Jeden z moich przyjaciół (...) proponował ustanowienie nowego prawa, a
mianowicie, żeby każde małżeństwo zawierane było tylko na pięć lat.
"Jest to - powiadał on - ładna, nieparzysta, święta liczba, a i czas
wystarczający, by sie wzajemnie poznać, wydać na świat kilkoro dzieci,
rozejść się i, co najciekawsze znów sie pojednać. "Jak szczęśliwie
upływać będą pierwsze lata! - wołał zazwyczaj. - Przynajmniej dwa, trzy
lata mina nam radośnie. I wtedy na pewno choć jednemu z małżonków będzie
zależało na tym, by przedłużyć związek, toteż czułość będzie wzrastać,
im bardziej zbliżać się będziemy do momentu rozstania. Obojętni, a nawet
niezadowoleni, dzieki takiemu postawieniu sprawy udobruchają się i dadzą
sie przejednać. Zapomina się na ogół o tym, że czas mija, podobnie jak
się nie myśli o upływających godzinach w dobrym towarzystwie, i człowiek
jest przyjemnie zaskoczony, kiedy później nagle zauważy, że oto
terminjuż upłynął" (...)
Ów przyjaciel miał jeszcze taki pomysł: tylko wtedy małżeństwo należy
uważać za nierozwiązywalne, jeśli obie albo przynajmniej jedna strona
już po raz trzeci była zaślubiona. Taki bowiem człowiek daje w ten
sposób niezaprzeczalny dowód, że uważa małżeństwo za rzecz nieodzowną do
życia. Ponadto ogólnie przecież wiadomo, jak się małżonkowie zachowywali
w poprzednich związkach, czy posiadaja jakieś szczególne cechy, które
często bardziej dają powód do rozejścia niż złe właściwości charakteru.
Trzeba się więc wzajemnie poznawać , trzeba brac pod uwage i
poslubionych, i
wolnych, gdyż nie wiadomo, jak się wypadki potoczyc
mogą.
Johann
czytnika, klawiatury i zajebistej myszki użyczył - self-killer ;-P