Tour w siatkowke 3+3

temat: SIATKOWKA !
Tak, musimy wyjsc z grupy na 1szym miejscu BoSpEr... bo inaczej nie bedziemy fajni ani nie przydamy sie na nic mgr. Knapczyk - Włodarczyk. ! jestem ciekaw czy ktos z nauczycieli docenia, albo z dyrekcji doceni to,ze mimo takiej a nie innej oceny z zachowania poświęcamy swój czas i jeździmy na zawody, REPREZENTUJEMY SZKOLE . Moim zdaniem nie wazne, czy uczeń reprezentuje szkołe z fizyki, majcy czy siatkowki, koszykowki, pilki noznej. Niestety w naszym liceum sport nie jest brany tak powaznie ani doceniany jak w innych liceach krakowskich. Jestem Ciekaw czy dyrekcja wie w ogole co sie dzieje z naszym liceum jezeli chodzi o sport. Dzisiaj byłem w 7 LO i tam sks wyglada tak,ze chłopcy mają oddzielnie 2 godziny i dziewczyny tak samo. u nas łączenie, wolna amerykanka, dziewczyna, ktora nie wie co to jest blok przychodzi na sks chłopców. Oczywiscie rozumiem nauczyciela, ze nic nie moze zrobic w tej sytuacji, poniewaz kazdy ma prawo przyjsc na sks nawet jezeli nie wie co to jest serw w siatkowce, ale moze warto cos zmienic? moze dyrekcja znajdzie chwile czasu,aby sie tym zainteresowac? chcialbym,aby takie apele trafiały prosto do Dyrekcji, choć wiem,ze dyrekcja ma wazniejsze sprawy na głowie.

 

Biografie Członków

Cytat:

Jakub Szymon Kantorski
ur. 2 listopada 1979 r.

Przyszedł na świat w mieście Poznaniu, w rodzinie o korzeniach rdzennie poznańskich i kaszubskich, do tradycji której należała działalność prawnicza. Zawodem tym parała się między innym matka. Ojciec, zaangażowany działacz opozycji, poeta.

Edukację w jednej z poznańskich szkół podstawowych rozpoczął jeszcze w okresie PRL. Absolwent XV Liceum Ogólnokształcącego im. prof. W. Degi. Po zdaniu matury wyjeżdża studiować prawo w Krakowie na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego. Zdobywa w roku 2003 tytuł naukowy magistra. Po skończeniu studiów na ponad dwa lata wyjeżdża za granicę, mieszka w tym okresie w Wielkiej Brytanii, Irlandii oraz w USA. W roku 2006 powraca do kraju i rozpoczyna aplikację adwokacką w jednej z poznańskich kancelarii.

Zadeklarowany konserwatysta, zwolennik wolnego rynku. Jego poglądy polityczne zaczęły się kształtować w okresie szkoły średniej. Początkowo zwolennik radykalnego libertarianizmu, ewolucja poglądów w kierunku zachowawczym miała miejsce pod wpływem kontaków ze środowiskami poznańskiej Unii Polityki Realnej i pokrewnymi. Do samej partii wstępuje kilka dni po 18. urodzinach, w roku 1997. Działa w Poznaniu, a potem także w Krakowie. Zachowuje członkostwo nawet w okresie przejściowej emigracji z kraju.

W życiu osobistym mąż i ojciec. Entuzjasta literatury fantasy, kultury Japonii oraz muzyki.

W jakim kościele bÄ(tm)dzie Wasz ślub?


Jestem jednć... z takich osób, które szukajć... gdzie indziej niÅ¡ u siebie... Z odpowiedzi, które zaproponowaÅ‚aÅ› najbardziej odpowiada mi -sentymene- a raczej jego brak...
Hmm...parafia M.odpada, bo od zawsze byÅ‚am do niej jakoÅ› negatywnie nastawiona- ot wielka budowla na jednym z najwić(tm)kszych osiedli Krakowa, proboszcz "cić(tm)Å¡ki" i ogólnie nie obraÅ¡ajć...c nikogo ...taka stodoÅ‚a, do której nic sić(tm) nie czuje:(
Moja parafia jest spory kawaÅ‚ek od mojego miejsca zamieszkania, dlatego najczć(tm)Å›ciej w dzieciÅ"stwie chodziÅ‚am do parafii M. MaÅ‚o tego moja szkoÅ‚a na osiedlu naleÅ¡aÅ‚a do jeszcze trzeciej, innej parafi... Od czasu, kiedy wypuszczono mnie na wolnoÅ›ć‡, czyli od kiedy jeździÅ‚am do liceum w "mieÅ›cie", sama wybieraÅ‚am gdzie pójś㇠na mszć(tm)... najczć(tm)Å›ciej byÅ‚y to 19-nastki u Dominikanów:) WÅ‚aÅ›nie dlatego zastanawiam sić(tm) nad tym szczególnym miejscem...
Nie wiem, na czym sić(tm) skoÅ"czy, ale chciaÅ‚abym poczu㇠dreszczyk:) jak zobaczć(tm) ten wymarzony KoÅ›cióÅ‚:) Strasznie namieszaÅ‚am, ale mam nadziejć(tm), Å¡e zrozumiaÅ‚aÅ›
(a wszystkim, którzy napiszć..., Å¡e Bóg jest wszć(tm)dzie i, Å¡e tak naprawdć(tm) nie ma znaczenia, gdzie powie sić(tm) "TAK" odpowiadam: WIEM O TYM ale i tak bć(tm)dć(tm) szukać‡)

Wakacje

Cytat:A poza tym, to wakacje już mam od poniedziałku. Oceny są wystawione, więc po co się jeszcze męczyć...


Widzę, że mamy podobną filozofię

Początek wakacji spędzę na wyczekiwaniu na wyniki naboru do liceum. Poza tym mam zamiar dorwać jakąś robotę (pierwszy raz mam taką możliwość ), aby zarobić trochę grosza. Przyda się, bo 14-15 lipca wybieram się do Katowic na finał Ligi Światowej (obejrzę oba mecze półfinałowe, mecz o 3. miejsce i oczywiście wielki finał). No a potem? Konkretnych planów nie ma, zapewne wybiorę się do Wawy, Krakowa i Łodzi, ponadto robota, a w wolnych chwilach plaża i boisko 8)

 

Egzaminy gimnazjalne 2009

Mam dylemat. Jak wyżej pisałem dostałem się do klasy z rozszerzoną Biologią i Geografią. Już się przyzwyczaiłem do myśli, profil nie najgorszy, z tego co widziałem na listach, znam dużo osób w klasie. No, ale gdybym zgłosił się do ponownej rekrutacji do klasy Wos-Historia powinienem być przyjęty, bo brakło mi tylko jednego punktu, w przypadku gdy ktoś by miał tyle samo punktów co ja w pierwszej kolejności bierze się pod uwagę wynik egzaminu gimnazjalnego z części humanistycznej, a że mam 46 punktów to w przypadku wolnego miejsca (co jest bardzo prawdopodobne, bo w szkole do której się wybieram dużo osób jest przyjętych do krakowskich liceów) ja na nie powinienem wskoczyć. Przede mną ciężki weekend/wybór. Przydałoby się klasę wybrać z myślą o studiach. No właśnie. Jakie kierunki można wybrać po klasie Wos-Historia, a jakie po Biologia-Geografia?

Najpiękniejsze miejscowości Polski

Po pierwsze nie ucz mnie historii sztuki, bo na ten temat wiem z pewnością więcej (5 lat liceum, poziom zaawansowany na maturze, 3 lata na studiach i rok teorii sztuki i kultury, rok socjologii kultury - wszystko zdane na celujący i to niech ci wystarczy). Kraków bynajmniej gotycki nie jest, mało się właśnie z tego okresu zachowało. Zresztą mowa była nie o stylach i epokach ale o subiektywnym przecież pięknie. W Krakowie też jest sporo unikatów na skalę światową. Jeśli o historię obu tych miast chodzi wybacz ale nie ma co porównywać, Kraków ma bogatszą. I nie o to również chodzi, bo co to ma do tego jak jest tu dzisiaj?
Dlaczego uważam Kraków za lepsze miejsce do życia? Ano dlatego, że jest tu dużo możliwości: spędzania wolnego czasu, znalezienia dobrej, ciekawej pracy w swoim zawodzie i za uczciwe pieniądze, poznania ciekawych ludzi. Więcej się tu dzieje. W małym mieście mam wrażenie, że życie przebiega gdzieś obok mnie, że się kiszę, bo nic się wokól nie dzieje, nie zmienia, na nic nie mam wpływu, w niczym nie uczestniczę. Denerwuje mnie też zaściankowe myślenie ludzi z małych miejscowości, to że wszyscy się we wszystko wtrącają, wszystko wiedzą lepiej, myślą utartymi schematami, według nich żyją i tego wymagają od innych. W dużym mieście możesz robić co chcesz i nikt się w to nie wtrąca. Dla mnie osobiście ma też ogromne znaczenie to, że w Krakowie jest miejsce dla artystów. Obawiam się, że w Lublinie nie miałabym za co żyć, chyba, że pracowałabym w knajpie, a nie tego chcę od życia.

spotkanie w Krakowie

Jak byłam na weselu u siostry męża w Krakowie właśnie to był wynajęty na nocleg tani hotelik (schodziło się po schodkach w dół z ulicy). On był chyba tani, zaraz po przejściu od centrum przez planty (wesele było na Sławkowskiej - dla znających Kraków) .
Nie wiem czy dobrze kojarzę, ale ten nocleg był chyba na Krowoderskiej (bo na tej ulicy tylko przy Alejach mieszkała moja babcia stąd ta wiedza.) Tylko to wesele było 4 lata temu, a teraz wiele rzeczy mogło się zmienić...
Potem w Krakowie już nie byłam, a nie chcę prosić siostry męża o pomoc, bo jest w ciąży, więc ma na głowie własny brzuszek
Tyle mojej wiedzy. GuSSSiAczEk wiem, że to będzie jakaś forma obciężenia dla Ciebie, ale działaj!

Rok temu koleżanka mieszkająca dziś w Warszawie organizowała dla całej klasy z liceum w Dęblinie imprezkę "20 lat po maturze". Przyjechało 22 osoby na 26 uczniów, impreza była do rana z wynajętymi tanimi, choć przyjemnymi i czystymi pokojami w zajeździe, ale nikt nie chciał spać tej nocy...
Zbiórka kasy odbyła się równo z rezerwacją pokoi, ustalone zostało menu całego wieczoru i wpływ na konto podane przez tą koleżankę oznaczał pewną rezerwację. A ona już zajęła się rezerwacją miejsca w zajeździe i sprawami organizacyjnymi. Ludzie porozsiewali się po świecie, 1 osoba osiadła na stałe w Californi w Stanach, 1 osoba była z Wrocławia, 1 z Poznania, 11 z Warszawy, 2 z Lublina, 1 z Puław i reszta miejscowi czyli Dęblin. Zabawa była jak pisałam w zajeździe 10 km za Dęblinem. Większość przyjechała samochodami, więc transport był. Ale co Kraków, to Kraków tam transport jest zatem nie ma problemu.

GuSSSiAczEk świetny pomysł z tym spotkaniem w Krakowie! Ja jestem gotowa. Tylko zdrówko by się przydało i tak trzeba myśleć, że jednak będzie! Nie wolno inaczej! Chciałobym Was wszystkich poznać z bliska, dotknąć, przytulić się, uśmiechnąć, zrozumieć Wasze problemy i wiem, że będę rozumiana przez Was. Nic tak nie jednoczy ludzi jak te same problemy. Wszyscy jedziemy przecież na jednym wózku, a jednak cały czas dla kogoś robi się miejsce i wcale z tego powodu nikt nie cierpi, a jest wesoło!
Zatem działaj GuSSSiAczEk, działaj! Masz w nas oparcie! Jak będą jakieś problemy to pisz, na pewno ktoś wymyśli rozwiązanie! Widzisz Twój pomysł się rozwija!

Ach ta dzisiejsza młodzież

ej ej ej...ale smrody tu widze na tym temacie

No jakbym widział kurde zebranie emerytów na ławce w parku z kryniczanką w butelkach ze szklaną rurką. Wstydźcie się.

Może jestem mało obiektywny w tym co powiem.... jako że mój rozwój wewnątrz-szkolny przebiegał baaardzo łagodnie.
Do podstawówki chodziłem prywatnej i poza płytką, burżuazyjna młodzieżą co ma po 2 komórki w każdej kieszeni to nie było tam raczej żadnych wiekszych rozbojów.
Po 6 klasie poszedłem do Gimnazjum (jestem pierwszym rocznikiem obijetym reformą.... dokładnie rocznikiem Czarnobylskim )
Gimnazjum które wybrałem yło nowo powstałym gimnazjum plastycznym.... w sumie to nawet nie było gimnazjum co gimnazjo-liceum połaczone w tzw. Sześcioletnią Ogólnokształcąca Szkołę Sztuk Pieknych w Krakowie. Oczywiscie odczułem braku w programie i wadliwośc nowej reformy ale było to duzo bardziej na płaszczyźnie edukacji niż kontaktów koleżeńskich. Plastyk zawsze był bastionem wolnym od wspomnianych przez was wielokrotnie aktów debilizmu, wulgaryzmu i agresji.
To dośc specyficzne środowisko... Wiadomo ze nie Każdy jest szczytem intelektu i nie każdy coś sobą reprezentuje...ale jest to środowisko na tyle hermetyczne że ogólny poziom i "kontaktowość" zawsze mnie zadowalały.

Strasznie narzekacie na masy idotów dookoła nas.
Mysle jednak że nie dostrzegacie jednej istotnej rzeczy. Oni są beznadziejni z NASZEGO PUNKTU WIDZENIA. Ja mysle że wiele z tych żałosnych małych gnojków wyrośnie na spokojnych, prostych, ograniczonych ale w gruncie rzeczy szczęsliwych ludzi. Będą sobie mieli te 500zł miesięcznie, bedą mieli swoje rodziny, swój seks, swoje mecze z kumplami przy piwie.... i co w tym złego.
Wcale nie uważam że głupota jest rzeczą złą. Dopuki taki człowiek bezpośrednio nie ogranicza mi moich możliwości to niech sobiue żyje i chwała mu za to.

Inaczej wyglada to z punktu widzenia Państwa. Glosują oni na te wszystkie samoobrony ale TRUDNO. tak juz musi być i tego się nie zmieni.
Bardzo bym był na waszym miejscu ostrozny z osądzaniem szans na przyszłość dzieciaka z pistoletem na kulki. Może nie będa prowadzić egzystencji na waszym poziomie....ale do diabła!
Jak się mało myśli to sie mało wymaga.... Oni mogą być w przyszłości spokojnymi i szczęśliwymi ludzmi.... robotnicy fizyczni tez są potrzebni...

Nie zamykajcie się tak....

O nas

To teraz i jak się tu dopiszę
Moje imiona nie są przeze mnie lubiane, ale mogę je wam zdradzić xd Anita Ewa Salomea - najlepiej jednak zwać mnie Tin lub właśnie Thelma. Na te dwa nicki reaguję od razu
Liczę sobie trochu wiosenek, a w sumie to zim, bom w styczniu urodzona, jest ich aż 22.
Z wyglądu tyle byście mi na pewno nie dali, bo nikt nie daje, i dzieki temu od 4 lat ciagle mam 19 xd - to czasami jest nawet denerwujące, wiecie?
Szkół też kilka już mam za sobą, podstawówkę, liceum plastyczne i studium medyczne - dzięki temu ostatniemu mam dyplom, technika terapii zajęciowej. Teraz zaś uczęszczam do Akademii Pedagogicznej w Krakowie. Jestem na kierunku Informacja Naukowa i Bibliotekoznawstwo.
Tam zamierzam się przeprowadzic w najbliższym czasie, a teraz jeszcze bytuję w Mielcu, mym mieście rodzinnym. Niezbyt ono urodziwe, ale coż jakoś sie da żyć
Co lubię? Długa to lista, ale może uda mi sie jakoś to tu okroić heheee. Tak wiec, uwielbiam czytać - czytam wszytsko co mi w ręce wpadnie, i ostatnio zaczyna mi brakować miejsca na ksiażki. Staram sie też pisać, moje największe marzenie to wydać ksiażkę, swoja własną, choćby jedną.
Kolejną rzeczą która mnie fascynuję jest kraj Japonią zwany, startowałam nawet na japonistykę, uczę sie japońskiego w wolnych chwilach, czytam dużo mang, i oglądam sporo anime - coć i tak mniej niż kiedyś.
Zwierzaki hmm, posiadam dwie złote rybki o imieniach Miyavi i Koi, oraz kota o imieniu Kot /ewentualnie zwany też Sznurówek, Debil albo Głupek xd/. W mym domu zawsze były jakieś zwierzęta, to już norma że coś u nas jest. Nawet mojego szczura mja mama zaakceptowała, choć gdy pytałam ją o węża, stwierdziła że odbiło mi już totalnie. Czemu ludzie nie lubią węży?
No tak zapomniałabym o bracie, mam jednego, młodszego o dwa lata, ale da się czasami go wytrzymać. Zwłaszcza odkąd mam własnego kompa i nie muszę się z nim kłucić o dostep do neta heheee.
Na koniec tych mych wywodów, dodam tylko, że nie chciałam tak się rozpisywać, jakoś tak sama ta klawiatura tak....:P

Spotkanie

Spotkania studenckie w Krakowie
STRONA FORUM
Studencka Lista Mailingowa - News
Informacje dotyczące najbliższego spotkania:
Najbliższe spotkanie odbędzie się:
w środę 9 listopada 2005r. o godz.19:00

Temat:
Uwielbienie

Dlatego, moi przyjaciele, z powodu wielkiego Bożego miłosierdzia ku nam
składajcie siebie Bogu jako ofiarę żywą, całkowicie poświęconą służbie Jemu i miłą Mu.
Takie jest prawdziwe uwielbienie, jakie powinniście Mu oddawać.

Poprowadzi:
Paweł
Ogłoszenia:
° 12-13 listopada w Krakowie Diecezjalny Zjazd Młodzieży Ewangelickiej.

PLAN:
Sobota 12.11.2005
10:00 lub 11:00 – przyjazd i pozostawienie bagażu proszę kierować się do Prywatnego Liceum ul. Grodzka 60 – przejście przez bramę
10:15 rozpoczęcie zjazdu w Kościele św. Marcina ul. Grodzka 58
11:00 - zwiedzanie Starego Miasta
13:30 – obiad
14:30 – wykład: „Radykalni” – prowadzony przez Noemi Bażanowską i Emilię Moddelmog
15:30 – podwieczorek
16:00 – 10 przykazań – przestrzeganie - nakaz czy przywilej – prowadzony przez ks. Krystian Borkowskiego
17:30 - DKF
18:45 – kolacja
20:00 - koncert zespołu Chawerim (www.chawerim.pl)
21:30 – wieczorny spacer
23:00 – cisza nocna
Niedziela 13.11.2005
8: 45 śniadanie
10:00 na zakończenie zjazdu nabożeństwo w liturgii młodzieżowej połączone ze Spowiedzią i Wieczerzą Pańską.

Lista zaangażowanych:
posiłki (kolacja 3 osoby, śniadanie 3 osoby, podwieczorek 2 osoby) - kolacja:Justyś, Gabi, Kasia, śniadanie:Noemi, wolne 2 miejsca, podwieczorek: Noemi, Justyś
pomoc przy zajęciach (nadzór przy pracy w grupach - kleje, kradki, mazaki... 4 osoby) wolne 4 miejsca
przygotowanie sal (2 osoby) - Paweł, Andrzej
śpiewnik - Paweł
poprowadzenie DKF (filmiki Dimah) - wolne miejsce
zwiedzanie (2 osoby) - Martusia, Noemi

Też chcesz pomóc? pisz na maila! borkowskik@wp.pl bądź zgłoś się telefonicznie 422-72-65 (Krystian). Tam gdzie pisze wolne miejsca tam potrzebujemy jeszcze ludzi. Są też jeszcze inne rzeczy do zrobienia.

Nabożeństwa studenckie:
° 13 listopada o godz. 10:00 w Kościele
° 11 grudnia o godz. 18:00 w Punkcie z Wieczerzą Pańską

1

Jak już zaczynam grać to może na forum coś o sobie (szczególnie, ze prędzej czy później się na jakimś spotkaniu pojawię ).
Nazywam się... A z resztą jak ktoś się po Nicku nie domyśli to po co mówić i tak pewnie nie zrozumie
Urodziłem się w roku 1985 w szpitalu w Krakowie i na razie nic mnie z tego pięknego miasta nie ciągnie (no może poza Londynem, do którego mam dziwny sentyment). Studiowałem już na większości uczelni w krk i nigdzie miejsca dla Siebie nie znalazłem ;-). Interesuję się fantasyką, żeglarstwem i pociągają mnie góry i kobiety (no może nawet w odwrotnej kolejności ). Muzyki kiedyś słuchałem mocnego metalu obecnie jestem wapniakiem znaczy słucham Jazzu (Armstrong wam coś mówi?), Bluesa (Katie Melua wpada w ucho), Poezji śpiewanej (jakby ktoś nie wiedział to np. Turnau, Kaczmarski), Rocka klasycznego (Pink Floyd, Queen etc.), i różnych gothicopodobnych (Within Temptation, Nightwish, Tarja Turunen) a czasami lżejszego metalu lub hardrocka jak to niektórzy nazywają (głównie Black Sabbath, Blind Guardian). Właściwie jestem w stanie słuchać wszystkiego byle nie było w tym za dużo techno ( w technoklubach wytrzymuję do 30 minut potem moja wytrzymałość się kończy ).
Z charakteru jestem wredny i jak kogos lubie to mu docinam, no trudno tak już bywa. W każdym razie ludzie albo mnie lubią albo nienawidzą (tych drugich niestety więcej), niewiele znam osób które traktują mnie neutralnie
W Vis Arcana zacząłem grać bo mi kumpel z liceum o nim powiedział na początku średnio mi się podobało a teraz coraz lepiej (mam nadzieję, że po 7 krotnej zmianie postaci trafiłem wreszcie na odpowiednią). To chyba tyle jakby kogoś coś interesowało (wątpię) to pytać bo mogłem zapomnieć .

P.S> Aha UWIELBIAM czytać dobre książki (nie tylko fantas i sf choć głównie takie) i spędzam na tym zajęciu większość wolnego czasu. Jak mi ktoś powie że Potter to fantastyka - zginie na miejscu bez ostrzeżenia. Potter to KOMERCJA. Fantastyka to Wszystko od Tolkiena do Pratchetta ale nie HP... Koniec.

Wycieczka 18.08. - 23.08.2009 - gm. SARNY, LUDWIPOL

Wyjazd na wycieczkę na Wołyń w dniach 18.08 do 23.08.2009

I dzień – 18 sierpień 2009 wtorek
Godz. 18.00 – wyjazd z Bolesławca
Godz. 20.00 – wyjazd z Wrocławia (dworzec PKP)
Godz. 23.45 – wyjazd z Krakowa

II dzień – 19 sierpień 2009 środa
Przejazd nocą, przekroczenie granicy i przejazd do Krzemieńca. Jeżeli granicę przekroczymy bez opóźnienia to zatrzymamy się we Lwowie na 3 – 4 godziny
Po drodze zatrzymamy się w Podhorce i Poczajów.
Zwiedzanie Krzemieńca
Nocleg i obiadokolacja - Krzemieniec

III dzień – 20 sierpień 2009 czwartek
8.00 – śniadanie i wyjazd
Krzemieniec – muzeum Juliusza Słowackiego, Liceum Krzemienieckie, Wzgórze Królowej Bony
Dubno – zamek i kościół katolicki
Równe – kościół garnizonowy
Nocleg i obiadokolacja – Sarny lub Berezne

IV dzień – 21 sierpień 2009 piątek
7.30 – śniadanie i wyjazd
Sarny, Ludwipol, Moczulanka, Myszakowa, Zofijówka, Kostopol, Stara Huta, Deraźne
Obiadokolacja i nocleg - Sarny

V dzień – 22 sierpień 2009 sobota
6.30 – śniadanie,
Równe, Kostopol, Ołyka, Łuck, Poddębce, Belweder
Nocleg i obiadokolacja - Łuck

VI dzień – 23 sierpień 2009 niedziela
6.00 – śniadanie i wyjazd do Łucka
Wyjazd do Wrocławia

Uwaga!
Proszę sprawdzić ważność paszportu, w cenie jest przejazd busem 21 osobowym, 4 noclegi, i wyżywienie 4 śniadania i 4 obiadokolacje, bilety wstępu, oraz ubezpieczenie. Pierwszy posiłek wspólny w poniedziałek 19 sierpnia wieczór, należy wziąć prowiant na drogę. Będzie możliwość zrobienia sobie zakupów w miarę potrzeb. Koszt wyjazd 940,00 zł. Proszę o wpłatę pierwszej raty lub całości na numer rachunku 32 1240 1431 1111 0010 1879 3160, Leszek Rześniowiecki, ul. Radzikowskiego 100F/77, 31-315 Kraków. Wpłata jest potwierdzeniem, że dana osoba jedzie na wycieczkę. Również i ja muszę zarezerwować noclegi, wpłacić zaliczkę za noclegi i wyżywienie, oraz wymienić złotówki na dolary USA.
Proszę o przesłanie swoich danych do ubezpieczenia. Liczna miejsc w busie jest ograniczona, proszę zrobić rezerwacje!!!
1. Imię i nazwisko
2. Adres zamieszkania, ulica nr domu, kod pocztowy i miejscowość
3. Pesel
4. Nr i seria paszportu

Z poważaniem Leszek Rześniowiecki, tel. 790 458 596, mail: www.wolyn.eu
Ps. Jest możliwość odłączenia się od wycieczki i ułożenia własnego programu

SĄ JESZCZE DWA WOLNE MIEJSCA

Czerwona gwiazda

----------

: : Czy tego doamaga ie jakies mocarstwo, czy tez jest to wolna wola
: : pracownikow. Czy Pan odroznia te zjawiska, czy wszystko sie Panu
: zamazuje?

(...)
:  jesli ma sie oczka zamazane i nie odróznia sie powagi i
: autorytetu panstwa, które jest w zalozeniu wspolnym domem dla
: wszystkich obywateli, rowniez wierzacych w cos innego w tym ateistów
(...)

A co ma powaga i autorytet panstwa do nietolerancji ateistow i innej
odmiany komunistow? Moze Pan by jasno sie zdeklarowal: czy krzyz wiszacy w
panstwowym urzedzie wzbudza w Panu wstret? A inne symbole religijne? Jezeli
tak, to jest Pan osobnikiem nietolerancyjnym.

:  lekcje etyki moga byc wprowadzone
: dopiero wtedy, kiedy znajdzie sie czterech chetnych uczniów. I niestety
: ale w wiekszosci szkól na kilkuset uczniow jakos nie udaje sie znalesc
: tych czterech. A to ciekawostka, Nie?

Nie. To po prostu oznacza, ze nie ma tylu chetnych. Nic Pan, ani ja na to
nie poradzimy, a o terrorze niech mi Pan nie pisze, bo to moze Pan wciskac
Labudzie i innym komuchom. Sami zawsze stosowali terror i nie chca pojac,
iz ludzie maja inne wartosci, niz te ktore od 50 lat komuchy i inna lewica
usiluja narzucic normalnym ludziom.

: Po sanatoriach i szpitalach grasuja samozwancze komitety zbierajace
: pieniadze na msze ,,za zdrowie''.

Jak ktos nie chce dac, to nie daje.

: I jak tu sie wylamac i byc potem
: wytykanym palcami na stolówce?  Taka dziala ta zamazana wola
: wiekszosci.

A ktoz by tam kogos wytykal?! Panie kolego, Pan wasze komunistyczne
obyczaje odwzorowuje na katolikach, a dzieli was dokladnie wszystko, w tym
m. in. mentalnosc uszczesliwiania innych na sile.

: W najczarniejszych latach stalinizmu gomolkizmu nikt nie zrywal krzyzy
: z prywatnych uczelni katolickich jak licea chocby Prezentek czy Pijarów
: w Krakowie, KULu, gdzie krzyzyki wisialy nawet na stołowce i w kazdym
: innym pomieszczeniu. Wiem bo akurat tam studiowalem. Nikt nie wieszal
: tam gwiazd czerwonych ani gwiazdek Dawida.

I to byly jedyne miejsca, gdzie krzyze pozostawiono. Wszedzie indziej
niszczono wszelkie oznaki religii w miejscach publicznych, chociaz komuchow
byla nedzna garstka. Narzucali oni swoje zboczone obyczaje, rozwieszali
swoje symbole finansujac to z pieniedzy katolikow, bo przeciez sami do
dziaj od siebie niczego sfinansowac nie maja w zwyczaju.

: Nawet najglupszy Ajatollach nie nosi Allacha, Mahometa, czy pólksiezyca
: w klapie.

Poniewaz u nich sa inne obyczaje.

: Moze pana  oswieci ewangeliczna maksyma Chrystusa - ,,co boskie bogu -
: co cesarskie cesarzowi''

A moze wskaze mi Pan owego cesarza, o ktorym Pan jest laskaw wspomniec? Bo
chyba nie siebie ma Pan na mysli?

: I na koniec radze pamietac ze oprocz ,,wolnej woli pracownikow''
: istnieje jeszcze poczucie zazenowania, niesmak, smutek, zaduma, horror
: jaki pojawia sie w sercach tych którzy wchodza na poczte, dworzec PKP,
: do urzedu, a wszczególnosci do rzeznika, który r bie mieso i kosci na
: pienku, w smrodliwym mdlym zaduchu, a nad glowa jego krzyz symbol pana
: waszego umeczonego przez zbrodniczych oprawców.

Drogi Panie. Takich jak Pan - nietolerancyjnych ludzi - jest taka garstka,
iz nie ma powodu aby z waszego powodu robic wyjatki. Nauczcie sie
tolerancji dla uczuc i obyczajow religijnych, to pozbedziecie sie waszych
cierpien. Nie ma zadnego powodu, dla ktorego wy  - mniejszosc - macie
narzucac swoja wole religijnej wiekszosci. I nie chodzi mi tylko  o Polske.
W USA podobna do Pana grupa usiluje robic to samo.
Nie ma tolerancji dla nietolerancji - jest to haslo ktore kiedys z zapalem
glosili politycy UD, dzisiaj UW i inne lewicowe osobniki. No to stosujcie
sie do swoich hasel.

Janek

Kolejna podwyżka

Tutaj macie oferty biletowe połowy drużyn z Orange Ekstraklasy:
Górnik Zabrze
wejściowy - 15 PLN
ulgowy (kobiety, renciści, dzieci do lat 12) - 10 PLN
trybuna górna (zadaszona) - 30 PLN
Karnety (9 spotkań ligowych)
wejściowy - 90 PLN
trybuna górna (zadaszona) - 200 PLN
złota karta VIP - 1000 PLN
Zagłębie Lubin
Wstęp wolny - dzieci do lat 7
Kobiety - 1 zł
Ulgowy - 10 zł (uczniowie szkół podstawowych, gimnazjum, liceum, studenci, żołnierze służby zasadniczej, emeryci, renciści) - na podstawie ważnej legitymacji
Sektor - 15 zł
Trybuna główna - 30 zł
Karnety
Kobiety - 10 zł
Ulgowy - 100 zł
Sektor - 150 zł
Trybuna główna - 300 zł
GKS Bełchatów
Bilet normalny 20 i 25 * zł
Bilet ulgowy 10 i 15* zł (dla młodzieży szkolnej i studentów za okazaniem legitymacji, niepełnosprawnych, emerytów, rencistów)
Bilet ulgowy II (dla dzieci do 10. roku życia oraz kobiet) 5 i 10* zł
Karnety
Normalny -200 zł
ulgowy - 100zł
ulgowy II - 70 zł
Normalny niezadaszona trybuna - 180 zł
Ulgowy niezadaszona trybuna - 80zł
*Korona Kielce, Zagłębie Lubin, Wisła Kraków, ŁKS Łódź, Widzew Łódź
Jagiellonia Białystok
bilet normalny 25 zł
bilet ulgowy 15 zł
Karnety
normalny 175 zł
ulgowy 100 zł
Odra Wodzisław
Sektor "C" : 100zł
Trybuna kryta: 35 zł
Trybuna otwarta: 20 zł
Miejsca stojące: 15zł
Sektor "L": 10zł
Młodzież do lat 16: 5zł
Trybuna G (dla gości i kibiców przyjezdnych): 15zł
Karnety
Sektor "C": 600zł
Trybuna kryta: 240 zł
Trybuna otwarta: 130zł
Miejsca stojące: 100zł
Lech Poznań
ech IV Trybuna 30 zł
Sektory 2-5,12-13, II Trybuna 25 zł
Ulgowy IV trybuna 25 zł
Ulgowy 1-5,12-13 20 zł
Bilety ulgowe młodzież szkolna (podstawówka, gimnazjum , liceum) studenci po okazaniu legitymacji.
Karnety
Ulgowy 1-5,12-13 130 zł
Ulgowy 1-5,12-13 130 zł
Ulgowy IV trybuna 165 zł
Sektory 2-5,12-13, II Trybuna 200 zł
IV Trybuna 235 zł
Korona Kilece
normalny
Karta - dół A 30 zł B 24 zł C 20 zł C 18 zł D 16 zł
Karta - góra A 50 zł B 44 zł C 34 zł C 30 zł D 30 zł
Bez Karty - dół A 40 zł B 34 zł C 30 zł C 28 D zł 26 zł
Bez Karty - góra A 60 zł B 54 zł C 44 zł C 40 zł D 40 zł
ulgowy ( młodzież szkolna, studenci, seniorzy pow. 65 lat )
Karta - dół B12 zł C 10 zł C 9 zł D 8 zł
Karta - góra C 14 zł D 17 zł
Bez Karty - dół B 22 zł C 20 zł C 19 zł D 18 zł
Bez Karty - góra C 24 zł D 27 zł
ulgowy dla dzieci
Karta - dół B4 zł C 3 zł C 3 zł D 3 zł
Karta - góra C4 zł D 4 zł
Bez Karty - dół B14 zł C 13 zł C 13 zł D 13 zł
Bez Karty - góra C 14 zł D 14 zł
Karnety normalne (od 18 lat)
Sektory dolne A 240 zł B 192 zł C160 zł C 144 zł D 128 zł
Sektory górne A 400 zł B 352 zł C 272 zł C 240 zł D 240 zł
Karnety Ulgowe - młodzież szkolna, studenci, seniorzy pow. 65 lat
Sektory dolne B 96 zł C 80 zł C 72 zł D 64 zł
Sektory górne C112 zł D 136 zł
Karnety dziecięce
Sektory dolne B 32 zł C 24 zł C 24 zł D 24 zł
Sektory górne C 32 zł D 32 zł
Dyskobolia Grodzisk
Ceny biletów:
- dzieci do lat 7 - wstęp wolny
- 5 zł dla członków Klubu Kibica
- 20 zł (sektory F, G, H) )
- 30 zł (sektory A, B, C, D

Każda z tych ofert jest lepsza od Naszej. Za niedługo się okarze że bardziej opłacalne będzie iśc na mecz poloni bytom albo jechać na wyjazd niż iść na mecz u siebie.

15 zł ok 20 przeboleje 25 przesada...

Jeśli chcą mieć mniej ludzi na stadionie i mniejszy zysk to prosze bardzo.
Bilety po 25 zł mniejszy zysk niż przy cenie 20 zł. Mniej ludzi na stadionie mniejsza szansa na nowego sponsora.

Chrono Crusade

____Następnego dnia wieczorem Michał wsiadł w samochód i wybrał się na kolejne spotkanie z księdzem Sinclairem. Tym razem miało odbyć się w kościele Karmelitów przy Rakowickiej. Kościół rzeczywiście bardziej niż nieukończony wieżowiec kojarzył się z miejscem, w którym można spotkać księdza. Co ciekawe kościół Karmelitów stoi w pobliżu nieukończonego wieżowca oraz Galerii Krakowskiej. Czy ma to ze sobą jakiś związek? Według jakich kryteriów Sinclair dobiera te miejsca? Przecież logicznie rzecz biorąc powinien umawiać się w najróżniejszych częściach Krakowa, aby w ten sposób zmylić ewentualnych tajniaków śledzących ruchy młodego Poznaniaka. Takie i podobne pytania i obawy zaprzątały myśli Michała, który wolałby zapewne, by w całym tym epizodzie było mniej niewiadomych.
____Absolwent fotoniki skręcił w boczną uliczkę, by zostawić samochód. Chwilę później pojawił się mężczyzna szczelnie opatulony w ciepłą kurtkę, choć wcale nie było jeszcze aż tak chłodno. Podszedł do samochodu i powiedział:
- Za godzinkę postoju to będzie się trzy złote należeć.
- Co pan, zawsze tu parkowałem i nikt się o kasę nie dopominał. – odparł Michał.
- Panie, teraz tu postój płatny jest. Od czerwca. Pan płaci, albo szuka innego parkingu. – odpowiedział chrapliwym głosem. Pewnie był chory bądź przeziębiony. To zresztą nieistotne, i tak nie było sensu z nim gadać. Michał wrzucił wsteczny i poszukał innego miejsca parkingowego.
____Z bramy Akademii Ekonomicznej wybiegła jakaś postać. Michał zauważył ją tylko kątem oka, ale natychmiast rozpoznał. Znali się z Markiem jeszcze z liceum Choć po maturze ich drogi się rozeszły utrzymywali ze sobą sporadyczny kontakt.
- Cześć stary! – dwaj koledzy wymienili uścisk dłoni.
- Hej! Co nowego u Ciebie? Widzę, że krucjata przeciwko grzebieniom trwa w najlepsze. – Michał skomentował w ten sposób wiecznie rozczochrane rude włosy kolegi.
- Ano trwa. – roześmiał się przyjaźnie - A tak poza tym to robię sobie drugi kierunek. Marketing i zarządzanie. Może będzie po tym jakaś robota będzie. A ty co? Słyszałem, że magisterkę obroniłeś niedawno?
- No. A nawet się do Instytutu Fotoniki załapałem.
- E, to ja z takim co w pośredniaku swojego nie odstał nie będę gadał. – Marek szturchnął lekko Michała. Koledzy wymienili jeszcze kilka zdań, po czym Michał tłumaczył się, że właściwie to mu się śpieszy i musi już iść.
- A jeszcze jedno. Nowy numer komórki mam. Weź sobie zapisz i zadzwoń jak będziesz miał chwilę wolnego.
____Na mszę przyszło ledwo kilka osób, w większości już niemłodych. Poznaniak zajął miejsce w jednym z pierwszych rzędów. Drewniana ławka zaskrzypiała pod jego ciężarem. Wkrótce rozległy się dźwięki dzwonków i z zakrystii do prezbiterium weszło dwóch zakonników w brązowych habitach. Jeden posturą przypominał nieco Sinclaira, ale był zdecydowanie niższy. Drugi, znacznie młodszy, był zupełnie niepodobny do angielskiego księdza. Starszy zaintonował pieśń na wejście, którą Michał cicho zanucił. Poznaniak nieczęsto pojawiał się w kościele, a ponieważ kapłan z przyszłości nie koncelebrował mszy, to Michał niezbyt uważnie przysłuchiwał się tekstom ewangelii i kazania. Tylko coś o córkach Abrahama i osiemnastu latach w służbie diabła obiło mu się o uszy.
- Przekażcie sobie znak pokoju! – dobra akustyka kościoła wzmocniła głos zakonnika.
Michał lekko ukłonił się w stronę najbliższych sąsiadów. Jedna z starszych kobiet podeszła nawet do młodego mężczyzny i wyciągnęła rękę. Gdy tylko Michał podał jej swoją dłoń, jej wzrok stał się mętny i nieobecny. Kobieta zachwiała się i upadła.

Czy kiedyś myślałeś/aś o emigracji ?

a w polsce jakie masz opcje rozwoju i doskonalenia sie nie majac zadnego wyksztalcenia? stanie z ulotkami pod full marketem za piatke za godzine? czy praca na budowie albo w goodyearze w krosnie rozwija bardziej niz w uk?
Jakie ty masz pojęcie o pracy? Ja nie rozumiem, jak ktoś chce to naprawdę znajdzie ciekawą pracę.

Mam znajomego, który np. w zeszłym roku pracował jako konsultant ds. kredytów w banku, gość rozmawiał z klientami i decydował czy przyznać im kredyt czy nie. Zaraz po LO. Zapraszali go żeby został po wakacjach ale poszedł na studiach. I naprawdę sporo się tam nauczył.

Kolejna znajoma, pracuje w gazecie. Po prostu poszła zapytać, czy nie potrzebują współpracowników. Akurat potrzebowali. Okazało się, że nawet nieźle jej idzie więc zatrudnili ją na pół etatu.

Mój współlokator, pracuje w firmie która zajmuje się organizacją różnych eventów typu imprezy sportowe czy obozy przetrwania. Z jego opowieści wynika, że jest ciekawie. Badacz_dusz potwierdzi.

To według mnie są ciekawe pracę.

Nie są to akurat przykłady z Krosna, tylko z innych miast, ale porównywalnych wielkością z Krosnem, więc sądzę, że w Krośnie też taką pracę można znaleźć. Z resztą możesz pracować np. w Krakowie, gdzie praca jest an wyciągnięcie ręki. Trzeba tylko poszukać.

a powiedz mi, z iloma osobami z liceum/gimnazjum utrzymujesz staly kontakt bedac w krk, a z iloma, ktore poznales juz na studiach?
Zdziwiłbyś się. W Krakowie studiuje pewnie 1/3 Krosna. A początkiem września jeśli czas pozwoli robie trasę po śląsku, żywiec, mysłowice, katowice, jaworzno, odwiedzić ludzi ze studiów. I to nie jest takie gadanie: jak ludzie sobie mówią: "A jak będziesz w Żywcu to wpadnij" A ty jak często będziesz odwiedzał swoich angielskich znajomych w Anglii?

Po za tym na wakacjach poznawałem zawsze dużo nowych ludzi, teraz już trochę mniej, ale nie musiałem jeździć do Anglii. Wystarczyło wybrać się na jakieś ognisko itp. Do dziś utrzymuje kontakty z ludźmi których poznałem kilka lat temu, oczywiście nie tak bliskie, ale jak jesteśmy w Krośnie to zawsze gdzieś wyskoczymy.

hm, proste porownanie - po cholere wydawac pieniadze na zycie w krakowie, zostawiac znajomych, skoro mozna studiowac w krosnie?
Większośc moich znajomych studiuje w Krakowie na wkacje jada do Krosna. Nie rozumiem po cholerę mam jechać do Anglii, żeby poznać dwie osoby które będą studiować w Krakowie, jak siedząc w Krośnie i jadąc na studia do Krakowa poznałem takich osób na miejscu 30.
a co do reszty - skakania na bungee, jezdzenia na wycieczki krajoznawcze itp. - na to wszystko tez trzeba miec pieniadze. skad je wziac jesli nie od rodzicow kiedy nie pracujesz?
Pracuj. Na miejscu.

a czas jaki tu spedzam wcale nie uwazam za stracony. mow co chcesz, ale doswiadczenie jakie zdobywasz polegajac tylko na sobie jest bardziej wartosciowe od chodzenia codziennie przez 4 miesiace do parku na wino (i znow - skad wziac pieniadze na to wino?).
Kto lubi to chodzi. Ja przez wakacje, dużo się uczę choćby dlatego, że mogę sobie spokojnie poczytać sobie fachowe książki czy arty. No i oczywiście pracuję. Ale mało, w wolnych chwilach.

Podaj mi pięć przykładów i choć jeden, który umożliwiłby włąśnie mnie zarobienie na owe wakacje przez cały rok.
Pięć dopasowanych do Ciebie, czy ogólnych?

Nie wiem jak Ty Adaś, ale u mnie w domu nikt nie kupuje sobie jedzenia oddzielnie
Zyjesz w patologicznej rodzinie. Na wkacjach - wstaje rano (koło 11) i prawie zawsze odbywam kurs: łazienka kuchnia (lodówka - pusto, pieczywo - brak) mój pokój (ubrać się, portfel komórka, klucze, plecak) łazienka sklep S1 (kupić szynka + żółty ser + masło) zieleniak pod blokiem (kupić pomidor + cytryna) biedronka (kupić bułki) dom (zrobić śniadanie) Mogłbym wszystko kupować w jednym sklpie, ale robie taki kurs bo
a)mam lepszy rzeczy (np w S1 nie ma dobrego pieczywa, a w biedronce nie ma nic dobrego po za pieczywem, a w zieleniaku są najlepsze owoce i warzywa)
b)mam taniej

Poznajmy sie lepiej

Witam wszystkich goraco i serdecznie... Jest to moj pierwszy post na stronce, wiem pomyslalem ze zaczne od tego tematu:

1. Dowod osobisty:
- imie- Tomek
- skad sie wzial Twoj nick?- nie mam zadnego nicku
- data urodzenia (lub wiek) – urodzilem sie rok po ostatnim wygraniu ligi angielskiej przez Liverpool ...
- miejsce zamieszkania (miasto) – Skawina (Krakow)
- kolor wlosow i oczu – czarne, piwne
- szkola / zawod – 1 klasa Liceum Profilowanego Zarzadzanie Informacja w Skawinie.
- trzy glowne cechy charakteru – poczucie humoru, niecierpliwosc, lojalnosc.

2.
1. Ulubiona gra komputerowa - mam wiele ulubionych gier, w ktore nie mam czasu grac
2. Ulubiona potrawa - McDonald, KFC ...
3. Jakie ksiazki najchetniej czytasz. Co bys polecil pozostalym forumowiczom - niestety, nie czytam ksiazek...
5. Najmilej przez Ciebie wspominany moment z dziecinstwa - cale moje dziecinstwo
6. Postac, ktora cenisz/ceniles szanujesz/szanowales - Michael Owen
7. Gdzie chcialbys spedzic wymarzone wakacje - Majorka.
8. Jakie 3 przedmioty zabralbys na bezludna wyspe - Komorke, laptopa, kobiete...
9. Jakimi cechami powinien sie oznaczac prawdziwy przyjaciel/przyjaciolka - szczery, uczciwy, lojalny
10. Czy istnieje wedlug Ciebie PRZYJAZN miedzy mezczyzna a kobieta - tak
11. Masz jakies zwierzatko domowe - nie
12. Jak wygladalo Twoje zycie i "kontakt" z Liverpoolem bez internetu - za dawnych lat sobie radzilem, teraz pewnie tez bym dal rade.
13. Co Ci sie najbardziej podoba w serwisie www.LFC.pl - wszystkie wypowiedzi moich poprzednikow scalaja sie w jedna moja...
14 Co Ci sie nie podoba na www.LFC.pl - ...

3
1. Ulubiony przedmiot w szkole: - WF, WSIGI
2. Znienawidzony przedmiot w szkole - fizyka
3. Ulubiony film - Titanic, Gol mi sie podobal, w sumie wiele filmow lubie...
4. Twoje motto zyciowe - Oprzytomniej, przetrzyj oczy zanim zycie Cie zaskoczy...
5. Jakiej muzyki sluchasz - Techno, Hip- Hop <przewaznie Polski, Amerykanski i Hiszpanski> ...
6. Co najchetniej robisz w wolnym czasie - spotkanie z wiernymi towarzyszami, przesiadywanie przed monitorem, ...
7. Kim chcialbys zostac w przyszlosci - osoba utrzymujaca rodzine poza granicami tego kraju...
8. Ulubiony napoj alkoholowy - Kamikadze, Beer, Vodka.
9. Ulubiony napoj bezalkoholowy - Tiger, Nestea, Pepsi.
10. Twoje nalogi - papierosy... =/
11. Co najbardziej cenisz u plci przeciwnej - jej wnetrze...
12. Co Cie pociaga u kobiet - oczy, humor...
13. Twoj stan cywilny - hmm 50/50 ... pracuje nad czyms;)
14. Twoj najwiekszy zyciowy sukces - czekam na Niego...
15. Ulubiona postac z kreskowek - Johny Bravo
16. 3 cechy jakich nienawidzisz u ludzi - dwulicowosci, plotkowania, arogancji
17. Jestes jednego dnia administratorem LFC.pl. Co bys zmienil ? - nie moge odpowiedziec na to pytanie .

5 Liverpool
1. od kiedy kibicujesz LFC?- nie pamietam dokladnie, ale to bylo jakos przed wojna. Hmmm 2000?
2. dlaczego akurat ten klub?- Michael Owen
3. najlepszy wedlug Ciebie pilkarz w historii klubu- Dalglish, Owen, teraz Steve G.
4. jakie wydarzenie zwiazane z LFC przynioslo Ci najwieksza radosc? (mecz, transfer itp) - No to jest oczywiste, ze Stambul

1. Numer buta - 44
2. Wzrost - 183 cm
3. Waga - 65 kg
4. Ulubiony hipermarket - Galeria Krakowska
5. Ulubiony ketchup - Obojetne mi to jaki.
6. Na ktorym pietrze mieszkasz - 1
7. Ksiazka ktorej nigdy nie dokonczyles - Nie pamietam, a wogole co to jest ksiazka?
8. Film ktorego nigdy nie dokonczyles - <bezradny>
9. Twoje drugie imie - Kacper

Rzeszów - nasze metropolis ;-)

Cytat:Nie chcę żyć w ciemnościach

AFPPoniedziałek, 11 lutego (05:50)

Tragiczny wypadek w jednej chwili diametralnie zmienił jego życie. Został poważnie okaleczony. Jednak dzięki sile woli oraz pomocy lekarzy, rodziny i bliskich wraca do zdrowia.

Marcin Kaczmarzyk, student z Rzeszowa, który w grudniu ubiegłego roku uległ wypadkowi podczas doświadczeń chemicznych, marzy o powrocie do normalnego życia. Wszyscy możemy go w tym wesprzeć.

Do tragicznego wypadku doszło 13 grudnia ubiegłego roku. - Do tej pory nie wiem, co się stało - przyznaje Marcin Kaczmarzyk. - Co pamiętam? - To, jak po kolacji wszedłem do pokoju i zamknąłem za sobą drzwi.

REKLAMAMasz Rzadkie Włosy ?
Możesz Je Zagęścić w Kilka Sekund.
Nie Wierzysz? Zobacz To Na Filmie !
http://www.Nanogen.pl
AdSearch.pl
Potem był potężny wybuch, który wysadził grubą szybę w drzwiach. Zniszczył meble i wyposażenie pokoju. Teraz już wiadomo. Przyczyną eksplozji było wymieszanie się oparów chemikaliów, które Marcin miał w pokoju.

Od lat interesuje go wszystko, co dotyczy meteorytów. W swej kolekcji ma ponad 30 okazów. Należał i aktywnie działał w Polskim Towarzystwie Meteorytowym. Środków chemicznych używał do oczyszczania meteorytów. Gdy wszedł do pokoju i zapalił lampkę na biurku, wybuchowa mieszanka eksplodowała.

Makabryczny widok

Domownicy byli w szoku, gdy zobaczyli skutki eksplozji. - Nie wiedziałam, co się dzieje. Widok był okropny.

- Marcin okrwawionymi dłońmi zasłaniał twarz - wspomina ze łzami w oczach Halina Kaczmarzyk, mama Marcina. - Od tamtej chwili zaczął się nasz koszmar.

Na miejsce przybyli ratownicy. Zabrali Marcina do szpitala. Operacja ratowania życia trwała blisko 7 godzin. Po niej prawie trzy tygodnie w stanie krytycznym spędził na oddziale intensywnej terapii.

Niestety, mimo ogromnych wysiłków lekarzy nie udało się uratować jednego oka. Drugie jest poważnie zagrożone. Nie ma też jednej dłoni, a druga jest mocno uszkodzona. Oprócz tego miał okaleczone inne części ciała. W środę, po dwóch miesiącach, Marcin opuścił szpital.

Pomocna dłoń

Marcin nie traci nadziei na powrót do normalnego życia. Cały czas wspiera go rodzina, narzeczona, znajomi i koledzy ze studiów. - W miniony wtorek w liceum nr 2 w Rzeszowie odbył się pierwszy koncert charytatywny. Cały dochód z niego jest przeznaczony na leczenie Marcina.

Jego koledzy organizowali też zbiórkę pieniędzy na uczelni. Na założone konto wpływają też większe i mniejsze kwoty od osób prywatnych i instytucji - wymienia Mateusz Kaczmarzyk, starszy brat Marcina.

- To wszystko ma pomóc w realizacji jego największego marzenia - powrotu do normalnego życia - dodaje.

Długa rekonwalescencja

W czwartek wieczorem w krakowskim szpitalu Marcin spotkał się ze specjalistami, którzy zajmą się rekonstrukcją ocalałej dłoni.

W przyszłym tygodniu będzie spotkanie z lekarzami mogącymi wykonać protezę elektroniczną straconej dłoni. Jednak najważniejsze to odzyskać wzrok.

- Jeżeli okaże się, że oka nie da się uratować, pozostanie założenie implantu. To urządzenie elektroniczne pozwalające na podłączenie specjalnej kamery - w kształcie oka - do nerwu wzrokowego - wyjaśnia brat Marcina, Mateusz.

Wszystkie operacje i zabiegi mogące przywrócić Marcina do normalnego życia są niezwykle kosztowne. Rodzinę stać jedynie na pokrycie niewielkiej części. Dlatego tak ważna jest pomoc ze strony ludzi dobrej woli.

Prawdziwa miłość

Mimo tragicznych doświadczeń, które zgotował mu los, Marcin nie załamuje się. Jest pełen optymizmu. Marzy o ukończeniu studiów. Wypadek przerwał jego naukę na 3. roku Wydziału Budownictwa Politechniki Rzeszowskiej. Nie chce też pozostawić swej pasji - kolekcjonowania meteorytów. Planuje założenie rodziny.

- Między sobą ustaliliśmy, że pobierzemy się za dwa lata - zdradza Magdalena Kłębek, narzeczona Marcina, studentka pedagogiki Uniwersytetu Rzeszowskiego.

- Nie zmienimy swych planów - zapewnia.

Wszystkie wolne chwile Magda spędza przy swym narzeczonym. Nawet teraz, w gorącym okresie trwania sesji zimowej. Na naukę poświęca noce.



Za Super Nowosciami - odnosnie wypadku, o ktorym pisalem kilka postow wczesniej.

M jak miłość

Wywiad z Paweł Okraska - Z boiska na scenę

W Orzeszynie tuż obok hali zdjęciowej widać zielone pola, las na horyzoncie... Nie kusi Pana, żeby zadomowić się na takiej sielskiej wsi?
Po tym, jak przez 25 lat mieszkałem w bloku, mam jedno, nieustające marzenie: własny kawałek zieleni. Chciałbym móc rano wstać, wyjść na dwór i pochodzić na bosaka po trawie. Jeśli kiedyś mi się to uda, będę bardzo szczęśliwy. W tej chwili na oderwanie się od miasta nie pozwala mi jednak praca.

A poradziłby sobie Pan w ogóle na wsi? Doił Pan np. kiedyś krowę?
Nie "dostąpiłem" tego, chociaż chciałem. Tyle, że ciotka, u której byłem na Kujawach na wakacjach, nie dopuściła mnie do swojej krowy. Ludzie na wsi bardzo ciężko pracują, więc raczej nie mają czasu na to, żeby kogoś z miasta "zabawiać" dojeniem.

Podobno doszedł Pan do sceny dość okrężną drogą. To prawda, że przed szkołą teatralną studiował Pan przez rok na AWF-ie?
Tak, zresztą od młodości miałem do czynienia ze sportem, bo grałem najpierw w piłkę nożną, a później w koszykówkę. Ale na AWF-ie zainteresowała mnie rehabilitacja. Chciałem w jakiś sposób pomagać ludziom, a poza tym mówiło się, że to zawód bardzo ceniony na Zachodzie, a ja marzyłem o zamieszkaniu za granicą.

Więc dlaczego rzucił Pan te studia?
Dotarło do mnie, że to jednak bardzo trudne zajęcie. A poza tym zrozumiałem, że w życiu nie chodzi o to, żeby wyjeżdżać z własnego kraju.

To zabrzmiało poważnie. I nietypowo, jak na młodego, utalentowanego człowieka, przed którym świat stoi otworem...
Dzięki rodzicom sporo podróżowałem po Europie i to już w bardzo młodym wieku. Później byłem nawet pilotem wycieczek zagranicznych. Wtedy, jak wielu młodych ludzi, marzyłem, żeby znaleźć się na Zachodzie: żyć w innym świecie, na wyższym poziomie... Ale gdy zdarzyło mi się pobyć za granicą dłużej (przez 3 miesiące mieszkałem w Anglii) zrozumiałem, co oznacza tęsknota za Polską. Najważniejsze, to mieć własny kraj - w żadnym innym człowiek nie poczuje się "u siebie".

"U siebie" w Pana wypadku oznacza też w Krakowie. Czy to miasto rzeczywiście jest tak wyjątkowe, jak twierdzą legendy?
Jadąc dzisiaj pociągiem przeczytałem, że w Krakowie jest jakaś specyficzna, unikalna w całej Europie, energia duchowa. Z tym, że jeżeli Kraków to miejsce, w którym tego "ducha" jest trochę więcej, to dla aktora ma to nie tylko dobre strony. Nadmiar duchowości bywa na scenie uciążliwy - przesada doprowadza do braku wiarygodności. Staram się na to uważać, a uczy mnie tego m.in. praca w Warszawie. W stolicy gra się w sposób bardziej powierzchowny, co nie znaczy, że zły. Czasami powierzchowność ma w sztuce większą siłę przekazu, niż tzw. głębia.

Kiedy tak właściwie odkrył Pan, że aktorstwo to "strzał w dziesiątkę"?
Bywa, że o naszych wyborach w życiu decyduje zbieg okoliczności i intuicja. W moim wypadku to było przypadkowe spotkanie na targach edukacyjnych, gdzie poszedłem, żeby dowiedzieć się czegoś o AWF-ie. Zatrzymałem się na chwilę przy stoisku szkoły teatralnej i wdałem w rozmowę ze znaną aktorką, p. Haliną Kwiatkowską. To ona zachęciła mnie, żeby spróbować zdawać na tą uczelnię. Wtedy odrzuciłem taką myśl, ale później, prawie po roku, wróciłem do tego pomysłu. I w końcu zdecydowałem się na egzamin.

Więc nie marzył Pan o teatrze już od kołyski, jak twierdzi większość gwiazd?
Nie, zresztą po tym, jak zagrałem kilka ról w liceum (moja klasa wystawiała po angielsku Szekspira) wyglądało na to, że to pozostali koledzy mają jakieś predyspozycje do zawodu aktora, a nie ja... Ale pozory na szczęście mylą.

Ostatnie pytanie: jako aktor i były student AWF-u zapewne stale dba Pan o formę?
Oczywiście widzę ogromną potrzebę troski o zdrowie i każdą wolną chwilę usiłuję wykorzystać na sport... Ale w praktyce prawie nie mam na to czasu. Najczęściej pływam - raz na dwa tygodnie. A jeśli chodzi o inne dyscypliny... Szczerze mówiąc, od tak dawna już nie ćwiczyłem, że już sam nie wiem, jakie sporty uprawiam

- Wszystko jedno czy w Warszawie, czy w Międzyzdrojach...

Prezydent: Polska nie może zatracić poczucia jedności i tożsamości
Polska w Europie nie może zatracić głębokiego poczucia swojej tożsamości i jedności - mówił prezydent Lech Kaczyński podczas piątkowych obchodów 90. rocznicy wyzwolenia Krakowa spod władzy zaborczej.
- Wszystko jedno czy w Krakowie, czy w Warszawie, czy w Międzyzdrojach, czy w Ustrzykach Górnych, czy w Sokółce, czy w końcu w Gołdapi Polska jest jedna i ta sama. Wolno mieć małe ojczyzny. (...) Ale nasza, jedna wielka ojczyzna, Polska, nigdy, nawet na sekundę nie może być przesłonięta przez te małe - powiedział prezydent, a zebrani przyjęli jego słowa oklaskami.

- Jesteśmy ludźmi jednego języka, jednej kultury, jednej przeszłości i jednej tożsamości. Dziś i oby na zawsze - dodał Lech Kaczyński.

Prezydent podkreślił, że droga do niepodległej Polski była skomplikowanym procesem.

- Udało się odzyskać, a później obronić niepodległość. Obronić w walkach na wielu frontach, które trwały aż trzy lata i naprawdę skończyły się dopiero trzecim Powstaniem Śląskim w roku 1921 - mówił Lech Kaczyński.

Jak dodał można powiedzieć, że zwycięstwo było wynikiem sprzyjającej sytuacji międzynarodowej. - Ale nie byłoby Polski przynajmniej takiej, która wywalczyła sobie obszerne granice i która miała pewne znaczenie w Europie, gdyby nie poświęcenie tysięcy polskich patriotów - zaznaczył prezydent.

- Tylko nieliczni i tylko najodważniejsi śmieli myśląc o europejskim konflikcie, stawiać sprawę niepodległości - mówił L. Kaczyński. "Byli nieliczni, ale to właśnie oni zwyciężyli. Zwyciężyli bo mieli rację i potrafili dobrze przewidzieć przyszłość, bo działali od pierwszych godzin po wybuchu światowej wojny" - dodał.

Uroczystość na Rynku Głównym zaczęła się od zmiany warty honorowej przy Wieży Ratuszowej, gdzie w czasach zaborów znajdował się austriacki odwach. Posterunek opuścili wartownicy w historycznych uniformach oddziału 13. Galicyjskiego Pułku Piechoty "Krakowskie Dzieci", a ich miejsce zajęli współcześni strażnicy miejscy.

Pod tablicą upamiętniającą wydarzenia z 1918 r. prezydent L. Kaczyński i prezydent Krakowa Jacek Majchrowski złożyli kwiaty.

Majchrowski przypomniał, że przejęcie władzy w mieście przez polskich oficerów armii CK Austrii "odbyło się bez jednego wystrzału."

Uroczyste ślubowanie złożyli nowo przyjęci strażnicy miejscy oraz uczniowie pierwszych klas krakowskich gimnazjów.

Później odbył się bieg sztafetowy wokół Rynku (4x570 metrów) uczniów siedmiu najstarszych krakowskich liceów (drużyna składała się z czterech zawodników, z których każdy biegł jedno okrążenie). Nagrodą dla zwycięzcy biegu była szabla kapitana Antoniego Stawarza, inicjatora akcji oswobodzenia miasta, założyciela organizacji spiskowej w armii austro-węgierskiej.

Trofeum zdobyła sztafeta z VII LO chociaż jeszcze na kilkanaście metrów przed metą prowadził zawodnik V LO. Jednak nagle potknął się i upadł tracąc okazję na zwycięstwo.

31 października 1918 r. polscy oficerowie armii austriackiej pod dowództwem 29-letniego porucznika, Antoniego Stawarza, w wyniku brawurowej akcji dokonali bezkrwawego przejęcia władzy. Najpierw zajęli koszary wojskowe w Podgórzu, potem kolejne obiekty wojskowe w mieście, a przed południem symbolicznie przejęli odwach na Rynku Głównym.

Od początku października prezydent L. Kaczyński odwiedza różne miasta w Polsce w ramach obchodów 90. rocznicy odzyskania niepodległości.

W czwartek był w Wierzchosławicach gdzie złożył kwiaty na grobie Wincentego Witosa. Następnie w Tarnowie, gdzie uczestniczył w uroczystej sesji Rady Miasta i Rady Powiatu Tarnowskiego i odsłonił tablicę upamiętniającą Tadeusza Tertila - burmistrza Tarnowa, który poprowadził to miasto, jako jedno z pierwszych obok Cieszyna i Krakowa, do niepodległości.

Źródło: PAP

Wywiad ze strony www.serial.pl

Czy na castingu do „M jak Miłość” zagrała Pani sceny, które zobaczyliśmy później w serialu? A jeśli tak, to które? Uwodziła Pani Mostowiaka od pierwszego wejrzenia?
Pewnie, że uwodziłam! Tym bardziej, że zdjęcia próbne odbywały się z prawdziwym Mostowiakiem, czyli Kacprem Kuszewskim...
Grałam dwie sceny. Pierwsza, to spotkanie Grażyny i Marka w pubie. Grażyna przyszła podziękować Markowi za zaproszenie na zjazd klasowy i pożegnać się. Wspominają miłe chwile, cieszą się ze spotkania po latach. Marek zauważa na ręce Grażyny bransoletkę, którą kiedyś jej podarował… Zagrałam czasem alogiczny, dużo łacińskich słówek, ale opanowałam go perfekt. No i na jednym ze spektakli, jak zwykle, siadam na krześle, żeby zacząć „wykład” dla niesfornej wycieczki i... czuję kompletną pustkę! W końcu cały monolog powiedziałam własnymi słowami – wyszarpując z pamięci, co tylko się dało. Widzowie się nie zorientowali, ale koledzy, wchodzący w skład wycieczki, byli „zgotowani” ze śmiechu. Za to ja zeszłam wtedy ze sceny zlana zimnym potem.
Kiedy, tak naprawdę, zainteresowała się Pani aktorstwem?
W liceum. We Wrocławiu. Tam zobaczyłam pierwsze spektakle, chodziłam na spotkania z aktorami, jeździłam na warsztaty teatralne. Na początku miałam zacięcie dziennikarskie. Robiłam wywiady z artystami, pisywałam o teatrze do szkolnych gazetek. Po maturze zdałam na polonistykę we Wrocławiu, ale ziarenko było już zasiane…no i pasja w końcu wzięła górę. Wtedy zamieniłam polonistykę na szkołę teatralną w Krakowie.
Na naszym czacie powiedziała Pani, że boi się ciem. Naprawdę? Takich miłych motylków?
Tak! Bardzo się boję! To ma związek z konkretnym zdarzeniem .Byłam w podstawówce, w siódmej klasie. Czytałam „Zbrodnię i karę” Dostojewskiego. Sama w domu, w środku nocy… Właśnie czytałam scenę, gdy Raskolnikow idzie po schodach, by zamordować lichwiarkę, gdy nagle do nocnej lampki wpadła ćma i zaczęła się tam niesamowicie szamotać. Na ścianie zobaczyłam gigantyczny, straszny cień… Po czym ćma wyskoczyła poparzona i wleciała mi prosto w twarz. Nigdy tego nie zapomnę! Ja wiem, że to może wydawać się śmieszne, ale naprawdę się przeraziłam! I zostało mi to do dzisiaj. Niektórzy boją się pająków, węży… A ja panicznie boję się ciem. Gdy jakaś wpadnie do pokoju, od razu się ewakuuję.
Do czego może doprowadzić dziecko lektura szkolna…
Wniosek jest jeden: czytajcie dzieci lektury, tylko nie po nocach! (śmiech)
Skoro mowa o strachach… Jest Pani przesądna?
Raczej nie. Oczywiście, scenariusz, gdy upadnie na podłogę, przydeptuję – taka jest w teatrze tradycja. Trzeba przydepnąć, żeby "nie położyć" roli. Ale piątek trzynastego mnie nie paraliżuje. Czarny kot przebiegający drogę też nie zmienia moich planów.
A gdyby przeleciała czarna ćma?
Zawróciłabym od razu! (śmiech)
No to koniec z ćmami – teraz coś przyjemnego! Ma Pani jakieś hobby?
Wiele rzeczy mnie pasjonuje, ciekawi. Przede wszystkim moja praca - to dla mnie hobby. Gdy tylko mam więcej wolnego czasu - podróżuję, zwiedzam ciekawe miejsca, robię mnóstwo zdjęć. Od kilku lat mieszkam w Warszawie, którą ciągle odkrywam na nowo. Mam tu już swoje zakątki, knajpki, w których widuję się z przyjaciółmi. Śmiało mogę powiedzieć, że spotkanie i rozmowa z drugim człowiekiem to wielkie moje hobby. Uwielbiam chodzić do kina, do teatru, słuchać dobrej muzyki. A poza tym jestem typem zbieracza - zbieram wszystko co się da!(śmiech)
Na przykład?
Na przykład ceramikę. Lubię pięknie zaaranżowany stół. Naczynia przywożę z każdej podróży: talerze, filiżanki, kubki. Poza tym mam przyjaciół pracujących na Wydziale Ceramiki i Szkła ASP we Wrocławiu Jeżdżę tam na kiermasze prac studentów i kupuję fantastyczne, niepowtarzalne rzeczy. Kiedyś, gdy będę miała więcej czasu, może sama zacznę coś wyrabiać. Zresztą bawiłam się już w to w dzieciństwie. Na przykład, gdy mieszkałam w Dusznikach Zdroju, zbierałyśmy z koleżankami kawałki piaskowca – który jest bardzo miękki – i pocierając o murek rzeźbiłyśmy z niego malutkie, płaskie jak moneta seduszka, kwiatuszki, koniczynki czterolistne. A potem malowałyśmy to farbkami. Przechowuję je do dziś…

Rozmawiała Małgorzata Karnaszewska
.
.
c.d w następnym poście.....

Powiedz coś o sobie!

Łoo to może i ja coś skrobnę xD

Imię: Ania (Anka wszystko byle nie Anna)
Nazwisko: chciałby się wiedzieć, co? xD
Data urodzenia: 10 kwiecień 1991 (dokładnie to pamiętam xD)
Chrzest: też jakoś '91
Bierzmowanie: 31 marca 2007
Kocham: Rodzinę, moich przyjaciół ;*, wkurzać siorkę, śmiać się.
Nienawidzę: Szpinaku, lekkiej atletyki, pustych lasek i facetów, pooooora xD, rzodkiewki, kalarepy, gdy w kulminacyjnym momencie net mi siada i ogólnie tego jest trochę xD
Obsesja: słuchanie muzyki! wychodzenie z psem i Maćkiem oraz Ciśkiem na spacer xD bawienie się włosami, wystukiwanie rytmów piosenek na lekcjach, śpiewanie Kelly Clarkson z Adą ;*
Fakty z dzieciństwa: spadłam z przyczepy z sianem ( 7lat?), wjechałabym traktorem do jeziora (10lat?), prawie utopienie się na regatach (ale wygrałam je! ha! xD), bójka z kolegą (6 kl. podstawówki), wysadzenie kibelka w powietrze xD i wiele, wiele innych xD
Ulubiona aktorka: Hally Berry
Ulubiony aktor: H Jackman, Cezary Pazura, Tomasz Kot
Ulubiona piosenkarka: Beyonce
Ulubiony piosenkarz: ... Dżastin? <lol2>
Ulubiony sport w TV: sumo! (ot co!), pływanie, siatka ^^
Sport czynny: Żeglarstwo <3, siatkówka, koszykówka, jazda konna, granie na nerwach xD
Ulubiony kolor: czarny, biały, czerwony
Historia miłości:
->Michał xD (syn przyjaciółki mamy xD)
-> Bartek (kolega z klasy xD śmiech na sali)
-> długo, długo nic... xD
-> Dżej xD
-> Izzydor xD
-> Kadziewicz <lol2>
Miejsce egzytowania: Kraków
Kolor oczu: pierwotnie piwne teraz z czymś zielonym xD
Kolor włosów: Kiedyś ciemny (bardzo) blond, potem coś a'la brąz teraz ciemny blond z pasemkami xD
Wzrost: 175 cm
Waga: ciągle spada xD
Ulubiony przedmiot: ... xD
W przyszłości zostanę: Dobre pytanie xD
Ukochany kraj: POLSKA!
Ukochane miejsce: Kraków
Gdybym mogła cofnąć czas: nie pojechałabym na zawody, nie doznałabym kontuzji, mogłabym dalej pływać
Umiejętności: szybko łapię matme xD, jazda konna, żeglarstwo i te inne sportowe rzeczy xD
Motto: Co masz zrobić dziś, zrób pojutrze, będziesz miał 2 dni wolnego xD a tak na serio to: Przyszłość zaczyna się dzisiaj, nie jutro. Żyj każdym dniem jakby miał być Twoim ostatnim.
Poświęciłabym życie dla: wszystkich których kocham ;*
Marzenie: Oj dużo tego xD Skończyć liceum, studia, wyjechać na 3 lata z Polski i mieć kochającą rodzinę xD (to takie podstawowe xD)
Opinia rodziców o mnie: To są nasze geny? Bije Ci? xD
Opinia rodziców o US5: Tata: Ta 'Mama' jest świetna! Mamuśka: jej to rybka xD
Pierwsza fanka którą poznałam: nie pamiętam... Abi? Coarse? xD
Pierwsze opowiadanie: a jakieś romansidło siorki xD
Słucham, oprócz US5: Nevada Tan, Evanescence, Panic!At the Disco, Beyonce (Destiny's Child), Blue, LXB, Dżastina (tam trochę xD), TIMBALAND! xD
Jestem: miła ale potrafię być wredna, koleżeska, punktualna, zabawna, chora psychicznie, u mnie nie liczy się pierwsze wrażenie, zwariowana, wygadana, mam ADHD xD, umiem 'odszczekać' (nawet nauczycielą xD) tak, żeby komuś kopara opadła, a przede wszystkim jestem... SKROMNA <lol2>
Gdybym mogła to: nie zmieniłabym nic, no może prócz paru nieistotnych szczegółów.

Coś co mówie wszystkim: Jak Ci się coś we mnie nie podoba to powiedz, nie ściemniaj, a potem spadaj! Jestem jaka jestem i się nie zmienię dla czyjejś sadysfakcji xD
dziękuję za uwagę xD

Oblicza Kina. Leszno 2005

Program prezentacji filmowych i edukacyjnych pt.: "Oblicza kina. Leszno 2005" został przygotowany przez Fundację „Ad Arte” przy współpracy z grupą specjalistów mających wysokie kompetencje w dziedzinie kultury filmowej.

Cykle wykładów, seminariów warsztatowych, spotkań z twórcami i projekcje zostały przygotowane z myślą o tych, których interesuje rozbudzanie wrażliwości estetycznej i wyobraźni, rozwijanie umiejętności wartościowania dzieł sztuki filmowej oraz poznanie historii kina. Uczestnicy programu będą mieli możliwość przyswojenia sobie tajników produkcji filmowej - stworzenia podstaw do rozwoju własnych umiejętności realizatorskich.

Przedstawione zostaną zarówno dzieła klasyczne jak i wartościowy repertuar współczesny. Program będzie uzupełniony o projekcje filmów dokumentalnych, etiud studentów szkół filmowych oraz kina offowego m.in. w ramach projektu Cinemaoff.

Miejscem prezentacji będą: Kino „Panorama”, DKF „Odlot” przy Centrum Kultury i Sztuki w Lesznie, Galeria MBWA w Lesznie oraz II Liceum Ogólnokształcące w Lesznie.

Fudacja Edukacji Kulturalnej „Ad Arte” zaprasza na marcowe spotkania w ramach programu: „Oblicza Kina. Leszno 2005”:

2.03.2005 godz. 12.00 II LO w Lesznie ul. Prusa 33
Wykład prof. dr hab. Małgorzaty Hendrykowskiej
„Media w kulturze polskiej na przełomie XIX i XX wieku.”
Pierwszy z cyklu trzech wykładów poświęconych zagadnieniom historii mediów.
Wykład dla uczniów II LO.

4.03.2005 godz. 18.00 Galeria MBWA ul. Leszczyńskich 5
W cyklu Cinema OFF - Nominacje do OFFskarów
m.in. „Intelekt kollapse", reż. Jacek Katarzyński, Krzysztof Gawałkiewicz, "Cyrano" reż. Filip Marczewski,
"Po cud" reż. Jarosław Sztander.
Pierwszy w Lesznie pokaz w ramach zainicjowanego przez Magazyn Filmowy CINEMA i Internetowy Serwis Filmowy FILMFORUM.PL projektu Cinema OFF. W ramach pierwszego spotkania odbędą się projekcje filmów nominowanych do OFFskarów 2005 – nagród przyznawanych dla najciekawszych produkcji polskiego kina niezależnego.
Projekcje w ramach cyklu Cinema OFF, będą odbywały się raz w miesiącu, a wstęp na nie będzie wolny.

11.03.2005 godz. 18.00 CKiS ul. Narutowicza 69
"Generacja C.K.O.D." (Polska, 2004r., 55 min.) reż. Piotr Szczepański
To obserwacja dwóch lat z życia zespołu Cool Kids of Death. Lecz to nie tylko film o muzyce, to także próba opowiedzenia o mechanizmach rządzących mediami i popkulturą, o kreacji wizerunku scenicznego, o tym jak ten wizerunek zaczyna żyć własnym życiem. Film został nagrodzony Złotym Lajkonikiem na 44 Krakowskim Festiwalu Filmowym. Film zostanie zaprezentowany w ramach spotkań w DKF „Odlot” przy CKiS.
Po filmie przewidziane jest spotkanie z autorem.

Więcej informacji:
www.obliczakina.adarte.pl

wakacje z Wolontariatem - Skrzydlów, Adamów, Huby

29 lipca 2007 roku w leniwe niedzielne popołudnie w środku wakacji snuliśmy z Pawłem w Bochni plany dotyczące Jego urlopu, który zaczynał się za tydzień. Planowaliśmy wspólny wyjazd w góry, potem na wieś... Nagle dostałam sms od Ojca "wejdź na GG"... i 3 lipca w piątek wieczorem Paweł zaczął swój urlop w busie do Skrzydlowa ze mną a także Ojcem Stanisławem, Maćkiem, Przemkiem, Krzyśkiem, Marcinem i Bartkiem.
Padre poprosił mnie żebym umieściła na forum wiadomość, że potrzebujemy ludzi do akcji pod Częstochową. Zdecydowaliśmy w tym momencie z Pawłem, że jedziemy.
Na miejscu okazało się, że będziemy spać w sali gimnastycznej przy Zespole Szkół w Skrzydlowie. Dostaliśmy do dyspozycji prysznice z zimną wodą, czajnik elektryczny i łóżka polowe do spania.
W sobotę rano Padre rozwiózł nas po gospodarstwach i rozpoczęliśmy nasze pomaganie. Marcinek i Krzysiek zostali u pani Zosi na ul. Żabiej. Pozostali pojechali na Bocianią. Przemek i Maciek ulokowali się u pani Marii na stryszku, z którego wyrzucali gruz. Bartek poszedł do pani Cecylii i Czarka. Paweł i ja u gospodarzy naprzeciwko przez pół dnia zbieraliśmy azbest z podwórka a po obiedzie wyciągaliśmy azbest i dachówki z pszenicy i siana na strychu budynku gospodarczego.
Tego dnia byliśmy nękani przez media - przyjechali dziennikarze z Gazety Krakowskiej i Telewizji Katowice. Wieczorem Padre i Bartek wrócili do Krakowa a myśmy mieli pierwsze spotkanie z zimną wodą
Niedziela była wolna. W poniedziałek od rana rozjechaliśmy się po wsiach. Niestety prawda była taka, że w większości gospodarstw nie było już pracy dla wolontariuszy - ludzie potrzebowali fachowców do odbudowania domów. We wtorek wyczesywaliśmy dachówki z ogródków, zbieraliśmy drewno i gruz z podwórek. Po południu przyjechał Padre z panem Adamem (to jedyny człowiek, który odpowiedział na nasze ogłoszenie w Gazecie Krakowskiej, że potrzebujemy wolontariuszy) i z piłami spalinowymi do cięcia drewna. Od tego dnia do końca naszego pobytu tam, pracowaliśmy przy cięciu drewna, układaniu go i porządkowaniu terenu po połamanych drzewach.
Było ciężko. Tylko Marcin i ja pochodzimy ze wsi więc mieliśmy wcześniej jakieś doświadczenia z taką pracą fizyczną. Ale urzędnik, nauczyciel, emerytowany górnik, student i uczeń pierwszej liceum też świetnie dawali sobie radę. Każdego dnia byliśmy bardzo zmęczeni pracą w wysokiej temperaturze i pełnym słońcu. Byliśmy podrapani, posiniaczeni, niektórzy mieli odciski na dłoniach od siekiery, innych bolały ręce od trzymania piły przez kilka godzin... Ale dla mnie dolegliwości fizyczne były niczym w porównaniu z szokiem po tym co zobaczyłam i usłyszałam.
Widziałam zmieciony kawał lasu, drzewa połamane jak zapałki. Widziałam domy bez dachówek, bez dachów albo tylko miejsca gdzie był dom bo zrujnował go przelatujący akurat kombajn. Widziałam miejsca gdzie stała stodoła albo kupę drewna na podjeździe do domu po bardzo wielu drzewach. Pani Maria schowała się pod traktorem kiedy belka z jej dachu rujnowała dom sąsiadowi. Czarek wyszedł przed dom i stwierdził że stodoła zniknęła. Pani Zosia biegła by zamknąć wrota od swojej stodoły a po kilku minutach nie było już czego zamykać. Pięć minut zmieniło spokojny wiejski krajobraz w pobojowisko, totalny bałagan...
My tylko odrobinę pomogliśmy go uporządkować i to tylko kilku gospodarzom.

PS. Za wsparcie psychiczne w tych dniach dziękuję serdecznie Natalii.

Aleja Gwiazd Sportu. Cetniewo.

IDZI (NOWAK) DOROTA STANISŁAWA



nauczycielka wf, pięcioboistka, multimedalistka mistrzostw świata (24) i Europy (12), jedna z najwspanialszych zawodniczek polskiego sportu, olimpijka z Sydney (2000).

Urodzona 8 maja 1966 w Ścinawce Średniej koło Nowej Rudy, woj. wałbrzyskie w wielodzietnej (cztery siostry, trzech braci) rodzinie Józefa Nowaka i Aleksandry Mandeckiej, absolwentka Liceum Ogólnokształcącego w Zielonej Górze (1985) i poznańskiej AWF - 1998, studia trenerskie (ukończyła także szkołę kosmetyczną i Studium Public Relations w UW). Najpierw pływaczka (171 cm, 56 kg) Szkoły Mistrzostwa Sportowego w Krakowie (1976-1985), później pięcioboistka Lumelu Drzonków (1984-1988) i Legii Warszawa (1988-2001). Jej kariera sportowa (zaczynała jako 10-letnia dziewczynka od pływania) trwała 25 lat, w tym 17 lat startów w pięcioboju. Ktoś powiedział, że urodziła się dla sportu (ambitna, waleczna, pracowita), spod znaku byka (uparta, konsekwentna w działaniu, systematyczna) i do tego świadoma celu i obdarzona umiejętnością wygrywania w najtrudniejszych nawet warunkach. A że spotkała na swojej drodze także oddanych i świetnych szkoleniowców (Zbigniew Kuciewicz, Józef Rutkowski, Stanisław Pytel, Jan Żółkiewski), wyrosła na czołową (jeśli nie pierwszą) damę światowego pięcioboju (1985-2000). Najlepsza z grona naszych znakomitych zawodniczek (Anna Bajan, Barbara Kotowska, Iwona Kowalewska, Anna Sulima) wyprzedziła w klasyfikacji medalowej mistrzostw świata (24 medale, 15-3-6) zarówno Irinę Kisielewą (ZSRR), Evę Fjellerup (Dania) jak i Włoszkę Federicę Foghetti, które zdobyły na MŚ po 7 medali. 5-krotna mistrzyni Polski (1988, 1989, 1993, 1995, 2000), zdobyła także podczas MP - 3 srebrne i 5 brązowych medali, wywalczyła na MŚ: 1985 Montreal - 1 m. (druż.), 1987 Bensheim - 3 m. (druż.), 1988 Warszawa - 1 m. (ind. i druż.), 1989 Wiener Neustadt - 1 m. (druż.), 1990 Linköping - 1 m. (druż.), 3 m. (ind.), 1991 Sydney - 1 m. (druż. i sztafeta), 1992 Budapeszt - 3 m. (ind.), 1 m. (druż. i sztafeta), 1993 Darmstadt - 3 m. (ind.), 1994 Sheffield - 1 m. (sztafeta), 2 m. (druż.), 1995 Bazylea - 1 m. (druż. i sztafeta), 1996 Rzym - 1 m. (sztafeta), 2 m. (ind.), 3 m. (druż.), 1998 Meksyk - 1 m. (druż. i sztafeta), 2000 Pesaro - 1 m. (druż.); na ME: 1989 Modena - 1 m. (ind. druż., sztafeta), 1991 Sofia - 2 m. (ind.), 3 m. (druż.), 4 m. (sztafeta), 1993 Györ - 1 m. (sztafeta), 1995 Berlin - 1 m. (druż.), 2 m. (ind. i sztafeta), 1998 Warszawa - 2 m. (druż.), 1999 Tampere - 1 m. (sztafeta) i 3 m. (druż.). Miejsca w Pucharze Świata: 1990 (3), 1991 (3), 1992 (1), 1994 (2), 1995 (3), 1999 (1). Ze swojego dotychczasowego życiorysu znakomita pięcioboistka wyróżnia szczególnie 3 daty: 7 sierpnia 1988 (zdobycie w Warszawie tytułu mistrzyni świata), 15 sierpnia 1997 (urodzenie syna Piotra, po czym powróciła do sportu) i 13 września 2000 (ślubowanie olimpijskie). W wielu wywiadach podkreślała, że sport spełnił jej marzenia, ukształtował charakter, nauczył wygrywać, ale także przegrywać. - W sporcie nie odniosłam też żadnej kontuzji- powiedziała kiedyś. - Mam wspaniałego syna i rodzinę. Jestem spełnioną kobietą, sportsmenką i matką. Szkoda jedynie, że pięciobój pań został tak późno wprowadzony do programu IO (2000 Sydney), kiedy nasza najlepsza zawodniczka kończyła długą, pełną medali karierę sportową i nie mogła już nawiązać równorzędnej walki z najlepszymi rywalkami. Odznaczona m. in. Złotym Krzyżem Zasługi i Krzyżem Kawalerskim OOP, mężatka (Jarosław, także pięcioboista, jest dziennikarzem sportowym Programu I PR), mieszka i pracuje w Warszawie (jako specjalistka od public relations).

Bibl.: Magazyn Olimpijski, 2000, nr 8-9, s. 80, nr 10-11, s. 123; Kronika 2000, s. 129, 236; Kronika Sportu, s. 960; Pięciobój nowoczesny, wyd. okolicz., s. 8, 10, 16; Krzemiński G., Pazerna na sukces, "PS" 2001, nr 82 (zakończenie kariery); Wywiad środowiskowy (ankieta).
*2000 Sydney: pięciobój now. ind. - 16 m. na 24 start. z wynikiem 4721 pkt. (zw. S. Cook W. Brytania - 5310 pkt.). Polka zajęła 20 m. w strzelaniu, 7-8 m. w szermierce, 8 m. w pływaniu, 15 m. w jeździe konnej i 18 m. w biegu na przełaj.

Źródła tematu:
http://www.olimpijski.pl/294_501.html
http://pl.wikipedia.org/wiki/Dorota_Idzi
Aleja Gwiazd Władysławowo

Opisy i zdjęcia sportowców, trenerów pochodzą z Zasobów Polskiego Portalu Olimpiskiego PKOL i z Wolnej Encyklopedii Wikipedia.

Łódzki Uniwersytet Dziecięcy

Przed komunią, a z indeksem

Grzegorz Blachowski
2008-01-08, ostatnia aktualizacja 2008-01-08 19:00

Siedmiolatek słuchaczem wykładu profesora fizyki w jednym z najlepiej wyposażonych laboratoriów w kraju? To nie sen! W Łodzi od marca będziemy mieli szkołę wyższą dla dzieci.
Łódzki Uniwersytet Dziecięcy otwiera Politechnika Łódzka. - Mamy już swój Uniwersytet Trzeciego Wieku dla najstarszych, liceum dla młodzieży, brakowało nam czegoś dla najmłodszych - mówi prof. Jan Krysiński, rektor PŁ.

Łódź jest kolejnym miastem po Krakowie i Warszawie, gdzie uczelnia otworzy swoje drzwi dla dzieci. Pomysł narodził się w Niemczech, gdzie od 2002 roku przy szkołach wyższych i instytucjach naukowych otwarto ponad 70 takich szkółek. Dzieci uczą tam pracownicy naukowi w laboratoriach i salach wykładowych. Każdy mały student ma indeks i dostaje zaliczenia. Po zajęciach do indeksu wstawia się pieczątkę potwierdzającą udział w lekcji. A ta trwa jak w tradycyjnej szkole - 45 minut. - U nas będzie tak samo. Ale sprawdzianów nie przewidujemy. Nasz uniwersytet to bardziej zabawa w nauczanie niż prawdziwa nauka - zapewnia Anna Janicka, pełnomocnik rektora ds. ŁUD.

Pierwsza łódzka uczelnia dla dzieci będzie działać co dwa tygodnie. - Zaczynamy od marca i w pierwszym semestrze przewidujemy pięć wykładów. Ich tematy będą przystosowane do wieku studentów, na przykład "Dr. Jekyll i Mr. Hyde - dwa oblicza chemii" albo "Harry Potter, magia czy fizyka?" - zdradza Janicka.

Ale mały student to wcale nie mały problem dla wykładowcy. Rektor Krysiński: - Proszę mi uwierzyć, że nasi pracownicy już się przygotowują do tych zajęć. Muszą się dostosować, bo grupa takich studentów będzie pewnie niezwykle wymagająca. Trzeba się postarać, żeby nagle nie wyszli znudzeni z wykładu - śmieje się.

Politechnika dla swoich małych studentów przygotowała także specjalny system bezpiecznego wchodzenia i wychodzenia z uczelni. Będą w tym pomagać wolontariusze.

Studentem ŁUD może zostać każdy uczeń w wieku od 7 do 12 lat. Na wszystkich chętnych czeka trzysta wolnych miejsc. Każdy uczestnik za semestr musi zapłacić 30 zł. Dla tych, którym nie uda się zapisać, czeka inna możliwość. - Będziemy na żywo transmitować wykłady na stronie internetowej. A dla rodziców czekających na pociechy przygotowany będzie pokój z telewizorem, w którym można podglądać, jak radzą sobie mali studenci - mówią pomysłodawcy ŁUD.

W sieci działa już specjalna strona (www.lud.p.lodz.pl), na której można znaleźć wykaz wykładów, a także kilka ciekawostek dla przyszłych małych żaków. I tak dostępny jest już m.in. leksykon studencki. Według niego rektor to "szef uczelni", indeks to po prostu "dzienniczek", a "pukanie pięściami w ławki" to forma podziękowania za wykład, popularna w innych europejskich uniwersytetach dla dzieci.

Jak dostać się do ŁUD?

Rekrutacja zaczyna się 4 lutego 2008 r. Nie będzie żadnych egzaminów wstępnych ani testów kompetencji. Liczy się kolejność zgłoszeń. Rodzice małych kandydatów na studia mogą zgłaszać się przez internet (www.lud.p.lodz.pl), telefonicznie (042 631 28 09, w godz. 10-13) lub osobiście (Biblioteka PŁ, ul. Wólczańska 223, IV p., pokój 417 - w godz. 10-13).

Źródło: Gazeta Wyborcza Łódź

Krwiodawstwo

Dla tych którzy nie moga oddać krwi na miejscu, a chcą zostać bohaterem bez wysiłku (bo krew ratuje życie), mogą w ten weekend oddać krew w Pasażu Grunwaldzkim we Wrocławiu.
Cytat:Oddaj krew podczas zakupów.Jeśli chcesz oddać krew, ale nie po drodze ci do stacji krwiodawstwa przy ul. Czerwonego Krzyża, przyjdź w sobotę lub niedzielę do Pasażu Grunwaldzkiego
W sobotę i niedzielę w godz. 12-16 w Pasażu Grunwaldzkim działać będą stanowiska do oddawania krwi.

- Każda krew, bez względu na jej grupę, jest dla nas cenna - mówi dr Małgorzata Szymczyk-Nużka z Regionalnego Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa we Wrocławiu. - Latem nasi krwiodawcy wyjeżdżają na urlopy i nie po drodze im do stacji krwiodawstwa. Dlatego my wychodzimy do nich.

Krew może oddać każda zdrowa osoba w wieku 18-65 lat, która waży co najmniej 50 kg i jest zdrowa. W ciągu ostatniego półrocza nie robiła sobie tatuażu ani piercingu, a przez ostatni rok nie odwiedzała Afryki Środkowej, Zachodniej i Tajlandii (obszary najczęstszego występowania HIV). Przeziębienie i zażywanie aspiryny też wyklucza z grona dawców, ale tylko na dwa tygodnie.

W dniu oddania krwi należy zjeść lekkie śniadanie, jeść dużo owoców i pić wodę mineralną.

Każdy krwiodawca musi mieć przy sobie dowód tożsamości ze zdjęciem - dzięki temu możliwa jest rejestracja. Potem wypełnia się ankietę dotyczącą naszego stanu zdrowia. Wstępne badanie krwi pozwoli sprawdzić, czy nadajemy się na dawców. Potwierdzi to lekarz podczas pobieżnego badania.

Samo pobranie krwi trwa zaledwie dziesięć minut. I nie boli (poza samym momentem wkłucia, ale pielęgniarki centrum to mistrzynie igły).

W poczekalni Regionalnego Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa ostatnio wszystkie krzesła są zajęte.

- Dziennie przez naszą stację przewija się 100-150 osób - mówi Monika Chaszczewska-Markowska z RCKiK - ludzie przychodzą, bo o zapotrzebowaniu na krew dowiedzieli się z mediów.

- Pierwszy raz przyszłam po tym, jak przeczytałam w "Gazecie" historię krakowskiego lekarza, który oddał własną krew, by móc operować małego pacjenta - opowiada Elektra Charlambidu. - Pomyślałam, że skoro on mógł, to dlaczego nie ja?

Większość krwiodawców w poczekalni to jednak mężczyźni. Przeważnie młodzi - wg Moniki Chaszczewskiej-Markowskiej aż 70 proc. dawców krwi nie ma więcej niż 35 lat.

- Jestem tutaj dziewiąty raz - opowiada Michał Maluga. - Oddawanie krwi to jedyne bohaterstwo, które nie wymaga wielkiego wysiłku. Można pomóc komuś zupełnie za darmo. Poza tym każdy z nas może kiedyś tej krwi potrzebować, tak jak moja mama. Chcę się też jakoś odwdzięczyć tym, którzy wtedy oddali jej krew.

- Gdy byłem w liceum, przyjechał do nas pan z centrum krwiodawstwa - wspomina Michał - i pokazał nam igły, dzięki którym pobiera się krew. Pomyślałem wtedy, że nigdy, przenigdy nie dam sobie wbić takiej rury w rękę.

Zmienił jednak zdanie. Dlaczego? Nie wie.

Każdy krwiodawca ma problemy z odpowiedzią na to pytanie.

- Gdy widzę, jak moja krew spływa plastikową rurką, wiem, że robię coś dobrego - przyznaje Łucja Bilska (dziewiąty raz oddaje krew).

Honorowy krwiodawca ma prawo do wolnego dnia w pracy, dostaje dziewięć czekolad (choć niektórzy skarżą się, że i to za mało) i zwrot za bilety (wrocławianie dostają dwa bilety MPK). Do tego za darmo wyniki badań. Po oddaniu 5 litrów krwi (kobiety) lub 6 (mężczyźni) krwiodawca za darmo jeździ po Wrocławiu autobusami i tramwajami.
Źródło: gazeta.pl



W Oleśnicy też przydałyby się takie weekendowe akcje, bo niestety nie widomo kiedy, pozatym w tygodniu nie wszystkim pasuje i nie wszystkim się chce, a o tym jak ważna jest krew nie trzeba chyba nikomu przypominać.

Nie jest tak źle.

Temat ku pokrzepieniu serc, co najważniejsze - szczery.
Bardzo często ,także na łamach tego forum wiele osób biadoli jak to nasze Stare Miasto* jest zaniedbane, zniszczone i takie tam...
Być może przewrotnie powiem , ale nie mamy nad czym narzekać.
Na czym opieram te swoje tezy?
Mianowicie po prostu porównuje miasta o których mówi się że są naszpikowane zabytkami. Oczywiście nie biorę pod uwagę tu miast wojewódzkich ,poniewaz tam nawet w ochydnym Rzeszowie można zrobic całkiem ładne Stare Miasto przy odpowiednich funduszach.
W trzeciej klasie liceum ( kurde,jak to dawno ) byłem na wycieczce w Zamościu. Tyle sie człowiek oczytał o tym mieście , jakie to piękne , miasto idealnie zaprojektowane; na dodatek na liście UNESCO ,więc zapewne i stan tych "cudów" będzie niemal taki, jak w Krakowie.
I co się okazuje na miejscu??
- Wielki zawód. Miasto wymarłe, rynek bardzo duzy,ale jego poszycie wyłożone jest .........zwykłą cegłą.
Stan renesansowych kamienic jest delikatnie mówiąc daleki od ideału.

Kolejny przykład:
Ostatnio miałem dzień wolnego więc wybrałem się na wycieczkę do nieodległego Wrocławiowi Brzegu.
Na zachodzie,pewnie ludzie tam bogate i o swoje potrafią zadbać - możnaby pomyśleć.
Też na stonach internetowych oczytałem się o Brzegu ze miasto niemal cudowne; zamek Piastów Śląskich ,nazywany śląskim wawelem , przepiękny rynek , kościół farny i tak mozna do rana .
Przyjeżdżam pociągiem do Brzegu , wysiadam ; drogowskazy pokazują jak należy dojść na rynek starego miasta.
Idę wiec zgodnie z drogowskazem.
Po jakimś 15 - minutowym spacerze drogowskazy z napisem "rynek" giną.
Stoje sobie na jakimś placyku z trzech otoczonym blokami z wielkiej płyty , z czwatrej strony ze dwe kamieniczki, które ostatnio to chyba były remontowane "za niemca".
Po obejściu tego tworu ku mojemu zdumieniu okazuje się zę jestem na rynku!
Na środku tego 'rynku" stoi budynek pzrypominający trochę hmmm. właściwie to do d.py on nie był podobny-:).
I otóż co się okazuje - mam przed sobą piękny renesansowy ratusz; mało tego są jeszcze sukiennice.
Nie tylko śląski wawel ,ale również śląskie sukiennice .
No dobrze , dośc znęcania , idę w kierunku Zamku.
I tu ku mojemu zaskoczeniu ukazuje się jedyny odrestaurowany obiekt w mieście - portal nad wejściem na dziedzinec zamkowy.
I żeby tak całkiem juz sie nie pastwić nad tym biednym (A może i bogatym) Brzegiem muszę oddać sprawiedliwość,że zamek mógł robić wrażenie. Mogł ,ale nie robi z jedego zasadniczego powodu - oprócz wcześniej wsponmianego portalu wejściowego nic nie jest tam wyremontowane.
Budynek Collegium Gostomianum sprzed dziesięciu lat przy tym to wyglądałby jak nowy .
I z dość dużym niesmakiem wędruje dalej po Brzegu w poszukiwaniu dalszych " zabytków" , niestety powoli a nawet bardziej niż powoli zaczynają wyłaniać się blokowiska.
"Katedry raczej tam nie znajdę" - myśle sobie w duchu i z dość dużą satysfakcją wracam na dworzec.

Za kolejny przykład może posłużyć najstarsze lokowane miasto w Polsce , również niedoległe od Wrocławia - Środa Śląska.
Nie chce się już jednak pastwić nad mieszkańcami tego miasta i nad jego wyglądem ,zakończe swój wywód.

Czas na konkluzję:
Porównując miasta(do 100 tys mieszkańców) o dość dużej renomie z racji rzekomego nagromadzenia zabytków ŻADNE nie dorównywało Sandomierzowi.
Wiele w swoim życiu miast w Polsce widziałem , mogę powiedzieć ,ze południową Polskę mam "w paluszku" i mogę śmiało bronić swych tez.

Nie popadajmy wiec w jakiś defetyzm,że miasto nasze jest jednym z wielu.
Oczywiście , nie możemy równać się z metropoliami typu Kraków,ale i dla nas jest miejsce na mapie turystycznych perełek Polski.

*Małe wyjaśnienie: piszmy i mówmy zawsze "Stare Miasto" a nie starówka,powodów ku temu jest bardzo wiele....

"Gdzie się pchasz na tym wózku?!"

Nie jestem niepełnosprawną maskotką
http://praca.gazeta.pl/gazetapraca/1,74785,4834064.html

Marta Sikorska

Od piątku moja "kulawość" stała się atutem. Ale problem niedostępnych dla nas szkół nie zniknął, gdy świat ulitował się nad Martą.

Szok, niedowierzanie, radość. W piątek ukazał się artykuł "Gdzie się pchasz na tym wózku" i moje życie stanęło na głowie. Razem z reporterką "Gazety" Bożeną Aksamit szukałam pracy polonisty w warszawskich gimnazjach i liceach. Wszędzie bariery architektoniczne, prawie wszędzie mentalne - jeszcze trudniejsze do pokonania.

Znam to od lat, wiem, że niepełnosprawność jest w Polsce nie do przeskoczenia. Nie zaskoczyły mnie zdawkowe rozmowy, fałszywa życzliwość. Wielu dyrektorów rozmawiało nie ZE MNĄ, lecz O MNIE z reporterką, która przedstawiała się tylko jako mój pomocnik, osoba towarzysząca.

Zaskoczyło mnie raczej, że w dwóch szkołach - liceum im. Chrobrego i na Bednarskiej - rozmawiali, jakby naprawdę chcieli mnie zatrudnić. Tylko po co pan dyrektor Bednarskiej powiedział w TVN, że to była tylko prowokacja "Gazety"? To nie była prowokacja, to moje życie.

Gdy artykuł się ukazał, znalazłam się nagle w centrum uwagi. W Krakowie na Gołębiej, gdzie mam zajęcia na studiach doktoranckich, w kawiarni, na warszawskim dworcu, wszędzie gratulowali i trzymali kciuki. W internecie pisali też ci, którzy mają podobne problemy, że popierają walkę, żeby nas traktować normalnie. Dzwonili dziennikarze.

Odezwali się też pracodawcy gotowi mnie zatrudnić. Dzwoniły szkoły, biura, firmy prywatne i placówki gminne, a pan Chlebowski z klubu Platformy Obywatelskiej niepokoił się, czy jeszcze jestem do wzięcia. Jestem wzruszona, ogromnie wszystkim dziękuję; takie reakcje przywracają wiarę w ludzi i w świat.

Ale wiem też, że zostałam pewnego rodzaju maskotką społeczną, sensacją dnia. Moja "kulawość" stała się atutem, a nie ograniczeniem.

Ktoś by pomyślał, że cel został osiągnięty. Znaleźli się pracodawcy, którym nie przeszkadza, że jestem niepełnosprawna. Ale to tylko część prawdy.

Na dworcu w Warszawie zagadnęła mnie, jak się okazało, nauczycielka i z życzliwością tłumaczyła, żebym sobie dała spokój. Że to nie jest zawód dla mnie. Bo jak, będąc na wózku, zapanuję nad trzydziestoma osobami? A jak będą sobie ze mnie drwić? I czy zdaję sobie sprawę, że rodzice nie będą zachwyceni, że ich dzieci uczy ktoś taki?

Świat znowu stał się czarno-biały: niesprawni - sprawni, nienormalni - normalni. Jakbyśmy nie rozumieli, że nauczyciel na wózku może nauczyć nie tylko przedmiotu, ale i tolerancji.

Prawdziwy problem, o którym traktuje artykuł Bożeny Aksamit, to BRAK MIEJSCA DLA NIEPEŁNOSPRAWNYCH W SZKOLE. Nie zniknął, gdy świat ulitował się nad Martą.

Przypomina mi się pewien nauczyciel angielskiego w Grenoble - mieście życzliwości i tolerancji - gdzie byłam na stypendium naukowym. Ten mężczyzna jest w stanie tylko poruszać joystickiem przy wózku. Pracuje oczywiście w szkole przystosowanej, ale czy ktoś wyobraża sobie takiego nauczyciela w szkole integracyjnej w Polsce? Ile razy w takich szkołach słyszałam, że mnie nie zatrudnią, bo nie jestem w stanie wziąć odpowiedzialności i że dzieci byłyby zdołowane, widząc, że uczy je nauczyciel na wózku. A przecież to raczej dodałoby otuchy uczniom niepełnosprawnym, bo byłabym dowodem, że można żyć normalnie.

Jak dyrektor może zatrudnić osobę niepełnosprawną, gdy szkoła jest niedostosowana? Stanisław Pietras - dyrektor LO nr 5 w Krakowie, który z otwartymi rękami przyjął mnie kiedyś na praktyki - powiedział mi: Nie ma problemu, będą mnie wnosić albo zmienią salę. Jak mamy pisać na tablicy? Przenosić pomoce naukowe? To są wszystko problemy do rozwiązania.

Jeśli jednak nie ma dla nas miejsca w szkolnictwie, powiedzmy to otwarcie przede wszystkim kandydatom niepełnosprawnym na studiach pedagogicznych, gdzie jest nas mnóstwo. Po co mamy się uczyć, skoro nie wolno nam uczyć innych?

Źródło: Gazeta Wyborcza

III Konferencja ADHD w Tarnowie-29.09.2006 r.

III Konferencja ADHD – Tarnów, 29 września 2006 r.

Przeciwdziałanie objawom adhd (nadpobudliwości psychoruchowej z deficytem uwagi) poprzez zastosowanie uzupełniających metod postępowania.
Niniejsza konferencja jest częścią Ogólnopolskiej Kampanii Społecznej „Zrozumieć Dziecko
z ADHD – II edycja”.

Czas trwania: 9.00 – 16.00
Organizatorzy: Tarnowskie Stowarzyszenie ADHD, Małopolskie Centrum Zdrowia Publicznego w Krakowie, Janssen-Cilag Polska Sp. z o.o.
Prowadzący: Tarnowskie Stowarzyszenie ADHD, Małopolskie Centrum Zdrowia Publicznego w Krakowie,
Miejsce: sala konferencyjna Ochotniczych Hufców Pracy Centrum Kształcenia i Wychowania w Tarnowie, ul. Mościckiego 27, 33 – 100 Tarnów

Program
8.30-9.00 - Rejestracja uczestników

Przywitanie gości i rozpoczęcie konferencji – Monika Orłowska, Wiceprezes TS ADHD, Koordynator Ogólnopolskiej Kampanii Społecznej „Zrozumieć Dziecko z ADHD – II edycja”,
I część (9.15 – 12.45)
1. ADHD – moda czy choroba, czyli co należy wiedzieć o nadpobudliwości w przedszkolu i w szkole oraz regulacje prawne a adhd, w tym problem nauczania indywidualnego dzieci nadpobudliwych psychoruchowo - lek. med. Artur Wiśniewski, Klinika Psychiatrii Wieku Rozwojowego AM w Warszawie, Centrum Psychoterapii Poznawczo-Behawioralnej w Warszawie,
2. Przezwyciężanie zaburzeń emocjonalnych w pracy z dzieckiem nadpobudliwym – lek. med. Maria Kamińska, specjalista z zakresu psychiatrii wieku rozwojowego, psychoterapeuta, starszy asystent w Klinice Psychiatrii Dzieci i Młodzieży Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie,
3. Szkoła przyjazna dzieciom nadpobudliwym – nauczanie w szkole podstawowej na przykładzie doświadczeń własnych – mgr Maria Wojna, Dyrektor Szkoły Podstawowej Nr 12 we Wrocławiu.
II cześć (12.55 – 15.10):
4. Wykorzystanie kinezjologii edukacyjnej w terapii dziecka z adhd – mgr Grażyna Redlisiak, pedagog, terapeuta, kinezjolog, Ośrodek Rekreacji, Terapii i Szkoleń „Amikur” Warszawa.
5. Psychoterapia grupowa – znaczenie terapii w kompleksowej pomocy dzieciom z adhd i ich rodzinom – mgr Agata Orzeł–Żukowska, psycholog, psychoterapeuta, Poradnia Psychologiczno-Pedagogiczna Nr 2 w Krakowie,
6. Arteterapia, dogoterapia i inne metody stosowane w praktyce, jako element przeciwdziałania objawom adhd – mgr Grażyna Tarnowska, mgr Stanisława Kumorek, Pracownia Relaksacyjno-Terapeutyczna, Pałac Młodzieży w Tarnowie,
7. Rola wybranych dyscyplin sportowych (judo, pływanie) w przeciwdziałaniu objawów adhd – mgr Jerzy Szczepanik, Pałac Młodzieży w Tarnowie, mgr Wojciech Krakowski, I Liceum Ogólnokształcące w Tarnowie,
8. Jaką rolę odgrywają kwasy tłuszczowe w zaburzeniach rozwojowych i trudnościach w uczeniu się u dzieci i młodzieży – Katarzyna Marczyk, Firma Qpharma Warszawa.
III część (15.15 – 16.00):
9. Propozycje dla dzieci i rodzin z zespołem nadpobudliwości psychoruchowej w Tarnowie i regionie – prezentacja ofert:
a) Specjalistyczna Poradnia Profilaktyczno-Terapeutyczna w Tarnowie – mgr Jerzy Szczepaniec, Dyrektor Specjalistycznej Poradni Profilaktyczno - Terapeutycznej w Tarnowie,
b) Ośrodek Pomocy Psychologicznej w Brzesku – mgr Elżbieta Pokorny, psycholog kliniczny, terapeuta, założycielka Ośrodka,

10. Zakończenie i podsumowanie konferencji.

Po każdej z części przewidziana jest krótka 5-10 min. przerwa. Wstęp wolny.
Po zakończeniu konferencji wydawane będą Zaświadczenia uczestnictwa w konferencji. W czasie przerw będzie można zakupić publikacje książkowe na temat adhd i tematy pokrewne oferowane przez księgarnie i wydawnictwa książkowe.