Zgodnie z obietnicą przytaczam pokrótce kilka tez z interesującej książki A.Męclewskiego „Celnicy
Wolnego Miasta”, WMON (tu przepraszam za podłą dość instytucję wydawniczą) 1971.
Gdańsk zamieszkały przez większość niemiecką nie został włączony do Niemiec; za nadrzędne uznano interesy polskie. Miasto włączono do polskiego obszaru
celnego. Ta kompromisowa decyzja okazała się rozwiązaniem najgorszym z możliwych, stanowiła źródło nieustannych konfliktów. Zawarta potem konwencja paryska uznała je za odrębną jednostkę administracji
celnej, mającą własnych podległych Senatowi urzędników, podporządowanych generalnemu nadzorowi polskiego Zarządu Ceł. Konwencja z 1921 ustaliła, że Senat WMG zorganizował własną sieć placówek
celnych, podległych gdańskiej dyrekcji ceł, kontrolowanej przez delegaturę gdańską polskiego Min. Skarbu (potem: Inspektoratu Ceł). Obok siebie stanęli dwaj przyszli przeciwnicy: gdański celnik - Niemiec - i polski inspektor. Polak nie jako bezpośredni zwierzchnik, ale - to było chyba gorsze - jako kontroler Niemca i jego instruktor.
Senat WMG w dowolny sposób interpretował polskie przepisy
celne. Gdańsk otrzymał przywilej sprowadzania bez cła z Niemiec towarów na potrzeby własne (”kontyngent”). Firmy gdańskie nagminnie nadużywały tego, sprzedając do Polski bez ceł sprowadzone w taki sposób towary; począwszy od śledzi, filmów fabularnych, szkła kryształowego, skończywszy na lokomotywach.
Pierwsi oficerowie Straży
Celnej (od 1928 Straży Granicznej) przybyli do WMG w 1922 roku, i zostali mianowani inspektorami
celnymi. Nie nosili mundurów, ale mieli legitymacje umożliwiające im niespodziewane docieranie do odpraw
celnych.
W 1929 utworzono w Gdańsku polską Ekspozyturę Ceł do rozszyfrowania mechanizmu przemytniczego, w tym przemytu broni z Prus Wschodnich, na wielką skalę (Piekło, Jagow Brucke, lotnisko w Lanfuhr).
Polscy urzędnicy
celni byli przedmiotem szczególnie nasilonych szykan i prowokacji ze
strony gdańskiej. Szczególnie w placówkach granicznych Sztutowo, Nowy Dwór, Kałdowo, Piekło. Tam padli pierwsi zabici, jeszcze w ostatnich dniach sierpnia 1939.
http://www.chem.univ.gda.pl/~tomek/piekloMęclewski w dramatyczny sposób opisuje ostatnie godziny po godzinach, przed 1.09.1939 - przez pryzmat sytuacji polskich
służb celnych na granicy FSD i Prus Wschodnich.
I na marginesie: koleje na terenie WMG pozostawały pod zarządem polskim. Jedynie koleje na terenie Portu były pod zarządem Senatu WMG; dla wygody dzierżawiła je zesztą również Polska. Koleje wąskotorowe na terenie Żuław były prawdopodobnie pod zarządem WMG (na teren Prus Wsch. miały przeprawę w Kałdowie - Malborku). Sugeruje to zresztą „instrukcja” jak wjechać na teren WMG bez polskiej wizy.
http://www.chem.univ.gda....oppotoczysz.jpgBardzo interesujący był problem przejazdu tranzytowego koleją przez WMG, np Warszawa - Gdynia. Pociąg w Tczewie był dzielony na 2 części: jedna jechała do Gdyni bez zatrzymywania się (również Hbf Danzig), i bez kontroli
celnej - i nie trzeba było okazywać polskiej wizy. Druga część z Tczewa wyruszała nieco później zatrzymując się na wszystkich stacjach, ale przechodząc kontrolę dokumentów i odprawę
celną. Męclewski opisuje incydent dyplomatyczny z posłem H.Goeringiem na Hbf Danzig. Podobnie interesująca była podróż poprzez „Korridor” z Berlina do Konigsbergu, co w swoisty sposób opisuje Wańkowicz w „Na tropach Smętka” (kto nie przeczytał, niech szybko to naprawi!). STARE ROZKŁADY JAZDY WARTO WIĘC UWAŻNIE STUDIOWAĆ...
http://www.chem.univ.gda.pl/~tomek/koleje.htmInne wzmianki (tu: mniej sympatyczne) o funkcjonowaniu odpraw
celnych na trasie Hohenstein (Pszczółki) - Skarszewy oraz Dzg Langfuhr (Wrzeszcz) - Stara Piła, podaje B. Zwarra, a również M.Orłowicz.
http://www.chem.univ.gda....kprzewodnik.htmOj, udał się Anglikom ten dziwaczny twór, jakim było WMG... Podobnie jak państwo Izrael (diabeł tkwi w szczegółach)... Tyle, że nie przewidzieli wszystkich skutków jakie one przyniosły. Jeszcze mniej wyobraźni miały elity polityczne i intelektualne Francji - zarówno przedwojennej, jak i najnowszej A.D. 2006. A dziś są oni pierwsi w pouczaniu nas w dziedzinie polityki i etyki politycznej... W końcu powiedzonko „o umieraniu za Gdańsk” - w oryginale brzmiało po francusku. Można się tylko obawiać, że ciąg dalszy owej głupoty i błędów może nastąpić niebawem...
tpluciński