Schrony na poligonie?...

Mam pytanko. Niedawno na allegro było zdjątko rozsadzonego obiektu, z komentarzem że to Szkoła Podchorązych Rezerwy Artylerii, Włodzimierz Wołyński (to ta fotka z lewej). Znajomy posiada fotkę całkiem podobnego schroniku (ta z prawej). Cóż to za obiekty, może ktoś zna? Czy to jakieś polskie poligonowe, czy też spadek po zaborcach (ruiny czegoś podobnego, choć raczej mniejszego są w Wiązownie)?

 

PRZEŻYŁEM STAROBIELSK

Witaj ponownie.

Autor wspomnien nie figuruje w zadnej obsadzie osobowej III/32 PAL.
Nie jest tam takze wymienione nazwisko lekarza dyonu.
Te wspomnienia to odkrycie dla badaczy Wrzesnia.

Poszperalem troche literaturze na temat ppor. rez. Zbigniewa GODLEWSKIEGO ur. 10.03.1909.

Oto wyniki:
Przeszkolenie wojskowe odbyl w Wołynskiej Szkole Podchorążych Rezerwy Artylerii w 4 baterii szkolnej. Ukończł ją w 1930 r. w stopniu kaprala podchorążego rez. art. z lokata 43 i ocena dostateczna. Przydzielony zostal do 29 PAL (Grodno lub Suwałki).
Awans na ppor. rez. art w 1933 r. (PKU Białystok).
W Roczniku Oficerskim 1934 nadal figuruje w 29 PAL.

Kiedy zostal przeniesiony z korpusu oficerów artylerii do korpusu słuzby zdrowia? Może masz jakies dane na ten temat?

Na liscie obozu Pawliszczew Bor widnieje przydzial do 32 DAL (dyon ten z Rembertowa mobilizowal I i III dyon 32 PAL).

Dalsze losy to lekarz 16 pp w Armii Polskiej w ZSRR (ppor. rez. lek.) a potem w 16 baonie piech 5KDP w II KP (por. lek. dr) i w 15 bp (po wojnie jako kpt. lek. dr).

Pozdrawiam
Stefan

Wszystko co zawsze chcieliście wiedzieć o WP 1918-1939

A ja mogę podać?

Jan Łukasiak "Mazowiecka Szkoła Podchorążych Rezerwy Artylerii im.gen. Józefa Bema", Wydawnictwo: Ajaks 1999 r. 80 stron: http://www.allegro.pl/item336029227_maz ... lerii_nowa].html
oraz
Jan Łukasiak "Szkoła Podchorążych Artylerii w Toruniu 1923-1939", Wydawnictwo: Ajaks 2000 r., 166 stron.
oraz
Jan Łukasiak " Wołyńska Szkoła Podchorążych Rezerwy Artylerii im. Marcina Kąckiego", Wydawnictwo Ajaks, 2000, 264 strony.

Literatura z epoki

„Historia rozwoju artylerii. Atlas” inz. mjr. Aleksander Kiersnowski, Torun 1925
„W dzien promocji na oficerów, wychowanków Oficerskiej Szkoły Artylerii, 1924-26”, Torun, 1926
„W dzien promocji wychowanków Oficerskiej Szkoły Artylerii 1926/28”, Torun 1928
„Rozkazodawstwo dowódcy dywizjonu artylerii”, Centrum Wyszkolenia Artylerii, Torun 1932
„Ku uczczeniu dziesieciolecia; Szkoła Podchorazych Artylerii, 1923-1933”, Torun 1933
„Promocja 1931/33” Szkoła Podchorazych Artylerii w Toruniu, album fotograficzny P.A.T.
„Wykłady z instrukcji strzelania, cz. III-VI”, mjr. Jan Jaremski, mjr. Władysław Ryłko, kpt. Józef Krótki, Torun 1933
„Rocznik SPRA", Szkoła Podchorązych Rezerwy Artylerii im. Marcina Kątskiego, Włodzimierz Wołynski, zima 1937 - wiosna 1938

 

SPRP ... szukam fotki

polecam "Odwroty" A.Zbyszewskiego ... co prawda głównie o artylerii ale autor wpierw trafia do SPRA we Włodzimierzu Wołyńskimi - sporo mozna poczytać o "końskich" klimatach, szkoleniu w SPRA. Także o legendarnym już cukaniu, czyli typowo kawaleryjskiej tradycji.

Dalej, już jako podchorąży rezerwy artylerii, autor trafia po SPRA do SPP w Zambrowie (roczna unitarka) a z niej do SPA w Toruniu i po promocji do 2 pal do Kielc. Tam jako podporucznik dostaje w mobilziacji baterie haubic 100 mm i z nia poniewiera się po Polsce do 30 IX 1939.

Bardzo ciekawie i szczegółowo opisany jest fragment żywota spod znaku SPRA/SPP/SPA - szkolenie, zwyczaje no i finalnie zakupy jedynej wymażonej kurtki. Autor opisuje także wiele nieregulaminowych rzeczy które robił notorycznie z braku lepszych sortów. Arcyciekawy do naszej dyskusji jest fragment o kurtkach - jak sobie je szyto, wspomina dokładnie że jakość i wykoanenie kurtki "podporucznikowej" zależała wyłącznie od zamożności podchorążego - kwota jaką dysponował nie starczała na zakup całości wyposażenia - wobec tego ci mniej zamożni kupowali rzeczy tańsze - i tak np. główny bohater nie kupuje kurtki mundurowej tam gdzie wiekszość rocznika, a kupuje sam jakiś podobny materiał prywatnie (od przypadkowego handlarza) i szyje tez u przypadkowego gościa.

Sam kiedyś widziałem taką kurtkę oryginał sprzed wojny - wykonana z nieprzepisowego materiału, uszyta neico inaczej - na pierwszy rzut oka wyglądała dosłownie jak KBW i to nieudolnie przerobione. Nietestety pozory mylą - kurtka byłą dobra - wysyłałem Tomkowi kiedyś jej fotki, jak znajdę wstawie

SPRP ... szukam fotki

Co do fotek - pamiętajcie że opis tyczy się szkoły zawodowej a nie rezerwy. Postaram się wrzucić jeszcze parę skanów z tej ksiązki - sporo w niej o podchorążych i rezerwy, i zawodowych. Świetne jest cukanie w SPRA we Włodzimierzu Wołyńskim.

Czytałem sobie ostatnio jedną z książek kapitana Truszkowskiego (jak nie przekręce to "Czas wojny i czas pokoju"). Ubawiła mnie po pachy sytuacja z jakichś ćwiczeń gdzie kpt. Truszkowski wysłał na drugi brzeg rzeki obserwatora (właśnie podchorążego). "Nieprzyjaciel" zaatakował "własną" piechotę spychając ją za tą rzekę, po przeprawie saperzy złożyli kładkę i nagle objawił się w ogniu ślepaków i ślepej artylerii przerażony podchorąży krzycząc z daleka:

"Paaaaaaaanie kapitanie !!! ... a na czym ja się teraz przeprawię ... ????"
Odpowiedź była rewelacyjna:
"Na dupie panie podchorąży, na dupie"

Wawryn Tadeusz

dr inż. Tadeusz Wawryn

1913 – 1990, dyrektor w latach 1944 – 1973.
Urodził się 31 sierpnia 1913 roku w Płoskiem koło Zamościa. Ukończył gimnazjum w Zamościu , a w 1933 roku wstąpił do Szkoły Podchorążych Rezerwy Artylerii we Włodzimierzu Wołyńskim. Studia wyższe na wydziale rolnym Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego odbył w latach 1934 – 1939. W 1939 roku uczestniczył w wojnie w obronie Polski w randze podporucznika Wojska Polskiego. Po powrocie z kampanii wrześniowej do rodzinnej wsi, gdzie do 1942 roku pracował w pasiece swojego ojca.
W 1942 roku rozpoczyna pracę w Lubelskiej Izbie Rolniczej oraz w Wojewódzkim Związku Pszczelarzy. Do Lublina przenosi się wraz z częścią pasieki. W pracy związkowej specjalizował się w hodowli matek pszczelich oraz aktywnie uczestniczył w organizowanych szkoleniach dla pszczelarzy praktyków. W 1944 roku zaproponował zorganizowanie Liceum Pszczelarskiego, pomysł znalazł wielu zwolenników, a od października 1944 roku otrzymuje nominację na dyrektora Liceum Pszczelarskiego z zadaniem zorganizowania placówki.
Szkoła początkowo funkcjonuje w Lublinie w Liceum Gospodarstwa Wiejskiego, ale 10 października 1945 roku dr Antoni Demianowicz wygłasza wykład inaugurujący działalność szkoły we własnej siedzibie – dworku Rohlandów w Żabiej Woli. Przez kolejne lata dyrektor Tadeusz Wawryn tworzy podstawy organizacyjne i materialne funkcjonowania szkoły. Opracowuje podstawy programów nauczania, pozyskuje wysoko wykwalifikowaną kadrę dydaktyczną. Szkoły nie omijają reformy oświatowe i od 1955 roku funkcjonuje jako 5-cio letnie Państwowe Technikum Pszczelarskie. Troską dyrektora jest nie tylko wysoki poziom nauczania, ale także zapewnienie możliwie najlepszych warunków pracy i nauki. Początkowo na potrzeby oświatowe adaptowane są istniejące budynki podworskie, w następnych latach powstają nowe obiekty, internat, szkoła z salą gimnastyczną, szklarnie, obiekty sportowe i budynki mieszkalne. Troską dyrektora jest nie tylko rozwój bazy materialnej szkoły, ale także działania edukacyjne, kulturalne i zajęcia pozalekcyjne. Powstają i działają prężnie zespół pieśni i tańca, teatralny, recytatorski, PTTK, ZHP, kółko fotograficzne i inne.
Pan Tadeusz Wawryn nie zaprzestaje pracy naukowej, w efekcie w 1970 roku uzyskuje tytuł doktora nauk rolniczych na Akademii Rolniczej w Lublinie. Wiele publikuje, jego artykuły są drukowane w „Pszczelarstwie” „Biuletynie Pedagogicznym, Szkół Rolniczych” i innych czasopismach. Jest jednym ze współautorów „Hodowli pszczół” oraz wspólnie z L. Weberem „Selekcja i wychów matek pszczelich”.
Za pracę pedagogiczną i społeczną uzyskał wiele odznaczeń między innymi Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski, Złoty i Srebrny Krzyż zasługi, Złotą Odznakę ZNP i wiele innych. Zmarł 1 sierpnia 1990 r. Od 1992 roku wraz z Zofią Wawryn patronuje Technikum Pszczelarskiemu w Pszczelej Woli.

UPA i SS Galizien

jeżeli twierdzisz ze UPA walczyła o niepodległosć, to przyznaj od razu że mordowała tez Ukraińców którzy nie chcieli przelewać krwi. Gdy poczytasz troche historii i spojrzysz z dystansem na to co Tobie opowiadano o UPA zauwazysz , ze Twoje życie jest inne, Ty nie masz prawa utożsamiać sie z UPA , to był inny czas i inni ludzie, ale mord i brzemie tego mordu idzie w zbiorowej pamieci sprawców i nawet jezeli jest stłumiany to wypłynie,

Czy chciałbys mordowac za niepodległa Ukrainę albo inne państwo?
Czy masz odwagę stanąć twarzą w twarz z tymi których dzieci i rodziny zginęły w meczarniach.Ty masz tylko odwagę chowac sie za anonimowość która daje to forum.Co tak naprawde Ciebie boli?Dusze zamordowanych sniące sie oprawcom po nocy?

Poniższy artykuł jest cytatem, ale wiernie oddaje prawde o tamtym czasie.

Mniej boli pisanie okrutnej prawdy, aniżeli jej przemilczanie...

Tak więc teraz trochę o UPA - uwaga - artykuł zawiera treści drastyczne...

Umownie przyjmuje się, że tzw. Ukraińska Powstańcza Armia (dalej zwana umownie UPA) powstała w dniu 14 października 1942 r.' i posiadała charakter bardziej kryminalny, aniżeli militarny [1]. UPA stanowiła zbrojne ramię terrorystycznej Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) i działała nielegalnie w końcowym etapie II wojny światowej, a także jeszcze kilka lat po jej zakończeniu dopuszczając się zbrodni ludobójstwa na kresowej ludności polskiej, będącej pod sowiecką i niemiecką okupacją wojenną. Członkowie tej formacji przeważnie nazywani byli przez Ukraińców i Polaków banderowcami.

Samozwańcza UPA
UPA nie była zatem zbrojnym ramieniem emigracyjnego rządu ukraińskiego - jak to miało miejsce w przypadku Armii Krajowej (AK) -- a termin UPA przywłaszczony został od bulbowców i jest nieadekwatny.UPA była wspierana przez NKWD w aspekcie antypolskim tj. depolonizacji Małopolski Wschodniej i Wołynia, przede wszystkim poprzez zbrodnie przeciw ludzkości, a także była wspierana przez niemiecką służbę specjalną - Abwehrę - II przeciw leśnym oddziałom Armii Krajowej i sowieckim partyzantom, pod banderowskim czerwono-czarnym sztandarem.Jest to odrębny temat badawc

Zestawienie 362 metod tortur fizycznych, a także psychicznych, stosowanych wobec Polaków przez terrorystów OUN i UPA oraz innych ukraińskich szowinistów w latach II wojny światowej 1939-1945 i po jej zakończeniu na południowo-wschodnich ziemiach II RP, będących pod okupacją sowiecką i niemiecką.Ze względu na brak powszechnej znajomości tych okrucieństw w społeczeństwie polskim oraz mając na uwadze pedagogikę społeczną, wymieniono szczegółowo niektóre przypadki stosowanych - przez terrorystów OUN-UPA w praktyce tortur fizycznych i okrucieństw oraz tortur psychicznych wobec kobiet, mężczyzn, dzieci i starców narodowości polskiej, jakie stwierdziłem w wyniku wieloletnich prac badawczych, udokumentowanych źródłowo:

1. Wbijanie dużego i grubego gwoździa do czaszki głowy.

2. Zdzieranie z głowy włosów ze skórą (skalpowanie).

3. Zadawanie ciosu obuchem siekiery w czaszkę głowy.

4. Zadawanie ciosu obuchem siekiery w czoło.

5. Wyrzynanie na czole "orła".

6. Wbijanie bagnetu w skroń głowy.

7. Wyłupywanie jednego oka.

8. Wybieranie obu oczu.

9. Obcinanie nosa.

10. Obcinanie jednego ucha

11. Obrzynanie obydwu uszu.

12. Przebijanie zaostrzonym grubym drutem ucha na wylot drugiego ucha.

13. Obrzynanie warg.

14. Obcinanie języka.

15. Pieczenie żywcem w piecu chlebowym.

16. Podrzynanie gardła i wyciąganie przez otwór języka na zewnątrz.

17. Podrzynanie gardła i wkładanie do otworu szmaty.

18. Wybijanie zębów.

19. Łamanie szczęki.

20. Rozrywanie ust od ucha do ucha.

21. Kneblowanie ust pakułami przy transporcie jeszcze żywych ofiar.

22. Podcinanie szyi nożem lub sierpem.

23. Zadawanie ciosu siekierą w szyję.

24. Pionowe rozrąbywanie siekierą głowy.

25. Skręcanie głowy do tyłu.

26. Robienie miazgi z głowy przez wkładanie głowy w ściski zaciskane śrubą.

27. Obcinanie głowy sierpem.

28. Obcinanie głowy kosą

(...)

65. Łamanie kości rąk w kilku miejscach tępym narzędziem.

66. Łamanie kości nóg w kilku miejscach tępym narzędziem .

67. Przecinanie tułowia na wpół piłą ciesielską, obłożonego z dwóch stron deskami.

68. Przecinanie tułowia na wpół specjalną piłą drewnianą.

69. Obcinanie piłą obu nóg.

70. Posypywanie związanych nóg rozżarzonym węglem.

71. Przebijanie gwoździami rąk do stołu, a stóp do podłogi.

72. Przybijanie w kościele na krzyżu rąk i nóg gwoździami.

73. Zadawanie ciosów siekierą w tył głowy, ofiarom ułożonym uprzednio twarzą do podłogi.

74. Zadawanie ciosów siekierą na całym tułowiu.

75. Rąbanie siekierą tułowia na części.

76. Łamanie na żywo kości nóg i rąk w tzw. kieracie.

77. Przybijanie nożem do stołu języczka małego dziecka, które później wisiało na nim.

78. Krajanie dziecka nożem na kawałki i rozrzucanie ich wokół.

79. Rozpruwanie brzuszka dzieciom.

80. Przybijanie bagnetem małego dziecka do stołu.

81. Wieszanie dziecka płci męskiej za genitalia na klamce drzwi.

82. Łamanie stawów nóg dziecka-

83. Łamanie stawów rąk dziecka.

84. Zaduszenie dziecka przez narzucenie na nie różnych szmat.

85. Wrzucanie do głębinowych studni małych dzieci żywcem.

86. Wrzucanie dziecka w płomienie ognia palącego się budynku.

87. Rozbijanie główki niemowlęcia przez wzięcie go za nóżki i uderzenie o ścianę lub piec.

88. Powieszenie za nogi zakonnika pod amboną w kościele.

89. Wbijanie dziecka na pal.

90. Powieszenie na drzewie kobiety do góry nogami i znęcanie się nad nią poprzez odcięcie piersi i języka, rozcięcie brzucha i wybieranie oczu oraz odcinanie nożami kawałków ciała.

91. Przybijanie gwoździami małego dziecka do drzwi.

92. Wieszanie na drzewie głową do góry.

93. Wieszanie na drzewie nogami do góry.

94. Wieszanie na drzewie nogami do góry i osmalanie głowy od dołu ogniem zapalonego pod głową ogniska.

95. Zrzucanie w dół ze skały.

96. Topienie w rzece.

97. Topienie poprzez wrzucenie do głębinowej studni.

98. Topienie w studni i narzucanie na ofiarę kamieni.

99. Zadźganie widłami, a potem pieczenie kawałków ciała na ognisku.

100. Wrzucenie dorosłego w płomienie ogniska na polanie leśnej, wokół którego ukraińskie dziewczęta śpiewały i tańczyły przy dźwiękach harmonii.

(...)

341. Wrzucanie do klozetowego szamba żywych ofiar oraz bicie żelaznym narzędziem po głowie i ciskanie ich w głąb tego szamba.

342. Podwieszanie pod pachy na drzewie w lesie i palenie pod ofiarą gałęzi i chrustu.

343. Wiązanie rąk drutem i zadawanie na całym ciele ran kłutych.

344. Oskalpowanie - ściągnięcie skóry z głowy i twarzy - wraz z wybraniem oczu, obcięciem uszu, przecięciem krtani i wyciągnięciem przez nią języka.

345. Obcięcie genitaliów, wydłubanie oczu i skłucie całego ciała cienkimi igłami.

346. Porąbanie ośmiomiesięcznego dziecka na cztery części.

347. Rozbieranie do naga, związywanie ofiary drutem kolczastym i wpychanie do przerębli pod lód rzeki.

348. Przybicie bagnetem do stołu kilkumiesięcznego dziecka i włożenie mu do ust kawałka niedojedzonego kiszonego ogórka.

349. Duszenie sznurem zakładanym na szyję i zabijanie ciosem noża w serce.

350. Wyrywanie księżom wyznania rzymsko - katolickiego pulsujących serc z piersi, a niekiedy prezentowanie ich widzom i odliczanie na zegarku czasu trwanie agonii.

351. Duszenie drutem kolczastym.

352. Wypruwanie dzieciom wnętrzności i rozwieszanie jelit na ścianie w jakiś nieregularny sposób wraz z kartką wiszącą na gwoździu z napisem w ukraińskim języku: "Polska od morzu do morza!".

353. Przybijanie dzieci do ściany z rozkrzyżowanymi rękami.

354. Wyłamywanie dzieciom stawów rąk i nóg i przybicie martwego dziecka do stołu - na oczach dorosłych osób.

355. Pozbawienie życia dwudziestoma dwoma i więcej ciosami noża.

356. Przymocowanie tułowia do oparcia i rzucanie w nie nożami.

357. Wiązanie - skuwanie rąk drutem kolczastym.

358. Zadawanie śmiertelnych uderzeń łopatą.

359. Przybijanie rąk do progu mieszkania.

360. Przebijanie kołami dzieci na wylot.

361. Wleczenie ciała po ziemi za nogi związane sznurem.

362. Przybijanie małych dzieci dookoła grubego, przydrożnego drzewa, tworząc w ten sposób tzw. "wianuszki".

Wybrane przypisy (fragmenty)

[1] - Niektórzy historycy - badacze ukraińscy, jak i innych narodowości, potwierdzają kryminalny charakter UPA. Na przykład: ukraiński badacz Witalij Masłowśkyj, profesor Instytutu Nauk Społecznych we Lwowie uzasadnia, że UPA nic była ani Ukraińską ani Powstańczą, ani też Armią. Twierdzi, że kryminalny charakter UPA jest aksjomatem. Inny ukraiński badacz z Kanady Wiktor Poliszczuk, prawnik, politolog, wybitny znawca ukraińskiego nacjonalizmu integralnego pisze, że UPA nic była "zbrojną siłą jakiegoś państwa" i dlatego trudno nazwać ją armią. Członkowie UPA zachowywali się jak bandyci, ale zbrodnie popełniali z politycznych motywów. Stwierdza, że działalność OUN i UPA słusznie nazywa się politycznym bandytyzmem, który wiązał się z kryminalnym.W ocenie tej zarówno W.Masłowśkyj jak i W. Poliszczuk nie są odosobnieni. Ukraiński pisarz Jarosław Hałan zwany sumieniem Galicji pisał, że watahy upowców wejdą do historii kryminalistyki. Podobny pogląd reprezentuje również ukraiński historyk z Kijowa W.Czerednyczenko .Analogiczne stanowisko zajmują zagraniczni ukrainolodzy, historycy i badacze ukraińskiego integralnego nacjonalizmu. Na przykład francuski historyk i publicysta Allen Heren, amerykański ukrainolog John A. Armstrong, niemiecki historyk Norbert Mueller, czy kanadyjski historyk Władysław Dziemiańczuk.

[2] - Jerzy Lojek (Leopold Jcrzewski), Agresja 17 września 1939. Studium aspektów politycznych. Warszawa 1990; Ryszard Szawłowski ("Karol Liszewski"), Wojna polsko-sowiecka 1939, t. 1-2, Warszawa 1995". Wbrew sowieckiej i peerelowskiej kłamliwej propagandzie o pozostawieniu na Wschodzie błot poleskich i zyskaniu na Zachodzie bogatych Ziem Zachodnich, Polska na skutek zaboru Ziem Wschodnich poniosła faktycznie ogromne straty gospodarcze, sięgające wartościowo co najmniej liczb z 18 zerami (trylionów). Na przykład: Gaz: Daszawa, Dolina - najczystszy gaz na świecie. Zasoby gaza w trylionach metrów sześciennych. Własne ciśnienie gazu, które umożliwia przepływ gazu pięcioliniowego rurociągu do Kijowa, Moskwy, Petersburga i Wilna. Podłączony rurociąg dostarcza gaz do Niemiec i Francji. Węgiel: odkryty przez polskich geologów. Sokal, Krasnystaw, Wołyń. Obecnie ten okręg nazywany jest lwowsko-wołyńskim: 21 szybów górniczych, produkcja 100 milionów ton rocznic. Wosk Ziemny: Starunia (wydobyto za czasów Polski prehistorycznego mamuta). Jedyny na świecie tego rodzaju wosk. Ropa Naftowa: Borysław, Drohobycz, Bitków i całe Przedkarpacic. Rafinerie. Siarka: Rawa Ruska i okolice. Olbrzymie przetwórnie siarki w Żydaczowie. Potas: Kałusz. Sole potażowe, kainit i inne. Sól: Dobromil, Stara Sól, Stary Sambor, Kuty. Metale Ciężkie: Krzyworównia. Odkryte przez polskich geologów. Może znajduje się tam ruda uranowa, Tungstanu, metale szlachetne? Jest to róg kraju okręgu zaleszczyckiego. Niedostępny był dla swobodnego ruchu ludności. Ruda Darniowa, Torfy: Wołyń. Granity: Janowska Dolina, Berezwiecz-Wotyń.Wapniaki: cała Tamopolszczyzna. Glinka Porcelanowa: Korzcc, Wołyń.Solanki, Uzdrowiska, Kąpieliska: całe Przedkarpacie. Pola Urodzajne, Lasy, Drogi, Linie Kolejowe, Węzły Kolejowe: Chyrów, Lwów, Rawa Ruska, Brześć n.B., Grodno. Ponadto 3 Przełęcze Karpackie, 2 Uniwersytety: Lwów i Wilno. Politechnika: Lwów ze wszystkimi zbiorami bibliotecznymi i urządzeniami. Biblioteki, Zbiory Historyczne, Muzea, Galerie. (Kwartalnik Kresowy, Londyn 1988, zeszyt nr 125-126, ss. 22-23.

[3] - Mirosław Onyszkiewicz ps. Biłyj, Bohdan, Ołeh, Orest od marca roku 1945 tworzył nowe, nielegalne struktury UPA- Zachód na terenie Polski Ludowej. W październiku 1945 r. Orest mianowany został dowódcą IV wojskowego Okręgu Sian UPA i jednocześnie był kierownikiem referatu wojskowego w Krajowym Prowodzie OUN. Uprzednio dowodził kureniem, który m.in. dokonał morderczo - rabunkowych napadów na wsie: Tamoszyn, Posadów i Podlodów w pow. Tomaszów Lubelski oraz Ostrów i Chlewiska w rejonie Bełżca. Wymordował również żołnierzy AK z oddziału Krakusy oraz grupę polskich partyzantów i spadochroniarzy w lesie pod Dachnowem. W dniu 2 marca 1948 r. został zatrzymany przez UBP we Wrocławiu. Na mocy prawomocnego wyroku Wojskowego Sądu Rejonowego w Warszawie został w 1950 r. skazany na karę śmierci. (Por. Antoni B. Szczesniak, Wiesław Z. Szota, Droga do nikąd. Działalność Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i jej likwidacja w Polsce, Warszawa 1973, s. 243-246; Artur Bala, Bieszczady w ogniu, Rzeszów 1987, s. 243-244). (...) Orest był stryjem znanego działacza Solidarności i b. Ministra Obrony Narodowej J. O., biorącego - jako poseł Unii Wolności udział w kampanii przedwyborczej do Sejmu RP w Przemyskiem. Sprawa powiązań J.Onyszkiewicza z Orestem i ruchem banderowskim została poruszona w tejże kampanii na spotkaniu z wyborcami w Przemyślu. Zainteresowany wyjaśnień nic udzielił i zastrzeżeń nie wniósł.

Geneza i narodziny Ukraińskiej Powstańczej Armii

Od pięćdziesięciu z górą lat dzień 14 października nacjonalistyczna emigracja ukraińska na Zachodzie obchodzi uroczyście jako święto "ukraińskich sił zbrojnych". Skąd się wzięła ta data i jaki ma związek z imieniem Stepana Bandery, popowicza greckokatolickiego, oraz z pierwszymi aktami terroru wymierzonymi m.in. w ludność polską mieszkającą od wieków po obu stronach Bugu i Sanu? Dzień, o którym mowa, nie był nigdy przez kogokolwiek wyznaczony z góry, o 14 października zadecydował przypadek, ale to, co się z nim wiąże, już nie było przypadkiem, zostało oficjalnie i skrupulatnie zaplanowane przez prowid, czyli kierownictwo faszystowskiej Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów. To właśnie kierownictwo latem 1942 roku powzięło decyzję o utworzeniu Ukraińskiej Powstańczej Armii, jej pierwsze oddziały miały się znaleźć w lesie już jesienią tego roku. Za datę powstania pierwszego kurenia UPA banderowcy przyjęli dzień 14 października. Oto od jakiego wydarzenia bierze swój początek święto "ukraińskiego wojska". Przypadkiem, jak się wydaje, było dla banderowców w niemieckich mundurach (nie dla hitlerowców) likwidacja 13 października 1942 roku ostatniego getta na Wołyniu. W tej likwidacji uczestniczył kureń im. Konowalca, teraz już nie miał nic do roboty, robota czekała go w lesie. Jaki był w tym udział Bandery i skąd się wzięło zjawisko, może nawet fenomen, któremu na imię banderowiec, wywołujący do dzisiaj złowrogie skojarzenia, a okaleczeni fizycznie i moralnie starcy zza Bugu żegnają się z pobożną bojaźnią i spluwają przesądnie u kołysek wnuków, aby odpędzić od dziecka czarno-czerwoną satanę? Bandera przyszedł na świat z pomocą akuszerki-Żydówki na plebanii unickiej we wsi Uhrynów Stary l stycznia 1909 roku. Niemowlę było słabowite i zezowate, z rozlatanymi oczkami, które nigdy nie patrzyły prosto przed siebie, co zmartwiło jego neńkę (matkę). Kiedy podrósł, ojciec bolał, że syn nie przejawia pobożności i nic nie wskazywało na to, że pójdzie śladem parocha (proboszcza), zgodnie z rodzinną tradycją. Pozostali dwaj synowie także nie wybrali kariery duchownej. Młody Stepko "kochał wieś i las", nie lubił miasta, czuł się w nim samotny i opuszczony. Z gimnazjum często uciekał do domu, a właściwie do lasu, który rozciągał się w pobliżu. Siedząc w krzakach leszczyny czytał wszystko, co popadło o atamanach i kozackich hetmanach, o powstaniach i buntach. Był ciągle mały, za mały jak na swój wiek i dlatego koledzy nazywali go "konusem". Rodzicom mówił, że chce być agronomem, więc gdy ukończył gimnazjum, zapisał się na wydział rolniczy Politechniki Lwowskiej. Jeszcze w gimnazjum, w 1927 roku, wstąpił do Ukraińskiej Wojskowej Organizacji (UWO), która od 1920 roku działała nielegalnie w Polsce pod dowództwem płk. Jewhena Konowalca, przebywającego stale w Pradze, Wiedniu, Genewie, a najdłużej w Berlinie, związanego z niemieckim wywiadem wojskowym oraz dość wcześnie z ruchem nazistowskim. Kiedy UWO w 1929 roku na kongresie wiedeńskim połączyła się z niektórymi faszyzującymi grupami nacjonalistów ukraińskich i przyjęła nazwę OUN (której wodzem został także Konowalec), Bandera stał się jej fanatycznym członkiem. Szybko awansował na przywódcę skrzydła ,,młodych" w kraju, a w 1932 roku Konowalec mianował go szefem Egzekutywy Krajowej OUN. Bandera miał wtedy 23 lata. Z chwilą dojścia do władzy Adolfa Hitlera Bandera związał się z niemieckim wywiadem, otrzymując pseudonim ,,Siryj", w Niemczech też odbył przeszkolenie wojskowo-dywersyjne. Za udział w zamachu na ministra spraw wewnętrznych Rzeczypospolitej Polskiej, Bronisława Pierackiego, w 1934 roku "Siryja", skazano na karę śmierci, zamienioną następnie na dożywotnie więzienie. Tak Banderę widzi i opisuje sprawozdawca procesowy ,,Gazety Polskiej": "Ma wygląd dość niepozorny, niskiego wzrostu, szczupły, mizerny. Wygląda najwyżej na lat 20-22. Cofnięty podbródek, ostre rysy, nieprzyjemny wyraz twarzy, biegające oczy z lekkim zezem, nerwowe ruchy, zacięte wąskie usta". "Wobec powtarzających się demonstracyjnych okrzyków Bandery - notuje oskarżyciel W. Żeleński - Sąd zarządził wydalenie go z sali. Bandera stawiał opór, policjanci wynieśli go więc siłą. Konwulsyjne wymachiwanie rąk i nóg tego drobnego człowieka sprawiało wrażenie raczej komiczne. A przecież bita od niego niezmożona energia i fanatyczna siła". Gdy "Siryj" odsiadywał karę na Świętym Krzyżu, na świecie i w jego organizacji zaszły ważkie wydarzenia. Oto w 1938 roku w Rotterdamie zginął z dotąd jeszcze do końca nie wyjaśnionych przyczyn "wódz wszej OUN", Jewhen Konowalec. Zeszła ze świata od bomby zamachowca postać wyjątkowa, która zdystansowała wszystkich przywódców nacjonalistyczno-ukraińskich z Symonem Petlurą i Jewhenem Petruszewyczem na czele, jego nazwisko także przesłoniło imiona generałów podziwianych przez wielu w czasie polsko-ukraińskich zmagań o Lwów i Galicję Wschodnią w latach 1918-1929. Być może dlatego, że rozwinął terror, kiedy inni w tym czasie zwątpili w skuteczność terroru dając pierwszeństwo walce dyplomatycznej. Konowalec znał Hitlera jeszcze z czasów jego działalności monachijskiej, gdy rodził się i dojrzewał ruch faszystowski w Niemczech i postawił na "Hitlerzyka", jak nazywał fuhrera NSDAP w liście do metropolity unickiego we Lwowie Andrzeja Szeptyckiego, jako na przyszłego wodza Trzeciej Rzeszy. Konowalec miał dobrego nosa. Dla "zakompleksiałych" nacjonalistów liczył się fakt, że oto ich prowidnyk brata się z tak "znaczną osobą". Ten fakt także nabrał szczególnego znaczenia i wymowy, gdy zaczęło się mówić o tym, iż fuhrer pragnie odbudowy Ukrainy samostijnej, że w tej odbudowie chce wspólnie z Ukraińcami "pchnąć koło historii", a Europa zaczęła drżeć przed nowym demonem wojny. Konowalec spotykał się także służbowo i towarzysko z admirałem Wilhelmem Canarisem, szefem Abwehry - hitlerowskiego wywiadu wojskowego. Oficer tego wywiadu, K.Abshagen, w pracy poświęconej Canarisowi mówi o przyjaźni admirała z wodzem OUN, a nawet o tym, że Canaris bardzo przeżył śmierć druha i nigdy nie pominął okazji, aby złożyć wiązankę kwiatów na jego grobie. Po śmierci Konowalca nacjonaliści ukraińscy długo nie będą mieli w swoich szeregach drugiej takiej indywidualności, kogoś tak popularnego w społeczeństwie. Jednak ,,zakasuje go z kretesem" Bandera, a później także Roman Szuchewycz, o którym jeszcze usłyszymy i to nie raz. Zgodnie z "politycznym testamentem" Konowalca schedę po nim w OUN miał przejąć jego szwagier, ppłk Andrij Melnyk - nie lubiany i nie szanowany przez młodych bojowników w kraju. Na przełomie lat 1938/1939 z rozczłonkowanej Republiki Czechosłowackiej po haniebnym traktacie monachijskim Ukraińcy "wykroili" na Zakarpaciu trzeci, obok Słowacji, trzon osłabionego oraz okrojonego państwa i utworzyli za przyzwoleniem Berlina i zniewolonej Pragi rząd autonomiczny na czele z kryptoounowcem, prałatem Augustem Wołoszynem, który się związał z hitlerowcami, jak powiadają Ukraińcy, "nie na życie, lecz na śmierć" i korzystając z ich wyposażenia powołał oddziały zbrojne pod nazwą Sicz Zakarpacka. Jednym z jej twórców był inny organizator zamachu na Pierackiego, kompan Bandery (starszy od niego o dwa lata) i jego ,,ojciec chrzestny" przy wprowadzaniu do UWO - Roman Szuchewycz. Z Rusią Zakarpacką, która ogłosiła "niepodległość", rozprawili się Węgrzy w marcu 1939 roku. Szuchewycz usiłował zorganizować obronę przed madziarską inwazją, wykorzystując do tego wiedzę nabytą w polskiej podchorążówce artylerii i oficerskim kursie Abwehry, ale nie dał rady. Sicz okazała się niezdolna do walki w otwartym polu. Szuchewycz, który tę Sicz do walki prowadził (oczywiście oprócz innych atamanów), urodził się w 1907 roku w Krakowcu pow. Jarosław. Gimnazjum kończył we Lwowie, tam też studiował na Politechnice. W 1923 roku wstąpił do UWO i wraz z nią w 1929 roku znalazł się w OUN, obejmując w niej funkcję referenta wojskowego Egzekutywy Krajowej. Był więźniem Berezy Kartuskiej, z której wyszedł w 1938 roku. Właśnie wówczas Prowid Ukraińskich Nacjonalistów (PUN) mianował go oficerem organizacji do specjalnych poruczeń. W tym też charakterze przybył na Zakarpacie, które właśnie konało. Z resztkami Siczy, przez Rumunię, przedostał się do Niemiec, gdzie ,,siczowi striłci", pod skrzydłami Abwehry, zorganizowali się w "legion ukraiński', pod dowództwem płk. Romana Suszki. Legion ten wziął udział w wojnie polsko-niemieckiej we wrześniu 1939 roku. Idąc wraz z Wehrmachtem od strony Słowacji, doszedł do Sambora. W tym czasie wypuszczony został z więzienia Stepan Bandera i w październiku znalazł się w Krakowie, który stał się centrum i siedliskiem nacjonalistów ukraińskich w Generalnej Guberni. W Krakowie też na początku 1940 roku "Siryj', zwołał kongres swoich zwolenników, rzucił wyzwanie Melnykowi i dokonał rozłamu organizacji na dwie, odtąd zwalczające się śmiertelnie frakcje: OUN(b) - banderowców i OUN(m) - melnykowców. Licząc na rychłą wojnę Trzeciej Rzeszy ze Związkiem Sowieckim, Bandera z Szuchewyczem utworzyli, w ramach Abwehry, batalion ukraiński "Nachtigall", którego ukraińskim dowódcą został właśnie Szuchewycz ps. "kpt. Tur", już wówczas z woli Bandery szef OUN w Generalnej Guberni. Aby była ,,równowaga sił", Abwehra powołała jeszcze jeden batalion ukraiński, "Rolland", składający się z melnykowców i petlurowców. Żołnierze "Nachtigall" jako pierwsi weszli do opuszczonego przez wojska radzieckie Lwowa. Pod jego ochroną i ku zaskoczeniu Niemców 30 czerwca 1941 roku Bandera powołał "rząd" OUN, desygnując na jego premiera Jarosława Stećka-Karbowycza. Obaj zapłacili za to aresztowaniem i wywiezieniem do Sachsenhausen. Hitler nie lubił, gdy go zaskakiwano niespodziankami, a banderowcy mieli w jego polityce do spełnienia zupełnie inną rolę. Ukarany został także ,,Nachtigall", który po masakrze Żydów i Polaków we Lwowie zmuszony został do opuszczenia miasta, a następnie przeistoczenia się w oddział policyjno-represyjny. Po tych przykrych dla banderowców wydarzeniach na powierzchni życia politycznego Galicji pozostali stuprocentowi kolaboranci melnykowcy i zupełnie im powolny Ukraiński Komitet Centralny, którym kierował Włodzimierz Kubijowycz. Banderowcy pozostali bez wodza, posypały się też na nich represje, aresztowania, a nawet rozstrzeliwania - w czym ochotnie pomagali hitlerowcom melnykowcy. Meldunki niemieckie mówią o trzystu banderowcach rozstrzelanych "pod pozorem grabieży". Banderowcy nadto twierdzą, że ich przeciwnicy polityczni z obozu Melnyka zamordowali ponad czterystu zwolenników Bandery. Żniwo więc w tych pierwszych tygodniach było obfite. Melnykowcy opanowali też niższy aparat administracyjny, ich proweniencji była ukraińska policja pomocnicza (Hilfspolizei, Schutzmannschąften). W tej sytuacji banderowcy wszem i wobec oświadczyli, że zrywają alians z Niemcami, przechodzą do opozycji, działalności konspiracyjnej i do walki z okupantem. Na razie jednak, jak pisze gen. Piotr Werszyhora w autobiograficznej książce Ludzie o czystym sumieniu (Warszawa 1950): "Bili oni tych Niemców w deklaracjach i ulotkach, przy czym na jednej z nich znaleźliśmy pieczątkę drukarni niemieckiej w Łucku". Wprawdzie zaraz po aresztowaniu ,,kierownictwa państwowego", latem 1941 roku, powstał we Lwowie zalążek głównego dowództwa UPA, tzw. Wojskowy Sztab Krajowy (WSzK) OUN, na którego czele stanął referent wojskowy organizacji mjr Dmytro Hrycaj, rówieśnik Szuchewycza, i tak jak on od 1934 roku więzień Berezy, student Wydziału Matematyczno-Fizycznego Uniwersytetu Jana Kazimierza, podchorąży Wojska Polskiego, absolwent kursu sabotażowo-dywersyjnego Abwehry - ale tkwił w zasadzie w bezruchu. Pod względem praktycznym zaczęło się coś dziać dopiero wówczas, gdy banderowcy odkryli, że ich adwersarz Melnyk zasypuje listami władze niemieckie, żeby zezwoliły jego ludziom na sformowanie u boku Wehrmachtu lub SS dywizji ukraińskiej do walki z Armią Czerwoną. Nie bez znaczenia był także rozwój ruchu wołyńskich bulbowców, petlurowskiej konspiracji podległej Ukraińskim Republikanom Narodowym. W tym właśnie czasie urzędujący prowidnyk OUN(b) Mykoła Łebed' (Lebid') na kilka miesięcy zastąpił Hrycaja na stanowisku szefa sztabu OUN Wasylem Sidorem (Sydorem). W szeregach OUN(b) dosłownie zawrzało - zwłaszcza że pojawiły się sprawdzone słuchy, iż prośba Melnyka i Kubijowycza ma szansę na spełnienie. Banderowcy zdobyli kopie memoriałów Melnyka (,,Konsul I") do Hitlera z 14 stycznia 1942 roku i do marszałka Wilhelma Keitla, szefa Oberkommando der Wehrmacht (OKW) z 6 lutego tego roku. W tym ostatnim ,,Konsul I" pisał: "Naród ukraiński znajduje się w takim stanie, że mimo wielkiego rozczarowania z dwóch ostatnich lat, mógłby okazać się w walce z Moskwą pełnoprawnym sojusznikiem Niemiec... Sformowanie wojska ukraińskiego podniosłoby naród ukraiński do takiego stopnia sojusznictwa-jak to już zostało powyżej wzmiankowane. Myślę, że już czas najwyższy włączyć Ukrainę do frontu walki przeciw bolszewizmowi. Należy zorganizować bojowo przydatne wojsko ukraińskie... Spodziewamy się, że sprawa utworzenia ukraińskich sił zbrojnych... znajdzie u Pana, Panie marszałku polny, należyte zrozumienie...". Banderowcy zareagowali po swojemu karą śmierci i represjonowaniem rodzin zagrozili wszystkim tym, którzy ośmielą się służyć w "zdradzieckim wojsku". Zdawali sobie jednak sprawę, że idea ,,ukraińskiego wojska" jest niezmiernie popularna, zwłaszcza wśród młodzieży, do której już nawet zaapelował gen. Wiktor Kurmanowicz, pisząc, że młodzież ta "musi zdać sobie sprawę z tego, czym dla narodu i państwa jest własna armia" i że w taki sposób melnykowcy mogą odgrodzić od OUN(b) ,,bojowo przydatne elementy", postanowili więc umożliwić jej posiadanie broni, ale pod własną kuratelą. Tak zadecydował prowid OUN, wysyłając latem 1942 roku na Polesie i Wołyń członka kierownictwa krajowego organizacji, Wasyla Sidora ps. ,,Szelest" (Szełest), absolwenta Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie, podchorążego WP urodzonego w 1911 roku, w celu wejścia w kontakt z chodzącymi samopas oddziałami atamańskimi i udzielenia pomocy Szuchewyczowi w zorganizowaniu pierwszych w pełni ,,bojowo przydatnych" kureni UPA. Szuchewycz był w tym czasie zastępcą dowódcy policyjnego kurenia im. Konowalca oraz instruktorem niemieckim ukraińskiej policji pomocniczej w Pińsku, zaangażowanym do tej służby przez hitlerowców po rozwiązaniu "Nachtigall". Był jedynym oficerem tego batalionu, oprócz jego kapelana o. Iwana Hryniocha, który nie został aresztowany. Obaj więc z Sidorem zabrali się żwawo do dzieła i 14 października pierwsze zastępy ruszyły z Polesia na Wołyń. 13 października zlikwidowane zostało ostatnie getto na Wołyniu z udziałem kurenia Szuchewycza. Wykonał on lojalnie zadanie powierzone Ukraińcom przez Niemców. Teraz tych Żydów a właściwie ich resztki szukać należało w lesie. Pierwsze sotnie UPA ruszyły do lasu 3 marca 1943 roku. Szli od Kołek, śpiewając hymn samostijnej Ukrainy:

Czorne morę Dniprom propływe

Otoman na Moskwu nas wede

Ne strasznaja w boju smert...

Sława Bohu, czest...

Smert Lacham, żydiwśkij komuni.

"Był to pochód krwawy", -jak stwierdza H. Cybulski w Czerwonych nocach. Naprawdę krwawy, zgodnie z założeniami, które odnajdujemy w piśmie "Ukrainśkyj nacionalist" wydawanym przez OUN:,,Nacjonalizm ukraiński nie może się liczyć z żadnymi ogólnoludzkimi ideami, jak solidarność, sprawiedliwość, miłosierdzie, humanizm. Każda droga, która prowadzi do osiągnięcia celu jest naszą drogą, bez względu na to, czy zostanie zakwalifikowana przez innych jako bohaterstwo, czy też podłość". Piotr Werszyhora pisze, że z pierwszymi mordami UPA dokonanymi na ludności polskiej partyzanci radzieccy zetknęli się już w lutym 1943 roku. Pod Włodzimierzem Wołyńskim upowcy ,,Otoczyli wieś, wystawili warty, po czym chodzili od chaty do chaty i mordowali mieszkańców. Nie rozstrzeliwanie, nie egzekucje, ale zwierzęce mordowanie... Zarzynali, kłuli, dusili. Z czymś podobnym nie spotkałem się jeszcze nigdy...". Ich hasłem było: "Abo bude Ukrajina, abo lacka krow po kolina!" (Albo będzie Ukraina, albo polska krew po kolana). Kto więc ma rację: Cybulski czy Werszyhora? Obaj świadkowie wołyńskiej tragedii mówią o tym samym, a jednocześnie o czymś innym. Cybulski pisze o zorganizowanych zagonach UPA, Werszyhora zaś o ,,oddziałach atamańskich", które poprzedziły powstanie kureni Sidora-Szuchewycza albo po prostu była to forpoczta tych kureni, która z Polesia przedzierała się tu bezdrożami. Gdy zaś idzie o "oddziały atamańskie",,,wolnych kozaków", to mogli nimi w tym wypadku być ukraińscy schutzmani, którym doskwierała już niemiecka dyscyplina. Nacjonaliści wstępowali do policji, bo chcieli mieć broń i wśród Polaków odgrywać rolę "ludzi ważnych", tu i ówdzie poturbować, wyłudzić horiłkę (gorzałkę), machorkę, tam zgwałcić Laszkę lub Żydówkę, cichaczem zamordować niemiłego sąsiada - a tymczasem niewiele z tych rzeczy: służba, musztra, szkolenie, koszary-to nie dla "potomków" Siczy Zaporoskiej, których ojcowie harcowali po bożym stepie w watahach Petlury i Machny. Słowem, służba u Niemców się nie podobała. A nadto: gdzie ta ,,obiecana" przez "Hitlerzyka" soborowa Ukraina? Trzeba wiać do lasu i żyć na własny rachunek, wiać z bronią i amunicją oraz wszystkim tym, w co wyposażyła ich ,,Wielka Rzesza". W wołyńskich borach, na poleskich mokradłach i oparzeliskach otwierała się przed nimi niczym nie krępowana kozacka wolność, matka-swoboda. Nie trzeba już było pełnić służby, być policyjnym psem - szło się, dokąd oczy poniosą, w dal siną, na Wielki Łuh, mordując i paląc, jak to czynili ich ojcowie, dziadowie i pradziadowie koliszczyzny na chwałę samostijnej. Inny świadek i bezpośredni uczestnik "wołyńskich wydarzeń", Józef Sobiesiak - "Maks" po wojnie admirał polskiej Marynarki Wojennej, w książce pt. Przebraże (Lublin 1973) relacjonuje: ,,Pierwsze odrębne od niemiecko-ukraińskiej policji oddziały ukraińskie -zalążek UPA -pojawiły się jesienią 1942 roku. Siłę z UPA uczyniły jednak dopiero decyzje pełnomocnika kierownictwa OUN, Wasyla Sidora o przejściu do walki partyzanckiej oraz pójściu do lasu w ciągu kilku dni trzeciej dekady marca 1943 r. 4 tysięcy ukraińskich policjantów pod wodzą inspektora policji w Pińsku, majora Romana Szuchewycza (Szuchiewicza). Ten chwyt powtarzano zresztą potem systematycznie - w nowym terenie, gdzie pojawiły się zagony UPA, niemiecka policja ukraińska, a nawet oddziały regularnych wojsk SS, jak na przykład pododdziały z legionu Ukraina czy dywizji SS "Hałyczyna" (14 SS-Infanterie Division "Galizien") szły do lasu (...). Tak więc w marcu 1943 roku ktoś gdzieś nacisnął guzik. Może w Berlinie, może we Lwowie, może w Reichskommissariat Ukraine w Równem. Kto? Może to Goebbels (...) Może Himmler chciał sparaliżować i związać bratobójczą walką potencjalnie tak niebezpieczne dla niego siły dążeń wyzwoleńczych Polaków i Ukraińców? A może tylko ounowcy, prostym hasłem rżnąć Lachów, chcieli poruszyć i skupić wokół siebie jak najwięcej ludzi, związać ich ze sobą na śmierć i życie zbrodniami, które nie pozostawiały im drogi powrotu do normalnego życia". ,,Czyżby miały się powtórzyć czasy koliszczyzny? Przecież hajdamaków-kolijów do rzezi konfederatów barskich i Polaków w ogóle w 1768 roku podbechtała także obca ręka" - zauważa Mieczysław Dec, druh szaroszeregowiec i dowódca samoobrony w Milnie koło Załoziec. A oto jak tłumaczy powstanie UPA jej dziejopisarz i piewca, Petro Mirczuk, w książce pt. Ukrajinśka Powstanśka Armija (Munchen 1953): "Przyczyną tego, że pierwszy oddział UPA powstał samorzutnie na Polesiu, było to, że oprócz niemieckiego ucisku dawali się we znaki ludności jeszcze partyzanci bolszewiccy i polskie placówki (...) Tu miały swe główne bazy bolszewickie zgrupowania partyzanckie Kowpaka, Miedwiediewa, Fiodorowicza, Diadi Pieti, szmatowcy, kurkowcy, maksymowcy i inni... Oparciem dla bolszewickich partyzantów na Polesiu i Wołyniu stali się polscy koloniści... W podobnej sytuacji, jak Polesie, był również sąsiedni Wołyń. Dlatego też i tu jesienią powstaje sotnia UPA pod dowództwem setnika Dowobieszki-Korobki (prawdziwe nazwisko Perehijniak). Charakterystyczny dla ówczesnej sytuacji na Polesiu i Wołyniu jest fakt, że pierwsze miesiące walki obu oddziałów UPA Ostapa i Korobki poświęcone są całkowicie uderzeniom wymierzonym w czerwonych partyzantów i polskie placówki. Dowódca Ostap dał się dobrze poznać bolszewickim partyzantom i ich dowództwu, zyskawszy sobie swą bezkompromisowością w walce miano Sieroża-sadysta". Niesławne to miano, ale godne "rizuna". Jako komentarz do tego niechaj posłuży wypowiedź J. Sobiesiaka, któremu jest ona znana. Informuje on kompetentnie, że ,,polskie placówki" samoobrony (bo takie miał na myśli Mirczuk) powstały dopiero wiosną 1943 roku, właśnie jako konsekwencja ounowskich napadów i ochrony przed nimi. "Za czasów "Sierożki-sadysty" -pisze Sobiesiak w Przebraiu -Wołyń cały i polski i ukraiński był faktycznie bezbronny. AK nie znaczyła nic. AK-owski "Wachlarz", nieliczna siatka dywersyjna zmontowana latem 1942 r. na węzłach kolejowych - wisiał w powietrzu i rozpaczliwie błagał o powiązanie z miejscową organizacją (...) Z wymienionych przez Mirczuka rajdowych zgrupowań radzieckich działał tylko Miedwiediew w 170 ludzi. Dopiero później nadciągnęły inne zgrupowania". Relację uzupełnia Zbigniew Załuski we wstępie do wymienionej książki Sobiesiaka: "Wiele małych ośrodków polskich - pisze - zostało zlikwidowanych, zanim zdążyły się zorganizować bądź ewakuować". W innym miejscu Mirczuk podaje, że OUN postawiła przed UPA jako naczelne zadanie "obronę ludności ukraińskiej przed Niemcami i Lachami idącymi z Niemcami ręka w rękę". Ponadto ludność ukraińska traktowała UPA jako swoje zbrojne ramię broniące ją przed "bandami polskiej samoobrony" także idącej "ręka w rękę" ze ,,stalinowskimi partyzantami" i ,,współpracującej z NKWD". Właśnie obronę ludności ukraińskiej traktowała UPA "jako naczelne swoje zadanie", dowódca zaś grupy UPA "San" -Mirosław Onyszkewycz, oświadczył: "Celem UPA było (...) walczyć z państwami demokracji ludowej i ze Związkiem Radzieckim i w walce tej tworzyć samostijną Ukrainę". Nieco odmienne zdanie w tej kwestii ma były poseł do Sejmu przedwojennej RP Stepan Baran, autor książki pt.: Mytropotyt Andrij Syptyćkyj. Żyttia i dijdinist (Monachium 1947). Na s. 116 pisze o mordach (w domyśle (UPA) (jako o rezultacie ,,moralnego zdziczenia części młodego pokolenia galicyjskicgo. To przerażało wszystkich, którzy pragnęli lepszej przyszłości dla narodu ukraińskiego". Do tej pory wszystko w porządku, ale dalej już bałamutnie: ,,Prawdą jest że fizyczną likwidację społeczności ukraińskiej, zwłaszcza inteligencji i wiejskiego aktywu, rozpoczęli jako pierwsi na Chełmszczyźnie i Podlasiu polscy bojówkarze i to już w roku 1941. Odwet za to na Polakach rozpoczął się na Wołyniu dopiero w 1942 roku, a w Galicji w roku 1943". Pół wieku później inny poseł (posłanka) Dmochowska mówiła podobnie trzy po trzy kompromitując się zupełnie brakiem wiedzy na ten temat. A więc UPA powstała z samej chęci odwetu, a jej "wyczyny" były niczym innym jak tylko odwetem. Dalej pisze S.Baran już ostrożniej i na półprawdy w pierwszej części zdania, aby w jego drugiej części dojść już do całej prawdy: "... Takie wzajemne pisze (polsko-ukraińskie -E. P.) niszczenie się (czytaj wyrzynanie - E. P.), nieraz całych wiosek... było na rękę niemieckim okupantom, którzy też często byli inspiratorami walk i w zależności od potrzeby wygrywali jednych przeciw drugim". Innym szerzonym dziś przez banderowskich pogrobowców argumentem jest także i to, iż stworzyli oni UPA dla antyniemieckiego oporu. Takiego samego zdania jest Mirczuk, ale nie popiera tego konkretami. W swej książce, liczącej 319 stron, w tym 259 stron druku, mówi prawie wyłącznie o walce UPA z partyzantką radziecką i polską, z placówkami polskiej ,, zbrodniczej" lub ,,rozbójniczej" samoobrony, co należy odczytać jako jej napady na spokojne polskie wioski, często zupełnie bezbronne. Gdzie więc jest ta walka z Niemcami? Dwa, może cztery przypadki potyczek w formie "ozdobników" książki to jeszcze nie walka. Można by nawet zaliczyć je do zwyczajnych pomyłek, Propaganda upowska umiała tej "walce" nadać odpowiednią oprawę agitacyjną wśród społeczeństwa, a jednocześnie dowództwo UPA słało pod adresem Niemców ,,wyrazy ubolewania". Choćby to, którego nie znajdziemy u Mirczuka i Łebedia - ani u żadnego innego quasi-historyka ukraińsko-nacjonalistycznego parającego się sprawami UPA. Jest to odpowiedź na zarzut postawiony jakiemuś oddziałowi UPA przez dowódcę niemieckiego garnizonu w Kamieniu Koszyrskim. Odpowiedź napisał prowidnyk ,, Jarosław" prawdopodobnie w czerwcu 1943 roku: "...Jak panu wiadomo, panie majorze, OUN (banderowska grupa) nigdy nie wydała rozkazu żadnemu oddziałowi UPA atakowania żołnierzy niemieckich. To, co się stało, było winą Niemców, którzy chcieli siłą wyprzeć sotnię (UPA) z linii kolejowej. W tej jawnej prowokacji ze strony nieodpowiedzialnego dowódcy (niemieckiego) zmusiły nas do obrony... Proszę przyjąć wyrazy ubolewania z powodu śmierci dwóch wehrmachtowców..." Zachowało się więcej takich pism - łącznie z ulotkami kierownictwa OUN i sztabu UPA kierowanymi do żołnierzy hitlerowskich zapewniających ich, że "partyzanci ukraińscy" nigdy nie będą przelewać "niemieckiej krwi". Zbadawszy te wszystkie sprawy, historyk kijowski Witalij Czerednyczenko, w szkicu pt. Czorna sotnia hestapo i abwery, opublikowanym w 1982 roku, doszedł do wniosku, że kierownictwo OUN postawiło przed UPA następujące zadania:

,,a) powstrzymać walkę mas pracujących zachodnich obwodów Ukrainy przeciw grabieżcom;

b) skupić w bandach Ukraińców, którzy pragnęli walczyć z okupantem i tym samym pozbawić możliwości walki z okupantem w oddziałach partyzanckich pokaźnej ilości osób;

c) żonglując hasłem walki "o wyzwolenie" Ukrainy, skierować bandy przeciwko polskim i radzieckim partyzantom, przeciwko nieukraińskim mieszkańcom zachodnich obwodów USRR oraz Wschodniej Polski;

d) wzmocnić ounowskimi bandami pododdziały karne okupantów i takim sposobem zluzować pododdziały Wehrmachtu, aby mogły się znaleźć na froncie niemiecko-radzieckim;

e) zamknąć w północnej części Wołynia i Polesia partyzantów radzieckich, pozbawić ich możliwości prowadzenia walki na szlakach kolejowych i drogach wroga, nie dopuścić do rozszerzenia się ognia wojny partyzanckiej na inne zachodnie obszary Ukrainy;

f) rozwinąć akcję dywersyjne-sabotażową na terytorium wyzwolonym już przez wojska radzieckie".

Spostrzeżenia prof. Czerednyczenki są niezmiernie trafne i w wielu miejscach ,,korespondują, z twierdzeniami spotykanymi u P. Mirczuka oraz innych "piewców chwały" UPA na Zachodzie. Mirczuk m.in. dowodzi, że zagony UPA pierwotnie powstały na Wołyniu i Polesiu ze względów taktycznych. Galicję pozostawiono jakby w rezerwie, była ona "swoistą bazą", "zapleczem kadrowym oraz bazą żywnościową" UPA. Rzecz jednak w tym, że właśnie w 1943 roku sytuacja na Polesiu i Wołyniu przedstawiała się dość osobliwie. Te tereny właśnie stały się bazą partyzantki radzieckiej. Tu koncentrowały się zgrupowania partyzanckie Sidora, Kowpaka, O. Fedorowa, W. Begmy, O. Saburowa, M. Naumowa, S. Malikowa, M. Grabczaka i in. Kraina ta była nie tylko miejscem dyslokacji wymienionych radzieckich grup partyzanckich, ale też swoistym katalizatorem działań bojowych licznych innych oddziałów... ukraińsko-polskich, polskich, białoruskich, mołdawskich i słowackich. Z lasów i błot tego obszaru dokonywano śmiałych rajdów na linie komunikacyjne, garnizony wroga oraz na jego obiekty wojskowo-przemysłowe. Okupanci uparcie dążyli do likwidacji partyzantów lub przynajmniej do tego, aby ich zamknąć na określonym obszarze błotnistego pogranicza wołyńsko-poleskiego. Okupant jednak nie miał ani dostatecznych sił, ani umiejętności, albowiem ten rodzaj wojny był mu nie znany. Mógł wprawdzie zaatakować partyzantów zmasowaną liczbą sił i środków, te zaś w takim wypadku należałoby ściągnąć z frontu wschodniego, a tym samym go osłabić. W tym świetle staje się zrozumiałe zainteresowanie się hitlerowców sprawami UPA. Tolerowana z konieczności na początku swojego istnienia UPA stopniowo "awansowała" do roli ważnego hitlerowskiego sojusznika. Z drugiej strony wiosną i na początku lata 1943 roku hitlerowcy razem ze swoimi "druhami', melnykowcami rozpoczęli w Galicji werbunek do janczarskiej dywizji SS "Galizien". Gdy w końcu lata 1943 roku w dystrykcie galicyjskim została zakończona akcja werbunkowa, a na Wołyniu i Polesiu pojawiły się większe oddziały partyzanckie, przywódcy OUN przestali traktować Galicję jako ,,zaplecze", przeciwnie powołali tu ekspozyturę UPA pod nazwą Ukraińska Narodowa Samoobrona (UNS). Pochodząca z tego okresu instrukcja dowództwa UPA głosiła: ,,Wszystkie brzegi masywów leśnych, wszystkie leśne przesieki zagrodzić barykadami, nieprzejezdnymi rowami, wilczymi dołami. Zawalić wszystkie przejścia leśne, poprzecinać wszystkie szlaki, które wiodą do lasu (...) Na skraju lasu rozwinąć dobry wywiad (...) Ile razy wróg usunie z dróg barykady, tyle razy należy je natychmiast ponownie zabarykadować. Przy pomocy sił bojówek, samoobrony, wywiadu zablokować wroga w jego punktach oporu. Zaryglować go w lesie i nie zezwolić na wyjście, a jeżeli to możliwe, zlikwidować". Do spraw tych przyjdzie nam jeszcze nawiązać. Teraz wróćmy jednak do początku, do momentu powstania UPA i do tworzenia przez nią leśnej i podziemnej atamanii. Gen. Petro Werszyhora wspomina, że partyzanci radzieccy szybko zorientowali się w złożoności problematyki ukraińskiej na Wołyniu. Doszli do wniosku, że tam gdzie ruch powstańczy o zabarwieniu nacjonalistycznym rodził się oddolnie natychmiast przybierał on charakter antyniemiecki zgodnie z tym, co głosiła OUN, gdy oświadczyła, że zrywa z hitlerowcami po aresztowaniu "rządu" we Lwowie. Tam zaś, gdzie tworzyli ten ruch galicyjscy ,,podporucznicy", stawał się on wyłącznie antypolski i unikał wszelkich walk z Niemcami.

(...)

Pierwotny trzon UPA składał się, jak już wiemy, z policjantów ukraińskich oraz członków innych kolaboranckich oddziałów ukraińskich wysługujących się dotąd Niemcom. Uzupełniali go niektórzy jeńcy z Armii Czerwonej, w tym także oficerowie spośród antysowiecko nastrojonych Ukraińców. Przykładem tego jest Mykoła Sawczenko ps. "Bajda", pochodzący z Połtawy. Był lejtnantem sowieckim, zdezerterował i utworzył sotnię UPA "Schidniaków" w rejonie Czarnego Lasu koło Stanisławowa, buszował też w Polsce jako dowódca kurenia. W miarę zbliżania się wojsk sowieckich do granic Drugiej RP szeregi UPA powiększały się o dodatkowy, nie znany jej dotąd element. Wstępowali doń własowcy oraz słowaccy faszyści, którzy po upadku rządu ks. Tiso przekazali banderowcom zakonspirowane arsenały broni. Nie zabrakło także Francuzów, Niemców, Hiszpanów, Norwegów, Belgów i innych. Ten napływ cudzoziemców zrodził zamiar utworzenia w ramach UPA specjalnych jednostek ,,narodowych". P.Mirczuk twierdzi, że w szeregach UPA działało około 15 grup złożonych z cudzoziemców. OUN-UPA w swej propagandzie stosowała slogany przyjęte od J.Goebbelsa. Warto w tym miejscu przypomnieć, że koncepcja międzynarodowego żydostwa jako absolutnego wroga, wykluczającego wszelki kompromis, była fundamentem całego ukraińskiego obozu nacjonalistycznego. Sternicy propagandy OUN-UPA polecali podległym sobie organom tak formułować hasła, by naród ukraiński był przekonany, że polski rząd na emigracji oraz jego siła zbrojna - AK mają, jako narzędzie światowego żydostwa, jeden zasadniczy cel: zniszczyć Ukraińców jako naród. U podstaw propagandy antysemickiej leżała taktyka antyracjonalnego, emocjonalnego traktowania wroga, przedstawianego jako siłę anonimową; polecano mówić o żydostwie: ,, niebezpieczeństwo żydowskie",,,okrucieństwo światowego żydostwa" itp. Pogrom Żydów rozpoczęli nacjonaliści ukraińscy jeszcze przed powstaniem UPA, wzorując się przy tym na pogromach stosowanych przez petlurowskie "kurenie śmierci". Przy tym wykazywali wiele pomysłowości i inicjatywy-czym niewątpliwie schlebiali hitlerowcom. Taką "inicjatywą" osiągali oni często dwa lub nawet trzy cele równocześnie: zaspokajali swój patologiczny antysemityzm, który jątrzył ich dusze od czasów petlurowskich pogromów, zaświadczali przed hitlerowcami swoją faszystowską istotę i otrzymywali za każdego pojmanego lub zabitego Żyda nędzną nagrodę. Jaką nagrodę? Z zachowanych dokumentów niemieckich dowiadujemy się, że np. policjantom-kolaborantom za zabójstwo Żyda dawano litr wódki i kilogram tłuszczu. Taka informacja znajduje się m.in. przy nazwisku lwowskiego policjanta Sułymy, który obecnie mieszka w Anglii -więcej, udziela wywiadów, w których twierdzi, że ratował Żydów z likwidowanego lwowskiego getta. W dokumencie OUN, a konkretnie w rozdziale Mniejszości narodowe, ukraińscy faszyści zaliczyli Żydów do "wrogiego plemienia" i przeznaczyli na zagładę. W ich gazecie natomiast "Ukrajinśka Dumka" w 1942 roku napisano z pełną wiarą w urzeczywistnienie z łaski hitlerowców idei "samostijnosti": ,,Nastanie dzień, że oni (Żydzi - E. P.) zostaną surowo ukarani na całym świecie". Jak widzimy, nacjonalistom Ukraina bez Żydów już nie wystarczała. Minęło trochę lat i nagle w pismach ukraińsko-nacjonalistycznych zaczęły się pojawiać artykuły o zupełnie innej treści. Na półkach księgarskich pojawiły się książki, a w prasie wywiady, relacje, wypowiedzi. Zmusiło to autora niniejszych zdań do napisania osobnej książki pt. Holocaust po banderowsku (Wrocław 1995). Nim jednak to się stało, idąc dawnym antysemickim rozpędem czasów okupacji, niejaki Sydor Zaporożeć wydał w 1952 roku w Nowym Jorku książkę pt. Kożen powynen znaty. Książka ma charakter antyżydowski i została napisana w duchu przedwojennej i wojennej propagandy OUN. Niewiele różniła się od niej praca Jurija Mowczana pt. Szczo warto znaty (Toronto 1966). Ten, choć unika ostrych słów, nie unika jednak pogróżek, twierdząc, iż "kto nie jest nacjonalistą-antysemitą", ten jest po prostu ,,agentem Moskwy". Obaj wyśmiali obecne "kumanie się" ounowców z syjonistami i nazwali je z obu stron jako nieszczere - albowiem faktom, tj. pogromom żydowskim dokonywanym przez faszystów ukraińskich, trudno zaprzeczyć. Odpowiedzią ich jest książka Żyda amerykańskiego B. F. Sarbina pt. Aliance for Murder. The Nazi-Ukrainian Nationalist Partnership in Genocide (New York 1991). Rozprawiają się z nimi tzw. realiści, którzy właśnie weszli w alians z syjonistami i propagują sojusz "tryzuba z gwiazdą Dawida" oraz zakładają komórki "komitetu przyjaźni". ,,O pieskie dusze" rzekłby Onufry Zagłoba. ,,Diabeł ubrał się w ornat i na nieszpór dzwoni". Banderowcy wyciągnęli do syjonistów dłonie jeszcze lepkie od żydowskiej krwi a ci uścisnęli je bez najmniejszego wahania. Dlaczego tak się stało? Rąbka tajemnicy uchyliła probanderowska "Swoboda" w 1981 roku, pisząc: "...zbyt często mamy do czynienia z wyraźną antyukraińską paranoją ze strony żydowskiej. Nie należy zapominać także antyżydowskiej paranoi wśród Ukraińców". Z takim zjawiskiem należy się rozprawić i skończyć raz na zawsze-albowiem zmieniły się czasy, i nie chodzi o zapomnienie, o niepamięć - bo niczego, co by kompromitowało Ukraińców (tj. nacjonalistów -E. P.) w okupacyjnej kwestii żydowskiej nie było. Słowem: nacjonaliści nie mają żadnych grzechów "głównych ani powszednich" względem Żydów. Takie grzechy, ma się rozumieć, mają hitlerowcy i - Polacy, nacjonaliści ukraińscy zaś są "czyści" i o tym świat powinien wiedzieć. Książki Zaporożca oraz Mowczana są zwyczajnym kłamstwem i wymysłem i nie mają żadnej wartości ani naukowej, ani poznawczej. Tym samym nie można ich traktować poważnie, trzeba je odrzucić precz, aby nie rzucały cienia na ukraińsko-żydowskie braterstwo ponieważ obie nacje: ukraińska i żydowska mają tego samego wspólnego wroga - Polaków. To wy starczy! Polacy niech się teraz gęsto tłumaczą ze swojego "antysemityzmu", a jeżeli fakty świadczą o czymś przeciwnym, to tym ,,gorzej dla faktów". W deklaracji ideowo-programowej Ukraińsko-Żydowskich Komitetów Przyjaźni mówi się o "korzeniach" przyjaźni sięgających czasów Petlury, w którego rządzie istniał nawet urząd do spraw żydowskich na czele z Pinchusem Krasnym, był osobny oddział zbrojny. Przy tym jednocześnie zapomina się o wzmiankowanych "kureniach śmierci", które tylko w 1918 roku wysłały na "łono Abrahama" około 100 tys. ukraińskich Żydów. Sprytny rabin Gutman w styczniu tego roku zarządził w Kamieńcu Podolskim modły za pomyślność głównego atamana, sądząc naiwnie, że ugłaszcze bestię, przechytrzy ją i przyjaźnie usposobi do synów Jakuba. Bestii nie ugłaskał ,,ni prośbą, ni dary" -ale, jak widzimy, dał początek ,,tradycji" przyjaźni żydowsko-ukraińskiej. Czas hitlerowskiej okupacji to osobna karta, ale i w niej nie brak przykładów godnych ,,tradycji". Chociażby ,,przyjaźni" policji ukraińskiej z żółtą policją żydowską, która w getcie lwowskim liczyła 750 osób. Obie formacje wspólnie "ratowały" Żydów. W rezultacie tego w 1943 roku 20 tys. Żydów rozstało się z życiem. Nie o tym rozmawiali z sobą Mykoła Łebed' i Abraham Szyfrin siedząc przy kominku w nowojorskim mieszkaniu byłego szefa OUN. Łebed' zapewne myślał: gdybyś wpadł w moje ręce w czasie okupacji "ty parszywy Żydzie" a Szyfrin podobnie: jakie to szczęście, że nie spotkałem tego bandiuka w czasie gdy był on ounowskim Himmlerem. Ale, jak się rzekło, czasy się zmieniły. Doświadczył tego na sobie były policjant Bohdan Kozij mieszkający dziś na Florydzie. Czy ma jeszcze zdjęcie zrobione mu w Stanisławowie przez kolegę "po fachu" -Ostapiaka nad trupem zabitego żydowskiego dzieciaka Bernarda Kandlera? Czy wspomina w bezsenne noce lub na posiedzeniach "komitetu przyjaźni" o tym, jak zastrzelił trzyletnią Żydówkę i niewiele od niej starszą Lusię Roziner oraz brodategostarca Kozia? Takich jak Kozij policjantów na Florydzie mieszka kilku, m.in. Mychajło Derkacz, Stepan Mudryk, Ołeksander Biłyk, Iwan Ołeksyszyn, a także redaktor Iwan Bazarko. Wszyscy oni są dziś obywatelami Stanów Zjednoczonych i członkami "komitetów przyjaźni" (...)