O, jaki opis!!


Cytat:http://www.allegro.pl/my_page.php?uid=2068375
zerknijcie prosze na opis,a później sprawdźcie poniżej.
http://www.prokuratura-okregowa.waw.pl/prokuratury.php
Nie do konca wszystko pasuje!!

YG



Prokuratura Rejonowa Warszawa - Wola w Warszawie
ul. Powstańców Śląskich 67c
01-355 Warszawa

ulica z numerem 63 czy 67c  wielka mi roznica ;)

 

Dominik Szklarski, ur.04.11.1974 r.

http://tinyurl.com/eaevn

 WYROK W IMIENIU RZECZPOSPOLITEJ POLSKIEJ

Dnia 20.03.2006r.

 Sąd Rejonowy dla Warszawy Woli w IV Wydziale Karnym w składzie :

Przewodniczący           SSR     Piotr Gąciarek

Ławnicy                                  Marianna Krawczyk

                                               Ewa Skowrońska

Protokolant                             Dorota Kapela

Przy udziale Ewy Potempskiej – Mikosik Prokuratora Prokuratury Rejonowej
Warszawa Wola.

Po rozpoznaniu dnia 20.03.2006r. sprawy:   DOMINIKA SZKLARSKIEGO   ur.
04.11.1974 r. w Warszawie, syna Leszka i Bożeny zd. Tarnopolska

Oskarżonego o to, że:

            W dniu 12.01.2005r. ok. godz. 19.23 w Warszawie sprowadzał
bezpośrednie niebezpieczeństwo katastrofy w ruchu drogowym, w ten sposób, że
kierując samochodem m-ki Audi ZK 23974, będąc pod wpływem środków odurzających
typu amfetamina na odcinku ul. Od Bitwy Warszawskiej do ul. Górczewskiej 123,
naruszył przepisy ruchu drogowego m-in. nie dostosowując się do sygnalizacji
świetlnej, nie ustępując pierwszeństwa przejazdu na skrzyżowaniach,
przejściach dla pieszych i zmianie pasa ruchu tj. o przestępstwo z art. 174
par.1 KK w zb. z art. 178a par.1 KK w zw. 11 par.2 kk.

Orzeka

I.                   Oskarżonego Dominika Szklarskiego w ramach zarzucanego mu
czynu uznaje za winnego tego, że w dniu 12.01.2005r. w Warszawie sprowadził
bezpośrednie niebezpieczeństwo katastrofy w ruchu drogowym w ten sposób, że
kierując samochodem m-ki audi nr rej. ZK 23974, i poruszając się na odcinku
ul. od Bitwy Warszawskiej do ul. Górczewskiej 123, wielokrotnie naruszył
przepisy ruchu drogowego m-in. nie dostosowując się do sygnalizacji świetlnej,
nie ustępując pierwszeństwa przejazdu na skrzyżowaniach, przejściach dla
pieszych i zmianie pasa ruchu – i tak opisany czyn kwalifikuje z art. 174
par.1 kk i za to na podstawie art. 174 par.1 kk skazuję go na karę 1 (
jednego) roku pozbawienia wolności.

II.                Na podstawie art. 42 par.1 kk orzeka wobec oskarżonego
zakaz prowadzeni wszelkich pojazdów mechanicznych na okres 4 ( czterech) lat.

III.               Na podstawie art. 50 kk zarządzam podanie wyroku do

"Czyści" ludzie PiS-u, Kaczyńskiego????

Nasza publikacja wywołała burzę w świecie warszawskiej polityki. Radni Woli przypominają, że jeszcze w kwietniu 2005 r. w projekcie studium zagospodarowania przestrzennego teren Olimpii przeznaczono na cele rekreacyjne i sportowe. Gdy rajcy dowiedzieli się o planach zbudowania apartamentowców, prosili naczelnego architekta miasta Michała Borowskiego, by nie dawał zgody na osiedle. Pod protestem przeciw potężnej inwestycji mieszkaniowej podpisało się też ponad 5 tys. mieszkańców Woli.

Jednak naczelny architekt Warszawy przychylił się do prośby Insbudu-Olimpia. Mówi, że jego urzędnicy nie mieli prawa kontrolować dokumentów spółki, a w Warszawie brakuje mieszkań.

Z tym stanowiskiem nie zgadzają się wolscy radni wszystkich opcji politycznych. Zgodnie twierdzą, że na zabudowie Olimpii stracą mieszkańcy dzielnicy. Zyska tylko Insbud-Olimpia.

- Tak skandaliczną decyzją ratusza i nieoczekiwanym usytuowaniem stacji drugiej linii metra tuż przy planowanym osiedlu powinno w pierwszej kolejności zająć się powoływane Centralne Biuro Antykorupcyjne - żądał wczoraj wolski radny Michał Szczerba (PO).

- Nie możemy się zgodzić na to, żeby wody odpływowe z planowanego osiedla wpadały do krystalicznie czystego stawu, w którym pływają karpie - denerwował się radny Marek Makuch (PiS).

Radni odwołali się od decyzji naczelnego architekta miasta. Jeśli Samorządowe Kolegium Odwoławcze przychyli się do ich zarzutów, może uchylić decyzję miasta o warunkach zabudowy. - Sprawę rozpatrzymy do 23 lutego - zapewniła nas Alicja Król z Kolegium.

Wczoraj sprawą zainteresowała się Prokuratura Rejonowa dla Woli. - Wszczęliśmy postępowanie wyjaśniające w sprawie Olimpii. Mamy miesiąc na zebranie dokumentów - potwierdził Maciej Kujawski, rzecznik prokuratury okręgowej.

Jeśli śledczy uznają, że Marian Parchowski działał na szkodę klubu Olimpia, dogadując się z Insbudem, można postawić mu zarzut przestępstwa gospodarczego. A do tego unieważnić finalną transakcję, przez którą cały teren Olimpii dostał się w prywatne ręce.

Wszystko o Farmutilu i Henryku Stokłosie

"Henryk Stokłosa chce ukarania Barbary Kownas, tłumaczki przysięgłej, która błędnie przetłumaczyła pozwolenie na jego ekstradycję, wystawione w grudniu 2007 roku przez niemiecką Prokuraturę Generalną w Celle.

Jeden, ale za to zasadniczy błąd polegać miał na tym, że w tłumaczeniu dokumentu o ekstradycję Barbara Kownas napisała, że prokuratura w Celle ,,rezygnuje z przestrzegania zasady specjalności", gdy tymczasem takiej zgody – w imieniu Stokłosy – niemiecka prokuratura nie wyrażała.

Brak zgody na zastosowanie zasady specjalności oznaczał, że polscy prokuratorzy mogli postawić biznesmenowi jedynie te zarzuty, które zostały ujęte w Europejskim Nakazie Aresztowania. Błąd w tłumaczeniu skutkował za to postawieniem byłemu senatorowi kolejnych dwóch zarzutów.

Henryk Stokłosa uważa, że Barbara Kownas mogła w ten sposób popełnić przestępstwo, stąd też skierował zawiadomienia do Prokuratury Rejonowej Warszawa-Wola, ministra sprawiedliwości i wojewody Mazowieckiego o podjęcie w tej mierze stosownych działań.

,,Wnioskujący ponadto rozważa kwestię skierowania stosownego zawiadomienia w związku z przedstawionym zdarzeniem do organów ścigania celem pociągnięcia p. Barbary Kownas do odpowiedzialności. Zasadnym wydaje się być także wystąpienia na drogę cywilną celem uzyskania stosownego odszkodowania i zadośćuczynienia za poniesione przez wnioskującego i jego najbliższych straty moralne, uszczerbek na zdrowiu i poniesione koszty finansowe” – czytamy na stronie internetowej Tygodnika Nowego.

Henryk Stokłosa wyszedł na wolność 24 grudnia ub.r. po ponadrocznym pobycie w areszcie. Prokuratura zarzuca mu popełnienie 21 przestępstw, te najpoważniejsze mają charakter korupcyjny. Proces ma się rozpocząć 1 kwietnia przed Sądem Okręgowym w Poznaniu."

Źródło:
http://www.faktypilskie.pl.

 

sztuki walki na wesoło

Cytat: Przyjęcie 200 tys. zł za fikcyjne doradztwo zarzuca premierowi Kazimierzowi Marcinkiewiczowi Ryszard Murat, warszawski agent ubezpieczeniowy.

Pieniądze – jak twierdzi Murat – miał przekazać Zbigniew Pusz, były senator oraz wojewoda gorzowski, bliski znajomy premiera jeszcze z czasów Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego. Kasa miała pochodzić od Polskiego Towarzystwa Ubezpieczeniowego, które – według Murata – związane jest z Janem Monkiewiczem, byłym prezesem PZU, dziś szefem Komisji Nadzoru Ubezpieczeń i Funduszy Emerytalnych.

Agent ubezpieczeniowy złożył w prokuraturze zawiadomienie o przestępstwie. Sprawa dotyczy okresu, gdy obecny premier był jeszcze szeregowym posłem PiS-u. Jak twierdzi Murat, informacje o zasilaniu Marcinkiewicza pieniędzmi PTU pochodzą z otoczenia Monkiewicza. O swoich podejrzeniach – jak zaznacza w zawiadomieniu – agent ubezpieczeniowy poinformował też ministra spraw wewnętrznych, Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego, ministra koordynatora ds. służb specjalnych, komendantów głównego i stołecznego policji, ministrów finansów i skarbu, Najwyższą Izbę Kontroli, szykowanego na szefa Centralnego Biura Antykorupcyjengo posła Mariusza Kamińskiego, polityków PiS-u i Platformy.

Maciej Kujawski, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Warszawie, potwierdził, że takie doniesienie wpłynęło. Przekazano je do Prokuratury Rejonowej Warszawa-Wola. – Obecnie prowadzone jest postępowanie sprawdzające. Nie zapadła decyzja o wszczęciu ani odmowie wszczęcia śledztwa – powiedział.

W rozmowie z nami Ryszard Murat zapewniał, że są mocne dowody na to, że Pusz przekazywał pieniądze Marcinkiewiczowi od firm ubezpieczeniowych za „fałszywe doradztwo”, kiedy ten jeszcze był posłem. Murat obawia się, że premier będzie szantażowany przez ludzi, którzy mieli go zasilać finansowo.

To nie pierwsze takie zarzuty wobec premiera. W ubiegłym roku były poseł Zbigniew Nowak zawiadomił prokuraturę o podejrzeniu zatajenia informacji w oświadczeniu majątkowym Marcinkiewicza za 2001 r. Nowak twierdził, że premier nie ujawnił 36 tys. zł, które miał przyjąć od OFE Rodzina, zarządzanego przez Zbigniewa Pusza. Prokuratura prowadziła postępowanie sprawdzające w tej sprawie. W grudniu ubiegłego roku odmówiła jednak wszczęcia śledztwa, gdyż nie dopatrzyła się znamion przestępstwa. Nowak uważa, że sprawie „ukręcono łeb


Dziewczynka porzucona na Dworcu Centralnym

Postawiono zarzuty matce, która porzuciła dziecko

Zarzuty porzucenia dziecka i sprowadzenia na nie niebezpieczeństwa postawiła prokuratura matce Marzenki, znalezionej na warszawskim Dworcu Centralnym. Grozi jej za to do trzech lat więzienia - poinformował Karol Jakubowski z zespołu prasowego Komendy Stołecznej Policji.

Na wniosek prokuratury sąd, zdecydował też o zastosowanie wobec 23-letniej Magdaleny Ż. środka zapobiegawczego w postaci dozoru policyjnego.

Kobieta została zatrzymana w czwartek w Sopocie przez funkcjonariuszy patrolujących dworzec (dostali informacje o niej od stołecznej policji). Jak ustalili policjanci, wyjechała tam razem z mężczyzną poznanym przez Internet. Jak tłumaczyła, dziewczynkę zostawiła na Dworcu Centralnym bo bała się, że nowy partner nie zaakceptuje dziecka.

Niespełna trzyletnia Marzenka, została znaleziona tydzień temu przy wyjściu z Dworca Centralnego od strony ulicy Emilii Plater. Policjantów o błąkającym się dziecku poinformował przypadkowy przechodzień.

Policjanci zaopiekowali się dzieckiem; zabrali je na komisariat. Mimo poszukiwań i podawanych przez radiowęzeł komunikatów, nikt po dziecko się nie zgłosił. Do dziewczynki wezwano lekarza, a później przewieziono ją do Domu Małego Dziecka przy ul. Nowogrodzkiej.

Rysopis dziewczynki i jej zdjęcia przekazano mediom. Po jednym z programów telewizyjnych, w poniedziałek, na policję zgłosili się dziadkowie Marzenki, którzy na okres świąteczny wyjechali z Warszawy.

Złożyli oni wniosek o przyznanie im opieki nad dziewczynką i wydział rodzinny i nieletnich Sądu Rejonowego Warszawa-Wola przekazał im dziecko tymczasowo. Zostanie bowiem przeprowadzone postępowanie w sprawie odebrania praw rodzicielskich jej rodzicom (wszczęte z urzędu) i utworzenia rodziny zastępczej przez dziadków.

JAKĄ PRZYSZŁOŚĆ MA KRAJ

W listopadzie 1997 r. związana z SLD "Trybuna" nazwała papieża "prostackim wikarym", a jedną z jego wypowiedzi określiła jako "niechlujną i bełkotliwą". "Jak temu człowiekowi, który w rzeczywistości nigdy nie przestał być prostackim wikarym z Niegowicia, nie wstyd tak kompromitować siebie (o to najmniejsza), związku religijnego, któremu szefuje, i narodu, do którego niegdyś należał" - brzmiała konkluzja artykułu nieżyjącego już Zbigniewa Wiszniewskiego. Bezpośrednio po tym "Trybuna" dwa razy przepraszała za te słowa.

Artykułem poczuł się dotknięty jako katolik i Polak ks. Zdzisław Peszkowski. Skierował pozew o ochronę swych dóbr osobistych przeciw wydawcy gazety - spółce "Ad Novum", redaktorowi naczelnemu i autorowi tekstu. Kapłan domagał się od nich przeprosin w mediach oraz wpłaty 100 tys. zł na cel dobroczynny.

W 2002 r. Sąd Najwyższy orzekł ostatecznie, że "Trybuna" ma przeprosić księdza za znieważenie Jana Pawła II, ale nie musi wpłacać zadośćuczynienia.

Jednocześnie Prokuratura Rejonowa Warszawa-Wola wszczęła śledztwo o znieważenie Jana Pawła II - z doniesienia oburzonych wierzących, w tym ks. Peszkowskiego. Wprawdzie prokuratura postawiła naczelnemu "Trybuny" zarzut znieważenia papieża, ale w 2001 r. uznała, że "należy śledztwo umorzyć, bo podejrzany nie popełnił zarzucanego mu czynu". Od tej decyzji ks. Peszkowski odwoływał się do sądu okręgowego, a potem - apelacyjnego.

98-letni ks. Peszkowski (kapłan od lat 50.) jest jednym z ocalałych więźniów obozu jenieckiego NKWD dla polskich oficerów w Kozielsku. Obecnie jest krajowym duszpasterzem Rodzin Katyńskich.
http://wiadomosci.onet.pl/1426807,11,1,0,120,686,item.html

Prokuratorzy: były naciski ws. Lipca

Była szefowa warszawskiej prokuratury nie pozwoliła zatrzymać Tomasza Lipca, ze względu na trwającą kampanię wyborczą - zeznali warszawscy prokuratorzy. O sprawie pisze na swoich stronach internetowych "Newsweek".

Jednym z głównych świadków, który potwierdził naciski w sprawie byłego ministra sportu jest prokurator Cezary Przasnek, dotychczasowy naczelnik wydziału śledczego (wcześniej przestępczości zorganizowanej) Prokuratury Okręgowej w Warszawie, a od piątku jej nowy szef. W sprawie Lipca naciski wywierała na niego Elżbieta Janicka, była już szefowa stołecznej prokuratury.

"Newsweekowi" udało się nieoficjalnie ustalić co zeznał Przasnek: Janicka zabroniła, by we wrześniu zatrzymać Tomasza Lipca. Dlaczego? Prokurator twierdziła, że trwa kampania wyborcza i zatrzymanie ministra rządu Jarosława Kaczyńskiego może zostać źle odebrane. W końcu października "Newsweek" ujawnił, że śledczy mogli zatrzymać podejrzanego o korupcję byłego ministra sportu we wrześniu, ale naciski Janickiej spowodowały, że Lipiec został zatrzymany dopiero po wyborach. Było to na rękę politykom PiS, którzy w kampanii wyborczej wykorzystali sprawę łapówki posłanki PO Beaty Sawickiej. Tymczasem zatrzymanie Lipca przed wyborami osłabiłoby jej efekt medialny.

Śledztwo w sprawie korupcji w warszawskim Centralnym Ośrodku Sportu (w tej sprawie aresztowany jest Lipiec) toczyło się w wydziale kierowanym przez Przasnka.

Został on przesłuchany w czwartek w postępowaniu prowadzonym przez rzecznika dyscyplinarnego Prokuratora Generalnego w sprawie Elżbiety Janickiej. W końcu października została ona odwołana z funkcji szefowej stołecznej prokuratury po tym, jak dziesięciu podległych jej prokuratorów złożyło dymisję w proteście przeciwko jej rządom. Jednym z nich był właśnie Cezary Przasnek. Tego samego dnia, gdy prokurator zeznawał w sprawie nacisków, Jerzy Engelking, zastępca prokuratora generalnego, bliski współpracownik byłego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry podpisał jego awans na nowego szefa warszawskiej prokuratury. Wnioskowała o to Marzena Kowalska, prokurator apelacyjna w Warszawie, która także obciążyła swoimi zeznaniami Elżbietę Janicką, a wcześnie zażądała jej odwołania.

Przasnek był wcześniej szefem Prokuratury Rejonowej na warszawskiej Woli. Był też jednym z oskarżycieli, którzy rozpracowali bałkański szlak narkotykowy, przez który przemycali narkotyki hersztowie gangu pruszkowskiego - czytamy na stronach internetowych "Newsweeka". (PAP)

Doniesienie do prokuratury na premiera Marcinkiewicza

Cytat:"Trybuna": Przyjęcie 200 tys. zł za fikcyjne doradztwo zarzuca premierowi Kazimierzowi Marcinkiewiczowi Ryszard Murat, warszawski agent ubezpieczeniowy.
Pieniądze - jak twierdzi Murat - miał przekazać Zbigniew Pusz, były senator oraz wojewoda gorzowski, bliski znajomy premiera jeszcze z czasów Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego. Kasa miała pochodzić od Polskiego Towarzystwa Ubezpieczeniowego, które - według Murata - związane jest z Janem Monkiewiczem, byłym prezesem PZU, dziś szefem Komisji Nadzoru Ubezpieczeń i Funduszy Emerytalnych.

Agent ubezpieczeniowy złożył w prokuraturze zawiadomienie o przestępstwie. Sprawa dotyczy okresu, gdy obecny premier był jeszcze szeregowym posłem PiS-u. Jak twierdzi Murat, informacje o zasilaniu Marcinkiewicza pieniędzmi PTU pochodzą z otoczenia Monkiewicza. O swoich podejrzeniach - jak zaznacza w zawiadomieniu - agent ubezpieczeniowy poinformował też ministra spraw wewnętrznych, Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego, ministra koordynatora ds. służb specjalnych, komendantów głównego i stołecznego policji, ministrów finansów i skarbu, Najwyższą Izbę Kontroli, szykowanego na szefa Centralnego Biura Antykorupcyjengo posła Mariusza Kamińskiego, polityków PiS-u i Platformy.

Maciej Kujawski, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Warszawie, potwierdził, że takie doniesienie wpłynęło. Przekazano je do Prokuratury Rejonowej Warszawa-Wola. - Obecnie prowadzone jest postępowanie sprawdzające. Nie zapadła decyzja o wszczęciu ani odmowie wszczęcia śledztwa - powiedział.

W rozmowie z "Trybuną" Ryszard Murat zapewniał, że są mocne dowody na to, że Pusz przekazywał pieniądze Marcinkiewiczowi od firm ubezpieczeniowych za "fałszywe doradztwo", kiedy ten jeszcze był posłem. Murat obawia się, że premier będzie szantażowany przez ludzi, którzy mieli go zasilać finansowo.



http://wiadomosci.onet.pl/1346967,11,item.html

Ciekawe, chociaż niespecjalnie wierzę żeby PRemier był w coś podobnego umoczony.

To nie musi się podobać sędziom...

Cytat:Poseł PiS Jacek Kurski odnosząc się do werdyktu sądu, który uznał zatrzymanie b. szefa MSWiA Janusza Kaczmarka za bezzasadne i nieprawidłowe ocenił, że sąd zakwestionował szczegół, a nie istotę zarzutu. W opinii Kurskiego tego rodzaju orzeczenia nie wzmacniają dyscypliny aparatu państwowego w przedmiocie ścigania korupcji.

Sąd Rejonowy dla Warszawy-Mokotowa zbadał zażalenie Kaczmarka w sprawie decyzji prokuratury o jego zatrzymaniu. Uznał je za bezzasadne i nieprawidłowe. Nie oznacza to, że same zarzuty wobec niego były niezasadne.

Jak powiedział Kurski, sąd zakwestionował wyłącznie sposób zatrzymania Kaczmarka, a nie zarzuty - powiedział poseł dziennikarzom w Sejmie.

Naród nie wybiera sądów, wybiera partie - zaznaczył. Wybrał PiS i walkę z korupcją. Uchybienia proceduralne w żadnym wypadku nie mogą przekreślić naszej determinacji oraz woli walki z korupcją, co czasem skutkuje takim sposobem zatrzymania. To nie musi się podobać sędziom, ale ma się podobać społeczeństwu - podkreślił Kurski.

Jak dodał poseł, na pewno tego rodzaju orzeczenia sądu nie wzmacniają dyscypliny aparatu państwowego w przedmiocie ścigania korupcji. Korupcja jest taką plagą, że trzeba stosować najbardziej twarde metody, żeby rozpalonym żelazem taką plagę wypalić - ocenił.

Według Kurskiego, teraz sąd i niektóre media będą czynić z faktu formy doprowadzenia do przesłuchania Kaczmarka, podstawę do zakwestionowania faktu samego przesłuchania.

Człowiek dopuścił się najprawdopodobniej przecieku i przy tej randze zarzutu, w kajdankach, czy bez, został zatrzymany, nie ma to żadnego znaczenia - podkreślił poseł.

Cała Polska widziała ministra MSWiA, który kłamie, który jest chłopcem na posyłki oligarchy na 40 piętrze luksusowego hotelu, istniały więc podstawy żeby doprowadzić go we właściwy sposób na przesłuchanie - ocenił Kurski



Po przeczytaniu wypowiedzi pana Kurskiego mam wrażenie, że do łask wraca stare dobre hasło: "Chleba i igrzysk".

Nie rozumiem także po co upór w sprawie zatrzymania Kaczmarka. Jeśli wystarczyło wezwać go do prokuratury to po co ta cała szopka z zatrzymaniem.
To tak jakby zamiast wezwania do stawienia sie na komisje poborowa od razu przyszło do jakiegoś delikwenta dwóch panów z Żandarmerii Wojskowej.

I po wojewodzie Kempskim

6.12.Warszawa (PAP) - Premier przyjął rezygnację wojewody
śląskiego Marek Kempski - poinformował PAP w środę wieczorem
rzecznik rządu Krzysztof Luft.

        Z podpisanego przez Lufta komunikatu wynika, że szef MSWiA Marek
Biernacki przedstawił premierowi informację zespołu ds. oceny
działania wojewody. Zespół nie stwierdził "faktów korupcji
obciążających osobiście wojewodę", ale uznał, iż Kempski "nie
dopełnił obowiązków właściwego nadzoru nad podległą mu
administracją rządową w województwie".

        Wcześniej premier Jerzy Buzek zapewnił, że rząd nie zlekceważy
tego, co działo się na Śląsku. Minister sprawiedliwości Lech
Kaczyński był w Katowicach i badał przebieg śledztwa w sprawie
korupcji w Śląskim Urzędzie Wojewódzkim.

        "Korupcja wśród polityków jest dużym zagrożeniem dla zwykłych
ludzi, rak korupcji wyrasta bowiem pod bokiem polityków, osób, do
których ma się duże zaufanie" - powiedział w środę podczas
konferencji poświęconej zjawisku korupcji premier Jerzy Buzek.
Dodał, że opinia publiczna może uznać jego deklaracje o walce z
korupcją jako swego rodzaju test wobec jego osoby. "Jeśli chodzi o
mnie, to zero tolerancji dla korupcji" - powiedział.

        Minister sprawiedliwości prokurator generalny Lech Kaczyński po
spotkaniu w katowickich prokuraturach: apelacyjnej i okręgowej
chwalił śląskich prokuratorów za błyskawiczne działanie. Nie
chciał udzielać szczegółowych informacji na temat toczącego się
postępowania, tłumacząc to dobrem śledztwa. "Przypomniałem (w
instrukcji przekazanej prokuratorom - PAP) rzecz oczywistą,
mianowicie, że wszyscy obywatele są równi wobec prawa i nie ma
takich stanowisk, które dawałyby pełen immunitet od
odpowiedzialności" - podkreślił minister.

        Tadeusz Smolczewski, likwidator Zakładów Chemicznych Tarnowskie
Góry, opisany przez "Rzeczpospolitą" w tekście o domniemanej
korupcji w Śląskim Urzędzie Wojewódzkim, zaprzeczył zarzutom,
jakoby w procesach likwidacyjnych prowadzonych przez niego w
państwowych chłodniach w Będzinie oraz zakładach chemicznych
Tarnowskie Góry doszło do jakichkolwiek nieprawidłowości - co
zarzuca w swoich publikacjach "Rzeczpospolita". Liczy, że
zweryfikują to kontrole i postępowania prowadzone przez
poszczególne służby.

        Natomiast bielski Sąd Rejonowy wydał w środę nakaz aresztowania
Grzegorza H., szefa katowickiej firmy Bohurex, zamieszanej w aferę
z leasingiem autobusów w żywieckim PPKS. Marek Mleczek, rzecznik
bielskiej Prokuratury Okręgowej, powiedział, że podczas składania
wyjaśnień H. częściowo przyznał się do winy. Prokuratura zarzuca
mu, że od lipca 1999 roku do lipca 2000 roku nakłaniał Kazimierza
S., aresztowanego w minioną sobotę zarządcę komisarycznego PPKS w
Żywcu, do poświadczenia nieprawdy w dokumentach dotyczących obrotu
autobusami.

        Grzegorz H. działał w ten sposób w celu osiągnięcia korzyści
majątkowej dla Bohureksu, Centrali Zaopatrzenia Górniczego i
PolCar Leasing. Grzegorzowi H. zarzucono też, że w tym samym
czasie przekazał Kazimierzowi S. 15 tys. zł łapówki i obiecał mu
kolejne 10 tys. zł w zamian za podpis na umowie leasingowej. Za te
czyny grozi szefowi Bohurexu co najmniej 8 lat więzienia.

        Pełniący obowiązki dyrektor Centrum Informacji Wojewody Śląskiego
Paweł Wieczorek został w środę odwołany z tego stanowiska.
Formalnym powodem odwołania dyrektora Wieczorka jest fakt, że nie
uzupełnił on wymaganego przez pracodawcę wykształcenia. Obowiązki
dyrektora Centrum Informacji Wojewody pełni obecnie dotychczasowy
zastępca Wieczorka - Wojciech Jerzy Poczachowski.

        Opozycyjne Polskie Stronnictwo Ludowe zaapelowało o "bardziej
zdecydowane działanie parlamentu i rządu w sprawie zmniejszenia
stopnia korupcji w Polsce". Zdaniem władz PSL, "odnosi się
wrażenie, że brak jest woli politycznej do zdecydowanej walki z
korupcją".(PAP)

Dzisiaj zakończy się proces byłego szefa Lasów Państwowych?

"Stołeczny sąd rejonowy poinformował w piątek, że prawdopodobnie na początku lipca zakończy się proces b. dyrektora generalnego Lasów Państwowych za rządów AWS - Konrada Tomaszewskiego. Jest on oskarżony o przerobienie w 2001 r. dokumentu urzędowego, proces w tej sprawie trwa od maja 2005 r.

Akt oskarżenia, który Prokuratura Rejonowa Warszawa-Ochota skierowała do Sądu Rejonowego w 2002 r., zarzuca Tomaszewskiemu, że "w nieustalonym miejscu i czasie, ale nie później niż w listopadzie 2001 r.", po odwołaniu z funkcji szefa LP, sfałszował zarządzenie wprowadzające konkursy na stanowiska dyrektorów regionalnych LP i nadleśniczych. Przestępstwo miało polegać na zmianie daty dokumentu. Zawiadomienie do prokuratury złożył następca Tomaszewskiego, Janusz Dawidziuk.

Podczas zeznań w procesie, powiedział on, że Tomaszewski liczył na otrzymanie propozycji wysokiego stanowiska w LP więc nie wprowadził przygotowanego już zarządzenia, bo wtedy musiałby przejść drogę konkursową. Gdy stanowiska nie dostał, wprowadził je, by "utrudnić następcy powoływanie i odwoływanie dyrektorów regionalnych i nadleśniczych".

Dawidziuk wyjaśnił, że teoretycznie mógł - zamiast kierować sprawę do prokuratury - anulować rozporządzenie lub uznać je za nieistniejące. "Nie chciałem tego zrobić, by nie posądzono mnie o złą wolę, o to, że chcę obsadzać stanowiska swoimi ludźmi. Jestem za konkursami, niemniej ich formuła zaproponowana w rozporządzeniu nr 84 wymagałaby zbyt wiele czasu i paraliżowałaby prace firmy" - wyjaśniał.

Oskarżony nie przyznaje się do zarzutu. Grozi mu do 5 lat więzienia. Zdaniem jego adwokatów, Generalna Dyrekcja instrumentalnie posłużyła się prokuraturą, by załatwić "niewygodną w owym czasie" sprawę powołań - ich podstawą były decyzje dyrektora, a nie konkursy.

Obrona twierdzi, że zarządzenie nr 84 zostało wydane przez Tomaszewskiego oraz zarejestrowane 28 września 2001 r., a przyczyną zamieszania jest zafałszowanie w ewidencji dokumentów. Obrońcy utrzymują, że w ewidencji zaklejono rejestrację dokumentu - zarządzenia nr 84, i na to miejsce wprowadzono kolejne, które wydał już następny dyrektor - Dawidziuk.

W piątek sąd rejonowy, kontynuując proces, odczytał opinię - dotyczącą kolejności nanoszenia podpisu i pieczęci na kontrowersyjnym dokumencie - którą przygotował krakowski biegły Antoni Feluś. Wynika z niej, że odcisk pieczęci został sporządzony jako pierwszy.

Na kolejną rozprawę, która ma odbyć się 6 lub 9 lipca, sąd postanowił wezwać biegłego, aby ustosunkował się on do odmiennej opinii, przygotowanej przez innego eksperta. Wcześniej obrońcy Tomaszewskiego wnioskowali o przeprowadzenie konfrontacji pomiędzy nimi.

Pod koniec 2005 r. Sąd Rejonowy w Gdańsku uniewinnił Tomaszewskiego w innym procesie - dotyczącym sprawy zamiany gruntów leśnych na terenie woj. pomorskiego na atrakcyjny teren budowlany w Gdańsku-Matemblewie w 1999 r. Zanim zapadł wyrok Tomaszewski, m.in. w związku z tą sprawą, złożył dymisję ze stanowiska szefa gabinetu ministra środowiska. (PAP)"

źródło: www.money.pl

LPR wróci do Sejmu... - ?

Cytat:Badają mecenasa Giertycha

Skargę do ORA w Warszawie, do której należy Giertych, złożył Konrad Rękas, były działacz Stronnictwa Narodowo-Demokratycznego z Lublina. Zarzuca byłemu wicepremierowi „rażące naruszenie zasad etyki zawodowej”. – W kwietniu rzecznik dyscyplinarny wszczął postępowanie wyjaśniające w tej sprawie – mówi Jakub Jacyna, rzecznik prasowy ORA w Warszawie.

Chodzi o wydarzenia dotyczące rejestrowania Ligi Polskich Rodzin. W maju 2001 roku do warszawskiego sądu trafił wniosek w sprawie zmian w statucie SND (m.in. zmiany nazwy partii na LPR). Dokument – złożony wraz z protokołami z kongresu i rady politycznej SND – przygotowany został w kancelarii adwokackiej Giertycha. Sąd zatwierdził zmiany i powstała partia – LPR.

Część działaczy SND twierdzi jednak, że na posiedzeniu zarządu, na którym podjęto uchwałę o zwołaniu kongresu SND, nie było wymaganego kworum. Sześciu członków 13-osobowego zarządu twierdzi, że nie było ich na tym posiedzeniu. Reszta – siedem osób stanowiących niezbędne kworum – miała być na nim obecna.

Jednak jak ustaliła Prokuratura Rejonowa Warszawa-Wola, jeden z siedmiu podpisów został sfałszowany. Chodzi o podpis Waldemara W., który cały czas utrzymywał, że był na tym zarządzie. Biegły grafolog stwierdził jednoznacznie, że to nie jego podpis figuruje na dokumentach rejestracyjnych LPR.

– Waldemar W. został oskarżony o składanie fałszywych zeznań – mówi Marta Białobrzeska, szefowa Prokuratury Rejonowej Warszawa-Wola. Akt oskarżenia jest już w sądzie.

Ustalenia śledczych – przekonuje w skardze Rękas – oznaczają, że uchwała podjęta na zarządzie jest nieważna, a mec. Giertych „dokonał skutecznego wyłudzenia postanowienia sądu na podstawie sfałszowanych i poświadczających nieprawdę dokumentów”.

Sprawę legalności rejestracji LPR badała warszawska Prokuratura Okręgowa, ale śledztwo umorzyła z powodu „braku danych dostatecznie uzasadniających podejrzenie popełnienia przestępstwa”. – Postanowienie o umorzeniu jest prawomocne – informuje Katarzyna Szeska, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Giertych zaprzecza zarzutom podniesionym w skardze. – To bzdury – twierdzi były wicepremier. Przekonuje też, że o wynik postępowania dyscyplinarnego jest spokojny. – To rutynowe czynności – mówi.

Na koniec rozmowy z dziennikarzem „Rz” Roman Giertych zagroził: – Jeśli pan o tym napisze, pozwę pana. Nie jestem już politykiem. O mnie można pisać albo dobrze, albo wcale.

Roman Giertych działalność adwokacką zaczął w 2000 roku, ale zawiesił ją po dostaniu się w 2001 roku do Sejmu. Do zawodu wrócił pół roku temu po przegranych wyborach.

Jest pełnomocnikiem m.in. byłej żony posła Platformy Obywatelskiej Janusza Palikota (kobieta oskarża go o ukrycie majątku na Karaibach) i dziennikarza śledczego Wojciecha Sumlińskiego (podejrzanego o płatną protekcję).

za: http://www.rp.pl/artykul/142949.html

Czy już mamy TKM?

Ale się ostro zrobiło! Cóż, jako stary komuch, popieram głosy Marudy, Dakiego, ROPCIA i Ojca Dyrektora (ale to brzmi! super nick! ). Co do Rydzyka i jego fabryki pieniędzy, to dawno przestała ona być katolicka (jeśli kiedykolwiek była). To są zwykli naziści, wyznający zasadę "kto nie z nami, ten przeciw nam". Już poseł Cymański tłumaczył publicznie, dlaczego woli występować u Rydzyka, a nie np. w TVP. Jak sam powiedział, tam nikt nie zadaje mu niewygodnych pytań. To, chyba, wystarczy za komentarz.
A teraz, starym, komunistycznym zwyczajem, pośmiejmy się z Brzydkich PiSiątek:
"Onet.pl"
Cytat:SLD donosi do prokuratury na J. Kaczyńskiego

Sekretarz Rady Wojewódzkiej SLD w Opolu, Andrzej Zarychta złożył do prokuratury doniesienie o popełnieniu przestępstwa przez Jarosława Kaczyńskiego.
Zdaniem Zarychty, Kaczyński "znieważył i poniżył z sejmowej trybuny konstytucyjny organ RP - Trybunał Konstytucyjny (TK)".

W zawiadomieniu przyjętym przez opolską prokuraturę rejonową i przekazanym do prokuratury Warszawa-Śródmieście sekretarz opolskiego SLD zacytował słowa, jakie prezes PiS wypowiedział w Sejmie 22 lutego. "Słowa wypowiedziane przez Jarosława Kaczyńskiego - cytuję: »Panowie po prostu z tchórzostwa, skrajnego tchórzostwa i oportunizmu wstrzymali się od zabrania głosu«, a następnie »to haniebny epizod w dziejach tego Trybunału«, naruszają dobre imię organu, który m.in. orzeka o konstytucyjności i legalności aktów prawnych" - napisał Zarychta.

"Takie wypowiedzi nie służą budowaniu powagi państwa i na pewno nie powinny paść z ust lidera partii, która dziś sprawuje władzę w kraju. Po konsultacji z prawnikami zdecydowaliśmy się skierować do prokuratury doniesienie o popełnieniu przestępstwa" - powiedział Zarychta na środowej konferencji prasowej w Opolu.

Sejmowa wypowiedź Kaczyńskiego dotyczyła sytuacji z 1993 roku, kiedy TK powstrzymał się od zabrania głosu w sprawie instrukcji Urzędu Ochrony Państwa nr 0015. Tę tajną instrukcję Kaczyński ujawnił w 1993 roku sugerując, że umożliwiała ona inwigilację prawicy przez UOP. Zaprzeczali temu pracownicy Urzędu.

Przeciwko wypowiedzi prezesa PiS zaprotestował w lutym prezes TK prof. Marek Safjan. W oświadczeniu przesłanym PAP podkreślił, że Trybunał musiał w 1993 r. umorzyć sprawę instrukcji UOP nr 0015, bo została ona wcześniej uchylona. W świetle ówczesnych przepisów, w sytuacji utraty mocy przez akt normatywny, TK nie miał innej możliwości - wyjaśnił Safjan.

Do inwigilacji prawicy doszło w pierwszej połowie lat 90, kiedy prezydentem był Lech Wałęsa, a premierem Hanna Suchocka. UOP miał inwigilować opozycję prawicową - w tym m.in. Jarosława i Lecha Kaczyńskich. Ostatecznie do sądu trafił akt oskarżenia wobec płk. Jana L., szefa zespołu inspekcyjno-operacyjnego gabinetu szefa UOP. Wątek ewentualnej odpowiedzialności jego przełożonych umorzono w 2002 r.

Właściwie, to zaczynam ich lubić (Brzydkie PiSiątka). Codziennie dają powód do śmiechu. Smutne tylko jest to, że to śmiech przez łzy (żenady i przerażenia). Pozdrawiam normalnych.

SAMOWOLA BUDOWLANA !!! Linia en. wysokiego napięcia 110 kV.

Halina i Władysław Chomka
Wioletta i Zbigniew Chomka

Witamy serdecznie

To skrót do reportażu dotyczącego sporu
mieszkańców Miasta Siedlce z Zakładem Energetycznym emisja odbyła się
w Niedziela 28.12.2008r - Kurier Mazowiecki godz 18.15

http://ww6.tvp.pl/6724,20081228852910.strona

ZAWIADOMIENIE
Złożone dnia-2008-12-08

Warszawa, 7 grudnia 2008 r.

Do:
Prokuratura Rejonowa w Siedlcach
ul. Brzeska 97
PL 08-110 Siedlce

Pokrzywdzeni:
Władysław Roman i Halina małżonkowie Chomka
Zbigniew i Wioletta małżonkowie Chomka
ul. Piaski Zamiejskie 35 PL 08-110 Siedlce

Zawiadomienie Pokrzywdzonych o podejrzeniu popełnienia przestępstwa
Wnosimy o wszczęcie postępowania celem ustalenia, czy nie doszło do popełnienia przestępstwa przez kierownictwo i pracowników

Zakład Energetyczny Warszawa Teren S.A.
Rejon Energetyczny Siedlce
ul. Piłsudskiego 100/102
PL 08-110 Siedlce

i ewentualnie inne osoby polegającego na wybudowaniu i utrzymywaniu na posesji zamieszkałej przez Pokrzywdzonych wbrew woli właścicieli gruntu i z naruszeniem prawa (w załączeniu odpis prawomocnego wyroku Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie wraz z uzasadnieniem) pochylonego w kierunku na dom słupa narożnego kratowego linii energetycznej kV 110 zaledwie w odległości 5 m. od budynku mieszkalnego zamieszkałego przez Pokrzywdzonych (fotografia słupa w załączeniu), stwarzającego zagrożenie dla życia i zdrowia Pokrzywdzonych i ich rodzin oraz grożącego katastrofą budowlaną w wypadku ewentualnego przewrócenia się słupa na budynek mieszkalny zamieszkały przez Pokrzywdzonych,

Umiejscowiony na podwórku posesji, niczym nie zabezpieczony, chociażby w postaci ogrodzenia, słup kratowy stwarza w szczególności zagrożenie dla bawiących się na podwórku małoletnich dzieci i wnuków pokrzywdzonych (fotografia obrazująca zagrożenie dla dzieci w załączeniu). W kontekście tym pozwalamy sobie w szczególności wskazać na orzeczenie Sądu Apelacyjnego w Lublinie w sprawie
l ACa 499/08, którym uznano odpowiedzialność zakładu energetycznego za porażenie małoletniego chłopca prądem. Pokrzywdzeni Zbigniew i Wioletta małżonkowie Chomka posiadają trzech małoletnich synów narażonych każdego dnia na podobne niebezpieczeństwo w miejscu, które z założenia powinno być bezpiecznym, będąc podwórkiem domu rodzinnego. Tymczasem bez zgody ich rodziców i dziadków - właścicieli posesji umiejscowiono tam bezpośrednie i realne źródło zagrożenia zdrowia i życia w postaci wspomnianego słupa.

W załączeniu przedkładamy również dokumentację mających niedawno miejsce katastrof linii energetycznych

zał. fotografie słupa, wyrok + odpis pisma

Załączników – 19-szt.
Władysław Chomka Zbigniew Chomka
Halina Chomka Wioletta Chomka

CDN>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

Serdecznie pozdrawiamy
Rodzina Chomka

rokkey

1

Kraj
PAP, mat /2005-04-11 12:42:00

Wachowski: Słowa Kaczyńskiego ożywiły oszczerstwa pod moim adresem

Określenie mnie mianem "wielokrotnego przestępcy" przez Lecha Kaczyńskiego ożywiło pomówienia, oszczerstwa i plotki kierowane pod moim adresem - powiedział w poniedziałek przed sądem Mieczysław Wachowski.

Sąd Rejonowy w Warszawie kontynuuje proces, w którym Lech Kaczyński jest oskarżony w trybie prywatnym o zniesławienie byłego szefa gabinetu prezydenta Lecha Wałęsy, Mieczysława Wachowskiego.

"Nazwanie mnie wielokrotnym przestępcą przez urzędującego ministra sprawiedliwości miało specjalną rangę. Jeżeli coś takiego mówi prawnik, minister, to ma to szczególny wymiar w odbiorze publicznym" - podkreślił Wachowski.

Sąd zdecydował w poniedziałek o dopuszczeniu dowodu z informacji Prokuratury Krajowej, czy w prokuraturach na terenie kraju do dnia 18 czerwca 2001 prowadzono jakiekolwiek postępowania karne przeciwko Wachowskiemu, a jeżeli tak, to jakimi zakończyły się orzeczeniami. Sąd zdecydował o oddaleniu wniosków dowodowych o przesłuchanie w charakterze świadków osób, o wezwanie których wnioskowała obrona, m.in. Doroty Kani, Moniki Olejnik, Jarosława Kaczyńskiego, Antoniego Macierewicza. Sąd oddalił także wniosek o powołanie biegłego językoznawcy, który miałby wypowiedzieć się na temat znaczenia słowa przestępca.

W poniedziałek nie doszło do pojednania stron. "Nie przeproszę pana Wachowskiego, bo to co powiedziałem było prawdą" - powiedział dziennikarzom Kaczyński. Pytany o różne gesty pojednania mające miejsce po śmierci papieża, dodał, że w tym wypadku przeprosiny nie byłyby realizacją nauki Ojca Świętego, ale "triumfem kłamstwa".

"Jeżeli pan Kaczyński mnie przeprosi, przyjmę przeprosiny. Ja nie mam powodu, by go przepraszać" - powiedział Wachowski.

W czerwcu 2001 r. w Radiu Zet Lech Kaczyński twierdząco odpowiedział na pytanie, czy zgadza się ze swym bratem Jarosławem, który nazwał Wachowskiego wielokrotnym przestępcą, a Wałęsie zarzucił, że dopuszczał się przestępstw. Wałęsa i Wachowski wytoczyli za to Kaczyńskiemu procesy karny i cywilny. Sprawę cywilną już wygrali, ale Kaczyński powiedział, że ich nie przeprosi - mimo wyroku Sądu Najwyższego z września 2004 r.

Jesienią 2004 r. w procesie karnym - w którym Kaczyńskiemu grozi do dwóch lat więzienia - doszło do ugody; Kaczyński przeprosił Wałęsę, który wycofał oskarżenie. Kaczyński powiedział wówczas, że woli wycofać się z życia politycznego, niż przeprosić "takiego człowieka jak Wachowski".

Przegrana Kaczyńskiego w sprawie karnej mogłaby oznaczać dla niego utratę stanowiska prezydenta Warszawy. Ustawa o bezpośrednim wyborze prezydenta miasta stanowi, że wygaśnięcie mandatu prezydenta następuje m.in. w wyniku prawomocnego skazującego wyroku sądu za przestępstwo umyślne. Sprawa ta nie ma jednoznacznej interpretacji - prawnicy dyskutują nad formalnościami, m.in. o tym kto i w jakim trybie miałby stwierdzać wygaśnięcie mandatu prezydenta miasta.

Kolejny termin rozprawy sąd wyznaczył na 19 maja.

VIDE: ONET.PL - Wiadomosci
http://info.onet.pl/1080115,11,item.html

Kosztowny wymiar szybkiej sprawiedliwości

Kosztowny wymiar szybkiej sprawiedliwości

26 Mar 2007 r.

• Funkcjonowanie trybu przyspieszonego
budzi niezadowolenie sędziów

• Nakłady na sądy 24-godzinne nie są adekwatne
do wagi osądzanych spraw

• Rosną koszty udziału adwokatów
broniących oskarżonych wbrew ich woli

Podwyższony stan gotowości w sądach rejonowych orzekających
w trybie przyspieszonym budzi krytykę sędziów. Ich zdaniem zaangażowanie w tym celu całej machiny wymiaru sprawiedliwości jest nieadekwatne do ciężaru gatunkowego rozpatrywanych spraw.Zdecydowana większość z nich dotyczy bowiem pijanych kierowców i rowerzystów, którzy mogli być dotychczas sądzeni w postępowaniu nakazowym.Źródło: Gazeta Prawna [1]Rowerzysta w 24 godzinyUruchomienie trybu przyspieszonego to olbrzymie
przedsięwzięcie dla każdego sądu rejonowego. Oprócz zapewnienia odpowiednich warunków lokalowych potrzebne były również zmiany organizacyjne, czyli zabezpieczenie dyżurów sędziowskich
i adwokackich oraz ustalenie współpracy z prokuraturą i policją. Tryb przyspieszony miał uderzyć w chuliganów siejących spustoszenie np. podczas imprez sportowych. Pierwsze tygodnie funkcjonowania sądów 24-godzinnych pokazały jednak, że oprócz awantur podczas meczu piłkarskiego w Łodzi, nowe rozwiązania nie zadziałały zgodnie z założeniem.Andrzej Kryże, wiceminister sprawiedliwości, pyta,
dlaczego sędziowie dotychczas nie korzystali z kodeksowych
możliwości szybkiego sądzenia.Nieadekwatne koszty– Generalnie instytucja trybu przyspieszonego jest skuteczna, gdyż pozwala
szybko osądzić sprawcę. Jednak jej wykorzystywanie w drobnych sprawach zaczyna budzić wątpliwości, zwłaszcza że sądy miały do dyspozycji, mniej kosztowne środki pozwalające na ukaranie
przestępcy – mówi Jerzy Podgórski, wiceprezes Sądu Rejonowego Warszawa Mokotów. Dodaje, że jednym z nich był tryb nakazowy, w którym wyrok był wydawany zza biurka sędziego, bez konieczności udziału stron. Szybki wyrok mógł zapaść również na wniosek
prokuratora w trybie artykułu 335 k.p.k., czy też na rozprawie poprzez skorzystanie z instytucji dobrowolnego poddania się karze. Stosowanie tych instrumentów pozwalało zamknąć postępowanie w ciągu jednego, dwóch miesięcy od momentu wpłynięcia aktu oskarżenia.
– Bez rozprawy załatwialiśmy 90 procent drobnych spraw – mówi Zygmunt Przytulski, wiceprezes Sądu Rejonowego w Lesznie.– Dotychczasowe instytucje, mimo że działały wolniej, były skuteczne, a przede wszystkim tańsze – dodaje Krzysztof Chmielewski, wiceprezes Sądu Rejonowego Warszawa Wola.– Teraz koszty okazują się
większe niż efekty, gdyż sądy muszą ponosić dodatkowe koszty m.in.
na honoraria adwokackie – dodaje Barbara du Chateau, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Lublinie.To nieprawda, że wymiar sprawiedliwości jest nieprzygotowany do sądzenia w trybie przyspieszonym – odpiera zarzuty ANDRZEJA KRYŻE, wiceminister sprawiedliwościOskarżeni nie chcą adwokata
Przepis wprowadzający w trybie przyspieszonym przymus adwokacki sprowadził sprawę do absurdu, gdyż oskarżony musi mieć obrońcę.– Dyżurującemu adwokatowi płacimy 400 zł plus VAT za prowadzenie obrony – tłumaczy sędzia Krzysztof Chmielewski.– W naszym sądzie
na ośmiu oskarżonych sądzonych w trybie przyspieszonym aż czterech odmówiło skorzystania z obrońcy, obawiając się dodatkowych kosztów.
W efekcie sędzia sam musiał wybrać adwokata. Teraz pieniądze będzie trudno wyegzekwować od osądzonych – tłumaczy sędzia z Leszna.Zmęczenie materiałuSędziowie narzekają również na narzucony im tryb pracy. Mimo że ich czas pracy regulowany jest zakresem obowiązków, to i tak nie może przekraczać 40 godzin tygodniowo.– Ten wymiar godzin, zwłaszcza w przypadku sędziów w wydziałach karnych, był już przekraczany, zanim wszedł w życie tryb przyspieszony. Nie otrzymujemy gratyfikacji, nie możemy odebrać nadgodzin – tłumaczy sędzia Jerzy Podgórski. Dodaje, że dodatkowe obciążenia mogą być czynnikiem destabilizującym.– Sędziowie orzekający w trybie przyspieszonym nie mają komfortu pracy. Muszą dyżurować od 8.00 do 16.00, a potem być pod telefonem do godziny 20.00, czekając
na sprawę – mówi sędzia z Lublina.Za szeroki zakres
Zdaniem sędziego Jerzego Podgórskiego zakres stosowania trybu przyspieszonego jest zbyt szeroki. Zrozumiałe jest jego wprowadzenie np. podczas imprez masowych. Natomiast stosowanie go w sprawach
pijanego rowerzysty jest nieuzasadnione.

Tomasz Pietryga

tomasz.pietryga@infor.pl

WIĘZIEŃ STANU ????

Klęska Ziobry, klęska IV RP

Dr G. opuścił areszt na Mokotowie

Doktor Mirosław G. opuścił wczoraj areszt śledczy przy ulicy Rakowieckiej w Warszawie. – Jestem niewinny, padłem ofiarą zmowy, w wyniku której mnie znieważono i wtrącono do tego więzienia – powiedział dziennikarzom. Dramatyczne i histeryczne widowisko, jakie trzy miesiące temu urządzili minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro z szefem CBA Mariuszem Kamińskim u boku, okazało się klapą. Gdyby byli ludźmi honoru, podaliby się do dymisji.

14 lutego br., tuż po zatrzymaniu w świetle kamer kardiochirurga, transplantologa dr. Mirosława G. ze szpitala MSWiA, Ziobro zwołał konferencję prasową, na której wołał z ogniem w oczach, że „już nikt nigdy więcej przez tego pana życia pozbawiony nie będzie”. Telewizje eksponowały z lubością rzekome dowody korupcji dr. G., pieniądze i alkohole, pragnąc stworzyć wrażenie jej kolosalnych rozmiarów, której miał się dopuścić aresztowany lekarz.

Wczoraj Sąd Apelacyjny w Warszawie postanowił, że dr G. może opuścić areszt w zamian za 350 tys. zł kaucji i poręczenie osobiste. Rodzina wspierana przez pacjentów zdołała zebrać tę kwotę.

Sąd nie uległ naciskom prokuratorów. Jeszcze kilka dni temu szefowa Prokuratury Apelacyjnej w Warszawie Marzena Kowalska karciła i pouczała sędziów, którzy po zbadaniu dowodów już w pierwszej instancji uznali, że są nic niewarte i że nie trzeba kardiochirurga więzić, wystarczy kaucja.

Kowalska określała decyzję sądu jako „zaskakującą i niezrozumiałą”, przekonywała, że dowody są „betonowe” i w pełni uzasadniają oskarżenie lekarza o morderstwo. Ani nie przekonała sądu, ani nie przestraszyła, tylko się wygłupiła. Teraz, gdyby miała poczucie wstydu, też podałaby się do dymisji.

Sąd uznał jednak, że są dokumenty wskazujące, że G. mógł brać łapówki. Prokuratura przedstawiła lekarzowi 50 zarzutów korupcyjnych na sumę 50 tys. zł. Miał je zebrać przez 10 lat. Z prostego wyliczenia wynika, że na rok wypadało po 5 tys. zł, czyli nieco ponad 400 zł na miesiąc. To żałośnie mało jak na rozmach propagandowej nawałnicy, z jaką Ziobro napadł na doktora G.

Ten prokuratorski „urobek” kwalifikowałby się co najwyżej do notki w „Fakcie”, a w żadnym razie do transmisji w TVN 24. Najbardziej bolesne musi być dla Ziobry to, że doktora G. bronili pacjenci, zbierali pieniądze na kaucję, byli z nim w sądzie. Ludzie, którym G. uratował życie, teraz symbolicznie ratowali jego, bronili go przed niesprawiedliwym ministrem sprawiedliwości.

Wczorajsza decyzja sądu była kolejnym ciężkim ciosem zadanym władzy Kaczyńskich przez niezawisłą władzę sądowniczą.

Dokładnie tydzień temu Trybunał Konstytucyjny zdemolował ukochane dziecko PiS – haniebną ustawę lustracyjną. Wczoraj, po raz kolejny w ciągu siedmiu dni, władza była na deskach. Po klęsce lustracji zachwiał się kolejny filar rządów PiS – represyjna polityka karna a la Ziobro.

Teraz nawet sędzia najmarniejszego sądu rejonowego wie, że naprawdę może i powinien być niezawisły. Wczorajsza decyzja w sprawie dr. G. być może spowoduje też otrzeźwienie wśród prokuratorów. Może i im przyjdzie do głowy, że nie warto szafować swoim nazwiskiem w złej sprawie. To plusy tej sprawy, która wszak jeszcze się nie zakończyła, to tylko dobiegł końca pierwszy akt.

A przecież poza dr. G. jest pokiereszowana, zmasakrowana, obrażona polska transplantologia. Akcja Ziobry spowodowała gwałtowny spadek zaufania ludzi do transplantologii, do zahamowania całego systemu pobierania organów do przeszczepów, do śmierci tych, dla których przeszczepów zabrakło.

Czy na to jest jakiś paragraf, panie Ziobro?

http://www.trybuna.com.pl/n_show.php?code=2007051904

Kaczor w białych rękawiczkach okradł Solidarność

"Proces pomiędzy 1995 roku a 1998 nie toczył sie z powodu rzekomego zawieszenia, a przyczyna mała być konieczność uchylenia immunitetu Kaczyńskiemu. To była fikcja i przestępstwo. Takiego wniosku nigdy nie złożono.

Proces zakończył sie umorzeniem w czasie gdy ministrem sprawiedliwości był Lech Kaczyński. Postępowania karne w sprawie przestępczego przejmowania nieruchomości po Ekspresie Wieczornym prowadzono dopiero po 2005 roku. Czynności robiła jedynie policja i to pod nadzorem prokuratury rejonowej w Warszawie. Nigdy nie chciano przekazać tych postępowań do Prokuratury Okręgowej lub Apelacyjnej. DLACZEGO? Wg mnie śledztwo zostało ukręcone. Nikt w tej sprawie nie mówi o tym, ze znajdujące na na moje stronie akty notarialne oraz inne dokumenty, miedzy innymi z Urzędu Rejonowego w Warszawie i obecnego UM, wyraźnie wskazują na przestępstwa oszustwa, tj wyłudzenia tego majątku od skarbu państwa w drodze oszustwa. Czyny te polegały na złożeniu nieprawdziwych oświadczeń przed notariuszem. Sam notariusz tez poświadczył nieprawdę. Skazano jedynie osoby przekazujące Kaczyńskiemu nieruchomości, ale samego Kaczyńskiego nigdy nie oskarżono, pomimo, ze w wyrokach jest napisane, ze to Kaczyński i Siwek wymogli na urze3dniach poświadczenie nieprawdy. Stało sie to w Kancelarii Prezydenta Wałęsy. Te wyroki są na tej stronie. Niech TVN 24 je przytoczy i cała prawda będzie jak na ławie. To nie kopia jakiegoś przelewu to WYROKI SĄDOWE Zapraszam do lektury tych dokumentów, a następnie wyciągnięcia właściwych wniosków. Dlaczego TVN podaje jedynie półprawdy? Fundacje Kaczyńskiego przynoszą rocznie obecnie około 15 mln zł przychodu, jednak żadna z nich oraz zależne od nich spółki nie wykazują majątku w postaci gotówki. Taka sytuacja rodzi pytanie - gdzie podziewają sie te dziesiątki mln nowych złotych uzyskiwane obecnie z najmu lokali, niekiedy po zawyżonych cenach? Żaden wniosek i sugestia przeprowadzenia w tych podmiotach nie jest skuteczna. Dlaczego nikt nie chce przeprowadzić kontroli skarbowych? Do procesu o bezprawne finansowania PC w latach 90 doprowadziły kontrole skarbowe
Zbigniew NOWAK tel 500 633 884 ------------------------------------
Wyroki sądowe w sprawie FPS i nieruchomości http://www.raportnowaka.pl/news.php?typ=pis&id=77------------
Nie jest ważne, ze Kaczyński wypłacił siebie 500 tys zł, co było w przeliczeniu na USD znacznie więcej niż dziś ale to, ze dziś rozpływa sie prawie 15 mln zl przychodzi co x 7 lub 10 lat daje kwotę około 100 mln zł Te spółki nie wykazują majątku w gotowiźnie drodzy państwo http://www.raportnowaka.pl/news.php?typ=pis&id=95 --------------------

http://www.raportnowaka.pl/news.php?typ=pis&id=103 ---------------------

---------------- http://www.raportnowaka.pl/news.php?typ=pis&id=153 ----
-------------------------------- http://www.raportnowaka.pl/news.php?
typ=pis&id=78 -------------------------------------
http://www.raportnowaka.pl/news.php?typ=pis&id=62 ----------------------
--------------- dokumentacja Telegrafu i fundacji WOLA
( WOLA ZALEWSKIEGO całkowicie sie rozpłynęła)------------------------------------- http://www.raportnowaka.pl/news.php?typ=pis&id=90--------------------------------- Dlaczego Janecki z Wprost pali głupa...-------------------------------------- http://www.raportnowaka.pl/news.php?typ=pis&id=80----------------------- Zbigniew NOWAK kopie wyroków i aktów oskarżenia--------------------------- http://www.raportnowaka.pl/news.php?typ=pis&id=77

Jeżeli te dokumenty są prawdziwe - jak twierdzi ten człowiek?

14-latka w ciąży.

Dwie prokuratury badają sprawę aborcji 14-latki

Prokuratury w Lublinie i Warszawie badają czy ktoś nie nakłaniał do aborcji 14-latki z Lublina, która zaszła w ciążę z 15-letnim kolegą. Za nakłanianie do przerwania ciąży z naruszeniem prawa grozi do 3 lat więzienia.
Prokuratura Okręgowa w Lublinie prowadzi postępowanie sprawdzające, po informacjach ze szkoły 14-latki - poinformowała rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Lublinie Beata Syk-Jankowska.

Z kolei Prokuratura Rejonowa Warszawa-Śródmieście już 6 czerwca wszczęła formalne śledztwo w takiej sprawie, z zawiadomienia Fundacji Nazaret oraz Federacji Ruchów Obrony Życia.
Sprawa dotyczy 14-latki, jak pisała w sobotę "Gazeta Wyborcza" - przyjechała do warszawskiego szpitala, by legalnie usunąć ciążę. Wcześniej miały jej odmówić tego zabiegu dwa lubelskie szpitale która tego zabiegu dwa lubelskie szpitale. Jak podała "GW", "krok w krok" za dziewczyną podążał ksiądz i działaczki z organizacji pro-life, a zabieg się nie odbył.

Polskie prawo pozwala na legalną aborcję m.in. wtedy, gdy ciąża jest wynikiem "czynu zabronionego" (czyli nie tylko gwałtu, ale także np. zakazanego przez prawo obcowania płciowego z osobą poniżej 15. roku życia, a także między bratem i siostrą lub między rodzicem a dzieckiem). W przypadku osoby niepełnoletniej, zabieg może się odbyć za pisemną zgodą jej opiekuna prawnego, a jeśli dziewczyna ma więcej niż 13 lat, wymagana jest także jej pisemna zgoda.

Rzeczniczka lubelskiej prokuratury powiedziała, że postępowanie jest prowadzone po zawiadomieniu, jakie dotarło do prokuratury z sądu. "Ma ono ustalić, czy w ogóle doszło do przestępstwa, kto miałby nakłaniać nieletnią do aborcji i czy należy wszcząć śledztwo tej sprawie" - zaznaczyła Syk-Jankowska.

O podejrzeniu, że nastolatka wbrew swej woli może być nakłaniania do aborcji powiadomiła sąd policja, która dowiedziała się o tym od dyrekcji szkoły 14-latki.

"GW" w sobotę napisała, że ciąża miała być wynikiem gwałtu. Jednak według informacji z lubelskiej prokuratury, 14-latka nie była zgwałcona, a ojcem jest też nieletni.

Sprawą obcowania płciowego 14-latki i 15-latka zajmował się lubelski sąd rodzinny i nieletnich. Przesłał do prokuratury akta sprawy, aby ta wypowiedziała się, czy ciąża 14-latki nie powstała w wyniku przestępstwa. 20 maja prokuratura, po analizie akt sądowych, wydała pismo stwierdzające, że zachodzi uzasadnione podejrzenie, iż ciąża małoletniej powstała w wyniku czynu zabronionego, czyli obcowania płciowego z osobą poniżej lat 15.

Ustawa o warunkach dopuszczalności przerywania ciąży wskazuje jednoznacznie, że to prokurator ma stwierdzić, czy jest uzasadnione podejrzenie, iż ciąża jest wynikiem przestępstwa.

W lubelskim sądzie rodzinnym trwa postępowanie o pozbawienie praw rodzicielskich dotyczące 14-latki. Sąd nie ujawnia żadnych szczegółów. Wiceprezes Sądu Rejonowego Mariusz Tchórzewski powiedział PAP, że sąd wszczął takie postępowanie z urzędu, w związku z podejrzeniem, że doszło do naruszenia dobra dziecka przez osobę bliską.

Jak tłumaczył, sąd wszczyna takie postępowanie rutynowo. Postępowanie w sprawach nieletnich i opieki nad nimi prowadzić może tylko sąd, a nie prokuratura, ani policja. Tchórzewski dodał, że sąd nie podejmuje żadnych decyzji, co do samej aborcji małoletniej osoby. "Sąd ani nie udziela zgody, ani nie zabrania, ani nie sprawdza, czy aborcja została dokonana. To jest już sprawa małoletniej, jej rodziców i lekarzy" - powiedział.

Jak powiedziała przedstawicielka Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny Monika Gąsiorowska, "matka nadal jest opiekunem prawnym córki i złożyła do sądu zażalenie na decyzję o umieszczeniu dziecka w pogotowiu opiekuńczym".

Federacja zapowiada, że będzie sprawę monitorowała. Gąsiorowska dodała, że nie wiadomo jakie działania i w jakim czasie będą podejmowane przez prokuraturę, sąd oraz dyrektora ośrodka, w którym umieszczono nieletnią. Przypomniała, że możliwość legalnego usunięcia ciąży istnieje tylko do 12 tygodnia ciąży.

http://wiadomosci.onet.pl/1765565,11,1,1,item.html

Co o tym sądzicie?

Sukcesy naszych stróżów prawa...

Czy kawałek rury może być bronią? Okazuje się, że w Polsce wszystko jest możliwe...

http://wiadomosci.gazeta....a.html?skad=rss

„Biegły orzekł, że "donaldówka" jest bronią”

Tak twierdzi biegły, który badał rurę, do której hutnicy ze Stalowej Woli wrzucali petardy na manifestacji w Warszawie. Prokuratura zapowiada, że będzie zarzucać związkowcom nielegalne posiadanie broni.
"Donaldówka" (od imienia premiera Tuska), metalowa rura, była stałym rekwizytem na manifestacjach hutników. Wzięli ją też 6 marca br. na demonstrację do Warszawy, gdzie pikietowali związkowcy z przemysłu zbrojeniowego. Do rury wrzucali petardy. Gdy wracali z pikiety, stołeczni policjanci zatrzymali autokar. - Wyglądało to jak na amerykańskim filmie sensacyjnym. Kilka wozów policyjnych zastawiło nam drogę - wspomina Kazimierz Rychlak, wiceszef zakładowej "Solidarności" w Hucie Stalowa Wola.
Policjanci uznali, że związkowcy wiozą niebezpieczny przedmiot. - Jakie niebezpieczeństwo ona stwarza? To właśnie dzięki "donaldówce" jest bezpieczniej na manifestacjach. Pod nogi pikietujących nie są rzucane petardy, tylko do rury - przekonuje Rychlak.
Innego zdania jest Prokuratura Rejonowa Warszawa-Śródmieście, która wszczęła śledztwo. - W sprawie nielegalnego posiadania broni - precyzuje szef tej prokuratury Robert Myśliński. "Donaldówkę" badali balistycy. Od ich opinii prokuratura uzależniała, jak sprawa dalej się potoczy.
Ku zaskoczeniu związkowców biegły uznał właśnie, że rura jest bronią. Biegły napisał: "["Donaldówka" - przyp. red.] jest samodziałową bronią palną. Nie przewiduje się wydawania pozwolenia na tego typu urządzenia. Dowodowa broń jest sprawna techniczne i można z niej strzelać".
- Czym strzelać? Amunicją? Oni chyba zwariowali - nie dowierza Rychlak.
- Będziemy teraz ustalać właścicieli "donaldówki". Jak tylko to zrobimy, to mogę już teraz powiedzieć, że z dużym prawdopodobieństwem będziemy przedstawiać zarzuty nielegalnego posiada broni - zapowiada prokurator Myśliński.
Za to przestępstwo grozi do ośmiu lat więzienia. Jeszcze nie wiadomo, kogo prokuratura wezwie na przesłuchanie - czy osoby, które na manifestacji używały "donaldówki", czy jej właściciela, czyli "Solidarność" z Huty Stalowa Wola.
Ale związkowcy problemów mogą mieć więcej. Podczas manifestacji stołeczni policjanci zabrali hutnikom drugą podobną rurę, którą specjalnie wyprodukowali na pikietę w Warszawie. Ją także badają balistycy, ale wyników jeszcze nie ma.
- Wyprodukowaliśmy już kolejną rurę. Jeszcze jej nie ochrzciliśmy. Właśnie się nad tym zastanawiamy - mówi Rychlak.

Hańba!!!!

Przeczytajcie uważnie proszę.

Kontrowersyjna reklama
11.08.2005 11:51 (aktualizacja 15:59)
Ministerstwo Spraw Zagranicznych jest oburzone reklamą imprezy techno, umieszczoną na holenderskiej stronie internetowej, zawierającą zdjęcia z obozu Auschwitz- Birkenau.

MSZ oczekuje od holenderskich władz usunięcia tej reklamy oraz wskazania i ukarania jej autora - poinformował Tomasz Szeratics z Departamentu Systemu Informacji MSZ.

Podkreślił, że resort zajął się sprawą kontrowersyjnej reklamy dwa tygodnie temu. - Natychmiast powiadomiliśmy ambasadę RP w Hadze, zlecając jej odpowiednie działania interwencyjne - poinformował Szeratics.

Jak powiedział, ambasada zawiadomiła o sprawie holenderski MSZ, Niderlandzki Komitet Oświęcimski, Fundację Anny Frank oraz Centrum Dokumentacji i Informacji o Izraelu (trzy ostatnie instytucje zajmują się statutowo walką z antysemityzmem i rasizmem - red.).

Szeratics poinformował, że w pismach do wymienionych instytucji MSZ "wyraziło swoje oburzenie i zaniepokojenie, że tego typu treści pojawiają się na stronach internetowych na serwerach holenderskich".

- Oczekujemy zdecydowanej reakcji instytucji, które mają zdolność efektywnego działania w tej sprawie, czyli władz holenderskich - oświadczył.

Reakcja ta, jak wyjaśnił, polegać powinna na "usunięciu tej reklamy, ustaleniu sprawcy i ukaraniu go". - Nie ma wątpliwości, że w Holandii - tak jak w Polsce - taka publikacja oznacza złamanie prawa - powiedział.

Dodał, że na razie nie ma odpowiedzi tych organizacji, ale z informacji MSZ wynika, że w Holandii podjęte zostały określone działania - sprawą zajmuje się holenderskie ministerstwo sprawiedliwości i prokuratura.

Instytut Pamięci Narodowej skierował do prokuratury rejonowej Warszawa-Śródmieście wniosek o zbadanie, czy wykorzystanie zdjęć ofiar Auschwitz w holenderskiej internetowej reklamie imprezy techno jest przestępstwem.

- Oceniliśmy, że w sytuacji kiedy reklama jest dostępna na terenie kraju, polski wymiar sprawiedliwości powinien dokonać oceny prawno- karnej - powiedział prokurator Komisji Głównej Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu Antoni Kura.

Zaznaczył, że prokuratorzy Komisji uznali, że treść i odwołanie się do symboli "znieważa pamięć ofiar i sam obóz". Ocena prawno- karna tej reklamy nie leży jednak w gestii IPN, stąd wniosek do prokuratury.

Prokuratura Warszawa-Śródmieście przekazała wniosek prokuraturze Warszawa-Wola.

Przeciw wykorzystaniu w holenderskiej reklamie symboli i obrazów z dawnego obozu Auschwitz protestowała także dyrekcja obozu-muzeum Auschwitz-Birkenau, polskie MSZ oraz Związek Gmin Wyznaniowych Żydowskich w Polsce.

Głos lektora informujący o imprezie ilustrują zdjęcia: darmowe taksówki, które będą do dyspozycji uczestników, obrazuje zdjęcie ciał pomordowanych złożonych na ciężarówce, darmowy ciepły prysznic - zdjęcie komory gazowej w KL Dachau, zapowiedź imprezy o erotycznym charakterze - stos ciał, informację o pociągach, które dowiozą uczestników - zdjęcie transportu na rampie w obozie. Słowa o obowiązujących strojach zilustrowano fotografią nagich, wychudzonych więźniów podpisaną: "ubrani jak kościsty Żyd". W reklamie użyto również głosu Adolfa Hitlera i zdjęć KL Auschwitz II - Birkenau.

Reklamę nadal oglądać można na holenderskiej stronie internetowej.

W reklamie nazwa imprezy "Housewitz" pojawia się na tle zdjęcia bramy wejściowej do niemieckiego obozu koncentracyjnego Dachau z wkomponowanym napisem "Tanzen Macht Frei" (Taniec czyni wolnym - red.), co jest aluzją do nazwy obozu Auschwitz oraz widniejącego na bramie tego obozu hasła "Arbeit Macht Frei" (Praca czyni wolnym). Prezentowana w internecie reklama przedstawia też kolaż zdjęć osób w mundurach SS, obozów koncentracyjnych oraz zwłok ludzkich.

Podaje Wam adres strony:

Reklama

Co o tym sadzicie? Ja uważam to za hńbiące.

sex zawody

Targi Eroticon: Doniesienie do prokuratury

Organizatorzy "seksualnych mistrzostw świata", odbywających się w ramach międzynarodowych targów Eroticon, popełniają przestępstwo - uważają przedstawiciele zespołu ds. pomocy ofiarom przestępstw przy warszawskim Urzędzie Miasta.

Dwa doniesienia w tej sprawie trafiły w poniedziałek do prokuratur rejonowych Warszawa Wola i Warszawa Ochota.

Pierwsze zawiadomienie dotyczy przestępstw sutenerstwa, stręczycielstwa i kuplerstwa popełnionych - zdaniem zespołu - przez organizatorów mistrzostw, firmę Pink Press, w listopadzie 2003 roku. Obejmuje również "przygotowywania do popełnienia tych przestępstw w związku z planowanymi na 10 października br. kolejnymi mistrzostwami".

Drugie doniesienie, do Prokuratury Rejonowej Warszawa Wola, dotyczy firmy, która wynajmuje lokale na organizacje "mistrzostw".

W Polsce prostytucja nie jest karalna, karze podlegają jednak osoby, które do niej nakłaniają lub ją ułatwiają. Za sutenerstwo, stręczycielstwo lub kuplerstwo (ułatwianie i czerpanie zysku z nierządu), grozi do trzech lat więzienia.

W tym roku targi "Eroticon" mają odbywać się w Warszawie od 7 do 10 października. Jak wyjaśnił Krzysztof Orszagh z zespołu ds. pomocy ofiarom przestępstw, organizowane podczas nich "mistrzostwa" polegają na odbyciu przez biorące w nich udział "zawodniczki" stosunków seksualnych z jak największą liczbą partnerów.

Dodał, że kobiety w zamian za określone przez organizatora wynagrodzenia mają pojedynczo "obsłużyć" minimum 646 mężczyzn. Zyski ze sprzedaży m.in. biletów, kaset wideo przejmuje firma Pink Press. "W sposób ewidentny czerpią korzyści z nakłaniania kobiet do nierządu" - powiedział Orszagh.

Dodał, że firma nie wywiązuje się też ze swoich zobowiązań wobec "modelek". Jedna ze zwyciężczyń "mistrzostw" wystąpiła na drogę sądową, ponieważ nie wypłacono jej dodatkowych pieniędzy - 5 tys. zł, które zgodnie z umową miała otrzymać. Sąd uznał jednak umowę za nieważną - "gdyż tego typu zachowania wykraczają poza granicę przyzwoitości" - i oddalił powództwo.

W doniesieniach do prokuratury, zespół, zwraca też uwagę na to, że "mistrzostwa seksualne" stanowią zagrożenie dla zdrowia, a nawet życia biorących w nich udział osób. W regulaminie, według Orszagha, nie ma m.in. zapisu o tym, że stosunki będą się odbywać z użyciem prezerwatyw. Taki tekst jest dołączany jedynie na żądanie kobiety biorącej udział w "mistrzostwach".

Orszagh powiedział, że zgodnie z regulaminem, mężczyźni, by móc wziąć udział w "mistrzostwach" muszą jedynie przedstawić zaświadczenie, iż nie są nosicielami wirusa HIV. Nie wymagane są natomiast zaświadczenia dotyczące innych chorób przenoszonych drogą płciową. Od kobiet wymaga się "oświadczenia", że są zdrowe.

Rzecznik prasowy wydawnictwa Pink Press Krzysztof Garwatowski, odpierając zarzuty zespołu ds. pomocy ofiarom przestępstw przy warszawskim, powiedział PAP, że "w sesji filmowej", odbywającej się pod nazwą "seksualny rekord świata" biorą udział zawodowe aktorki filmów erotycznych, które "mają przeprowadzane badania na bieżąco".

"Wszystko co się dzieje w trakcie sesji (mistrzostw), odbywa się w prezerwatywach, więc z zabezpieczeniem. Dodatkowo w miejscu sesji filmowej przebywa lekarz i pielęgniarka" - powiedział.

Zapewnił, że Pink Press płaci swoim "modelkom" wynagrodzenie. Według niego, kobiecie, która skierowała sprawę do sądu nie wypłacono dodatkowych pieniędzy, bo nie wywiązała się z umowy. "Otrzymała jednak honorarium" - dodał.

Zespół zarzucił też firmie Pink Press, że nie posiada odpowiednich zezwoleń na organizowanie imprez masowych.

"Eroticon nie jest imprezą masową, jest imprezą o charakterze targowym. Sam »seksualny rekord świata« jest natomiast sesją filmową" - powiedział Garwatowski.

Sedziowie czy BLAZNY w sedziowskich togach ? w XXI wieku...

Dorzuce na forum pare moich pism ,zeby wykazac jak funkcjonuje RESORT MINISTERSTWA SPRAWIEDLIWOSCI w XXI wieku w kraju ktory glosi sie DEMOKRATYCZNYM i na dodatek PRAWNYM.

Do jakiego stopnia resort ten jest wykorzystywany do represjonowania,przesladowania niewygodnych ludzi ...

==================================================

Jerzy Kuszaj New Britain,CT 04-04-07
15 Symco Dr.
New Britain,CT 06053
USA Do rak wlasnych !!!

Pelnomocnik d/s doreczen :

Zbigniew ZIOBRO Prokurator Generalny RP
Marek Kuszaj MINISTERSTWO SPRAWIEDLIWOSCI
Wyszynskiego 17/2 Gabinet Ministra
37-450 Stalowa Wola Al. Ujazdowskie 11
00-950 Warszawa
Tel. 0-22 521-2223
Fax 0-22 521-2361

D o t y c z y : swiadomego UCHYLANIA się przez
PROKURATURE i SAD potwierdzenia
faktu,ze KOMORNIK naruszyl USTAWE

Od kilku lat usiluje doprowadzic do potwierdzenia faktu,ze komornik przy Sadzie Rejonowym w Stalowej Woli naruszyl USTAWE w wyniku czego Stanislawie Kuszaj przyznano swiadczenia z Funduszu Alimentacyjnego i PROKURATURA jak i SAD uchylaja się od potwierdzenia tego faktu,który jest ewidentny i nieda się go w żaden sposób podwazyc...ponieważ w panstwie demokratycznym ma obowiazywac PRAWO,które RESORT MINISTERSTWA SPRAWIEDLIWOSCI powinien przestrzegac...sadze,ze Pan minister Zbigniew Ziobro
w tym wypadku ze mna się zgadza

D o w o d y : Zalaczniki

Nr 1 – moje pismo z 6-go maja 2004r adresowane do Prokuratora
Rejonowego w Stalowej woli. Dotyczace : popelnienia
przestepstwa przez KOMORNIKA Sadu Rejonowego w Stalowej
Woli

Nr 2 – moje pismo z 8-go listopada 2004r adresowane do rak
wlasnych Andrzej Kalwas Prokurator Generalny RP .
Dotyczace : naruszenia PRAWA przez Prokurature Rejonowa
w Stalowej Woli.Zal Nr 1

Nr 3 – moje pismo z 6-go lutego 2006r adresowane do Sadu
Okregowego w Tarnobrzego sygn.akt III U 248/05
Dotyczace : UZUPELNIENIA wyroku Sadu Okregowego

Nr 4 – moje pismo z 22-go lutego 2007r adresowane do Rzrcznika
Praw Obywatelskich. Dotyczace : orzecznictwa SN na które
powoluje się Sad Apelacyjny w Rzeszowie sygn.akt
III Aua 1272/06

Wyzej wymienione DOWODY potwierdzaja,ze uchylanie się od potwierdzenia faktu naruszenia Ustawy przez komornika jest
celowe i swiadome,nawet Sad Apelacyjny pozbawil mnie prawa do
obrony usilujac mi wmowic,ze o tym, kto może wniesc sprawe do sadu
zgodnie z konstytucja decyduje Sad Najwyzszy a nie strony ?

Komentowac tego nie będę,jest Pan prawnikiem i doskonale mnie rozumie

Proszę o urzedowe potwierdzenie faktu,ze komornik naruszyl USTAWE

....................................
Jerzy Kuszaj { Chodzacy PARAGRAF }

P.S.

Rzecznik Praw Obywatelskich uchylil się od odpowiedzi na tak
proste pytanie.Dowod : Zal Nr 4

Sedziowie czy BLAZNY w sedziowskich togach ? w XXI wieku...

Jerzy Kuszaj New Britain,CT 07-04-08
15 Symco Dr.
New Britain,CT 06053
USA Do rak wlasnych !!!

Pelnomocnik d/s doreczen :

Zbigniew Ćwiąkalski

Prokurator Generalny RP
Marek Kuszaj MINISTERSTWO SPRAWIEDLIWOSCI
Wyszynskiego 17/2 Gabinet Ministra
37-450 Stalowa Wola Al. Ujazdowskie 11
00-950 Warszawa
Tel. 0-22 521-2223
Fax 0-22 521-2361

D o t y c z y : stosowania terroru psychicznego
przez pracownikow RESORTU
MINISTERSTWA SPRAWIEDLIWOSCI

Jest faktem bezspornym,ze komornik przy Sadzie Rejonowym w Stalowej Woli naruszyl ustawe :

1 – dokonal egzekucji bez powiadomienia mnie o jej wszczeciu

2 – wystawil falszywe dokumenty poswiadczajace niemozliwosc
egzekucji z mojego majatku { akta Sadu Rejonowego sygn.
akt Ns. 353/92 potwierdzaja majatek w mieszkaniu na
kilkanascie tysiecy dolarow }.Sprawe ta prowadzila osobiscie
sedzia Jolanta Libicz-Lachcik sygn.akt Ns. 353/92

Wobec zaistnialej powyzej sytuacji zaskarzylem Skarb Panstwa do Sadu Rejonowego w Stalowej Woli sygn.akt I C 174/07

Sad Rejonowy sygn.akt I C 174/07 wydal wyrok ignorujac zgloszone fakty jak i DOWODY

Wystapilem do sadu z wnioskiem o UZUPELNIENIE WYROKU

Sad ZARZADZENIEM z dnia 05 czerwca 2008r na posiedzeniu NIEJAWNYM dokonuje zwrot wniosku informujac mnie ,ze nie przysluguje zazalenie bez jakiegokolwiek uzasadnienia i podania podstawy prawnej { jak za czsow PRL-u }

Pragne w tym miejscu zwrocic UWAGE ,ze w wyniku naciskow POLITYCZNYCH na sad i prokurature w mojej sprawie już 6-sciu
sedziow Sadu Apelacyjnego w Rzeszowie ma postawiony zarzut
poswiadczenia nieprawdy z art.271 $ 1 k.k. sygn.akt 6 Ds.316/07
Prokuratura Rejonowa dla miasta Rzeszow

Do listy tej smialo można dopisac sedzie Jolanta Libicz-Lachcik
z Sadu Rejonowego w Stalowej Woli

......................................
Jerzy Kuszaj ‼ Chodzacy PARAGRAF ‼

Z a l a c z n i k i :

1 – moje pismo z 04-04-07 adresowane do Zbigniewa Ziobro
Prokuratora Generalnego RP dotyczace swiadomego UCHYLANIA sie
przez PROKURATURE i SAD potwierdxenia faktu,ze KOMORNIK
naruszyl USTAWE

2 – moje pismo procesowe z 01-16-08 Sad Rejonowy w Stalowej Woli
sygn.akt I C 147/07 dotyczace WNIOSKOW procesowych

3 – moje pismo procesowe Sad Rejonowy w Stalowej Woli sygn.akt
I C 147/07 dotyczace odpowiedzi na WEZWANIE do usuniecia
brakow formalnych z dnia 9-go maja 2008r w nawiazaniu do pisma
z 04-22-08 UZUPELNIENIA wyroku I C 147/07

4 – ZARZADZENIE Sadu Rejonowego w Stalowej Woli z 06-05-08 sygn.
akt I C 147/07 informujace o zwrocie wniosku o uzupelnienie
wyroku wydane na posiedzeniu niejawnym bez UZASADNIENIA i
podania podstawy prawnej z pouczeniem ,ze ZAZALENIE nie
przysluguje

Oddajcie nam ziemię

Tygodnik Ciechanowski:
http://tc.ciechanow.pl/modules.php?name=News&file=article&sid=3213

Na spotkanie z przedstawicielami PKP i starostwa przybyło kilkaset osób
zainteresowanych kwestią własności gruntów pod torami kolejki.

Zaczęło się od pytania: do kogo należy ziemia, na której w latach 50-tych
powstała linia kolei wąskotorowej Nasielsk-Pułtusk. Pociągnęło ono za sobą
pisma do PKP S.A., spotkanie z władzami powiatowymi i przedstawicielami PKP
S.A., TVP 3 oraz ... rozbieranie torów. Odpowiedź na pytanie nie
satysfakcjonuje rolników. Wołają: oddajcie nam ziemię!

Linia kolejowa na trasie Nasielsk-Pułtusk biegnie przez teren gmin Pułtusk,
Winnica i Pokrzywnica. Właściciele ziemi, na działkach których ją zbudowano w
latach 50-tych, a którzy nie otrzymali za zabraną ziemię odszkodowania być może
nie myśleli, że oni sami lub ich potomkowie będą mieli odwagę ponad 40 lat
później domagać się zwrotu swojej własności, i że będą mieli w związku z tym
kłopoty.

Ziemia nie-obiecana

– Jest pat, starosta pułtuski jako organ administracji rządowej gruntu wam nie
przywróci ani nie odda, bo nie jest właścicielem i nie będzie – powtarzał
starosta pułtuski Tadeusz Nalewajk, organizator kwietniowego spotkania w
Winnicy właścicieli działek z przedstawicielami PKP S.A. Dodał, że w rejestrze
ewidencji gruntów jako podmiot władający nieruchomością figuruje PKP S.A.

Przypomniał, że zobowiązany przez wojewodę mazowieckiego do uregulowania
prawnego własności gruntu pod linią kolejową, skierował do Sądu Rejonowego w
Pułtusku wniosek o uznanie zasiedzenia działek pod torowiskiem. Sąd 30 września
2003 r. oddalił ten wniosek, starosta nie składał apelacji.
- Działanie było prowadzone w tym kierunku, aby zasiedzieć i oddać państwu te
działki – wyjaśnił motywy swojego postępowania.

Wniesiona przez PKP S.A. apelacja od postanowienia Sądu Rejonowego w Pułtusku
została oddalona przez Sąd Okręgowy w Ostrołęce 8 grudnia 2004 r.
- Na dobrą sprawę, jeżeli Skarb Państwa nawet by zasiedział ten grunt, to nie
miałby możliwości oddania go w formie decyzji administracyjnej, czyli przez
starostę, bo nie zostało przeprowadzone postępowanie wywłaszczeniowe, czyli nie
ma komu zwrócić. Akty własności ziemi, które nadano w latach 70., można tylko
poruszyć poprzez postępowanie sądowe – taką opinię wyraził starosta pułtuski
Tadeusz Nalewajk w programie pt.: „Święte prawo własności” emitowanym 25
kwietnia w TVP 3.

PKP S.A. nie mając prawa wieczystego użytkowania gruntów, nie może dysponować
działkami.
- Będziemy starali się, żeby w zapisach w ewidencji gruntu nie było PKP. Będzie
to sytuacja patowa, o której pan starosta był uprzejmy mówić. Nie ma
właściciela, nie ma władającego – powiedział Roman Konca, zastępca dyrektora
ds. eksploatacyjnych Zakładu Gospodarowania Nieruchomościami – PKP S.A..

Czyja to własność?

- Jeśli nikt rolnikom nie odebrał tej ziemi, to jest to nadal ich własność –
uważa Zbigniew Tołłoczko, emerytowany wojskowy, prawnik, dziennikarz, prezes
Stowarzyszenia Przyjaciół Gminy Winnica i Wzajemnej Pomocy w Winnicy, do
którego zgłaszali się zdezorientowani rolnicy.
Przecież na przełomie lat 40. i 50., kiedy na należących do nich działkach
powstała linia kolejki wąskotorowej Nasielsk-Pułtusk nie przeprowadzono
postępowania wywłaszczeniowego, nie ustalono wypłat świadczeń. Tak wspominają
te czasy niektórzy właściciele zajętych gruntów:
- Przyszło zarządzenie: trzeba tory robić i koniec.
- Sprawę jak robili, to po cichu jak złodzieje.
- Nie wiem, czy była jakaś decyzja. Żadnych dokumentów nie spotkałem.

Pojawiają się i takie głosy: - To nie tak, że tę ziemię nam zabrano, musieliśmy
się podpisywać, wyrażać zgodę. Kolejka nam wszystkim ułatwiła życie.

Mimo że nie nastąpiła zmiana własności, w ewidencji gruntów nie uwzględniono
jako własności rolników pasów ziemi o szerokości około 15 metrów, zajętych pod
linię kolejową. Na podstawie tej ewidencji sporządzono akty własności ziemi.
Kiedy rolnik przekazywał ziemię dzieciom albo ją sprzedawał, wydawano mu dane z
ewidencji gruntów, z tym właśnie błędem.
- Czyja to ziemia? Będzie władny to orzec tylko sąd. Ale to sprawa poza PKP –
mówi przedstawiciel PKP S.A., zastępca dyrektora ds. eksploatacyjnych Zakładu
Gospodarowania Nieruchomościami Roman Konca.
- Grunt jest niczyj, bo większość ludzi nie posiada tytułu własności do tego
gruntu – podkreśla starosta pułtuski Tadeusz Nalewajk.
- Nie ma ziemi niczyjej, każda ziemia jest czyjaś, może mieć tylko
nieuregulowany stan prawny. W tym przypadku nie ma takiej sytuacji, dlatego że
ziemia nie została rolnikom odebrana zgodnie z prawem. PKP użytkowało prywatną
ziemię – twierdzi pełnomocnik kilkunastu rolników Krzysztof Kaszuba.
- Jak można powiedzieć, że to jest niczyje! Nikomu działka z nieba nie spadła! –
 nie kryli oburzenia właściciele gruntów podczas kwietniowych rozmów z
przedstawicielami starostwa i PKP S.A. w Winnicy.
Powtarzali: - Oddajcie nam ziemię.

Po co do sądu?

To kolejne pytanie, jakie zadają właściciele działek pod torami kolejki. –
Czego ludzie mają dochodzić? Potwierdzenia przez sąd, że to, co jest ich
własnością, jest ich własnością? – zastanawia się Krzysztof Kaszuba.
- Musicie państwo indywidualnie występować na drogę sądową o potwierdzenie
własności – twierdzi radca prawny starostwa powiatowego w Pułtusku Bogdan
Sokalski.
- Czy mógłby pan zaproponować inne rozwiązanie niż wysyłanie 300, 400
indywidualnych właścicieli do sądu? – zapytała jedna z uczestniczek
kwietniowego spotkania w Winnicy. Koszty postępowania sądowego zależą od
wielkości gruntu użytkowanego przez PKP i mogą przewyższać wartość działki
(mogą wynosić od ok. 1500 zł do 6 tys. zł).

Część rolników wysłała pisma do PKP S.A. Centrala – Zakład Gospodarowania
Nieruchomościami w Warszawie z prośbami o usunięcie torów i doprowadzenie
terenu do stanu sprzed zajęcia. Jak twierdzi Zbigniew Tołłoczko, który pomagał
redagować te pisma, niektórzy żądają zapłaty odszkodowania za ostatnie 10 lat
pozbawienia ich możliwości korzystania z gruntu i czynszu dzierżawnego za
bieżące użytkowanie.
- Nie wasza ziemia i nie wasze szyny! Zdejmiemy szyny, ściągniemy na podwórze,
a oddamy wam, gdy zapłacicie za 55 lat korzystania z naszego gruntu bez
podstawy prawnej – oświadczył jeden z rolników.

PKP S.A. nie wypowiada się na temat odszkodowań i wypłat czynszu, za to zabiera
głos w sprawie torów.

A co z szynami?

- W najbliższych miesiącach nawierzchnia zostanie zdjęta. Proszę pamiętać, że
ta nawierzchnia, czyli szyny, to jest majątek PKP S.A. – przypomniał zebranym w
hali sportowej w Winnicy przedstawiciel PKP S.A. Roman Konca.

Innego zdania jest Krzysztof Kaszuba: - Nie mam wątpliwości, czyj jest tor i
czyje są szyny stanowiące element tego toru. To jest część składowa
nieruchomości, czyli własność właściciela gruntu, rolnika.

Rolnicy oskarżają PKP S.A. o porzucenie mienia państwowego. W połowie lat 90.
kolejka przestała działać, ale jak przypomina dyrektor Roman Konca należy
odróżnić sprawę likwidacji od sprawy zawieszenia działalności. Proces
likwidacyjny dopiero nastąpi.
- PKP powinny jak najszybciej zabrać z gruntu to, co stanowi ich własność, i
przywrócić stan pierwotny tego gruntu – uważa senator Andrzej Anulewicz.
- To jest wasza własność, zgodnie z odpowiednimi przepisami, przysługuje wam
korzystanie z obrony koniecznej – apelował do zebranych w hali sportowej w
Winnicy Krzysztof Kaszuba.
- Nie bardzo to sobie wyobrażam, na czym ta obrona konieczna będzie polegała –
odpowiedział Komendant Powiatowej Policji w Pułtusku, mł. insp. Zbigniew
Matusiak.

Przed zdejmowaniem szyn przestrzega wójt gminy Winnica Henryk Kowalczyk: -
Jeśli grunt jest sporny, to proszę powstrzymać się od demontażu i sprzedaży,
gdyż można popaść w konflikt z prawem.
– Rozbiórka torów to po prostu kradzież – twierdzi starosta pułtuski Tadeusz
Nalewajk.

W ubiegłym roku prowadzono postępowania przygotowawcze; jedno z nich zakończyło
się wyrokiem uniewinniającym w stosunku do osób rozbierających tory, ale
prokurator odwołał się od tego wyroku.

Jako jeden z pierwszych zdjął szyny Krzysztof Kaszuba, mając na myśli m.in.
art. 48 Kodeksu Cywilnego: „Z zastrzeżeniem wyjątków w ustawie przewidzianych,
do części składowych gruntu należą w szczególności budynki i inne urządzenia
trwale z gruntem związane, jak również drzewa i inne rośliny od chwili
zasadzenia lub zasiania”. Jego zdaniem, szyny są treścią składową toru
kolejowego, który jest własnością posiadaczy gruntów.
- Policja zaczęła najeżdżać moja rodzinę, robiła to pokazowo, żeby wszyscy inni
widzieli. I prokuratura oskarżyła mnie o kradzież nieruchomości, porównałbym to
do oskarżenia o kradzież księżyca – wyznał w programie emitowanym w TVP 3. Sąd
wydał orzeczenie uniewinniające.

Inni rolnicy uważają, że do nich należy ziemia, a nie tory. Nieliczni
przyznają: - Trochę rozkręciłem, bo dowiedziałem się, że z własnej działki
można.

Szyny o długości 24 km mają wartość, jak wyliczył Zbigniew Tołłoczko, prawie 4
mln złotych, a pocięte na dwumetrowe odcinki (tzw. wsad hutniczy) wraz z
złączkami, śrubami, podkładami i tłuczniem mają wartość ok. 8 mln zł.

Ciąg dalszy nastąpi ...

Tak obiecują rolnicy pozbawieni swojej ziemi, dotknięci ...

więcej »

DZIENNIKARZ: Wiadomosci Dnia Polska OnLine


http://www.pol.pl/PL01/day-news._p/
--------------------------------------------------  

Informacje   z   30-11-96

Bill Clinton ponownie wyrazil zobowiazanie do rozszerzenia NATO w 1999 r.

Hanka Browna:

"Jestem rad, ze moge Ci przekazac najserdeczniejsze gratulacje z powodu
nadania Ci honorowego obywatelstwa miasta Krakowa. Jest to godny wyraz
uznania dla Twoich wysilkow, majacych na celu pomoc we wprowadzeniu Polski
do rodziny krajow demokratycznych i do waznych instytucji Zachodu, w tym
rowniez do NATO. Amerykanie, Polacy i inne demokratyczne narody swiata
transatlantyckiego buduja dzis zintegrowana i niepodzielna Europe wieku
XXI, zakorzeniona we wspolnych nam wartosciach, w ktorej wszystkie kraje
beda zyly bezpiecznie(.).

Wlasnie dzieki, w znacznym stopniu, Twoim staraniom powstaje dwupartyjne
porozumienie dla wsparcia poszerzajacego sie sojuszu pomyslnosci,
bezpieczenstwa i wartosci demokratycznych. Jest to proces o wymiarach
historycznych, w ramach ktorego wezwalem NATO do przyjecia w roku 1999
nowych
czlonkow sposrod nowo powstalych demokracji europejskich. Ten proces zostal
rowniez wsparty Ustawa o Umozliwieniu Poszerzenia NATO (NATO Enlargement
Facilitation Act), ktora Ty popierales, a ja w lecie podpisalem (.).

Dobrze sie stalo, ze Krakow, jeden z klejnotow Europy, kolebka polskiej
kultury, oswiaty i demokracji obdarzyl Cie swym honorowym obywatelstwem".

                                   * * * * *

Poprawiaja sie nastroje polskiej prawicy - pokazuja wyniki najnowszego
sondazu OBP. Pozytywnych ocen biegu spraw w Polsce jest teraz wiecej, niz w
ostatnich miesiacach. Dominuja one glownie wsrod mieszkancow wsi, osob z
wyksztalceniem zasadniczym, a takze respondentow regularnie uczestniczacych
w praktykach religijnych i deklarujacych prawicowe poglady polityczne. W
listopadzie zadowoleni przewazaja nad nieukontentowanymi (odpowiednio 45 i
40%). W pazdzierniku bylo dokladnie na odwrot.

                                   * * * * *

Podsumowujac miniony tydzien na Warszawskiej Gieldzie Papierow
Wartosciowych, maklerzy podkreslaja wyrazny brak nowych pieniedzy. Nie
wrozy to dobrze przyszlotygodniowym sesjom, bowiem kazdej, nawet
niewielkiej zwyzce cen towarzyszyc bedzie niechec inwestorow do kupowania.
Po gwaltownym spadku notowan na gieldzie na poczatku miesiaca, Warszawski
Indeks Gieldowy mozolnie odbudowywal przez caly listopad poziom z poczatku
tego miesiaca.

                                   * * * * *

W pazdzierniku na polskim dlugu mozna bylo zarobic 7,5%. O tyle bowiem
zdrozaly obligacje Brady'ego, czyli papiery wartosciowe, na ktore
zamieniano polski dlug. Za kazdego dolara polskiego dlugu placono w polowie
tego misiaca 52,5 centa, a pod koniec pazdziernika juz 56,5 centa.

                                   * * * * *

Dwojka Polakow oskarzonych przez wladze tureckie o pomoc "terrorystom
kurdyjskim" i przetrzymywanych w pazdzierniku br. w tamtejszym wiezieniu,
zostala uniewinniona przez turecki sad z braku dowodow winy.

                                   * * * * *

Prokuratura Wojewodzka w Warszawie skierowala do sadu akt oskarzenia
przeciwko 4 bylym wysokim urzednikom Ministerstwa Przeksztalcen
Wlasnosciowych (w tym. b. wiceministrowi), ktorym zarzuca niedopelnienie
obowiazkow i przekroczenie uprawnien przy zawieraniu umow z firmami
konsultingowymi dokonujacymi wycen prywatyzowanych przedsiebiorstw oraz
przyjecie zanizonej o $ 18 mln wyceny Fabryki Lin i Drutu "Drumet" z
Wloclawka. Udzialy w tej firmie kupil poznanski biznesmen, Krzysztof
Niezgoda.

Prokuratura nie znalazla podstaw do oskarzenia bylych szefow tego resortu -
Janusza Lewandowskiego (za ktorego zaczela sie prywatyzacja "Drumetu") i
Wieslawa Kaczmarka (za ktorego proces ten zakonczyl sie).

                                   * * * * *

Prokuratura opolska wystapila do Sejmu z wnioskiem o uchylenie immunitetu
poselskiego Ryszarda Zajaca (SLD). W lipcu br. w Katowicach posel zagrozil
uzyciem broni i wymierzyl ja w kierunku policyjnego patrolu, ktory chcial
go noca wylegitymowac.

                                   * * * * *

Sad Wojewodzki w Radomiu utrzymal w mocy wyrok Sadu Rejonowego, ktory
skazal bylego oficera UB, Mariana Nowaka na 5 lat wiezienia za bicie i
torturowanie w latach 40. ludzi w starachowickim Urzedzie Bezpieczenstwa.
80-letni Nowak przebywa w wiezieniu na Rakowieckiej w Warszawie.

                                   * * * * *

W wywiadzie dla dzisiejszej "Gazety Wyborczej", byly szef UOP, Gromoslaw
Czempinski przyznal, ze Jozef Oleksy nie byl agentem rosyjskiego wywiadu.
Byl tego wywiadu informatorem.

"Co to znaczy agent dla Rosjan?" - zapytala gazeta.

- Rosjanie maja ich ponad 30 kategorii. Agent to ten, kto swiadomie z nimi
wspolpracuje. Czasami w naszej terminologii to tylko kontakt informacyjny.

Mowil Pan, ze w mysl tych kategorii Oleksy nie byl agentem?

- Tak, potwierdzam. "Biala Ksiega" pokazuje jednak, ze Oleksy utrzymywal
regularny kontakt z oficerem wywiadu rosyjskiego".

Teze te potwierdzil rowniez w swym pierwszym wywiadzie prasowym b. dyrektor
Zarzadu Wywiadu UOP, Bogdan Libera.

"Nie mam zadnych watpliwosci, ze pan Jozef Oleksy byl wykorzystywany jako
osobowe zrodlo informacji przez radziecki, a potem rosyjski wywiad. Kwestia
zasadnicza jest, czy bylo to naduzycie ze strony Alganowa (rezydent KGB w
Polsce - przyp. PoL), czy
wszystko odbywalo sie za wiedza Oleksego. Z ustalen, ktore znajduja sie
rowniez w "Bialej Ksiedze" wynika, ze orientowal sie on, kim jest Alganow"
- powiedzial Libera "Polityce".

                                   * * * * *

Pisarz Gustaw Herling-Grudzinski kategorycznie zdementowal pogloski, jakoby
zamierzal pojsc w slady Slawomira Mrozka i wrocic do kraju. Osiadly na
stale we Wloszech pisarz jest obecnie jednym z czolowych krytykow kierunku,
w jakim zmierzaja przeobrazenia w Polsce.

                                   * * * * *

Jeden ladunek wybuchowy zdetonowany na warszawskim Zoliborzu (2 osoby lekko
ranne), jeden rozbrojony w Zabkach pod Warszawa, jeden znaleziony w
samochodzie sprawcow napadu z bronia w reku na kantor wymiany walut na
warszawskiej Woli (jedna osoba ciezko ranna) - to bilans "bombowego piatku"
w stolicy Polski.

                                   * * * * *

I tak, i nie - tak Aleksander Kwasniewski odpowiedzial na pytanie
dzisiejszej "Trybuny" (d. Ludu), czy moze byc prezydentem wszystkich
Polakow. Jednoznaczna odpowiedz twierdzaca jest, jego zdaniem, niemozliwa
"ze wzgledu na podzialy, jakie w spoleczenstwie byly sa i beda".

                                   * * * * *

Odmiennego zdania jest Slawomir Mrozek. W wywiadzie dla dzisiejszej
"Rzeczpospolitej" pisarz powiedzial:

- Duzo slyszalem o tym, ze Polska jest podzielona na dwie polowy(.).
Istnieje podzial, nawet bardzo wyrazny, ale nie jest to podzial wedlug
opcji ideologicznych. Dotyczy postaw, zachowania sie wobec siebie samego i
spoleczenstwa, stosunku do pracy, stosunku do swiata. Po jednej stronie
jest po staremu, a po drugiej stronie jest po nowemu. Po nowemu znaczy, ze
sie chce, moze, potrafi, ze sie cos proponuje, dotrzymuje slowa i terminow.
To jest podzial miedzy dwiema mentalnosciami. Zyjac tu, chodzac po ulicach
i po urzedach widze to bardzo wyraznie. Sa dwie Polski, ale to nie polityka
glownie dzieli, a mentalnosc. Tu kazdy rozpoznaje swoich natychmiast.

                                   * * * * *

Medalami sw. Jerzego uhonorowani zostali przez "Tygodnik Powszechny"
siostra Malgorzata Chmielewska, opiekunka bezdomnych, oraz Marek Nowicki,
kierujacy Helsinska Fundacja Praw Czlowieka.

Medale przyznawane sa od 1983 r. osobom, ktore "niezaleznie od zmiennych
pradow historii nadaja zywa tresc idealom spoleczenstwa otwartego, w ktorym
mozliwy jest i pozadany dialog miedzy kultura a mysla chrzescijanska,
katolicyzmem soborowym a innymi nurtami humanizmu europejskiego".

                                   * * * * *

127 lat temu zmarl Hipolit CEGIELSKI - przemyslowiec, zalozyciel fabryki
narzedzi i maszyn rolniczych w Poznaniu, noszacej dzis jego imie.

                                   * * * * *

63 lata temu urodzil sie Jan HIMILSBACH - polski aktor, pisarz, scenarzysta
i kamieniarz (zm. 1988).

                                   * * * * *

35 lat temu zmarl Stanislaw KAZURO, kompozytor i pedagog.

                                   * * * * *

9 lat temu przed kamerami Telewizji Polskiej doszlo do pierwszej publicznej
debaty przywodcy zdelegalizowanej w stanie wojennym "Solidarnosci" - Lecha
Walesy oraz przewodniczacego rezimowego, utworzonego 3 lata wczesniej
Ogolnopolskiego Porozumienia Zwiazkow Zawodowych, Alfreda Miodowicza.

                                   * * * * *

Rok temu po raz pierwszy w historii polskiego Parlamentu poslowie
debatowali nad przyszloscia Internetu w naszym kraju.  Informowalismy
wowczas:

W 15 puncie czwartkowego porzadku obrad Sejmu znalazlo sie zapytanie
poselskie szefa parlamentarnego klubu PSL, posla Waldemara Pawlaka,
dotyczace zagrozen, jakie niesie wprowadzenie przez NASK nowego cennika.

Internet zaczal sie rozwijac w Polsce dzieki demokratycznym przemianom i
zniesieniu ograniczen COCOM, stwierdzil na wstepie W. Pawlak. Dzis jest on
narzedziem promocji polskiej kultury i gospodarki. NASK chce wprowadzic
nowy cennik i znacznie podniesc
koszty dostepu do Internetu. Jakie sa tego przeslanki i czy nowy cennik nie
stanowi zagrozenia dla dostepnosci polskich zasobow informacyjnych ? -
spytal W. Pawlak, kierujac to pytanie do zasiadajacego w lozy rzadowej
szefa KBN, wicepremiera Aleksandra
Luczaka.

Na pytanie odpowiadala podsekretarz stanu w KBN, Malgorzata Kozlowska,
wskazujac na naukowy rodowod NASK (jednostka badawczo-rozwojowa).
Dotychczasowy cennik uzaleznial wysokosc oplat od przepustowosci laczy. Nie
byl to jednak rzeczywisty koszt
funkcjonowania sieci Internet w Polsce. Wprowadzajac nowy cennik, NASK nie
mial obowiazku uzgadniac ...

więcej »

Media Markt - powinni TEGO zabronić

Wiadomo dlaczego kupione w Media Markt ORYGINLNE HL2 mogą nie działać
Cytat: Media Markt przy Szwajcarskiej sprzedaje tysiące używanych płyt CD, DVD i z grami komputerowymi jako nowe. Wcześniej korzystają z nich do woli pracownicy sklepu. - Towar jest potem z powrotem foliowany i wraca na półki - ujawnia były pracownik

Fot. Franciszek Mazur / AG
Sklep Media Markt - szaleją ceny i klienci
ZOBACZ TAKŻE
Solidarność jajkami w Media Markt (09-10-06, 21:35)
Ochroniarze z Media Markt kupują w Electro World (12-05-06, 21:44)
Zakupy w Media Markt (05-04-06, 23:00)
Arkadiusz Kozłowski trafił do sklepu przy ul. Szwajcarskiej w Poznaniu pięć lat temu. Został szefem działu "muzyka i film". - System wypożyczania płyt pracownikom już wtedy funkcjonował - opowiada. - Każdy pracownik, także ochroniarz, mógł sobie nieodpłatnie wypożyczyć w tygodniu pięć dowolnych płyt. Początkowo nie dziwiło mnie to, bo wydawało się po prostu jakąś formą gratyfikacji dla pracowników, którzy zarabiają grosze - dodaje.

Podobny system funkcjonuje prawdopodobnie jeszcze w co najmniej kilku sklepach Media Markt w Polsce. Jak ujawnia Kozłowski, pracownicy mogą do woli wypożyczać płyty DVD i CD z najnowszymi filmami i nagraniami oraz grami komputerowymi. Wystarczy przejść się po markecie i wybrać interesujące pozycje. I tak np. z trylogią "Władca pierścieni" pod pachą pracownik wędruje do kierownika działu "muzyka i film", podpisuje dokument wypożyczenia i na kilka dni wynosi towar z półek do domu. Gdy po kilku dniach płyty wracają, pracownicy działu "muzyka i film" oglądają je dokładnie, czyszczą np. ze śladów palców odbitych na powierzchni dysku, od nowa foliują i ustawiają z powrotem na ekspozycję z normalną ceną.

- Początkowo ludzie z innych działów mogli wypożyczać płyty tylko jednego dnia w tygodniu, więc ustawiały się do mnie kolejki. Nie miałem czasu zająć się czym innym niż wypożyczanie. Potem system usprawniono i najpierw pracownicy szli do swoich kierowników, a dopiero potem z kwitem od nich wracali do mnie - ujawnia Arkadiusz Kozłowski. Pokazuje też dowody - wystawione w różnych okresach (od 2002 r. do 2006 r.) i na różne osoby dokumenty wypożyczenia. Na wykazach są m. in. takie hity, jak "Harry Potter i kamień filozoficzny", "Helikopter w ogniu", "Różowa pantera", "Casanova". Obok wypisana jest wartość płyty. - Bardzo rzadko, ale zdarzało się, że ktoś zwrócił uszkodzony, porysowany dysk. Wtedy musiał go kupić, ale już po obniżonej cenie.

Media Markt przy Szwajcarskiej w Poznaniu zatrudnia ponad 100 pracowników. Każdy mógł wypożyczyć od trzech do pięciu płyt w tygodniu, zatem w miesiącu sklep mógł wypożyczać swoim ludziom nawet ponad 2 tys. płyt. Jeden z byłych pracowników Media Markt: - Nie zarabiałem kokosów, ale byłem przynajmniej na czasie z najnowszymi filmami.

- Nigdy nie zastanawiałem się, czy to było zgodne z prawem - mówi dziś Kozłowski. - Wydawało mi się, że skoro tak duża sieć ma takie zasady, że skoro wypisywane są normalnie dokumenty, to wszystko jest w porządku. Uwagę zwrócił mi dopiero pewien znajomy, który zapytał o kwestię praw autorskich, bo przecież sprzedawane przez nas płyty nie mają licencji do wypożyczania - opowiada.

W sierpniu tego roku Kozłowski postanowił podzielić się wątpliwościami z dyrektorem sklepu. Trzy dni później ten sam szef wręczył mu wypowiedzenie. - Dowiedziałem się, że dalsza współpraca ze mną jest niemożliwa - opowiada pan Arkadiusz. W wypowiedzeniu znalazł szereg zarzutów niedopełnienia obowiązków. Sprawę zwolnienia Kozłowskiego rozpatruje teraz Sąd Pracy.

Po tym, jak pan Arkadiusz zakwestionował system wypożyczania dysków z półek pracownikom, na kilka tygodni proceder wstrzymano. Teraz jednak, według naszych informacji, znów kwitnie w najlepsze. Dyrektor marketu w Poznaniu Piotr Wolicki nie chciał rozmawiać o tym z "Gazetą". Odesłał nas do rzecznika sieci Media Markt - Wioletty Batog. Ta jednak jest na zwolnieniu chorobowym. W centrali firmy w Warszawie nikt nie chciał wczoraj z nami rozmawiać na temat sklepowych wypożyczalni.

Arkadiusz Kozłowski powiadomił o praktykach Media Markt Prokuraturę Rejonową Poznań Nowe Miasto, która wszczęła tzw. czynności sprawdzające. O sprawie wie już także Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. - Czekamy na ustalenia prokuratury. Jeżeli zarzuty pod adresem Media Markt się potwierdzą, to na pewno działania sklepu da się zakwalifikować jako praktyki naruszające zbiorowe interesy konsumentów - mówi Jarosław Kruger, zastępca dyrektora delegatury UOKiK w Poznaniu.

Media Markt wypożyczając płyty pracownikom narusza prawa autorskie. Grzegorz Burakiewicz ze Stowarzyszenia Autorów ZAiKS tłumaczy: - Udzielamy licencję producentom nośników na zwielokrotnienie utworów ze swojego repertuaru na nośnikach i wprowadzenie tych nośników do obrotu w celu sprzedaży dla własnego użytku osobistego nabywcy. Jeśli nośniki zostały użyte w inny, niż jest to określone w licencji, sposób, to mogło dojść do naruszenia praw autorów reprezentowanych przez ZAiKS.

Dla "Gazety" - Andrzej Łudziński

(dyrektor generalny Warner Bros.Poland do spraw dystrybucji wideo)

Udostępnianie płyt DVD pracownikom nosi cechy wypożyczania, co stoi w sprzeczności z zakresem licencji przypisanej tym wideogramom. Przypomnę, że płyty dostępne w sieciach sprzedaży detalicznej przeznaczone są wyłącznie do użytku domowego. Innym zagadnieniem jest oferowanie jako pełnowartościowych i nowych tych spośród płyt DVD, które wcześniej były eksploatowane, a następnie wróciły na sklepowe półki. To jest postępowanie nie fair wobec konsumenta, który płacąc pełną cenę oczekuje, że otrzyma towar pełnowartościowy i nieużywany. Nasza firma wkrótce przedstawi Media Markt oficjalne stanowisko w tej sprawie wraz z wezwaniem do zaprzestania podobnych praktyk.

not. leh


Lech Bojarski
http://miasta.gazeta.pl/p...01,3716663.html