KLARE FRANK-ELECTRONIC IMPRESSIONS’95
To pierwszy solowy materiał Klare’a po czasowym zawieszeniu działalności zespołu Traumklang (ale nie pierwszy w ogóle – w 1986 roku wydał kasetę SoloDreams kiedy grał jeszcze w Synco). To nie NBS a syntezatorowe melodyjki i to w otoczce rockowej. Nic tu na kolana nie rzuca ewentualnie może zaciekawić (np. Osmania Theme). Niekoniecznie.
LAZAROV SIMO- THE CITY’79
To debiutancka płyta prekursora bułgarskiej elektroniki. Simo Lazarov (1948) założył i prowadził pierwsze studio muzyki elektronicznej przy bułgarskim radio (1973-1999). Jest też wykładowcą (profesorem muzyki elektronicznej) z inżynierii dźwięku, elektroniki i muzyki komputerowej przy Akademii Muzycznej, Akademii Technicznej ( badania nad nad użyciem syntezy barw dzwięków w algorytmicznych kompozycjach muzycznych, komputerowe programy muzyczne) i Uniwersytecie Sofijskim. Brał udział w ponad 1500 koncertach, ostatnio tworzy olbrzymie otwarte koncerty łączące różne dziedziny sztuki, skomponował ponad 100 soundtracków, napisał 9 książek i wydał 9 winyli i 26 CD. Jest szeroko znanym i uznawanym twórcą muzyki elektronicznej i elektroakustycznej nominowanym w 1995 roku do miana muzyka roku w Bułgarii i pomysłodawcą International Electro-Acoustic, Electronic and Computer Music Forum-Festival Computer Music Space. Choć to ramota i słychać ograniczenia sprzętowe to jednak z tego co miał Lazarov wycisnął co można. Miłośnicy analogów powinni być zadowoleni choć do np. Józefa Skrzeka z tego okresu Lazarovi daleko.
FERVANT THIERRY-SEASONS OF LIFE’81
I jakże odmienna od debiutu płyta. Dodanie dużej dawki rocka progresywnego i wykorzystanie elementów zarezerwowanych dla muzyki klasycznej (sekcja smyczków i solówki na skrzypcach) znakomicie wpłynęły na oryginalność tej muzyki. Chronos np. podano właśnie za pomocą smyków, dźwięku syntha przypominającego tykanie zegara i delikatnej poświaty wysokich tonów z analogowych keyboardów. Przebojem jak dla mnie jest Initiation wykorzystujące świetnie wokoder i stringi. Świetna płyta-polecam.
NAVIGATOR-NORTHERN CONSEQUENCE’00
”Northern ConSequence” był pierwszym (na razie wydali 3) albumem międzynarodowego projektu Navigator skupiającego muzyków m.in. wEirD, Kubusschnitt i Patchwork. Rdzeniem grupy są Duńczycy Tony Andersen i Kent Eskildsen ( duet Kenton Files, Eskilden jest autorem książki „30 Years Of Dreaming” o Tangerine Dream) i Niemiec Jens Peschke (wEirD, [‘ramp], Kubusschnitt), którzy spotkali się poprzez internet na liście dyskusyjnej Groove Unlimited. Oryginalnym pomysłem było wykorzystanie potencjału internetu do tworzenia interaktywnego ale okazało się szybko że jego możliwości są jeszcze zbyt ku temu małe i jedynie mogli wymieniać mailami zarysy koncepcji. W koncu panowie spotkali się wiosną 1998 roku w Holandii a potem dokonali dogrywek w Danii i Niemczech. Mastering miał miejsce w Grudniu 1999 a w Marcu 2000 roku płytę udostępnił ”Invisible Shadows”. Panowie przelewają się miedzy różnym obrazowaniem od ostrych riffów gitary elektrycznej po fortepian na tle dźwięków przybliżonych do NBS. Przewidywalne, nic nie wnoszące do gatunku...
PINHAS RICHARD-ICELAND’79
Ten album nagrany w Heldon Electronic Studio i Ramsès Studio w Paryżu a remiksowany w Davout ma cechy ambitnej próby zmierzenia się z elektroniką eksperymentalną. Surowe, ascetyczne, monotonne brzmienia przypominające przetworzone dźwięki pracującej maszyny albo pociągu w ruchu, eksperymentalne tło i jednostajne solowe granie, snujące się pasaże tworzą zwartą całość która eksploduje jak dla mnie w piękny sposób w ostatniej w wersji LP opowieści dedykowanej F.-S. Fitzgeraldowi –„Greenland” gdzie znakomicie obok powracającej, zapętlonej kody, świetnie w tle słychać pracę stonowanej progresywnej perkusji i przelewające się wysokie dźwięki efektów plus świetne solówkowe pasaże. Dodany do reedycji na CD w 1992 roku „Wintermusic”, Pinhas w całości zrealizował na polymoogu i idealnie nadaje się do treści płyty. Lekko odrealnione, eksperymentalne ale w granicach miłych dla ucha dźwięków. Interesująca zawartość polecana przeze mnie do nocnego słuchania...
PREMA ASHOK-STRANGER IN THE STRANGE LAND’95
Jak napisano we wkładce płyty Ashok Prema gra na keyboardach od wczesnych lat 80 tych a inspirację dostarczyło przypadkowe zetknięcie w 1976 roku z muzyką z płyty Phaedra Tangerine Dream...A do tego czasu Prema słuchał głównie muzyki do bollywodzkich filmów. Bowiem to hindus osiadły w Wlk. Brytanii. Jego pochodzenie i wpływ tamtejszej muzyki dodaje unikalnej perspektywy jego muzyce. I rzeczywiście wpływy słychać –zwróciłbym uwagę na początek utworu Unicorn jak i pracę gry na bębnach charakterystyczne dla kultury indyjskiej a wszystko na tle dobrej el muzyki. Wiele zmiennych ciekawe aranże, melodyjne nie zawsze berlińskie granie. Sporo tu interesujących sposobów ekspresji choćby Triangle Of Succession brzmiący trochę jak pokłosie New Romantics czy Artist’s Palette at Wai-O-Tapu gdzie sięga po chorały gregoriańskie które wpleciono w niebanalną melodię. Nie jest to bynajmniej arcydzieło ale słucha się z dużą przyjemnością więc –polecam.
PADILLA CRAIG-BELOW THE MOUNTAIN’08
Jestem trochę tą płytą rozczarowany. Po Genesis spodziewałem się czegoś równie dobrego a tymczasem czuję niedosyt. Mamy tu Space Music która zamiast błogich pociągnięć syntezatorowej klawiatury wydobywa ze swej sztalugi paletę wyraźnych, mocniejszych dźwięków połączonych z amerykańskim sposobem sekwenserowania gdzie sinusoidy są miękkie ...Jakoś mnie to do końca nie wciąga ale na pewno znakomity jest wstęp „Currents”, minimalistycznie spokojny, przepiękny melodyjny fragment SM.
ROTHER MICHAEL-RADIO ’93
Rother (1950) urodzony w Monachium dorastał w Anglii i Pakistanie. Uczestnik pierwszych nagrań Kraftwerk, założyciel NEU!, współtwórca razem z Moebiusem i Roedeliusem Harmonii czyli późniejszego Cluster – czyli chodząca historia krautrocka. Płyta zawiera 21 singlowych wersji utworów Rothera z lat 1977-1993 w tym 6 premierowych Powiem szczerze że nagrania Rothera nigdy szczególnego wrażenia na mnie nie robiły a tu mamy do czynienia z kawałkami o dużej zwartości gdyż nie przekraczają singlowych 4 minut, kilka poddano odświeżającemu remiksowi, dzięki czemu mamy bardzo sympatyczny el pop. Po nich zaczyna się chronologiczny festiwal nagrań Rothera. Mają one zacięcie rockowej muzyki instrumentalnej gdzie syntezatory albo w ogóle się nie pojawiają albo tworzą raczej tło dla perkusji i gitary.
SEEFEEL-QUIQUE’93
Londyński kwartet Seefeel istniał w latach 1993-1996 i pozostawił po sobie 3 pełne płyty. Ich muzyka usadowniona jest pomiędzy dream popem a IDM. Najlepiej wspomina się właśnie tą, debiutancką płytę. Po rozstaniu, każdy podążył swoją drogą (znam projekt Disjecta, Marka Clliforda). Ich nagrania odkurzono dzięki remiksom Auterche i Aphen Twin co spowodowało reedycję albumu Quique (Redux Edition) w 2007 roku z dodanym rzadkim materiałem. Jednostajne ale wcale nie industrialne ale bardziej łagodne, mocniej osadzone w popie struktury witają nas na początek. Złagodzona prawie melodyjna forma industrialu z dodanymi żeńskimi wokalizami. Dość monotonne a przez to raczej nużące...Jeśli coś mialbym wyróżnic to tylko Trough You napisane przez Clliforda.
SPACE-JUST BLUE’78
Marouani pochodzący z Monako odebrał gruntowne wykształcenie muzyczne (fortepian, konserwatorium paryskie) i próbował kariery już w połowie lat 70 tych ale prawdziwą karierę zaczął robić pod dyktando pewnego splotu okoliczności. 24 letni Marouani dostał zlecenie stworzenia tematu przewodniego do programu TV poswięconego postaci znanej astrolog Elizabeth Tessier a na wszystko dostał kilka godzin. Napisał wtedy utwór Magic Fly, który pewno niezaistniałby gdyż program został zawieszony ale przypadkowo usłyszał jego wersję roboczą Jean-Claude Bourret prowadzący codzienny program w RMC i wybrał go jako temat muzyczny. Po każdej emisji rozdzwaniały się setki telefonów gdzie ten utwór można kupić na singlu. Reszta to już historia –to jeden z najlepiej sprzedawanych francuskich singli w historii. Projekt Space to dla mnie takie prawie dyskotekowe el. Wpadające w ucho w rytmie tanecznym melodie, nasuwają myśl że kontynuatorem myśli później był Laser Dance (zwróźmy uwagę na nalogię okładek –też ulubiony motyw kosmicznych pojazdów). Wszystko w żywych, modnych wówczas rytmach funky czywiście są przełamiana w postaci spokojniejszych form (Secret Dreams, Blue Tears). Staroć dla fanatyków el muzyki.
***************************************************************************
Archiwalia Part V
KOEPPER JEFFREY- ETHEREA’03
Zapierająca dech w piersiach płyta. Otwierający Between Dreams to dryfujące piękne dźwięki, spokojny Distant Light ciąży ku ambientowi, Timeless to wyciszone sekwenserowanie i dopiero na Ancient Sunlight zaczyna się bardziej dynamiczne granie ale od Spiraling wchodzimy w przecudnej urody SM jak dla mnie obraz z lotu ptaka bezmiaru piasków pustyni z rozgwieżdżonym niebem w tle. Bardzo klimatyczna płyta.
KOEPPER JEFFREY-MOMENTUM’06
Koepper to podopieczny Steve Roach’a. Ale nie do końca na nim się wzoruje. Płytę rozpoczyna mocne, męskie melodyjne sekwenserowanie (Byzantine Machine) by przejść w opis kosmicznej pustki ( Outside) i tak jeszcze jedna para a potem już typowy szczerze nic nie wnoszący Berlin.
IGANOWICZ ADAM- AIR’08(SP)
Najpierw zetknąłem niechcący Adama z Maciejem Braciszewskim z DSP Studio Gniezno a potem dostałem tego pięknie wydanego singla. Przebojowe Ready To Take Off emulowało w Clear To Take Off. Utwór rzeczywiście oczyszczono, podrasowano i wydłużono. „Narodziny słońca” zdecydowanie narzucają skojarzenie z jakimś zagubionym utworem z sesji Ogród króla Świtu Bilińskiego. Tytułowy „AIR” ma zaś w sobie coś z Jarre’a i jego pływających, wodnistych klimatów. Kto lubi melodyjną elektronikę niech się nie waha. Świetne.
KURYŁO PAWEŁ –ETAPY’08
Bardzo sympatyczna płyta gdzie Paweł wyciąga z lamusa analogowe brzmienia poczciwych lat osiemdziesiątych. Elegancko, melodyjnie, urozmaicone. Polecam.
ADAM IGANOWICZ-ADAM IGANOWICZ’08
Wszyscy lubiący pierwsze nagrania Bilińskiego czy Jarre’a z okresu Oxygene i Equinoxe powinni poznać ta płytę. Choćby dla romantycznego kawałka Wspomnienie czy przebojowego Clear To Take Off. Warto.
TOWARZYSTWO ELEKTRYCZNE –MUZYKA DO FILMU WIDMA’06
Radek Sawicki rozwalił mnie tą płytą. Dobre, wpadające w ucho kawałki w zestawieniu z eksperymentalnymi dźwiękami dwukrotnie wspartymi dziwnymi, ekstrawaganckimi monodeklamacjami. Wciąga.
LAMBERT -INSIDE OUT’91
Nieskomplikowana elektronika lat osiemdziesiątych nic nowego nie wnosząca do gatunku, ale jak najbardziej do posłuchania. Dużo rockowej gitary, perkusji, podkładów charakterystycznych dla ówczesnych piosenek. Czyli coś co nazywam noisy el i za czym nie przepadam. Dopiero od siódmej kompozycji (Sun) robi się ciekawie a rzecz ósma (Dolphin’s Cry) brzmi jak jakaś sekwencyjna kompozycja TD z najlepszych ich lat.
LAMBERT –MIRROR OF MOTIONS’93
Prog rockowo plus syntezatory analogowe. I jakoś lepiej niźli na Inside Out. Doroślej. I znowu to najciekawsze granie jest pod koniec płyty z mięsistym sekwenserowaniem w Soaring Fight i podrabianiem stylu TD z początku lat 90 tych ( Drifting Away).
LAMBERT-DIMENSIONS OF DREAMS’95
Nareszcie pełna superlatyw reakcja na solowy album Lamberta Rinlange. Już wprowadzający Impetus pozwala na konstatacje że Lambert załapał na czym polega el muzyka, co potiwerdza kolejny utwór, suita Trance Journey. Ale tak naprawdę niezwykle jest pod koniec: vangelisopodobny Maelstrom dziwny Yonohamo i niezwykle pięknej urody Two Worlds.
BILIŃSKI MAREK-FIRE’08
Pierwsze dwa utwory przyprawiają mnie o wrażenie że Biliński nasłuchał się Prodigy. Eksponowanie perkusji i hard rockowej gitary elektrycznej. „Ostrze ognia” zaś przynosi nam progresywne, ciekawe klimaty. Spokojne „Kwiaty krwi” ocierają się o ambient i muszę rzec że po dłuższej chwili wciągają. „Strumień iskier” to wreszcie TEN Biliński czyli wpadająca w ucho melodia rozpisana na syntezatory. Podobnie jest z „Wielkimi łowami” które z hardcorowym bitem przypominają mi utwory z sesji „Wolne Loty”. Pierwsza część Błysków Kolorów zdecydowanie prowadzi nas ku wspomnieniom z dwóch pierwszych płyt Marka. W ”Gdzie rodzą się gwiazdy” przeszkadza mi breakbeatowy podkład. A część druga „Błysków...” w doniosły sposób (wokaliza) wieńczy krążek. Świetna realizacja ale jednak chyba niedosyt że to nie do końca to co spodziewali się el fani. Ale czy koniecznie musi być to muzyka tylko dla nich?
INOUE TETSU & EDWARDS-UZELL CHARLES & BEAIL DAIMON-AUDIO’00
Gwiazdy FAXu w produkcji bez Namlooka. 1 to odgłosy lotniska, miasta po japońsku, francusku, angielsku przechodzące w zabawy nad szumiącym morzem. To wprowadzenie do opowieści o obecnej cywilizacji – mnóstwo wpleceń rozmów, głosów, odglosów z placu zabaw i klimatyczna, soniczna podróż dźwiękowa ocierająca się o eksperyment i ambient. Zdecydowanie na upalny letni wieczór pod rozgwieżdzonym niebem.
LAMBERT&PALANTIR-FINIS TERRAE’97
Jaki będzie według Lamberta finis terrae? Szum morza w Ancient Shore zdaje się na to odpowiadać...Ta płyta pokazuje dlaczego zaprosił go do wspólnej sesji Parsick a potem znalazł się Rinlange w ‘Ramp. Zarazem świetny przykład jak ewoluuje rzemieślnik w artystę. Znakomite kompozycje i aranżacje –wystarczy posłuchać 21 minut World Of Stones by zrozumieć co mam na myśli. Muzyka ta ponoć powstała spontanicznie podczas pobytu panów w Bretanii ale jest zbyt wycezylowana i dopracowana bym mógł w to uwierzyć. Znakomite.
OMEGA SYNDICATE-BAPTISM OF WIRE’07
Moje kolejne spotkanie z istniejącym od 2002 roku duetem Xan Alexander, David Gurr. Panowie nadal grają tradycyjny berlin czyli nic nowego ale słucha się ok. Ze wskazaniem na Haunted.
PREMA ASHOK-ELECTRIC EYES OF MAN’01
Ten twórca to dość egzotyczna postać bo to hindus osiadły w Wlk. Brytanii zakochany we wczesnym Tangerine Dream. Na tym drugim spośród jak dotąd trzech albumów sygnowanych jego nazwiskiem, Prema stara się jak może odświeżyć nurt BS i wychodzi to całkiem zgrabnie a nawet bardzo interesująco. (Mirror Images, Turnissimo, Electric Eyes of Man). A że bardzo ciekawie jest na większości tego krążka to szczerze go polecam.
PARSICK STEPHEN-TRACES OF THE PAST (REDUX)’07
To zbiór nagrań stworzonych w latach 1994-1997 z udziałem Hoffmann Hoocka (utwory 1,2.3 i 6) a wydany na debiutanckim albumie w 1998 roku. Reedycja pozwoliła artyście na poprawki rzeczy które uznał za niedoskonałe – stąd odszumianie, remiksowanie i tym podobne zabiegi. Jeśli chodzi o treść już od początku mamy do czynienia z chwytającym za gardło sekwenserowaniem z bardzo dobrym rozłożeniem przeróżnych dźwiękowych wstawek w tle. Wyróżniłbym Beneath The Surface, Ashram, The Keeper Of Time, Quicksilver Sea. Szczerze polecam.
PYRAMID PEAK –EVOLUTION’07
Płytę uznano za dość nierówną ale to po części wina sekwenserowego 11 minutowego nieba, przyćmiewającego resztę zawartości krążka czyli fenomenalnego Gravity otwierającego to wydawnictwo, utworu nieodparcie kojarzącego mi się z Exit TD (choćby damski głos mówiący po rosyjsku). Dla mnie najlepszy numer tego gatunku zeszłego roku. Co do reszty –Evolution ciekawe, ale przydługie, trochę pod koniec nuży choć zgrabnie panowie z trio zmieniają tempo. History brzmi niestety dość bezbarwie, podobnie Sequenced i dopiero Drive 2007 bardziej zaciekawia. Ogólnie jednak to jedna z bardziej interesujących płyt zeszłego roku ale Random Events nie przeskoczyli.
RECKZEH UWE-COSMIC WATER’99
Reckzeh znany był mi z sympatycznej płyty Point North więc z chęcią sięgnąłem po jego inne pozycje. Cosmic Water doczekało się w 2006 roku reedycji w SynGate. Już wprowadzający w płytę utwór Planet View, ładny rytmiczny kawałek, świadczy, że szukający miłych doznań nie zawiodą się. Wczesny Jarre plus melodyjne TD (szczególnie utwór tytułowy) w wydaniu Uwe słucha się wybornie. Polecam.
RECKZEH UWE- ALTITUDE 30 000’07
Może króciutko. Według mnie to najlepsza płyta 2007 roku. Sekwencje plus inteligentne melodie daje arcyciekawą całość. Reckzeh ląduje w spisie moich ulubieńców.
SYN (DAVID T. DEWDNEY) –THE GLASS BRIDGE’00
The Glass Bridge Parts I – III. Pierwsze osiem minut pływa w dźwiękach m.in. zapożyczonych z Chariots Of Fire Vangelisa a potem zaczyna się NBS w klasycznym stylu początku lat 70 tych. W końcu tempo zwalnia i znów pływamy w spokojnej, nastrojowej idealnej na letni wieczór poświacie dźwiękowego gobelinu. Shadowfall zaś zanurza nas w brzmieniach TD z czasów Encore w nastrojowym ale strawnym układzie. Heart Of Orion Parts I – IV to hołd dla Vangelisa i jego glissand na Yamasze plus stałe składniki typu gongi, kotły z tym że większość materiału sprawia wrażenie że mamy tu do czynienia z wczesnym „apokaliptycznym” Vangelisem. Bardzo interesująca płyta.
TANGERINE DREAM –SPRINGTIME IN NAGASAKI’07
Jakoś nic tu nie zaskakuje i jak na TD to zbyt mało aby mówić o ciekawej płycie- jest kilka zgrabnych momentów ale ogólnie raczej brzmi to jak konfekcja...
VOLODIN ALEXANDER-REFLECTIONS OF TIME’04
Wydawnictwo rozpoczynają niezwykłe elektroakustyczne zabawy płynnie przechodzące w niepokojący ambient. Ale to właśnie elektroakustyka rządzi na tej płycie. Niesamowite zbitki sampli i odgłosów tworzą unikalną wartość dodatnią dla słuchacza (zalecane słuchawki). Sporo tu też wyszukanego ambientu. Volodin to jedna z gwiazd rosyjskiego labelu Electroshock specjalizującego się w ambiencie a jest po nauce w moskiewskim Centrum Termen studio nagrań muzyki elektroakustycznej. Mając zaledwie 21 lat został laureatem "30th International Competition of Electroacoustic Music and Sonic Arts in Bourge 2003" co świadczy o jego talencie. Jak na razie ta płyta jest jedyną w jego dorobku.
ZIBBON-ZIBBON 1995 – 2008’08
I znowu możemy kontemplować sympatyczne, miłe dla ucha, radosne granie Zbigniewa Pisarczyka. Trudno się tu nudzić a nawet zalecam tą porcję przekrojowych nagrań do pomocy w zmianie nastroju gdy mamy chandrę. Takie kawałki jak Voyage To Planet Mars czy The Bell powinny wprowadzić w dobry nastrój największego ponuraka.
ARC –FRACTURE’07
I Boddy i Shreeve to pierwsza liga więc płyta spreparowana jest znakomicie ale brakuje mi tu jednak tego czegoś co nie pozwoliłoby o niej zapomnieć...
NATTEFROST-UNDERNEATH THE NIGHTSKY’07
Bjorn Jeppesen tworzy ten projekt od 1995 roku ale to dopiero moje pierwsze spotkanie z tym duńskim syntezatorzystą. I co mogę rzec to tylko ciepłe słowa. Tak jak lubię melodyjne kawałki osadzone w sekwenserach tworzą świetny, rytmiczny a zarazem modernistyczny klimat nowej ścieżki która podąża BS. Ten trzeci a przedostatni na razie album Jeppesena wzbudził moje wielkie zainteresowanie. Wystarczy choćby posłuchać kawałek tytułowy....Tak jak lubię!
GAD JENS-LE SPA SONIQUE’06
Gad to kompozytor Enigmy i Achillea. I to wszystko wyjaśnia. Prudence wypuściło serię dźwiękowych wypoczynków, chill outów na upalne, letnie dni w której znalazł się i ten tytuł. Gdy siedzimy pod wieczór na świeżym powietrzu przy grillu adekwatna do atmosfery jest ta gorąca, zmysłowa muzyka w tle. Nie jestem fanem Enigmy, a te brzmienia są tu wszechobecne ale zwróciłbym uwagę na świetną hiszpańską monodeklamację (Luisa Fernandez) w cieknącym seksualnymi konotacjami El Momento. Ogólnie jednak to tapeta dźwiękowa.
SEIFERT ERIK-AOTEAROA’06
Uwielbiam ten dreszczyk emocji jak już po paru minutach odsłuchu nowego wykonawcy wiemy, że jego dyskografia jest obowiązkowa do uzupełnienia. To trzeci z czterech jak dotąd wydanych albumów ze znakomitym rytmiczno-melodyjnym el. Już otwierający Waitomo to świetne intro do tego co dzieje się na tym poświęconym aborygenom albumie. I tak na Haka mamy niespotykane w el połączenie sekwencyjności, el popu i ...wojennych śpiewów maoryskich a w Pounamu woltę ku SM zaś niesamowicie brzmi zwieńczenie krążka Te Moeka O Tuawe gdzie piękna żeńska wokaliza wybrzmiewa na tle pompatycznych, przestrzennych dźwięków. Świetne
DANA AES-MEMORY SHELL’04
Ukrywający się pod tym pseudonimem Vincent Villuis, kompozytor, inżynier dźwięku, DJ i właściciel wytwórni Ultimae Records jak dotąd zrealizował 3 płyty solo i jest połówką duetu H.UV.A.Network. Ambient wymieszany z przestrzennym beatem? A czemu nie –efekt rewelacyjny! (Iris Rotation). Po chwili świetny trance (Opalin) i ta mieszanka króluje na całym wydawnictwie ( wyróżniłbym jeszcze Exposure) plus ambienty z wokalem (Haze, Shouting Valley). Polecam
RADOMSKI KRZYSZTOF & SKROBOWSKI KRZYSZTOF-ECHOES’05
62 minuty gitarowej nirvany z pogłosem na tle 62 minut kosmicznych, lejących się padów. Dzięki superłączu Orange Business Everywhere nie mogłem sobie tego ściągnąć jako plik ape ale uprzejmy teść wspaniałomyślnie udostępnił mi kiepski net stacjonarny a efekt -wreszcie mogę się rozkoszować wersją audio tej płyty. Wymarzona na upalne, lato z basenem w tle.
ARKENSTONE DAVID & ARKENSTONE DIANE-ECHOES OF EGYPT’04
Dzwoneczki, fujareczki i inne składniki New Age. Wyświechtane i takie sobie. Czyżby zmęczenie materiału? Arkenstone im starszy tym niczym piwo...wietrzeje...
CALLISTO-SIGNAL TO THE STARS’04
To duet dwóch zasłużonych muzyków el sceny angielskiej Davida Wright’a i Dave’a Massey’a. Ogólnie rzec biorąc to ciekawe melodyjne granie gdzie moja uwagę przykuwa interesujące naśladowanie Vangelisa w Iosphere. Nie jest obowiązkowa ale też czemu nie?
RAD- QUADRIVIUM ODYSSEY’08(EP)
Kosmiczna, 24 minutowa suita Rada zaskakuje. Witold Poszedł w stronę sekwencyjności i wychodzi mu to znakomicie. Mamy tu wszystkie składniki świetne zinstrumentalizowanej pełnej smaczków kosmicznej podróży, która jak dla mnie sugeruje –Rad wkroczył na wyższy etap wtajemniczenia –pełny profesjonalizm.
KLARE FRANK WITH BOOTS RON- MONUMENTAL DREAMS’04
Dwa tuzy sceny elektronicznej razem? No to oczekiwania nie byle jakie. Powiem tak –panowie stylizują się na TD z początków lat 80 tych i oczywiście to Berlin z górnej półki ale...mam pewien niedosyt, że ta płyta to raczej radosne jam session niż próba stworzenia czegoś wielkiego.
WOLLO ERIK-POLAR DRONES’03
Płyta ta wyplata bogactwo gatunków w genialny wzór wielobarwnej tkaniny na której dominują ambient i SM. To niesamowita mieszanka z przepięknym downtempo połączonym z dronami (Expedition) swojsko brzmiącymi naśladowaniami kuligu (Zima) czy porażającym ambientem (Polar Drone 1). Fenomenalna płyta. Koniecznie!
NOSTALGIA (MATHIAS GRASSOW RUDIGER GLEISBERG)-ARCANA PUBLICATA VILESCUNT’02
Dla mnie Grassow to niedoceniony ekscentryczny geniusz. Ten projekt odprysk okładką płyty jak i łacińskimi tytułami utworów sugeruje jakiś ostry Dark Ambient a tymczasem już otwarcie,Occulta Fama to wpadająca w ucho melodia. Ogólnie krążek przynosi różne gatunkowo utwory– od sekwencyjnych ścian dźwięków po progresję z etno tłem ale z naciskiem na ambient.
ALPHA WAVE MOVEMENT- A DISTANT SIGNAL’02
Najpierw dryfujemy w kosmicznych odmętach ale po czasie dochodzi sekcja dodając całości pikanterii. Całość to jednak zdecydowanie klimatyczno delikatne granie w oldskulowym stylu. Zdarzają się ze dwa kiksy, ale reszta naprawdę jest godna polecenia.
LYNNE BJORN-COLONY’02
Rockowa perkusja i ostra gitara połączona z el muzyką. Słowem nasłuchał się Lynne progresji i mamy tego pokłosie. Sam nie wiem jak się odnieść zwłaszcza że płytę oceniano na forach dotyczących Heavy Metalu...
CINEMA PARADISO-DEMO 2008’08
Jacek Tymoszuk przysłał mi swoje demo nagrania pisząc „nie wiem co z tego chaosu jest godne uwagi i nadaje się (mile widziane sugestie) na ukończenie ( bo wiele utworów to szkice) a potem na ewentualną płytę”. A ta jest całkiem realna bo Ziemek Poniatowski zainteresował się muzyką Jacka. No i dostałem do odsłuchu płytę z aż 21 porcjami muzyki. Słychać że to w większości jeszcze surowe rzeczy, zaskakuje mnie użycie dubu, większość to eksperyment a nie ambient ale znaleźć można też sporo interesujących i to nawet bardzo dźwięków.
KUCZ KONRAD – RAW MATERIAL’07
Zbiór elektronicznych ułomków twórczości Kucza od ukłonu w stronę Kraftwerk ( Robotic Misissions) po cover z Froesego (Stuntman). Ogólnym mianownikiem są brzmienia elektroniki przełomu lat 70/80 tych. Pogodne, niewymuszone granie. Sam nie wiem czy to odrzuty do sesji Tracks czy suplement do Nagrań Bardzo Archiwalnych?
KUCZ KONRAD – TUBEHARMONIUM’07
Konrad w głównym nurcie swojej twórczości czyli ambiencie, który co cieszy, nadal tworzy. Wyciszone i spokojne minimal ambient z charakterystycznym kuczowskim brzmieniem. Moje ulubione to zwiewne „Sirens 2”.
ALPHA WAVE MOVEMENT COLE JIM-BISLAMA’01(REISSUE 2005)
Interesujący romans z medytacyjną kulturą dalekiego wschodu w otoczce solidnej, tradycyjnej elektroniki. Kontemplacyjne, nastrojowe, ciekawe.
N:FORCE-COLLECTOR’97
Na tej płycie króluje Norman Friedenberger ze swoimi kawałkami i remiksami plus kilka nowych kompozycji Chrisa Franke. Szybkie, dynamiczne lub przynajmniej głośne tak można uogólnić zawartość tej płyty. Idealne na tło do prac domowych.
STONE AGE-TIME TRAVELLERS’97
Ten francuski zespół tworzy muzykę osadzoną między Enigmą i Deep Forest. Jak zwykle na tego typu płytach na forpocztę wystawia się hity (Lines of Stone, Maribrengaël ) a potem wsuwa watę wypełniającą – czyli etno bałkańsko-tureckie, New Age połączone ze śpiewami...Miłe dla ucha, nieskomplikowane i szczerze fajne! Wystarczy posłuchać L'homme-Goëland.
SPYRA DER-HIGH PHIDELITY'07 2 cd
Dysk pierwszy przynosi Zzyxxsties czyli typowy berlin, interesujący podkład i lejące pady w Duplex jakże ostatnio lubiany przez Spyrę ksylofon na tle muzyki kojarzącej się z zapadającym zmrokiem (Xylophone). Najciekawsze są Last Train To Philadelphia ( przeróbka Last Train To Bayreuth z The Bright Side Of The Sun ) i wprowadzający tajemnicze napięcie akcentowane jedynie talerzami i basowym pomrukiem Drum'n'Melody. Druga płyta to Zzyxxsties Starsent Introduction, dwie genialne wprost utwory z Orphan Waves w zmienionych aranżacjach Kingnewdrum (kiedyś Kingolddrum) i Aerial (w wersji Long Distance Reception). Kolejny stary temat na nowo to Future Of The Past z albumu pod tym samym tytułem jako Phuture Of The Past. Na koniec mamy niepublikowany Gilgamesh. Dobra muzyka ale niedosyt, że to melanż nowych i starych rzeczy ...
OLDFIELD MIKE -MUSIC OF THE SPHERES'07
Początek i koniec sugerują że to kolejne rozważania na temat Tubular Bells ale okazuje się że to typowy Oldfield ze wszystkimi stałymi w jego muzyce plus innowacyjne, mocno rozbudowane sekcje smyczkowe przez co całość brzmi jak soundtrack hollywodzki do melodramatu. Widać tak musiał bo czasami człowiek musi bo inaczej się udusi...
RICH ROBERT-BESTIARY'01
Minimalistyczno intymne misterium o żyjątkach bytujących w środowisku wodnym z rozbłyskami SM jako pełniejszymi rozmachu wstawkami. Przepiękna okładka.
BODDY IAN& REUTER MARKUS&MULLANEY NIGEL-TRIPTYCH'01
Twórca labelu DiN wraz kolegami prezentuje tu wyszukaną elektronikę dla wymagającego, wypróbowanego odbiorcy. Ciekawe. Polecam
BIONIGHT -EGOHEART 1999'99
Włosi nie gęsi też elektronikę grają... Duet BIOnight tworzą coś co zwą ambient hipnotyczny łączący różne podgatunki el muzyczne. Egoheart w świeży, zgrabnie podany, niewymuszony sposób sięga do tradycji BS w solidnej dawce podróbki TD wymieszanej z melodyjną el. Technoflight to zdecydowany przebój na tej płycie - wpadający w ucho oparty na paru akordach na syncie wsparty
bogactwem przeszkadzajek w tle przypomina mi hit w stylu Africa zespołu Peru. Timegod przypomina struktury z Klausa Schulze tyle że nie zimne sekwencje a wpadające w ucho, przyjemne granie. Campoalto obniża wartość tej produkcji - trochę nuży i sprawia wrażenie nie do końca dopracowanego pomysłu.Bionight to siedemnastominutowa sekwencyjna el muzyka w najlepszym, tradycyjnym wydaniu. Krążek kończy pierwotna wersja Technoflight czyli Technofly. Ta debiutancka płyta powstała gdy panowie mieli Mac 35 a Fabio Sbrizzi 43 lata! Potencjał twórczy widać że kumulowany przez lata eksplodował tu w postaci znakomitej płycie. Jak dla mnie obowiązkowe.
DEFACTOR-EXPLORATION OF ATLANTIS’02
Płyta wydana w labelu Jacka Sprucha trafiła do mnie od twórcy tej muzyki Karola Sabata w dość oryginalny sposób –wystawił ją w ZIPie w internecie...Sporo tu klimatów etno w stylu Makuna Hatata i właśnie w stronę muzyki filmowej, ilustracyjnej zawartość tego krążka zmierza choć i są wtręty mocno transowe.
MARSELJE ROBERT & ENGELEN VAN JEAN PAUL –THE BLUE TEAM’96
Pierwszy utwór, Prologue wzbudza wspomnienia. Była taka gra RTS pt. Dark Colony gdzie pojawiały się mówione komunikaty w bardzo charakterystycznej modulacji wokoderem. I łza w oku się kręci jak idealnie ten sam głos opowiada jak ludzie odbudowali swe siły przeciw Obcym itd. na tle fantastycznej melodii. Ogólnie to różne w formie wyrazu warianty melodyjnej el –od czystego ME po elementy chilloutu ujete w formę muzycznej opowieści o walce z UFOkami co świetnie oddają tytuły poszczególnych utworów. Znakomita płyta. Gorąco polecam.
WILLIAMS BEKKI-ELYSIAN FIELDS’96
Tą panią odkrył David Wright więc zaciekawiłem się co interesującego tworzy. I cóż to takie słodkie babskie granie melodyjnych momentami prawie infantylnych kompozycji zahaczających o New Age, melancholię a nawet Soft Synth Dance ale są tu też dwie znakomite kompozycje Secrets of the Labyrinth i Elysian Fields (part 2). W sumie polecam.
MARSELJE ROBERT – WAVES IN THE SKY’94
Przy pierwszej płycie tego artysty pisałem: THE FORCE OF MUSIC(1993) RM to holender - zaczynał od projektów dance i pop a skończył w objęciach Boots'a jako muzyk towarzyszący i kolejny twórca w stajni Groove. Ta debiutancka płyta stworzona została z kawałków z lat 1989-93 czyli to swoisty skladak- niestety brzmią one jak dobrze zaaranżowane zapchaj dziury -RM szuka swego emploi łącząc różne style np. trance'ową perkusję z pulsującymi sekwencjami ale na mój gust wychodzi z tego średniak. A tu sympatyczne melodyjne granie znać rozwój jego myśli twórczej –cóż więcej mogę dodać jako rekomendację? Warto.
ROACH STEVE& RICH ROBERT-SOMA’92
Kościane cymbałki kontra ambientowe struktury. Dużo afrykańskich wtrętów osadzonych w wzorcowym ambiencie. Amerykanie tak mają. Czemu nie?
TIEGHEM VAN DAVID-SAFETY IN NUMBERS’87
Automaty perkusyjne, analogi czyli stare, dobre lata osiemdziesiąte. Zabawy formą, treścią i brzmieniami przywołują nostalgiczne wspomnienia. Fajne.
FRĄCZEK TOMASZ-DEMO’08
Jeden z laureatów konkursu cekcyńskiego udostępnił swoje demo w formacie EP-ki wszystkim chętnym chcącym usłyszeć jego dokonania studyjne. Tomasz prezentuje typ spokojnej muzyki instrumentalnej –stwierdzenie że elektronicznej byłoby chyba jednak nadużyciem. W dwóch pierwszych utworach uderza mnie minimalizm w stylu Hertla czyli oszczędność formy w przekazywaniu treści a zarazem mam wrażenie że słucham dalekich ech dawnego Kitaro a ze względu na fortepian Yanniego. Duży nacisk położono na harmonię, brak tu charakterystycznych dla el dysonansów. Trzeci kawałek ma szybsze tempo i dodano bit perkusyjny. Ale w czwartym utworze fortepian splata się znów w majestatycznej formie z minimalną dawką wysokotonowych ozdobników z elektronicznie generowaną sekcją smyczkową. Piątka zdradza już wyraźnie inspiracje Frączka muzyką klasyczną przełomu XIX/ XX wieku. Zaskakuje całkowicie szósty kawałek który jest czysto progresywną dwuminutową suitą. Myślę że Tomasz na tym krótkim krążku chciał ukazać swoją wszechstronność w tworzeniu odmiennych klimatów z tym że dominują jednak fortepianowe nastrojowe miniatury. Ciekawe.
AHBLAJAM-STRUCTURES’00
Ten duet Piotr „Sounder” Lewandowski , Michał Szrajda rozpadł się 8 lat temu ale jak zapewnia Sounder ponoć ma się reaktywować. Co mnie uderza to surowość formy i oszczędność ozdobników w pierwszym utworze z próbami wokalnymi czyli Estersis. Powala mnie rytmem, oszczędną a wpadającą w ucho melodią i czymś co nazwałbym Cold Wave muzyki elektronicznej. Fenomenalne. Reaktor to opływowa, wulkaniczna forma el z otaczającą słuchacza ścianą dźwięków. W konwencji przestrzennej nastawionej na akustyczne walory el pozostaje spokojne Aquarius z wyłaniającą się z nicości nastrojową sekwencją. Ponad dwudziesto minutowa suita NGC-MS2503 to zapewne pierwocina materiału nad którym teraz Sounder pracuje w wersji dźwiękowej 5.1. To rodzaj kosmicznej podróży wzbogaconej zapętlonym brzmieniem perkusji w formie onirycznej klasycznej el. Przebojowa, zrytmizowana Luna opiera się na bicie perkusyjnym i ciekawej melodii z interesującym tłem. My World ciekawie wykorzystuje odgłosy naszego świata (dzieci, ulica, ptaki) z rzeczywistością nadrealną odgłosów syntetycznych. No cóż, będzie większa recenzja.
KRUPSKI PIOTR –ELBING 1904’08
Opowieść o Elblągu sprzed 100 ponad lat najlepiej obrazują odgłosy zawarte w Strassebahn gdzie słyszymy na początku tramwaj, spacerujące pary, dźwięk doroszki, dostojne bicie szafowego zegara. Słyszymy też aeroplan i wplecenie melodii i dialogów z niemieckiego filmu dźwiękowego (trochę nie zgadza się to z datą opowiadanych wydarzeń). Ten zabieg kontrastu –przeszłość przechodząca w nowoczesne dźwięki czyli przyszłość stosuje Krupski w prawie każdym utworze. Stylistycznie Piotr porusza się w przestrzeni wyznaczonej przez dokonania Jarre’a z lat osiemdziesiątych a czasem łączy ją z reminiscencjami z innych twórców (gitarowe granie Ashra w Tannenberg Alle). Ciekawie brzmią też dwa remiksy dokonane przez innych, zaprzyjaźnionych twórców.
STEARNS MICHAEL-LIGHT IN THE TREES’96 (EP)
Cztery fragmenty znanych ale na nowo zmiksowanych utworów w numerowanym, kolekcjonerskim wydawnictwie. Od typowego dla tego wykonawcy SM po etniczny ambient. Zadumane, intymne do uważnego słuchania. Dla wrażliwych.
SEIFERT ERIK- ASTRONOMICAL UNIT’08
To opowieść o dążeniu człowieka do poznawania kosmosu. Prologue to połączenie pływających dźwięków ala Vangelis plus jego pompatyczność podkreślona donośnymi uderzeniami basów z typową ME. Rozmazy przeciągnięte są na Distance 1 aż wreszcie Distance 2 przynosi rzetelne sekwenserowanie połączone z melodyjnością w sosie brzmień lat siedemdziesiątych. I ten zabieg – prawie bezkształtna struktura przypominająca ambient tyle że melodyjny, mięsisty kawałek stosuje w kolejnych częściach. Moje ucho cieszy się słuchając Distance 5 i 8.
MIND FLUX-DESTINATION SPACE’05 (DVD)
Wydawałoby się z początku, że duet wprowadził linearność opowieści o starcie i locie w kosmos. Space Dub do misja Sojuz w wersji DDR i USSR czyli pożegnanie kosmonautów i zdjęcia z wnętrza kosmolotu jak i widoki ziemi. Ale kolejna muzyczno- filmowa opowieść to już wspaniale redendronowane pejzaże wszechświata i stacji kosmicznej na tle znakomitego New Frontiers. Happy Days rozgrywa się na tle prawdziwych zdjęć z promu Columbia – a tu porażające widoki ziemi, a później już generowane komputerowo wędrujące w pustce wszechświata odrobiny skał (Cosmic Mood), futurystyczny tunel czasoprzestrzenny i mega stacje kosmiczne przyszłości (Future World) itd. itp. Po prostu trzeba obejrzeć te przepiękne grafiki. Od strony muzycznej większość materiału to komercyjnie brzmiący ambient. Moje ulubione to New Horizons a zwłaszcza New Frontiers. Polecam.
THE MON-MUSIC’08(EP)
Piotr Przelazły ma 16 lat. Dla jednych brzmi to jak pejoratyw –czyli co szesnastolatek może stworzyć ciekawego? Dla innych wprost przeciwnie – rewelacja że tak młody człowiek zabiera się za el muzykę. A jakie są moje odczucia? EP-ka zawierająca siedemnaście minut muzyki przynosi 5 utworów. Rytm techno oparto na szybkim basowym bicie. A gdyby ten rytm oprzeć na wysokich tonach? I taki jest początek Dark Island w którym Piotr ładnie rozplanował brzmienia choćby sekcji smyczkowej. Całość kompozycji jest klarowna i wpadająca w ucho. Również Sunrise przynosi ciekawe dźwięki ale po kolejnej dawce smyków mam wrażenie, że paleta barw jaką dysponował The Mon była dość ograniczona. Jeśli jej nadużywa to nie dobrze gdyż powstaje niepotrzebny dublet. Przeniósłbym ten utwór gdzieś dalej. Reincanation Of Souls kontynuuje melodyjną, miękką elektronikę wcześniejszych utworów. Konstatuję, że Przelazły najlepiej się czuje w spokojnych, stonowanych klimatach. Próbę przełamania tego obrazu przynosi Second Aid z dodaniem brzmiącej hard rockowo gitary elektrycznej. Ale rytm pozostaje nadal na tym samym wolnym poziomie. Zmiana tempa następuje w ostrzejszym kawałku The Kill chyba moim ulubionym, gdzie ostre riffy świetnie kontrastują z delikatnościami z syntezatora. Całość zachęca do oczekiwania na kolejne propozycje Piotra. Polecam.
RZESIOWSKI MACIEJ –COŚ CZEGO JESZCZE NIE BYŁO’08
Szczerze sam Maciej przyznaje że ta płyta to zbiór nagrań instrumentalnych „wszystko stonowane melodiami fortepianu, utrzymane w pięknych i delikatnych klimatach elektronicznych”. Maciej szukał innowacyjnego brzmienia, które byłoby przypisane jego muzyce i czuje że je odnalazł. Nie do końca mogę się z tym zgodzić. Płyta jest bardzo dobrze, właściwie znakomicie zrealizowana ale ... Nie wiem czy trafionym składnikiem jest nagminne wykorzystywanie fortepianu, który powoduje że odbiór niektórych kompozycji może się wydawać monotonny a nawet użyć. Takie wrażenia zaczynają się w okolicach utworu tytułowego, czy Obok Ciebie - świetna kompozycja tyle że jakbym ją już wcześniej słyszał...I im dalej w las zaczyna mi się to niestety zlewać w jedno. Za to dużo tu ciekawego ale oszczędnego w formie tła. Musiałem ponarzekać bo uważam że Maciej ma bardzo duży potencjał twórczy który stłamsił pewnymi zamierzeniami artystycznymi ale no cóż taka była jego wola... Otwierające utwory mają tą przewagę nad resztą kawałków że zawsze brzmią bardzo świeżo bo wprowadzają w nastrój płyty ale po kilkakrotnym przesłuchaniu pierwszy na krążku Another War ta nadal mój typ na hit. Pianistyczne wprawki ala Yanni splecione z interesującym podkładem z syntezatora kreują interesującą, spokojną atmosferę. Alternative ma manierę jazzową – takie wrażenie czyni gitara basowa i bit perkusyjny. Ale to nadal interesujące tyle że zdecydowanie instrumentalne granie. Potem bywa różnie ze względów które wymieniłem wcześniej. Mamy tu jeszcze na koniec perełkę w postaci kawałka Smooth Night gdzie w końcu przebija się na pierwszy plan keyboard. Jak swego czasu przy Nemezis InBetween mam wrażenie że zamawiałem lody a kelner przyniósł omlet... Płyta jest naprawdę niezła tyle że nie tego się spodziewałem. Ale Maciej jest bardzo zdolnym, wszechstronnym artystą co udowadnia choćby rewelacyjnym trance - Atmos. Sam nie wiem...
SOUNDER-CRYOSPACE BETWEEN THE LIGHTYEARS’08
Już Zimny Stan Alfa wprowadza nas w metafizyczny stan obcowania z zamkniętą olbrzymią przestrzenią kojarzącą mi się ze środowiskiem wodnym na poziomie gdzie nie dochodzi światło. Zimne, podchodzące pod ambient dźwięki otula niezwykła tkanina która swą wielobarwność i czar ukazuje w pełnej krasie w „Jak wiele kiloparseków?”. Przejmująca majestatyczna a zarazem mająca w sobie duży pokład nostalgii kompozycja. Ów sposób fluktuacyjnej narracji ciągną „Ziemskie wspomnienia” przechodzące następnie w odkrywanie kosmicznej pustki, fascynującej swym odpychającym zimnem wzbogacając utwór o szczątkową formę sekwencji i kosmiczne pogwarki dodające całości świetnego kolorytu. Piotr tworzy niesamowite, wciągające ascetycznymi dźwiękami kręgi w ambientowej oprawie na które nawet ja mający dość ambiwalentny stosunek do tego gatunku nie mogę pozostać obojętny. Chociaż nie do końca słowo ambient określa właściwie to co Lewandowicz gra...Choćby utwór tytułowy gdzie syntetyczne uderzenia z pogłosem osnuwają znakomite stonowane sekwencje przechodzące później w świetne rytmiczne struktury. Znakomity przykład jak prostymi środkami, bez wyszukanych ozdobników zrobić coś niezwykłego. Dwa ostatnie utwory prypominają zaś zabawy akustyką jaskiń ukrytych w mrokach planetoid ocieplonych loopami w tle. Piotr Lewandowicz stworzył nową jakość w polskim ambiencie. Dla takich smaczków warto orać sieć w poszukiwaniu nowości wydawniczych. Jestem oczarowany!
FIJAK JAKUB-GENESIS’08
Maciej Braciszewski z DSP Studio Gniezno rezydującego jeszcze do końca września w Irlandii, podesłał mi tą płytę z komentarzem „Przesyłam Tobie płytę Jakuba Fijaka ze Szklarskiej Poręby. Jest w wieku TheMon-a, jednak brakuje mu odwagi aby pokazać większemu gronu to co robi w domowym zaciszu”. Czy ktoś mnie uszczypnie? Czy jeżeli obecne nastolatki zabierają się za ponoć wymierający gatunek to czasem nie do końca jest to prawda z tą niszowością el muzyki? Co do muzyki. Jakub gra z wyczuciem i talentem melodyjną odmianę elektroniki. Są pewne potknięcia typu złe dobranie perkusacji czy niepotrzebne próby stworzenia piosenki w Light & Shadow ale reszta aranżacji, doboru barw, tworzenia klimatu, melodyki jest bez zarzutu. Profesjonalnie przemyślane kompozycje mają charakter dobrej, komercyjnej el trzymającej fason ponad 40 minut czyli w formacie pełnego wydawnictwa płytowego – wyobraźnia Jakuba dostarczyła mu materiał, jakbyśmy to dawniej określili, na pełny longplay. Jestem pozytywnie zaskoczony.
BOOTS RON- OF DESOLATE PLACES AND URBAN JUNGLES’97(EP)
Tak naprawdę to singiel tyle że 20 minutowy z limitowanej do 1000 sztuk, numerowanej serii zrobiony wyjątkowo nie dla Groove a dla labelu Amplexus z gościnnym udziałem Van Der Heijden’a na bębnach. Boots prezentuje tu na początku ciągoty do dark ambientu przeradzające się powoli w sekwenserowe spokojności z interesującym finałem. Nastrojowe, odmienne od tego do czego nas przyzwyczaił –polecam
ROACH STEVE – SLOW HEAT’97
Nie pałam miłością do dokonań tego dżentelmena ale dostałem parę jego wydawnictw w formie podarku ( dziękuję Marek) więc nadarzyła się okazja skonfrontować wcześniejsze zdanie o tym artyście z moimi obecnymi gustami. No i mamy tu stonowane, iluminacyjne ambientowe dźwięki idealnie nadające się do przyglądania się przez teleskop rozgwieżdżonemu niebu. Trochę przymrużam oko na to że właściwie trudno wyczuć jakieś zmiany w tym 71 minutowym utworze, który jeśli byłbym złośliwy napisałbym, ze równie dobrze mógłby trwać 171 minut, ale nie napiszę...Ok. może być choć to nie moja bajka.