My, 1d

A WIEC przyszedl czas na adminke martens!
Mam na imie Marta.
Urodzilam sie szesnascie lat temu w naszej pieknej Bydgoszczy, aby spelnic sie na tym dziwnym swiecie.
Od 1 wrzesnia 2005 roku naleze do spolecznosci 7 Liceum Ogolnoksztalcacego im. Janusza Kusocinskiego, a dokladniej do klasy 1d.

Mam dwoch mlodszych braci - Tomka i Damiana.

W wolnych chwilach podrozuje, nie tylko "palcem po mapie", rysuje i czytam ksiazki. Uwielbiam tworczosc Malgorzaty Musierowicz, Kornela Makuszynskiego, a od niedawna Paula Coelho. Utwory do ktorych czesto wracam to m.in. "Alchemik", "Opium w rosole" i "Panna z mokra glowa".
Nie pogardze dobra muzyka - relasuje sie przy kawalkach Louisa Amstronga i B.B Kinga.
Ze wzgledu na dzisiejsza mode lubie czasami posluchac techno.

Jak kazdy mlody czlowiek lubie chodzic do kina. Moje ulubione filmy to: "Pianista", "Pojutrze" i oczywiscie "Shrek".

Od trzech lat pracuje jako wolontariuszka.
Moja historia z wolontariatem rozpoczela sie w Osrodku dla Dzieci Niewidomych przy ulicy Reja i trwa po dzien dzisiejszy w organizacji "Sila Wolontariuszy Miejskich - Bydgoszcz".

To juz koniec mojej nudnej autoprezentacji
1d do roboty!

 

Mikołaje z tramwaju

Cytat:

Wolontariusze wcielili się w Mikołajów, Śnieżynki i Gwiazdeczki. Przechodniom wręczali słodkości i ręcznie robione kartki z życzeniami.

Taki widok ucieszył nie tylko tych najmłodszych bydgoszczan, większość przechodniów żywo na niego reagowała

Zabytkowy bydgoski tramwaj tym razem zarażał świątecznym nastrojem każdego, kogo mijał na swej trasie. Wystartował z zajezdni przy ulicy Toruńskiej i zanim dotarł do Myślęcinka, stracił sporo na wadze. Sypały się z niego bowiem rozmaite pyszności. - Gdy tylko motorniczy, także przebrany za Mikołaja, widział na swej drodze jakieś dzieci, zatrzymywał pojazd. Wolontariusze częstowali cukierkami, ciasteczkami i owocami. Wręczali też przechodniom kartki z życzeniami, które wcześniej sami przygotowali - zdradza Jolanta Matuszewska, opiekunka Miejskiego Wolontariatu.

Bydgoszczanie żywo reagowali. Robili sobie mnóstwo zdjęć na tle ozdobionego zielonymi gałązkami i girlandami tramwaju.
Reklama

- Musieliśmy zrobić piętnastominutowy postój, by wszyscy chętni mogli wejść do środka. Pomysł tak się spodobał, że myślimy już o sylwestrowym tramwaju - dodaje nasza rozmówczyni.

LINK

świetny pomysł z tym tramwajem ;)

Portfolio z dydaktyki.

opisałam tam: 3 wyjazdy na kolonie jako opiekun <problemy jakie napotkałam i moje rozwiązania>, wolontariat z dziećmi i niepełnosprawnymi <wyjazdy, opieka i szkolenia>, wszystkie organizacje do jakich należałam <flandria> wspierające dzieci, prace w samorządach i Polskiej Federacji Młodzieży, i w Młodzieżowej Radzie Miejskiej, szkolenia z psychologami, dyplomy ukonczenia kursów takich jak Międzynarodowe Prawo Humanitarne w Pigułce+praca po uzyskaniu uprawnień, dalej dodałam praktyki pierwszego roku, i referencje od ludzi którzy mi płacili za zabawy z dziećmi
Dopisałam, ze jestem koordynatorem wolontariatu na Inowrocław i Bydgoszcz, opisałam pracę dla Banku żywności, PCK, udział w programie starszy brat i starsza siostra
do tego opisałam< no dobra skrytykowałam> kilka artykułów z neta...
zabrakło mi wykładów, ale jak widać nie były chyba potrzebne...

a i napisałam wszystko ręcznie bo nie miałam dostepu do kompa, a zabrałam się za to dzień wcześniej
Gdy poprosiłam o zwrot to dr powiedziała, ze za rok :/

1

O godz. 00.00 w niedzielę na koncie WOŚP były 22 mln zł.
Zebrane podczas XIII Finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy pieniądze będą przeznaczone na zakup sprzętu diagnostycznego w neonatologii (leczenie noworodków i wcześniaków) i pediatrii. WOŚP wesprze też ofiary kataklizmu w Azji Południowo-Wschodniej.

Na rzecz WOŚP kwestowało na ulicach miast, w hipermarketach i na przejściach granicznych około 120 tys. wolontariuszy, głównie uczniów szkół gimnazjalnych i średnich. Do akcji włączyli się również politycy, artyści, sportowcy, funkcjonariusze policji, straży miejskiej oraz marynarze.

Punktualnie o godz. 20.00 przed Pałacem Kultury i Nauki wystrzeliło "Światełko do nieba", które uświetniło finał. Kolorowe pokazy sztucznych ogni zabłysły też w wielu innych miastach m.in. na krakowskim Rynku, w Bydgoszczy, Toruniu, Gdańsku, Poznaniu, Ostrołęce i Tychach.

Gdańskie światełko do nieba powędrowało wprost z morza. Zacumowane w gdyńskim porcie statki i okręty rozbłysły mnóstwem świateł pokładowych i rac. Towarzyszył temu pokaz sztucznych ogni. Sygnał do przygotowania się jednostek pływających do posłania światełka do nieba dał okręt muzeum ORP Błyskawica zapalając czerwone światełka tzw. szczytówki.

W Poznaniu pokaz sztucznych ogni rozpoczęły świetlne race wystrzeliwano ze skrzydeł kilkumetrowego anioła zawieszonego na ścianie Zamku.

Na aukcjach WOŚP licytowano m.in. jednodniowe stanowisko szefa łódzkiej policji, czterotonową wieżę ze sprasowanych wraków samochodów, płytę z piosenką wykonywaną przez posła Andrzeja Pęczaka, stroje przeciwatomowe, przegubowy tramwaj, krawat Samoobrony od posłanki tej partii Wandy Łyżwińskiej, rasową mysz i popiersie Włodzimierza Lenina.

...
We Wrocławiu atrakcją XIII finału był pokaz wicemistrza świata w łyżwiarstwie figurowym Francuza Briana Jouberta, który wystąpił przed wrocławska publicznością na lodowisku znajdującym się na Rynku...www.wprost.pl

 

Promocja Bydgoszczy w mediach .

Cytat:Miasto wyda więcej na promocję

Tegoroczny budżet promocyjny Bydgoszczy zwiększy się o 2 mln zł - zdecydowali radni na środowej sesji.
Z tej kwoty 900 tys. zł ratusz wyda na pokrycie wyższych od zaplanowanych kosztów organizacji zakończonych w niedzielę mistrzostw świata juniorów w lekkoatletyce. Pozostała część zostanie przeznaczona na nowe pomysły promocyjne m.in. koncert Fundacji Polsat "Podziel się Posiłkiem" (29 sierpnia), zlot fanów serialu "M jak miłość" (dzień później) oraz projekty marketingowe reklamujące Bydgoszcz w ogólnopolskich stacjach telewizyjnych.

Źródło: Gazeta Wyborcza Bydgoszcz
link : http://miasta.gazeta.pl/b...a_promocje.html



Cytat:Koncert Gwiazd w Polsacie

Polsat w ostatni piątek sierpnia Polsat pokaże Koncert Gwiazd - Podziel się Posiłkiem, który zainauguruje kolejną edycję programu na rzecz walki z niedożywieniem dzieci. Impreza odbędzie się w Bydgoszczy. Początek bezpośredniej relacji o 20:00.

Władze miejskie poinformowały, że na scenie ustawionej na terenie Starego Rynku pojawią się m.in. Bracia, The Jet Set, Golec uOrkiestra, Ewelina Flinta, Natalia Kukulska, Stachursky, Łukasz Zagrobelny oraz Krzysztof Respondek, zwycięzca trzeciej edycji programu Jak Oni śpiewają. Całość poprowadzą znani i lubiani prezenterzy - Krzysztof Ibisz i Maciej Dowbor.

Cel koncertu to przypomnienie o bardzo ważnym problemie, jakim jest niedożywienie dzieci w Polsce. Organizatorzy akcji (Danone, Fundacja Polsat i Banki Żywności) chcą także zachęcić wszystkich do pomagania potrzebującym. W okolicach sceny wolontariusze będą zbierać produkty spożywcze, które trafią do niedożywionych dzieci.

TVPOLSAT.INFO
http://www.tvpolsat.info/news.php?readmore=1383

Łódź Power! - inwestycje, zmiany, dobre newsy

Hilton mierzy wyżej

Ruszyły procedury administracyjne związane z budową pierwszego w Łodzi pięciogwiazdkowca. Wiosną na działkę naprzeciwko Centralu ponownie wrócą robotnicy.

W ubiegłym tygodniu przedstawiciele Hiltona złożyli w urzędzie wniosek o zmianę decyzji o warunkach zabudowy. Jak liczą reprezentanci inwestora teraz procedury urzędowe nabiorą tempa i pełny wniosek o pozwolenie na budowę powinien pojawić się na przełomie 2008 i 2009 roku. Co więcej, jest duża szansa, że hotel, który wyrośnie przy ul. Piotrkowskiej 157 będzie 100-metrowcem. „Wyższy” budynek stał się realny po decyzji Urzędu Lotnictwa Cywilnego, który zgodził się, by w centrum Łodzi można było budować obiekty do wysokości ok. 200 m (nie wyżej niż 400 m nad poziomem morza). Teraz architekci magistratu będą mogli wydawać zezwolenia na budowę nieco wyższych budynków w tej okolicy.

Najbliższe etapy prac nad „Hiltonem” będą się jednak toczyły pod ziemią. Wzdłuż al. Mickiewicza ustawiony zostanie tunel wielofunkcyjny o długości 150 m, zbierający całą infrastrukturę tj. magistralę ciepłowniczą, wodociągową, kanalizację oraz kable energetyczne. Takie rozwiązanie umożliwi lepsze zagospodarowanie terenu. Prace będą prowadzone na głębokości 15 metrów. Następnie planowana jest budowa podziemnego parkingu. Kiedy zobaczymy cały hotel w pełnej okazałości?

Jarosław Olszowy, wiceprezes spółki Bacoli Properties, realizującej projekt podkreśla, że prowadzenie inwestycji jest trudne i nowatorskie dla obu stron.

- W Łodzi nie było jeszcze hotelu realizowanego z takim rozmachem, dlatego pewne procedury są przeprowadzane po raz pierwszy - mówi Olszowy. – Jednak liczymy, że budowa powinna potrwać od 18 do 24 miesięcy. Na pewno więc hotel powstanie w 2010 roku.

Zgodnie z umową, inwestor ma określony czas na postawienie obiektu. Jeżeli tego nie zrobi, będzie musiał zapłacić miastu 5 mln złotych kary. Ostateczny termin upływa w kwietniu 2010 roku.

Przypomnijmy, że niezwykle atrakcyjna działka naprzeciwko Centralu została sprzedana przez miasto w kwietniu ubiegłego roku za ponad 18 mln zł. Projekt inwestycji zakłada powstanie w centrum miasta 7 - kondygnacyjnego budynku konferencyjnego, 27 - kondygnacyjnego budynku z pokojami hotelowymi i 4 - kondygnacyjnych, podziemnych terenów parkingowych. Łącznie na terenie obiektu powstanie 201 pokoi. Nowy hotel architektonicznie ma być wkomponowany w śródmiejską strukturę miasta. Od ulicy Piotrkowskiej zostanie wybudowana szklana fasada nawiązująca do stylu eklektycznej Łodzi. Wartość inwestycji wyniesie ponad 220 mln zł. Łódzki Hilton będzie drugim (po Warszawie) hotelem tej sieci w Polsce.(ed)

Źródło: Urząd Miasta Łodzi.

-----

Popracują nad mistrzostwami

Ruszył Łódzki Lokalny Komitet Organizacyjny „Mistrzostw Europy 2009”. Cel – odpowiednie przygotowanie miasta do wielkiego sportowego święta. Niecały rok pozostał do łódzkiej odsłony ME koszykarzy (11 – 16 września 2009) i ME siatkarek (25 września – 4 października 2009), prace na logistyką i bezpieczeństwem obu imprez jednak już się rozpoczynają.

Zebrania specjalnej komisji oficjalnie rozpoczęły się 20 października, a przewodniczył jej prezydent Łodzi Jerzy Kropiwnicki. Od tej pory raz w tygodniu urzędnicy, przedstawiciele władz samorządowych, policji, straży miejskiej oraz inni zaproszeni goście będą starali się przygotować miasto na przyszłoroczne sportowe wydarzenia. Przewodniczącą komitetu została p.o. dyrektora Wydziału Sportu UMŁ Luiza Staszczak- Gąsiorek. ŁLKO będzie ściśle współpracował z bezpośrednimi organizatorami obu imprez: Polskim Związkiem Piłki Siatkowej oraz Polskim Związkiem Koszykówki.

Zgodnie z sugestiami Międzynarodowej Federacji Koszykówki (FIBA) i Międzynarodowej Federacji Piłki Siatkowej (FIVB) – powołano zespoły robocze m.in. ds. wolontariatu, ochrony i bezpieczeństwa, medycznych, transportu i turystyki, prasowo-medialnych, technicznych oraz zakwaterowania i wyżywienia. Ich zadaniem będzie dopracowanie szczegółów obu imprez, przewidywanie związanych z nimi zagrożeń oraz szukanie najlepszych rozwiązać logistycznych i organizacyjnych.

Lokalne komitety zajmujące się organizacją siatkarskich mistrzostw nie rozpoczęły jeszcze pracy w żadnym z miast współoraganizujących imprezę (Katowice, Wrocław, Bydgoszcz). Jednak to właśnie na Łodzi, która gościć będzie „polską” grupę A, półfinał i finał imprezy, spoczywa największa odpowiedzialność. Oficjalny start lokalnych komitetów koordynujących przygotowania zapowiadany jest na najbliższe miesiące.

Jak podkreślają członkowie łódzkiego sztabu, samo przygotowanie siatkarskiego i koszykarskiego wydarzenia ma na celu nie tylko zapewnienie światowego poziomu organizacyjnego. Ważne, aby goszczący u nas sportowcy i kibice wywieźli z Łodzi jak najlepsze wrażenia i wspomnienia. Organizacyjny sukces obu imprez mistrzowskich ma stanowić najlepszą wizytówkę Łodzi. (ed)

Żródło: Urząd Miasta Łodzi.

Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy

W niedzielę znów zagra Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy

11.01.2008

Po raz 16. zagra w najbliższą niedzielę Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. W tym roku na czele Ekipy Expressu Ilustrowanego staną Basia Tatara, Miss Polonia 2007, i Mariusz Pudzianowski - najsilniejszy człowiek świata!

Dziennikarze "Expressu" rozpoczną kwestę już o godz. 9 rano w namiocie ustawionym przy wejściu do galerii łódzkiej Manufaktury. To tu bowiem po raz drugi odbędzie się główna impreza łódzkiego XVI Finału WOŚP.

Najpiękniej i najsilniej!
Namiot "Expressu" i firmy Blachy Pruszyński będzie najpiękniejszy i najsilniejszy w kraju!

Ok. godz. 12 pojawią się w nim najpiękniejsze Polki: Basia Tatara, Miss Polonia 2007, Ola Domagała, Miss Internetu 2007 i finalistka wyborów Miss Polonia, Marta Kaczmarczyk, II Wicemiss Polonia województwa łódzkiego i finalistka Miss Polonia, Agnieszka Markiewicz i Natalia Wojtczak, półfinalistki Miss Polonia. Godzinę później w namiocie będzie jeszcze piękniej! Wraz z nami kwestę rozpoczną laureatki naszego konkursu Najpiękniejsza Mama i Córka 2007, czyli Katarzyna i Monika Miszczak. Wszystkie panie, za datki wrzucane do orkiestrowych puszek, rozdawać będą swoje zdjęcia z autografami.

Ok. godz. 14.30 do naszego namiotu zawita siłacz nad siłacze - Mariusz Pudzianowski! Najsilniejszy człowiek świata, mimo wielu godzin zajęć i treningów, znów zagra z nami w Wielkiej Orkiestrze! Przez blisko dwie godziny, oczywiście za datki do puszek, składać będzie swoim fanom autografy na okolicznościowych plakatach przygotowanych przez firmę Blachy Pruszyński.

Przed naszym namiotem prezentować się będą młodzi tancerze z zespołu Czarne Stopy. Za datki do puszek zdobyć będzie można orkiestrowe i expressowe szaliki, czapki, rękawiczki i wiele innych gadżetów.

Uczniowie w pracy
Wśród 120 tysięcy wolontariuszy, którzy kwestować będą w kraju i za granicą, zdecydowana większość to uczniowie. W Ekipie Expressu jest blisko 40 uczniów ze szkół w Łodzi, Rzgowie i Wiączyniu Dolnym, zrzeszonych w głównym łódzkim sztabie przy Gimnazjum nr 44. Nasi orkiestranci zbierać będą pieniądze do puszek, kwestując w Manufakturze, na ulicy Piotrkowskiej i wielu innych miejscach Łodzi, m.in. przed Makro. Wszyscy mają naklejkę "Expressu" na puszkach.

W sumie na łódzkie ulice wyjdzie 1650 wolontariuszy. Nie zrazi ich mróz, śnieg czy deszcz. Przez kilka godzin pracować będą na rzecz chorych dzieci. Prosimy więc nauczycieli, aby w poniedziałek nie pytać ich i nie robić klasówek!

Koncerty na rynku
Główna łódzka impreza odbędzie się na rynku łódzkiej Manufaktury. Na scenie od godz. 14 wystąpią: Spaces Faces, Sickbag, Pigułka, Parano, Tao, Washing Machine, Gore, Van Raajs, Bee Free, Michał Karpacki, Rażeni Piorunem, Samokhin Band, Video, Krzysztof J. Krawczyk, The Bootels i chór z Aleksandrowa.

Z podnośnika strażackiego będzie można popatrzeć na Łódź, u fryzjerów zrobić nową fryzurę, studenci Uniwersytetu Medycznego uczyć będą udzielania pierwszej pomocy. O godz. 20 - tradycyjne światełko do nieba.

Festyn na Pietrynie
O godz. 12 rozpocznie się muzyczna impreza na scenie u zbiegu ul. Piotrkowskiej i al. Piłsudskiego. Organizuje ją Fundacja Waldiego "Serce na dłoni" przy współpracy Społecznej Wyższej Szkoły Przedsiębiorczości i Zarządzania. Wystąpią m.in. Lesław Białecki, Sylwia Zjawiona, Kasia Popnowska, zespoły Melange, Mały Big Band, INN, Lecharus, Lisner, Grupa Waldiego, Daniela Zabłocka, Dexter, Volitaire z Bydgoszczy, Radio Bagdad z Gdańska i Michał Karpacki.

Będą jazdy jeepami i czterokołowcami, licytacje serduszek, obrazów, pościeli, futer, roweru Jana Kudry, płyt łódzkich gwiazd i... szczęśliwych korali Danieli! Dla najlepszych kwestujących przewidziano nagrody, m.in. laptop, przeloty do Mediolanu i wycieczki zagraniczne.

Tanecznie w Ariadnie
Już o godz. 11 wystartuje taneczne orkiestrowanie w Domu Kultury "Ariadna" przy ul. Niciarnianej 1/3. Na scenie wystąpią dziecięce i młodzieżowe zespoły: Anilana, Kapela, Przedszkole Miejskie nr 137, Tańczące Nutki z SP 174, Kukułeczka, Do-Re-Mi, Miś, Różowa Pantera, Łódzki Skład Rap-team, Cube Dance Academy, breakdance'owa Tour de HollyŁódź Group, Capoeira Mundo Łódź, Presto i Busters oraz Śpiewający Kominiarz Pan Władzio. Będzie pokaz cyrkowy, loteria i oczywiście kwesta dla dzieci!

Mecz charytatywny
W hali przy ul. Małachowskiego w niedzielę orkiestrowe granie na sportowo. Podczas imprezy, która rozpocznie się o godz. 10, rozegrany zostanie mecz charytatywny między Młodzieżową Radą Miasta a Radą Miasta Łodzi.


W tegorocznej Ekipie Expressu są najpiękniejsze Polki: Basia Tatara, Miss Polonia 2007, Katarzyna i Monika Miszczak, Najpiękniejsza Mama i Córka 2007, oraz Mariusz Pudzianowski, siłacz nad siłacze. Obok gwiazd i dziennikarzy kwestować będą uczniowie z 26 szkół i wielu naszych przyjaciół.

Przemysław Bieniek - Express Ilustrowany

Test życia niepełnosprawnych

W Gazecie Wyborczej ukazał się dziś ten oto artykuł:

Bydgoscy studenci wzornictwa przemysłowego przez kilka tygodni udawali niepełnosprawnych. Na wózkach i z opaskami na oczach przyszli projektanci uczyli się dostrzegać potrzeby inwalidów.

W projekcie "Bydgoszcz bez barier" wzięło udział 30 studentów z Uniwersytetu Technologiczno-Przyrodniczego w Bydgoszczy. Namówił ich wykładowca Marek Wysocki, architekt z Gdańska.
- Chciałem uświadomić przyszłym projektantom, na co mają zwracać uwagę w swojej pracy - mówi.

Młodzi - na wózkach inwalidzkich i z białymi laskami - przez kilka tygodni przemierzali ulice, robili zakupy, załatwiali sprawy na poczcie, w bankach. Próbowali wchodzić do bydgoskich muzeów, klubów, kawiarni i na lokalne uczelnie. Każdy musiał radzić sobie sam. Jeśli się nie dało, prosił o pomoc przechodniów.

Po warsztatach pisali relacje z wypraw. Bezradność, złość, ogromny lęk - takie emocje pojawiają się w ich pracach najczęściej.

Aleksandra Goryniak: -Największą przeszkodą były schody. Czułam paniczny strach. Podjazdy nic nie dają, bo zazwyczaj są strome i nie ma przy nich barierek. Nadają się dla matek z dziećmi, ale nie dla inwalidów. Gdy już udało się w końcu znaleźć kogoś chętnego do pomocy, choć wcale nie było to łatwe, za każdym razem o mało nie wypadałam z wózka.

Małgorzata Pieczenko: - Przerażające było wysiadanie z tramwaju. Pan, którego poprosiłam o pomoc, zamiast znieść mnie schodek po schodku, energicznym ruchem ściągnął wózek na dół. Ta sytuacja pokazuje, jak małą wiedzę mają ludzie na temat niepełnosprawnych.

Daria Szcześniak: - Do wielu miejsc w ogóle nie miałam szansy się dostać. Nie wjechałam do żadnego kościoła. Rozumiem, że to stara architektura, ale przecież można by przystosować dla niepełnosprawnych choć jedno wejście.

Artur Shiwe: - Gdy chciałem się wybrać do muzeum i okazało się, że nie ma szans, zrezygnowałem. Jeśli już nie da się zmienić wejścia przy drzwiach, powinna być chociaż tabliczka z napisem: "Zadzwoń, wyjdziemy po ciebie". Taki napis by człowieka ośmielił.

Studenci stworzyli listę miejsc nie do pokonania. Znalazły się na niej m.in.:

* Tramwaje. - Nie ma wydzielonego miejsca dla pasażera na wózku. Trzeba trzymać się mocno poręczy, aby nie odjechać z miejsca. Najgorsze jest wysiadanie na pętli. Człowiek potrzebuje pomocy, a wszyscy pasażerowie nagle znikają.

* Autobusy. -Tylko w nielicznych są pasy bezpieczeństwa. Bez nich wózek jeździ po całym autobusie. Poza tym pojazdy niskopodłogowe nie kursują w nocy, a wracając z imprezy, trudno liczyć na pomoc nielicznych, często podchmielonych pasażerów.

* Bankomaty. -Są umieszczone zbyt wysoko, a ekrany są tak skonstruowane, że widać je tylko, gdy patrzy się z góry.

* Automaty telefoniczne. - Niepełnosprawny na wózku musi się mocno wysilić, żeby się podnieść i sięgnąć do słuchawki.

Owocem warsztatów są także przygotowane przez studentów plakaty, zdjęcia i opisy miejsc, do których trudno się dostać. Jeszcze w czerwcu zostaną wystawione w Urzędzie Miasta w Bydgoszczy. Aleksandra Lubińska, szefowa wydziału zdrowia i polityki społecznej bydgoskiego ratusza, zapowiada, że dzięki akcji studentów powstanie także specjalna mapa punktów przyjaznych niepełnosprawnym. Ma im pomóc być bardziej samodzielnymi, przełamać lęk i sprawić, że będą chętniej i częściej poruszać się po mieście. Ratusz chce nawet sam wypuścić w miasto kolejnych wolontariuszy.
-Poprawa miejskiej przestrzeni to trudne i czasochłonne zadanie - zastrzega jednak Lubińska.

- Studenci zauważyli te wszystkie problemy tylko dzięki temu, że na własnej skórze przetestowali, co oznacza poruszanie się wózkiem po mieście. Zdrowy człowiek nie może sobie tego wyobrazić - komentuje Marek Wysocki. -Wykorzystają tę wiedzę w przyszłej pracy.

Źródło: Gazeta Wyborcza

akcja MASZ GLOS-MASZ WYBOR w Bydgoszczy

Akcja MASZ GŁOS-MASZ WYBÓR prowadzona w Bydgoszczy przez Fundację Kultury Yakiza jest w swych podstaw wspólną inicjatywą Fundacji im. Stefana Batorego i Stowarzyszenia Szkoła Liderów. Obie organizacje starają się upowszechniać dobre wzory działań obywatelskich oraz zasady społecznej kontroli funkcjonowania władz państwowych. Stad właśnie zwieńczeniem akcji MASZ GŁOS-MASZ WYBÓR w całym kraju będą raporty o stanie wywiązywania się z przedwyborczych obietnic składanych przez polityków. Przedtem, tuż przed samymi wyborami, organizacje pozarządowe, w tym Fundacja Kultury Yakiza, zorganizują debaty publiczne, podczas których dane obietnice zostaną złożone w obecności mieszkańców i kontrkandydatów z wszystkich reprezentowanych ugrupowań politycznych.

Harmonogram akcji MASZ GŁOS-MASZ WYBÓR w Bydgoszczy:

Etap 1.﴿
Pierwszy etap działań polega na zebraniu opinii na temat problemów lokalnych, dotyczących wszystkich dziedzin aktywności społecznej: kultury, biznesu, oświaty, budownictwa, polityki. Przy opracowaniu metod braliśmy pod uwagę cele ogólne debaty publicznej, gdzie informacje zostaną wykorzystane. Mając na celu poszukiwanie wzorców strategicznego myślenia o rozwoju lokalnym, Fundacja Kultury Yakiza nawiązuje kontakty z lokalnymi autorytetami.

Kolejnym elementem przygotowania merytorycznego do prowadzenia debaty będą wysiłki dotarcia do mieszkańców Bydgoszczy z ankietami, gdzie mogą oni wyrazić swój sąd na temat swojego życia w społeczności miejskiej. Ankieta znajduje sie na stronie Fundacji:
www.yakiza.org

Etap 2.﴿
W październiku, w krótkim czasie poprzedzającym wybory Fundacja Kultury Yakiza zorganizuje przedwyborczą debatę publiczna z udziałem kandydatów reprezentujących wszystkie ugrupowania wystawiające swoich delegatów. W roli moderatorów wystąpią członkowie/członkinie Fundacji i osoby zaprzyjaźnione. Obecnie przygotowujemy scenariusz debaty telewizyjnej, trwają bowiem rozmowy z telewizyjna „Trójką”, zmierzające ku temu by kulminacyjny etap akcji MASZ GLOS-MASZ WYBÓR w Bydgoszczy został wyemitowany w okresie przedwyborczym.

Najważniejszym celem akcji MASZ GŁOS-MASZ WYBÓR jest zwiększanie zaangażowania obywateli w życie publiczne, co przekłada się na zadanie stworzenia warunków promocji z wykorzystaniem wszelkich dostępnych możliwości. Fundacja Kultury Yakiza chce nagłośnić idee poprzez podjęcie wielu działań równolegle, dzięki czemu akcja ma szanse zyskać na widoczności i wzbudzać zainteresowanie na każdym jej etapie:

- dystrybucja ankiet + spotkania z autorytetami lokalnymi (członkowie Rady Miejskiej)
- zawieszenie plakatów w całym mieście,
- nagłośnienie akcji w lokalnych mediach radiowych;
- happening MASZ GŁOS-MASZ WYBÓR na Starym Rynku połączony z prezentacją teatralna oraz rozdawaniem ankiet przy udziale wolontariuszy
- aktualizowanie informacji na wszystkich portalach miejskich i uruchomienie forum dyskusyjnego dla internatów na stronie: www.yakiza.org

ZAPRASZAMY DO UDZIALU W DYSKUSJI NA FORUM I PROSIMY O WYPELNIENIE ANKIET ( pojawia sie do końca sierpnia na stronie Fundacji)

POSZUKUJEMY TEZ WOLONTARIUSZY DO POMOCY PRZY AKCJI!
pozdrawiam
Aspazja
Fundacja Kultury Yakiza- www.yakiza.org

wiesci z UM

Cytat:
Wieści z ratusza nr 30/2009

Wejherowo w finale Turnieju Miast 2009

Krzysztof Lemie, Maciej Kuczera, Maciej Syska, Mariusz Jaszewski, Piotr Sonnenberg, Remigiusz Sałata, Sławomir Szmuda, Waldemar Marcinkiewicz – to ci zawodnicy wywalczyli zwycięstwo dla Wejherowa w I etapie Turnieju Miast. Drużyna z Wejherowa spotka się w finałowym starciu 22 sierpnia w Elblągu, w którym zmierzą się ze sobą najlepsze zespoły z czterech grup pucharowych i walczyć będą o główną nagrodę dla swojego miasta - 100 tys. zł.
Ostateczna punktacja w generalnej klasyfikacji, po zakończeniu zmagań w Pucharowej Grupie C przedstawia się następująco: I miejsce – Wejherowo - 13 punktów, II miejsce – Bytów - 9 punktów, III miejsce – Lębork - 5 punktów.

Kabaret Koza Polska w parku

W najbliższą sobotę 1 sierpnia o godz. 18.00 w Parku Majkowskiego wystąpi Kabaret KOZA POLSKA. Kabaret, który zadebiutował w grudniu 2008 roku w Gdańsku, tworzą: Maciej Sykała, Witek Burakowski, Beata Kowalska Michalska, Joanna Czopa Drozdowska, Krzysztof Bartoszewicz oraz Zbigniew Gach. Występ kabaretu odbędzie się w ramach Koncertów Letnich organizowanych przez Prezydenta Miasta Wejherowa Krzysztofa Hildebrandta i Wejherowskie Centrum Kultury.

Muzyka w kolegiacie

W wejherowskiej kolegiacie w niedzielę, 2 sierpnia br. o godz. 18.00 odbędzie się koncert Bogdana Narlocha (organy) i Romana Grynia (trąbka).
Bogdan Narloch jest absolwentem Akademii Muzycznej w Gdańsku. Brał udział w wielu kursach interpretacji muzyki organowej, m.in. u Milana Šlechty w Pradze, Guy Boveta, U. Spang-Hansena. Od wielu lat pełni funkcję kierownika artystycznego i organizacyjnego Międzynarodowego Festiwalu Organowego w Koszalinie. Od 1994 roku wspólnie z prof. Markiem Toporowskim organizuje tamże Ogólnopolskie Kursy Interpretacji Muzyki Organowej.
Roman Gryń jest absolwentem Akademii Muzycznej im. Fryderyka Chopina w Warszawie, którą ukończył w roku 1983 na wydziale instrumentalnym – specjalność trąbka. Jest on laureatem Konkursu Młodych Trębaczy w Pabianicach (1980) oraz Konkursu Gry na Trąbce w Gdańsku (1985). Jest profesorem w Akademii Muzycznej w Bydgoszczy i w Akademii Muzycznej w Poznaniu, gdzie prowadzi klasę trąbki pełniąc jednocześnie od 2002 roku funkcję Kierownika Katedry Instrumentów Dętych i Akordeonu.

Ratusz 7 dni w tygodniu

W okresie wakacyjno-urlopowym tj. lipcu i sierpniu br. przez cały tydzień można zwiedzać izby historyczno-regionalne w ratuszu miejskim. W izbach znajdują się m.in. makiety Śródmieścia Wejherowa i Kalwarii Wejherowskiej, kopie dokumentów historycznych, stroje i instrumenty kaszubskie, a także drzewo genealogiczne Jakuba Wejhera. Turystów po ratuszu oprowadza bezpłatnie przewodnik. Zapraszamy turystów i mieszkańców do ratusza w dni robocze w godz. 9.00-15.00 oraz w soboty i niedziele w godz. 11.00-15.00. Ponadto w tych samych godzinach w ratuszu funkcjonuje Informacja Turystyczna, w której można otrzymać informacje o Wejherowie i okolicznym regionie.
Informujemy również, że Urząd Miejski w Wejherowie posiada ścienne plany miasta, mapy regionu i zdjęcia lotnicze Wejherowa. Można je otrzymać bezpłatnie w Wydziale Kultury, Sportu, Promocji i Turystyki w Ratuszu przy pl. Wejhera 8. Wszystkich chętnych zapraszamy do pokoju nr 20 w godz. 7.30-15.30.

Budowa boiska i remont MOPS

Przy Zespole Szkół nr 3 w Wejherowie trwa budowa boiska piłkarskiego ze sztuczną nawierzchnią i bieżni. Będzie to największe w mieście boisko tego typu. Będzie pełnić również funkcję boiska osiedlowego dla dzieci i młodzieży.
Trwa także przebudowa budynku Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej przy ul. Kusocińskiego. Po gruntownej modernizacji poprawi się obsługa klientów MOPS i warunki pracy. Prace mają być zakończone w połowie przyszłego roku. Do tego czasu praca ośrodka odbywa się w dwóch miejscach: w głównej siedzibie MOPS na Osiedlu Tysiąclecia PP oraz w Piwnicy Wolontariusza w Zespole Szkół nr 3.

Urząd Miejski w Wejherowie, tel. 058 677 70 23


ZAWISZA walczy o swój stadion

Bydgoszcz > List otwarty przewodniczącego Rady Miejskiej SLD do Konstantego Dombrowicza
Przewodniczacy Rady Miejskiej SLD w Bydgoszczy Łukasz Chojnacki wystosował list otwarty do Prezydenta Bydgoszczy Konstantego Dombrowicza, w ktorym ustosunkowuje się do ostatnich wydarzeń po zakończonych MS Juniorów w LA.

List przytaczamy w całości

LIST OTWARTY do Prezydenta Bydgoszczy KONSTANTEGO DOMBROWICZA

Szanowny Panie Prezydencie,

serdecznie Panu gratuluję organizacji i zaangażowania miasta w przeprowadzenie Mistrzostw Świata Juniorów w Lekkiej Atletyce. Wysiłek organizatorów, a przede wszystkim setek wolontariuszy jest godny wyrażenia najwyższej pochwały, co niniejszym czynię.

Piękny, nowoczesny stadion z całą pewnością jest dumą nas wszystkich, bydgoszczan.
Ten urokliwie sielski obraz Bydgoszczy po mistrzostwach burzą jednak Pana kontrowersyjne wypowiedzi i reakcje na krytykę sprawowanego przez Pana urzędu.

Czytając Pana wypowiedzi zamieszczone np. w "Gazecie Pomorskiej” z dnia 15 lipca br. w artykule pt. "Wszyscy zadowoleni” - zastanawiam się, czy na pewno rozumie Pan powagę urzędu, który Pan sprawuje oraz jakie znaczenie mają dla Pana mieszkańcy Bydgoszczy. Czy nie jest tak, że ich głosu potrzebuje Pan tylko podczas kampanii wyborczej? Pozwolę sobie przytoczyć fragment wspomnianego artykułu:

"Czy w najbliższym czasie będzie jednak co w Bydgoszczy oglądać na pięknym stadionie za ponad 80 mln zł (podobny w Zurychu kosztował 140 mln euro!)? Trzeba uzbroić się w cierpliwość do listopada. Delegacja Bydgoszczy została zaproszona przez prezydenta Diacka do Monako na podsumowanie sezonu IAAF. Wówczas zapadnie decyzja, czy Bydgoszcz otrzyma organizację prestiżowego finału World Athletics Tour za dwa lata oraz czy coroczny Europejski Festiwal Lekkoatletyczny otrzyma rangę Grand Prix. Miasto chce również organizować Drużynowy Puchar Europy w 2010 r., a po kongresie europejskiej federacji (EAA) w Amsterdamie zastanowi się nad złożeniem aplikacji nawet o mistrzostwa Europy seniorów. Wówczas trzeba byłoby powiększyć widownię stadionu do 35 tys. miejsc (jest niespełna 23 tys.). - Technicznie to kwestia siedmiu miesięcy. Potrzebne jest jednak na to 30-40 mln zł - mówi Dombrowicz.
- Przygotowani za to jesteśmy na podgrzewaną murawę piłkarską, ale na razie się wstrzymuję. Zobaczę, jak zachowywać się będą kibice. Jeśli zostanie wyrwane choćby jedno krzesełko, stadion zostanie zamknięty i nie będziemy wydawać pieniędzy na jeden mecz w roku piłkarskiej reprezentacji. W tym mieście nie będzie rządzić banda łobuzów. Złożyłem też doniesienie do prokuratury o naruszenie interesów miasta przez grupę, która wywiesiła transparent odnośnie nazwy stadionu. Światowa federacja mogła na nas nałożyć wysoką karę oraz pozbawić możliwości organizacji następnych imprez. Na szczęście, przymknęła na to oko. Dzięki dokładnemu monitoringowi mamy pełne personalia tych osób. Na tym stadionie nikt nie będzie anonimowy.

Gospodarz miasta nie szczędził dosadnych słów pod adresem telewizji publicznej, która w "trójce” pokazywała relacje z MŚ w godzinach nocnych: - Widać, telewizja uważa, że to sport dla stróżów nocnych. Złożę protest u prezesa Urbańskiego. Słowa szefa sportu, pana Korzeniowskiego na łamach Gazety Pomorskiej, że "to przecież tylko mistrzostwa juniorów” są skandaliczne.”

Szanowny Panie Prezydencie,
czy naprawdę swoją misję widzi Pan jedynie w charakterze jedynego sprawiedliwego, który w przypadku jednego zniszczonego krzesełka przez łobuza zamknie nam, bydgoszczanom stadion, który został wybudowany również z naszych podatków? Czy takie Pana wypowiedzi nie są przejawem niechęci do bydgoskiego Zawiszy i piłki nożnej w naszym mieście? Czy może wzorem pięknej hali Łuczniczka, nowo wybudowany obiekt ma być bardziej centrum targowym niż widowiskowo-sportowym? Z podgrzewaną murawą czeka Pan na zachowanie kibiców, zapewniam - kibice nie niszczą stadionów, lecz wandale, więc bardzo proszę nie mylić tych dwóch jakże odległych pojęć.

Jako wieloletni kibic i sympatyk sportu, apeluję do Pana, Panie Prezydencie, aby nie uzależniał Pan dawania nam, mieszkańcom miasta możliwości oglądania sportu przez duże "S” od zachowania wandali, przecież od utrzymywania porządku na stadionach są podległe Panu służby. Jest Pan Prezydentem Miasta, i takie grożenie palcem jego mieszkańcom, a zarazem wyborcom jest po prostu nie na miejscu.

W Pana wypowiedzi nie widać konsekwencji. Z jednej strony czytam o planowanych kolejnych wielkich imprezach lekkoatletycznych na naszym stadionie "już” w roku 2010, o potrzebie powiększenia stadionu o kolejnych 12 tysięcy miejsc kosztem 30-40 mln zł, aczkolwiek to tylko siedem miesięcy pracy (swoją drogą szkoda, iż takiego szybkiego tempa prac nie mógł Pan wyegzekwować przy remoncie Wiaduktu Warszawskiego, co w znaczny sposób ułatwiłoby życie mieszkańcom Fordonu). A zaraz potem dodaje Pan, że w przypadku złego zachowania kibiców "Zawiszy” zamknie Pan stadion dla piłkarzy i nie będzie podgrzewanej murawy na jeden mecz reprezentacji piłkarskiej w roku.
W związku z powyższym pytam - na ile i jak wielkich imprez sportowych możemy liczyć w roku 2009 na nazwanym przez Pana: stadionie miejskim?

Dla jednej imprezy możemy powiększyć stadion i wydać kolejnych 40 mln zł, natomiast kwotę kilkadziesiąt razy mniejszą na podgrzewaną murawę już nie? A co jeżeli to kibic lekkiej atletyki podczas przyszłorocznego festiwalu lekkoatletycznego wyrwie krzesełko? To również oglądania zawodów "królowej sportu” zostaniemy pozbawieni?

Fakt złożenia doniesienia do prokuratury o naruszenie interesów miasta przez grupę, która wywiesiła transparent odnośnie do narzuconej nazwy stadionu - woła o pomstę do nieba, a mówią iż prawdziwa cnota krytyki się nie boi. Czy gdy ta sama grupa zbierze kilkanaście tysięcy podpisów pod petycją do Pana o przywrócenie stadionowi nazwy ZAWISZA, również te kilkanaście tysięcy osób poda Pan do prokuratury?

W tym samym artykule żali się Pan na telewizję publiczną, która w "trójce” pokazywała relacje z mistrzostw świata w Bydgoszczy w godzinach nocnych. Wielkie wydatki na promocję imprezy w tym wypadku nie przełożyły się na relacje telewizyjne. Kto by pomyślał… Jeszcze kilka lat temu kwotę 40 tysięcy zł za relację z etapu Tour de Pologne na antenie jedynki TVP m.in. w okolicach czasowych Teleekspressu uważał Pan za zbyt wygórowaną…

PS
Jeżeli w którymś momencie - Pana zdaniem - naruszyłem Pana dobre imię lub tak zwany interes miasta, to również na moje, jeszcze swobodne wypowiedzi, proszę złożyć doniesienie do prokuratury.

Z poważaniem
Łukasz Chojnacki

Bydgoszcz, 15 lipca 2008 r.

[ Dodano: Czw 24 Lip, 2008 15:39 ]
http://miasta.gazeta.pl/bydgoszcz/1,355 ... wiszy.html

[ Dodano: Pią 25 Lip, 2008 14:18 ]
Fragment dzisiejszego expressu:

Maciej Grześkowiak osoby, które protestują przeciwko pominięciu członu Zawisza, odbiera jako wrogów prezydenta.

- Dla mnie to czytelne gesty - mówi Grześkowiak. - Zamieszanie wokół nazwy stadionu odbieram jako walkę przeciwko popularności prezydenta Konstantego Dombrowicza i umniejszeniu wagi sportowego święta i sukcesu na stadionie, jaki udało się stworzyć przy okazji lekkoatletycznych mistrzostw świata juniorów. aTaka nazwa stadionu to długofalowa polityka ratusza, która ma przypominać, kto ten obiekt budował, kto płaci rachunki, za jego utrzymanie i kto ponosi główne koszty szkolenia. Zdania nie zmienię.

'Taka nazwa stadionu to długofalowa polityka ratusza, która ma przypominać, kto ten obiekt budował, kto płaci rachunki, za jego utrzymanie i kto ponosi główne koszty szkolenia"

Przecież de facto za to wszystko płacą mieszkańcy Bydzi a z ich zdaniem się ci ludzie nie liczą zupełenie...

[ Dodano: Nie 27 Lip, 2008 22:00 ]
http://miasta.gazeta.pl/bydgoszcz/1,355 ... l?skad=rss

[ Dodano: Pon 28 Lip, 2008 23:28 ]
Wdowa po patronie stadionu przy ul. Gdańskiej napisała list otwarty do prezydenta Bydgoszczy Konstantego Dombrowicza

Jako żona i wdowa po patronie stadionu im. Zdzisława Krzyszkowiaka, uczestniczyłam 1 lipca, jako zaproszony przez organizatorów gość, w VIII Europejskim Festiwalu Lekkoatletycznym oraz w otwarciu zmodernizowanej, najnowocześniejszej areny lekkoatletycznej w Polsce. Razem z Panem w 2003 roku, trzy miesiące po śmierci mojego męża, w czasie młodzieżowych mistrzostw Europy do lat 23, bydgoskiemu stadionowi Zawiszy nadaliśmy imię Zdzisława Krzyszkowiaka.

Wybrałam się do Bydgoszczy z córką Katarzyną i jej 15-letnim synem Michałem, wnukiem Zdzisława Krzyszkowiaka. Już na samym wstępie zapytał on: gdzie jest ten napis, który witał kibiców przy wejściu: Stadion im. Zdzisława Krzyszkowiaka? Przecież był tutaj? Zajechaliśmy z Warszawy prosto na stadion Zawiszy, gdzie przywitał nas tylko taki napis: Bydgoski Stadion Miejski.

Przeglądając w internecie wiadomości z Bydgoszczy, wczytując się w plany i zamierzenia miasta, znalazłam informację, że zwyczajem kultury bydgoskiej dla uczczenia pamięci zasłużonych mieszkańców miały powstać dwie sportowe sylwetki - Teodora Kocerki i Zdzisława Krzyszkowiaka. "Tojo” miał być ustawiony nad Brdą (Wenecja), a "Krzyś” miał stanąć przy stadionie jego imienia przy ul. Gdańskiej. Nawet w tym celu był u mnie w domu w Warszawie rzeźbiarz Michał Kubiak informując, że ma otrzymać od władz miasta, czy nawet od samego Pana Prezydenta zlecenie na wykonanie postaci.

Zdzisław Krzyszkowiak porównywany był w stylu biegania do fińskiego, fenomenalnego długodystansowca Paavo Nurmiego i miał być przedstawiony tak, jak widoczna jest postać Nurmiego na Stadionie Olimpijskim w Helsinkach.
Dodam jeszcze, że w bieżącym roku olimpijskim, już w sierpniu, w czasie igrzysk w Pekinie, ukaże się drugie wydanie książki Bohdana Tomaszewskiego pt: "Kariera z kolcami” o mistrzu olimpijskim z 1960 r. Zdzisławie Krzyszkowiaku, legendzie polskiego sportu i filarze Wunderteamu Polskiej Szkoły Biegowej.

Pozdrawiam
Krystyna Krzyszkowiak

Zawisza Bydgoszcz

Chojnacki: "Czy takie Pana wypowiedzi nie są przejawem niechęci do bydgoskiego Zawiszy i piłki nożnej w naszym mieście?"

Dzięki uprzejmości radnego Łukasza Chojnackiego przedstawiamy list, jaki został wystosował do Prezydenta miasta Bydgoszcz odnośnie ostatnich wydarzeń dotyczących stadionu przy ulicy Gdańskiej 163.

List otwarty

do Prezydenta Bydgoszczy KONSTANTEGO DOMBROWICZA

Szanowny Panie Prezydencie,

serdecznie Panu gratuluję organizacji i zaangażowania miasta w przeprowadzenie Mistrzostw Świata Juniorów w Lekkiej Atletyce. Wysiłek organizatorów, a przede wszystkim setek wolontariuszy jest godny wyrażenia najwyższej pochwały, co niniejszym czynię.

Piękny, nowoczesny stadion z całą pewnością jest dumą nas wszystkich, bydgoszczan.

Ten urokliwie sielski obraz Bydgoszczy po mistrzostwach burzą jednak Pana kontrowersyjne wypowiedzi i reakcje na krytykę sprawowanego przez Pana urzędu.

Czytając Pana wypowiedzi zamieszczone np. w "Gazecie Pomorskiej" z dnia 15 lipca br. w artykule pt. "Wszyscy zadowoleni" - zastanawiam się, czy na pewno rozumie Pan powagę urzędu, który Pan sprawuje oraz jakie znaczenie mają dla Pana mieszkańcy Bydgoszczy. Czy nie jest tak, że ich głosu potrzebuje Pan tylko podczas kampanii wyborczej? Pozwolę sobie przytoczyć fragment wspomnianego artykułu:

"Czy w najbliższym czasie będzie jednak co w Bydgoszczy oglądać na pięknym stadionie za ponad 80 mln zł (podobny w Zurychu kosztował 140 mln euro!)? Trzeba uzbroić się w cierpliwość do listopada. Delegacja Bydgoszczy została zaproszona przez prezydenta Diacka do Monako na podsumowanie sezonu IAAF. Wówczas zapadnie decyzja, czy Bydgoszcz otrzyma organizację prestiżowego finału World Athletics Tour za dwa lata oraz czy coroczny Europejski Festiwal Lekkoatletyczny otrzyma rangę Grand Prix. Miasto chce również organizować Drużynowy Puchar Europy w 2010 r., a po kongresie europejskiej federacji (EAA) w Amsterdamie zastanowi się nad złożeniem aplikacji nawet o mistrzostwa Europy seniorów. Wówczas trzeba byłoby powiększyć widownię stadionu do 35 tys. miejsc (jest niespełna 23 tys.). - Technicznie to kwestia siedmiu miesięcy. Potrzebne jest jednak na to 30-40 mln zł - mówi Dombrowicz.

- Przygotowani za to jesteśmy na podgrzewaną murawę piłkarską, ale na razie się wstrzymuję. Zobaczę, jak zachowywać się będą kibice. Jeśli zostanie wyrwane choćby jedno krzesełko, stadion zostanie zamknięty i nie będziemy wydawać pieniędzy na jeden mecz w roku piłkarskiej reprezentacji. W tym mieście nie będzie rządzić banda łobuzów. Złożyłem też doniesienie do prokuratury o naruszenie interesów miasta przez grupę, która wywiesiła transparent odnośnie nazwy stadionu. Światowa federacja mogła na nas nałożyć wysoką karę oraz pozbawić możliwości organizacji następnych imprez. Na szczęście, przymknęła na to oko. Dzięki dokładnemu monitoringowi mamy pełne personalia tych osób. Na tym stadionie nikt nie będzie anonimowy.

Gospodarz miasta nie szczędził dosadnych słów pod adresem telewizji publicznej, która w "trójce" pokazywała relacje z MŚ w godzinach nocnych: - Widać, telewizja uważa, że to sport dla stróżów nocnych. Złożę protest u prezesa Urbańskiego. Słowa szefa sportu, pana Korzeniowskiego na łamach Gazety Pomorskiej, że "to przecież tylko mistrzostwa juniorów" są skandaliczne."

Szanowny Panie Prezydencie,

czy naprawdę swoją misję widzi Pan jedynie w charakterze jedynego sprawiedliwego, który w przypadku jednego zniszczonego krzesełka przez łobuza zamknie nam, bydgoszczanom stadion, który został wybudowany również z naszych podatków? Czy takie Pana wypowiedzi nie są przejawem niechęci do bydgoskiego Zawiszy i piłki nożnej w naszym mieście? Czy może wzorem pięknej hali Łuczniczka, nowo wybudowany obiekt ma być bardziej centrum targowym niż widowiskowo-sportowym? Z podgrzewaną murawą czeka Pan na zachowanie kibiców, zapewniam - kibice nie niszczą stadionów, lecz wandale, więc bardzo proszę nie mylić tych dwóch jakże odległych pojęć.

Jako wieloletni kibic i sympatyk sportu, apeluję do Pana, Panie Prezydencie, aby nie uzależniał Pan dawania nam, mieszkańcom miasta możliwości oglądania sportu przez duże "S" od zachowania wandali, przecież od utrzymywania porządku na stadionach są podległe Panu służby. Jest Pan Prezydentem Miasta, i takie grożenie palcem jego mieszkańcom, a zarazem wyborcom jest po prostu nie na miejscu.
W Pana wypowiedzi nie widać konsekwencji. Z jednej strony czytam o planowanych kolejnych wielkich imprezach lekkoatletycznych na naszym stadionie "już" w roku 2010, o potrzebie powiększenia stadionu o kolejnych 12 tysięcy miejsc kosztem 30-40 mln zł, aczkolwiek to tylko siedem miesięcy pracy (swoją drogą szkoda, iż takiego szybkiego tempa prac nie mógł Pan wyegzekwować przy remoncie Wiaduktu Warszawskiego, co w znaczny sposób ułatwiłoby życie mieszkańcom Fordonu). A zaraz potem dodaje Pan, że w przypadku złego zachowania kibiców "Zawiszy" zamknie Pan stadion dla piłkarzy i nie będzie podgrzewanej murawy na jeden mecz reprezentacji piłkarskiej w roku.

W związku z powyższym pytam - na ile i jak wielkich imprez sportowych możemy liczyć w roku 2009 na nazwanym przez Pana: stadionie miejskim?

Dla jednej imprezy możemy powiększyć stadion i wydać kolejnych 40 mln zł, natomiast kwotę kilkadziesiąt razy mniejszą na podgrzewaną murawę już nie? A co jeżeli to kibic lekkiej atletyki podczas przyszłorocznego festiwalu lekkoatletycznego wyrwie krzesełko? To również oglądania zawodów "królowej sportu" zostaniemy pozbawieni?

Fakt złożenia doniesienia do prokuratury o naruszenie interesów miasta przez grupę, która wywiesiła transparent odnośnie do narzuconej nazwy stadionu - woła o pomstę do nieba, a mówią iż prawdziwa cnota krytyki się nie boi. Czy gdy ta sama grupa zbierze kilkanaście tysięcy podpisów pod petycją do Pana o przywrócenie stadionowi nazwy ZAWISZA, również te kilkanaście tysięcy osób poda Pan do prokuratury?

W tym samym artykule żali się Pan na telewizję publiczną, która w "trójce" pokazywała relacje z mistrzostw świata w Bydgoszczy w godzinach nocnych. Wielkie wydatki na promocję imprezy w tym wypadku nie przełożyły się na relacje telewizyjne. Kto by pomyślał... Jeszcze kilka lat temu kwotę 40 tysięcy zł za relację z etapu Tour de Pologne na antenie jedynki TVP m.in. w okolicach czasowych Teleekspressu uważał Pan za zbyt wygórowaną...

PS

Jeżeli w którymś momencie - Pana zdaniem - naruszyłem Pana dobre imię lub tak zwany interes miasta, to również na moje, jeszcze swobodne wypowiedzi, proszę złożyć doniesienie do prokuratury.

Z poważaniem

Łukasz Chojnacki

Bydgoszcz, 15 lipca 2008 r.

Sektofobia

http://www.przekroj.com.pl/wydarzenia_kraj_artykul,1589.html

10.08.2006Sektofobia Anna Szulc

Ćwiczysz jogę albo nie jesz mięsa? Łatwo możesz trafić na czarną listę niebezpiecznych sekciarzy. Szczególnie w czasie wakacji.

Latem złowroga sekta potrafi się ukryć pod każdym krzakiem. Może się zaczaić w harcerskim namiocie, w szkole pełnej kolonistów, nawet na drodze do Częstochowy. Tak twierdzą ci, którzy od lat walczą w Polsce z sektami. Problem w tym, że za sekciarzy uznaje się dziś wyznawców Kriszny, świadków Jehowy, a nawet ekologów, tarocistów i radiestetów.
Minister spraw wewnętrznych Ludwik Dorn ogłosił program „Bezpieczne wakacje”, w ramach którego patrole policyjne wzmocnione przez żandarmerię wojskową już od końca czerwca zajmują się „monitoringiem aktywności sekt”. Policjantów wspiera lokalna władza, a we Wrocławiu jeszcze lokalna straż miejska i dominikanie. Ogólnopolski Komitet Obrony przed Sektami do końca wakacji rozrzuci w Polsce 50 tysięcy ulotek o tym, jak ustrzec się przed sektą i gdzie szukać pomocy.
– Jeśli nie zaczniemy faktycznie walczyć z sektami, czeka nas Armagedon – zapewnia Ryszard Nowak, były poseł Unii Pracy, obecnie szef Komitetu. – Sekty to w Polsce prawdziwa zaraza. Potrafią dotrzeć wszędzie. Zjawiają się nawet na pielgrzymkach, choć brzmi to jak science fiction.

Co Owsiak robi z rękami

Według Nowaka zjawiają się również na słynnych muzycznych festiwalach. Na przykład na Przystanku Woodstock, który szczególnie upatrzyli sobie sataniści. Za największego piewcę satanizmu Ryszard Nowak uznaje organizatora festiwalu Jurka Owsiaka. – Wystarczy spojrzeć, co ten facet robi z rękami – wyjaśnia. – Jego dłonie są nerwowe i często pokazują znaki charakterystyczne dla wyznawców szatana. Owsiak to zakamuflowany satanista.
Nowak zapewnia, że wie, co mówi. W końcu polskie sądy już dwukrotnie powoływały go na biegłego w procesach satanistów – w Białej Podlaskiej i w Bydgoszczy. To właśnie jego opinie miały wpływ na wydawane przez sąd wyroki.
Z szatanem i jego wyznawcami Ryszard Nowak walczy już po raz dziewiąty z rzędu. Zawsze pod hasłem „Lato bez sekt”.
Jednego „Lata bez sekt” Robert Surma, filozof i ekolog z Mysłowic, nie zapomni do końca życia. W miejscowym domu kultury brał wtedy udział w zebraniu Klubu OK, stowarzyszenia propagującego ekologię i wegetarianizm. – Do ośrodka wpadło kilkunastu młodych bojówkarzy uzbrojonych w łańcuchy, kije – wspomina filozof. – Poleciały na nas kamienie i wyzwiska. Dowiedzieliśmy się, że jesteśmy sektą.
Jeden z ekologów został dotkliwie pobity, innym udało się uciec. Wkrótce potem z krążących po Mysłowicach ulotek Robert Surma dowiedział się, że jego Klub OK, jak dziesiątki innych stowarzyszeń ekologicznych, został wpisany do tak zwanego wykazu sekt.
– Do dziś nie udało nam się ustalić, kto stworzył tę czarną listę – mówi ekolog. – Ale na rozprowadzanych ulotkach widniała nazwa Dominikańskie Centrum Informacji o Sektach i Nowych Ruchach Religijnych. Zdziwiłem się, bo nasz ruch nie miał i nadal nie ma nic wspólnego z jakąkolwiek religią. Równie dobrze można by posądzać o sekciarstwo osiedlowe kółko modelarskie lub koło gospodyń wiejskich.
Kilka miesięcy później Surma dostał wezwanie na policję. – Przesłuchanie było związane ze stosowaną przeze mnie dietą wegetariańską, którą dominikanie zaklasyfikowali jako jedną z oznak sekciarstwa – wyjaśnia. – Policjanci próbowali ustalić, czy nie jestem członkiem jakiejś grupy religijnej, bo w głowie nie mogło im się pomieścić, że normalny człowiek może stosować dietę opartą wyłącznie na warzywach, owocach i zbożach.
Kościelne organizacje zwalczające sekty rzeczywiście nie pozostawiają na wegetarianach suchej nitki. „Intensywna dieta wegetariańska prowadzi do wzrostu podatności na sugestię oraz wpływy innych i powoduje zanik krytycyzmu – zapewnia ksiądz Grzegorz Daroszowski na stronie internetowej Centrum Przeciwdziałania Psychomanipulacji, którego siedziba mieści się przy archikatedrze w Lublinie. – Wegetariańskie hasła coraz częściej są jedynie &raquo;nową szatą&laquo; sekt”.

Nie będziesz wierzył, w co chcesz

– Ekolodzy, wegetarianie, jogini, lekarze medycyny holistycznej, miłośnicy talizmanów – można by długo wyliczać tych, którzy są podejrzani o związki z groźnymi sektami – twierdzi doktor Zbigniew Pasek z Pracowni Dokumentacji Wyznań Religijnych w Instytucie Religioznawstwa Uniwersytetu Jagiellońskiego. – W Polsce oprócz wyznawców Kościoła rzymskokatolickiego poza podejrzeniami są dziś wyłącznie prawosławni i luteranie.
Religioznawcy, mówiąc o nowych religiach, posługują się terminem „nowe ruchy religijne” lub „ruchy kultowe”. Zdaniem doktora Paska już samo słowo „sekta” kojarzy się Polakom z praniem mózgu, wyciąganiem pieniędzy, demonicznym guru, izolacją od świata.
– I taką wizję promują od lat polskie organizacje zajmujące się tak zwanymi sektami – dodaje religioznawca. – A przecież w naszym prawie słowo „sekta” nie istnieje. Nie jesteśmy państwem wyznaniowym, każdy, przynajmniej teoretycznie, może wierzyć, w co mu się podoba. O ile nie szkodzi innym.
Doktor Pasek doliczył się ponad 50 ośrodków, których celem jest zwalczanie sekt. Większość z nich opiera się na strukturach kościelnych. Wiele dotowanych jest przez samorządy.
– To nie naukowcy, których głos w zasadzie się pomija, ale właśnie zakonnicy, księża katoliccy i ich świeccy wolontariusze związani z tak zwanymi centrami informacji o sektach są dziś powszechnie uznawani za największych ekspertów od innych kultów – dodaje Piotr Szarszewski, który na Uniwersytecie Jagiellońskim zamierza obronić pracę doktorską na temat wizerunku nowych ruchów religijnych w mediach. – Z ich pomocy korzysta policja, pedagodzy, psycholodzy, dziennikarze. A przecież w kwestiach dotyczących tak delikatnej materii, jaką jest religia, nie powinni wyrokować i pouczać potencjalni konkurenci.
Zdaniem Szarszewskiego za polską sektofobię odpowiedzialne są przede wszystkim związane z Kościołem antysekciarskie ośrodki.
Na stronie internetowej, na której ogłaszają się dominikańskie centra informacji o sektach, można przeczytać smutną opowieść o Kasi z małej wioski pod Krakowem, która się powiesiła, bo wcześniej wstąpiła do sekty, do Instytutu Wiedzy o Tożsamości Misji Czaitanii. Można przeczytać o Robercie, który także zetknął się z Misją, a potem wylądował w psychiatryku. Jak też dramatyczną historię męża, którego żona po poznaniu bahtów, wyznawców Kriszny, zaczęła okradać dom i zaciągać długi. Oraz o kobiecie, którą dzieci skazały na śmierć, bo wstąpiły do świadków Jehowy. Przypadki te najwyraźniej mają odstraszać potencjalnych nowych adeptów.
– Świadkowie Jehowy są jednym z najbardziej restrykcyjnych etycznie związków wyznaniowych i wykluczają ze swojej organizacji osoby naruszające zasady – tłumaczy doktor Zbigniew Pasek. – Zdarza się, że pracodawcy chętnie zatrudniają wyznawców tego ruchu, bo mają pewność, że ich nie okradną (dowodem ogłoszenia z dopiskiem „Świadka Jehowy zatrudnię”). Ale w Polsce wciąż świadków Jehowy uważa się za sektę, choć są przecież legalnie działającą organizacją religijną.
Psychotechniki i narkotyki
Legalnie działa też Misja Czaitanii i Międzynarodowe Towarzystwo Świadomości Kriszny. Obie oparte na hinduizmie grupy postanowiły jeszcze w latach 90. walczyć o dobre imię. Najpierw Misja Czaitanii wytoczyła proces Annie Łobaczewskiej, przewodniczącej Ruchu Obrony Rodziny i Jednostki, która oskarżyła ruch o stosowanie psychotechnik, narkotyzowanie wyznawców itp. Misja proces wygrała. W sądzie wygrali też krisznowcy, po tym jak stowarzyszenie Civitas Christiana rozpowszechniło ulotkę, że są organizacją niebezpieczną.
– W dalszym ciągu pojawia się mnóstwo kłamstw na nasz temat – mówi Agnieszka Nowak z ruchu Hare Kriszna. – Wciąż oskarża się nas o pranie mózgu, zażywanie narkotyków, malwersacje finansowe. Jesteśmy inni, bo nie jemy mięsa, nie pijemy alkoholu, żyjemy w ascezie. Nie jesteśmy sektą, nie niszczymy ludzi, każdy, kto chce się do nas przyłączyć, musi mieć skończone 18 lat i robi to dobrowolnie.

Krisznowcy wielokrotnie próbowali rozmawiać z dominikanami. – Bardzo nam zależy, by zakonnicy przestali publikować oszczerstwa na nasz temat – dodaje Agnieszka Nowak. Ostatnio, jak co roku, wyznawcy Kriszny pojawili się na Przystanku Woodstock w Kostrzynie. Jurek Owsiak otwarcie bowiem sympatyzuje z bahtami.
– Nie mam nic przeciwko ich obecności – mówi Owsiak. – Niczego złego nie propagują, nie są nachalni. Nie widzę powodów, by zakazać im uczestnictwa w festiwalu, którego naczelnym hasłem jest tolerancja.
W imię tolerancji Owsiak zaprosił w tym roku na Woodstock na wykłady księdza, uczennicę rabina i duchownego islamskiego.
– Chciałem pokazać młodym ludziom, że odmienne duchowości mogą ze sobą współistnieć w harmonii – wyjaśnia. – Że zanim ocenią inne religie, najpierw powinni je poznać. Zanim wrzucą innowiercę do worka z napisem „sekta”, powinni wysłuchać, co naprawdę ma do powiedzenia. Szkoda, że w szkołach nie mogą tego usłyszeć. Szkoda, że wysłuchują jedynie sektofobów, a nikt nie proponuje im spotkania z mnichem buddyjskim albo imamem.
W kwietniu tego roku Renata Głuszko, członkini Kostrzyńskiej Grupy Obywatelskiej, która oskarżyła Owsiaka między innymi o promowanie sekt, musiała go na sali sądowej publicznie przeprosić za pomówienia. Sąd nie uznał także racji Telewizji Trwam, która w filmie o Przystanku Woodstock sugerowała, że festiwal jest mekką sekciarstwa.
Niewiele to jednak zmieniło. Tuż po tegorocznym Przystanku Wojciech Wybranowski, publicysta związany ideowo z Telewizją Trwam, napisał na łamach „Naszego Dziennika”: „Swoje łowy wśród młodych uczestników Przystanku Woodstock tradycyjnie już zorganizowała niebezpieczna sekta Hare Kriszna”.

Gwałcenie jogą

– Najczęściej mamy do czynienia z niewybredną ideologiczną walką z alternatywnymi formami religijności – zauważa Piotr Szarszewski. – Fakty nie mają tu znaczenia, ważne jest tylko, by pokazać, że wszystko, co odmienne, jest groźne. Ośrodki i ludzie zwalczające kulty negują nawet sposoby, w jaki Polacy spędzają wolny czas, mają skrajnie negatywny stosunek do wschodnich sztuk walki czy jogi.
Zdarzało się już wielokrotnie, że szkoły jogi wyrzucano w Polsce z wynajmowanych lokali. Z takimi kłopotami borykały się nawet najsławniejsze szkoły oparte na uznanej w świecie metodzie Iyengara – jedna w Warszawie, a dwie w Krakowie.
Najgorętszą przeciwniczką jogi uznawanej dziś w świecie głównie za zestaw sprawdzonych technik gimnastycznych jest dominikanka, siostra Michaela Pawlik, która wiele lat spędziła w Indiach. A potem jeździła po Polsce z pogadankami dla młodzieży. Na stronie antysekciarskiego Ostrzegawczego Serwisu Informacyjnego znalazł się wykład zakonnicy, którego wysłuchała młodzież z Dębicy. „Joga – twierdzi siostra – powoduje poczucie rozbicia, poczucie zniszczenia siebie. Osobowość człowieka się rozbija przez gwałcenie fizjologicznych procesów własnego organizmu”.
Dzwonię do Dominikańskiego Centrum Informacji o Nowych Ruchach Religijnych i Sektach w Gdańsku. Przedstawiam się jako matka 13-latki, która postanowiła ćwiczyć jogę. – Córka powiesiła na ścianie fotografię jakiegoś jogina – mówię ojcu Grzegorzowi Kluzowi, szefowi ośrodka. – Czy mam się zacząć bać?
– Joga zazwyczaj łączy się z odmiennym od naszego sposobem myślenia – dowiaduję się. – Często ma także powiązania z New Age, a to już jest groźne.
Ojciec Kluz radzi mi, bym poszła z córką na wizytę u psychologa. Podaje telefon specjalistki zaprzyjaźnionej z ośrodkiem. Dzwonię, umawiamy się na pierwszą sesję terapeutyczną dotyczącą zagrożenia, jakie czyha na moje dziecko w związku z jogą. Wizyta jest bezpłatna. Każda kolejna kosztuje 60 złotych.
Siostra Michaela, która bardzo jogi nie lubi, naraziła się także Związkowi Buddyjskiemu Karma Kagyu. W jednym z artykułów napisała, że związek jest destrukcyjną sektą uprawiającą molestowanie seksualne i psychomanipulację oraz handlującą narządami.
– Jesteśmy bardzo spokojnymi ludźmi – wyjaśnia Marek Rosiński z Karma Kagyu. – Wiele możemy znieść, wysłuchać, przemilczeć. Ale to przekroczyło granice dobrego smaku.
Sześć lat temu Sąd Okręgowy w Warszawie nakazał zniszczenie wszystkich egzemplarzy książki „Sekty. Ekspansja zła”, w której siostra Michaela wyrażała dezaprobatę wobec buddyzmu. Dziś dominikanka jest aktywną działaczką Ruchu Obrony Rodziny i Jednostki Anny Łobaczewskiej. O buddystach już nie pisze. Przerzuciła się na wyznawców Kriszny.
– Wiedza ośrodków antykultowych o nowych kultach jest albo selektywna, albo przefiltrowana przez własne przekonania religijne – uważa Piotr Szarszewski. – I nie jest poparta żadnymi sensownymi analizami. Są to tylko opinie ludzi, którzy najchętniej wymazaliby nowe ruchy z duchowej mapy Polski.
Destrukcyjny margines
Na wizerunek tak zwanych sekt wpływ mają także doniesienia prasowe o kolejnych mordach dokonanych przez szalonych guru.
W połowie czerwca tego roku część prasy nazwała skandalem przybycie do Oświęcimia 200 mnichów z buddyjskiej organizacji Agon Shu, którzy w Auschwitz postanowili modlić się o pokój na świecie. Z uroczystości wycofało się Chrześcijańskie Stowarzyszenie Rodzin Oświęcimskich. Mnichów zaprosił prezydent miasta, gdy Agon Shu zdecydowała się przekazać znaczną sumę pieniędzy na budowę Kopca Pamięci i Pojednania. Organizacja działa w Japonii, legalnie. Ma 300 tysięcy wyznawców. Jeszcze przed pojawieniem się mnichów w Oświęcimiu polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych zaleciło władzom miasta „daleko posuniętą ostrożność” w kontaktach z Agon Shu. Nie wyjaśniło dlaczego. Wiadomo jednak, że z japońskim ruchem określanym już coraz częściej w polskiej prasie jako sekta powiązany przed laty był Shoko Asahara odpowiedzialny za rozpylenie sarinu w tokijskim metrze w 1995 roku.
– Nie jesteśmy żadną sektą – tłumaczyli zdenerwowani mnisi po przyjeździe do Polski. – Nie czujemy się odpowiedzialni za działania Asahary. Czy gdyby zamachu w Tokio dokonał chrześcijanin, mielibyśmy prawo oskarżać wszystkich chrześcijan?
Zbigniew Pasek zauważa, że nadużycia zdarzają się we wszystkich organizacjach religijnych. – I tych małych, i tych dużych – mówi. – Nadużycia zdarzają się wszędzie tam, gdzie działają ludzie. Owszem, istnieją także sekty z gruntu destruktywne, których celem jest podporządkowanie sobie ludzi, wykorzystywanie ich. Ale z badań naukowców wynika, że jest to wciąż, na szczęście, niewiele znaczący margines. Większość ruchów religijnych, nawet jeśli ich idee wydają nam się obce, egzotyczne, naiwne lub śmieszne, kieruje się czystymi intencjami. I mają prawo, by te idee głosić. Czy nam się to podoba, czy nie.

***

Jurek Owsiak w odpowiedzi na oskarżenia Ryszarda Nowaka, który widzi w nim naczelnego polskiego satanistę, poprosił o opublikowanie jego krótkiej riposty.
– Bardzo proszę napisać, że w zaistniałej sytuacji uważam szefa Ogólnopolskiego Komitetu Obrony przed Sektami za kompletnego idiotę – powiedział pomysłodawca Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy i festiwalu Przystanek Woodstock.

Anna Szulc

"Przekrój" nr 32/2006

http://sektofobia.blog.onet.pl/

PMB
Jacek dnia Pon 9:29, 16 Cze 2008, w całości zmieniany 1 raz

Temat wolny

myślę, że zainteresuje to wszystkich wegetarian;]
artykuł z onetu, coś koniec lipca chyba

Sektofobia
Za sekciarzy uznaje się dziś wyznawców Kriszny, świadków Jehowy, a nawet ekologów i radiestetów
Ćwiczysz jogę albo nie jesz mięsa? Łatwo możesz trafić na czarną listę niebezpiecznych sekciarzy. Szczególnie w czasie wakacji.

Latem złowroga sekta potrafi się ukryć pod każdym krzakiem. Może się zaczaić w harcerskim namiocie, w szkole pełnej kolonistów, nawet na drodze do Częstochowy. Tak twierdzą ci, którzy od lat walczą w Polsce z sektami. Problem w tym, że za sekciarzy uznaje się dziś wyznawców Kriszny, świadków Jehowy, a nawet ekologów, tarocistów i radiestetów.

Minister spraw wewnętrznych Ludwik Dorn ogłosił program "Bezpieczne wakacje", w ramach którego patrole policyjne wzmocnione przez żandarmerię wojskową już od końca czerwca zajmują się "monitoringiem aktywności sekt". Policjantów wspiera lokalna władza, a we Wrocławiu jeszcze lokalna straż miejska i dominikanie. Ogólnopolski Komitet Obrony przed Sektami do końca wakacji rozrzuci w Polsce 50 tysięcy ulotek o tym, jak ustrzec się przed sektą i gdzie szukać pomocy.

- Jeśli nie zaczniemy faktycznie walczyć z sektami, czeka nas Armagedon - zapewnia Ryszard Nowak, były poseł Unii Pracy, obecnie szef Komitetu. - Sekty to w Polsce prawdziwa zaraza. Potrafią dotrzeć wszędzie. Zjawiają się nawet na pielgrzymkach, choć brzmi to jak science fiction.

Co Owsiak robi z rękami

Według Nowaka zjawiają się również na słynnych muzycznych festiwalach. Na przykład na Przystanku Woodstock, który szczególnie upatrzyli sobie sataniści. Za największego piewcę satanizmu Ryszard Nowak uznaje organizatora festiwalu Jurka Owsiaka. - Wystarczy spojrzeć, co ten facet robi z rękami - wyjaśnia. - Jego dłonie są nerwowe i często pokazują znaki charakterystyczne dla wyznawców szatana. Owsiak to zakamuflowany satanista.

Nowak zapewnia, że wie, co mówi. W końcu polskie sądy już dwukrotnie powoływały go na biegłego w procesach satanistów - w Białej Podlaskiej i w Bydgoszczy. To właśnie jego opinie miały wpływ na wydawane przez sąd wyroki.

Z szatanem i jego wyznawcami Ryszard Nowak walczy już po raz dziewiąty z rzędu. Zawsze pod hasłem "Lato bez sekt".

Jednego "Lata bez sekt" Robert Surma, filozof i ekolog z Mysłowic, nie zapomni do końca życia. W miejscowym domu kultury brał wtedy udział w zebraniu Klubu OK, stowarzyszenia propagującego ekologię i wegetarianizm. - Do ośrodka wpadło kilkunastu młodych bojówkarzy uzbrojonych w łańcuchy, kije - wspomina filozof. - Poleciały na nas kamienie i wyzwiska. Dowiedzieliśmy się, że jesteśmy sektą.

Jeden z ekologów został dotkliwie pobity, innym udało się uciec. Wkrótce potem z krążących po Mysłowicach ulotek Robert Surma dowiedział się, że jego Klub OK, jak dziesiątki innych stowarzyszeń ekologicznych, został wpisany do tak zwanego wykazu sekt.

Do dziś nie udało nam się ustalić, kto stworzył tę czarną listę - mówi ekolog. - Ale na rozprowadzanych ulotkach widniała nazwa Dominikańskie Centrum Informacji o Sektach i Nowych Ruchach Religijnych. Zdziwiłem się, bo nasz ruch nie miał i nadal nie ma nic wspólnego z jakąkolwiek religią. Równie dobrze można by posądzać o sekciarstwo osiedlowe kółko modelarskie lub koło gospodyń wiejskich.

Kilka miesięcy później Surma dostał wezwanie na policję. - Przesłuchanie było związane ze stosowaną przeze mnie dietą wegetariańską, którą dominikanie zaklasyfikowali jako jedną z oznak sekciarstwa - wyjaśnia. - Policjanci próbowali ustalić, czy nie jestem członkiem jakiejś grupy religijnej, bo w głowie nie mogło im się pomieścić, że normalny człowiek może stosować dietę opartą wyłącznie na warzywach, owocach i zbożach.

Kościelne organizacje zwalczające sekty rzeczywiście nie pozostawiają na wegetarianach suchej nitki. "Intensywna dieta wegetariańska prowadzi do wzrostu podatności na sugestię oraz wpływy innych i powoduje zanik krytycyzmu - zapewnia ksiądz Grzegorz Daroszowski na stronie internetowej Centrum Przeciwdziałania Psychomanipulacji, którego siedziba mieści się przy archikatedrze w Lublinie. - Wegetariańskie hasła coraz częściej są jedynie "nową szatą= sekt".

Nie będziesz wierzył, w co chcesz

- Ekolodzy, wegetarianie, jogini, lekarze medycyny holistycznej, miłośnicy talizmanów - można by długo wyliczać tych, którzy są podejrzani o związki z groźnymi sektami - twierdzi doktor Zbigniew Pasek z Pracowni Dokumentacji Wyznań Religijnych w Instytucie Religioznawstwa Uniwersytetu Jagiellońskiego. - W Polsce oprócz wyznawców Kościoła rzymskokatolickiego poza podejrzeniami są dziś wyłącznie prawosławni i luteranie.

Religioznawcy, mówiąc o nowych religiach, posługują się terminem "nowe ruchy religijne" lub "ruchy kultowe". Zdaniem doktora Paska już samo słowo "sekta" kojarzy się Polakom z praniem mózgu, wyciąganiem pieniędzy, demonicznym guru, izolacją od świata.

- I taką wizję promują od lat polskie organizacje zajmujące się tak zwanymi sektami - dodaje religioznawca. - A przecież w naszym prawie słowo "sekta" nie istnieje. Nie jesteśmy państwem wyznaniowym, każdy, przynajmniej teoretycznie, może wierzyć, w co mu się podoba. O ile nie szkodzi innym.

Doktor Pasek doliczył się ponad 50 ośrodków, których celem jest zwalczanie sekt. Większość z nich opiera się na strukturach kościelnych. Wiele dotowanych jest przez samorządy.

- To nie naukowcy, których głos w zasadzie się pomija, ale właśnie zakonnicy, księża katoliccy i ich świeccy wolontariusze związani z tak zwanymi centrami informacji o sektach są dziś powszechnie uznawani za największych ekspertów od innych kultów - dodaje Piotr Szarszewski, który na Uniwersytecie Jagiellońskim zamierza obronić pracę doktorską na temat wizerunku nowych ruchów religijnych w mediach. - Z ich pomocy korzysta policja, pedagodzy, psycholodzy, dziennikarze. A przecież w kwestiach dotyczących tak delikatnej materii, jaką jest religia, nie powinni wyrokować i pouczać potencjalni konkurenci.

Zdaniem Szarszewskiego za polską sektofobię odpowiedzialne są przede wszystkim związane z Kościołem antysekciarskie ośrodki.

Na stronie internetowej, na której ogłaszają się dominikańskie centra informacji o sektach, można przeczytać smutną opowieść o Kasi z małej wioski pod Krakowem, która się powiesiła, bo wcześniej wstąpiła do sekty, do Instytutu Wiedzy o Tożsamości Misji Czaitanii. Można przeczytać o Robercie, który także zetknął się z Misją, a potem wylądował w psychiatryku. Jak też dramatyczną historię męża, którego żona po poznaniu bahtów, wyznawców Kriszny, zaczęła okradać dom i zaciągać długi. Oraz o kobiecie, którą dzieci skazały na śmierć, bo wstąpiły do świadków Jehowy. Przypadki te najwyraźniej mają odstraszać potencjalnych nowych adeptów.

- Świadkowie Jehowy są jednym z najbardziej restrykcyjnych etycznie związków wyznaniowych i wykluczają ze swojej organizacji osoby naruszające zasady - tłumaczy doktor Zbigniew Pasek. - Zdarza się, że pracodawcy chętnie zatrudniają wyznawców tego ruchu, bo mają pewność, że ich nie okradną (dowodem ogłoszenia z dopiskiem "Świadka Jehowy zatrudnię"). Ale w Polsce wciąż świadków Jehowy uważa się za sektę, choć są przecież legalnie działającą organizacją religijną.

ęPsychotechniki i narkotyki

Legalnie działa też Misja Czaitanii i Międzynarodowe Towarzystwo Świadomości Kriszny. Obie oparte na hinduizmie grupy postanowiły jeszcze w latach 90. walczyć o dobre imię. Najpierw Misja Czaitanii wytoczyła proces Annie Łobaczewskiej, przewodniczącej Ruchu Obrony Rodziny i Jednostki, która oskarżyła ruch o stosowanie psychotechnik, narkotyzowanie wyznawców itp. Misja proces wygrała. W sądzie wygrali też krisznowcy, po tym jak stowarzyszenie Civitas Christiana rozpowszechniło ulotkę, że są organizacją niebezpieczną.

- W dalszym ciągu pojawia się mnóstwo kłamstw na nasz temat - mówi Agnieszka Nowak z ruchu Hare Kriszna. - Wciąż oskarża się nas o pranie mózgu, zażywanie narkotyków, malwersacje finansowe. Jesteśmy inni, bo nie jemy mięsa, nie pijemy alkoholu, żyjemy w ascezie. Nie jesteśmy sektą, nie niszczymy ludzi, każdy, kto chce się do nas przyłączyć, musi mieć skończone 18 lat i robi to dobrowolnie.

Krisznowcy wielokrotnie próbowali rozmawiać z dominikanami. - Bardzo nam zależy, by zakonnicy przestali publikować oszczerstwa na nasz temat - dodaje Agnieszka Nowak. Ostatnio, jak co roku, wyznawcy Kriszny pojawili się na Przystanku Woodstock w Kostrzynie. Jurek Owsiak otwarcie bowiem sympatyzuje z bahtami.

- Nie mam nic przeciwko ich obecności - mówi Owsiak. - Niczego złego nie propagują, nie są nachalni. Nie widzę powodów, by zakazać im uczestnictwa w festiwalu, którego naczelnym hasłem jest tolerancja.

W imię tolerancji Owsiak zaprosił w tym roku na Woodstock na wykłady księdza, uczennicę rabina i duchownego islamskiego.

- Chciałem pokazać młodym ludziom, że odmienne duchowości mogą ze sobą współistnieć w harmonii - wyjaśnia. - Że zanim ocenią inne religie, najpierw powinni je poznać. Zanim wrzucą innowiercę do worka z napisem "sekta", powinni wysłuchać, co naprawdę ma do powiedzenia. Szkoda, że w szkołach nie mogą tego usłyszeć. Szkoda, że wysłuchują jedynie sektofobów, a nikt nie proponuje im spotkania z mnichem buddyjskim albo imamem.

W kwietniu tego roku Renata Głuszko, członkini Kostrzyńskiej Grupy Obywatelskiej, która oskarżyła Owsiaka między innymi o promowanie sekt, musiała go na sali sądowej publicznie przeprosić za pomówienia. Sąd nie uznał także racji Telewizji Trwam, która w filmie o Przystanku Woodstock sugerowała, że festiwal jest mekką sekciarstwa.

Niewiele to jednak zmieniło. Tuż po tegorocznym Przystanku Wojciech Wybranowski, publicysta związany ideowo z Telewizją Trwam, napisał na łamach "Naszego Dziennika": "Swoje łowy wśród młodych uczestników Przystanku Woodstock tradycyjnie już zorganizowała niebezpieczna sekta Hare Kriszna".

Gwałcenie jogą

- Najczęściej mamy do czynienia z niewybredną ideologiczną walką z alternatywnymi formami religijności - zauważa Piotr Szarszewski. - Fakty nie mają tu znaczenia, ważne jest tylko, by pokazać, że wszystko, co odmienne, jest groźne. Ośrodki i ludzie zwalczające kulty negują nawet sposoby, w jaki Polacy spędzają wolny czas, mają skrajnie negatywny stosunek do wschodnich sztuk walki czy jogi.

Zdarzało się już wielokrotnie, że szkoły jogi wyrzucano w Polsce z wynajmowanych lokali. Z takimi kłopotami borykały się nawet najsławniejsze szkoły oparte na uznanej w świecie metodzie Iyengara - jedna w Warszawie, a dwie w Krakowie.

Najgorętszą przeciwniczką jogi uznawanej dziś w świecie głównie za zestaw sprawdzonych technik gimnastycznych jest dominikanka, siostra Michaela Pawlik, która wiele lat spędziła w Indiach. A potem jeździła po Polsce z pogadankami dla młodzieży. Na stronie antysekciarskiego Ostrzegawczego Serwisu Informacyjnego znalazł się wykład zakonnicy, którego wysłuchała młodzież z Dębicy. "Joga - twierdzi siostra - powoduje poczucie rozbicia, poczucie zniszczenia siebie. Osobowość człowieka się rozbija przez gwałcenie fizjologicznych procesów własnego organizmu".

Dzwonię do Dominikańskiego Centrum Informacji o Nowych Ruchach Religijnych i Sektach w Gdańsku. Przedstawiam się jako matka 13-latki, która postanowiła ćwiczyć jogę. - Córka powiesiła na ścianie fotografię jakiegoś jogina - mówię ojcu Grzegorzowi Kluzowi, szefowi ośrodka. - Czy mam się zacząć bać?

- Joga zazwyczaj łączy się z odmiennym od naszego sposobem myślenia - dowiaduję się. - Często ma także powiązania z New Age, a to już jest groźne.

Ojciec Kluz radzi mi, bym poszła z córką na wizytę u psychologa. Podaje telefon specjalistki zaprzyjaźnionej z ośrodkiem. Dzwonię, umawiamy się na pierwszą sesję terapeutyczną dotyczącą zagrożenia, jakie czyha na moje dziecko w związku z jogą. Wizyta jest bezpłatna. Każda kolejna kosztuje 60 złotych.

Siostra Michaela, która bardzo jogi nie lubi, naraziła się także Związkowi Buddyjskiemu Karma Kagyu. W jednym z artykułów napisała, że związek jest destrukcyjną sektą uprawiającą molestowanie seksualne i psychomanipulację oraz handlującą narządami.

- Jesteśmy bardzo spokojnymi ludźmi - wyjaśnia Marek Rosiński z Karma Kagyu. - Wiele możemy znieść, wysłuchać, przemilczeć. Ale to przekroczyło granice dobrego smaku.

Sześć lat temu Sąd Okręgowy w Warszawie nakazał zniszczenie wszystkich egzemplarzy książki "Sekty. Ekspansja zła", w której siostra Michaela wyrażała dezaprobatę wobec buddyzmu. Dziś dominikanka jest aktywną działaczką Ruchu Obrony Rodziny i Jednostki Anny Łobaczewskiej. O buddystach już nie pisze. Przerzuciła się na wyznawców Kriszny.

- Wiedza ośrodków antykultowych o nowych kultach jest albo selektywna, albo przefiltrowana przez własne przekonania religijne - uważa Piotr Szarszewski. - I nie jest poparta żadnymi sensownymi analizami. Są to tylko opinie ludzi, którzy najchętniej wymazaliby nowe ruchy z duchowej mapy Polski.

Destrukcyjny margines

Na wizerunek tak zwanych sekt wpływ mają także doniesienia prasowe o kolejnych mordach dokonanych przez szalonych guru.

W połowie czerwca tego roku część prasy nazwała skandalem przybycie do Oświęcimia 200 mnichów z buddyjskiej organizacji Agon Shu, którzy w Auschwitz postanowili modlić się o pokój na świecie. Z uroczystości wycofało się Chrześcijańskie Stowarzyszenie Rodzin Oświęcimskich. Mnichów zaprosił prezydent miasta, gdy Agon Shu zdecydowała się przekazać znaczną sumę pieniędzy na budowę Kopca Pamięci i Pojednania. Organizacja działa w Japonii, legalnie. Ma 300 tysięcy wyznawców. Jeszcze przed pojawieniem się mnichów w Oświęcimiu polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych zaleciło władzom miasta "daleko posuniętą ostrożność" w kontaktach z Agon Shu. Nie wyjaśniło dlaczego. Wiadomo jednak, że z japońskim ruchem określanym już coraz częściej w polskiej prasie jako sekta powiązany przed laty był Shoko Asahara odpowiedzialny za rozpylenie sarinu w tokijskim metrze w 1995 roku.

- Nie jesteśmy żadną sektą - tłumaczyli zdenerwowani mnisi po przyjeździe do Polski. - Nie czujemy się odpowiedzialni za działania Asahary. Czy gdyby zamachu w Tokio dokonał chrześcijanin, mielibyśmy prawo oskarżać wszystkich chrześcijan?

Zbigniew Pasek zauważa, że nadużycia zdarzają się we wszystkich organizacjach religijnych. - I tych małych, i tych dużych - mówi. - Nadużycia zdarzają się wszędzie tam, gdzie działają ludzie. Owszem, istnieją także sekty z gruntu destruktywne, których celem jest podporządkowanie sobie ludzi, wykorzystywanie ich. Ale z badań naukowców wynika, że jest to wciąż, na szczęście, niewiele znaczący margines. Większość ruchów religijnych, nawet jeśli ich idee wydają nam się obce, egzotyczne, naiwne lub śmieszne, kieruje się czystymi intencjami. I mają prawo, by te idee głosić. Czy nam się to podoba, czy nie.

***

Jurek Owsiak w odpowiedzi na oskarżenia Ryszarda Nowaka, który widzi w nim naczelnego polskiego satanistę, poprosił o opublikowanie jego krótkiej riposty.

- Bardzo proszę napisać, że w zaistniałej sytuacji uważam szefa Ogólnopolskiego Komitetu Obrony przed Sektami za kompletnego idiotę - powiedział pomysłodawca Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy i festiwalu Przystanek Woodstock.

Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy

Zagrała Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy

14.01.2008

Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy zagrała wczoraj po raz szesnasty! Pogoda dopisała, więc już od wczesnych godzin porannych wolontariusze w całym kraju zbierali pieniądze na rzecz dzieci ze schorzeniami laryngologicznymi. Kwestowała także Polonia za granicą. Ekipa Expressu Ilustrowanego, na czele której stanęli w tym roku Basia Tatara, Miss Polonia 2007, i Mariusz Pudzianowski, najsilniejszy człowiek świata, rozpoczęła zbieranie datków w Manufakturze już o godz. 9.

Do namiotu "Expressu" i firmy Blachy Pruszyński łodzianie przynosili pieniądze całymi rodzinami. Nawet małe dzieci przekazywały nam na rzecz Orkiestry skarbonki i pudełka wypełnione zbieranymi przez cały rok monetami! Za banknoty wrzucane do puszek łodzianie otrzymywali expressowe gadżety: szaliki, rękawiczki i czapki. Za symboliczny grosik można było skosztować pysznych expressowych krówek. Dużą popularnością cieszyły się szaliki XVI Finału, oferowane za datki przez naszych wolontariuszy. Wśród nich byli przyjaciele "Expressu" oraz uczniowie 26 szkół.

Najpiękniejsze Polki

W samo południe w namiocie zrobiło się przepięknie! Wspólnie z nami kwestę dla dzieci rozpoczęły najpiękniejsze Polki: Basia Tatara, Miss Polonia 2007, Marta Kaczmarczyk i Natalia Wojtczak, finalistki i półfinalistki wyborów Miss Polonia. Dziewczęta za datki do puszek rozdawały swoim fanom kalendarze i zdjęcia z autografami. Godzinę później zjawiły się Katarzyna i Monika Miszczak, laureatki konkursu Najpiękniejsza Mama i Córka 2007. Rozdając autografy panie zachwycały swym wdziękiem i urodą, a łodzianie z ogromną chęcią wrzucali pieniądze do orkiestrowych puszek. Każdy chciał mieć pamiątkową fotografię z najpiękniejszymi Polkami. Przed naszym namiotem specjalne pokazy prezentowała w tym czasie młodzież z Zespołu Tańca Czarne Stopy.

Siłacz nad siłacze

Ok. godz. 14.30 przy naszym stoisku pojawił się, oczekiwany już przez wielką grupę swoich sympatyków, Mariusz Pudzianowski, najsilniejszy człowiek świata. Pudzian znów przygotował niespodziankę dla fanów: za datki do puszki składał autografy na specjalnym orkiestrowym plakacie. Chętnie pozował do zdjęć i rozmawiał z najmłodszymi o swoich treningach i zawodach. Zapraszał wszystkich na kolejny łódzki Pojedynek Gigantów, który odbędzie się w Hali Sportowej 9 lutego.

Miss Polonia 2007 Basia Tatara i Mariusz Pudzianowski za pośrednictwem łódzkiej Trójki pozdrowili telewidzów w całym kraju i za granicą.

Koncerty i atrakcje

Od godz. 14 na scenie występowały łódzkie zespoły i zaproszeni goście, m.in.: Spaces Faces, Parano, Gore, Van Raajs, Samokhin Band, Michał Karpacki, Krzysztof J. Krawczyk, The Bootels. Chętni łodzianie na wysięgniku strażackim wzbijali się ponad dachy Manufaktury, dzieci z radością korzystały z atrakcji wesołego miasteczka. Nie zabrakło także pasjonatów białego szaleństwa, którzy przy dźwiękach muzyki płynącej ze sceny zjeżdżali na "jabłuszkach" po sztucznym stoku. Fryzjerzy za datki wyczarowywali niezwykłe fryzury, studenci uczyli udzielania pierwszej pomocy, przy specjalnym stanowisku można było oddać krew, a nad zabawą w Manufakturze czuwali policjanci i strażnicy miejscy ze swymi maskotkami. Po rynku przechadzali się się szczudlarze z wielkim smokiem Teatru Arlekin.

Najtłoczniej w Manufakturze zrobiło się o godz. 20. Wtedy to rozbłysły feerią barw sztuczne ognie i fajerwerki - tradycyjne światełko do nieba było kulminacją XVI Finału WOŚP.

Festyn na Pietrynie

Wielu wykonawców wystąpiło na scenie u zbiegu ul. Piotrkowskiej i al. Piłsudskiego. Festyn z atrakcjami trwał tutaj od południa do późnych godzin wieczornych. Zaprezentowali się m.in.: Lecharus, Melange, Grupa Waldiego, Dexter, Michał Karpacki, Volitaire z Bydgoszczy i Radio Bagdad z Gdańska. Dużo braw zebrała ulubienica łodzian Daniela Zabłocka, która na festyn przyjechała powozem. Licytowano m.in. jej szczęśliwe korale, rower Jana Kudry, futra i obrazy. Tu również można było wzbić się do nieba na wysięgniku, pojeździć jeepem i czterokołowcem.

Na sportowo

W hali MOSiR przy ul. Małachowskiego z okazji XVI Finału WOŚP zorganizowano imprezę piłkarską. Oprócz kwesty i licytacji odbył się mecz między piłkarzami Młodzieżowej Rady Miasta i łódzkimi radnymi.

Przez dwa dni w GOSiR "Relaks" w Wiśniowej Górze trwał turniej tenisa stołowego. W sobotę grali uczniowie i studenci, a wczoraj w turnieju open brali udział wszyscy chętni. Wpisowe przekazano na rzecz Orkiestry. Kwesta odbyła się także w sobotę podczas turnieju tanecznego zorganizowanego przez KS Czarne Stopy w hali Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji przy ul. Karpackiej.

Wielkie liczenie

Pełną parą rozpoczęły już wczoraj pracę maszyny liczące w Banku Pekao SA. W oddziale przy Manufakturze wolontariusze rozliczali zebrane datki do późnych godzin wieczornych. Do godz. 20 na koncie XVI Finału WOŚP było 11 milionów 280 tysięcy złotych. W Łodzi do tej godziny policzono ponad 150 tys. zł. Na portalu allegro.pl nadal trwają orkiestrowe aukcje. Wśród nich także zaproponowane przez "Express". Można wylicytować plakat Pudziana z autografem, plakat ubiegłorocznego XV Finału, z autografami naszych gości lub... 4-letniego kuca Bambusia!

Ostateczne wyniki tegorocznej kwesty powinny być znane na początku marca. Najważniejsze, że już dziś wiemy, iż zebrane dzięki wielkim sercom Polaków pieniądze znów pozwolą uratować zdrowie i życie wielu małych pacjentów.











(pb) - Express Ilustrowany

Przekrój

10.08.2006
Sektofobia

Anna Szulc

Ćwiczysz jogę albo nie jesz mięsa? Łatwo możesz trafić na czarną listę niebezpiecznych sekciarzy. Szczególnie w czasie wakacji.
Latem złowroga sekta potrafi się ukryć pod każdym krzakiem. Może się zaczaić w harcerskim namiocie, w szkole pełnej kolonistów, nawet na drodze do Częstochowy. Tak twierdzą ci, którzy od lat walczą w Polsce z sektami. Problem w tym, że za sekciarzy uznaje się dziś wyznawców Kriszny, świadków Jehowy, a nawet ekologów, tarocistów i radiestetów.
Minister spraw wewnętrznych Ludwik Dorn ogłosił program „Bezpieczne wakacje”, w ramach którego patrole policyjne wzmocnione przez żandarmerię wojskową już od końca czerwca zajmują się „monitoringiem aktywności sekt”. Policjantów wspiera lokalna władza, a we Wrocławiu jeszcze lokalna straż miejska i dominikanie. Ogólnopolski Komitet Obrony przed Sektami do końca wakacji rozrzuci w Polsce 50 tysięcy ulotek o tym, jak ustrzec się przed sektą i gdzie szukać pomocy.
– Jeśli nie zaczniemy faktycznie walczyć z sektami, czeka nas Armagedon – zapewnia Ryszard Nowak, były poseł Unii Pracy, obecnie szef Komitetu. – Sekty to w Polsce prawdziwa zaraza. Potrafią dotrzeć wszędzie. Zjawiają się nawet na pielgrzymkach, choć brzmi to jak science fiction.

Co Owsiak robi z rękami

Według Nowaka zjawiają się również na słynnych muzycznych festiwalach. Na przykład na Przystanku Woodstock, który szczególnie upatrzyli sobie sataniści. Za największego piewcę satanizmu Ryszard Nowak uznaje organizatora festiwalu Jurka Owsiaka. – Wystarczy spojrzeć, co ten facet robi z rękami – wyjaśnia. – Jego dłonie są nerwowe i często pokazują znaki charakterystyczne dla wyznawców szatana. Owsiak to zakamuflowany satanista.
Nowak zapewnia, że wie, co mówi. W końcu polskie sądy już dwukrotnie powoływały go na biegłego w procesach satanistów – w Białej Podlaskiej i w Bydgoszczy. To właśnie jego opinie miały wpływ na wydawane przez sąd wyroki.
Z szatanem i jego wyznawcami Ryszard Nowak walczy już po raz dziewiąty z rzędu. Zawsze pod hasłem „Lato bez sekt”.
Jednego „Lata bez sekt” Robert Surma, filozof i ekolog z Mysłowic, nie zapomni do końca życia. W miejscowym domu kultury brał wtedy udział w zebraniu Klubu OK, stowarzyszenia propagującego ekologię i wegetarianizm. – Do ośrodka wpadło kilkunastu młodych bojówkarzy uzbrojonych w łańcuchy, kije – wspomina filozof. – Poleciały na nas kamienie i wyzwiska. Dowiedzieliśmy się, że jesteśmy sektą.
Jeden z ekologów został dotkliwie pobity, innym udało się uciec. Wkrótce potem z krążących po Mysłowicach ulotek Robert Surma dowiedział się, że jego Klub OK, jak dziesiątki innych stowarzyszeń ekologicznych, został wpisany do tak zwanego wykazu sekt.
– Do dziś nie udało nam się ustalić, kto stworzył tę czarną listę – mówi ekolog. – Ale na rozprowadzanych ulotkach widniała nazwa Dominikańskie Centrum Informacji o Sektach i Nowych Ruchach Religijnych. Zdziwiłem się, bo nasz ruch nie miał i nadal nie ma nic wspólnego z jakąkolwiek religią. Równie dobrze można by posądzać o sekciarstwo osiedlowe kółko modelarskie lub koło gospodyń wiejskich.
Kilka miesięcy później Surma dostał wezwanie na policję. – Przesłuchanie było związane ze stosowaną przeze mnie dietą wegetariańską, którą dominikanie zaklasyfikowali jako jedną z oznak sekciarstwa – wyjaśnia. – Policjanci próbowali ustalić, czy nie jestem członkiem jakiejś grupy religijnej, bo w głowie nie mogło im się pomieścić, że normalny człowiek może stosować dietę opartą wyłącznie na warzywach, owocach i zbożach.
Kościelne organizacje zwalczające sekty rzeczywiście nie pozostawiają na wegetarianach suchej nitki. „Intensywna dieta wegetariańska prowadzi do wzrostu podatności na sugestię oraz wpływy innych i powoduje zanik krytycyzmu – zapewnia ksiądz Grzegorz Daroszowski na stronie internetowej Centrum Przeciwdziałania Psychomanipulacji, którego siedziba mieści się przy archikatedrze w Lublinie. – Wegetariańskie hasła coraz częściej są jedynie »nową szatą« sekt”.

Nie będziesz wierzył, w co chcesz

– Ekolodzy, wegetarianie, jogini, lekarze medycyny holistycznej, miłośnicy talizmanów – można by długo wyliczać tych, którzy są podejrzani o związki z groźnymi sektami – twierdzi doktor Zbigniew Pasek z Pracowni Dokumentacji Wyznań Religijnych w Instytucie Religioznawstwa Uniwersytetu Jagiellońskiego. – W Polsce oprócz wyznawców Kościoła rzymskokatolickiego poza podejrzeniami są dziś wyłącznie prawosławni i luteranie.
Religioznawcy, mówiąc o nowych religiach, posługują się terminem „nowe ruchy religijne” lub „ruchy kultowe”. Zdaniem doktora Paska już samo słowo „sekta” kojarzy się Polakom z praniem mózgu, wyciąganiem pieniędzy, demonicznym guru, izolacją od świata.
– I taką wizję promują od lat polskie organizacje zajmujące się tak zwanymi sektami – dodaje religioznawca. – A przecież w naszym prawie słowo „sekta” nie istnieje. Nie jesteśmy państwem wyznaniowym, każdy, przynajmniej teoretycznie, może wierzyć, w co mu się podoba. O ile nie szkodzi innym.
Doktor Pasek doliczył się ponad 50 ośrodków, których celem jest zwalczanie sekt. Większość z nich opiera się na strukturach kościelnych. Wiele dotowanych jest przez samorządy.
– To nie naukowcy, których głos w zasadzie się pomija, ale właśnie zakonnicy, księża katoliccy i ich świeccy wolontariusze związani z tak zwanymi centrami informacji o sektach są dziś powszechnie uznawani za największych ekspertów od innych kultów – dodaje Piotr Szarszewski, który na Uniwersytecie Jagiellońskim zamierza obronić pracę doktorską na temat wizerunku nowych ruchów religijnych w mediach. – Z ich pomocy korzysta policja, pedagodzy, psycholodzy, dziennikarze. A przecież w kwestiach dotyczących tak delikatnej materii, jaką jest religia, nie powinni wyrokować i pouczać potencjalni konkurenci.
Zdaniem Szarszewskiego za polską sektofobię odpowiedzialne są przede wszystkim związane z Kościołem antysekciarskie ośrodki.
Na stronie internetowej, na której ogłaszają się dominikańskie centra informacji o sektach, można przeczytać smutną opowieść o Kasi z małej wioski pod Krakowem, która się powiesiła, bo wcześniej wstąpiła do sekty, do Instytutu Wiedzy o Tożsamości Misji Czaitanii. Można przeczytać o Robercie, który także zetknął się z Misją, a potem wylądował w psychiatryku. Jak też dramatyczną historię męża, którego żona po poznaniu bahtów, wyznawców Kriszny, zaczęła okradać dom i zaciągać długi. Oraz o kobiecie, którą dzieci skazały na śmierć, bo wstąpiły do świadków Jehowy. Przypadki te najwyraźniej mają odstraszać potencjalnych nowych adeptów.
– Świadkowie Jehowy są jednym z najbardziej restrykcyjnych etycznie związków wyznaniowych i wykluczają ze swojej organizacji osoby naruszające zasady – tłumaczy doktor Zbigniew Pasek. – Zdarza się, że pracodawcy chętnie zatrudniają wyznawców tego ruchu, bo mają pewność, że ich nie okradną (dowodem ogłoszenia z dopiskiem „Świadka Jehowy zatrudnię”). Ale w Polsce wciąż świadków Jehowy uważa się za sektę, choć są przecież legalnie działającą organizacją religijną.
Psychotechniki i narkotyki
Legalnie działa też Misja Czaitanii i Międzynarodowe Towarzystwo Świadomości Kriszny. Obie oparte na hinduizmie grupy postanowiły jeszcze w latach 90. walczyć o dobre imię. Najpierw Misja Czaitanii wytoczyła proces Annie Łobaczewskiej, przewodniczącej Ruchu Obrony Rodziny i Jednostki, która oskarżyła ruch o stosowanie psychotechnik, narkotyzowanie wyznawców itp. Misja proces wygrała. W sądzie wygrali też krisznowcy, po tym jak stowarzyszenie Civitas Christiana rozpowszechniło ulotkę, że są organizacją niebezpieczną.
– W dalszym ciągu pojawia się mnóstwo kłamstw na nasz temat – mówi Agnieszka Nowak z ruchu Hare Kriszna. – Wciąż oskarża się nas o pranie mózgu, zażywanie narkotyków, malwersacje finansowe. Jesteśmy inni, bo nie jemy mięsa, nie pijemy alkoholu, żyjemy w ascezie. Nie jesteśmy sektą, nie niszczymy ludzi, każdy, kto chce się do nas przyłączyć, musi mieć skończone 18 lat i robi to dobrowolnie.

Krisznowcy wielokrotnie próbowali rozmawiać z dominikanami. – Bardzo nam zależy, by zakonnicy przestali publikować oszczerstwa na nasz temat – dodaje Agnieszka Nowak. Ostatnio, jak co roku, wyznawcy Kriszny pojawili się na Przystanku Woodstock w Kostrzynie. Jurek Owsiak otwarcie bowiem sympatyzuje z bahtami.
– Nie mam nic przeciwko ich obecności – mówi Owsiak. – Niczego złego nie propagują, nie są nachalni. Nie widzę powodów, by zakazać im uczestnictwa w festiwalu, którego naczelnym hasłem jest tolerancja.
W imię tolerancji Owsiak zaprosił w tym roku na Woodstock na wykłady księdza, uczennicę rabina i duchownego islamskiego.
– Chciałem pokazać młodym ludziom, że odmienne duchowości mogą ze sobą współistnieć w harmonii – wyjaśnia. – Że zanim ocenią inne religie, najpierw powinni je poznać. Zanim wrzucą innowiercę do worka z napisem „sekta”, powinni wysłuchać, co naprawdę ma do powiedzenia. Szkoda, że w szkołach nie mogą tego usłyszeć. Szkoda, że wysłuchują jedynie sektofobów, a nikt nie proponuje im spotkania z mnichem buddyjskim albo imamem.
W kwietniu tego roku Renata Głuszko, członkini Kostrzyńskiej Grupy Obywatelskiej, która oskarżyła Owsiaka między innymi o promowanie sekt, musiała go na sali sądowej publicznie przeprosić za pomówienia. Sąd nie uznał także racji Telewizji Trwam, która w filmie o Przystanku Woodstock sugerowała, że festiwal jest mekką sekciarstwa.
Niewiele to jednak zmieniło. Tuż po tegorocznym Przystanku Wojciech Wybranowski, publicysta związany ideowo z Telewizją Trwam, napisał na łamach „Naszego Dziennika”: „Swoje łowy wśród młodych uczestników Przystanku Woodstock tradycyjnie już zorganizowała niebezpieczna sekta Hare Kriszna”.

Gwałcenie jogą

– Najczęściej mamy do czynienia z niewybredną ideologiczną walką z alternatywnymi formami religijności – zauważa Piotr Szarszewski. – Fakty nie mają tu znaczenia, ważne jest tylko, by pokazać, że wszystko, co odmienne, jest groźne. Ośrodki i ludzie zwalczające kulty negują nawet sposoby, w jaki Polacy spędzają wolny czas, mają skrajnie negatywny stosunek do wschodnich sztuk walki czy jogi.
Zdarzało się już wielokrotnie, że szkoły jogi wyrzucano w Polsce z wynajmowanych lokali. Z takimi kłopotami borykały się nawet najsławniejsze szkoły oparte na uznanej w świecie metodzie Iyengara – jedna w Warszawie, a dwie w Krakowie.
Najgorętszą przeciwniczką jogi uznawanej dziś w świecie głównie za zestaw sprawdzonych technik gimnastycznych jest dominikanka, siostra Michaela Pawlik, która wiele lat spędziła w Indiach. A potem jeździła po Polsce z pogadankami dla młodzieży. Na stronie antysekciarskiego Ostrzegawczego Serwisu Informacyjnego znalazł się wykład zakonnicy, którego wysłuchała młodzież z Dębicy. „Joga – twierdzi siostra – powoduje poczucie rozbicia, poczucie zniszczenia siebie. Osobowość człowieka się rozbija przez gwałcenie fizjologicznych procesów własnego organizmu”.
Dzwonię do Dominikańskiego Centrum Informacji o Nowych Ruchach Religijnych i Sektach w Gdańsku. Przedstawiam się jako matka 13-latki, która postanowiła ćwiczyć jogę. – Córka powiesiła na ścianie fotografię jakiegoś jogina – mówię ojcu Grzegorzowi Kluzowi, szefowi ośrodka. – Czy mam się zacząć bać?
– Joga zazwyczaj łączy się z odmiennym od naszego sposobem myślenia – dowiaduję się. – Często ma także powiązania z New Age, a to już jest groźne.
Ojciec Kluz radzi mi, bym poszła z córką na wizytę u psychologa. Podaje telefon specjalistki zaprzyjaźnionej z ośrodkiem. Dzwonię, umawiamy się na pierwszą sesję terapeutyczną dotyczącą zagrożenia, jakie czyha na moje dziecko w związku z jogą. Wizyta jest bezpłatna. Każda kolejna kosztuje 60 złotych.
Siostra Michaela, która bardzo jogi nie lubi, naraziła się także Związkowi Buddyjskiemu Karma Kagyu. W jednym z artykułów napisała, że związek jest destrukcyjną sektą uprawiającą molestowanie seksualne i psychomanipulację oraz handlującą narządami.
– Jesteśmy bardzo spokojnymi ludźmi – wyjaśnia Marek Rosiński z Karma Kagyu. – Wiele możemy znieść, wysłuchać, przemilczeć. Ale to przekroczyło granice dobrego smaku.
Sześć lat temu Sąd Okręgowy w Warszawie nakazał zniszczenie wszystkich egzemplarzy książki „Sekty. Ekspansja zła”, w której siostra Michaela wyrażała dezaprobatę wobec buddyzmu. Dziś dominikanka jest aktywną działaczką Ruchu Obrony Rodziny i Jednostki Anny Łobaczewskiej. O buddystach już nie pisze. Przerzuciła się na wyznawców Kriszny.
– Wiedza ośrodków antykultowych o nowych kultach jest albo selektywna, albo przefiltrowana przez własne przekonania religijne – uważa Piotr Szarszewski. – I nie jest poparta żadnymi sensownymi analizami. Są to tylko opinie ludzi, którzy najchętniej wymazaliby nowe ruchy z duchowej mapy Polski.
Destrukcyjny margines
Na wizerunek tak zwanych sekt wpływ mają także doniesienia prasowe o kolejnych mordach dokonanych przez szalonych guru.
W połowie czerwca tego roku część prasy nazwała skandalem przybycie do Oświęcimia 200 mnichów z buddyjskiej organizacji Agon Shu, którzy w Auschwitz postanowili modlić się o pokój na świecie. Z uroczystości wycofało się Chrześcijańskie Stowarzyszenie Rodzin Oświęcimskich. Mnichów zaprosił prezydent miasta, gdy Agon Shu zdecydowała się przekazać znaczną sumę pieniędzy na budowę Kopca Pamięci i Pojednania. Organizacja działa w Japonii, legalnie. Ma 300 tysięcy wyznawców. Jeszcze przed pojawieniem się mnichów w Oświęcimiu polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych zaleciło władzom miasta „daleko posuniętą ostrożność” w kontaktach z Agon Shu. Nie wyjaśniło dlaczego. Wiadomo jednak, że z japońskim ruchem określanym już coraz częściej w polskiej prasie jako sekta powiązany przed laty był Shoko Asahara odpowiedzialny za rozpylenie sarinu w tokijskim metrze w 1995 roku.
– Nie jesteśmy żadną sektą – tłumaczyli zdenerwowani mnisi po przyjeździe do Polski. – Nie czujemy się odpowiedzialni za działania Asahary. Czy gdyby zamachu w Tokio dokonał chrześcijanin, mielibyśmy prawo oskarżać wszystkich chrześcijan?
Zbigniew Pasek zauważa, że nadużycia zdarzają się we wszystkich organizacjach religijnych. – I tych małych, i tych dużych – mówi. – Nadużycia zdarzają się wszędzie tam, gdzie działają ludzie. Owszem, istnieją także sekty z gruntu destruktywne, których celem jest podporządkowanie sobie ludzi, wykorzystywanie ich. Ale z badań naukowców wynika, że jest to wciąż, na szczęście, niewiele znaczący margines. Większość ruchów religijnych, nawet jeśli ich idee wydają nam się obce, egzotyczne, naiwne lub śmieszne, kieruje się czystymi intencjami. I mają prawo, by te idee głosić. Czy nam się to podoba, czy nie.
***
Jurek Owsiak w odpowiedzi na oskarżenia Ryszarda Nowaka, który widzi w nim naczelnego polskiego satanistę, poprosił o opublikowanie jego krótkiej riposty.
– Bardzo proszę napisać, że w zaistniałej sytuacji uważam szefa Ogólnopolskiego Komitetu Obrony przed Sektami za kompletnego idiotę – powiedział pomysłodawca Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy i festiwalu Przystanek Woodstock.