Keys’a federalnego sędziego pomocniczego. Ja Mitchell A. Mars oświadczam pod przysięgą, że jestem prokuratorem-asystentem w regionie północnego Illinois i reprezentuję Stany Zjednoczone w zakresie wywiązywania się przez nie z obowiązku wynikającego z umowy z rządem Polski, która powołując się na zawarty w 1996 roku i obowiązujący od 17 września, 1999 roku, układ o ekstradycji między Stanami Zjednoczonymi i Polską, występuje o ekstradycję Edwarda Mazura. (Kopia umowy została dołączona do niniejszej skargi w rozdziale I materiałów przygotowanych do wglądu przez państwo występujące z wnioskiem.)

Zgodnie z rozdziałem 18 kodeksu Stanów Zjednoczonych, sekcja 3184, stawiam następujący zarzut :

1. Zarzut z zagranicy. 1 lutego, 2005 roku Sąd Okręgowy Warszawa- Sródmieście, Wydział II Karny, sędzia Joanna Zaremba, wydał tymczasowy nakaz aresztowania, w państwie występującym z wnioskiem, Edwarda Mazura za przestępstwo namawiania w kwietniu 1998 roku Artura Zirajewskiego, by wspólnie w konspiracji z inną osobą dokonał przestępstwa morderstwa głównego szefa policji Marka Papały oferując w zamian za dokonanie tego przestępstwa sumę czterdziestu tysięcy dolarów, co jest przestępstwem wyszczególnionym w artykule 18 paragraf 1 Kodeksu Karnego z 1969 roku w połączeniu z artykułem 148 paragraf 1 Kodeksu Karnego z 1969 roku.”

Arlander Keys, który otrzymał sprawę Edwarda Mazura, jest „ magistrate judge”. To sędzia -urzędnik, kóry pomaga sędziemu federalnemu w przygotowaniu materiałów do rozpraw. Kongres utworzył w 1968 roku stanowisko „federal magistrate”. Był to urzędnik, początkowo bez tytułu sędziego, odpowiedzialny za akta . Chodziło o zdjęcie z urzędu regionalnego sędziego federalnego- „U. S. District Judge” - czasochłonnego obowiązku przygotowywania wielu dokumentów oraz akt i przez to zwiększenie przepustowości sądów federalnych. Sędzia „magistrate” może wprawdzie ferować wyroki w sprawach karnych i cywilnych, ale wtedy, gdy obie strony zgodzą się, by sprawa była rozpatrywana przez sędziego „magistrate”, a nie przez pełnoprawnego sędziego federalnego.

W przypadku oskarżyciela - Mitchella A. Marsa- jest on asystentem prokuratora federalnego. Mianowani przez prezydenta prokuratorzy federalni - „U.S. Attorneys” - oskarżają w sprawach dotyczących złamania ustawodawstwa federalnego- przestępstwach imigracyjnych, szmuglowaniu narkotyków do USA, oszustwach związanych z papierami wartościowymi, a także w przestępstwach popełnionych na terenach należących do rządu federalnego jak bazy wojskowe.

Powierzenie sprawy Mazura nie pełnoprawnemu sędziemu, ale sędziemu-urzędnikowi oraz asystentowi prokuratora, a nie prokuratorowi bez tytułu „asystent”, może oznaczać, że decyzja o wydaniu Mazura władzom RP jest prosta i nie będzie wymagać wnikliwego postępowania i długotrwałej procedury sądowej, a tylko zastosowania się strony amerykańskiej do warunków umowy ekstradycyjnej, o której mowa w przytoczonym fragmencie wniosku ekstradycyjnego. Niewykluczone więc, że decyzja w tej sprawie może zapaść już w najbliższą środę, 25 października.

Wojciech Minicz
--------------------------------------------------------------------------------
Portal Polonii

Zabójstwo cywilów w Afganistanie

Nie lepiej wkleić od razu z "Rzepy"?

Cytat:Oskarżyciel żołnierzy idzie na praktyki
Edyta Żemła 05-03-2008, ostatnia aktualizacja 05-03-2008 10:33

Płk Zbigniew Rzepa, główny prowadzący śledztwo, został od niego odsunięty – dowiedziała się „Rz”

Oficjalnie naczelny prokurator wojskowy płk Krzysztof Parulski odesłał płk. Rzepę na... trzymiesięczne praktyki do prokuratury w Warszawie. – Taką decyzję podjął naczelny prokurator wojskowy. Mamy system praktyk i prokurator płk Rzepa został na nie oddelegowany – potwierdza nasze informacje płk Waldemar Dubas z Naczelnej Prokuratury Wojskowej w Warszawie.

Nieoficjalnie nasi informatorzy twierdzą, że przełożeni Rzepy negatywnie ocenili pracę śledczego przy prowadzeniu postępowania w sprawie Nangar Khel.

Zastępca prokuratora garnizonowego w Poznaniu płk Rzepa podpisał się pod zarzutami przeciwko żołnierzom i wnioskiem o ich zatrzymanie. Był głównym prowadzącym to śledztwo. Prowadził praktycznie wszystkie przesłuchania. Miał więc największą wiedzę na temat zgromadzonych w trakcie postępowania dowodów.

Jak mówią nasze źródła, jego odsunięcie od sprawy ma związek przede wszystkim z tym, że od początku śledztwa prokurator wprowadzał w błąd przełożonych, twierdząc, że zgromadzone przez niego dowody są na tyle mocne, by utrzymać oskarżenie o ludobójstwo wobec polskich żołnierzy. – Prokuratura prowadząca to śledztwo nie ma aż tak mocnych dowodów – twierdzi nasz informator.

Dodatkowo, jak już wcześniej informowała „Rz”, prokurator Rzepa 9 listopada podpisał instrukcję dla Żandarmerii Wojskowej o zatrzymaniu i przymusowym doprowadzeniu do aresztu żołnierzy. Żandarmi mieli na tej podstawie potraktować ich jak groźnych bandytów. Pułkownik zlecił też, by noc przed zatrzymaniem żołnierzy były obserwowane ich domy i podsłuchiwane telefony.

Tymczasem kilka tygodni później płk Rzepa powiedział przełożonym, że prokuratura nie przekazała takiej instrukcji żandarmerii. O sprawie wiedział były naczelny prokurator wojskowy Tomasz Szałek. Jak wynika z naszych informacji, krył on płk. Rzepę i przekazał ministrowi sprawiedliwości Zbigniewowi Ćwiąkalskiemu nieprawdziwe informacje. – To właśnie naczelny prokurator wojskowy Tomasz Szałek przekazał mi informacje, że prokuratura nie wydawała Żandarmerii Wojskowej żadnych instrukcji odnośnie do zatrzymania żołnierzy podejrzanych o zabójstwo ludności cywilnej w Afganistanie – przyznał kilka miesięcy temu w rozmowie z „Rz” minister Ćwiąkalski. Szałek stracił stanowisko. Rozmówcy „Rz” twierdzą, że po trzech miesiącach praktyk w Warszawie płk Rzepa nie wróci już do prowadzenia tego postępowania. – Został odsunięty od sprawy na dobre – mówi nasz informator z kręgów prawniczych. Co więc dalej ze śledztwem w sprawie Nangar Khel?

– To, że prokurator Rzepa został oddelegowany na praktyki do Naczelnej Prokuratury Wojskowej, wcale nie oznacza, że śledztwo nie będzie kontynuowane. Ciągle nad tą sprawą pracuje zespół prokuratorów w Poznaniu – twierdzi płk Dubas.

Za tydzień, 11 marca, zbiera się Sąd Najwyższy i będzie rozpatrywał zażalenia na areszt złożone przez adwokatów oskarżonych żołnierzy. W lutym Wojskowy Sąd Okręgowy w Warszawie przedłużył go do czerwca. Uzasadnienia werdyktów były tajne.

W listopadzie ub.r. Żandarmeria Wojskowa zatrzymała siedmiu żołnierzy z jednostki w Bielsku-Białej. Sześciu wojskowych prokuratura oskarża o zbrodnię wojenną, za co grozi dożywocie. Na jednym ciąży zarzut ostrzelania niebronionego obiektu cywilnego. Ten czyn zagrożony jest karą do 25 lat więzienia.


P.S. Nazwisko autorki newsa dziwnie znajomym mi się widzi...

Zatrzymanie asystenta posła

Dziś prawdziwy wysyp afer związanych ze służbami specjalnymi. Oto nowy donos z Onetu:

Sąd w Warszawie aresztował pod zarzutem szpiegostwa jednego z asystentów członka komisji śledczej ds. Orlenu - poinformował zastępca prokuratora generalnego Kazimierz Olejnik.

Maciej Kujawski rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie potwierdził w rozmowie z TVN24, że jest to Marcin T., były asystent posła Józefa Gruszki, szefa komisji śledczej badającej sprawę PKN Orlen.

Dodał, że Marcin T. "co najmniej wyraził gotowość współpracy z obcym wywiadem", za co kodeks karny przewiduje karę od 6 miesięcy do 8 lat więzienia. Prokurator nie chciał zdradzić, o jaki wywiad chodzi.

Pytany przez dziennikarza TVN24, czy zarzut dotyczy szpiegostwa na rzecz Rosji, rzecznik prokuratury nie potwierdził, ani nie zaprzeczył.

Jeśli prokuratura potwierdza, że chodzi o mojego asystenta, to pewnie chodzi o Marcina Tylickiego - powiedział dziennikarzom Józef Gruszka (PSL). Jak dodał, zerwał współpracę z Tylickim w grudniu ubiegłego roku.

Gruszka dodał, że nie radził się Tylickiego w sprawach komisji ani nie miał on dostępu do dokumentów związanych z komisją śledczą.

Poinformował też, że komisja śledcza ma się dzisiaj spotkać z Olejnikiem. Jak podała telewizja TVN24, ten jednak nie będzie rozmawiał dziś z posłami komisji.

"W sobotę 5 marca, kiedy sejmowa komisja śledcza przesłuchiwała Marka Dochnala, sąd warszawski na wniosek prokuratury aresztował kolejną osobę z bliskiego otoczenia jednego z ważnych członków sejmowej komisji śledczej, pod zarzutem szpiegostwa na rzecz jednego z naszych sąsiadów" - powiedział Olejnik.

Szef Wojskowych Służb Informacyjnych gen. Marek Dukaczewski nie komentuje informacji o aresztowaniu pod zarzutem szpiegostwa asystenta członka komisji śledczej ds. PKN Orlen. Także Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego na razie nie komentuje sprawy i wskazuje, że sprawę prowadzi Prokuratura Okręgowa w Warszawie.

"Proszę dzwonić do prokuratury" - tyle tylko usłyszał dziennikarz PAP od szefa wojskowych służb specjalnych, które zajmują się m.in. kontrwywiadem.

Sprawę musiały prowadzić albo WSI, albo Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, która zajmuje się kontrwywiadem cywilnym. Na razie ABW nie wypowiedziała się w tej sprawie. Milczy też warszawska prokuratura, która musiała wnieść do sądu o aresztowanie szpiega. Także warszawski sąd nie udziela na razie informacji.

Aresztowany pod zarzutem szpiegostwa Marcin T., to nie jedyny asystent posła PSL Józefa Gruszki, który ma kłopoty z prawem.

W krakowskim areszcie od kilku miesięcy przebywa Paweł D., zamieszany w działalność paliwowej mafii. Prokuratura zarzuca byłemu asystentowi posła pranie brudnych pieniędzy i udział w zorganizowanej grupie przestępczej.

Jest podejrzany także o fałszerstwa dokumentów i działanie na szkodę Rafinerii Trzebinia. Na działalności paliwowych oszustów rafineria straciła miliony złotych.

Krakowski sąd ostatnio przedłużył Pawłowi D. areszt na kolejne 3 miesiące.